powrót do bloga

... 6 rano | 2004-12-01



znów przestawiam zegar bio. znów nie spie aby potem móc pójść spać normalnie ...

.

w związku z pęknięciem rury podzlewowej nie mam wody. sąsiad zalany i tym razem nie dokonał tego przy pomocy półlitrówki ...

.

miałem coś napisać ale chyba pójdę zrobić kawę i jajka ...

.

już grudzień ...





dilerki | 2004-12-02



Od dawna juz nie byłem tak wczesnie na miescie. i chyba zapomniałem jaki to dramat stać w korku pomiedzy 7-10 rano - dzizaz - a jak spadnie deszcz czy nie daj panie śnieg to juz kwadratowa katastrofa i pięcio literowe słowa na K miotane przez podminowanych rajdowców

pojechałem do sanepidu - miłe panie (hm... co ciekawe - większość pań lekarek miało podwójne nazwiska na pieczątkach i identyfikatorach) - jak się dowiedziały, że do Azji (mój boże do Indii!!! ) to zwietrzyły we mnie człowieka na którym można zużyć parę igieł. Badanie HBsAB i szczepienia Typhoid i Polio - wyłożyły mi jeszcze listę zagrożeń i na co musze (KONIECZNIE!!!) sie zaszczepić - gdybym chciał to koniecznie uczynić miałbym portfel szczuplejszy o jakies 7 paczek. Na szczęście te co trza (szczepionki) mam i już luz.

W końcu wyszło słońce - naprawiłem rury pod zlewem (te co mi zakładali defaultowo to porażka na całości) używająć do tego dziadka do orzechów zostawionego kiedyś przez byłą kochankę

chyba czas zapodać kuskus z brokułami, grzybkami, kalafiorem i masą przypraw.

i jeszcze musze kupić sąsiadowi farbę do sufitu - szkoda że pewnikiem biały sufit typ posiada bo mam na składzie parę litrów pomaranczowej farby - do upłynnienia





digitalife | 2004-12-02



nowe na digitalife





okablowany | 2004-12-05



z niecierpliwoscia czekam na moment gdy wszystkie urzadzenia bedą bezprzewodowe. siedze w łóżku z laptoem, wlasciwie trudno sie ruszyc - wyglądam jak mutant z panelem sterowania i kablami wystającymi spod koca. pech pech - wlasnie mi sie spalil komp stacjonarny po 3 latach bezproblemowej jazdy. shit- i to w czasie montowania kolejnego filmu- mam tylko nadzieje ze dyski twrde nienaruszone.

odliczam czas - jeszcze 3 tygodnie

w planach biba pozegnalna - od razu sie okreslam ze to bedzie 17-18 grudnia jeszcze nie wiem czy piatek czy sobota, ale dam znak wczesniej....





powrót | 2004-12-10



do żywych.





racławicka 99 | 2004-12-11








kebab z che i see-threepio na ostro na cieńkim | 2004-12-11








miejski autostopwicz | 2004-12-11




23h okolice stadionu

- Te morda co wy tu robicie
- .. ee zdjecia?
- a czego
- no . eerh . otoczenia, wiesz, tych bud
- a po co?
- tak po prostu my tak mamy
- ... a macie gandzie? wymienie sie na spida
- nie nie mamy
- te morda no to moze mnie na mińską podrzucicie
- .. eer... nie stary innym razem
- k**** macie bryke k***** jakbym mial to bym was wzial
- ... [decydujemy sie na zabranie łepka]
- dobra siadaj do przodu
- na mińską morda
- ... [milczymy]
- ej chlopaki spadla mi giwera
- ... [konsternacja kontrolowana]
- wiecie taka na kulki...
- a co z nia robisz?
- przydaje sie
- ....

