powrot do phnom penh, stres & happy ending

ciezarowka mknela po bezdrozach z calkiem spora predkoscia, siedzialem na kupie czarnych wiader, wcisniety pomiedzy staruszke bez zebow i 8 mlodych kolesi w chustach i czapkach na glowach. Zachodzilo slonce, tylek obolaly od wertepow, juz nie bylem wsciekly – myslalem co robic dalej. Ale

pokolei.

Po calonocnej imprezie wskoczylem w autobus o 6.30 rano do Bangkoku. Ucialem komara aby obudzic sie tuz przed granica. Poipet to jedno z wielu granicznych miast swiata – i oczywiscie jest hardkorowo. Tysiace ludzi przemykaja pomiedzy Kambodza a Tajlandia – pchaja ogromne wozki z towarem wszelkiej masci. Nagie dzieciaki zebrza o kase, przepychajac sie pomiedzy turystami czekajacymi na zalatwienie formalnosci granicznych.

Kambodza. Podaje paszport oficerowi – ten oznajmia mi ze nie ma szans abym wjechal do Tajlandii z moim paszportem, i nie wbije mi pieczatki wyjazdowej z Kambodzy. Ja nalegam aby to zrobil – ten zdenerwowany krzyczy abym poszedl do odprawy tajskiej i tam sie zapytal.

Tajlandia. Kobieta z okienka wykrzyczala mi tylko zebym wracal do Kambodzy i rzucil moj paszport. Oniemialem. Co robic, co robic. W kieszeni 10 dolarow, reszta w bankomacie i tylko na 2 ostatnie dni w Tajlandii. W piatek samolot do Polski z Bangkoku. Analizuje sytuacje. Zaczepiam innym mundurowych, pokazuje moj bilet, tlumacze co i jak. Bez skutku. Rozne mysli klebia sie po glowie. Przechodze nielegalnie do Tajlandii (2 lata w wiezieniu jezeli cie zlapia), omijajac kontrole – BANKOMAT! – wybieram resztke kasy ktora mi zostala, odpychajac brudne dzieci o szklanych oczach ladujace mi lapy do kieszeni. wracam czym predzej do kambodzy. Zrobilem juz ladnych pare kilometrow, ale nie czuje

zmeczenia, jestem po prostu zdeterminowany.

Sytuacja wyglada tak ze nie wyrobie sie do Phnom Penh aby zalatwic nowa wize. Wszystkie autobusy do Phnom Penh jada tylko w dzien – w nocy zbyt niebezpiecznie. Jest 16.00. Lapie pickup do Battambong. Oczywiscie obiezdzajac wszystkie wioski po kolei, rozwazac towar, wiadra, sprzet elektroniczny z tajlandii, kierowca lapie kolejnych podroznych i tak powoli zblizamy sie do Battambong. Juz dobrze. Wiem co mam robic dalej.

Wesoly pickup z rozpiewanymi tubylcami omija kolejne dziury i kolo 20.00 jestem na miejscu. Wyskakuje z ciezarowki i lapie moto – potrzebuje internetu jak najszybciej – tutaj mail do nieobliczalnego adomasa ktory ratuje mi dupe (dzieki ci miszczu) przesylajac ekspresowo kase na konto w mbanku. Battambong prwie wymarle, pijani kierwcy pickupa kloca sie z pomiedzy soba. Pytam o pickup do Phnom Penh. mnostwo zamieszania, sprzecznych informacji, nie mam pojecia czy w ogole sie stad rusze a chce byc w nocy w Phnom Penh, aby od rana zalatwiac sprawy. Podchodzi do mnie czlowiek. 35 $ za taxi do Phnom Penh. Oczywicie nie mam 35$ wiec oferuje mu 1000 bhatow. Ten sie krzywi i odchodzi. Zostaje sam na ulicy z plecakiem i torba, pot splywa czuje sie jakbym mial zaraz zejsc – w koncu nie jadlem caly dzien , nie bylo kiedy. 5 minut pozniej ten sam taksiarz mowi spoko – jedziemy. Okazalo sie ze z boku stala kobieta chcaca przewiezc cale sterty ciuchow. Ok jedziemy. Ladujemy towar do toyoty, ja, taksiarz i usmiechniety od ucha do ucha drugi Khmer.

Wczesniej wstepujemy pod ogromny posag Buddy. Kiedrowca bierze 500 rieli i wszyscy w trojke modlimy sie o powodzenie w podrozy. No i jazda.

Droga z Battambong do PP to koszmar. Szczegolnie w nocy i w monsumowym deszczu. Ciezkie chmury na niebie rozwietlane co chwila przez blyskawice. Droga pelna wybojow, dziur metrowej glebokosci. Brakuje tylko porzuconych czolgow.

O 12 w nocy jestem w Phnom Penh. Ufff…

W no9 ludzie w szoku – co ja tu robie etc, w koncu zegnali mnie rano.

Sytuacja na ta chwile wyglada tak ze wciaz czekam na przelew do mbanku, mam zarezerwowany bilet za 80$ z phnom penh do bkk. Wiec nie musze zalatwiac zadnej pieprzonej wizy bo zrobie po prostu transfer samolotem na trasie pp-bkk-hk-londyn-wawa…

wieczor. phnom penh. juz wszystko ok. adomas przeslal kase, dokonalem operacji – mam bilet na jutro presidential airline. ponad 30 godzin w 4 samolotach i na 5 lotniskach.

i to chyba juz koniec – rowno 4 miesiace – wspanialy czas, ludzie, miejscowki. beda suplementy – wkrotce i wszystkie galerie z Azji od nowa + sredni format.

Ten wpis został opublikowany w kategorii common life i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.