Wszystkiego pięknego w 2012! Pozdrawiamy z Siską i mr. T.





Wszystkiego pięknego w 2012! Pozdrawiamy z Siską i mr. T.





Wróciliśmy z Paryża. Byłem moment w Wiedniu z moją małą i mr T. Potem chwila ułamek sekundy nową autostradą prosto do BBCity. Mrugnięcie okiem. Zima. Bratysława i znów Wiedeń aby dzień później siedzieć w pociągu do Warszawy. W której nie zabawiłem za bardzo. Posiedziałem sam w mieszkaniu. Liści w ogrodzie nie wygrabiłem. Już trzeba było jechać do Kłodzka. Rehabilitacja. Zniesienie lordozy. Wiem, straszna nazwa. Kuruję się. Lata z plecakiem a potem przed ekranem kompa dają się we znaki. Zreszta to chyba jedna z chorób cywilizacyjnych. Grudzień. Ale jakoś coś czuję, że jest nadzieja na bardziej pozytywne zapiski w tym pamiętniku…


Kiedyś była sesja dla Vivy – teraz te zdjęcia trafiły na okładkę płyty…
OFF_festival Bratislava
Po včerajšom veselom oficiálnom ukončení druhého ročníka OFF_festivalu Bratislava už poznáme víťazov ON_award 2011. O víťazoch rozhodlo hlasovanie odbornej poroty spoločne s hlasovaním verejnosti. Autori, ktorí sa umiestnili na prvom mieste, získali okrem ocenenia už tradične vytvoreného keramičkou Simonou Janišovou aj právo usporiadať výstavu počas OFF_festivalu Bratislava 2012. Gratulujeme! :)
1.miesto
AS IF THERE WAS NO TOMORROW
Silvia & Bartek Pogoda (Sk, Pl)
Galéria M++
2.miesto
FRAGILE – CO ROZBIJEŠ, NESLEPÍŠ
Students of the Tomas Bata University in Zlín
Kateřina Měšťánková & Veronika Raffajová (Cz)
Pod kamenným stromom
3.miesto
PORTFOLIO NOW
Another Photographer (Pl)
LabOratory Gallery
jakiś czas temu z ekipą z Saatchi Digital i Dynamo Film zrobiłem reklamę społeczną dla PCK
Wernisażem w dniu 19 listopada 2011 r . o godzinie 19 rozpocznie się ekspozycja Street photography now – Fotografia uliczna tu i teraz, organizowana przez Muzeum Drukarstwa Warszawskiego i Fundację .DOC. Zdjęcia entuzjastów „streetu” można będzie oglądać do 15 stycznia 2012 r.
Wystawa będzie się odbywała w Galerii Muzeum Drukarstwa Warszawskiego w Budowie, w budynku Domu Prasy Polskiej przy ulicy Marszałkowskiej 3-5 w Warszawie – dawnej drukarni i redakcji przedwojennego „Kuriera Warszawskiego” oraz powojennego „Życia Warszawy”. W jej ramach zaprezentowane zostaną prace m.in. takich autorów, jak Christophe Agou, Narelle Autio, Maciej Dakowicz, David Gibson, Bruce Gilden, Thierry Girard, Andrew Z. Glickman, Siegfried Hansen, Nils Jorgensen, Martin Kollar, Jesse Marlow, Jeff Mermelstein, Joel Meyerowitz, Mimi Mollica, Trent Parke, Martin Parr, Gus Powell, Mark Alor Powell, Paul Russell, Otto Snoek, Matt Stuart, Ying Tang, Nick Turpin czy Alex Webb.
Powyższe nazwiska należą do grupy 30 najlepszych światowych fotografów ulicznych według wyboru Sophie Howarth i Stephena McLarena, autorów monograficznego albumu „Street photography now”, który stanowił jedną z inspiracji do powstania wystawy. Obok albumowej ekspozycji odwiedzający znajdą obszerną sekcję stricte polskiej fotografii: „Fotografia uliczna tu i teraz”.
Polscy autorzy prezentowani w ramach wystawy to m.in.: Mariusz Forecki, Michał Macioszczyk, Agnieszka Sym, Robert Jaworski, Jerzy Łapiński, Piotr Koszczyński, Rafał Siderski, Sylwester Rozmiarek, Wojciech Grzędziński, Bart Pogoda, Światek Wojtkowiak, Artur Alan Willmann, Tomek Wiech, Tomasz Kulbowski, Szymon Michna, Przemek Wajerowicz, Damian Chrobak, Jan Wajszczuk, Jacek Szust, Magda Galas, Adam Lach i Michał Szlaga.
Dawno już żadna książka tak bardzo mnie nie wciągnęła. Połknąłem ją w jedną noc – co rzadko mi się ostatnio zdarzało abym nie zasnął po 10 stronie. Może to też zwiazane jest z z bólem kręgosłupa i szyi, przez który słabo mi się śpi…
Poniżej zdjęcie mapy zakorkowanego terytorium Warszawy….

