Archiwa tagu: peru

CNN – IMPREZA – KSIAZKI

ecces2

pijany_inka1

grajek

muzeum_maria

ecces3

wozek

ecces4

cuzco2

m_e

cuzco_bilard

cuzco1

muzeum_inriMAMA AFRICA. Cuzco. jedna z wielku enklaw dla gringos. Dobra kawa, soczki, piwko. 15 stanowisk z internetem i najwazniejsze: TELEWIZOR nadajacy non-stop CNN.

Dzis w menu – film o Afganistanie. W 50% nakrecony schowana pod czodarem kamera. Zycie. Wojna. Trupy. Lamanie ludzkich praw, a kobiet w szczegolnosci, glupota i krotkowidzenie talibow (heh – ich mulla ma tylko jedno oko). Wszystko w 60 minutowym filmie. Pani reporterka, odwazna i nie majaca chyba rodziny kobieta, smutny i lamiacym sie glosem opowiada mrozace krew w zylach historyje, okraszone nieludzkimi obrazkami.

Wokolo finezyjnie zawieszonego na linach telewizora tlocza sie ludzie. Amerykanie, Europejczycy. Obgryzaja paznkocie, marszcza czola, kreca glowami i przeklinaja pod nosem lub miedzy soba. To tak wyglada Afganistan?

Dramat jaki rozgrywa sie teraz na swiecie w koncu dotyczy ich samych, ich rodzin i przyjaciol. Czy tragedia WTC otworzyla im oczy? Czy jest tylko kilkusekundowym mrugnieciem w ich zyciu?

Niewiemsamniewiem.

Film sie skonczyl. Amiga – una cerveza, por favor!. Gringos zaczynaja impreze, aby zapomniec.

Spogladam w dol. Spektakl pt. „NECENIE GRINGOS” odgrywa sie przed oczyma. Dziewczyny zapraszaja, rozdaja zaproszenia, zachecaja, darmowe drinki i usmiech od ucha do ucha. Aby tylko zapelnic dyskoteke czy pub. Ile procent skorzysta? Gringos jacys bojazliwi i przestraszni. Moze dziewczyny oniesmielaja bo za ladne?

Znow spotkam Carmen. Zrezygnowala z pracy w ECCES – teraz pracuje dla Temple. szef byl gnojem i nie placil, a z czego ma wyzyc biedna studentka? no powiedz?

Cuba libre i 4 piwa. Impreza sie rozkreca. Fajna muza. Siadam w miekkim fotelu i patrze. NIe jest to miejsce dla mnie raczej. Ide do domu… tzn. do hotelu…

………….

Znalazlem w smieciach stara ksiazke. Jakis angielski tytul, teraz wlasciwie nie pamietam. Horrorowate romansidlo z akacha osadzona na Haitii. Kaplanii voodoo i piekne niewolnice. 583 strony i okladka zjedzona przez czas. Generalnie bezwartosciowa szmata. Ale wrzucilem do plecaka i ruszylem dalej. W Cuzco znalazlem ksiegarnie. Z glosnikow lecialy kjury (to taki zespol ;)) – pryszczaty mlodzieniec, z dlugim fryzem, ubrany na czarno i przezuwajacy zuwaczku – na ksiazkach sie znal. Cala jedna sciane zajmowaly stare ksiazki w jezyku angielskim. Znow same szmatlawce. Znajduje jednak kanadyjski kwartalnik QUEEN´S QUARTERLY, 09.1994- cos jak LITERATURA NA SWIECIE. W srodku wywiad z Kapuscinskim. Wiec wymienilem haitanskie scierwo na ten magazyn jak i Lonely Planet BOLIVIA na HANDBOOK PERU. Niezly deal.

W Cuzco znow spadl deszcz. Nieuchronnie pora deszczowa. Zrobilo sie zimno. Zaszylem sie w pokoju Frankensteina. Z glosnikow na dole spokojny dzezik.

