Archiwa tagu: fotografia

Znow slow pare o fotografi. Wnioski.

Odebralem slajdy, negatywy kolorowe i cz-b. I cos mi tu nie pasi. Zdjecia sa gowniane. Szczegolnie slajdy. Albo mi sie wydaje, albo jestem nienormalny, albo zaczalem wymagac od siebie wiecej, albo za duzo naoogladalem sie zdjec innych obywateli – np. w naszional dzeografik czy tez podczas ourd prez foto.

W czym tkwi problem? Nie trza tu inteligencji Einsteina *. Odpowiedz jest prosta jak wlos mongola. Brak jest akcji, zycia. Po prostu. I tu pare czynnikow ktore sie na to skladaja. Lustrznka (canon eos 3 – wielki jak dobrze wypasiona krowa) + 3 staloogniskowe obiektywy za bardzo rzuca sie w oczy. Wyglada za powaznie, ludzie sie wtedy mnie boja, widac mnie z kilometra na ulicy. Nic nie dala totalna destrukcja sprzetu, wydrapanie napisow, zaklejenie czarna tasma izolacyjna i gustowne poobijanie cacka na ktore harowalem klejac burito i tacosy w KFC TACO BELL i przenoszac tony frytek w McDonaldzie. Nic a nic. Tzn. jest pare niezlych w moim mniemanu zdjec. Wszystkie sa poprawne technicznie, ostre jak zyletka polsilver. Bez zarzutu. Ladne kolorki etc. Moze ich po prostu nie widzialem na scianie. Przeciez nie wiele da sie zobaczyc na 35 milimetrach. Druga rzecz to sposob robienia zdjec. Cyfrakiem robie z biodra, z kazdej pozycji, ale nigdy nie przykladam go do oka. Wszystko widze w wizierze – ktory jest naprawde genialny. Poza tym nikt nie bierze cyfraka na powaznie, ale fotki wychodza, ze hej :) Lutrzanka jest bydlasta – w pizdu ogromna – zanim przyloze do oka, wymierze i wyostrze – to obiekt fotografowany schowa sie, ucieknie, zmieni pozycje lub tez zrobi mine jak u pana-ktory-robi-zdjecia-do-dokumentow.

Tak wiec klaruja sie mi coraz bardziej moje preferencje. Po 6 latach robienia zdjec. Czas robic zdjecia cyfrakiem, lustrzanka a w sytucjach reportazowych malym aparatem dalmierzowym. Znalazlem analogowy odpowiednik mojej cyfrowki. Contax T3 z staloogniskowym obiektywem Carl Zeissa. Maly, poreczny, z doskonala mechanika i rownie nierzucajacy sie w oczeta.

Poza tym z obrzydzeniem spogladam na zabytki, jakies ulice, koscioly. Sam nie wiem po co robie te smiecie. Ladne owszem obrazki wychodza – ale co z tego. Wczesniej juz pisalem a propos oswietlenia. 80% w ostrym sloncu. Ahh… zmarnowane na maksa. Cienie, kontrasty. Szkoda gadac. Wieczor, panie, wieczor. Najlepsze oswietlenie i kolory. Podobnie poranek – ale przeciez nikt o zdrowych zmyslach (ja?) nie wstaje o tej godzinie.

Dzis kolacja w Pizzy Hut. Hm.. dziecko cywilizacji. W Wojnie pomiedzy McSwiatem a reszta – opowiadam sie raczej za tym pierwszym. Coz tak wyszlo. Internet, komputery, nasza cywilizacja, popkultura i jej nisze, TV, kino. Do tego mi blizej. Ale raczej nie siedze w strukturach. Cos jak Francja w NATO. Sa ale nie sa. Na boku sobie jakies male eksperymenty z bombkami przygotwuja i trenuja Legie zlozona z Ruskich i Polakow. Alem siem zagalopowal w toku myslowym. A ponoc bladynki nie mysla… ;)))

—-
* a propos Einsteina i blondglow.

Ladnych pare lat temu siedzielismy z Adomasem. Koles przezywal mi opowiadanie s-f. Rzecz byla o konferencji naukowej na ktora przybyly same mozgi z roznych krajow. Einstein, byl tez Onestone, Jednokamienny, Odinkamok etc. kumacie baze?

Wiec. Wymienial mi tych kolesi, zasmiewalismy sie jak male prosiaki. Po 3 minutach, pytam go.
– Stary, hm.. ciekawe jak by to bylo po niemiecku? Ein… ein… ein

Adomas patrzy na mnie i nie wierzy…

EIN.. ein.. EINSTEIN – wykrzyknalem z trymufem.

Coz, nie kazdy rodzi sie AINSZTAINEM.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Opublikowano americana | Otagowano ,