powrót do bloga
jutro bangkok | 2004-06-01
bilet juz w kieszeni, ciezko wyjezdzac - ale jutro rano wrzucam zwloki i jade przez Poipet do Bangkoku.
...
powrot do phnom penh, stres & happy ending | 2004-06-03
ciezarowka mknela po bezdrozach z calkiem spora predkoscia, siedzialem na kupie czarnych wiader, wcisniety pomiedzy staruszke bez zebow i 8 mlodych kolesi w chustach i czapkach na glowach. Zachodzilo slonce, tylek obolaly od wertepow, juz nie bylem wsciekly - myslalem co robic dalej. Ale
pokolei.
Po calonocnej imprezie wskoczylem w autobus o 6.30 rano do Bangkoku. Ucialem komara aby obudzic sie tuz przed granica. Poipet to jedno z wielu granicznych miast swiata - i oczywiscie jest hardkorowo. Tysiace ludzi przemykaja pomiedzy Kambodza a Tajlandia - pchaja ogromne wozki z towarem wszelkiej masci. Nagie dzieciaki zebrza o kase, przepychajac sie pomiedzy turystami czekajacymi na zalatwienie formalnosci granicznych.
Kambodza. Podaje paszport oficerowi - ten oznajmia mi ze nie ma szans abym wjechal do Tajlandii z moim paszportem, i nie wbije mi pieczatki wyjazdowej z Kambodzy. Ja nalegam aby to zrobil - ten zdenerwowany krzyczy abym poszedl do odprawy tajskiej i tam sie zapytal.
Tajlandia. Kobieta z okienka wykrzyczala mi tylko zebym wracal do Kambodzy i rzucil moj paszport. Oniemialem. Co robic, co robic. W kieszeni 10 dolarow, reszta w bankomacie i tylko na 2 ostatnie dni w Tajlandii. W piatek samolot do Polski z Bangkoku. Analizuje sytuacje. Zaczepiam innym mundurowych, pokazuje moj bilet, tlumacze co i jak. Bez skutku. Rozne mysli klebia sie po glowie. Przechodze nielegalnie do Tajlandii (2 lata w wiezieniu jezeli cie zlapia), omijajac kontrole - BANKOMAT! - wybieram resztke kasy ktora mi zostala, odpychajac brudne dzieci o szklanych oczach ladujace mi lapy do kieszeni. wracam czym predzej do kambodzy. Zrobilem juz ladnych pare kilometrow, ale nie czuje
zmeczenia, jestem po prostu zdeterminowany.
Sytuacja wyglada tak ze nie wyrobie sie do Phnom Penh aby zalatwic nowa wize. Wszystkie autobusy do Phnom Penh jada tylko w dzien - w nocy zbyt niebezpiecznie. Jest 16.00. Lapie pickup do Battambong. Oczywiscie obiezdzajac wszystkie wioski po kolei, rozwazac towar, wiadra, sprzet elektroniczny z tajlandii, kierowca lapie kolejnych podroznych i tak powoli zblizamy sie do Battambong. Juz dobrze. Wiem co mam robic dalej.
Wesoly pickup z rozpiewanymi tubylcami omija kolejne dziury i kolo 20.00 jestem na miejscu. Wyskakuje z ciezarowki i lapie moto - potrzebuje internetu jak najszybciej - tutaj mail do nieobliczalnego adomasa ktory ratuje mi dupe (dzieki ci miszczu) przesylajac ekspresowo kase na konto w mbanku. Battambong prwie wymarle, pijani kierwcy pickupa kloca sie z pomiedzy soba. Pytam o pickup do Phnom Penh. mnostwo zamieszania, sprzecznych informacji, nie mam pojecia czy w ogole sie stad rusze a chce byc w nocy w Phnom Penh, aby od rana zalatwiac sprawy. Podchodzi do mnie czlowiek. 35 $ za taxi do Phnom Penh. Oczywicie nie mam 35$ wiec oferuje mu 1000 bhatow. Ten sie krzywi i odchodzi. Zostaje sam na ulicy z plecakiem i torba, pot splywa czuje sie jakbym mial zaraz zejsc - w koncu nie jadlem caly dzien , nie bylo kiedy. 5 minut pozniej ten sam taksiarz mowi spoko - jedziemy. Okazalo sie ze z boku stala kobieta chcaca przewiezc cale sterty ciuchow. Ok jedziemy. Ladujemy towar do toyoty, ja, taksiarz i usmiechniety od ucha do ucha drugi Khmer.
