powrót do bloga

Mammallapuram - a month after tsunami - miesiac pozniej... | 2005-02-02



Miesiac po tsunami. Zdjecia zrobione w obozach dla poszkodowanych w okolicach Mammallapuram i Kovalam.



Mlode malzenstwo na plazy w Kovalam.



Dzieciaki z Nemmelikuppam. A wlasciwie z New Nemmelikuppam.



Ojciec i syn w New Nemmelikuppam



Rybak z Kovalam.



Nemmelikuppam - opuszczona wioska



Przystanek autobusowy w New Nemmelikuppam

reszta zdjec w linku mammallapuram month after tsunami

Na razie nie pisze nic, probouje sobie to wszystko ulozyc w glowie... Wlasnie skonczylem projektowac broszure dla jednej z organizacji - czesc zdjec znajdzie sie w srodku. Jutro zmykam na poludnie.





madurai | 2005-02-04



minal miesiac.wszystko dzieje za szybko, w mgnieniu oka, doby wybijane rytmem wschodow i zachodow slonca, godziny trawione w szumie wiatrakow rozpadajacych sie hoteli, minuty uplywajace w kafejkach netowych, sekundy wybijane rytmem mlaskajacych klapek. oczywiscie to co sobie zalozylem na poczatku nie jest do konca realizowane. plan trasy zapackany jest datami i miejscowkami - to w przypadku indii, bo juz wlasciwie mniej wiecej wiem jak bedzie przebiegac trasa, ale raczej napewno zajda zmiany ... czyli na razie wg planu kerala, mumbai, radzastan i kalkuta

dalszy plan jest mglisty i pelen niewiadomych: jeszcze z miesiac w indiach, potem miala byc birma, ale to chyba odpuszcze, z kalkuty skok do bangkoku, pare dni tamze na miejscu i prrzebitka w okolice granicy z kambodza (paillin jezeli to cos komus mowi), miesiac w kambodzy, przeskok do sajgonu, wietnam, chiny, mongolia, rosja i jak sie uda to wykorzystam swoj bilet na trasie moskwa - warszawa (powrotny mam z mumbaju, ale nie ma sensu sie wracac ladem, choc kto wie, bo jest jeszcze opcja powrotu do indii, przez tybet - ale to wraznie nie powodzenia z wiza rosyjska). tu prosba to czytajacych - gdyby ktos z was mial pojecie jak zalatwic wize tranzytowa przez rosje (poza granicami polski, czy jest to mozliwe?), na dajmy na to tydzien dwa (przejazd transyberysjka koleja). czas i zasoby finansowe wszystko zalezy od tego


4,5 miesiaca co mi pozostaly wydaja sie byc tylko chwila, po ktorej obudze sie w swoim mieszkaniu na pradze polnoc


---pociag relacji chingalpattu - madurai ---

wiekszosc wspolpasazerow juz spi, zjedli szybko posilek przyniesiony z domu. ja spac nie ide, nie jestem pewnien czy jak nie zasne to nie przespie stacji - o 3.50 mam byc na miejscu

podroz mija szybko, nad ranem wysiadam na stacji w madurai. kawa na niespodziewanie czystym i przyjemnym dworcu i dreptam pare krokow do hotelu - oczywiscie zatrzymywany przez mniej wiecej 20 rykszarzy na koncu przyczepia sie do mnie dziadek, ktory idzie za mna, choc mysli ze to on mnie prowadzi do hotelu, do ktorego przeciez wiem jak dojsc (widac go wlasciwie od razu z dworca), no ale on idzie za mna, przyspiesza kroku tupiac bosymi stopami po posadzce uslanej cialami spiacych pracownikow hotelu

