Roczne archiwum: 2001

BYLEM KOLUMBIJSKIM CINKCIARZEM

Czulem sie przez chwile jak bym gral w PULP FICTION – w tej scenie gdy kolesie paraduja w krotkich spodenkach i debilnych t-shirtach. Tak wygladalem w ten upalny poranek gdy z Alfim zasuwalismy po miescie – od banku do banku. Co wlasciwie robilem? Wymienialem kase. Duzo kasy. Cala fure. 5000$. Wszystko slicznie legalnie i bez problemow. Czeki podrozne, gotowka. Rzecz sie rozchodzi o to, ze mieszkancy Kolumbii legalnie moga wymienic jednarazowo niewielkie ilosci kasy i musza placic 3% prowizji i jakies podatki. Obcokrajowcy – do 10000$ bez zadnych innych formalnosci – potrzebuja tylko paszport. Pracowalem dla O. i jego braci. Maja maly kantor – z przeplywem gotowki jak policzylem okolo 100000$ tygodniowo.. Codziennie okolo 15000-20000 papierow. Wszystko dzieki obcokrajowcom. Warto znac tych kolesi jakby cos sie stalo – bo oni znaja wszystkich z kolei.

Tak wiec zarobilem dzis troche kasy. Bedzie na wiecej suchych bulek. Nie pojechalem tez na wyspe. Dopiero jutro.

Spotkalem innych oszolomow. Mieszkajacych tu. Robiacych dziwne interesy. Ludzi co porzucili wszystko co wczesniej mieli…

Jest taki kraj na swiecie. Dziwny kraj, kraj szalony – to pewnie dlatego niektorzy przekrecaja jego nazwe na LOCOMBIA (loco – szalony, po espansku). To takie miejsce gdzie ludzie przyjezdzaja zyc – zyc na maxa. Ludzie z przeszloscia, Europejczycy, Amerykanie, ktokolwiek. Zostawiaja domy, samochody, dobytek. Biora gotowke i osiedlaja sie tu, nie ogladajac sie za siebie.

NIE OGLADAJAC SIE ZA SIEBIE.

Spotkalem paru z nich. Szalenstwo w oczach, totalny rozpierdol i zarazem chec zycia. CARPE DIEM. Kurde, chwytaja dzien i to jak. Pieniadze, majatek przestal dla nich byc priorytetem. Rzucili wszystko w imie ZYCIA – w kraju okaleczonym przez wojny, zamachy, kartele narkotykowe – kraju magicznym, kraju mojego ulubionego Marqueza. Rzucili wszystko w imie zapachow, slonca, upalow, muzyki, nieustajacej imprezy, spoconej koszuli na plecach przez caly bozy dzien. W imie milosci moze? A moze dlatego ze za bardzo kochali KOKAINE. Albo mieli dosc? A moze po prostu nie mieli wyjsca. Starali sie LAPAC DZIEN u siebie, w rodzinnym kraju i zaszli w konflikt – z prawem, spoleczenstwem, rodzina etc.

Czy ktos z WAS uczynilby taki krok? Aby opuscic DOM i pojechac gdzies — i zaczac wszystko od poczatku. Nie mowie o krajach „cywilizowanych” jak USA, Niemcy — gdzie jedzie sie za groszem i cierpi czasem katusze. Mowie o miejscu gdzie bezstresowo mozna dozyc starosci i umrzec…

 

Opublikowano americana | Otagowano

CARTAGENA dzien 4

Caly dzien robienie zdjec. W brudnych podworkach, na targu, w malych zakladach rzemieslniczych, na ulicy i w autobusie. Wlasciwie wszedzie. Przynajmniej probuje. Bo nie jest latwo. Bialas z aparatem krecacy sie po podworku wyglada zdecydowanie podejrzanie.

Wieczor. Zbiorowe spozywanie rumu na tarasie hotelu. Atmosfera jak zawsze miedzynarodowa. Jest tez Alfred – 41 lat, koles z Polski z narzeczona Marianna – od 20 lat w Norwegii – juz o nim pisalem wczesniej, bo spotkalem typka w Montanicie. Wiec co. Pijemy.

