upaly

przed nimi nie uciekniesz.

16 razy wylewalem kubel „zimnej” wody na siebie. W nocy. Wiatrak tylko mielil wciaz gorace powietrze, ktore wydawalo sie byc geste i lepkie. Tej nocy wypilem 3 litry mineralniej, litr Limki (cos jak fanta cytrynowa) i butle kokakoli.

Nie wiem jak mozna zyc w takim klimacie – blogoslawie nasz umiarkowany klimat – wole kontynentalny niz pol roku upalow a potem pol roku deszczu – czy cos w tym rodzaju…

Dzis zakupy – pojechalem wiec na Chowdi Fucking Chowk (stare miasto) – idioci rykszarze oczywiscie chcieli mnie zawiesc w pare miejsc, pokazac dziela sztuki i inne (przy cenie 50 rupii z Paharganj). To stary system. Rykszarze dostaja kase od wlascicieli sklepow za przywiezienie klienta. Ok. Jakbym mial czas i cierpliwosc to 2 godziny z radoscia spedzilbym jezdzac od sklepu do sklepu, zanim dojechalbym do celu. I tym samym nie zaplacilbym nic i oczywiscie nic nie kupil. Just look – a rykszarz dostaje kase. Placi wiec sprzedawca.

Goscie nie wiedza ze stalem sie nienormalnie asertywny, cholernie niemily dla wszelkiego rodzaju kretaczy i sciemniaczy. Przejechalem wiec pol drogi gdy kolesie na sile chcieli mnie zaprowadzic do sklepu. Wyszedlem wiec z rykszy i wsiadlem do nastepnej – a gnoj ktory wsiadl ze mna do rykszy (zbieral kase od sklepikarzy) prawie dostal w ryj, mowiac brzydko.

….

delegacja wyjezdza po mnie na lotnisko.

home sweet home wkrotce

yo

Ten wpis został opublikowany w kategorii India, travel i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.