Archiwa tagu: paraguay

ZYCIE W DRODZE

Dzis chyba znow piate. Przestalem liczyc dni. Wiem tylko, ze od 1 kazdego miesiaca mam nowa sume pieniedzy do wydania (mam limit na karcie = 3000 zeta). Mam nadzieje ze dolar nie pojdzie za bardzo w gore, bo rozliczam sie w zlotowkach.

Zimno – 5 stopni, ale slonce swieci. Jest juz wieczor. Piwko Dorada jest dobrze schlodzone, przed chwila wypilem tez jogurt kokosowy ( polecila mi go wierna czytelniczka – Alicja – ktora byla tu rok temu, dzieki :)))

Mam duzo pisania. Rozmyslania. Mysli wrecz rozpierdalaja czaszke. Duzo pisze, pewnie niedlugo stworze cos na ksztalt odrzutow z sesji nagraniowej bartpogoda.net…
Zaplanowalem trase na najblizszy miesiac. CNN.COM jak zwykle dostarczyl wiarygodne (?) info na temat pogody. Coz, zimno bedzie. Trasa: Corrientes – Buenos Aires – Mendoza – Andy (jakas wiocha w argentynie, osrodek narciarski) – Santiago de Chile – Atacama – Boliwia. Nic dodac.

Pokoje hotelowe. Tanie pokoje hotelowe. Pod kazda szerokoscia geograficzna sa podobne. Te w krajach cieplejszych wrecz identyczne.

Szafa, szafka, lozko. Im tanszy pokoj, tym wieksze prawdopodobienstwo ze nie bedzie toalety i prysznica. Tzn. bedzie, ale na korytarzu. Nieczystosci, brud osaczaja cialo, centymetr po centymetrze – trza sie sprysznicowac. Wspolne prysznice dla wszystich gosci to wspaniala wylegrania grzybow. Bynajmniej nie halucynogennych. W szafie sa koce, ale zawsze uzywam swojego spiwora. Niczym w wieziennej celi na scianach jakas nieporadna reka wydrapala nieodszyfrowywalne mysli. U sufitu – niczym szczatki samolotu ktory przebil sie przez dach hotelu – wiatrak. Wlaczajac go zawsze mysleo mojej scietej glowie toczacej sie po brudnej podlodze. Na szczescie na dzien dzisiejszy upalow brak wiec chlodzic sie nie ma po co.

Czasem pokoj ma niewidzialnych na pozor lokatorow. Ale gdy zapomna oni o swojej wrodzonej niesmialosci, wytkna swoje dlugie wasy, szeleszczac, skrobiac pancerzykami przyjada sie przywitac. Potem bzyczac zjawia sie krwiopijcy i roznosiciele prezentow (np. malarii). Zatopia rurki w ciele ofiary. MacDonald (Bartek Pogoda – jego krew sily ci doda – zdaja sie brzmiec reklamy dla komarow).

A gdy lac sie chce noca, trza sie ubrac (zwyklem spac bez odzienia), wyjsc na niemy i ciemny korytarz, odszukac kibel i zalatwic sie. Gorzej gdy toaleta znajduje sie dwa pietra nizej lub wyzej, badz w ogole jej nie ma. Wtedy pozostaja 3 mozliwosci: zsiakac sie w loze, do butelki lub przez okno.

Ale czego wymagac od hotelu za 3-4$? Kiedys to nawet o hotelu nie bylo mowy. 6-7 lat temu autostop. Z Adomasem, Bedurem, badz tez Konarem, ktory nie bawem zostanie tatusiem. Spalo sie wszedzie – dworce, stacje benzynowe, lawki w parku, plaze, domki na placach zabaw dla dzieci, bramy, krzaki. Przechodzilo sie przez ogrodzenia campingow, aby na dziko rozbic tropik (tropik – nie namiot, kije sluzyly jako maszty). Czasem nie spalo sie w ogole. Autostop, jazda na gape w pociagach, robienie w konia konduktorow i teksty w stylu: ukradli nam pieniadze, mysje; zgubilem paszport; a co to znaczy ticket?; szatan zabral mi mozg i dusze. Ukrywanie sie w toaletach i czasem nonszalanckie zaleganie pod nimi – czekajac na nadejscie konduktora. Bagietki, woda mineralana, mleko, kabanosy zabrane z domu i 50 snikersow od Marty K., ktora byla wtedy przedstawicielem handlowym jakiejs duzej firmy spozywczej. Zazdrosnie i nienawistnie spogladalismy na zabojadow w restauracjach Paryza – dziobali jedzonko, popijali wode Perrier (5 dolcow za mala butelke), a resztki jedzenia ktore zostawiali – mogly by wyzywic 5 takich autostopowiczow.

