Santiago – miasto raczej nie zaskakuje. Sam juz nie wiem czego mam wymagac od tych wielkich miast. Moze wcale do nich nie jezdzic?
Centrum – jak wszedzie. Wielki plac, setki ludzi, wariaci, znuzeni dniem osobnicy spiacy na lawkach i rogrzewajacy swoje kosci w promieniach zimowego slonca. Naganiacze, zapraszacze, sprzedawcy wszelkiego dobra i zla, panienki pedzace do pracy, szkol, stukajac obasami przyciskajac do piersi jakies papiery. Slodkie :)
Lepiej jest ominac centrum – wsiasc w metro i wybrac sie na wloczege po innych dzielnicach. Bellavista – stare domy, knajpki, teatry, upadli artysci i ci ktorzy aspiruja dopiero do upadku.
San Cristobal – goruje nad miastem spowitym fioletowym smogiem (dzizas, pierwszy raz cos takiego widzialem na oczy – a propos oczu – widzialem reklame MUCHO SMOG? kropli do oczu). Wokolo osniezone szczyty. Przychodzi na mysl Rio de Janeiro i Corcovado – tez gora, tylko zamiast Jezusa – jego Matka, sprawuje opieke nad miastem. Jako srodek transportu, rowniez kolejka za 1$. Jest takze sanktuarium – psalmy, piesni dobywaja sie ze srodka docierajac w kazdy zakatek wzgorza. Po drodze ZOO STATION – dla hardkorow – nie mam jednak zamieru ogladac papug i malp w klatkach.
W koncu wywolalem slajdy i cz-b (bedzie 10 sztuk). Nie wiele, bo oszczedzam – na Boliwie, Peru, Ekwador, LOCOlumbie i Wenezuele. No i moze Kube badz Jamajke. Znalazlem tanie polaczenia z Caracas do Havany za 200$. I z Havany do Cancun (Meksyk) za 150$.
Przyszla noc. Dluga. W przeciwienstwie do dnia. Moze wyrusze jej na spotkanie….
———
Z radoscia witam siostre, ktora wlasnie powrocila z Truskawkowych Pol na Wyspie Aniolow. Yo zista !!