Z Wolfgangiem z Niemiec i Jeanem z Francji walimy do najgorszej speluny na naszej ulicy. Dwie sale. W pierwszej 3 stoly i pare krzesel. Ciemno – gola zarowka daje nikle swiatlo. Serwuja piwo i goraca muzyke. Brak mlodych ludzi. Siedza jegomoscie i podstarzale, lub wrecz stare kurwy z grubym makijazem na twarzy. Wszyscy pijani. Saczymy browczyka i rozmawiamy o wynikach losowania do MS, Georgu Harrisonie i Kolumbii. Koles siedzacy w drogu leci w pewnym momencie na pysk. Nikt nie przerywa imprezy. Najlepszy z tego wszystkiego jest kibel – znajdujacy sie w sali tanecznej (gdzie siedzmy) – oddajacy mocz odgrodzony jesy lepka carata od reszty. Muzyka. Rumba. Rumba…

Yo soy policiant – rzecze wielki czarny koles w czerwonej koszuli
Claro, si si – potwierdzamy.

Koles przysiada sie, w kolko powtarzajac mantre: YO soy policiant (jestem policjantem). Wyjmuje portfel i dobywa swa legitke – rzeczywiscie, gliniarz, o imieniu Jorge. Prawie gubi wszystko co ma. Karty kredytowe, papiery, legitki, zdejcia dzieciakow etc. Opowiada o swoim alkoholizmie, pracy, zlych ludziach, bandytach, strzelaninach.

Opuszczam miejsce – po drodze zaczepiaja mnie jeszcze dwie stare kurwy, chcace mi possac. Wracam. Ide spac. Mam dosc dnia. Jednak w nocy budza mnie odglosy. To dwoch kolesi ktorzy mieszkaja w tym samym pokoju – Robin i jego Batman. Tak ich powinniem chyba zaczac nazywac – bo kolesie urzadzili sobie cicha sex sesje cmokajac, wzychajac, ssajac i pojekujac. Kurwa mac, nie mam nic przeciwko gejom, ale mogli by to robic gdzie indziej. Dzizass…..

Jutro zmykam na wyspe. Gdzie nie ma elektrycznosci, gdzie jest bialy piasek, niebieskie niebo, slonce i hamaki. 3,4,5 dni… do zobaczenia wiec…

PS.
Kasa sie konczy. Spogladam na konto – i kurka nie za wesolo. Czas przejsc na suche buly i wode :))

alf cartagena_zatoka casa_vienna dziewczynka izirajder jesus kolacja kup_pan_owoc market_cartagena market_cartagena2 market_cartagena3 moja_ulica1 moja_ulica2 moja_ulica3 moja_ulica4 obuwniczy polaco_kiwi przedmiescia1 przedmiescia2 przedmiescia3 przedmiescia4 przedmiescia5 skoooter  ulice yo

 

Opublikowano americana | Otagowano

FOTOGRAFIA CARTAGENA

Oczywiscie z problemami (zostawilem plyte z instalkami w Quito) – zapodalem nowe zdjecia na stronke. Mialem wlasciwie cos napisac, ale goraco jak w piecu… taa… za goraaaco. 1:30 pm, sobota, miasto sie smazo, wyczuwam zapach topiacego sie asfaltu, wentylatory pracuja bez wytchnienia a ja sie ide napic zimnego piwa.

robotnicy_big

mury_miasta4

mury_miasta1

 

mury_miasta3

podpieracz

ludzie_miasta

miasto4

 

bananiarz

pijacka_knajpa

mury_miasta2

w_parku

 

miasto2

bus

kup_pan_gramofon

miasto3

diabelska_maszyna

taxi

pomaranczarz

mecz

zamyslony

pani_kokaina

robotnik2

kolo2

rozleniowiona

robotnik1

stara_kobieta

kolo1

osama_i_ja

robotnicy2

bart_lotnisko1

w_mroku

bart2

lotnisko_quito

miasto1

trup

kapliczka

Opublikowano americana | Otagowano

CARTAGENA

Spac w nocy nie dalo sie prawie wcale. Tzn. dalo sie – bo bylem zmeczony na maksiora i gdyby nie to – nie zmruzylbym oka wcale. Impreza na ulicy – kolumbiance chyba spac nie moga – bo posilkuja sie kawa (znakomita, tania i mocna), ktora serwowana jest dzien caly i ciemna noca. Poza tym pewnie biora koke – ktora jest prawie za darmo. Wszystko doprawione alkoholem, muzyka, goracym klimatem i sen masz z glowy.

Rankiem zmienilem pokoj. Na prywatny i drozszy o 1500 peso (dormitorium 6500). Czyli 3$ za prywat z TV i ogromnym wiatrakiem i 3 lozkami. Musialem sie przeniesc z drugim kolesiem z dormitorium (normalnie placilbym pelna sume)- Robin, Szwed z paszportem kanadyjskim i czeska mama. Spoko koles – okazalo sie ze zna tych samych ludzi co ja, z Montanity.

