Hm… jak to się mówi? że mam wkurwa? że jestem zły? na siebie przede
wszystkim?
chyba jakoś to tak było.
Całą noc do Warszawy, potem jakies zlecenie, które i tak sie pewnie poszło
jebać ze względu na jakieś korporacyjne ścierwo.
Maras i Neku czekają wiec wpadam do nich, ale przez pół dnia naprawiam
klocki w samochodzie, cos tam gadamy, spimy w trakcie dnia, potem jakis
piwo i granie w kosza po PKINem. taa…
W tym samym czasie, jakiś skurwiel rozbebesza mi pól samochodu. Zamki,
stacyjka, radio CD i płyty CD (klasyka, Pearl Jam, Beatles, Hendrix).
Generalnie samochod szedł na dawcę organów, bo znalazlem pseudo dorobiony
klucz wbity na chama w staycjke. Koniec koncow znaleźlismy KOMORKE ktora
zlodziej-profesjonalista zostawil w samochodzie. Potem probowal sie na nia
dodzwonic do mnie, chcac uskutecznic jakis dil. CHuJ MU W DUPE. Chcialo by
sie rzec. Ze zlodziejami dilow nie bedzie. Policja olala to ze akurat
telefon dzownil gdy jechalem z nimi w samochodzie na koMENDĘ, taaa pewnie
już uciekl, bo to prodesjonalista, rzekli. Choć wcale tak nie było. Za
chwile wpadl Bedur. Złozył sobie w głowie nieustająco dzowniący telefon, z
obrazkiem gościa którego przed chwilą minął samochodem. STał 200 m od
miejsca włamu i nerwowo wydzwaniał, wiadomo gdzie. „Polucjanci” wbili się
w poldka i pobrumali na ulicę „moją”. Stać policja, formułki, brak ganów,
kajdanki co obmsknęły się po łapie gościa. 185 cm, łysawy, żylasty,
zakapior praski, lat 27 (mam nadzieje ze nie dożyje wieku chrystusowego,
choć wiek gwiazd rocka już chyba dożył).
Godziny na komisarjacie. Spisywanie, fakty i akty, pierdki i smrodki co
nie prowadzą do niczego. Bo przeciez każdy wie, że takich gości sie nie
łapie, a jak się łapie to się wypuszcza, zanim w celi zdążą wydrapać
pierwszą kreskę na ścianie.
Dobra dobra. NIe wiele spałem, dowiedziałem sie też, że to moja wina, bo
samochód zostawiłem „nie-w-garażu”.
Przepraszam czy sprzedajecie państwo garaże przenośne? do samochodów? wie
pan, takie co można stawiać wszędzie i tam parkować samochód?
Teraz przez 3 tygodnie będę czekał aż sprowadzą zamki z Żabojadni.
Autobusy i tramwaje, rowery i sandaly, zupka Knorra w proszku i
oszczędzanie.
Spadł deszcz, wciąż jest duszno, jade tramwajem na miasto. Na trudnosciach
mozna zbudowac cos zajebistego prawda? ait? moze się uda. Karmiąc się
marzeniami, ideami, mając nawet do tego odpowiednie środki, mając dobry
los, i tak jest trudno.