A my jak zwykle z Siską – tu i tam, wszędzie i nigdzie, razem i osobno.
Jutro przemykam vlakiem w stronę Wiednia. Szkoda, że nie będzie momentu aby cieszyć się jesienią w tym “nudnym mieście” w którym nigdy się nie nudzę …
Nie wiem o czym ta książka jest, ale jest moja fota na okładce. Jak się naucze włoskiego to może przeczytam.
W każdym razie książkę pod tytułem Come si dice addio napisała pani Federica Manzon.
Jest chwila, moment. Wszyscy śpią. Niedziela. Za oknem czai się jesień. Ja siedzę i sklejam rzeczy sprzed paru miesięcy…
Ah… no i byłem w Dzień Dobry TVN z rana w niedziele choć spałem jak zabity w tym czasie ;)
W kwietniu 1997 pojechaliśmy z Bedurem do Amsterdamu. Odwiedziliśmy 30 coffeeshopów, wypiliśmy dużo kawy, przeszliśmy kilogramy kilometrów. A po trzech dniach skończyła się kasa i wróciliśmy do domu.
to chyba była najważniesza disco płyta XX wieku… i trudno mi uwierzyć, że wyszła 20 lat temu…
ogarniam stare rzeczy, digitalizuje stare VHS i znajduję rzeczy, które zdarzyły się przed chwilą…
nevermind from Bart Pogoda on Vimeo.

fot. Chrobot
Dzięki panu Tomkowi, który zamontował aparat na kasku i dzięki Bartkowi co pożyczył ten kask mogłem przez 12 godzin paradować z 10 kg na głowie robiąc film. A dziś umowiłem wizytę u neurologa ;)

Dawno dawno temu, podczas spaceru pod Nowym Jorku
Zeskanowaliśmy i wychodzi na to, że robiliśmy przede wszystkim zdjęcia sobie na wzajem.
Większość czasu byliśmy zajęci campingowaniem czyli jazdą oraz poszukiwaniami: wody, miejsca na zrzucenie ścieków, wolnego campingu albo miejsca na dziko, LPG stacji z odpowiednim adapterem. Do tego doszło stanie w korkach, gotowanie na mikro butli gazowej, zastanawianie się co dalej i dlaczego jest tak do-d.
;)














Zaczeliśmy skanować. Niestety wygląda na to że będzie bardzo słabo. Szkoda, że mamiya nie zepsuła się wcześniej – może wszystkie zdjęcia by były takie jak to powyzej…;)
road to nowhere from Bart Pogoda on Vimeo.
W czerwcu spędziliśmy parę dni w Sztokholmie, fotografując panią Małgorzatę Pieczyńską z rodziną…