Miasto. Dzien. Zwariowalem. Od tych okraglych tyleczkow ciemnych laseczek zmiksowanych przez niesamowitego DJ zwanego ZYCIE. Od zapachow. Od slonca. Nieba niebieskiego. Intensywnosc, zar, muzyka, puls. Cartegena. Kolombia. MAGIA.

Ludzie zyja wrecz na ulicy. Widzisz co sie dzieje w domu. Siedza na podlodze, na fotelach, lozkach. Ogladam ich przez otwarte na osciez okna, pluca budynkow probuja zlapac troche tlenu dla domownikow. Kolorowe budynki. Czerwien, blekit, ceglasta pomarancz. Troche jak w Wenecji. Poza tym morze i KARAIBY. Tuz, tuz. 3 metry lub rzut mokrym beretem.

Robie zdjecia. Rozmawiam z ludziskami. Stara spiewka Barta – jest sudentem fotografii i robi zdjecia na strone internetowym o TWOIM miescie. Lykaja jak pelikany a ja mam zdjecia. Cyfrowe, celuloidowe i te w glowie, w pamieci. Obrazy.

Hostal Casa Vienna. Swietne miejsce. Internet za dolca. Wszystko dziala na LINUXIE. W miare szybko, darmowa kawa i spoko atmosfera. Poza tym kuchnia na tarasie (choc zbedna jak dla mnie – bo knajpy za 70 centow serwuja pelny posilek wegetarianski – zupa, drugie i napitka).

Dzis liznalem tylko klimat. drugi dzien w Kolumbii. I z tego co widze – wspanialy to KRAJ.

Wieczor. Zapach z dymiacych co 5 metrow grillow, tlum ludzi i temperatura przywodza mi na mysl znow Marakesz. sie cofam myslami…

Z pare dni tu ostane. Wracam do lozka – czytac przewodnik i planowac co dalej….

Opublikowano americana | Otagowano

KOLUMBIA!!!

Nie przypusczalem ze bedzie tak goraco. Generalnie czulem sie jak w pieprzonej reklamie szamponu do wlosow – ta sama fryzura, inne warunki atmosferyczne, inne miasto.

Quito – wiosna, soczyscie i radosnie.
Bogota – jesien, ciezki deszcz, 16 c.
Cartagena – upal, 40 st.c., zapachy, kolory, muzyka.

Wiatrak pracuje bez przerwy. Casa Vienna – 2,5 $ za dormitorium. Jest jakos inaczej. Kompletnie inaczej.

W samolocie bylem niezywy. Efekt ostatnich dwoch dni i upojnych nocy do 7 rano, aby potem wcale nie polozyc sie spac.

Quito – nie chcieli mnie wpuscic do pieprzonego samolotu. Bo nie mam biletu wylotowego z LOCOMBII… nie mam, oczywiscie ze nie mam. Laska bardzo starala sie sprzedac mi bilet na trasie BOGOTA – NYC. Smiechu warte, idz pani w chuj z takim zartem. Coz – 15 minut pokazywalem im bilety, paszport zapelniony w 75% (czemu nie robia paszportow 100 kartkowych??), wizy, pieczatki, papierki, tlumaczylem – z obolaym jezorem, nie wymawiajac RRRRR oczywiscie. W koncu. Nareszcie.

Potem spalem, probowalem zjesc kurczaka w samolocie – ale sie poddalem. Kraj z gory. Zielono i pieknie. Kraina Marqueza. 100 lat samotnosci. Na razie to ja mam 150 dni samotnosci…

Wieczor. Moze pojde cos zjesc. Z radia mecza nowy cienki jak kiszka z woda (zadna niespodzianka) przeboj Brintey. Ale ale, chwile potem SHAKIRA z przebojem Suerte, co za szczescie prosze panstwa…. 20 tydzien na pierwszym miejscu w Kolumbii… Shakira to wlasnie z Kolumbii jest. Ale popularna wszedzie. Cala Latino America nie moze wyjsc z podziwu.

Dotarlem na kraniec kontynentu. Po 5 miesiacach. Ale to jeszcze nie koniec.

To bedzie najgoretszy grudzien w moim zyciu.

 

Opublikowano americana | Otagowano

JESTEM MASOCHISTA…

Boli przez chwile. Winston byl bezlitosny. 5 minut i gotowe. Body piercing. Kawalek zelastwa w moim jezyku. Potem Marina i podobne cos w nosie. W okolo cala banda. Bija brawo Winstowi tuz po zabiegu, ja w tym czasie plucze usta woda z soda oczyszczona.

