Salt Lake City, Utah, Zion

kolejna część:

Americana 9 cz. 2

Scena z drogi. Przystanek w Boise. Podchodzi do mnie brodaty i kud?aty hippie i rzuca prawie nie poruszaj?c ustami par? s?ów. Waasssap? – pytam. Co? do mnie mruczy i mimo, że znam angielski, ni w z?b go nie rozumiem. Ten zbiera się w sobie i jeszcze raz po ludzku pyta czy mam trochę gandzi. Niestety – odpowiadam. Okaza?o si?, że go?? nie mo?e wyjecha? ze Stanów zagranic?. Jest pod nadzorem policji, która 3 miesiące wcze?niej przymkn??a go za posiadanie LSD i marychy. Có?, mia? pecha, nieborak.

Siedz? w jedynym w Salt Lake City fast foodzie. W?a?ciciel ma chyba jakie? g??bsze kontakty z mormonami, że pozwolili mu to wybudowa?.

Idziesz ulic? w SLC, panuje wznios?a atmosfera, wszyscy u?miechaj? się do ciebie , happy people. Stoi punk przy kasie w fastfodzie, gruba kelnerka klepie go po plecach, ten zak?opotany przyczesuje irokeza. Wszyscy są dzie?mi Boga, bracie. Mog? się za?o?y? ze nie znajdziesz tu w sklepie ?adnej p?yty Marylin Mansona.

Miasto pi?knie po?o?one. Woko?o szczyty gór skalistych. Tam ?nieg. Na dole jesie?. Czas wraca? do domu chyba. Chcia?bym ?eby taka jesień by?a w Polsce. 20 stopni ciep?a, kupa ?ó?tych li?ci, nie pada deszcz, s?o?ce ?wieci. Z dnia na dzień przychodzi wspania?a ?nie?na zima. Bierzesz dech? i dajesz..

Tak sobie my?l?, że psychiatra to wspania?y zawód w Stanach. Mnóstwo klientów. Wystarczy wyj?? na ulic?.

14 października 1998. St. George, stan Utah. 4:25 rano.

Nic. Noc. Spa?. Ale nie mo?na. Zimno. Siedz? pod go?ym niebem. Dr??c z zimna zak?adam drug? i ostatni? bluz?. Woko?o wszystko zamkni?te. Rozgwie?d?one niebo zapowiada pi?kn? pogod?. Pi?knie jest, cho? tak surowo. Nagle spostrzegam neon Danny`s czyli u Dannego. Wchodz? i prosz? o najta?sz? kaw?. Dostaj? fili?ank? i szklank? wody (dla strudzonego w?drowcy). Pytam jak dojecha? do Zion Park. Ho, ho, to a? 40 mil rzecze pani. No i autobusu ?adnego aby tam?e dojecha?. Tylko autostopem , ale to zabronione – mówi. Nie wytrzymuj?, wszystko wygl?da tak apetycznie, że zamawiam jajecznic?.

Opowiastka pierwsza:

Stan??em na ?wiat?ach i próbowa?em coś z?apa?. Ciemno nadal, s?o?ce wzejdzie za jak?? godzink?. Stoj? i beznadziejnie ?uj? s?onecznik. Wtem z mroku wy?ania się brodaty dziadek z kwiatami w jednej d?oni i reklamówk? plastykow? w drugiej.

-Dok?d zmierzasz synku?
-Zion
-Aaaa, to w inn? stron?
-Aha, to w któr??
-Cho? poka?? ci – mruczy – daj?e no ten plecak (wskazuje paluchem na mały plecak który wisi na z przodu mojego korpusu, jako przeciw waga tego z ty?u). Pomog? ci, pewnie jest ci??ki (no pewnie ?e jest, mam tam aparat i inne tam).
-Sk?d jeste? – pyta, bior?c mój plecaczek.
-Z Polski
-Aaa- by? by?, w Warszawie , dawno temu.
-Aha
-Wiesz, że jestem jasnowidzem i ksi?dzem w ko?ciele mormonów?
-Yhmm… Nie wiem
-Cho?, kupi? ci kaw?.
Poszed?em za ?wawym staruszkiem, mo?e dlatego, że przypomina? mi Gandalfa z W?adcy Pier?cieni. Zreszt? wci?? było ciemno. A w zmroku nikt by mi się nie zatrzyma?. Dziadek snu? opowie??, że zostanie prezydentem, że tylko w samym St. George ma 15 dzieci, że jest obrzydliwie bogaty, że w ka?dym banku ma pieni?dze. Tyle ma tych pieni?dzy, że sam nawet już nie wie ile. Nie odezwa?em się ani s?owem. Có?, mo?e i by? milionerem, mnie w tym momencie nurtowa?o, jak dojecha? do Zion (Syjon).

Pij?c kaw?, dziadek zacz?? mi opowiada?, że dzi? spotka mnie wiele zabawnych i dziwnych historii. Ale, że wszystko się sko?czy pomy?lnie dla mnie. Chcia? mi da? kas?. Ale odmówi?em. Da? mi par? adresów do ko?cio?ów mormo?skich. Po?egna?em go i polaz?em ?apa? stopa.

Opowiastka druga:

Stan??em przy drodze. Ledwo machn??em r?k?, zatrzyma? się samochód. Ok. Jedziemy. Kole? ma czarn? brod?, d?ugi w?os i ciemne okulary.

-Sk?d jeste?? – gadka jak zwykle się tak samo zaczyna
-Z Polski – odpowiadam gapi?c się na zbli?aj?ce z sekundy na sekund? czerwono-?ó?te góry.
-A ile już jeste? w drodze?
-4 miesiące – znu?ony odpowiadam, bo rozmowa jak zwykle standardowa.
A teraz kole? zadaje pytanie, które mnie po prostu gnoi:

-Uprawia?e? kiedy? seks z m??czyzn?? Hm?
-Eh.. jeste? gejem? Nie nigdy nie uprawia?em i nie zamierzam w najbli?ym lub dalszym czasie – wyrzucam z siebie. Zaczyna się robi? ?le.
-Ta jestem gejem, tzn. biseksualist? – odpowiada – A mo?esz mi przynajmniej possa? kutasa – pyta z nienacka. Albo czy mog? popatrze? na twoj? klat?? H??
-Tego było za wiele.

-Zatrzymuj samochód, kole?.

Go?? na szczęście nie by? napastliwy i po chwili sta?em na drodze znów. Ca?y i zdrów. Ufff… Dziadek mia? racje – wiele przygód zabawnych mnie spotka dzisiejszego dnia.

Opowiastka trzecia:

Dotar?em truckiem do Hurricane. Zaczepia mnie dziewczyna i go?? w volkswagenie.

-Dok?d zmierzasz, bracie
-Zion, bracia – odrzek?em
-W?a?nie wrócili?my stamt?d. G?odny jeste?, bracie?
-Troch?.
-Masz tu banany. Trochę przejrza?e, ale chyba się nimi posilisz.
-Dzięki za wszystko.
-Trzymaj się i powodzenia bracie – odjechali
-Wam te?, bracia – wymamrota?em.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.