Wczesniej wstepujemy pod ogromny posag Buddy. Kiedrowca bierze 500 rieli i wszyscy w trojke modlimy sie o powodzenie w podrozy. No i jazda.
Droga z Battambong do PP to koszmar. Szczegolnie w nocy i w monsumowym deszczu. Ciezkie chmury na niebie rozwietlane co chwila przez blyskawice. Droga pelna wybojow, dziur metrowej glebokosci. Brakuje tylko porzuconych czolgow.
O 12 w nocy jestem w Phnom Penh. Ufff...
W no9 ludzie w szoku - co ja tu robie etc, w koncu zegnali mnie rano.
Sytuacja na ta chwile wyglada tak ze wciaz czekam na przelew do mbanku, mam zarezerwowany bilet za 80$ z phnom penh do bkk. Wiec nie musze zalatwiac zadnej pieprzonej wizy bo zrobie po prostu transfer samolotem na trasie pp-bkk-hk-londyn-wawa...
...
wieczor. phnom penh. juz wszystko ok. adomas przeslal kase, dokonalem operacji - mam bilet na jutro presidential airline. ponad 30 godzin w 4 samolotach i na 5 lotniskach.
i to chyba juz koniec - rowno 4 miesiace - wspanialy czas, ludzie, miejscowki. beda suplementy - wkrotce i wszystkie galerie z Azji od nowa + sredni format.
powrot do domu | 2004-06-04
3 dzien nie spie - szalone party ponownie (pozegnalne), o 8 rano jazda tuktukiem przez tetniace zyciem Phnom Penh - w tuktuku 5 luda, browary i mnostwo usmiechu - choc wiem ze zaraz trzeba bedzie sie pozegnac.
na lotnisku robie checkin bagazu az do samej warszawy - wiec teraz tylko bezduszne, sterylnie czyste lotniska na 2 kontynentach...
mam 7 godzin w BKK - wlasciwie to chyba pojde sie przespac na jednej z wygodnych laweczek....
...
i tak tez zrobilem, po prostu padlem na dywanik pod oknem, klima dmuchala za bardzo ale nie bylo sily abym nie zasnal.
23.00
Hong Kong - lotnisko jest naprawde cool - przestrone wnetrza, fotele, kanapy, jazz na zywo. Mam 2 godziny o 01.00 hk-londyn
o 12 jestem w wawie.
czytam 3 ksiazki o kambodzy - totalnie sie wkrecilem...
warszawa | 2004-06-05
jea!
jestem.
i tyle.
fin
28 | 2004-06-06
dwadziesciaosiem
nowy stary rozdzial warszawa polska i co dalej? | 2004-06-06
nie wiem
na razie przerwa w pisaniu bloga
kupa rzeczy na glowie
fotoblog oczywiscie bedzie jakos hulal - prawdopodbnie wiekszosc to zdjeciowki z ostatnich miesiecy plus jakies nowe z dnia powszedniego w wawie i okolicach
wczoraj przywitany przez przyjaciol - pare wariackich jazd po deszczowej szarej sobotniej ale wymarlej (jak dla mnie) wawie
28 giga zdjec. 20000 tysiecy zdjec. plus sredni format. trzeba teraz to zlozyc w kupe. sensowna kupe.
praca praca praca
kasa kasa kasa
zycie zycie zycie
nie upadac na duchu i dzialac. energii mnostwo w glowie ale i tez jeszcze swieze wspomnienia. trzymam kciuki za pare bliskich mi osob tam po drugiej stronie kontynentu euroazjatyckiego.
28 lat. jak mowila zycie zaczyna sie po 40tce? ale po co tak dlugo czekac. ZYCIE jest TERAZ.
back to warsaw | 2004-06-07

