Miesięczne archiwum: Grudzień 2012

szaro-szare

Nakręcam się niczym Stasiuk, w krainie mglistej, w tych 50 odcieniach szarości. Melancholia w okolicach zera, błotniste spacery i dużo chillu. Jeszcze parę dni i jazda na południe…

Wszystkiego dobrego w 2013.

Opublikowano common life | Otagowano

<3

Opublikowano common life |

last days at the end of the world

Opublikowano common life | Otagowano ,

Polaroidalna Florida

Polaroid SX70 wyciągnięty z szuflady. Dlaczego te chwile? Nie wiem. Trochę ciężko się zdecydować, szczególnie, że w aparacie 8 strzałow i basta!

A już się wydawało, że iphone go dawno temu zastąpił.

Taka ulotna chwila ekstrawagancji…

Tutaj można kupić wkłady i inne tam około polaroidowo-instaktowe gadżety

Opublikowano polaroid, travel | Otagowano , , , , ,

Making of Ibuprom Max – Siła jest w Tobie

Making of Ibuprom Max – Siła jest w Tobie from Bart Pogoda on Vimeo.

Opublikowano movies, work | Otagowano , ,

Mušov – off season

Jest takie miejsce w Czechach, tuż za granicą z Austrią w stronę Brna – Mušov. Jadąc z Wiednia do Kłodzka albo z powrotem zawsze mijam zalew, kościół na wyspie i obozowisko wędkarzy. U których sezon się chyba zakończył…

Opublikowano common life | Otagowano ,

Wien, Prater und Mr. T

Jeden dzień w Wiedniu…

Opublikowano common life | Otagowano ,

everglades

Tuż przed powrotem do domu i oddaniem samochodu wyskoczyłem jeszcze drogą 823 przez park narodowy Everglades. Gorąco, szarozielono, pusto. Bye Florida.

A tymczasem już Europa. Dziś Wiedeń, jutro Kłodzko, w środę Słowacja. I śnieg!

Opublikowano on the road, travel | Otagowano , ,

siska sprzedaje prace

kliknij tutaj

BART8090

BART8093

BART8091

Opublikowano common life | Otagowano ,

the conch republic

Tego dnia utknąłem w dziurze na wybrzeżu Atlantyku. Nie miałem już siły dalej jechać. Motel w opcji tych złych, z okropną panią szefową, z trzema wielkimi pick-upami parkującymi przed motelem. Na basenie siedział wąsaty red-neck i pił taniego browara z puszki, źle patrząc na moją osobę wynoszącą bagaż z auta do pokoju. Motel był tuż nad morzem, ale miejsce było dziwne i nawet nie do końca fajne do zdjęć. Wyspałem się i miałem moc na kolejny dzień jazdy – kilkaset kilometrów na południe.

Im bliżej metropolii Miami pusta autostrada z godziny na godzinę nabijała się samochodami. Jadąc bez nawigacji, klasycznie zagubiłem się klucząc i próbując wrócić na autostradę. Nie miałem ochoty na wielkie miasto. W końcu a1 droga wypluła mnie z betonowych aort i żył – jechałem wąską drogą, z betonowym murem po obu stronach. W około bagna, rozlewiska, ani kawałka miejsc aby się zatrzymać i podziwiać. Zresztą uważam, że droga którą jechałem przez Everglades tydzień wcześniej obfitowała w znacznie ciekawsze miejscówki aby się zatrzymać, zboczyć z trasy czy też zrobić zdjęcia.

Wjeżdżam do Key Largo. Tu zaczyna się inna Ameryka. Tropikalna, wąska, połączona mostami, oblana lazurową wodą – otwieram dach camaro i cieszę się słońcem pokonując ostatnie 100 kilometrów aby o zachodzie słońca osiągnąć cel w postaci miasteczka o znamienitej nazwie Marathon.

Na drugi dzień o wschodzie słońca pobudka i jazda na Key West. Nie wiedziałem czego mam się spodziewac, więc jak dotarłem na miejsce to zacząłem strasznie żałować, że wybrałem tą dziurę Marathon jako noclegownie na ostatnie 3 noce w USA. Błąd. Key West niesamowite – drewniane domki, porośnięte krzakami, przyjemne kanjpki, dziwne miejsca aby zatrzymać się posiedzieć i zrobić parę zdjęć. Jestem w najdalej położonym miejscu w USA.

To tu Ernest Hemingway miał swój dom, który z przyjemnością odwiedzam – choć nie lubie typowych atrakcji turystycznych. Robię sporo kilometrów po wyspie, jest coraz cieplej, temperatura oscyluje w granicach 35 stopni. Po 7 godzinach człapania w japonkach mam dość – do auta i do hotelu spać. Na drugi dzień powtarzam wycieczkę z taką różnicą, że staram się w drodze powrotnej zbaczać troche z kursu zwiedzając inne wyspy i fotografując słynne urwane mosty.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Opublikowano on the road, travel | Otagowano , , , , ,