FOTY – KANION COLCA i AREQUIPA

Colonial Tours schrzanil sprawe. Nie wiadomo czemu znalazlem sie w autobusie z 2 emerytami z Hiszpanii i ich 40 letnim synkiem, lysym francuskim grafikiem i jego hiszpanska zona, zapijaczonym Irlandczykiem z brzydka narzeczona (a moze to byla siostra, bo miala podobny uklad pryszczy co on), 2 Amerykanow (ona Szwedka z pochodzenia, on Rumun, oboje lat 60 – sceptyczni packagetourowi obiezyswiaty). Byli jeszcze Belgowie z glosnobelkoczacym ogromnym czerwonotwarzym kolesiem. To na pewno nie byla grupa trekingowa. I tak w milym towarzystwie uplynela mi podroz do Chivay. Obiadek. Wszyscy grzecznie siadaja do zupki. Szanowna wycieczko umawiamy sie o 3. Tak jest prosze pana przewodnika. Obojetnosc. Mam ich w dupie. Wszystko przez moje lenistwo i zamieszanie na informacji. Dlatego nie wybralem sie sam do Kanionu Colca. A teraz mam za swoje. Musze sluchac narzekania co nie ktorych panstwa, skrzeczenia przewodnika. Drugi autobus – ten wlasciwy – to autobus z przeznaczony dla TREKKINGOWCOW. Zarty. Jaki treking, ktos mnie w ch. zrobil chyba. 2 godziny spacerku gdzie po wertepach. Owszem ladne widoki. Ale zero hardkoru. Przede mna kroczy waszmosc. Swterek, koszulka w drobniutka krate i szaliczek z widczona metka PIERD KARDEN. Wkurzam sie na ekipe i ruszam sam do przodu. Po 2 godzinach ogladania obrazkow z zycia wsi, znow pakuja nas do autobusu i zawoza na specjalne baseny z lecznicza woda. Ulga. Mocze korpus, ksiezyc w gorze. No… powiedzmy jest przyjemnie. Ale jakos mieszczansko i strasznie turystczynie.

W Chivay znajduje polskie slady – KAJAK – jednego z czlonkow ekipy z 1979 oraz czerwonego fiata kombi 125p!!

w 1979 polska ekipa po raz pierwszy splynela kajakami kanionem Colca. Polacy (Piotr Chmielinski i ska) na stale weszli do historii, odkryli tymsamym ten region dla turystyki. Dostali takze honotowe obywatlstwo Arequipy. Calujta ich po stopach, Peruwiance – macie gringos, turystow, pieniadze.

Siedze w pubie irlandzikim. Jest zielono i rowniez taki jest stol bilardowy – tyle ma wspolnego z Irlandia. Brak Guinessa i innych tego typu plynow oporcz piwka lokalnego – strasznie drogiego. Z glosnikow The Cure. Zero ludzi – czasem sie zastanawiam jak te miejsca zarabiaja na siebie.

Poszedlem zobaczyc na fieste zoorganizowana dla turystow. Poszedlem tylko chyba po to aby sie dobic. I stalo sie tak. Wypilem pisco sour i po 3 kawalkach sie ulotnilem. Przygnebiajace widowisko w stylu PIOSENKI BIESIADNEJ. 4 kolesi przebranych w ludowe stroje, Mi corazon, serce sie kraje i moja milosc, piosenki takie, przyklaskujacy ladnie ubrani gringo. Rzygac mi sie chcialo. SpAAAAAC!!!

Dzien nastepny byl jeszcze bardziej zenujacy. Zastanawialem sie nawet czy nie wybrac sie do agencji po zwrot kasy. Mial byc „trekking” na drugi dzien. Takiego wala. POjechalismy na punkt widokowy Cruz del Condor. na 99,9% zobaczymy kondora – taaa.. fiu fiu. Ekipa siadla, lornetki, aparaty, kamery. Siedza, patrza, pluja. WOkolo tubylcy probuja wcisnac kocyk, czapeczke czy inny smiec. Kondorow ani widu ani sluchy. Przelatuje jaskolka, orla cien i to wsio. Po godzinie zbieramy sie. Ale zadnej wyprawy czy trekkingu. Brak miejsca dla mnie w autobusie. Przewodnik ubrany na modle warszawskiego dresiarza tylko glupio sie usmiecha. Eh…. zasypiam i budze sie w Arequipie.

To tyle. Generalnie szkoda gadac – cale te dwa dni byly bez sera… Trudno mi to nawet opisac. Pozostaja tylko ladne widokowki….

125p

cannabis

colca1

colca2

colca3

colca4

colca5

colca6

colca7

colca8

colca9

colca10

dzieciaki

kaktusy1

panorama

polski_kajak

w_szybie

PS.
W nastepnym odcinku profesor Dziwnoknurski posiedzi chwile w Arequpie a potem odleci aby spojrzec z gory na rysunki na plaskowyzu Nazca. yo
 Billy Price Authentic Jersey

Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.