Czytam wywiad z Kapusta. Troche debilne pytania zadaje prowadzaca wywiad:
Co sie stalo wtedy w 1939 w Pinsku, co to dla Pana oznaczalo?

Co sie stalo? Kapuscinski bez stresu, madrze odpowiadan na pytania, pozwala zrozumiec czytelnikowi kanadyjskiemu co sie stalo, gdzie , kiedy jak?

KSIAZKI – brakuje mi ich tutaj. Przeczytalem pare polskich, ktore zabralem z domu, niektore po 3 razy. Potem wymienilem je na jakies angielskojezyczne. 5-6 tytulow. Przeczytalem tez ALCHEMIKA po hiszpansku. Teraz z przyjemnoscia lyknalbym CHLOPOW, KRZYZAKOW, LATARNIKA czy inne QUO VADIS…

Polskich slow mi brakuje. Moze rodzinka co nie co do LIMY podesle, coś pare tytulow w miekkiej okladce – bo takie lzejsze…

PS.
dzieki wielkie za 20000 odwiedz glownej strony od poczatku podrozy… a ile odwiedzin wszystich stron to nie mam zielonego pojecia :)))

 Taylor Lewan Womens Jersey

Zaszufladkowano do kategorii americana | Otagowano

OLLANTAYTAMBO – PISAC

Pierwszy dzien wiosny. To juz po raz drugi w tym roku. W POLSCE jesien. WIESZCZ narodowy spiewa tak

Jest jesień – nie mog? rano wsta?
Jest jesień – ca?y dzień móg?bym spa?
czy wiesz jak nieprzyjemnie jest po ciemku musie? wsta?
Pewnie nie wiesz

Pos?uchaj jak bije serce moje
dwa razy prawie szybciej ni? kiedy normalnie

Gdy nagi wiosn? le?? w trawie właściwie prawie ?pi?
o kurde !

– KAZIK z plyty Mellasa

Ida pierwsze deszcze. Ale pory roku bede zmienial jeszcze parokrotnie.

Wczorajszy dzien uplynal leniwie (zadna niespodziewajka ;)) – posiedzialem troche w goracych i leczniczych basenach w Aguas Calientes. Ponoc mozna odmlodniec… ponoc…

Siedze na torach kolejowych. Ludzie, spoceni turysci co wlasnie wrocili z MP, kobiety sprzedajace sernik z pomaranczami za 1 sola (mniamm ;:)), robotnicy, czesc czeka na pociag loklany (JEST TAKI sie okazalo, za 4 sole!!). Podchodzi do mnie burak z kolei i zada mojego biletu. Chce sie upewnic czy abym nie zakupil lokalnego biletu. Slyszalem historie o gringos wykopywanych z lokalnego pociagu przez tubylcow. Przyjedzcie do Polski, kochani, tez was wykopie!

Znow spotykam Australijczykow i ruszamy razem. Wysiadam w Ollanta i znajduje prymitywny pokoj z hotelu skonstuowanym z cegiel adobe za 7 soli. Zjadam kurczaka z frytami i ostra musztarda, bulke z serem, soczek i moge isc spac.

Ruiny, ruiny, ruiny. W 4583 roku tez pare palantow przyjedzie do mojego domu i bedzie zwiedzac jego ruiny.

Tu byla kuchnia – szanowna wycieczko -a tu ci prehistoryczni ludzie ogladali cos co zwali TV – to zniszczylo ich cywilizacje. Tu mieli lozka. Co to lozko? Hm.. lozko to takie cos do spania, co jak nasz lewitator, tyle ze twarde i czasem wpuszczali do niego wode.

Powspinalem sie troche w ruinach Ollantaytambo. Popatrzylem, poogoladalem. Wspanialy przyklad kunsztu inkaskich budowniczych. Ale coz z tego? O ile bardziej interesujace jest siedzenie na placu, obserwowanie zywych ludzi, rozmowa, podroczenie sie z dzieciakami czy tez sprzedawczynia zgnilych manadrynek. Inkow mozna sobie tylko wyobrazic. Istnieja w ksiazkach, tych ruinach, legendach i hiszpanskich niekompletnych i przeklamanych kronikach.

