Archiwa tagu: peru

Znow w drodze

No i za chwile 22 godziny (lub wiecej) podrozy autobusem az do samej granicy z Ekwadorem. 10 dni w LImie? po co? ale warto bylo, chwila wytchnienia.

Wczoraj wspaniala kolacja – Yama i Amid sa doskonale i wspaniale gotuja ;) Znow przyzadzily genialne gotowane warzywa, mielone mieso. DO tego pisco sour – kupione wczesniej w supermarkecie (aa… wkrotce zdjecia z sesji.supermarket ver 1.0). A dzis trza bylo sie pozegnac. Wspanialych ludzi sie czasem spotyka na drodze: Kobi, Yama, Amid, Michal, Katie i pare jeszcze innych person, z ktorymi mialem przyjemnosc w Milaflores….
…………..
Pozdrawiam staruszkow ktorzy wrocili z wakacji. Buziaki :)) U mnie wszystko jak najlepiej – napiszta maila. Yo.

Opublikowano americana | Otagowano ,

taksidrajwery

B:Hola
T:Buenos Tardes
B:Para Ormeno Bus Estacion?
T:10
B:5
T:8
B:6
T:Vamos

Opublikowano americana | Otagowano

Nocna wizyta

A potem nie wiadomo czemu znalazlem sie w supermarkecie otwartym 24/7. Pojechalem taksowka. W samych spodenkach surfingowych i koszulce. Bylo zimno ale co tam. Nie ma nic gorszego nic glod o 1 w nocy. Glukoza odplywa z mozgu, potrzeba slodkiego. Mroczne miasto. Taksi drajwer nawija teksty o swojej pracy. Nie slucham go. Jestesmy na miejscu – place 3 sole i zmierzam w strone ogromnego oswietlonego sklepu. Nie ma ludzi – oprocz paru kolesi w gajerkach i jednej kobiety, okolo 30, co wyglada luksusowa kurwa. No wiec – probuje sie zebrac w sobie i znalezc: platki, mleko, jogurt, mandarynki, cole, chipsy, hotdogi. Z glosnikow MUZAK – jakis dziwny odhumanizowany klimat – cos w stylu filmow z lat 70tych. Wszystko wyglada jak na przesterowanym crossie (slajd wywolany jak negatyw – co daje dziwne kolorki). Uff… uwijam sie w dobre pol godziny. Mam Manu Chao na uszach „Hej Bobi Marlej sing samfing gud for mi”. Taksowkarz juz na mnie nie czeka. Podjezdza drugi. Ujezdzamy z 500 metrow – ten kompletnie nie kuma gdzie jest moj dom. Tlumacze – jedz pan na Ovalo – z tamta wzdluz Pardo do Morza i tam bedzie rumba (rondo). A nad morze to bedzie kosztowalo 7 soli. Protestuje oczywiscie. Przecietna cena to 3. Wiec wysiadam z taki niedojedzonym hotdogiem. Ide pareset metrow do Ovalo a tam taksi. Za 3 – jedziemy. Taksowkarz, okazalo sie, pracowal na polskie lodzi „Prastara” na morzu Chinskim. KURWA MAC! – krzyczy mi do ucha, bez sladu akcentu. W koncu hotel. Place mu 5 zamiast 3, przybijamy piatke, zgdonie krzyczac KURWA MAC!

Hotel – wszyscy juz spia. Wymiekli, oczekujac na platki i mleko. Bedzie na sniadanie.

I tak uplywa zycie w Limie. Jutro definitywnie musze wyjechac. 16.10.2001 – konczy mi sie wiza. Trza sie wiec przeniesc w miejsce gdzie nie dociera juz Prad Humboldta – tam jest znaczniej cieplej, jak sadze.

Opublikowano americana | Otagowano

Przedostatni wieczor w Limie…

Nie bylo salatki. Byl za to MAGICZNY OMLET. Koles przyrzadzil i przyprawil go nadzwyczajnie. Zasiedlismy przy stole. Izraelici i Mila ze swoim przyjacielem – nie pamietam imienia – czlowiek – wiek 60 lat. Na pytanie Mili co to za potrawa, Kobi odpowiedzial ze to Mary Huevo (Jajo Marii). No .. jajo bylo niezle. Po pol godzinie zaczelo sie. Najpierw znajomy Mili zaczal nawijke o Chrystusie, potem zszedl na historie jak to calowal sie z zakonnica. Gdy zapuscilem Jamesa Browna, rzekl ze w latach 60tych jego zespol wykonywal jego utwory – a on byl wokalista najlepiej nasladujacym Jamesa. I feel so good. Mila tymczasem tanczyla w kuchni. Widok byl zaiste mistrzowski. Szerokie usmiechy znieksztalcily twarze mieszkancow domy przy Chacaltana 162.

