Boliwia to nie tylko TYBET OBU AMERYK, piekne gory, egzotyka, kolorowe stroje Indian, Salar de Uyuni, Tititaca, La Paz czy dzungla.
Boliwia to narkotyki. Przede wszystkim KOKAINA.
Mama Coca jest corka Pachamamy – matki ziemi. Jest darem dla ludzi, aby ci mogli chronic swoje domy, ziemie, plony, rodzine przed ZLEM. Quechua i Ayamara zwykli poswiecac liscie koki podczas zniw, pracy w kopalni czy bodowy domostwa.
Koka jest uprawiana na wysokosci 1000-2000 mnpm w regionach Yungas i Chapare. Paranascie lat temu rzad amerykanski skumal ze wiekszosc kokainy, ktorej ziomkowie uzywaja do pudrowania sobie nosow, pochodzi z Boliwii. Wyslal DEA (Drug Enforcement Agency), aby zbadala sprawe. USA zaoferowaly Boliwii 2000$ za kazdy zniszczony hektar uprawy. Pertraktacje trwaly, niektorzy chlopi sie zgodzili, zainkasowali kase i … przeniesli uprawe w inne miejsce. Tymczasem cartele narkotykowe wzrastaly w potege. Oczywiscie sprawa nie jest rozwiazana do dzis – i pewnie nigdy nie bedzie rozwiazana…
Liscie koki sprzedawane sa na kilogramy na kazdym targowisku. Indianie zuja codziennie od 30 do 35 lisci. Mozna tez pic mate coca (pijam:)) – ponoc wzmacnia sily i pozwala przezyc na duzej wysokosci.
Wczoraj siedzialem na glownym placu razem z Marcelem z Niemiec. Pilismy browca i nicnierobilismy. Policja krazyla wszedzie. Potem przysiadla sie do nas jedna laska, ze swoim kolesiem, ktory byl jej – jak to okreslila – solamente amigo. Plaplala o anakondach, komarach, potworach, imprezach, swojej rodzinie. Potem temat zszedl na narkotyki. Okazalo sie ze na placu przesiaduja rowniez banda kolesi z farbowanymi wlosami, szerokich spodniach i kolorowych pilkarskich koszulkach. TO DILERZY. Dzialka kokainy kosztuje 10 b. ( nieco ponad dolca). Marijuana jest drozsza. Jak sie wyrazila panienka – nazwijmy ja Esmeralda (zapomnialem imienia) – wszyscy GRINGO biora tu kokaine, ale wy nie jestescie gringo, jestescie z Europy….
No ladnie – przynajmniej nie jestem gringo – ale za to jestem Albino. Pieknie. Brakuje mi jeszcze czerwonych oczu.
Wchodzimy do baru. MTV z kaset video zapodaje rowno. Mlodziaki boliwijskie dra mordy. Cypress Hill, Linkin Park, Limp Bizkit, Guns´n´Roses, The Doors. Cokolwiek. Wszystko co jest amerykanske jest piekne. Biale stroje swiecia sie we ciemnosci. Pewnie biala kokaina tez.
Jeden z kolesi pyta – amigos.. du ju lajk kokaina?
Oczy mu sie blyszcza. Wyglada jak diabel.
Nie, nie – my tylko piwko.
Zmykamy stamtad – nie chcialbym sie znow wpierdolic w cos tak jak w Brazylii. Rozumiem wiezienie w Rio de Janeiro, ale w Boliwii?
Napisal bym ksiazke „100 lat ciezkich robot” – idac za Marquezem… ;))
—-
dzis jade do Trinidad. Potem splyw barka (jak sie uda zlapac jakas tania – najlpesza ponoc wojskowa, lub cargo) do Puerto Villaroel. Nastepnie Villa Tunari, Cochabamba, La Paz, Park Narodowy Madidi w dzunglii, Lago Tititaca i sam nie wiem co jeszcze. Kupilem za 3 dolce Lonely Planet BOLIWIA – wiecej szczegolow, jest co czytac, zaplanuje. Poza tym czuje sie dobrze – musze sie powtarzac – widze ze niektorzy doglebnie analizuje wszystko co pisze :)))) hehe…. niedlugo zaczne pisac bzdury wysssane z duzego palca u nogi – taki maly experyment….
