Archiwa tagu: himachal pradesh

foto Rishikesh

z malym opoznieniem i tylko kilka fot, bo nie moge dysku podlaczyc

RISHIKESH FOTO


co do fotografowania w Indiach – ludzilem sie jak baran myslac ze bedzie latwo… ale idzie do przodu

Opublikowano India, travel | Otagowano , ,

Haridwar

W tym 200 tys. miescie Ganges wyplywa na nizine i plynie w strone Varanasi, Kalkuty, az do oceanu.

Haridwar to jedno z najswietszych miast Indii. Co 12 lat gosci miliony pielgrzmow na swiecie / festiwalu na czesc Wisznu – Kumbh Mela.

Rano sniadanie, net, kapiel w rzece, pozegnanie z ekipa (Hoomit, Gili, Roey) i spadowa motoryksza do odleglego o 20 km i 20 rupii Haridwaru. Wyskakuje przy glownej drodze, zabieram plecak z dachu rozsypujacej sie rykszy i sadystycznym upale ide szukac hotelu Ashok. Przechodze przez jeden z mostow na Gandze. Mieszam sie z tlumem na bazarze i powoli ide do hotelu, tuz przy stacji hidnuskich PKP. Zadekowalem sie w brudnym i zapuszczonym hotelu za 2 dolce i na miasto. Ryksza i pedzimy w kurzu i sloncu, pomiedzy innymi uczestnikami tego masakrycznego uliczego chaosu.

Har-ki-pairi (slady stop boga – Wisznu) – to dokladnie w tym miejscu rzeka opuszcza Himalaje. Jeszcze w miare czysta (przynajmniej w Rishikeshu, tutaj juz raczej nie) z kazdym kilometrem pochlania coraz to wieksze ilosci smieci, odchodow, sciekow, chemikali i trupow (przedwczoraj Debbie poszla na plaze, wrocila przerazona, 2 siedzacych w poblizu niej Hindusow wylolwilo zwloki i poczeli sie nimi bawic).

Pod mostami, przy ghatach, swiatyni i na brudnych kamienistych pozostalosciach po wyschnietym nurcie rzeki tysiace ludzi siedzi w glebokich dziurach, kapiac zapamietale. Ponoc szukaja zlota. Tuz obok gromada dzieciakow tapla sie w blocie, 10 metrow dalej przy schodach swiatyni obmywa sie cala rodzina. Na wschodnim brzegu ogromne koparki marki Tata przekopuja i reguluja brzeg rzeki.

Nie ma innych turystow. Gdziekolwiek sie nie pojawiam ktos mnie zaczepia, pyta, oferuje, chce sobie zrobic zdjecie, czasem tylko sporzenia, gdy siedze w knajpie zajadajac sie thali za 20 rupii.

Sen. Totalnie dziwny. Snilo mi sie ze jestem w Colorado. Dopiero co przyjechalem, znow szukam pracy, napotykam Marasa ktory jest kierowca darmowego autobusu kursujacego po doline Fraser. Spotykam Anie i Mike’a maja ogromny dom, pelen pracujacych na czarno Polakow, ale luz, Mike jest najbardziej szanowanym grzybiarzem w miescie, ma ogromna grzybiarnie i wszyscy go kochaja. Dom wyglada jak hinduska swiatynia, pelna czerwonych i wsciekle niebieskich figur. Strach sieja agenci do spraw clandestino (nielegalnych pracownikow).

Budzi mnie komar i bolacy zab. Mama miala racje – co do kamery i do zeba tez. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, mamma. :)

Net jest drozszy niz w R. Jedna rupia za minute. Ale i tak jest to 1,5$ za godzine. Dzieki wszystkim za naplywajace oplaty za kamere. Naprawde jestem wdzieczmy, i troche zawstydzony cala ta akcja. Jak dobrze pojdzie w Kathmandu bedzie nowa kamera. Moze wiec powstane film?

Wjezdzam kolejka linowa na do swiatyni zbudowanej na wzgorzu nad miastem. Kurz i pyl zasnuwaja cala doline, wschodni i zachodni brzeg.Im wiecej slonca tym mnie widac. Zdejmuje buty i wchodze do swiatyni. Przybyli oddaja czesc bostwom. W rogu na ziemi stary czlowiek goli brzytwa glowke malego chlopczyka. Cala rodzina dopinguje 2-3 letniego chlopca dracego sie w nieboglosy. Wlasciwie nie zauwazony siadam w kolku i robie zdjecia.

O 21 mam pociag do Varanasi. 22 godziny w pociagu. Zakupilem tani bilet za 300 rupii. Bedzie sie dzialo.

Opublikowano India, travel | Otagowano , ,

Wesolych

swiat, wszystkim…

Samotnosc jest zbawieniem i przeklenstwem zarazem. Jestes wolny w tym co robisz, jednoczesnie szukasz towarzystwa innych. Nie jest to trudne raczej, bo w Indiach non stop otaczaja cie ludzie. Czy to tubylcy czy tez inni podroznicy.