Nic to – zjadam dwie bulki z kozim serem i wsiadam do mikrobusu jadacego do Urubamby, gdzie przesiadam sie na autobus do Pisac.

PISAC – spokojne miasteczko, plac z targowiskiem posrodku. Zjadam empanade prosto z ogromnego pieca. Spotykam dwoch uzaleznionych od lisci koki Francuzow. Czestuja mnie lisciami – wiesz, musisz ze wepchac z 40 lisci pod policzek a potem wsadzic ten kawaleczek wegla – to spowoduje reakcje chemiczna i dostaniesz kopa. Slusznie. Jezyk mi dretwieje i mam totalne znieczulenie. Polecam to dentystom. Pijemy browca, a kolesie snuja opowiesc o tym jak spedzili 5 miesiecy na polnocy Brazylii, o tym jak zlapala ich policja, o tym jak wynajeli dom na 3 miesiace (45$ za miesiac) z dwoma lesbijkami.

Ruiny Pisaq. Wiatr niesie mnie po gorach, a slonce spala mnie na popiol. Czuje lekkosc. Stare domy INkow zbudowane na stromych zboczach okolicznych gor, wspanialy widok na DOlINE i przecinajaca ja blekitna wstege rzeki. ENERGIA. Zbiegam do miasta w 15 minut.

Potem patrzylem jak gra przyszlosc peruwianskiej pilki noznej… jak bylem gowniarz to byl zywiol, betonowe boisko, osiedle, szkola podst. nr 3 w Klodzku i pierwsza pilka „piatka” ktora dostalem na komunie, a ktora zaraz mi ukradli… a tu widze, piekne ulozenie: skrzydlowi, center, napastnik, obrona i bezbronny bramkarz, ktory chwile potem kapituluje. Szmacianka, szare mury i 7 latki…

Dzis mialem wyjatkowego pecha i szczescie w nieszczesciu. Znow aparat. A raczej obiektywy. Najpierw 105mm sigma wyslizgnela mi sie z torby a chwile potem 20mm canona. Ehh.. na szczescie nic sie nie stalo. Wszystko dziala jak nalezy. Sprzet mam po prostu niezniszczalny.

NIEDZIELNE TARGOWISKO.

Ludzie tym zyja. To tylko jeden taki dzien w tygodniu. Niedziela. Cierpliwie czekaja na 10 rano – gdy autobusy z bogatymi turystami z Cuzco w koncu przybeda.

Sprzedamy im wszystko. GArniki, porecalne, maski, swetry, rzezby, obrazy, cieple skarpety i czapki z mlodej Alpaki, torby i zeby krokodyla.

Siedze wygodnie w ikeapodobnym fotelu tuz przy jednym z rogow placu. Wczoraj bylo tu pusto. Targ zajmowal jedynie centralna czesc placu. Dzis caly plac i dobiegajace uliczki wypleniaja sie sprzedajacymi i za chwile, malutka chwile, kupujacymi. Kobiety i dzieci z okolicznych wiosek, przebieraja sie w tradycyjnie stroje i finezyjne kapelusze. Biegaja z malymi dziecmi na plecak i barankami pod pacha. Beda pozowac za pieniadze.

15 minut po 10 juz siedze w autobusie do CUZCO. Nie moglem patrzec na ten zjazd turystow. Niedziela. Sloneczny dzien. Telewizor obiecywal ladna pogode…

bulka_z_serem

bart_pisac

inka

sloneczniki

psy

przyszlosc_peru

pisac9

pisac8

pisac7

pisac5

pisac4

pisac3

pisac2

small_sloneczniki

pisac10

pisac1

ollantay

kokainisci
 Ray-Ray Armstrong Jersey

Zaszufladkowano do kategorii americana | Otagowano

MACHU PICCHU

6 rano. Ledwo wstaje. Wlasciciel Frankensteina pakuje moje rzeczy do skrytki a dokumenty do sejfu (wielkie udogodnienie).

