ostatnio w kambodży

Delikatna bryza znad morza. Knajpka Papagayo w Sihanoukville, najwi?kszym porcie w Kambod?y. Khmerska miejscowo?? nadmorska, dobre miejsce aby zapomnie? o bo?ym ?wiecie. Moja czwarta wizyta w tym ma?ym kraju, gdzie spotkasz anio?y i diab?y pod ró?nymi postaciami.

To by? dobry wieczór. Zbyt dobry. Co? wisia?o w powietrzu. Z Badurem i Darem grali?my w bilarda, syci i zadowoleni, po ca?ym dniu w drodze nale?a?a się nam odrobina relaksu. Z Koh Kong do Sihanoukville zamiast 5-6 godzin, wysz?o nam prawie 11. Bezdro?a Kambod?y w b?ocie i deszczu. Dzika ziele?, ?ó?tawo br?zowa nawierzchnia, na któr? kto? o zdrowym umy?le by nie wjecha?. Pierwszy autobus pad? na pierwszej przeprawie promowej, wcze?niej utopi? się w b?ocie i prawie ze?lizgn?? się do rowu. Chyba z ca?ego autobusu tylko Daro skuma? co się dzieje, bo przez ca?y czas wygl?da? przez okno. Autobus niebezpiecznie ze?lizgn?? się w kierunku rowu. Zabrak?o paru centymetrów aby ca?y pojazd znalaz? się na boku. 3 godziny czekali?my na nowy autobus. Nast?pnie 3 przeprawy promowe. Pusty kraj, stalowe chmury k??bi?y się nad pustymi polami oko?o 20 byliśmy na miejscu.

Ali i Nadia maj? knajpk? Indian Curry Pot – znam ich z poprzednich pobytów, zawsze było to dobre i bezpieczne miejsce aby się zatrzyma?. Nadia i dziewczyny przygotowywa?y niesamowit? pakista?sk? kolacje, a Ali raczy? nas fantastycznymi opowieściami o tym co zdarzy?o się w Sihanoukville w ostatnim czasie. Bedur i Daro mieli swój pokój a ja wzi??em jedynk?. Oko?o 5 rano us?ysza?em silnik motocykla, krzyk kobiety, a za ?ciany rozpaczliwe g?osy Dara i Bedura. Obrobili ich. Jak kto i kiedy – tego się nie dowiemy raczej. Z?odziej szed? pod ochron? huraganowego wiatru i siarczystego deszczu od domu do domu, rabuj?c co popadnie. Od gumowych klapków po nikona Bedura. Pora?ka. Na szczęście z?odziej by na tyle człowiekiem, że wróci? się i podrzuci? dokumenty i bilet Bedura.

Od godziny 8 rano rozmawiali?my z policj?. Sam nie wiem co gorsze w Kambod?y – policja czy z?odzieje. Jak nie zap?acisz nie za?atwisz nic. Wypisanie raportu na komputerze kosztuje, dokumenty trzeba kserowa? samemu, potem je?eli coś się znajdzie te? znów trzeba p?aci? i tak bez ko?ca. Gliniarze obiecali nam, że jak tylko z?api? z?odzieja, ma zagwarantowane tortury, że b?d? go bi? dopóki się nie przyzna. Potem pomy?la?em, że z?api? kogokolwiek i powiedz?, że to przest?pca i b?dziemy musieli buli? dalej a tym czasem w wi?zieniu zmasakruj? jak?? niewinn? osob?. Nagle sta?em się podejrzliwy. Przesta?em my?le? normalnie. Irracjonalne podejrzenia pojawi?y się znienacka. Tym bardziej, że Ali zacz?? nas nakr?ca?, że on wie kto to, na ulicy powsta?a jaka? sprzeczka, jeden z typków ze sklepiku naprzeciwko skonfliktowa? się z kobiet? z domu na końcu ulicy. Pono? u niej mieszka? domniemany z?odziej. Kto wie? Ali się za?ama?. „No good for my business” mamrota?, przewracaj?c oczyma. Postanowili?my się nie ?ama?. Z?amanie się by?oby najgorszym wyj?ciem z ca?ej tej sytuacji. W nocy znów przyszed? z?odziej. Nie było mnie w pokoju i najzwyczajniej w ?wiecie straci?em ipoda, paszport, karty, kable, ?adowarki i inne duperele. Na drugi dzień powtórka z rozrywki. Policja, ?apówki, telefon do ambasady, rozmowy z lud?mi na ulicy, setki porad i niedopowiedziane „dajcie sobie spokój, nic nie odzyskacie”.

Musieli?my zosta? jeszcze jeden dzie?, bo policja nie mia?a jak przepisa? raportu na komputerze. Nie wiedzia?em co mam ze sob? zrobi?, spa?em, jad?em, szwenda?em się pomi?dzy dwoma sklepami, ?ó?kiem, knajp? i Internetem. Ch?opaki to samo. Pod wieczór wbili?my się na leniwe posiadywanie na pla?y.

Drugiego dnia jad?c na posterunek policji zatrzymali?my się z Alim i Nadi? ko?o trzech zabitych przez pr?d krów, które nieopatrznie wlaz?y na podmok?y teren wko?o s?upa wysokiego napi?cia. I w tym samym momencie pojawi? się w nowiutkiej toyocie policjant, który dzień wcze?niej wypisa? mi raport ze zdarzenia. Ui?ci?em „urz?dow? op?at?” w wysoko?ci 10 dolców i miałem spraw? z g?owy.

Wieczorem znale?li?my się w Phnom Penh. Znów Number 9, tym razem puste i ciche. Ale jak zwykle najlepsze miejsce do sp?dzenia paru dni.

W ?rod? jedziemy do Siam Reap, potem ch?opaki zje?d?aj? do Tajlandii i wracaj? do Polski. A ja jeszcze chwilę posiedz?. Dzi? wizyta w ambasadzie. Same konkrety, wiem na czym stoj? i co mam do zrobienia. Wype?ni?em formularze, podpisa?em co trzeba, zrobiłem zdjęcia do paszportu. Konsul obieca? mi, że wystawi mi paszport wa?ny na sze?? miesiący i dzięki temu b?d? móg? przejecha? do Bangkoku aby tam kupi? bilet i mo?e się uda dorwa? jaki? paromiesiączny bilet na trasie BKK – Warszawa – Kuba albo Meksyk. To mog?aby by? najlepsza opcja. Miesi?c z hakiem w Polsce, za?atwienie spraw, spotkanie się z rodzink?, przyjació?mi i wylot. Mam tak? nadziej?…Tymczasem czeka mnie za?atwianie spraw, ambasada pewnie z par? razy, lotnisko i za?atwianie nowej wizy kambod?a?skiej, wiza do Tajlandii i pewnie coś jeszcze wyjdzie w praniu.

 Jake Butt Authentic Jersey

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.