Hm.. a wieczor sie dopiero zaczal…

supermarket3_sm

supermarket3

taxi1

supermarket8

supermarket7

supermarket666

supermarket5

supermarket4

salatka1

panamericana1

panamericana_bart

bart_lessie_kobi

supermarket1

pan_pacynka

half_yama

mary_huevo1

Opublikowano americana | Otagowano

Nie bede…

wchodzil w szczegoly, ale nastroj mam znakomity :)) mala przerwa w wiekszym pisaniu.. dzien dwa…. kto wie. za pare dni konczy sie wiza – wiec szykuje sie do 24 godzinnej jazdy autobusem na granice z Ekwadorem. Kasy na samolot ni ma – a poza tym mozna troche panamericany zobaczyc.

zmienilem troche dizajn – dla uporzadkowania linkow – troche sie juz mieszalo – i trza bylo przewijac w dol. urodzil sie wlasnie pasek po prawej stronie ekranu. nie obchodzi mnie oczywiscie czy komus to sie podoba czy nie – zadnych skarg prosiem.
yo

Opublikowano americana | Otagowano

Dni w Limie.

Dupa mi przyrosla. Do Miraflores i domku na pewnej ulicy. Bynajmniej nie Sezamkowej, choc dzis ogladalem jeden odcinek na wideo wraz z dzieciakami pt. „Where is the BIG BIRD??”. Od 4 dni probuje wyruszyc z Limy. Aby ten tego pozwiedzac pare ruin. To sumienie. Ale wewnetrzny glos szepce: bartek, pierdol to…

I slusznie.

Wiza mi sie konczy za 5 dni. Wiec chyba wkrotce wyrusze na polnoc – do Ekwadoru. E K W A D O R !!

Urodziny Ronego. W sasiednim hostelu – Casa de Mochilero. Zajebiste zydowskie zarcie. Potem zapuscilismy RHCP i strzelilo pare butli czerwonego wina rocznik 1998. Rownie dobre jak Sofia.

Ostatnimi czasy mam wrazenie ze nie ma innych plecakowiczow-turystow oprocz Izraelcow. Aaa…. :))

Dni sa jakies rastafariansko-izraelsko-peruwianskie. To wszystko przez Yame. Zapuszczamy Boba Marleya, Potem SUBLIME Rivers of Babylon. Jest jakos ulotnie. Kosmicznie. Ja tez kcem dredy :) Yama wyglada jak Lauryn Hill. Jej starzy sa z Maroko – Sefardyjczycy. Wyciagam prezent od Olivii z Sao Paolo. 5 centymetrowe nasiono jakies rosliny z Amazonskiej dzungli. Z dwiema dziurkami. Na jedna chmure starcza.

Emancipate yourselves from mental slavery;
None but ourselves can free our minds.
Have no fear for atomic energy,
‚Cause none of them can stop the time.
How long shall they kill our prophets,
While we stand aside and look? Ooh!
Some say it’s just a part of it:
We’ve got to fulfil de book.

– Marley, Redemption Song

Dzis rano. Rozmowa Kobiego z Milagros (wlascicielka domu). Kobi jedzie do Baranco wieczorem – aby zazielenic wieczor. Po powrocie jak mowi przygotuje magiczna salatke… ;)

– Mila ! dzis wieczorem specjalna kolacja – przygotuje salatke – wola Kobi do Mili
– A wspaniale Kobi, wspaniale. Swietnie gotujesz, mozesz wziac z kuchni wszystko co potrzebujesz.

Patrze z niedowierzaniem, ten mruga mi okiem. Nie moge sie doczekac widoku Mili wsuwajaca magiczna salatke Kobiego…. Musimy tylko jakos zniechecic dzieci do jedzenia zieleniny.

panamericana1

panamericana_bart

bart_lessie_kobi

supermarket1

pan_pacynka

half_yama

mary_huevo1

yama1

yama_kobi

yama_cindy

tonieja

skarpetki_lsd

rasta_karty

poranek_w_ mac

klasyczny_dzien

paraglajding

mary

lets_joint2

lets_joint

naor

bart_amid

cindy_lassie_angie

cindy_lassie

cindy1

party_rony3

party_rony2

party_rony

Opublikowano americana | Otagowano

POLUDNIOWOAMERYKANSKA DIASPORA

Zyd w drodze. Mam wrazenie, ze pol Izraela wyjechalo z kraju. Spotkalem ich wielu. Podrozuja w grupach. Nawet ci co wyjechali samotnie, wkrotce dolaczaja do jakiejs paczki. Male wyjatki: Kobi, Eran, Noah i paru innych kolesi. Laski zawsze w grupach. No.. bo bezpieczniej jest, no nie? Jada sami, chrzania kolektywy. W grupie trudno sie dogadac, gdzie spac, kiedy jechac i jak jechac i co zjesc na kolacje.

