SALAR DE UYUNI

Pedzimy przez pustynie terenowa Toyota. Ja, Marcel & Lisa (Niemcy), Fred & Astrid (Francja) oraz Elias (kierowca) i Justina (kucharka). Za 70$ 3 dni na piustynii.

Odprawa na granicy Chile-Boliwia (4600m). Przerazliwe zmino, zakapturzeni urzednicy, zartuja cobie caly czas. No i chyba nie umieja liczyc. Zaplacilem 15$ za 3 osoby (wjazd do parku narodowego). Mowie do kolesia ze reszta dla mnie to 35$. Ten wyprobowal wszelkie kombinacje ze swoimi pieniedzmi i ni cholery nie udawalu mu sie wydac mi reszty. W koncu zabralem mu plik dolcow i sam sobie wydalem 35$. Hombre byl mi chyba wdzieczny…

Pare rzeczy bedzie niezmiennych podczas nastepnych 3 dni: slonce i ksiezyc, nocne niebo biale od gwiazd, przerazliwe zimno, smarowanie sie kremem chroniacym przed sloncem, piach, snieg, srednia wysokosc 4000m, sol, gejzery, wulkany i zmieniane opony w samochodzie.

Pod wieczor pierwszego dnia docieramy do Laguna Colorada. W tym przypadku natura najadla sie za duzo LSD. Czerwone jezioro setki rozowych flamingow, zolta trawa, szare bloto i tumany wrecz srebrnej soli wzniecane przez szalejacy wiatr.

Choroba wysokosciowa juz daje sie we znaki. W moim przypadku bylo to tylko pol godziny bolu glowy. Reszta cierpi.

Jemy kolacje w baraku. Mam wrazenie ze jestem na innej planecie – w stacji badawczej. Nie ma Francuzow. W pewnym momencie wpada Astrid, sapiac i belkoczac probuje wytlumaczyc. COS. Leb mnie boli nic nie rozumiem. Ale MArcel i Lisa chyba tak. Astrid bierze ode mnie 10$ i prawie placzac zmyka. Po 15 minutach dochodze ogolnie do siebie (2 aspiryny). Okazuje sie ze Fred gdzies zginal, Astrid spanikowala i wynajela samochod terenowy aby go znalezc na tym smiertelnym pustowiu. Zapada zmrok a temperatura spada. W nocy bedzie minus 20 na zewntrz.

Zajadam sie zupa z ryzem i w pewnym momencie wchodzi jak zwykle zadowolony z siebie Dudu (tak Astrid nazywa Freda). Byl na spacerze. Prawie sie zgubil, potem sie potknal o szkielet konia i wtedy sobie uzmyslowil ze moze byc zle. Jak sie dowiaduje o wszystkim, wynajmuje nastepny samochod i jedzie szukac Astrid. Niezly cyrk – jak w durnej francuskiej komedii tragicznej. Justina (kucharka) zartuje ze za chwile wszyscy pojada sie szukac… Niestety nie mam dobrych wiadomosci dla tych zadnych krwi – wszystko sie konczy – Api Endem :))

Noc. Barak. Ludziska ciezko sapia. Szczelnie zamknieci w spiworach. jakies 20 osob w jednej sali. Charcza, smarkaja. Niezawysoko?

Dzien drugi.

12 godzin przez pustynie. Elias raczy nas swoja kolekcja kaset: greatest shits z lat 80tych, bolwianska klasyka, The Beatles i niesmiertlene Scorpions. Wind of Change miesza mi sie z Hotelem California. Potem Lisa zapodaje Massive Attack. Swietnie sie tego slucha na tych bezdrozach. W nocy docieramy do jedynego wiekszego miasta – Uyuni. Mrok, kurz i dziurawa droga. Jemy kolacje w domu Eliasa a potem do hotelu. Zmino. Czytam PASJE ZYCIA przy swieczce. Zasypiam

Dzien Trzeci.

Salar de Uyuni. Najwieksze slone jezioro swiata. Na wysokosci 3653m. 12000 km kw. Plyniemy a raczej jedziemy na Isla de los Pescadas (Wyspa Ryb – nie ma zadnych ryb, ale wyspa z daleka wyglada jak ryba).

Po drodze Hotel w calosci zrobiony z soli. Mistrzostwo swiata. Zagladam do srodka. Slone lozka i fotele. Wszystko. Doslownie. Ukradkiem lize sciane – aby sie upewnic.

Oczy bola od tej bieli. Trafiamy na ewenement – pewna czesc jeziora pokrywa 10 cm woda. Jest pieknie. Teraz reczywiscie plyniemy. Isla de Pescadores – kaktusy i male podobne do szynszyli – vizcache.

Powrot. Tym razem na dachu. Samochod pedzi 80km/godz. 4 osoby na dachu, bialo, pieknie. Prawie umieram z zimna.

Ostatni punkt wyprawy. Cmentarzysko starych pociagow. Zajebista atrakcja turystyczna. Zdjecia – kiedys. Za miesiac.

Dzis wyjazd do Potosi. o 19 mam autobus. Jeszcze jade z Francuzami, ale trza bedzie ich pozegnac :)) raczej. Czasem przeciez nie mozna sie we wszystkim porozumiec… no ni?

salar_pan

salar1

salar2

salar3

salar4

salar5

salar6

salar7

salar8

salar9

salar10

salar11

salar12

salar13

salar14

salar16

salar17

salar18

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii americana. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.