W głowie się kręci od serpentyn i kilometrów przejechanych. Zero chillu. Okropna Europa Zachodnia i jej wakacyjny konsumpcjonizm. Basta! Napiszę więcej potem. Jedziemy nad morze – rowery, las i diuny. Jedno na pewno wiem. Nigdy więcej Europy w lecie … (wiedziałem o tym wcześniej ale jakoś zapomniałem…)
Dotarliśmy w Pireneje. Tutaj dłuższy przystanek i może w końcu zaczniemy coś focić.
Reszta Francji zalana przez frankojęzyczne rodziny, każdy skrawek wybrzeża zajęty – a my lekko sfrustrowani. Ale już jest lepiej.
Potem więcej.
Sven odzyskał moc. Paru magików z warsztatu VW w Klagenfurcie dorwało się do flaków campera poprawiając robotę polskich “chirurgów” z dupy. Okazało się, że rura pomiędzy turbiną a silnikiem była przykręcona tylko z jednej strony co spowodowało rozlew oleju po całym silniku. Tym samym tajemnica słabej kondycji Svena na podjazdach została rozwiązana. Znikły stęki, stuki i pierdnięcia. Sven po pół godzinie pobił swój życiowy rekord prędkości na autostradzie – 112 km/h!
Jak najszybciej chcemy przeskoczyć przez Włochy – byliśmy w tej okolicy zupełnie niedawno – więc dusimy z auta tyle ile się da. Chaos italiańskich autostrad poraża – nie lubie tu jeździć – kierowcy są dość pierdolnięci – nie wrzucają kierunkowskazów, czasem jadą zupelnie środkiem pomiędzy dwoma pasami, dłubią w nosie, czytają gazety prowadząc alfa romeo, fiaty punto i inne wynalazki po autostradzie.
Trzeba się zatrzymać. Śpimy na parkingu przy jeziorze Garda, aby rano znów wskoczyć na autostradę. Wydajemy nienormalną kasę na ropę i telepassy – Sven pijakiem wielkim nie jest – 10-11 litrów diesla na 100 zassysa ale i tak przy cenie 1,5 euro to bardzo boli.
Okolice Genui tragiczne. Industrial, serpentyny, ciężarówki, deszcz i tempo. Około 13 przekraczamy granice z Francją. Omijamy szerokim łukiem tonące w deszczu “lazurowe wybrzeże”. I znów do góry przez okolicę Castellane, gdzie znajdujemy nocleg…. (więcej potem – idziemy do kanionu:)
Sven on the road 2011 zaczął się dość pechowo…. ale po kolei.
Piątek
30 kilometrów za Kłodzkiem w stronę granicy czeskiej wypadek. “Śmiertelny” przekazuje mi facet w białym vw golfie stojącym przede mną od 20 minut w kolejce samochodów gdzieś pomiędzy Domaszkowem a Wilkanowem. Nie czekam. Nawracam niezdarnego kampera na wąskiej dziurawej drodze i jadę do pierwszego drogowskazu. Wilkanow 3 km. Nawijam po jeszcze węższej drodze, zgarniając dachem gałezie tunelu drzew. Jadę na pamięć, GPS tu nie pomoże. W końcu wyjeżdżam na drogę do Międzylesia. Zupełnie zapomniałem o tej okolicy. Zapomniałem i wygląda na to że inni też o niej zapomnieli lata temu. Opuszczone domy, zamknięte sklepy GS, zarośnięty PGR i przystanki autobusowe na których autobusy z Bystrzycy do Międzygórza zatrzymują się raz dziennie.
Sven jest po generalnym remoncie. Nie oczadza czarnym złem z rury wydechowej lewego tylniego koła, wycieraczki działają a nowe czeskie głośniki wygrywają album Blur “13″ – przypadkowa płyta z połamaną okładką. Dobrze się jedzie, choć pada niemiłosiernie. Od tygodnia pada…
Z mozołem wbijam się na pierwsze wzniesienia, a potem górka za Kralikami, porażająco nudne “wioski bez ludzi” wzdłuż drogi numer 11 i dojeżdżam do autostrady przy Mohelnicach. Olomouc, Hranice i bliska sercu i płucu Horni Becva…
Znów góry, ze Svenem gorzej. 30 km/h na konsoli, żólwim tempem pokonuję kolejne kilometry. To nie płaska Estonia czy Finlandia. Przeskakuję do Słowacji – tutaj zaufałem GPS – zmęczony, ogłuszony dźwiękami silnika i radia na ful, omyłkowo zamiast do Ziliny skręcam na Povazską Bystricę. Reflektuję po 20 kilosach i trzeba zawracać na Martin. I tu najgorsze serpentyny. Noc. Chciałbym już być u Siski w domu na Kralikach…
Sobota
Ciężko wstać. 400 kilometrów i 8 godzin telepawki. Ale musimy się pakować i zakupy zrobić.
Baumax, Tesco, Nay.
Nie many jednak drive’s. Zmęczenie wychodzi. Dużo emocjonalnie się działo. A ostatnie miesiące tysiące kilometrów zrobionych pomiędzy Polską, Słowacją, Czechami, Austrią.
Niedziela
Późny wyjazd z Kralików. Sven w miarę jedzie. Zvolen, Nitra i autostrada na południe.
W Bratysławie wieje, wicher świszczy betonowo w zaukach osiedla gdzie mieszka siostra Siski.
W nocy dojeżdżamy do Wiednia.
Poniedziałek
Od rana załatwianie, ogarnianie, wysyłanie, przenoszenie.
Wiedeń poniedziałkowo wyczilowany. Na dzielnicy niewiele się dzieje. Zamkneli kolejny sklep.
o 12 Już w drodze. Słabo idzie. Nie ma jak rozmawiać bo głośno w kabinie. Jedziemy na południe – na GPS wbiłem Arles. Choć po 20 kilometrach wkęciła mi się Albania i Rumunia – po pewnej chwili wróciliśmy do uprzednio wymyślonego planu. Planu którego za bardzo nie mamy – jedynie mgliste zarysy.
Im dalej w Alpy tym Sven ma coraz gorszą kondycję. Rzęźi, piszczy, miauczy, furka i turkocze. Wyprzedzają nas wielkie ciężarówki i autobusy. Z górki idzie lepiej, nadrabiamy (rekord 104 km/h) choć kakofonia dźwięków zupełnie przeszkadza w kulturalnej rozmowie nowożeńców. Siska głośno się zastanawia czy w Austrii nie ma oddolnego limitu prędkości na autostradach.
W pewnym momencie z dobrze znanego nam chaosu dźwięków wybija się jeden piskliwy okraszony efektami świetlnymi reprezentowanymi przed czerwoną ikonkę brakującego oleju. Rasthof. Wygląda na to, że coś jest nie tak. Na samochodach znamy się na tyle, że nimi jeździmy – a rok temu w Skandynawii przez 5 tyg i 8000 km nie mieliśmy żadnych technicznych problemów. Po jakimś czasie skręcamy na wioskę gdzie ogarniamy serwis samochodowy. Okazuję się że wycieka nam olej jak szalony i prawie zatarł się silnik.
No tak, Sven ma 25 lat. Jeszcze dwa i znamienne “27″.
Mechanik radzi dolać wszystko co mamy, zjechać na camping niedaleko and jeziorem i czekać do rana – w miasteczku jest większy warsztat – tam może pomogą.
Camping jest super. Nad jeziorem, cicho, prąd, prysznic, woda i czill.
Poniedziałki są zawsze nagorsze.
…we’ r not big fans of wedding photos so we decided not to do them…this way I’ d like to thank to all strenuous photographers of our wedding…..it was small, it was intensive, it was long and we enjoyed it ….

