Wciaz czulem w zaladku resztki lokalnego bimbru jakim zostalem uraczony poprzedniego wieczoru. Siedzialem niewyspany na lotnisku i z braku innego zajecia skrobalem w notesie.
W nocy nie spalem. O 4 rano mialem zamowiona taksowke na lotnisko. Nie moglem zasnac. Czesto to mam – wiem ze rano musze na lotnisko czy na dworzec a tu trzeba jeszcze ogarnac pare rzeczy. Czlowiek nakrecony myslami i koniec koncow nie moze zasnac w ogole. Poza tym 100 metrow od hotelu do poznych godzin rozbrzmiewaly dzwieki disco.
Taksowkarz juz na mnie czekal. Znow stara lada. Taksiarz – charczacy dziadek, owiniety kocem, gnal szerokimi i pustymi ulicami Addis Ababy – otwierajac na co drugim rondzie drzwi – aby splunac siarczyscie.
Przed lotniskiem zatrzymano nas – rewizja. Wychodzic- rece do gory – a potem nastepowalo macanie w poszukiwaniu bomb i pistoletow.
Rano wszystko sie strasznie wlecze. Na lotnisku kolejna kontrola. A potem jeszcze jedna przed samym boardingiem. Zawsze tak jest ale w Europie jakos to szybciej idzie. Etiopczycy nic nie robia sobie z wykrywaczy metalu. Doslownie co drugi spedza 5 minut na przechodzeniu i cofaniu sie przez bramke. A to pasek, a to cos metalowego na szyi. A no tak zapomnial o butach. Wisiorki, kurtki, zegarki, drobne w kieszeni, zapalniczka. Trwa to dobra godzine zanim przejde.
