Wieczór spędzony w nowym klubie Traffic. Pot, klejący się aparat, gorąco, naparzanie się fotoreporterów przed sceną, Wilki, nieodebrane Fredki, magiczny Sojka solo na fortepianie, szukanie Bedura, którego i tak nie znalazłem.
Kiedy już wszyscy prawie wyszli, bawiła się tylko obsługa i ktoś tam jeszcze. Ja leżałem, jadłem kolację i piłem piwo (roznoszone przez identycznych kelnerów), Adamus (nie mylić z Adomasem) zapuścił Fisza.
„Jestem vipem, ważny jestem, salonowym typem, każdym gestem. Ja idę tędy, którędy idą trędy, uwielbiam chodzić na ekskluzywne spędy.”