Już zaraz ruszamy w drogę. Gdzie? Nie wiemy. Ważne, że jedziemy.
Nie mam kiedy przebrac, zeskanować, wybrać, popracować na zdjęciami i rzeczami na bloga. Takie dni…
Dużo się działo ale o tym wkótce…

Na przełomie kwietnia i maja byłem w Sudanie Południowym z panią Janką Ochojską. Do poczytania i oglądania na papierze w magazynie VIVA! (numer 14/2011).
In late April and early May, I was in South Sudan with Janka Ochojska – polish humanitarian activist, founder of the Polish Humanitarian Action.






vielen Dank Leicastore.pl
Pewnego burzliwego tygodnia, to było w kwietniu, na południu Turcji, miałem zaszczyt spotkać się z wielkim żeglarzem Romanem Paszke. Niestety – nie było sztormu, kataramanów i szalonych przygód na otwartym oceanie. Tym razem Pan Roman odpoczywał – szykując się do samotnej wyprawy dookoła świata. Do poczytania i oglądania na papierze w najnowszym numerze VIVY!
One “stormy” week, it was in April, south of Turkey, I had the honor to meet with Roman Paszke – the great polish sailor. Unfortunately – there was no storm, no huge catamaran yacht and crazy adventures on the open ocean. This time, Mr. Roman rested – getting ready for solo trip around the world.






vielen Dank Leicastore.pl
35 stuknęło – poważny wiek – postanowiłem zmienić format. 4×5. Umęczyłem się. Musiałem okiełznać wrodzone ADHD, skupić się na moment przy wkładaniu provii do kasetech, spocić się niemiłosiernie przy manewrach grzebiąc w światłoszczelnym rękawie. Testy się udały, powiedzmy, ale fakt faktem – zrobiłem swoje pierwsze wielkoformatowe foty.
Na 40 kupię sobie sztalugi, pędzle i płotna dość…
I turned 35 – serious age – I decided to change the format. 4×5. I had to fight my impatience, focus on the moment when inserting fuji provia to the old film holders, sweating like crazy when maneuvering in the lightproof sleeve. Let’s say tests are successful. I made my first large format photographs.
At 40 I will rather buy an easel, brushes and canvases…


