Here we go again, w drodze czwarty miesiąc, bez domu tylko kolejne miejsca przeznaczenia, nie wiem kiedy osiądę w jednym miejscu, wszystko jest tymczasowe… coraz częściej czuję, że wielokropek mówi więcej niż słowa, coraz więcej rzeczy dzieje się dookoła mnie, w wyniku czego mniej z nich opisuję, i nie wiem, czy zamknięcie w wewnętrznej przestrzeni sprzed 4 lat było lepsze, czy nie (???) Teraz moja jaźń bardziej przypomina postmodernistyczny zlepek odczuć, obrazów i konfiguracji personalno-czasoprzestrzenno-nastrojowych, przed którym nie było ucieczki.
Jestem świeżo po podróży, te 6000 km najbardziej odczuł mój skonany błędnik (właśnie dzięki niemu miałem parę dni temu najniesamowitszy sen w życiu, wszystko w nim kontrolowałem, a mogłem latać i przenikać przedmioty/ludzi) Wracając do podróży, to zamiast opisywania perypetii, etc, chcę opisać obecną chwilę: siedzę w pociągu do wwy wsch i po ostrej stymulacji wszystkich zmysłów czują większy dystans do otoczenia; znajome rzeczy są obce i właśnie dzięki temu odnajdują się o krok dalej w bezwymiarowej podróży do TEGO miejsca, bezpostaciowego i nienazwanego.
bueee po podróży
Ten wpis został opublikowany w kategorii common life i oznaczony tagami ... Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