bedur zdzielal fote
hong kong - tunel | 2004-06-07

we are so nice | 2004-06-08

britney rulez | 2004-06-08

boys in the elevator | 2004-06-09

hong kong - chungking mansions
the sad death of Blackie Ko | 2004-06-09

he is everywhere | 2004-06-09

.000 penalty | 2004-06-09

HK streets | 2004-06-09

hong kong island | 2004-06-09

phnom penh - slums | 2004-06-10

stil łejting for pozitiw njus | 2004-06-11

suplementy z drogi | 2004-06-12
/co mozna robic bedac w drodze?/ bardzo nieobiektywne podejscie
budzisz sie, otwierasz oczy, ktore powoli przeslizguja sie po cienkich scianach
nedznego hotelu, nie wiadomo ktora jest godzina, ani dzien tygodnia, zegarka
przestales uzywac juz dawno temu, na pewno nie jest za pozno na sniadanie, masz kaca
badz nie, budzisz sie sam, badz nie, myjesz zeby albo nie masz takiej mozliwosci.
co do garderoby mozna ograniczyc sie do szortow (bielizna zapomniana lub porzucona
uprzednio) i tiszerta lub tez wystarcza sarong (kolorowe cienkie plotno - rownie
dobrze sluzy za recznik czy cokolwiek w tym guscie). Znakomita wiekszosc ubiera w
Tajlandii i w ogole w pld-wsch Azji tzw. fishermen trousers (mozna tlumaczyc jako
rybaczki, ale jest to cos innego). Typowy travellers je sniadanie w miejscu w ktorym
mieszka - co drugi guesthouse oferuje zarcie - aczkolwiek w wiekoszosci przypadkow
jest drozej niz posilek na ulicy i czesto jest to nijakie zarcie, choc zdarzaja sie
bardzo chlubne przypadki. Jajo, bulka, muesli, veg soup - typowy wybor, czesto
zdarza sie fan angielskiego futbolu czy tez saczacy browara od rana Irlandczyk co
nie przepsci okazji spozycia jajek na bekonie plus kartofelki i kielbaska.
Sniadanie to znakomite miejsce aby spotkac innych travellersow. Lub tez spotkac
wczesniej spotkanych. Jest to pierwsza okazja do spalenia breakfast joint -
zawodnicy bardziej doswiadczeni zaliczaja go do drugiego lub trzeciego tego dnia.
Wlasciwie nie dzieje sie nic. Rozmowa plynie, gapisz sie na ulice obserwujac
tubylcow idacych do pracy. Myslisz sobie - jest zajebiscie, w koncu nic dzis nie
musisz robic. No ale trzeba zwiedzac. Swiatynie, muzea, parki, pomniki, sklepy,
salony masazu, strzelince na ktorych z rakiety rozwalasz krowe (400$), burdele,
knajpy, puby, restauracje i inne atrakcje czekaja kazdego dnia. Najczestszym wyborem
jest po prostu zwykle szwendanie sie po okolicy. Lecz upal (na 99%) nie pozwala na
dluzsze wedrowki - konczysz wiec z piwem w reku w zbiorniku wodnym zwanym przez
tubylcow basenem. Ci nie proznuja - za dnia i w nocy buduja skladaja z klockow
hotele, guesthousy, bungalowy, konstruuja mosty, buduja drogi, zakupuja setki nowych
autobusow i reperuja stare, kafejki internetowe powstaja jak grzyby po deszczu,
agencje turystyczne kusze artakcyjnymi ofertami - wszystko dla ciebie travellersie
- Z Anglii, Polski, Izraela, Niemiec, Francji czy Burkina Faso. Nudzic sie nie
mozna. Jednak co robia ci ktorzy wlepiaja swoje spalone od slonca pyski w grajace
non stop telewizory. Czarny sen Billa Gatesa spelnil sie juz dawno. Miliardy DVD i
CD za marne grosze lamia aluminowe nogi stolow na targowiskach i chodnikach calej
Azji. Travellers z Europy czy Stanow otwiera usta ze zdziwienia - jak mozna
sprzedawac najnowsze CD za grosze. Wiec w tym upale, piekle na ziemi, gdzie slonce
nie daje zyc od 6.30 rano do 6.30 wieczorem, zmasakrowani podroznicy leza na