TRADYCJA.

Najpierw idziesz do armi – kazdy z nich odbyl sluzbe (chlopaki i dziewczyny). Potem zwykle pracuja jakis czas. Nastepnie przychodzi czas na poznanie swiata. Plecak, przewodnik, pare ksiazek po hebrajsku, wykaz najbardziej popularnych wsrod Izraelitow hoteli i w DROGE. Nie maja zreszta wiekszego wyboru. Afryka i muzulmanskie kraje odpadaja – zostaja Ameryki, Indie, Australia i rzadziej Europa.

Sa inteligetni, uparci, maja wlasne wyrobione zdanie. Zarazem skorzy do imprezowania, wiekszosc chrzani SZABAS i w sobote – jak i zreszta w kazdy inny dzien tygodnia – daje ognia.

KORZENIE.

Polowa z tych ktorych spotkalem ma korzenie w Polsce. Babcia, dziadek. Czasem oboje rodzicow, jak w przypadku Yohana, ktorego rodzice wyjechali z Polski w latach 70tych. Dukal po polsku – z czego starsznie sie cieszyl i byl dumny (co powiedziala mi potem Keren).

Oczywiscie nie wiele wiedza. Czesc byla w Polsce (klasyczna trasa z „atrakcjami” – Oswiecim, Majdanek, Warszawa). Pewnie wielu z was widzialo duza grupa zasuwajaca wzdluz Domow Centrum w Warszawie.

STEREOTYPY.

Keren usmiechnela sie i rzekla – Nie wierzylam, ze jestes z Polski.

A czemu tu, pytam, jaki jest twoj stereotyp POLAKA?

Trudno mi to wyrazic, ale jakos mi nie pasowales do tego wszystkiego co zobaczylam w Polsce – odpowiada i pociaga lyk WHITE RUSSIAN. JEstesmy w TEQUILA – ponoc swietnej dyskotece, ale jest do dupy. Nie mozna tego porownac z Cuzco.

Co zobaczyla w Polsce? No wlasnie? Swastyki, JUDE RAUS na scianach, Gwiazdy Dawida na szafocie, LKS Zydy, Widzew Zydzew. Pewnie sobie zadawala pytanie – czym do cholery jest ten LKS, LEGIA i WIDZEW? Widziala zaciete miny, z reguly starszych osob. Pewnie tez spostrzegla krzyze Switonia.

Hadi z Hajfy, 2 dni temu w Pizzy Hut opowiadala mi o swojej wizycie w Polsce. Placz. Majdanek. Szare ulice Warszawy. Przyjechali – zobaczyli najbardziej bolesne rzeczy i odlecieli do Tel Avivu.

Opowiadam jej o SPRAWIE CMENTARZA W KLODZKU i tym co zrobilismy z Adomasem. Nie wiele. Ale zawsze cos. Krok do przodu. Smiesza mnie pytania – Ty, po co zrobiles ta strone, jestes ZYDEM?

Nie. JESTEM CZLOWIEKIEM. tyle.

Mlodzi Zydzi nie za bardzo ogladaja sie za siebie. Dziadkowie, rodzice nie za wiele im opowiadali. Zreszta oni nie pytaja.

Rozmowy, rozmowy, rozmowy. Slowa, slowa, slowa. Pare ich odbylem w ciagu ostatnich 3 miesiecy. Trudne tematy i dosc ryzykowne. Ale chrzanie to. Palestyna, 1968 w Polsce, Holocaust.

Byles w Syrii? pyta Kobi z niedowierzaniem – Czlowieku przeciez tamn nic nie ma.

Kobi, Backpacker Home, Milaflores, Lima

No tak. Skad on moze wiedziec co tam jest. Syria, jak zreszta reszta sasiadow – to smiertelny WROG. Wlasnie – sa otwarci na swiat – ale pewnych rzeczy nie toleruja – co zawsze im wytykalem. Syria. To tacy sami ludzie. Syria to Palmira, Rivers of Babylon, jaranie nargili na starym miescie w Damaszku, Maloula i wspaniali ludzie.