6:30. Stacja kolejowa San Pedro. Czysto, slicznie, pieknie. Sniadanko i fruuu…

Bezpieczenstwo w Cuzco. Naczytalem sie o zlodziejach, kolesiach grasujacych z nozami, falszywych policjantach. Tymczasem jest bezpiecznie i spokojnie.

Pociag do MP. Wygodny, czysty kibelek, wspianiale widoki i 30$ dolarow wydanych w dwie strony za miejsce w klasie BACKPACKER. BACKFUCKER. FRONTPACKER. FRONFUCKER. Rok temu Peruwianczycy zeszyli wieksza kase. Wiec zlikwidowali LOCAL TREN (pociag lokalny za 5$ w jedna strone). Oczywiscie tubylcy ponoc dalej placa o wiele mniej niz turysci, musza sie okazac jedynie dowodem osobitym. JA CHCE PERUWIANSKIE OBYWATELSTWO!!

W pociagu mnostwo mlodych ludzi. Niektorzy zmierzaja na Inca Trail – aby przez 3-4 dni snuc sie po okolicznych gorach za 200$. Czesc ludzi w srednim wieku. Biale adidaski, kapelusiki, zlote okularki, czyste ubrania. Cale rodziny. Siedzi tez (a raczej spi) paru pomietych brundych dzentelmenow takich jak ja. W kazdym wagodnie kawka, ciasteczka (oczywiscie nie wliczone w cene biletu), albumy ze zdjeciami z MP – slono trza placic.

Aguas Calientes – spotykam znow Lise i Gustavo oraz jeszcze jedna Niemke o imieniu Heinie (Henryka??). Znajdujemy gromadnie hotel za 10 soles (taniej juz sie nie da). Wszystko pod turystow – knajpy, internet, sklepy z pamiatkami, grajkowie wchodzacy do knajp, grajacy EL CONDO PASA i zadajcy kasy. To wcale nie jest fajnie jak ktos ci swiszczy nad uchem. Pytam – nie umiesz grac innych melodii?? OCzywiscie, ze umie, ale turysci kochaja El Condor Pasa. Znam inne slowa do tej melodii, ze wzgledow cenzorskich nie przytocze.

Jest pieknie swiatlo – wiec decyduje sie na wyjazd do MP i zostanie tam do oporu. Autobus – zdzierstwo na maxa 9$ w obie strony, ale nie ma czasu. Trzeba w koncu zobaczyc to MAGICZNE MIEJSCE. Pniemy sie pod gore. Kupilem wczoraj torebke lisci koki i wpycham se pod policzek – spogladam w bok. Siedzi para ladnych Francuzikow w jednakowych czerwonych polarach, patrza z niesmakiem. A ja zuje z niesmakiem. Jezyk mi dretwieje, ale czuje sie hajowo – a moze to tylko sila perswazji?.

MACHU PICCHU – hotel, restauracja (50$ za noc, 20$ za posilek). Wejscie – wchodze jako student, pomimo ze nim jestem, umiec mieszac to ja umiem ;)

Po 5 minutach wspinaczki oczom mym ukazuje sie widok znany z pocztowek, zdjec, albumow. Kazdy w tym miejscu chce sobie zrobic fotke. No i ja tez sobie robie – taka tradycja. W dole widze FLAMINGOS – turystow biegajacych za przewodnikiem. Zzzzziajani, spoceni, ale daja rade.

Amerykanski odkrywca Hiram Bingham dotarl to w lipcu 1911 roku. Wczesniejo tym miejscu wiedzieli tylko nieliczni turysci. Wykarczowano gesto porastajaca dzungle, odslaniajac budynki, swiatynie, fontanny i glowny plac.