Czemu ludzie to robia? Wlasciwie nie wiem. Z ciekawosci? Na pewno… bo sa masochistami? tez…. bo chca byc oryginalni? czemu nie…

Ostatni dzien w Ekwadorze. Nie moge jesc przez 3 dni. Jutro Cartagena. Mowie teraz jak czlowiek ktory RRRRRRRRR nie wymawia… cos , jakas odmiana…

PS.
Michael gracias por sacar las fotos , hombre ! :)))

centro_del_mundo1

d_nina

d

fbi_busca

fuckin_gringos1

gazetta

italiano1

josephina

koles_z_kleksa

marina1

matt_bart

michael1

michael2

mongolian

piercing_sm

piercing1

piercing2

piercing3

piercing4

piercing5

piercing6

piercing7

piercing8

piercing9

pucybut

shoes

usa_vs_izrael

zamysleni

Opublikowano americana | Otagowano

COS WIELKIEGO

Piatek. Wieczor. Ile tych piatkow juz bylo?

Wlasciwie nie za wiele. Ostatnie dni w Ekwadorze. Moim BABILONEM Kolumbia – maksymalnie na 30 nastepnych dni. Eksodus. Karaiby, plaza, ponoc wspaniali ludzi i tym samym kobiety. Tak slyszalem, tak mi ludzie mowili i ptaki na nielicznych drzewach w Quito wycwierkaly.

W El Centro del Mundo – w samym centrum swiata – poleje sie alkohol. Lotem ptaka wiesc sie po okolicy rozniosla. 15 litro Cuba Libre. Fidel i Che w swoim zyciu tyle nie wypili zapewne. Choc Castro ma jeszcze szanse.

No wiec do dziela.

W Papaya.NET polecial OASIS. Dawno nie slyszalem tych skurczybykow.

Muzyka.

Zasluchuje sie ostatnio w Manu Negra – od Italiancow przegralem. No i genialny koncert Manu Chao w mediolanskim radio. Aha… no i niespodzianka. Bedur i Magdala beda zainteresowani niechybnie. Klezmer Band z Amsterdamu. Dziwnym zbiegiem okolicznosci widzialem tych kolesi z Bedurem podczas naszego TRIPU do Amsterdamu w 99. Nie za wiele pamietam, bez bicia sie przyznaje. Siedzielismy w Vondel Parku, gdy okolesie zaczeli zasuwac genialna klezmerska muze. W tym samym mniej wiecej czasie Italiance rowniez zabawiali w zielonym miescie. No i dostali kasete od tego bandu. Mam i ja. Na MD.

***

W niedziele SPIS LUDNOSCI w Ekwadorze. WIec bede odciety od swiata. Wszystko zamkniete. Brak ludzi na ulicach. Bede ogladal TV i czytal ksiazke…

***

Wzrasta liczba osob czytajacych i ogladajacych moje wypociny…

Wspolczucie ;))

***

Malysz znow skacze. As Pan skoczyl….

***

W Polsce zbliza sie zima

***

W Ekwadorze wiosna. 25 stopni. Deszczowe dni.

***

Zaczeli sprzedawac koszulki z Osama

***

Na swiecie atmosfera przesaczona ANTRAXEM i jakaniem Busza. Inaczej w Ameryce Poludniowej. Tu jak zwykle FUTBOL w modzie. I nieustajaca impreza.

***

Nowy wiek sie juz naprawde zaczal. Moze mam jeszcze z 50 lat zycia. Jak dobrze pojdzie.

***

 

Opublikowano americana | Otagowano

DOSTALEM WIZE

Z rana, po 3 godzinach spania, zapodalem kawe, zadzownilem do ambasady Kolumbii, przyjechal Michael (koles z Niemiec, z ktorym sie codziennie imprezowalo w Montanicie).

Mam wize, plany sie w miare wyklarowaly i zamiast zapodawac autobusem przez zajete przez rebeliantow tereny, wale samolotem do Bogoty lub od razu na Karaiby. Potem skok do Nikaraguy, Hondurasu, Belize, Gwatemali, Meksyku.

Takie plany, pewnie sie zmienia, jak znam zycie.

Znam?

