CUZCO SIE BAWI

W dzien zdobywasz szczyty. Machu Picchu. Inca Trail – w pocie i znoju, kilometry po gorke, kilkanscie w dol. Zmeczenie, znuzenie. Chcesz spac. Ale miasto ci NIE POZWALA. CUZCO. Spotykam po kolei Marcel ( tydzien na brace do Guayaramerin razem), Eran z Izraela (Potosi i Sucre), Cas z Holandii (Rurrebabaque).

Impreza. Czasem trzeba. Dzis. Jutro. Pojutrze. Bart sie bawi. Za darmo? Czemu nie? Wystarczy spotkac odpowiednich ludzi. Carmen. Studiuje i pracuje w nocy jako naganiacz. Naganiacz – Ibiza, Lloret de Mar – cala Europa sie bawi w ten sposob. Dzieciaki stoja na ulicy. Rozdja wejsciowki, free drinks. Zbieramy z Marcelem co sie da. Po chwili bilard. Cuba Libre w kazdym napotkanym barze. Mamy w koncu wejsciowki. Za darmo. Pijemy za darmo. Gringos pija za darmo. Co by bylo gdyby nie bylo Machu Picchu ? Nic by nie bylo. Nie bylo by turystow. 334 agencji turystcznych. Samoloty w kazdy zakatek SWIATA. Knajpy, puby, rewelacyjne tanie hostele. NIC. Calujcie w dupe prosto INKOW / kochani Peruwianczycy. Dzieki temu macie pieniadze. Dzieki temu wasze dzieci sie demoralizuja na euroamerykanska modle. Cuzco jest doskonale. Wszystko wskazuje ze zostane tu z tydzien.

Chinga tu madre, Cabron (Pierdol swa matke, glupi chuju) – drzemy morde do jednego buraka. Cos chcial od nas. Nieprzyjemnie. Znikamy. Tak jest co pol godziny. Ktos cos chce nam zapodac, czego my nie chcemy.

Hej mister, kokaina? weri czip, mister. Byczek otwiera cinkciarka torebke na pasie / w niej z 30 dzialek kokainy. Po chwili wybucha smiechem. Od 4 godzin spozywamy cuba libre i piwko za darmo – zaproszenia, znajomosci. Jest dobrze. Bardzo dobrze. 2 rano. Zmeczenie znuzenie. A to dopiero pare godzin w Cuzco.

Dyskoteka. Siedze na gorze i sacze plyn. Spogladam na tlum bawiacy sie na dole.

Polartek, goretex, trekkingowe buty. Dzis wrocilismy ze wspinaczki. Teraz sie bawimy. John wlasnie wciagnal koke w kiblu i jest wspaniale. Palimy hasz i bierzemy dragi. Najnowsze hity wprost ze znienawidzonej Ameryki. It wasn’t me.

No pewnie. A ktoz by inny …

Spadam. Dzis dopiero poczatek. Zajawka. Afrika MAMA / wspaniala knajpa. REM z CD a w TV – CNN – i zgadnijcie co tam widze? no pewnie…. reality bites.
Czas wrocic do Frankensteina. Wole takie horrory.

A jutro muzea, kupno biletu na pociag do Machu Picchu, zaplanowac rezszte dni. Jak wstane.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.