jestem tak zmeczony ze nie zwracam na niego uwagi. w ogole ostatnio nie mam wyrzutow sumienia. jak wydac calkiem spora sume pieniedzy w indiach dajmy na to w miesiac? policzmy: dziennie jestem nagabywany okolo 50 razy (zalezy od miasta, czy jest to moloch w stylu delhi, czy tez spokojna plaza). kazdej z tych osob daje po 5 rupii (raz dalem kolesiowi 1 rupiaka to myslalem ze mnie zabije wzrokiem, ale on tylko splunal czerwona wydzielina) - daje to mniej wiecej 250 rupii (oczywiscie suma wzrasta, bo gdyby sie plotka rozniosla ze bialas wariat rozdaje rupie to ....) 2000 rupii tygodniowo - 8000 rupii miesiecznie - czyli mniej wiecej wychodzi 200 dolarow do rozdania - wiem wiem sa to wyliczenia liczygrosza i sknery, ale prosze sie postawic w mojej sytuacji. po prostu nie da sie kazdemu dawac pieniedzy. dzieci zdeformowane w ksztalt malp, kaleki bez rak nog, staruszki ktorym nie pozostalo za wiele, wychudzeni starcy z dredami, dzieciaki ze szkoly, male radzastanskie dziewczynki lapiace za konczyny i cala masa innych. o tym juz wielkokrotnie pisalem - jestes tylko bialym workiem pieniedzy ktorego tytuluja "sir"

no tak ale jestesmy w madurai... nie ide spac po przyjezdzie, udaje sie do swiatyni, niesamowite miejsce, innny swiat - 2 godziny oderwania sie od wszystkiego....

potem sen... jest zbyt goraco w czasie dnia... a jutro zmykam na koniuszek indii...

ps. odkad mam mozliwosc pisania z polskimi literami na laptopie, nie cierpie tego robic w kafejkach w wiekszosci ktorych ledwo co cos dziala





kanyakumari | 2005-02-05



no dobrze. dalem sie podejsc. przez chwile nie bylem czujny i zrobili mnie w konika polnego. do kanyakumari mialem (chcialem) jechac pociagiem, ale sie okazalo ze nie ma bezposrednich i trzeba sie przesiadac gdzies po drodze na autobus. pokrecilem sie w okolicach dworca (tzn nawet nie musialem za bardzo bo po doslownie 15 sekundach dorwali mnie kolesie z biura podrozy). Onli tri auers ser, ekspres, werio gud, handred fifti. Ok zabulilem 150 i na drugi dzien stawilem sie z ranca przed biurem. jeszcze wczesniej doszlo do awantury w hotelu, przy oddawaniu kluczy, ciec stwierdzil ze hotel jest 24 na dobe otwarty i jezeli wbilem sie do pokoju o 4.15 rano to doba konczy sie rowno po 24 godzinach i ze mam doplacic jeszcze za nastepny dzien - pokazalem mu srodkowy palec i szybko wyszedlem z hotelu (zeby nie nazwac tego ucieczka). Koles z biura niestety sklamal lub tez nie powidzial prawdy - autobus wcale nie odjezdza spod biura podrozy, ale trzeba bylo miejskim autobusem jechac za miasto (godzinka w plecy) i tam za 10 muinut odjezdza lokalny autobus do kanyakumari (hehe 70 rupii, a ja zaplacilem 150). Mniejsza o kase, chodzi o zasady - robienie w ciula niewinnych i zakreconych typow jak ja to rozrywka w indiach.

Autobus i cala droga okazaly sie bardzo spoko. Przespalem 3 godzinki a nastepne 3 gapilem sie przez okno. gdzies za szarej olowianiej zaslony chmur (pomimo oslepiajacego slonca) majaczyly gory o dziwacznych ksztaltach - wyrastaly wprost z rozleglej rowniny pelnej wiatrakow. liczba wiatrakow siegala zapewne setek - wiatrakowe pola ciagnely sie az po horyzont i zachwycilyby nie jednego don kichota czy tez milosnika alternatywnych zrodel energii. te gory tak na mnie podzialaly ze postanowilem tam sie udac za jakis czas, rezygnujac z bezposredniej jazdy do mumbaju powlocze sie po gorskich stacjach odrobine.