Czasem sie wylaczam. Siadam gdzies na dachu hotelu, czy jak wczoraj w swiatyni, w ktorej na samej gorze nie bylo nikogo. Jednak w dalszym ciagu nie potrafie oddalic sie tak do konca, uspokoic, oddychac rownomiernie, uspokoic mysli, uporzadkowac dysk twardy w mozgu.

Dalem sobie spokoj z namiastka Jogi. W calym miescie oferuje sie kursy jogi zadnym wyzszych mentalnych i fizycznych doznan kursy jogi. Niektore za darmo, inne co laska, sa tez takie gdzie kursy odbywaja sie po pare tygodni czy miesiecy. Zamykasz sie wtedy w asramie i zglebiasz wlasne wnetrze. Mowie o namiastce, bo hatha joga traktowana jest przez trawelersow jak kolejna atrakcja, cos jak rafting, jazda wielbladem, safarii czy wyprawa w gory. 2-3 dni i dalej w inne miejsce. Oczywisce wiele osob zostaje dluzej. Ja niestety nie mam takich mozliwosci czasowych (finansowe raczej odpadaja, bo mozna sie za grosze tu utrzymac) wiec tym razem daje sobie spokoj, choc jestem ponoc w swiatowej stolicy jogi.

Obrazowanie Boga (czy tez bostw, w przypadku Indii) jakos nie przemawia do mnie. NIe daje pracowac wyobrazni. Indie to wszechobecny kicz- wiec takze i swiatynie nie pozostaja w tyle jezeli chodzi o w kosmiczny sposb dobrane kolory czy sposob wykonania rzezb roznych bostw. Pstrokacizna masakryczna. Prawdopodbnie nie dziala to na mnie, na pewno jednak na Hindusow, ktorzy calymi wycieczkami przybywaja do swiatyn Rishikeshu czy tez innych swietych miast.

21 kwietnia jade do Varanasi, jezeli sie uda zdobyc bilet. Na razie mam rezerwacje, ale caly ten system rezerwacji kolejowych (polecam strone koleii hinuskich) jest totalnie zbiurokratyzowany i na razie nie kumam go za bardzo.

Opublikowano India, travel | Otagowano , ,

Rishikesh 2

Staram sie znalezc w tej calej egzotycznej chaotycznej kiczowatej mieszance COS.

Przez caly dzien lazenie po swiatyniach w miescie, ogladanie ludzi i vice versa. Wycieczka z Punjabu podchodzi do mnie i do Debbie (spotkanej wczesniej w Delhi) chcac sie przywitac i zrobic sobie zdjecie, cale miasto jest pelne tubylczych turystow. Przyjechali z Delhi, Punjabu, sa z wyzszej czy tez sredniej kasty. Szczerze sie wiec posrod ubranych w kolorowe sari kobiet i wypomadowanych kolesi, gdy wynajtey fotograf uwiecznia wszystko aparatem z czasow kolonialnych, taka hinduska zorka 5.

Znuzony upalem, i calodniowym chodzieniem udaje sie na popoludniowa drzemke. Wstaje tylko na chwile aby zjesc co nie co. Nie ide na Pesah, wszyscy poszli do Swiss Cottage w gorach, cos nie mam ochoty, dzis spie i czytam ksiazke „Droga do Indii”. To rzecz o czasach gdy rzadzili w indiach Angole, w tak nie zrozumialem dla nich kraju.
„Daje Anglikowi rok, a Angielce pol roku” (cyt. z pamieci) mowi jeden z bohaterow (Hindus) o kolonialistach przyjezdzajacych ze Zjednoczonego Krolestwa. Jeszcze wiecej cos o tym napisze.

Pobudka o 5:30. Mala gimnastyka na dachu. Kiepsko ze mna, trzeba rozruszac stare kosci. Wszystko jeszcze zamkniete, sniadania nie daja, internet off. Biore wiec aparat i ruszam przed siebie. Nad brzegiem Gangi kobiety susza sari. Dlugie na 6 metrow, szeroki na metr. Wiatr rozwiewa i nadyma je jak bajecznie kolorowe paralotnie. Szkoda ze mam tylko obiektyw 50mm ze soba,wchodze pomiedzy nie, te tylko sie usmiechaja i mocno trzymaja material aby wiatr nie porwal go gdzies daleko.

Przy zakurzonej drodze na ziemi siedzi 4 sadhus. Maja pomaraczowe szaty, na ogniu gotuje sie herbata, przesypuja jakies proszki, milcza. Przysiadam sie do nich. Czestuja chillum i czajem.