Wiesz, my tego nie wiemy – jestesmy spaczeni jezeli chodzi o Arabow – dodaje Kobi.

To sie nigdy nie zmieni. WOJNA NIGDY SIE NIE SKONCZY. Tak mysle.

TOLERANCJA.

Niemcy – ich to nie lubie – mowi Hadi (hehe.. dobrze ze nie Heidi). Wojna, te sprawy.

Co ty chrzanisz. Tak sie sklada, ze wszyscy Niemcy ktorych spotkalem na swojej drodze to byli zajebisci ludzi, am paru z nich to moi przyjaciele. Tacy sami ludzie jak ty i ja. Wiec o co ci chodzi.

Hadi milczy i polyka kes sredniej Supreme w Pizzy Hut, ale tylko z grzybami, bo jest wegetarianka.

Czasem mam wrazenie ze jestem jakims naprawiaczem stosunkow miedzynarodowych i stereotypow. Moze dlatego, ze dla wielu z nich bylem pierwszym spotkanym Polakiem w Ameryce Poludniowej.

Jak bylem lepek – to zawsze opowiadalismy sobie te debilne kawaly o Zydach. Niektorzy z tego wyrosli, lapiac sens wypowiadanych wczesniej slow, niektorzy WRECZ PRZECIWNIE.

ZYD.ZYD.ZYD. Brzydkie slowo, co nie? A POLAK? Pamietam Lutza, NIemca, wlasciciela hotelu w Brazylii. Powiedzial mi ze w dziecinstwie slowo POLAK, w jego wsi, bylo brzydkim, bardzo brzydkim slowem. Przeklenstwem.

……………………………….

Czy nie wkurzasz sie jak ktos ci powie TY RUMUNIE? Jak czesto spotykasz sie z takim czyms w Polsce? Czy zaczales opowiadac juz kawaly o zlych ARABACH i AFGANCZYKACH?

Nie zmienisz ludzi. Niektorzy sa jak zaschnieta krowia kupa. Ja zreszta nie probuje. Ja opowiadam.

———

A Wojtek opowiadal tak – jego spostrzezenia z Ameryki Pld z poprzedniego rok

Opublikowano americana | Otagowano ,

FOTKI. LIMA

Lenie sie. Film z Jackie Chanem i Chrisem Tuckerem – RUSH HOUR 2. AAA rewelacja :)) Mam straszny sentyment do filmow z Chanem. Lata 80te. Pierwsze wideo i kasety wymieniane na targu w Klodzku. 6 kopia z niemieckim dubingiem. Sentymenty sentymenty :)) Nie cierpie debilnych filmow z mordobiciami – ale te filmy z Chanem to mistrzostwo swiata. Pijany Mistrz np :)) Van Damme, Szwarcnigger, Stallone moga sie schowac. JAckie Chan przy nich jest mistrzem – pomimo ze ledwo po angielsku mowi. Rush Hour – genialna choreografia, pomysly. Dobry film akcji… tyle na tyle…..

Jutro, pojutrze zmykam z Limy. Na polnoc. W strone rownika…

chinska_knajpa

kobi_sm

chinska_knajpa_sm

zwiedla_palma

wodniki

szmal

plaza4

plaza3

plaza2

plaza1

peruwianske_porno

nad_morze

mira_playa

latawiec

kupie_wkrotce

kankun

jesien_zycia

dwie

Opublikowano americana | Otagowano

3 MIESIAC W DRODZE

Wlasciwie przestalem podrozowac. Ja po prostu tkwie w czasoprzestrzeni. Dom daleko i przyjaciele. Ale dobrze sie z samym soba czuje. Nie zwiedzam, nie chodze do muzeum, kosciolow, przestalem biegac z przewodnikiem, nie interesuja mnie tzw. sztuczne atrakcje turystyczne. Po prostu zyje. Tak samo jak zylem tam, zyje tu. Czasem jest zle i tesknota sie odzywa. Ale moj wybot. Moja droga. Mi camino. MY WAY – nagralem sobie dzis na MD Franka Sinatre. Wroce. Kierwa, trza sie usmiechac – a geba mnie boli od ciaglego szczerzenia sie.

Najbardziej odejchany rok mojego zycia.

2 0 0 1.

To bedzie dobry rok.. uslyszalem…

No pewnie… no pewnie :))) JEST

Opublikowano americana | Otagowano

Znow slow pare o fotografi. Wnioski.