Skręcamy w grochowska i jedziemy na mińską

- morda a ile ta bryczka pociągnie
- no troche
- ej dawaj tu przyduś
- e no co ty

Młody mówi ze ma 16 lat wraca od panny, a tu ma graife jaka na malowal, wyjmuje z kurty zgiętą kartke z maziajami tagami i hasłem przewodnim HWDP - chwile potem na grochowskiej widzmy to samo ale na murze. Mlody sie chwali ze to jego i opowiada historie o przejebanej sytuacji w szkole, o swojej dyrektorce, deskorolkach, dżointach i brykach. Wysadzamy go, ten oczywiscie przypomina mi o giwerze zalegajacej pod siedzeniem. Koleś dziekuje nam i zmyka z plastikową spluwą w okolicach przystanku autobusowego na rondzie wiatraczna.






słowa kluczowe na dziś | 2004-12-13



kłodzko, rano, jajecznica, kawa, 13.12, wywiad, jaruzelski, gazeta, wanna, szwy, miasto, spacer, marta, nowy, paszport, urząd, wrocław, pociąg, dworzec, warszawa,





with the lights out | 2004-12-15



Słucham boxu Nirvany. Zapuściłem tak bez przekonania godzinę temu. I wciąż słucham.

Kiedyś. Lata temu byłem wielkim fanem - może za dużo powiedziane - ale Pearl Jam Nirvana Alice in Chains Soundgarden Mudhoney Red Hot Chili Peppers królowały w mojej znakomitej kolekcji kaset firmy TAKT prosto z Musik Weltu (kultowy sklep muzyczny w kłodzku) albo z bazarku koło szkoły podstawowej numer 3. Był to rok 1991 lub 2 w każdy razie w tych okolicach. Była gitara kupiona przez mojego ojca w Nachodzie (jak sie teraz nie nauczysz na niej grać to ją wyrzuce na śmietnik). Nauczyłem się. W dniu gdy umarł Kurt wpadł do mnie Wujek (było dwóch Wujków - bracia bliźniacy potem znikneli, gdzies na wschodzie Polski, prawdopodbnie w Białym stoku) i w ten kwietniowy poranek wybrzdąkaliśmy hołd dla Kurta siedząc na balkonie mojego mieszkania w najdłuższym falowcu w województwie wałbrzyskim.

Słucham teraz Nirvany po latach - moj mózg skażony muzyką świata odbiera jednak na dobrej fali.

Kawałki z 1988 roku - Kurt solo z gitarą gdzies w zapyziałym prowincjonalnym Aberdeen, zamieszkałego przez psychopatyczną masę ludzką - drwali, kierowców cięzarówek, pań z supermarketu, pryszczatych skejtów i nieprzekupnych policjantów.

Ja pod koniec 2004 ze słuchawkami na uszach w zapyziałej Warszawie, zamieszkanej przez psychopatyczną masę ludzką - kierowców taksówek, sąsiadów, panie z warszywniaka, bakaczy, duchy z internetu, przekupionych policjantów, smutnych motorniczych, wściekłych niuń, pewnych siebie kierowców, hiphopowców, zawstydzonych wędkarzy, kominiarzy, akrobatki, wmetrzegrajków, ciastkarzy, wykupionych polityków, piłkarzy, latających elektrycznych narciarzy, finansistki i malarzy.





góglę | 2004-12-16



"poszukaj se w google" - odpowiedź dobra na każdą okazję.

---

dziś dzień spotkań - gdzie bym nie wszedł, usiadł, zaszedł pojawiały się znane twarze - warszawa kurczy się - wkrótce zniknie

---

The Last Saturday in Warsaw Fever - na lokalach na fortach mokotowskich - raclawicka 99 - tylko nie wiem w ktorym - Blasam, Klinika, Pruderia - wahadłowo. Ostatni szabas w Wawie przed wyjazdem

....