…,

Dalej nie ulozylem planu. jechac w gory do kaszmiru czy tez na poludnie, do Agry, Varanasi, Kalkuty i potem do Nepalu.

what you think?


dobra podaje konto. kurcze ale nie wiem czy to dobry pomysl, bo wlasciwie kamere bede mogl kupic tylko w jakims duzym miescie badz nepalu. nie wiem ile taka kamera kosztuje w Delhi. Tamta 1000$ kosztowala. Wiec to troche kasy jest. No zobaczymy. Jak sie uda, to bede musial jakies kino wynajac czy co… ;)

Bartlomiej Pogoda
CBE Telepekao24
Eurokonto WWW
nr 10801646-573940-27004-894000/111

dzieki wszystkim ludziom dobrej woli. yo.

Opublikowano India, travel | Otagowano , ,

Rishikesh

Jestem w miejscu gdzie Ganges (Ganga) wylywa z Himalajow. Risikes (lub Rishikesh – „sh” w Hindi w transkrypcji na angielski, ale po polsku chyba lepiej wymawiac jako „si”) jest mala wioska tuz kolo Haridwaru. W latach 60 tych wpadli tu John, Paul, George i Ringo – ale z calej czworki tylko Georgowi zostalo zamilowanie to sitaru, hinduskich klimatow. Od tego czasu wpadalo tu coraz wiecej luda. Zazyc medytacji, znalezc sie w innym swiecie, nie jesc miesa, miec swojego guru, powyginac sie na jednym z kursow jogi, czy tez zapalic sobie co nie co dobrego chrash (zywica z konopii zluszczana w dloniach i formowana w plastelinke) , ktorego zachwalaja „pseudo-sadhus”.

Wyglada na to ze chyba nic sie nie zmienilo. Ucieklem z Delhi, nie spalem od chwili gdy mi kamere zachrzanili (ejjj wy serio z ta akcja zbierania na kamere?? :))) bo nastapilo bratanie sie z ekipa izraelska, potem nie kladac sie spac lazilem po torach kolejowych (zdjecia w notce ponizej), potem na Connaught Circus szukajac CD nagrywarki, notesu i chlodu w klimatyzowanym McDonaldzie.

Niestety biletu na pociag nie dostalem, musialbym czekac 2 dni. Wybralem autobus. I to byl blad.

O 20:45 przylazlem do Hare Rama Guest House. Tak rzekl koles ktory sprzedal mi bilet do Rishikesh. Pod knajpa zebrala sie cala banda Izrealitow, ja i 2 Hiszpanki. Cala ekipa siedziala tak godzine aby ruszyc za konusem (chyba pomocnikiem kierowcy) w miejsce gdzie mieli podstawic autobus z klimatyzacja etc. ponoc wygodny, only 200 rupii. Znow godzina czekania. Potem okazalo sie ze trzeba ekstra 50 r doplacic. Burza i awantura. Konus chce rzadzic, krzyczy na wszystkich, wyzywa jedna laske, wtedy na niego rzuca sie dwoch gosci z dredami (Naras i Sas -maja gitarki, dredy i non stop kreca dzointy). Dochodzi to szarpaniny i prawie caly autobus sie napieprza. Trwa to 2 minuty i nerwy opadaja. Ok jedziemy dalej. Caly czas trwa awanutura o siedzenia, kierowca i konus chca upchac wiecej niz sie da, klima wysiada, jednej nerwowej szalonej i awanturujacej (ale pieknej) sie caly czas zydowce ktos zachrzania cd player. Znow bijatyka. Jedziemy. Klakson non stop. Prawie cale 8 godzin. Piekielne 8 godzin. Gdy wysiadla klima, Eli, siadzacy kolo mnie zrobil dzointa i puscil w obieg. Hindusi zaczeli sie awanturowac i zatrzymali autobus. No i tak w kolko. Ledwo co przezylem ta podroz.

Risikesz. Dojezdzamy ryksza na miejsce. Swiete miesce. Juz mi sie myla bostwa, swiatynie, baba, sadhus, kryszna, budda, wisznu, siwa. Wszystko sie miesza. Jestem coraz bardziej zmeczony. Na sniadanie ogromne thali (ryz, soczewica, chili, czapati, kalafiory) za 2 zeta. Herbatka o kolorze kawy z mlekiem za 10 groszy i jakos sie da zyc. Gadam jeszcze chwile z Carmit (taka jedna ;) i ide spac.

16 godzin spie. Mieszkam w asramie, wokolo same swiatynie, 20 metrow ponizej plaza nad czystym jeszcze Gangesem. Przespalem caly dzien. Budze sie o 4 rano, Pada deszcz, powietrze czyste i rzeskie. Stoje nago na tarasie, potem ubieram gatki i schodze nad Gange, zanurzam dlonie i myje twarz.

Zaczyna sie dzien.

Indie coraz bardziej mnie wciagaja, tyle rzeczy nie wiem, tak wiele nie rozumiem, i nie zrozumie nigdy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Opublikowano India, travel | Otagowano , ,