CORRIENTES ARGENTYNA

Koles o twarzy Zapasiewicza ostro gestykulowal, klepia w ramie siedzacego na platikowym krzesle Metysa-Rasiste
– Widzisz, widzisz – nie tylko u nas jest kryzys, wszedzie, wszedzie – zapial tryumfalnie.

Od pol godziny rozmawialem z dwoma kolesiami w barze kolo przystanku autobusowego – czekalem na transport do Posadas w Argentynie. Musialem sie mocno skupic, aby zrozumiec ich dialekt (hiszpanski zmieszany z Guarani). Metys-faszysta byl faszysta, rasista i czyms tam jeszcze. Aha, byl jeszcze wlascicielem baru, w ktorym wlasnie spijalem kawe.
– Te czarnuchy zaleja caly swiat – zawyrokowal Metys. Nie wiem o co mu wlasciwie chodzilo – nie widzialem zadnego Afro-Paragwajczyka jeszcze (staram sie byc poprawny politycznie).

Potem potoczyla sie gadka na temat sytuacji politycznej i ekonomicznej w Polsce. Lech Walesa – tego typa znali jednynie.

Eres komunista? – zapytal Metys-faszysta grozne spogladajac.

Cale szczescie wkrotce nadjechal autobus do Posadas. Wbito mi wize na 30 dni i po chwili znalazlem sie w centrum (jakis kolo mnie podrzucil).

Mila niespodzianka w banku. Pomimo ze VISA nie dzialala (dopiero od 1 nastepnego miesiaca), ale Maestro moglem wykorzystywac do woli.

Na dworcy zadzwonilem do Caroliny. Polka z pochodzenia. Poznalem ja kiedys na ICQ, szukala swoich polskich korzeni.

Dojechalem do Corrientes. Na dworcu czekala na mnie brygada. Zapakowalismy sie do Cytryny – starego francuskiego zloma z zepsutymi drzwiami. Carolina i jej dwie przyjaciolki. Potem mialem okazje zobaczyc argentynskie karakoe.

Panie i panowie! Mamy tu goscia z Polski. – ryknal wodzirej zrobiony na modle Jerzego Stuhra. Czarne wlosy streczaly mu spod koszuli roztegowanej do pepka.

Rozlegly sie brawa. Machnalem im reka i pokazalem swoja nieogolana facjate. Na szczescie nmie zmusili mnie do spiewania rzewnych piesni o milosci po hiszpansku. Publika byla bardzo powazna i traktowali spiewanie z smiertelna powaga. Po prostu spiewali prosto z dupty i serca. Wrazenie wywarla na mnie laska, ktora wraz z zespolem zaspiewala: Don`t cry for me Argentina. Poruszajace. Mialem wrazenie ze tlum zacznie ryczec, roniac krokodyle lzy…

Potem byly kregle. Zarcie. No i stracilem troche peso (1 peso = 1 dolar).
Na szczescie mam dach nad glowa i internet za friko. Zycie jest piekne czasem, nieprawdaz?

Uff…. Jutro jade do boskiego Buenos.


Chc? jeszcze raz pojecha? do Europy
Lub jeszcze dalej – do Buenos Aires
Wi?cej się można nauczy? podró?uj?c
Podró?owa?, podró?owa? jest bosko

– Kora, Maanam
cor1

cor2

cor3

cor4

cor5

cor6

 Saquon Barkley Jersey

Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.