Przejeżdżając z Warszawy do Bratysławy, a potem do Wiednia, przebiłem się przez dwie strefy klimatyczne. Od szarej skapcaniałej warszawskiej pseudo jesieni, przez ciężką zimę w okolicach Brna (z burzą śnieżną w roli głównej) aż po wiosenny Wiedeń. Co za ulga. Znów razem…