Krótki film o jechaniu na digitalife
przy tej okazji stworzyłem NUDART czyli rzeczy z nudów. Inne filmy na WIDEOBLOG.PL - ktore narazie jest digitalife.net - ale domena już moja więc coś tam powstanie - jak sama nazwa wskazuje bedzie to coś powiązane z wideoblogami.





jelenie na powiślu | 2004-12-20








zgodnie z tradycja | 2004-12-22








bezstresowych swiat, dobrego zarcia w humanitarnych
ilosciach, przydatnych prezentow, usmiechu, spotkania z rodzina i przyjaciolmi,
niesiedzenia przed TV i znosnego kaca. a potem jeszcze niespodziewanie dobrej
zabawy na sylwestra .... ufff... no i macie 2005.






zabawkowy | 2004-12-27








absyntnenci | 2004-12-29





dżunia + mako





kierunek Indie | 2004-12-30



już dziś. brak mi słów w tym momencie. zakończyłem pakowanie, rzucam okiem na serwisy newsowe, jeszcze raz przeglądam dobytek podróżny, chyba wszystko dopilnowane. jutro bombaj. dzis okęcie, popołudniu moskwa

cieszę się i smutno mi zarazem - jest przedziwnie, niepokoj w sercu i radość w głowie...

będzie się działo... czwarta duża wyprawa i chyba już czas na zmiany

życzę Wam wszystkim pięknego 2005...





bombaj | 2004-12-31



Trzeba zapisywać wszystko.
Zapachy, dźwięki, obrazy.
Ubrać je w słowa.
Myśli są ulotne.
Wspomnienia się zacierają.

Przyzwyczajenie, adaptacja do nowego miejsca sprawia, że te sytuacje, które na pierwszy rzut oka zadziwiają, po jakimś czasie wydaję się mało ciekawe, zwykłe – zmęczenie upał szybko wprowadzają w stan lenistwa i nicnierobienia.

Moskwa, lotnisko. 30.12.2004

Przedostatni dzień tego dziwnego roku. W którym tyle się zdarzyło – zarówno dobrego jak i złego – ale to oceni historia.

Lotnisko pełne sklepów wolnocłowych, cen w euro, hinduskich rodzin palących kadzidełka pod schodami prowadzącymi na górne piętro lotniska które tak dobrze znam – spędziłem tu ładnych parę godzin lecąc do Delhi i z powrotem w 2003 roku.

3 godziny nerwowego snu, wizyta w szpitalu z rana - badania wyciętego tor biela wypadły dobrze – wszystko jest OK, a resztki szwów wkrótce wypadną. Monika zabiera mnie na lotnisko – widzę się z tatą przez 3 minuty, jest też Kufel i Makao - błyskawiczne pożegnanie i już siedzę w tupolewie do Moskwy.

Spotykam polskiego Mongoła – Anu – zapewne jest bywalcem dyskotek w Ułan Bator, opowiada mi o tamtejszych realiach, cenach, drogach, samochodach, mrozie, śniegu, stepie, jurtach, dyskotekach w szarej betonowej stolicy Mongolii. Skończył liceum w Warszawie – teraz studiuje turystykę w Ułan Bator. Może kiedyś zahaczę te okolice – każdy kontakt dobry.

Mam jeszcze 2 godziny na lotnisku. Laptop chyba ucierpiał – trzeba go lekko podkleić – nie wiem kiedy się to stało ale wnikać nie będę – superglue i taśma izolacyjna załatwią sprawę.

Jestem zmęczony. Przerażony brakiem planu – trzęsienie ziemi i tsunami zrobiły swoje – i miejsca w które miałem jechać po prostu nie istnieją. Daję sobie 2 tygodnie na wymyślenie najbliższych 2 miesięcy.

...

Lot z Moskwy do Mumbaju - mariaz induskiego pociagu z dobra radziecka technika - tak sie jeszcze nie balem - turbulencje, pijane Rosjanki, induskie rodziny, scisk, tumult ale i szczeslwe ladowanie.

Jestem w Mumbai.







powrót do bloga

Since 1997 | [c] copyrights Bart Pogoda 1997 - 2010 | moc daje Adomas