Archiwa tagu: cuba

powtórka z kuby

Havana

Santiago de Cuba

Havana

Camaguey
 Nico Hischier Authentic Jersey

Otagowano ,

havana fotos


 George Iloka Jersey

Otagowano , , ,

zero seis

juz po. ostatnie 24h na kubie. jutro zmykam do mexico. mglisty plan na najblizsze 4 miesiace:
mexico, guatemala, san salvador, honduras, nicaragua, costarica, panama i wlot do ameryki poludniowej ale jeszcze nie wiem gdzie

sylwester sie udal – przypadkowa ekipa ludzka, swietowanie o polnocy na maleconie, napisze potem jak zwykle tylko sygnalizuje co i jak.
 Bilal Powell Jersey

Otagowano , , ,

trinidad y havana fotas

 Griffin Reinhart Jersey

Otagowano ,

Najpiękniejsza kurwa na świecie.

Hawana jest jak stara kurwa. Kiedy? pi?kna, seksownie ubrana, z wdzi?kiem poruszaj?ca się ulicami, z niez?ym ty?eczkiem i stercz?cymi cycuszkami. Po??dana przez wszystkich. Dzi? pod grub? warstw? makija?u na?o?onego niedawno, kusi, mami, przyci?ga, k?amie, oszukuje, wci?? ?wiadoma swojego pi?kna. Które jednak przemin??o. Wci?? się ceni, cho? wie, że koniec bliski.

Desperackie próby ratowania wydaj? się by? syzyfow? prac?. Miasto wygl?da tak jakby właśnie sko?czy?a się tu jaka? wojna. Jakby właśnie zamilk?y dzia?a z okr?tów wojennych stoj?cych w zatoce. Jakby właśnie piraci spalili i spl?drowali pó? miasta a ameryka?skie lotnictwo właśnie zako?czy?o naloty dywanowe. Psikus historii – Hawana właściwie nigdy nie ucierpia?a powa?nie podczas ró?nych wojen. Malecon – s?ynna promenada prawdopodbnie wzi??a na siebie pierwszy ogie?. Architektoniczne mi?so armatnie. Potem grzyb zjad? miasto. Tropikalne powietrze, brak remontów, pozoranctwo i prowizorka, brak kasy, no i chyba jeszcze ci?gn?ca się legenda miasta grzechu, gdzie ludzie poprzedniego systemu wraz z Ameryka?sk? mafi? bawili się na ca?ego – miasto grzechu jako symbol tamtej epoki mia?o by? zniszczone. Historia zatoczy?a ko?o. Jest tak samo, same same but different. Zamiast mafii, mamy skorumpowany rz?d pobieraj?cy straszn? kas? od kanadyjskich, hiszpa?skich i niemieckich inwestorów. „Teraz wszystko jest pod kontrol?” – jedno z wi?kszych k?amstw. Dziwki znów wyleg?y na ulic?, pojawi?y się te? dzieciaki, które za loda z copelii zrobi? innego loda niemieckiemu tury?cie.

Pod r?k?, w parach, w grupach, w oklarach przeciws?oneczych, dobrych butach lub sanda?ach, w strojach wyj?ciowych na kolacj? za 30$, gdzie nie ma tych barba?y?ców sprzedaj?cych cygara. Tury?ci kontempluj?, podziwiaj?, grzej? pyszczki w s?o?cu na Plaza Vieja, wzdychaj? ach i och. Pe?en romantyzm i hajlajf. Cz??? starej Hawany b?yszczy. Dos?ownie część. Kawal?tek. Wieczorow? por? jest naprawd? przepi?knie, jakby nie spogl?dn?? czasem w podwórko to można nie mie? ?wiadomo?ci totalnego rozpadu. Wystarczy jednak 10 minut piechot? na zachód b?d? po?udnie, aby trafi? do innego ?wiata. Tam widzimy prawdziw? Hawan?. Rozsypa?y się puzzle, teraz trudno je pozbiera?. Ka?dego roku oko?o 300 budynków obraca się w ruin?. W wielu miejscach widzia?em robotników siedz?cych na kupie kamieni. Za nimi stercza?y kikuty znakomitych niegdy? przyk?adów architektury kolonialnej. Wycieczki z Verdaro wpadaj? tutaj na jeden dzień i dos?ownie widz? to co maj? zobaczy?. Przewodnik nie poka?e im syfu innych dzielnic. Poprowadzi ich wzd?uz Obispo, na jeden z tych wspania?ych odrestaurowanych placyków gdzie kapele zarzynaj? materia? z Buena Vista Social Club. Ile razy s?ysza?em wczorajszego wieczoru Chan Chan albo Dos Gardenias?

