Rano probowalem zamowic sniadanie. Prosta sprawa. Szczegolnie gdy zna sie hiszpanski. Ale nie w moim przypadku. Stracilem glos po prostu. Starszna to sprawa. Pamietam dzien po spedzonej nocy na pustynii w Joshua Tree. Maras i Ania darli ze mnie lacha, a ja niestety nie moglem sie bronic…. szydercy.
Wczoraj sie nie oszczedzalem. PIjac za wolnosc Kuby. BYla tez opcja za wolnosc Peru (zamiast rumu – pisco) ale zrezygnowalem. Zajety bylem obserwowaniem zycia nocnego – o tym we wczesniejszym wpisie.
Nowy dzien. Nowe rzeczy. Czas na zwiedzanie…
….
zwiazku z wieloma mailami . oznajmiam ze NIE WCIAGAM KOKAINY. Czyzby w poprzednim tekscie nie wyrazil sie odpowiednio sceptycznie i sarkastycznie?
zreszta myslcie se co chcecie ehehhe… :))
….
Zakupilem bilet do Machu Picchu. Zdzierstwo na maxa – za pociag w dwie strony 30$ !! plus 20$ za wejsciowe do ruin….AAAAAA…. sssaa az milo
