Me gusta viajar

Caly dzien w miescie. Noc nadeszla, wrocilem wiec do hostelu. U2 ‚ z plyty JOSHUA TREE ‚ pieknie. Niewiele osob. Jezeli chodzi o zdobywanie info i poznawanie ludzi hostele (schroniska mlodziezowe) sa niezastapione. Wlasnie 2 kolesi z Irlandii zapodalo mi mnostwo info na temat Chile.

Argentyna. Junta, generalowie zastepujacy generalow. Wyprzedaz kraju. Nienawisc do Angolii (nie mowie tu o tym biednym kraju w Afryce), wojna o Falklandy (pare kamieni na Atlantyku), roszczenia co do Antraktydy i Evita z twarza Diego Maradony. 2 prezydentow w wiezieniu. Na tym pewnie nie koniec. Tu tak jest. Najpierw siedzisz w kiciu, potem jestes prezydentem , potem siedzisz w kicu i znow jestes prezydentem. Dziwny hiszpanski, lodowce, wulkany, Ziemia Ognista, Patagonia. Krzyk kamienia. Jeden wielki krzyk. Wszystko mi sie miesza. A mowili mi zebym nie mieszal. Glowa to nie San Francisco.

ba_jezus

ba1

ba2

ba3

ba4

ba5

ba6

Nie placz za mna Argentyno, gdy wyjade. Wkrotce. Lepiej by pewnie bylo w Patagonii, ale przeciez nie chce sie obudzic martwy, zimny. Jak jakis ICE CUBE. Gdzies na pustkowiu, gdzie snieg przykryl drogi, a odleglosci sa kosmiczne. Ushuaia – mialem tam leciec. Ale drogo, a poza tym strajki na lotnisku. Odlot to teraz oni maja , a nie turysci. Wala w bebny w srodku miasta, zadajac szmalu, wolnych sobot, 1 godziny lunchu i wiecej miesa dla rodziny. Bo Argentyna to nie k(raj) dla wegetarian – miliony zabitych krow w restauracjach i na kazdym rogu ulicy. Ahora y siempre.

Sluchalem dzis w sklepie Manu Chao. Nowej plyty. Koles jest stad, stamtad, znikad i zewszad. Hiszpanski, francuski, angielski, portugalski. Wszystko na jednej plycie. Rewolucja o twarzy Guevary i radosci Marleya. Poplatanie z pomieszaniem

Me gusta aviones megustas tu
Me gusta viajar me gustas tu
Me gusta marijuana me gustas tu
Me gusta el sol me mgstas tu

Uwielbiam ten kawalek.

Kupilem piwo. Butelka jest wielkosci Argentyny. Jestem juz pijany. Bialy i niebieski na etykiecie. A w radiu zaraz zagraja hymn.

Dzis 3 godziny siedzialem w sieci. to jest niesamowite. To co dla niektorych jest juz norma, mnie nadal zadziwia, mimo ze siedze w tym od 6 lat. Tysiace kilometrow od domu. Mam kontakt z rodzinka, przyjaciolmi. Wysylam zdjecia, teksty. Totalna cybernetyczna interakcja. ICQ, mail, blog (adomas jestes wiekszy niz… hm.. niz kto…?). 0100110100101010010101010101. Cyfry, ktore zblizaja ludzi. Pamietam, gdy pare lat temu ktos powiedzial ze internet oddala ludzi. Jakis madry psycholog lub dziennikarz. Podpisuje sie pod wydaniem wyroku smierci na ta osobe, poprzez spuszczanie kwasu solnego kropla po kropli. Przez lat 100.

Nastepnym moim krokiem bedzie FILM. Kamera cyfrowa mini DV. Mieszczaca sie w kieszeni o jakosci powiedzmy Polsratu. To bedziefilm z drogi. Wkrotce w twoim kinie i kablowce. A moze w sieci…

Jestem jak postac z kreskowki. Codziennie w tym samym ubraniu.

Swiat sie kurczy. Jak jaderka po kapieli w Batyku w marcowy poranek.

Reality SHOW. hit XXI wieku. Potem bedzie juz tylko KONIEC.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.