nie chodzi o to, że jestem malkontentem i muszę się do czegoś negatywnie ustosunkować, chodzi o to, że to miasto (wwa) negatywnie stosunkuje się do jej mieszkańców (brak korzenia, wszystko było zburzone) i jedyną ucieczką jest cynizm, inaczej się nie obronisz przed zalewającym cię gównem Warszawy, musisz pluć na wszystko i wszystkich dookoła, żeby nie czuć się oplutym, to reguła #1. Fuck U O.
Miesięczne archiwum: wrzesień 2000
a jak wygladal dzis moj dzien?
7:25 – budzie mnie radiostacja
7:27 – prysznic (zimny, znow odcieli ciepla wode)
7:29 – kefir
7:30 – sranko
7:32 – wychodze z domu , szarpiąc się z zamkiem od drzwi
7:35 – czekam na tramwaj
7:40 nadjeżdza trmawaj
7;45 jade do pracy i czytam wprost
7:46 – docvieram do pracy – i pije kawe
8:00 – robotta
13:00 – 4 kawa tego dnia
15:00 wietnamszczyzna
17:00 – wylaze z robty i jade do domciu
18:00 – siedze i walcze ze skryptem
19:00 – jade do centtrum , oddaje filmy do aparatu i kupuje prezent na urodziny gogi
20;00 – pije piwo w towarzystwi frejenduff – chapi bezrdez goga!!
23:00 – powrot
23;30 – pisze bloga
24:00 – czytam kinge
LULU
nudne , no nie?????
z rańca
po raz pierwszy od jakiś dwóch tygodni nie spoźniłem sie do roboty – a nawet jestem pół godziny wcześnie – to taki wielki sukces… zero luda , pije kawke i jest super… dobry początek mam nadzieje dobrego dnia – ale trza sprawdzić co tam w światku internetowym.
bueee po podróży
Here we go again, w drodze czwarty miesiąc, bez domu tylko kolejne miejsca przeznaczenia, nie wiem kiedy osiądę w jednym miejscu, wszystko jest tymczasowe… coraz częściej czuję, że wielokropek mówi więcej niż słowa, coraz więcej rzeczy dzieje się dookoła mnie, w wyniku czego mniej z nich opisuję, i nie wiem, czy zamknięcie w wewnętrznej przestrzeni sprzed 4 lat było lepsze, czy nie (???) Teraz moja jaźń bardziej przypomina postmodernistyczny zlepek odczuć, obrazów i konfiguracji personalno-czasoprzestrzenno-nastrojowych, przed którym nie było ucieczki.
Jestem świeżo po podróży, te 6000 km najbardziej odczuł mój skonany błędnik (właśnie dzięki niemu miałem parę dni temu najniesamowitszy sen w życiu, wszystko w nim kontrolowałem, a mogłem latać i przenikać przedmioty/ludzi) Wracając do podróży, to zamiast opisywania perypetii, etc, chcę opisać obecną chwilę: siedzę w pociągu do wwy wsch i po ostrej stymulacji wszystkich zmysłów czują większy dystans do otoczenia; znajome rzeczy są obce i właśnie dzięki temu odnajdują się o krok dalej w bezwymiarowej podróży do TEGO miejsca, bezpostaciowego i nienazwanego.
komóra z WAPem
no. mam ją. ale co z tego? bart ma nową zabawkę , ot co :)))
poza tym jest to moja pierwsza komórka (oprócz tych paru szarych)… wbraniałem się długo, wzbudzając zdziwenie i politowanie u co niektórych (co umrą ode mnie wcześniej na raka mózgu :(( r.i.p
zieWWWam
spać sie kce i a pisać nie…. praca praca praca…
czytam knige Irvinga „Zeglarz na koniu” – biografia Jacka Londona – powala :)) klimaty podobne jak w „On the road” Keruaca. polecam.
..
sen nie nadciąga niestety… mam nadzieje, że jutro w miarę o zdrowym umyśle się po ulicach Wielkiego Miasta poruszać będę.
Pewnie rano otworzę gazetę – a tam na pierwszej stronie o tym jak polska ukrainę zwyciężyła !!! :))
sliplez in łorsoł
ueee… spać nie moge i poprawiam wciaż bloga… ver 0.0.3 :))
dodałem parę lnikuff do innych: r.u.z.c, spoon i nnk
..
nowy dizajn – ver. 0.0.2
nowy dizajnik… w fazie przedprodukcyjnych pierduff… niedlugo linki linki i sznurki, wiecej fotek i inne tam.
wlasnie poWWWróciłem do Warszawy – złupili mnie taksiarze-cierpiarze na dwrocu wschodnim (25 zeta za taxidrajwera to skandal – to za odległosc 5 km.) niestety sytuacja byla sramatyczna i trza było taxi zapoadac.
ciemnia foto
nie mam siły – przez 4 godziny wdychałem opary chemikali w ciemni… rezlutaty (fotki) wkrótce na sajcie…
dobrej nocy