Spogladam na twarze innych siedzacych na zboczach czesci rolniczej (miasto podzielone zostalo na czesc miejska i agrykulturalna). Twarze mowia: o jeszcze jeden. Bowiem kazdy chce miec MP tylko i wylacznie dla siebie. W samotnosci siedziec tu i kontemplowac. Pomilczec w jednym z najwspanialszych miast. Machu Picchu stawia sie na rowni z Angkor Wat w Kambodzy, miastami Majow i Aztekow w Meksyku czy tez egpiskimi piramidami.

Snuje sie. Krok po kroku. Tursytow coraz mniej i dobrze. Dochodze do chatki straznika. Tu trzeba sie zarejestrowac przed wspinaczka na Huayana Picchu (2700m), szczyt gorujacy nad miastem. Na samej gorze znajduje sie punkt obserwacyjny. Jest za pozno by isc w gore. Jest godzina 15. W koncu wraz z Benem i Violetta (malzenstwo z Kanady) udaje sie nam go przekonac i wspinamy sie. Waskie schody, liny, lancuchy, 400 metrow w gore. 25 minut i stoje na szczycie gory. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA – krzycze wrecz ze szczescia. JEST PIEKNIE. PStryk Pstryk. Potem siadam i patrze. Nic wiecej.

O 5 po poludniu nie ma juz prawie nikogo – straznik wygania niedobitkow. Wychodze ostatni.

Wieczor. Nie ma to jak spozyc winko + wlasnorecznie wyciskane pomarancze + inca cola (fuj..). Siedzimy na podworky przy tekturowym sklepiku. Jest milo. Lisa i Gustavo to malzenstwo. Gustavo urodzil sie w Argentynie 39! lat temu. Ma obywatelstwo kanadyjskie i jest punkowym fryzjerem. Lisa ma 22 lata i jeszcze studiuje. Przejechli pol swiata i wciaz na wszystko mowia: WOOW ! Bardzo fajni ludzie.

Ranek. Deszcz. Ulewa. Mgla. Ludzie sie zalamali, bo dzis nie zobacza MP. Poza tym kolej strajkuje wiec nie wiem czy wyjade stad dzis. Sie zobaczy…

panorama_mp

ac2

ac3

ac4

ac5

aguas_calientes1

bart_mp

gustlisabart

lisa_ac

mp1

mp2

mp3

mp4

mp5

mp6

mp7

mp8

pociag

trainspotting1

trainspotting2

trainspotting3

waynapicchu1

waynapicchu2
 Alex Mack Womens Jersey

Zaszufladkowano do kategorii americana | Otagowano

CUZCO – wieczor

Po paru dniach euforii odczulem zmeczenie. Na szczescie jutro zmiana. Parodniowa wyprawa do Machu Picchu i okolicznych wiosek, ruin, miejsc klimatycznych i wod cieplych (Aquas Calientes).

Znow spotkalem ekipe z poprzednich miejsc – Australiczcy + 2 kolesi z Izraela, Niemiec, Chorwatka i ktos tam jeszcze. Stwierdzam ze niecierpie robic cokolwiek, dzialac w grupie. Szczegolnie grupie osob ktore sie nie znaja miedzysoba. Idziemy jesc – haslo padlo, po jakiejs godzinie zbijania bakow, picia browca (nie pije bo nie mogie;)) i bezproduktywnego grania w rzutki. No i poszlismy. Ktos wpadl na pomysl, ze pewnie utargujemy niezla cene bo jest nas calkiem sporo. Mozna tanio zjesc i duzo wypic (wino, piwo, pisco). No i sie zaczelo. 15 minut. Godzina. Lazenie i droczenie sie z naganiaczami, ktorzy jak sepy wypatruja gringos.

Dosc- rzeklem, szkoda czasu. No co ty Bart, trza sie upic – odezwaly sie glosy.

Wcale nie trza. Pilem wczoraj. I starczy. Pojde do hotelu, poczytam ksiazke (wymienilem dzis LP Bolivia na Handbook Peru), posiedze, podlubie w nochalu, wyspie sie, bo rano trza wstac.