W tamtym tygodniu zrobilimy z Siską sesję dla Viva! (13/2011). Bohaterem sesji był Gienek Loska z familią…
…last week we did a quick photo shoot in Wroclaw for Viva! (13/2011) …the main character was Gienek Loska, the winner of polish X Factor with his family …
…Viva did selection of photos….we did our own….
big thanks to Michal Zielinski for great help with location scouting – Bank of locations








Jutro lecimy do deszczowej Skandynawii na 5 dni. Siska prasuje oglądając okropny niemiecki show on TV: Wetten, Dass? Trzeba się spakować i fruu do Szwecji.

W deszczowy dzień znów wybraliśmy się w Słowackie Tatry. Paro godzinna przejażdżka, mało egzotycznie ale też piknie.
In the rainy day we went to Slovak High Tatras again. Few hours in the car, one hour around the lake and back home. Not so exotic but still beautiful.
A tutaj ten sam trip ze strony Siski i wyjaśnienie dlaczego nie jesteśmy na facebooku ;)
And here the same trip on Siska’s blog and explanation why we are not on facebook.






Żyjemy pomiędzy. Nie wiemy z Siska gdzie mamy DOM. Przemieszczamy się pomiędzy paroma krajami, miastami – w ostatnich dwóch tygodniach zrobiłem 6000 kilometrów. Czuję się jak komiwojażer połykający asfalt autostrad Słowacji, Czech i Austrii i dziury w serze polskich dróg.
Było trochę pracy ostatnio. Prywatne foto projekty padły, zdjęcia z Izraela nieprzebrane nieogarnięte, gdzieś tam na dysku poci się Sudan, praca końcowa w ITF leży i kwiczy. A tu nowe rzeczy wyskakują jak psylocyby na jesiennych górskich łąkach.
W niedzielę do Szwecji na parę dni. Praca. Potem skok z Wiednia do Czech – Wawy – powrót do Wiednia i znów Polska i Słowacja.
Już bardzo chciałbym się wbić w Svena i ruszyć w drogę. A to dopiero za miesiąc.
A w międzyczasie Siska miała publikację w Pure Magazine.
We live in between. Me and Siska, we don’t really know where is HOME. We move between couple of countries, cities – in last two weeks I did 6000 kilometers. I feel like a bagman swallowing asphalt highways of Czech, Slovakia, Austria and holes in the cheese of polish roads.
We were a little bit busy recently. Our private photo projects are down, photos from Israel haven’t been selected yet. Sudan is waiting somewhere on the hard drive, not touched. My final work for ITF is lying and squealing. And the new things to do grow like psilocybe fungis on autumn mountain meadows.
We go to Sweden for couple of days. Work. Then from Vienna to Czech, then to Warsaw, back to Vienna and Slovakia again.
I’d love to be in Sven and hit the road again. One more month…
And in the meantime Siska had publication in Pure Magazine.
PS
sorry for my ponglish english but I decided to make this blog a bit more internazionale.
Znów wykorzystuje bloga jak słup ogłoszeniowy w poszukiwaniu pomocy. Padł mi skaner – minolta dimage scan multi pro – prawdopodbnie spaliła się lampa ksenonowa [ Xenon cold cathode fluorescent lamp ]. Czy ktoś z czytelników/oglądaczy ma pojecie gdzie mogę taką lampę do tego modelu skanera kupić? Lampa ma symbol FL-100 – ale trudno mi cokolwiek znaleźć … może są jakieś zamienniki?
My scanner [ minolta dimage scan multi pro ] is broken. Probably Xenon cold cathode fluorescent lamp is used. If anybody knows how to get replacement for such lamp, or where I can buy it? Original lamp has a symbol FL-100. Its really difficult to do anything with this problem – Konica Minolta doesn’t exist anymore and all the repair services are down.
Z góry dziękuję za wszelką pomoc ….
zdesperowany Bart…
Dużo jeździmy. Nie robię innych zdjęć, niż snapshoty z życia. Ale szykuje się bardzo intensywny czerwiec i lipiec. Zresztą jak zawsze.





