hampi

w ciagu 4 dni pobytu w tym swietym miejscu (a ktore w Indiach nie jest swiete) prawie zdeptal mnie slon, utopilem plecak podczas przeprawy przez rzeke (na szczescie polowicznie – utopily sie trampki i 3 ksiazki ktore wyschly na sloncu), ogluchlem na lewe ucho (prawe odblokowalem przed wyjazdem z polszy), w zwiazku z czym bylem w szpitalu (mala przychodnia 4 km od Hampi) i dostalem zastrzyk (infekcja palca u nogi), zakupilem tez masc, antybiotyki – niestety nic to nie dalo, ucho pomimo zakraplania mascia dalej zatkane co doprawadza mnie do szalu, jade wiec do Hospet rano znalezc szpital i laryngologa

spotkalem tez pare osob – pierwszego w swoim zyciu rosyjskiego trawelersa, australijke Izzy i jej chlopaka Jamesa z Londku, Becky i Rogera (z ktorym zrobilem pol butelki goanskiej wodki tuz przed wejsciem do autobusu) oraz Szarona – swiezego typka z Izraela co dopiero zaczal podrozowac – no i na sam koniec goscia z Austri, co mieszka tu 4 lata i jest totalnym menelem, ma dziure w nodze (it was so great to listen Pink Floyd and burn my leg – jak powiedzial – czy sam sobie ja przypalil czy byl to wypadek trudno powiedziec) – tubylcy nie daja mu zbyt wiele zycia.

poza tym bylo jeszcze swieto Sarkanthi, jazda rozklekotanym rowerem nad jezioro, wizyta w swiatyni malp, bangh lassi o niesamowitej mocy, dalem tez pierwszy w zyciu autograf i okolo 101 hindusow zrobilo sobie ze mna zdjecie

no i to chyba na razie wsio…

zdjec nie bedzie na razie – internet jest megaslow

jade do bangalore (hinduska dolina krzemowa) i tamze moze sie wyslac pare fotek

 Brad Richardson Jersey

Ten wpis został opublikowany w kategorii India, travel i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.