Rozmawiam z Gladys u której mieszkam w Hawanie (nielegalna casa particular, dzięki czemu p?ac? mniej). Jest muzykiem, a ?ciany jej domu wype?niaj? dziesi?tki obrazów ró?nych lokalnych artystów. Siedz? przy stol? wraz z jej rodzin? (nie b?d? wchodzi? w szczegó?y, nie chcia?bym robi? im problemów, na Kubie nie wolno przyjmowa? turystów w domach prywatnych nie maj?c odpowiedniej licencji, bez bulenia rz?dowi). Namiary dosta?em Carmen z Anglii, Gladys go?ci tylko ludzi z polecenia, par? dni w miesiącu, aby nie robi? sobie k?opotów. Zawsze jest z tego dodatkowa kasa (oprócz tego co przysylaj? jej synowie mieszkaj?cy w USA). Otwarcie krytykuje Fidela i ca?y ten burdel – zreszt? w Hawanie nie trudno spotka? takich ludzi. Jednego wieczoru siedz?c w Cafe Paris spotykam Roberto – b?bniarza w kapelce. Zwiedzi? pó? ?wiata, bzykn?? kobiety wszelkich narodowo?ci (czym od razu mi się pochwali? – typowy macho-chacho), widzia? Czes?awa Niemena w 1982 roku, mieszka? w Dubaju. Teraz jest nauczycielem perkusji i jako? z tego ?yje. Bez zahamowa? nawija? o systemie i jego s?abo?ciach. I oczywiście nie wie co b?dzie dalej. Cho? oczyw?cie wspomnia? coś o Jankesach, tych przebrzyd?ych kar?ach kapitalimu co najprawdopodbniej b?d? panoszy? się wsz?dzie. I tak ?le i tak niedobrze.

Ostatni dzień roku. 1 stycznia kolejna rocznica zwyci?stwa nad dyktatur? Batisty. Rewolucja ma się pono? dobrze – z billboardów spogl?da Fidelito „Vamos Bien” – pono? jest wzrost gospodarczy, ludzie nie g?oduj? i jest wi?cej w sklepach. To fakt – ludzie na pewno nie g?oduj?. Jedz? w sam raz zapewne i nie grozi im ?mier? z przejedzenia jak w USA czy innych krajach Mc?wiata. Zrobi?em ze 20 kilometrów na piechot? – ca?y Malecon, potem w stron? Uniwersytetu i powrót przez Centro Habana do Habana Vieja. Padam ze zm?czenia. Hawana – miasto ze snów, jedno z najciekawszych, najpi?kniejszych, najbardziej fotogenicznych jakie w ?yciu widzia?em – najpi?kniejsza kurwa na ?wiecie.

No i zbli?aj?c się ku ko?cowi kuba?skiej przygody – tak podsumowuj?c – warto by?o. Na Kubie nic nie jest czarne albo bia?e. Jak 50% spo?ecze?stwa to mulaci czyli mixtura czarnego i bia?ego w ró?nych proporcjach – wszystko tutaj to jeden wielki melan?. Mix ekonomiczny i spo?eczny. ?wiat warto?ci nie jest jeden, wszystko jest wielopoziomowe, skomplikowane i niejednorodne. Miesi?c to za ma?o. To właściwie nic. Je?eli kto? polecia? do Veradero i mówi ?e by? na Kubie to się po prostu myli. Obserwuj?c innych podró?nych – my?l?, że rowerem przez Kub? to by?by strza? w dziesi?tk?. Na pewno potrzeba czasu na początku na przyzwyczajenie się do realiów. J?zyk na pewno te? pomaga. No i chyba nie można się ba? ludzi – w tym przypadku na Kubie ?atwo wpa?? w skrajno?ci. Od natr?tnych typów z którymi ma się do czynienia już pierwszego dnia po wspania?ych bezinteresownych ludzi – którzy oczywiście narzekaj?, że nie jest ?atwo – ale dobrze się czuj? we w?asnej skórze i wida?, że potrafi? się nie?le zabawi?.