Po remoncie generalnym, czyszczeniu, ogarnieciu prawie zupełnym Sven wydaje się być gotowy. Ale trochę jeszcze na nas poczeka…
Pojechaliśmy w Wysokie Tatry. Aby obczaić. Pewne rzeczy ;)
Siska wrzuciła w końcu fotki z porysowanych negatywów. Ja tak się czasem wku***am na ten analaog – digital proces, na te problemy z czyszczeniem, zepsutymi skanerami, że mam ochotę znów robić zdjęcia tylko i wyłącznie na cyfrze. Albo zacznę lepić figurki z modeliny i będę nimi handlował na allegro…
A to poniżej to polaroidy z iphona – znak nowych czasów…






Stary system zaprojektowany przez Adomasa, lata świetlne temu, tak dawno, że nawet najstarsi nie pamiętają, odszedł dziś i już nie wróci. Do WordPressa przekonać się długo nie mogłem, minimalizm poprzedniej strony odpowiadał mi bardzo (a może była to tylko kwestia przyzwyczajenia się) no ale jednak. Po dwóch dniach testów i pomocy megacierpliwego Adama odpaliliśmy pimped bartpogoda.net. Można teraz komentować, szukać w archiwum, klikać w tagi. Minimalistyczny styl pozostał i tego nie zmienię. Choć widgety i pluginy kuszą – to najważniejsza jest dobra zawartość tej strony. Amen.
Byliśmy w Pradze. Przypadkiem. Zrządzeniem losu. Przez dziwny telefon. Siska zapragnęła mieć tattoo, a człowiek który miał to uczynić akurat zjawił się w Pradze, na swojej trasie dookoła świata, podczas której przenosi sny i bajki na skórę za pomocą igły.
3 dni. Jedna zarwana noc. I powrot do Wiednia.
No i wyrzuty sumienia. Po fakcie, że “fairy tale” zostanie jej na skórze do końca świata.`
And here is Siska’s story from Prague …









Kolejny weekend nieusiedziany na tyłku. Znów Słowacja i Bańska B.
Zrobiliśmy z Siska i jej babcią małego tripa po okolicy.
Chciałbym wrócić do pisania. Na moment się zatrzymać. I wyostrzyć instynkt. Co wybrać, jak wybrać, w którą stronę pójść…
Zaraz 35. I robię się nieco sentymentalny.
Wycofaliśmy się z Siską z fejsa. Trochę dziwne ale daje pewien rodzaj swobody. I uwalnia nieoczekiwane złoża wolniejszego czasu… chyba wygląda na to, że byłem (jestem?) uzależniony….















Publikacja w najnowszym Zwierciadle w rubryce Spójrz w siebie – w kooperacji z leica.









a widziałem fajną wystawę (te parę zdjęć powyżej to właśnie stamtąd)
Miesiąc Fotografii w Krakowie w … Warszawie: Another Photographer
na ul. Generała Zajączka 8 w Warszawie
Termin:
12.05.2011 – 31.05.2011
Godziny otwarcia:
wt-nd 12-19
wstęp bezpłatny
idzcie bo warto!

Anna Bajorek
Karol Grygoruk
Marcin Grabowiecki
Monika Kotecka / Kama Rokicka
Rafał Milach
Marcin Morawicki
Michał Łuczak
Bart Pogoda
Silvia Sencekova
Karolina Zajączkowska
kuratorka: maga Sokalska
BLOGSPOT otwiera tegoroczną edycję imprezy HALO!GEN odbywającą się w Gliwicach już od paru
lat. Wystawa pyta o zjawisko jakim jest blog fotograficzny i o używnie tego medium przez świadomych
twórców. Jest to prezentacja zdjęć zamieszczanych na prywatnych blogach internetowych
zaproszonych do wystawy fotografów. Blog – medium bardzo świeże, rozwija się w ostatnich paru
latach w przeróżnych kierunkach – jednym z nich jest forma publicznego notatnika czy też dziennika, w
którym autorzy dzielą się nierzadko swoją intymnością, nie raz łamiąc tym samym tabu. Wystawa
pokazuje parę postaw, które mimo iż pozostające w zbliżonej do siebie konwencji, odróżniają się od
siebie, chociażby aspektem wizualnym.
27 maja – 19 czerwca 2011
wernisaż 27 maja 2011, godz. 18.00 wstęp wolny
Stara Fabryka Drutu ul. Dubois 22 Gliwice
Sprzedam obiektyw Mamiya 80mm f/4 do Mamiya 7 (pasuje do Mamiya 7 i Mamiya 7II) – w bardzo dobrym stanie 2200 PLN. W komplecie osłona przeciwsłoneczna i dekielek.

