|
|
Bolivia | Rio Mamore
W koncu dzungla. Trynidad. Upal. Smród. Zgnilizna. Wszyscy gdzies pedza na motorach. Ale tylko wieczorem. Za dnia jest zbyt goraco, aby cokolwiek robic - wiec wiekszosc spi. Wraz z Marcelem z Niemiec zalapujemy sie na lódz cargo. Na trasie Trynidad-Guayaranamerin. 839 km na rzece Mamore. Dzien wczesniej zaliczam glebe gdzies w dzungli, pedzac po wertepach. Reka i noga do wymiany. Leje sie krew, jest zbyt goraco, aby sie zagoilo. Cierpie jak pies. Posilki - proste, trzy razy dziennie. Rybka (suszona, gotowana i smazona), kurka, ryz, kluchy, suchy ser, smazone banany, czasem zólw lub jajeczka zólwia. Do picia - woda z rzeki, api (chicha, napój z kukurydzy, cynamonu, cukru - bardzo slodki, jak wszystko zreszta, dlatego ekipa nie ma zebów lub ma zlote).
Dzien za dniem. Leze, czytam, pije wode i czekam na zarcie. Patrze na brzeg. Zielono i monotonnie. Woda brazowa, czasem pojawi sie jakis rózowy delfin dla urozmaicenia krajobrazu lub inna barka. Rzeka dosc szeroka, 300-500 metrów. Mnóstwo ptaków, od czasu do czasu kajmany, delfiny, zólwie, malpiszony.
Osiem dlugich dni na rzece. W koncu docieramy do Guayaramerin. Po drugiej stronie rzeki Brazylia...
|