pigułowy dzień

W upalną niedzielę porwałem się z motyką na słońce, albo raczej z longboardem. Kręcąc mały filmik, że niby tu zjeżdżam hardkorowo po dróżce gdzieś w parku przy Morskim Oku, wjechałem w dziurę i poleciałem, uderzając z impetem o krzywą i dziurawą nawierzchnię.

Film 3-minutowy do pewnego projektu jeszcze zdążyliśmy uskutecznić na trasie Siekierkowskiej.

Potem zabrałem jeszcze M. i jej narzeczonego z Hiszpanii do A., który mieszka w jakichś krzakach w Rembertowie (oczywiście on twierdzi, że to nie krzaki i że jest przepięknie, heh).

Uświadczyłem aptekę o północy po azjatyckiej części Warszawy – ciężka sprawa – w końcu się udało.

Cały dzień na środkach przeciwbólowych – dobrze, że się śpi – kuracja łapy udała się jednakże i po 24 h mogę już dłubać w nosie.

Nie mam kiedy robić zdjęć. Przeglądam katalog z ostatniego miesiąca – same pijackie mordy, zamazane JPEG-i, krzywe kadry, jednym słowem zdjęcia z imprez – zdjęć B., A., M. i innych mam tyle, ile oni sami chyba nie mają własnych – mam nadzieję, że będą kiedyś sławni i te parę gigafot owych postaci przyda się na coś – więc kochani, zróbcie coś z tym.

..

5 rano. Skończyłem oglądać kolejne odcinki „Sopranos” i jutro skończę 4 serię i z niecierpliwością czekam na 5.

..

Nawarstwia się coraz więcej do roboty. Pierdoły i większe rzeczy. Czas leci. Nie mam kiedy zająć się samym sobą i nie tylko sobą. W chałupie syf, nie zrobiłem nadal badań kontrolnych, nie odpisuję na maile, czytając tylko i naciskając DEL. Nie skończyłem swojej strony, nie spotkałem się z tatą, nie poszedłem na basen, po raz kolejny odmówiłem grania w piłkę, ani razu nie byłem w kinie, po podłodze walają się napoczęte książki, nieprzeczytane gazety, siedzę tylko przed kompem.

A garb rośnie.

No i powtarzam, że dam radę. Bo jakbym miał nie dać?

Ten wpis został opublikowany w kategorii common life i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.