Tak wygladalo podrozowanie po Europie w latach 1995-1997. Budzet byl znikomy. Kazdego centa zal bylo. Masochistyczne zwiedzanie miast z calym dobytkiem bo szkoda bylo kasy na przechowalnie dworcowa. A chcialo sie zobaczyc jak najwiecej: Niemcy, Belgia, Holandia, Francja, Anglia, Hiszpania, Wlochy, Austria – kazdy dzien inne miasto, inny dworzec, ludzie i dobroczyncy podwozacy cie 500km po niemieckiej autostradzie. Po takich wakacjach zwyklem dlugo odpoczywac.

The Times are changin – beczy Bob Dylan. Na studiach bylo juz inaczej. Azja, Balkany, potem praca w USA i Ameryka Centeralna. Apetyt wzrasta w miare jedzenia a mizna sie kiedys przejesc.

To przedostatni dzien w Paragwaju. Jutro do Argentyny. Temperatura spada…

Opublikowano americana | Otagowano

MISJA

Jak sie robi cafe con leche (kawe z mlekiem) na targowisku tuz przy dworcu autbusowym w Encarnacion?

Stara wiedzma, ktora musiala byl kiedys piekna, wlala mleko z dzbana do metalowego kubka. Stawia go na gazie. Druga kobiecina bierze kawe naturalna i wsypuje do drugiego kubka 3 male lyzeczki. Dodaje cukro, troche wody i zaczyna rozcierac specjalnym narzedziem. Zagotowane mleko wlewa do roztartej brazowej papki. I tak oto pijen sobie cafe con leche con kozuch (pamieta ktos korzuchy w przedszkolu?)

Dojezdzam do Trinidad (po hiszpansku to oznacza TROJCE chyba). Znajduja sie tu ruiny starej jezuickiej misji.

Jezuici stworzyli na terenie Ameryki Pld istne panstwo w panstwie. Ich misje lezaly na terenach Brazylii, Argentyny i Paragwaju. Bardzo blisko zyli z Indianami (Guarani). Uczyli sie ich jezykow, byli ich obroncami przed systemem kolonialnym i pewno ich niezle wykorzystywali. Wiecie, Hiszpanie sa be i fe a my jestesmy dobrze – a teraz moj chlopcze idz i nakop batatow w polu. Tym samym wkurzyli Portugalczykow i Hiszpan. Icha dzialalnosc zostala uznana za nielegalna i w 1759 musieli opuscic Brazylie a w 1767 kolonie hiszpanskie. Chyba tez o tym wlasnie opowiadal film MISJA z De Niro i Ironsem.

Bylem tam sam. Jak palec. Snulem sie pomiedzy ruinami. Oberwane glowy swietych. Zniszczone bramy. Teren jest ogromny i w dalszym ciagu prowadzone sa wykopaliska archeologiczne.

misja1

misja2

misja3

misja4

misja5

misja7

misja8

misja9

misja10

misja11

misja12

Opublikowano americana | Otagowano

HISZPANSKI i drugi dzien w PARAGWAJU

Powracam do nauki hiszpanskiego. Ostatnio wcale go nie uzywalem. Umarl we mnie, pamietam tylko podstawowe zwroty. Spokojnie moge sie tylko dogadac w podstawowych sprawach. Pozostal mi w glowie tylko bierny slownik – czytam i rozumiem, ale nie mowie za bardzo. Tak to jest jak sie nie uzywam jezyka na codzien…

Wyciagnalem z plecaka ksiazki – te ktore mi tak ciazyly – gramatyka, czasowniki, slownik.

Z pewna ulga przyjalem ze nie musze juz sie meczyc po portugalsku. Jakos hiszpanski bardziej mi pasi.

Jezeli ktos mysli ze sobie poradzi w Amercye Pld znajac tylko angielski to raczej jest w bledzie. W regionach turystycznych owszem jest uzywany – ale wszedzie indziej nie ma szans. Nawet mlodzi ludzie rzadko belkotaja po angielsku.

