o jak dobrze jest wracac w dobrze znane miejsca – i tak odrzucajace na poczatku (sam „rajd” autobusem z lotniska zajal mi wiecej niz lot z kalkuty do bangkoku, co wiecej samolot zatrzymal sie w yangoonie, w birmie, wiec postawilem stope na plycie lotniska na 5 minut rozprostowac kosci)…
znow w tym samym hotelu co rok temu, szkoda tylko ze brak tych samych ludzi – niesamowitej ekipy sprzed roku… ale coz – kazda chwila jest nie powtarzalna i wcale nie gorsza czy lepsza od poprzedniej…
pare dni tu… a potem zjazd do kambodzy
