powrót do bloga

indie w malezji karmacoma jamaica an’ roma | 2004-05-07



dzi, obudzilem sie ze strasznym sloniowym kacem (piwo chang - chang to slon po tajsku) po imprezie w Hat Yai w klubie West Side - w stylu westernowym. Wlasciwie znalazlem sie najpierw na necie poprzedniej nocy, potem dorwalem calkiem spoko pokoj w chinskim hotelu i poszedlem do 7/11 zakupic co nieco wody i chrupkow. W drodze powrotnej skrecilem wiedziony muza do lokalu o ktorym wspominam wczesniej. piwko jakies zanim do muzulmanskiej malezji wjade - pomyyslalem. miejsce jak miejsce. lekko burdelowato - farangi z brzuchami, malezyjscy biznesmeni oblapiajacy laseczki, generalnie wciaz tajlandia, pomimo ze poludnie jest bardziej konserwatywne i muzulmanskie - ale to tylko pozory. Na scenie zespol gral genialne przeboje z lat 80tych (zapodajcie sobie "one night in bangkok") a wokalistka wyczyniala cuda - a potem sie z nia upilem - dobrze ze musiala wracac do domu, bo jej mama przyjechala, inaczej bardzo bym zgrzeszyl ghehhe...

rano wbitka w busa i opuszczam tajlandie

granica bez problemu i w koncu malezja

po 4 godzinach jazdy przejechalismy Penang.

Pinang czy Penang - to wyspa na morzu polaczona z ladem najdluzszym mostem w Azji. Jej glowne miasto to Georgetown i jest to jeden wielki tygiel kulturowy.

Pobiegalem troche z calym dobytkiem po ulicach aby w koncu odnalezc Coral Hostel w Little India.

Indie. Zapachy, kolorowe sari, niesamowita kuchnia, hinduski pop i przeboje z bollywood. Tutaj wszystko w jednej malej dzielnicy. Za 2 dolary zapodalem sobie najwiekszy posilek jaki moje oczy widzialy w ostatnich 3 miesiacach. W spelunce pelnej hinduskich zulikow, wasaty kelner rzucil na stol ogromny zielony lisc palmowy a na to ogromna kupe ryzowa, sabzi, czapati, dal - zgodnie z regula prawej dloni pochlonalem zaledwie polowe.

pare dni tutaj potem zmykam na poludnie do KL

...
dopiero na gg powiedzieli mi o milewiczu. brak slow







powrót do bloga

Since 1997 | [c] copyrights Bart Pogoda 1997 - 2010 | moc daje Adomas