Sprzedaję bo mam takie dwa.
Przerzucam, przeglądam, wybieram, przebram, układam… Za oknem szaleje wicher – Wiedeń mroczny jak z filmu The third man….










Podziękowania dla Leica Store i PAH
Dubaj mnie wizualnie odrzucił, albo ja odrzuciłem Dubaj. Miałem pewnie inne wyobrażenia o tym miejscu, skończyło się na nicnierobieniu. Miasto męczące, nieludzkie, absurdalne, ociekające kiczowatym luksusem, którego aż się nie chce fotografować. Martin Parr zrobił to już wcześniej… i całkiem niezłym rezultatem (google: martin parr + dubai)
W międzyczasie zrobiłem parę zdjęć rybek, kotków i piesków.
A już wkrótce powrót do środka Europy i znów krążenie między Wawa-Wiedniem-Słowacją-Kłodzkiem-Czechami…











Nie ma mocy aby pisać… może w drodze Juba – Nairobi – Dubai… gdzieś na lotnisku usiądę i spiszę…
















Parę chwil przed wschodem słońca- 15 minut spędzone na przedmieściach Bor – zapaśnicy dali radę :)









big gracias leica store
CATtrain na lotnisko w Wiedniu. Sine niebo, szara kraina deszczowców, tylko 15 minut i zaraz będę na terminalu, odprawię sie do Nairobi i wypiję kawę, bo spać się chce…
Amsterdamskie lotnisko Shiphol to kilometry ruchomych taśm po których przebieglem do wyjścia. Po pól godzinie szybkiego marszu, znalazłem kasy biletowe, wbilem sie w pociąg i już jadę do centrum. Jack Johnson w uszach, słońce przez chmury optymistycznie sie przebija.
Coffeeshop Centaal na Prins Hendrikkade. Pełen gości z walizkami, którzy wpadli to na moment z lotniska. Wita ich oszklona szuflada z full opcjami. Zasiadam, sativa, kawa i mała cola. Jamajskie rytmy a ja nie mogę się ruszyć. Siedzę przy telewizorze wyświetlającym rzeczywistośc czyli oknie wychodzącym na zatłoczoną ulicę, pełną rowerzystów, chińskich wycieczek, małych grupek podchmielonych Anglików…
Nie mam ochoty włóczyć się po brukowanych uliczkach – ciężka walizka Peli ze sprzętem nadaje się jedynie do transportu i przemieszczania się pomiedzy lotniskiem – pociągiem a hotelem. Poza tym trzeba wrócić na lotnisko, zrobić ostatnie zakupy i odprawić się.

Lotnisko w Nairobi znajome, spędziłem tu ładnych parę godzin w drodze na Zanzibar w 2008 roku. Mamy 6 godzin do odlotu do Juby.

W samolocie z Amsterdamu lecę koło Samsona – który doktorat w Poznaniu zrobił w latach 90tych. Facet jest teraz z nowych budowniczych panstwa ktorego jeszcze nie ma. Oficjalnie do secesji miedzy południem a północą dojdzie 7 lipca 2011. Samsona kręci głowa i narzeka ze wciąż jest niebezpiecznie. Północ południa – w gore na mapie od bor wciaz wrze.
Wielka niewiadoma – Południowy Sudan – najmłodsze i najbiedniejsze państwo swiata.
Lotnisko w Jubie. Udrza mnie żar, choć ponoć jest zupełnie jeszcze ok. Wleczemy sie po rozgrzanej płycie lotniska. Wiszaca na szyi Leica kusi aby robić zdjęcia. Choć wiem ze fotografowanie obiektów stategicznych nie jest tu miłe widzane.
Zrobiłem zdjęcie i na dzień dobry mnie zatrzymali za fotografowanie obiektów strategicznych , choć Google zrobił już to dawno. Paszport polski robi jednak dobrze – wielki Dinka w uniformie uznaje, że Polska to “big friend” i puszcza mnie wolno.
Wizy, przepustki, pozwolenia – budynek lotniska jest mikroskopijny, ciasny i duszny. Klaustrofobiczna, spocona atmosfera, łapiemy bagaże i czekamy na nasz transport.
Juba to stolica południowego Sudanu – tylko parę murowanych, betonowych budunków, które mają więcej niż dwa piętra – reszta to budy albo tukule – sklecone z ze wszystkiego co sie da. Jeden wielki bazar, szutrowa droga, chaos, śmieci – mieszka tu ponoć juz milion ludzi. Nie zostajemy tu jednak zbyt długo. Kupujemy wodę na drogę i ruszamy na północ do Bor – gdzie mamy nasz pierwszy obóz. Ali – kierowca pewnie prowadzi ogromnego Landcruisera po czerwonej twardo ubitej drodze ktora w porze deszczowej zamieni się w błotnistą katastrofę.