W Paragwaju jezykiem urzedowym jest hiszpanski – ale ponoc 75% mowi takze w Guarani. W stanie Chaco, gdzie mieszkaja Mennoici – mowi sie takze po niemiecku (hoch deutsch). Nawet indianie tam mieszkajacy uzywaja niemieckiego jako drugiego jezyka.

Eh… ta wieza BABEL.

Dzis zrobilo sie naprawde zimno. Wstalem i pani Oda (Japonka) poinformowala mnie ze moge sobie wziac jeszcze tanszy pokoj – za 15000 g. (4$). Oda jest (byla) pianistka – ogladam jej zdjecia malutkiej Ody grajacej na fortepianie na jakims festiwalu.

Pada deszcz, wiatr gwizdze, kawa z mlekiem i suche bulki. W barze. Czekajac na sniadanie przegladam ksiazki. Znow po japonsku. Jedna z nich ze zdjeciami. Jakis koles na piechote przeszedl z Tierra del Fuego (ziemia ognista) az do Panamy. A potem z San Francisco az do Waszyngtonu. A moze to bylo na odwrot? Japonskie ksiazki czyta sie od prawa do lewa chyba…

Zastanawiam sie nad dalsza trasa. Z tego co wiem w Argentynie zima stulecia. Poza tym jest drogo. Nie zabawie tam dluzej niz 1,5 – 2 tygodnie. Pojade najdalej do Buenos Aires a potem przez Andy do Santiago de Chile.

W Andach sezon narciarski w szczycie (wiem to od dziewczyn z Nowej Zelandii spotkanych gdzies po drodze). Cale szczescie ze wzialem dobre buty, polar i goretex. Trza bedzie jeszcze czape i rekawiczki kupic :)

py_chico

py_chico2

py_dworzec

py1

py2

py3

py4

Opublikowano americana | Otagowano

PARAGWAJ – ENCARNACION

Jestem slimakiem. Wolno sie poruszam po kontynecie. I jak slimak, zarzucilem swoj dom na plecy, pozegnalem sie z Wikingiem i ruszylem w dalsza droge.

Pozbylem sie wszelkich reali, zostawiajac sobie tylko 1 reala na autobus do granicy z Paragwajem. Blad. Po przejsciu mostu okazalo sie ze musze sie wracac do centrum – do konsulatu Paragwajskiego, aby uzyskac wize. Pot sie lal strumieniami, dom na plecach ciazyl, torba fotograficzna z przodu rowniez.

Biurokracja – jedno slowo. Urzedasy paragwajscy przez 3 godziny przybijali pieczatki i kserowali. Wypelnilem formularze, dalem dwa zdjecia, pobrali moje odciski palcow, skserowali paszport, bilet i jedna niewazna karte kredytowa (zabralem im ksero i wydarlem z kopii numery karty). W koncu dostalem wize na 10 dni.

Paragwaj – czuje sie tu bardziej Ameryke Poludniowa niz w Brazylii. W koncu mowia po hiszpansku, czuje sie wokolo totalne rozleniwienie, zapachy, brudne kible. Ale jest przyjemnie. Prawde mowiac nie za wiele wiedzialem o PAragwaju zanim tu dotralem. I nadal nie wiele wiem. Ale czytam. Wkrotce na lamach tej strony przyblize wszystkim abnegatom fakty o tym kraiku.

en1

en2

en3

en4

en5

en6

en7

en8

en9

jarzeniowa_hotel1

Przekroczylem most (po raz enty) i znalazlem sie w Ciudad del Este. Dostalem sie na dworzec autobusowy i zakupilem bilet do Encarnacion (20000 gujarani czyli 4,5$). TO calkiem spore miasto rzut beretem przez Parane do Posadas w Argentynie. Musze przez tydzien pozylowac po ostatnich ekscesach z policja i kupnie sprzetu do nurkowania (dla cyfraka).

5 godzin w autobusie (jedna kontrola policyjna) i jestem na miejscu. Po minucie mam pokoj w hotelu Germano (na przeciw dworca autobusowego). Za 5$. Ale skosno-oka wlascielka (smiala sie ze jej nazwisko jest jak moje tylko ze bez POG – brzmi ODA) powiedziala ze jutro moze bedzie taniej, bo pokoj ktory dostalem jest z lazienka.

Na stoliku lezy STary TEstament po hiszpanku. Przeczytam. W chwilach zwatpienia.

Opublikowano americana | Otagowano