wygodnych kanapac ogladajac film za filmem (najnowsze hollywodzkie hity prosto od
czlonkow akademii i ze stolow montazowych Warner Bros - chciwi inzynierowie dzwieku
czaja sie wszedzie) ssac plastikowe slomki zatkniete w szklanice pelne pokruszonego
lodu.
Nie zawsze mi sie chce. Spore zaleglosci w pisaniu wynikaja zarowno z mojego
lenistwa jak i "braku czasu". Czas ktory trawie - gadajac o duperelach z przypadkowo
poznanymi ludzmi. Wlasciwie zawsze moge zmienic towarzystwo. To zaleta podrozowania
w pojedynke. Czasem jednak spotykasz ekipe ktora jedzie w tym samym kierunku w takim
samym tempie - wiec wlasciwie zaczynacie podrozowac razem.
Na pewno Ameryka Polduniowa byla czyms czego powtorzyc sie nie da. Szukam wciaz tych
samych dzwiekow zapachow, klimatu nocnych postojow gdzies na pustyni. Druga sprawa
to to ze byl to moj pierwszy taki wyjazd. Zaliczylem maly szok kulturowy. Teraz
wszystko wydaje mi sie bardzo przewidywalne - choc wciaz bardzo inspirujace, czasem
piekne oszalamiajace . Krajobrazy, ludzie, male fragmenty dnia - wszystko sklada sie
w jedna papke - bardzo banalnie sie wyraze - w bycie w drodze. Moglbym rzec - latwe
zycie. Dopoki jest jakas kasa mozna tak zyc bez konca. Lepsze to niz trwanie w
miejscu. Ale po co? Inna sprawa jest gdy zakladasz rodzine i decydujecie sie spedzic
tak zywot - jak cyganie - przemieszczajac sie z cala rodzina z miejsca na miejsce, z
miasta do miasta, z kontynentu na inny.
Pisac, rejestrowac, prowadzic pamietnik. Z czystego egoizmu i nie tylko. Robisz to
dla siebie ale i dla dziesiatkow innych ludzi, ktorzy: a) nudza sie w pracy b) maja
duzo wolnego czasu) c) nie maja go wcale d)zalozyli im wlasnie neostrade e)lubia
sobie czasem poczytac stek bzudr i luknac okiem na pare mega fot.
Moj blog juz dawno przestal byc anonimowy. Wlasciwie stalo sie to samoczynnie -
oczywiscie byl PR - ale taki ze mnie piarowiec jak... (wpisac se)
Podpisywanie sie wlasnym nazwiskiem ma swoje plusy i minusy. Najwiekszym problemem
jest kwestia: co moge napisac a co juz nie - mozna byc bez skrupolow i walic prosto
z mostu - ale tak sie na dluzsza mete nie da.
...
przestaje odpowiadac na jakiekolwiek pytania dotyczace aparatów i co sobie kupić. NIE WIEM. nie znam sie. od tego są specjalne serwisy w sieci, kazdy sobie moze sam znalezc i poczytac.
aha - juz nie jestem canoniarz, tera jestem nikoniarz - dla niektórych to ważne ;) hahh....
penang panorama | 2004-06-16

phnom penh - kobiety mieszkające przy torowisku | 2004-06-16

ja ty my wy oni | 2004-06-16

a room with/without a view | 2004-06-17

penyelesaian | 2004-06-17

blair is blur | 2004-06-17

out | 2004-06-17

chung kwok | 2004-06-17

cruise | 2004-06-17

pussy cat | 2004-06-17

wawa | 2004-06-19
z rozpędu, już minęło 2 tygodnie na polskiej ziemi - ...
chyba jest nieźle
i bedzie
.
magic shroom beach party koh phagnan | 2004-06-20

bedur w kiblu | 2004-06-21

bedur stary poziomek
brodate ja | 2004-06-21

wawa | 2004-06-21

phnom penh - central market - father & son | 2004-06-21

hair | 2004-06-21

duofant | 2004-06-23
national stadium - phnom penh | 2004-06-23
national stadium - phnom penh | 2004-06-24
angkor wat | 2004-06-24
angkor wat | 2004-06-24
przychodzi baba do lekarza | 2004-06-24
smile | 2004-06-24
chungking mansions hong kong | 2004-06-25
... | 2004-06-25
.... | 2004-06-26
phnom penh | 2004-06-29
powrót do bloga
|