Odebralem slajdy, negatywy kolorowe i cz-b. I cos mi tu nie pasi. Zdjecia sa gowniane. Szczegolnie slajdy. Albo mi sie wydaje, albo jestem nienormalny, albo zaczalem wymagac od siebie wiecej, albo za duzo naoogladalem sie zdjec innych obywateli – np. w naszional dzeografik czy tez podczas ourd prez foto.

W czym tkwi problem? Nie trza tu inteligencji Einsteina *. Odpowiedz jest prosta jak wlos mongola. Brak jest akcji, zycia. Po prostu. I tu pare czynnikow ktore sie na to skladaja. Lustrznka (canon eos 3 – wielki jak dobrze wypasiona krowa) + 3 staloogniskowe obiektywy za bardzo rzuca sie w oczy. Wyglada za powaznie, ludzie sie wtedy mnie boja, widac mnie z kilometra na ulicy. Nic nie dala totalna destrukcja sprzetu, wydrapanie napisow, zaklejenie czarna tasma izolacyjna i gustowne poobijanie cacka na ktore harowalem klejac burito i tacosy w KFC TACO BELL i przenoszac tony frytek w McDonaldzie. Nic a nic. Tzn. jest pare niezlych w moim mniemanu zdjec. Wszystkie sa poprawne technicznie, ostre jak zyletka polsilver. Bez zarzutu. Ladne kolorki etc. Moze ich po prostu nie widzialem na scianie. Przeciez nie wiele da sie zobaczyc na 35 milimetrach. Druga rzecz to sposob robienia zdjec. Cyfrakiem robie z biodra, z kazdej pozycji, ale nigdy nie przykladam go do oka. Wszystko widze w wizierze – ktory jest naprawde genialny. Poza tym nikt nie bierze cyfraka na powaznie, ale fotki wychodza, ze hej :) Lutrzanka jest bydlasta – w pizdu ogromna – zanim przyloze do oka, wymierze i wyostrze – to obiekt fotografowany schowa sie, ucieknie, zmieni pozycje lub tez zrobi mine jak u pana-ktory-robi-zdjecia-do-dokumentow.

Tak wiec klaruja sie mi coraz bardziej moje preferencje. Po 6 latach robienia zdjec. Czas robic zdjecia cyfrakiem, lustrzanka a w sytucjach reportazowych malym aparatem dalmierzowym. Znalazlem analogowy odpowiednik mojej cyfrowki. Contax T3 z staloogniskowym obiektywem Carl Zeissa. Maly, poreczny, z doskonala mechanika i rownie nierzucajacy sie w oczeta.

Poza tym z obrzydzeniem spogladam na zabytki, jakies ulice, koscioly. Sam nie wiem po co robie te smiecie. Ladne owszem obrazki wychodza – ale co z tego. Wczesniej juz pisalem a propos oswietlenia. 80% w ostrym sloncu. Ahh… zmarnowane na maksa. Cienie, kontrasty. Szkoda gadac. Wieczor, panie, wieczor. Najlepsze oswietlenie i kolory. Podobnie poranek – ale przeciez nikt o zdrowych zmyslach (ja?) nie wstaje o tej godzinie.

Dzis kolacja w Pizzy Hut. Hm.. dziecko cywilizacji. W Wojnie pomiedzy McSwiatem a reszta – opowiadam sie raczej za tym pierwszym. Coz tak wyszlo. Internet, komputery, nasza cywilizacja, popkultura i jej nisze, TV, kino. Do tego mi blizej. Ale raczej nie siedze w strukturach. Cos jak Francja w NATO. Sa ale nie sa. Na boku sobie jakies male eksperymenty z bombkami przygotwuja i trenuja Legie zlozona z Ruskich i Polakow. Alem siem zagalopowal w toku myslowym. A ponoc bladynki nie mysla… ;)))

—-
* a propos Einsteina i blondglow.

Ladnych pare lat temu siedzielismy z Adomasem. Koles przezywal mi opowiadanie s-f. Rzecz byla o konferencji naukowej na ktora przybyly same mozgi z roznych krajow. Einstein, byl tez Onestone, Jednokamienny, Odinkamok etc. kumacie baze?

Wiec. Wymienial mi tych kolesi, zasmiewalismy sie jak male prosiaki. Po 3 minutach, pytam go.
– Stary, hm.. ciekawe jak by to bylo po niemiecku? Ein… ein… ein

Adomas patrzy na mnie i nie wierzy…

EIN.. ein.. EINSTEIN – wykrzyknalem z trymufem.

Coz, nie kazdy rodzi sie AINSZTAINEM.

Opublikowano americana | Otagowano ,