Chyba nie. Wczoraj rozmowa z dziewczyna ze Stanow na wozku inwalidzkim. Wybryk z czasow mlodosci, 90 mil na godzine, pijani przyjaciele, Hawaje, swietowanie zakonczenia szkoly…

7 lat na wozku. Teraz podrozuje przez Ameryke Poludniowa. Bo jest trundo. Nigdy nie czula sie szczesliwsza w swoim zyciu. Nie wiem sam, na jej miejscu trzeba byly by byc, odpukac…

Dziwna rozmowa, o 3 rano, i jeszcze pijany Andy z Chicago, ktory uciekl ze stanow na Kostaryke (prawo go scigalo i chyba nadal sciga). Teraz bedzie uczyl angielskiego przez rok w Quito. Rozmowa o bolu, wypadkach samochodowych, cierpienu. Nie moglem spac w nocy za bardzo. I slonce tak ladnie z rana przygrzewa…

Opublikowano americana | Otagowano

Tattoo sesja.

Bzzz… bzzz… bzzz…

Kolumbijka o imieniu Erika płakała jak bóbr. Generalnie nie dlatego, że Winston właśnie dziarał jej kończynę – czarne kontury róży i czarny barwnik zmieszany z krwią. Erika była prawie czarna, kiedyś pokręcone włosy, teraz były proste jak u Mongoła – robota fryzjera. Nie wiem, ile właściwie miała lat, a podkrążone oczy i łzy cieknące po policzku raczej jej nie odmładzały. Jak jej 4-letnia córeczka kręcąca się tam i owdzie. Ból, jaki sprawiał jej Winston, wcale nie był powodem do płaczu – powodem był jej były mąż i ojciec dziewczynki. Nachodził ją i chciał odebrać dziecko.

Była to dziwna sesja tatuażu. Wcześniej z Winstonem przez 3 godziny szukaliśmy wzoru. W sieci. Dołączył Carlos i Tanya z Włoch. Freelancerzy – fotografowie. Tanya jest także filmowcem, robi jakieś pokręcone filmy w Mediolanie. Bardzo fajni ludzie. No może oprócz tego, że sobie nos za często pudrują. Potem jedzonko za dolara, piwko. Hotel Green Turtle. Winston przygotował materiały do dziarania, przyszła Erika, a my pstrykaliśmy foty, słuchając bootlegu Manu Chao z Mediolanu i Manu Negry.

Wieczór. Tina i Matt wrócili. 15 litrów darmowego alko – i jedna z tych głupich pijackich gier. Ten, co przegrywa, pije. Tina, nauczycielka z Bronxu, przegrała sromotnie i poszła się wyrzygać, za przeproszeniem, do baños – więc Matt pozostał bez kobiety na całą noc. Cóż, NOBAR czekał z utęsknieniem – więc cała ekipa, a nawet więcej, upojeni ponczem, poszła się zlajdakować.

Wczoraj spotkałem kolesiów z Niemiec. Ich autobus w Kolumbii zaatakowali rebelianci, i zostały im tylko paszporty z całego dobytku…

Co dalej? Bilet do Wenezueli kosztuje tyle samo, co na Kubę i Jamajkę. Czekam wciąż na wizę. Wciąż szukam taniego rozwiązania. Gdzie święta i Nowy Rok? To się okaże. Stay tuned

Opublikowano americana | Otagowano , ,

QUITO FOTO

Czasem lapy opadaja… Ruszylem wrzucic fotki na serwer. Nic trudnego. Szybko znalazlem miejsce gdzie maja CDROM i USB. Prosze bardzo. Zapodajemy. Plyta z instalka do Canona w glownym kompie , ja lacze sie przez siec lokalna, aby zainstalowac ustrojstwo. Nie dziala. Klik, klik. Nic z tego. Ide do kolesia, a ten z glupim usmiechem na twarzy wyjmuje resztki mojej plyty CD (oryginalna Canon). Zlamala sie – rzekl. Kurwa mac. Zlamala sie, jak to sie zlamala, widze cos takiego po raz pierwszy w moim zyciu. Coz – wychodze, bezsilny. Co teraz? Kupuje czysta plyte cdr i szukam miejsca gdzie moglbym zainstalowac USBdriver do Canona i program do sciagania fotek z aparatu. W koncu. Jest. Wszystko zabralo mi 5 godzin…

tattoo_big

hotdogi2

hotdogi

street

ekipa1

party1

bart1

carlos_bart1

nina

wtb

tattoo3

dzienjakdzien

dzienjakdzien3

erica

mariona

dzienjakdzien2

tanya3

tanya1

tattoo2

tattoo1

tattoo4

sesja_sm

Opublikowano americana | Otagowano