 Austin Ekeler Authentic Jersey

Otagowano ,

swieta w trinidad

Sko?czy?y się ?wi?ta na Kubie. Nieoficjalnie można je obchodzi? na Kubie od 1998 roku, czyli mniej wi?cej od wizyty papie?a. Przed rewolucj? oko?o 85% Kuba?czyków nale?a?o do ko?cio?a katolickiego, lecz oko?o 10% regularnie chodzi?o do ko?cio?a. Po 1959 roku rzeczy przybra?y inny obrót. W?adze ko?cielne mocno zwi?zane z poprzednim re?imem i klas? ?redni? opu?ci?y Kub?. Na wyspie pozostali ksi??a protestantcy, bardziej zwi?zani z biedot?. Przez ca?e lata rz?d Castro wspiera?, lub w inaczej ujmuj?c, nie przeszkadza? w praktykowaniu Santerii – która jest mieszank? starych, tradycyjnych wierze? z Zachodniej Afryki (gdzie Hiszpanie mieli ?ród?o niewolników) i religii katolickiej. Przez lata czarni niewolnicy podk?adali swoich bogów pod ?wi?tych katolickich, podobnie jak czynili to Haita?czycy (voodoo) czy te? Indianie w Ameryce Po?udniowej. Siermi??ny katolicyzm chyba im do gustu nie przypad?, wi?c zgrabnie go wymiksowali, dodaj?c tam trochę rytmu, serca, krwi i czarów.

W 1985 roku brazylijski ksi?dz przeprowadza wywiad z Castro z którego wykluwa się ksi??ka „Fidel i religia”, co jest kolejnym krokiem w post?puj?cych zmianach. 13 lat pó?niej wizyta papie?a (co Castro bardzo sprytnie wykorzysta? – powo?uj?c się w przemówieniach na papie?a, który pot?pi? oczywiście blokad? Kuby). Oczywi?cie z okazji wizyty Castro wypu?ci? z pierdla wi??niów politycznych (aby potem zamkn?? kolejnych). Dosta?em emaila od siostry, która w telewizji widzia?a relacj? z obchodów ?wi?t na ca?ym ?wiecie. W migawce z Kuby pad?o stwierdzenie, że ?wi?t się nie obchodzi. Kolejna bzdura. Podobnie? jak w artykule pani Bikont w GW, gdzie do wielu rzeczy można się przyczepi?. Mi?dzy innymi do tego, że nie da się p?aci? w pesos cubanos, że internet nie istnieje lub nie da się korzysta?, że nie da się je?dzi? autostopem, móg?bym z ?atwo?ci? poda? przyk?ady nie tylko moje, ale tak?e mieszkaj?cych tu Kuba?czyków, które w 100% podwa?aj? to co napisa?a pani Bikont. Mam wra?enie, że ona to tego pierdla koniecznie trafi? chcia?a, robi?c wi?cej reklamy samej sobie i GW (lubi? bardzo Wyborcz? i jest to jedyny dziennik jaki czytam w Polsce, ale czasem przesadzaj?) a z drugiej strony narobi?a problemów ludziom z którymi się kontaktowa?a. Nie wydaje mi się aby tak naprawd? by?y trudno?ci z literatur? na Kubie – poza tym ludzie maj? w dupie ksi??ki, b?d?my szczerzy – im brakuje wolnej telewizji, radia i internetu, a ksi??ek to swoj? drog?. A tak naprawd? to kluczem do wszystkiego jest szybki, tani i niezale?ny Internet (i ten laptop za 100$ z wifi, o którym ostatnio było g?o?no). Telewizja zawsze b?dzie stronnicza, poza tym TV się ko?czy – Internet, Internet, Internet – w tym najwi?ksza szansa. Ale trzeba czasu. Cała ta walka o wolno??, o demokracj?. Sam nie wiem. Wydaje mi się to wr?cz nie mo?liwe w Ameryce ?aci?skiej. Historia się powtarza i jak tylko padnie legenda Castro wraz z jego ?mierci? najbardziej strac? i tak ci którzy rewolucj? najbardziej poparli – czyli biedni, czarnoskórzy, bezrobotni, ch?opi – przede wszystkim ci ze wschodu Kuby. Ci co kombinuj? już teraz, poradz? sobie znakomicie na wolnym rynku. Jednocze?nie powstan? ogromne ró?nice w spo?ecze?stwie, jak we wszystkich innych krajach Ameryki ?aci?skiej.

