Archiwa tagu: colombia

CARTAGENA

Spac w nocy nie dalo sie prawie wcale. Tzn. dalo sie – bo bylem zmeczony na maksiora i gdyby nie to – nie zmruzylbym oka wcale. Impreza na ulicy – kolumbiance chyba spac nie moga – bo posilkuja sie kawa (znakomita, tania i mocna), ktora serwowana jest dzien caly i ciemna noca. Poza tym pewnie biora koke – ktora jest prawie za darmo. Wszystko doprawione alkoholem, muzyka, goracym klimatem i sen masz z glowy.

Rankiem zmienilem pokoj. Na prywatny i drozszy o 1500 peso (dormitorium 6500). Czyli 3$ za prywat z TV i ogromnym wiatrakiem i 3 lozkami. Musialem sie przeniesc z drugim kolesiem z dormitorium (normalnie placilbym pelna sume)- Robin, Szwed z paszportem kanadyjskim i czeska mama. Spoko koles – okazalo sie ze zna tych samych ludzi co ja, z Montanity.

Miasto. Dzien. Zwariowalem. Od tych okraglych tyleczkow ciemnych laseczek zmiksowanych przez niesamowitego DJ zwanego ZYCIE. Od zapachow. Od slonca. Nieba niebieskiego. Intensywnosc, zar, muzyka, puls. Cartegena. Kolombia. MAGIA.

Ludzie zyja wrecz na ulicy. Widzisz co sie dzieje w domu. Siedza na podlodze, na fotelach, lozkach. Ogladam ich przez otwarte na osciez okna, pluca budynkow probuja zlapac troche tlenu dla domownikow. Kolorowe budynki. Czerwien, blekit, ceglasta pomarancz. Troche jak w Wenecji. Poza tym morze i KARAIBY. Tuz, tuz. 3 metry lub rzut mokrym beretem.

Robie zdjecia. Rozmawiam z ludziskami. Stara spiewka Barta – jest sudentem fotografii i robi zdjecia na strone internetowym o TWOIM miescie. Lykaja jak pelikany a ja mam zdjecia. Cyfrowe, celuloidowe i te w glowie, w pamieci. Obrazy.

Hostal Casa Vienna. Swietne miejsce. Internet za dolca. Wszystko dziala na LINUXIE. W miare szybko, darmowa kawa i spoko atmosfera. Poza tym kuchnia na tarasie (choc zbedna jak dla mnie – bo knajpy za 70 centow serwuja pelny posilek wegetarianski – zupa, drugie i napitka).

Dzis liznalem tylko klimat. drugi dzien w Kolumbii. I z tego co widze – wspanialy to KRAJ.

Wieczor. Zapach z dymiacych co 5 metrow grillow, tlum ludzi i temperatura przywodza mi na mysl znow Marakesz. sie cofam myslami…

Z pare dni tu ostane. Wracam do lozka – czytac przewodnik i planowac co dalej….

Opublikowano americana | Otagowano

KOLUMBIA!!!

Nie przypusczalem ze bedzie tak goraco. Generalnie czulem sie jak w pieprzonej reklamie szamponu do wlosow – ta sama fryzura, inne warunki atmosferyczne, inne miasto.

Quito – wiosna, soczyscie i radosnie.
Bogota – jesien, ciezki deszcz, 16 c.
Cartagena – upal, 40 st.c., zapachy, kolory, muzyka.

Wiatrak pracuje bez przerwy. Casa Vienna – 2,5 $ za dormitorium. Jest jakos inaczej. Kompletnie inaczej.

W samolocie bylem niezywy. Efekt ostatnich dwoch dni i upojnych nocy do 7 rano, aby potem wcale nie polozyc sie spac.

Quito – nie chcieli mnie wpuscic do pieprzonego samolotu. Bo nie mam biletu wylotowego z LOCOMBII… nie mam, oczywiscie ze nie mam. Laska bardzo starala sie sprzedac mi bilet na trasie BOGOTA – NYC. Smiechu warte, idz pani w chuj z takim zartem. Coz – 15 minut pokazywalem im bilety, paszport zapelniony w 75% (czemu nie robia paszportow 100 kartkowych??), wizy, pieczatki, papierki, tlumaczylem – z obolaym jezorem, nie wymawiajac RRRRR oczywiscie. W koncu. Nareszcie.

Potem spalem, probowalem zjesc kurczaka w samolocie – ale sie poddalem. Kraj z gory. Zielono i pieknie. Kraina Marqueza. 100 lat samotnosci. Na razie to ja mam 150 dni samotnosci…

Wieczor. Moze pojde cos zjesc. Z radia mecza nowy cienki jak kiszka z woda (zadna niespodzianka) przeboj Brintey. Ale ale, chwile potem SHAKIRA z przebojem Suerte, co za szczescie prosze panstwa…. 20 tydzien na pierwszym miejscu w Kolumbii… Shakira to wlasnie z Kolumbii jest. Ale popularna wszedzie. Cala Latino America nie moze wyjsc z podziwu.

Dotarlem na kraniec kontynentu. Po 5 miesiacach. Ale to jeszcze nie koniec.

To bedzie najgoretszy grudzien w moim zyciu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Opublikowano americana | Otagowano