minal miesiac.wszystko dzieje za szybko, w mgnieniu oka, doby wybijane rytmem wschodow i zachodow slonca, godziny trawione w szumie wiatrakow rozpadajacych sie hoteli, minuty uplywajace w kafejkach netowych, sekundy wybijane rytmem mlaskajacych klapek. oczywiscie to co sobie zalozylem na poczatku nie jest do konca realizowane. plan trasy zapackany jest datami i miejscowkami – to w przypadku indii, bo juz wlasciwie mniej wiecej wiem jak bedzie przebiegac trasa, ale raczej napewno zajda zmiany … czyli na razie wg planu kerala, mumbai, radzastan i kalkuta
dalszy plan jest mglisty i pelen niewiadomych: jeszcze z miesiac w indiach, potem miala byc birma, ale to chyba odpuszcze, z kalkuty skok do bangkoku, pare dni tamze na miejscu i prrzebitka w okolice granicy z kambodza (paillin jezeli to cos komus mowi), miesiac w kambodzy, przeskok do sajgonu, wietnam, chiny, mongolia, rosja i jak sie uda to wykorzystam swoj bilet na trasie moskwa – warszawa (powrotny mam z mumbaju, ale nie ma sensu sie wracac ladem, choc kto wie, bo jest jeszcze opcja powrotu do indii, przez tybet – ale to wraznie nie powodzenia z wiza rosyjska). tu prosba to czytajacych – gdyby ktos z was mial pojecie jak zalatwic wize tranzytowa przez rosje (poza granicami polski, czy jest to mozliwe?), na dajmy na to tydzien dwa (przejazd transyberysjka koleja). czas i zasoby finansowe wszystko zalezy od tego
4,5 miesiaca co mi pozostaly wydaja sie byc tylko chwila, po ktorej obudze sie w swoim mieszkaniu na pradze polnoc
—pociag relacji chingalpattu – madurai —
wiekszosc wspolpasazerow juz spi, zjedli szybko posilek przyniesiony z domu. ja spac nie ide, nie jestem pewnien czy jak nie zasne to nie przespie stacji – o 3.50 mam byc na miejscu
podroz mija szybko, nad ranem wysiadam na stacji w madurai. kawa na niespodziewanie czystym i przyjemnym dworcu i dreptam pare krokow do hotelu – oczywiscie zatrzymywany przez mniej wiecej 20 rykszarzy na koncu przyczepia sie do mnie dziadek, ktory idzie za mna, choc mysli ze to on mnie prowadzi do hotelu, do ktorego przeciez wiem jak dojsc (widac go wlasciwie od razu z dworca), no ale on idzie za mna, przyspiesza kroku tupiac bosymi stopami po posadzce uslanej cialami spiacych pracownikow hotelu
jestem tak zmeczony ze nie zwracam na niego uwagi. w ogole ostatnio nie mam wyrzutow sumienia. jak wydac calkiem spora sume pieniedzy w indiach dajmy na to w miesiac? policzmy: dziennie jestem nagabywany okolo 50 razy (zalezy od miasta, czy jest to moloch w stylu delhi, czy tez spokojna plaza). kazdej z tych osob daje po 5 rupii (raz dalem kolesiowi 1 rupiaka to myslalem ze mnie zabije wzrokiem, ale on tylko splunal czerwona wydzielina) – daje to mniej wiecej 250 rupii (oczywiscie suma wzrasta, bo gdyby sie plotka rozniosla ze bialas wariat rozdaje rupie to ….) 2000 rupii tygodniowo – 8000 rupii miesiecznie – czyli mniej wiecej wychodzi 200 dolarow do rozdania – wiem wiem sa to wyliczenia liczygrosza i sknery, ale prosze sie postawic w mojej sytuacji. po prostu nie da sie kazdemu dawac pieniedzy. dzieci zdeformowane w ksztalt malp, kaleki bez rak nog, staruszki ktorym nie pozostalo za wiele, wychudzeni starcy z dredami, dzieciaki ze szkoly, male radzastanskie dziewczynki lapiace za konczyny i cala masa innych. o tym juz wielkokrotnie pisalem – jestes tylko bialym workiem pieniedzy ktorego tytuluja „sir”
no tak ale jestesmy w madurai… nie ide spac po przyjezdzie, udaje sie do swiatyni, niesamowite miejsce, innny swiat – 2 godziny oderwania sie od wszystkiego….
potem sen… jest zbyt goraco w czasie dnia… a jutro zmykam na koniuszek indii…
ps. odkad mam mozliwosc pisania z polskimi literami na laptopie, nie cierpie tego robic w kafejkach w wiekszosci ktorych ledwo co cos dziala