Wracaj?c do ?wi?t. Otó? choinki stoj?, msza w ko?ciele się odby?a, ludzie mieli dzień wolny od pracy, sklepy wype?ni?y się bardziej ni? zwykle towarami (tym samym d?u?sze kolejki). Tak naprawd? to wa?niejsze dni dla Kuba?czyków to 16 grudnia – dzień ?wi?tego Lazaro (czyli Babayu Ale). O Santerii chcia?bym napisa? wi?cej, ale chyba już brak czasu, aby zrobi? materia?. Wybra?em się do Regli (promem za pesiaka na drug? stron? zatoki). Tam rz?dz? babalao, do których ludzie udaj? się po porad?. Niestety bez kontaktów jak mówi? nic nie zdzia?a?em. Odwiedzi?em tylko ko?ció? – klimat voodoo zaiste – czarna Madonna, portrety czarownic, lalki, o?tarzyki, niesamowita rzecz.

Jeszcze jedna rzecz. Ca?y ten szum zwi?zany ze ?wi?tami. Tak naprawd? ?wi?ta dla mnie to dobry czas aby się spikn?? z rodzink? i nic nie robi? a najlepiej to gdzie? wyjecha? olewaj?c cal? t? skomercjalizowan? tradycj?. Jeszcze jeden pretekst aby jeszcze wi?cej kupi? niepotrzebnych rzeczy. Plastikowe Miko?aje, elektroniczne Jezusiki, nerwówka, korki w mie?cie, umieranie z przejedzenia, w kó?ko co roku powtarzane te same czcze ?yczenia, morze wódki i 12 potraw lub 66 jak kto woli. Wszystko pi?knie ale ja się na to nie za?apuj?. Cho? ?awo mi pisa?, st?d, z tropików, z wysp morza Karaibskiego. No tak ale kto nie lubi prezentów?

Wigili? jak i ca?e ?wi?ta sp?dzi?em w Trinidad. By?o dobrze. Du?o rumu, dobre jedzenie w domu u Julia, towarzystwo Beth, Fiony, Carmen a potem do??czy?o jeszcze par? osób – zrobi?a się mi?dzynarodowa ekipa. Wieczory w Casa de la Musica i w?drówki po mie?cie. To by?y dziwaczne ?wieta, ale dobry czas. Ciekawe jak b?dzie wygl?da? Sylwester?

 Shaquem Griffin Authentic Jersey

Otagowano ,

trinidad foto

pare fotek wyskoczylo z wczorajszego lazenia po miescie… jutro zmykam do hawany. aloha


 Montee Ball Jersey

Otagowano ,

swiatecznie z trindad

dzieki wszystkim za zyczenia i na lamach strony rowniez wzajemnie i w ogole wszystkiego dobrego … co tu duzo mowic…

ja na swietach w trinidad. jest dobrze. a nawet lepiej.

ciao
 Sean Couturier Jersey

Otagowano ,

trinidad

Trinidad. Czyli Trójca. Tylu turystów na Kubie w jednym miejscu nie widzia?em. Nic się właściwie nie dzieje. Miasto zawalone zdjęciami Che, na uliczkach sprzedaje się kapelusze i fatalaszki, wypasieni i wypakowani murzyni sprzedaj? fa?szywe cygara, inni próbuj? pchn?? monety i banknoty z Che (te same dostaniesz w banku jak sie postarasz). Starsze kobiety, dzieciaki, pomarszczeni faceci prosz? o jedno peso (ma się rozumie?, że convertible).