W Frankenstein jest jak w prywtanym domu. Dzis spotkalem starego hippisa z S.Francisco. 7 lat mieszka w Cuzco i nie byl jeszcze w Machu Picchu !!! Mowi ze swiatowy rekord chce pobic. Dyskutowalismy o problemach swiatowych. Duzo sie CNN naogladal, wiec jest specem od Talibow, Afganistanu, Indii, Buszow, Ladena i broni chemicznej. Nie zagniesz czlowieka ;)))

Oczy sie zamykaja. Trza zmykac. Dziwny niepokoj w zaladku, wiec schrupie cos po drodze.

dachy2

cuzco4

dachy1

dachy3

spiacy

drzwi

cuzco5

bart_marc_caro

cuzco6

ecces1

frankenstein

cuzco3

plaza1

santa_catalina
 Austin Blythe Jersey

Zaszufladkowano do kategorii americana | Otagowano

CUZCO – poranek.

Rano probowalem zamowic sniadanie. Prosta sprawa. Szczegolnie gdy zna sie hiszpanski. Ale nie w moim przypadku. Stracilem glos po prostu. Starszna to sprawa. Pamietam dzien po spedzonej nocy na pustynii w Joshua Tree. Maras i Ania darli ze mnie lacha, a ja niestety nie moglem sie bronic…. szydercy.
Wczoraj sie nie oszczedzalem. PIjac za wolnosc Kuby. BYla tez opcja za wolnosc Peru (zamiast rumu – pisco) ale zrezygnowalem. Zajety bylem obserwowaniem zycia nocnego – o tym we wczesniejszym wpisie.

Nowy dzien. Nowe rzeczy. Czas na zwiedzanie…

….

zwiazku z wieloma mailami . oznajmiam ze NIE WCIAGAM KOKAINY. Czyzby w poprzednim tekscie nie wyrazil sie odpowiednio sceptycznie i sarkastycznie?

zreszta myslcie se co chcecie ehehhe… :))

….
Zakupilem bilet do Machu Picchu. Zdzierstwo na maxa – za pociag w dwie strony 30$ !! plus 20$ za wejsciowe do ruin….AAAAAA…. sssaa az milo

 Derrick Shelby Authentic Jersey

Zaszufladkowano do kategorii americana | Otagowano

CUZCO SIE BAWI

W dzien zdobywasz szczyty. Machu Picchu. Inca Trail – w pocie i znoju, kilometry po gorke, kilkanscie w dol. Zmeczenie, znuzenie. Chcesz spac. Ale miasto ci NIE POZWALA. CUZCO. Spotykam po kolei Marcel ( tydzien na brace do Guayaramerin razem), Eran z Izraela (Potosi i Sucre), Cas z Holandii (Rurrebabaque).

Impreza. Czasem trzeba. Dzis. Jutro. Pojutrze. Bart sie bawi. Za darmo? Czemu nie? Wystarczy spotkac odpowiednich ludzi. Carmen. Studiuje i pracuje w nocy jako naganiacz. Naganiacz – Ibiza, Lloret de Mar – cala Europa sie bawi w ten sposob. Dzieciaki stoja na ulicy. Rozdja wejsciowki, free drinks. Zbieramy z Marcelem co sie da. Po chwili bilard. Cuba Libre w kazdym napotkanym barze. Mamy w koncu wejsciowki. Za darmo. Pijemy za darmo. Gringos pija za darmo. Co by bylo gdyby nie bylo Machu Picchu ? Nic by nie bylo. Nie bylo by turystow. 334 agencji turystcznych. Samoloty w kazdy zakatek SWIATA. Knajpy, puby, rewelacyjne tanie hostele. NIC. Calujcie w dupe prosto INKOW / kochani Peruwianczycy. Dzieki temu macie pieniadze. Dzieki temu wasze dzieci sie demoralizuja na euroamerykanska modle. Cuzco jest doskonale. Wszystko wskazuje ze zostane tu z tydzien.