20 kilosow od celu podrozy jedna z miejsowosci tonela w czerwieni flag z sierpem i mlotem - znak ze zblizam sie do stanu Kerala - gdzie komunisci sprawuja rzady (jak i Zachodnim Bengalu).

No i jestem na miejscu. Tutaj wody zatoki bengalskiej, morza arabskiego i oceanu indyjskiego spotykaja sie w jednym miejscu - koniec subkontynentu - poludniowy koniuszek indii - tam lezy niewielkie miasteczko Kanyakumari. Z tego co sie zdazylem zorientowac tsunami unieszczesliwilo mieszkancow. Zniszczone nadbrzeze, rozwalone lodzie - wszystko jednak wraca do normy (oprocz turystow ktorych prawie nie widac).

slonce zachodzi, koniec dnia, wbijam sie zaraz do hotelu popracowac troche nad muzyka i filmami no i calkiem sporo zdjec dzis powstalo...





pare fotek Madurai i Kanyakumari | 2005-02-07





Madurai - nowy repertuar do kin zawital



Swiatynia w Madurai, poranne modly



Madurai, prasowka



Kanyakumari, pchelki i weszki



Kanyakumari, poranna toaleta



Kanyakumari, kosciol



kanyakumari, hazadrdzisci


---
sorry za tak lapidarne opisy, wlasnie dotarlem do trinvandrum (to stara nazwa, nowa jest wyjatkowo skomplikowana)... i padam ze zmeczenia... czas bedzie sie polozyc... zmontowalem 2 kolejne filmy ale lacza za wolne.





z kanyakumari do kochi | 2005-02-11





Thiruvananthapuram czyli Trivandrum




Kerala, Backwaters








Kochi

... znow nie zebralem sie aby spisac co sie w ostatnich dniach dzialo... za duzo sie przemieszczalem - teraz Kochi az do 14 lutego (tego dnia mam pociag do Mumbai)





Kochi | 2005-02-12












Kochi, na tylach targu z przyprawami w jednej z czesci miasta zwanej Jewtown - od Zydow przybylych tu 2000 lat temu.





Niedzielne popoludnie, plaza w Kochi... | 2005-02-13













mumbai | 2005-02-16



40 godzin w pociagu znow bandra... w koncu dotarlem. potem wiecej teraz wymiekam





mumbai, slumsy | 2005-02-19







Milosnicy cracku (chemiczna heroina) na torowisku, slumsy w okolicach dworca Bandra . Mumbai



ravs uchwycil moja osobe tuz po kapieli w bajorku






+ dwa nowe filmy

Mammallapuram - 46 mb divx

Madurai - 22 mb , divx





Mumbai Slums | 2005-02-21
















Mumbai slums - Wiecej fot tutaj. Jestem juz w Radzastanie w przegenialnym miescie Udaipur...





translation lost in udaipur | 2005-02-22



mialem cos napisac. ale wszystko mi sie skasowalo. z glowy.

wiosna. ubrany w 3 koszulki i koszule (wszystko co mam do ubrania). kawa, jajko, tost, pomarancza na dachu. potem w dol i gore odpowiadajac na pozdrowienia (zaczepki z ciekawosci i przede wszystkim w celu zlapania klienta - pliz luk maj szop).

tutaj prowadzi sie zycie typowego kota dachowca, przesiadujac w niezlczonych rooftop restauracjach.

udaipur poraza obrazami. nie smialem nawet podniesc aparatu do oka. na razie sobie popatrze.





udaipur | 2005-02-23













udaipur | 2005-02-24













jaisalmer | 2005-02-26



cofnelo mnie pare wiekow wstecz

zloty fort na pustyni wynurzyl sie z porannego slonca

2 autobusy z udaipuru i jestem na miejscu

a tu trwa walka o turyste - takiej delegacji powitalnej nie mialem od dluzszego czasu - 30 radzputow witalo przyjezdnych z tabliczkami na ktorych nazwa hotelu widniala + free taxi

potem wiecej







powrót do bloga

Since 1997 | [c] copyrights Bart Pogoda 1997 - 2010 | moc daje Adomas