Wieczorem znów polaz?em do Casa de la Musica. Cepelia kuba?ska dla bia?asów, w kó?ko r?ni?te kawa?ki z Buena Vista, wykonane w stylu: „jeste?my kuba?ska kapela wi?c nie wa?ne, że rz?zimy, turysta i tak to ?yknie”. Siedz? na brukowanych schodach, mnóstwo ludzi, wycieczek, par identycznie ubranych w zestawy podró?nicze Columbia albo NorthFace. Cz??? karko?omnie próbuje wdro?y? w ta?cu to co się w dzień w szko?ach salsy nauczyli. Chrzanie szko?y ta?ca. Za 30 dolców nawet mnie nikt nie nauczy. Taniec trzeba mie? we krwi, a ja nie mam (wol? rytmy bujaj?ce i chilluj?ce). Kuba?ska muza do s?uchania miszcz, ale to ta?ca ja nie czuj?. Za szybko, za du?o techniki i mniej swobody. Krok, w kó?eczko, gibas i wygibas. TO CO? maj? mieszka?cy wyspy od urodzenia. Oni ta?cz? nawet w kolejkach. A nie biali co przez 3 dni się uczyli. Bo tak wypada. Bo się jest na Kubie. A Kuba to taniec. Bo tamto i siamto.

We wszystkich knajpach cepeliowe misterium. Na scenie poc? się murzyni, biali przy stolikach klaszcz? i kupuję super drogie mojito (które równie dobrze można sprzedawa? za grosze, ale wsz?dzie cena 2$). Gdy przysiada się do mnie jeden Kanadyjczyk z Quebecu i zaczyna nawija? o raju na ziemi i o tym jak tu wspaniale. Kole? przyje?d?a do co roku na 6 miesiący. Kocha Kub?, bo Kuba to nie Mc?wiat. No i wchodzimy w konflikt. Jak zaczynam prostestowa?, że to nie tak, że to wszytsko na odwrót. On wyzywa mnie od ameryka?skich kapitalistów. Wi?kszo?? turystów najch?tniej wszystko by zatrzyma?a tak jak jest. Kole? mówi, że tu powinno tak by? zawsze, bo przecie? to najbardziej kr?ci zachodniego czy kanadyjskiego turyst?. Wyspa skansen. Bardzo egoistyczne podej?cie do sprawy. Cho? ubawi? mnie jednym. „Kosztuj synu, kosztuj, bo tego nie b?dziesz mia? nigdzie”. No i mo?e racja. Nie jestem tu aby walczy? o co?, ale aby wkr?ca? klimat i dobrze się bawi? (chocia? tak sobie się bawi?, bez dobrego towarzystwa nie ma zabawy). A wychodzenie na si?? gdzie? po imprezach gdzie wydajesz fortun? na to aby się totalne zwarzy? wydaje mi się by? nie na miejscu.

Rano postanowi?em coś zmieni? w swojej sytuacji. Potrzebowa?em lepszego miejsca do pracy i relaksu. Mój pokój to cela z ma?ym niewygodnym ?ó?kiem. Za 15$ można mie? z ca?? pewno?ci? coś lepszego. W Trinidad mnóstwo miejscówek, wi?c po ?niadaniu wybra?em się w poszukiwaniu lepszej chaty. Trinidad pe?ne jest starych domów, z ogromnymi pomieszczeniami, tarasami na dachu, patios. Wlaz?em do paru – ale to nie było to. W końcu jest. W?a?ciciel jest malarzem i fotografem. Albo by? kiedy?. Dom przepi?kny. Mam pokój na poddaszu, z ogromnym ?ó?kiem. Dom pe?en zakamarków, jest ogród. No i mam 3 s?siadki z boku, z którymi się na rumowy wieczór na dachu umówi?em.

Zostan? tu par? dni. Po?yczy?em rower i zabior? się za eksploracj? okolicy. Obudzi?em się w pod?ym nastroju – teraz już znacznie lepiej. Pogoda się lekko popsu?a. G?ste, szarobure chmury wisz? nad miastem. Oby w końcu spad? deszcz.


Cocojambo.


Z tego chyba już się nie da nic wyci?gn??.


Szkolny apel. Tego naprawd? niecierpia?em w podstawówce. Ale z ca?ym szacunkiem dla moich szkolny kole?anek, one wtedy nie nosi?y takich spódniczek.


„Kiedy to się sko?czy…”

 Sherrick McManis Authentic Jersey

Otagowano ,

camaguey foto

Weso?ych Swiat – od Che i Mickey Mouse.

Restauracja w której nic się nie serwuje. Mogambo.

Necropolis w Camaguey.

Necropolis w Camaguey.

„mi amor, zrobie ci lask? tu i teraz za 10 $” (tu i teraz to park w którym roi się od turystów, ludzi, policji i innych jineteras).

 Adrian Gonzalez Authentic Jersey

Otagowano ,