Chinga tu madre, Cabron (Pierdol swa matke, glupi chuju) – drzemy morde do jednego buraka. Cos chcial od nas. Nieprzyjemnie. Znikamy. Tak jest co pol godziny. Ktos cos chce nam zapodac, czego my nie chcemy.

Hej mister, kokaina? weri czip, mister. Byczek otwiera cinkciarka torebke na pasie / w niej z 30 dzialek kokainy. Po chwili wybucha smiechem. Od 4 godzin spozywamy cuba libre i piwko za darmo – zaproszenia, znajomosci. Jest dobrze. Bardzo dobrze. 2 rano. Zmeczenie znuzenie. A to dopiero pare godzin w Cuzco.

Dyskoteka. Siedze na gorze i sacze plyn. Spogladam na tlum bawiacy sie na dole.

Polartek, goretex, trekkingowe buty. Dzis wrocilismy ze wspinaczki. Teraz sie bawimy. John wlasnie wciagnal koke w kiblu i jest wspaniale. Palimy hasz i bierzemy dragi. Najnowsze hity wprost ze znienawidzonej Ameryki. It wasn’t me.

No pewnie. A ktoz by inny …

Spadam. Dzis dopiero poczatek. Zajawka. Afrika MAMA / wspaniala knajpa. REM z CD a w TV – CNN – i zgadnijcie co tam widze? no pewnie…. reality bites.
Czas wrocic do Frankensteina. Wole takie horrory.

A jutro muzea, kupno biletu na pociag do Machu Picchu, zaplanowac rezszte dni. Jak wstane.

 Roger Maris Jersey

Zaszufladkowano do kategorii americana | Otagowano

CUZCO zwane tez Cosco

Pies wyl pol nocy. Potem nie wiem co sie z nim stalo. Nie wiem tez czemu wyl. Wyrywali mu zeby? Pokazywali kielbase – owoc zakazany i taboo? Moze sprawil to fakt, ze zdal sobie sprawe ze jest niczym innym jak peruwianskim psem i to nie dawalo mu spac. Rowniez mi nie dawalo.

7 rano. Puno, Hotel Illampu. Klasycznie zapomniano mnie obudzic i jak zwykle obudzilem sie na czas samodzielnie (wbudowany w glowe budzik, rok produkcji 1976). Zjadlem na sniadanie dwie czekoladki SUBLIME. Uwielbiam je, jak i zespol SUBLIME – polecam wszystkim spragnionym dobrych, pozytywnych wibracji prosto z dupy i serca.

Autobus. Masakra. Klaczycznie. 3 filmy: 6 zmysl, Gladiator, i film o jakims gorylu- rzecz dla dzieci.

Nie nawidze jak sie ludzie kokosza (mama mi zawsze mowi – nie kokosz sie !!). Wchodzili i wychodzili, kupowali kurczaki, galaretki, obrzydliwe napoje a la Hellena i setki innych gowien. AUtobus stawal i ruszal. Siedzaca obok kobieta (baardzo gruba) kupowala wszystko co sie nadawalo do jedzenia. Z kilometra na kilometr brakowalo mi miejsca do siedzenia. Schrzaniony metabolizm u tej pani? Na szczescie trwalo to tylko 7 godzin – nowa droga z Puno do Cuzco.

W koncu CUZCO. Piekne, wspaniale miasto. Zadekowalem sie w dziwnym,tajemniczym i totalnie odjechanym hotelu FRANKENSTEIN. TO zagadka: co wspolnego z tym maja ZABKOWICE SLASKIE? :))

KOlacja w chinskiej knajpie. Menu de Dia: zupa i kurczak z ryzem na ostro za 1,5$. W TV – Wielka Draka w CHinskiej Dzielnicy. Zbieg okolicznosci?