W końcu obóz Polskiej Akcji Humanitarnej w Bor. A o tym juz będzie później, bo muszę lecieć…. ;)

Madouk w obozie PAH. Bor.
Zdjęcia moje i Siski w najnowszym numerze Zwierciadła (04.2011) – jako ilustracja do tekstu Sylwii Kawalerowicz o polaroidach, lomografii i innych wynalazkach….


No i jeszcze parę zdjęć z Toskanii z 3 filmów które udało mi się tam zrobić…
Trochę się powtarzam, ale lubię.
Na biurkach piętrzy się fura negatywów z Izraela. A przede mną znów cały miesiąc w drodze…











To była piękna niedziela. Powoli, bez pośpiechu, spacerem po Wiedeńku. A no i olympus pen pięknie działa…









Krążąc pomiędzy TelAvivem a Jafo – trafiliśmy w dobrze znane miejsce – niesamowity klimatyczny fleamarket. Byłem tam dwa lata temu, podczas pracy dla Vivy – wtedy spędziliśmy tam ładnych parę godzin…
Tym razem z Siską utkneliśmy przy miejscówce jednego typa – przez godzinę przerzucaliśmy setki starych zapomnianych fotografii – aby skleić 3 historyjki.
Siska and her story in english



Zostałem poproszony o udział jury konkursu, w którym można wygrać wejściówki na tegoroczny TEDx w Warszawie. Ta znana na świecie impreza będzie miała już drugą odsłonę w Warszawie. Jeśli chcecie posłuchać ciekawych ludzi, pomysłów czy historii zaproszenie można wygrać w konkursie na Facebooku. Wystarczy napisać parę słów o tym co Was inspiruje i pomaga osiągać więcej. Będziemy wybierać najbardziej kreatywne i oryginalne odpowiedzi, więc do dzieła!
„Partnerem TEDxWarsaw jest Nokia”
Bałagan produkcyjny naszego mikro projektu zapanował, ale pewnie i w tym szaleństwie jest jakaś reguła. Na razie spotkania, telefony, 2 dni bez fotek, prawie nic – wciąż nie robimy tych “właściwych” zdjęć. Choć może powstaną. . Nie jest tak łatwo jednak jak myślelismy. Przede wszystkim jak się okazuje w Izraelu prawie każdy jest artystą, każdy jest fotografem, filmowcem, grafikiem, malarzem, didzejem. Wszyscy są podróżnikami. A wszystko się dzieje tu i teraz, tymczasowość rządzi.
Mam nadzieję, że jutro zaczniemy juz coś robic.
Bardzo dziękuję za wszelkie namiary, pomysły, kontakty jakie dostaliśmy w ciągu tych paru ostatnich dni…





Pierwszy dzień. Skok termalny. 25 stopni i przyjemna bryza od morza. Na razie rekonesans. Długi spacer do Jaffo i z powrotem. Planujemy działania, zbieramy kontakty. Jest dobra energia.
Day one. Thermal jump. 25 C and pleasant breeze from the sea. Reconnaissance. Long walk to Jaffo and back. Planning, gathering contacts. good vibes…..













szukam kontaktów w Izraelu – młodzi ludzie, artyści, ciekawi ludzie etc. – którzy by zgodzili się na zdjęcia… pliz na priv kontakty…. dziękuję!
Może powinniśmy być teraz w Egipcie, Tunezji, Jemenie albo Iranie ale jakoś wyszło nam, że w Toskanii będzie w sam raz…



















Podziękowania za użyczenie aparatu LEICA m9 dla leicacamera.pl
Silvia znów coś wrzuca na jej odświeżonego blogusia…
a ja tonę w papierkach i nic nie wrzucam – zeskanuje się w warszawie…
Indigo Tree wydali nowy singiel z moją fotą na okładce. a Siska wrzuciła w końcu coś na bloga.
a ja nic.
banskobystrický kraj from Bart Pogoda on Vimeo.