SPadam na browca – oczywiscie juz spotkalem znajomych…
 Louis Williams Womens Jersey

Zaszufladkowano do kategorii americana | Otagowano

PLYWAJACE WYSPY – UROS

Dwa panstwa dziela miedzy siebie jezioro Titicaca (wymawia sie TITIHAHA). Do Peru nalezy 60% powierzchni, do Boliwii 40%. Ze swym usytuowaniem na wysokosci 3820 m. uznaje sie je jako najwyzej polozone na swiecie zeglowne jezioro. Niegdys myslano, ze jest bez dna ;) Zmierzono, zanurkowano, sprawdzono: glebokosc do 457m, powierzchnia 9000 km kw., szerokosc 97 km, dlugosc 230km. Generalnie niezorientowana istota ludzka moze je wziac za morze.

Wiele legend, opowiesci, mitow krazy wokol jeziora. Plemiona osiadle tu przed Inkami wierzyly, ze slonce, ksiezyc i bialobrody wodz/bog VIRACOCHA narodzili sie z jego wod.

… przerwa na wieczornego nalesnika z bananem w polewie czekoladowej…

Viracocha – bialy bog, z broda. Na mysl znow przychodzi mi Meksyk, Aztekowie i Majowie i ich wierzenia w bialych bogow, co przybyli za wielkiego morza. Qetzacoatl i Viracocha. Wiele wspolnego. Daniken wypowiadal sie w tym temacie wielokrotnie… Jak bylo naprawde?

Pobudka o 6 rano. Myslalem, ze jest juz 7. Zmiana czasu, a ja zyje w totalnej bezczasowej rzeczywistosci….

Sniadanko spedzone wraz z prezydentem Bushem i Osama Bin Ladenem (Osama syn Ladena). Milo spedzone 15 minut, zaiste ;((

Uros – slynne, magiczne, plywajace wyspy. Jest ich parenascie i ludzie wciaz na nich zyja. Okolo 300 osob. Lud UROS – osiadl dawno temu. Chcieli odizolowac sie od Collas i Inkow. Obecnie nie ma juz Uros czystej krwi – wchodza w uklady z Aymara i Qechua.

Wyspy skonstruowane sa z drzewa totora (trzcinopodobna trawa porasta mielizny calego Titicaca). Z drzewa totora buduja takze lodzie i domy. Mam okazje przeplynac sie jedna z nich z jednej wyspy na druga.

Cala impreza jest mocno turystyczna. Hordy gringos codziennie odwiedzaja Uros. Pstryk, Pstryk. Oczywiscie widac slady CYWILIZACJI. Baterie sloneczne, czapki bejsbolowe, radio, tv. Na wyspach znajduja sie tez dwie szkoly. Wraz z Gustavo i Lisa odwiedzamy jedna z nich. Dzieciaki rzucaja sie na nas jak psy na kielbase. Jak masz na imie, a ile masz lat? Spogladaja prosto w moje szklane oko. Pani nauczycielka nie potrafi nad nimi zapanowac.

Czy ci ludzie zastanawiaja sie co dzieje sie na swiecie? Jakie sa ich zmartwienia? Z trwoga oczekuja pory deszczowej, podczas ktorej naprawde musza troszczyc sie o plywajace domy. Martwia sie o ceny drewnianych pali, ktore sluza jako szkielet wyspy. Wszystko kupuja w Puno. Zarcie maja w wodzie i czasem ustrzela jakiegos ptaka.

Popoludnie. Spie jak zabity. Znow lykam tabletki – tym razem na gardlo. Boli jak diabli. Eh… Poza tym samopoczucie jak najlepiej…

Nadeszla noc. Dwie Mate de Coca i dwie godziny spedzone w knajpie z nowymi znajomymi. Na scianie znajduje napis

….
FOTKI Z PUNO i PLYWAJACYCH WYSP

FOTKA NA ONEPHOTO!!!
 Travis Benjamin Jersey

Zaszufladkowano do kategorii americana | Otagowano