Yearly Archives: 2008

Pod Bazyleą.

Posted in small trips | Tagged | Comments Off

Harar

Zupelnie inny “vibe” niz polnoc kraju. Wschodnia Etiopia – blisko do granicy z Dzibuti i Somalia. Inny klimat, ludzie, architektura. “Wszyscy” zuja chat, coraz wiecej wielbladow i ludzi pustyni.

Przeskoczylem z Mekele do Addis, pare godzin na lotnisku, godzinka lotu do Dire Dawa, taxi na dworzec i w koncu busik do Hararu.

Rano znow akcja z przewodnikiem, ktory na mnie czeka w recepcji hotelu. Znow czuje sie jak “amerykanski turysta” czy tez “niemiecki emeryt” no ale coz – ten czlowiek akurat sie przydaje. Informuje mnie o zwierzecym markecie w Babille. Wskakujemy w autobus do Dzidzigi (stolicy prowincji Somali). W autobusie spotykam Marcela z Montrealu, ktory od lat wlasciwie robi to samo co ja – zdjecia, podroze, pilotowanie grup, filmy, dzialanosc edukacyjna. Choc ma 40 lat, wyglada na 10 mlodziej – kursowanie pomiedzy Afryka, Ameryka i Azja dobrze mu robi – zdazyl tez zalozyc rodzine w miedzyczasie – ma zone z ludu Mon ( z Tajlandii) i coreczke. Jakos w kupe wszystko ogarnia.

Ludzie na markecie przyjazni i wyluzowani. Nie robia problemow ze dwoch faranadzi robi zdjecia. Sami sa nas ciekawi. Setki wielbladow, koz, krow, wolow, owiec. Ludzie z Dzibuti, Somali, lud Afar, Oromo, Harari. Dzieje sie i to mocno. 6 godzin robienia zdjec wystarczy. Wracamy do Babille.

Dzis jeszcze spie poza murami starego miasta – z balkonu ogladam chaotyczny market. Ludzkie szalenstwo. Przed chwila ciezarowka przejezdza kobiete sprzedajaca chat na ulicy. Histeria i obled. Policja, rekoczyny, wrzask.

Chat to wielki problem w krajach Afrykanskiego Rogu. To nie heroina czy koks, ale i tak uzaleznia. Dziesiatki ludzi leza pod murami z wielkimi torbami wypchanymi chwastem, zujac zielone liscie, wyciagaja reke w blagalnym gescie aby cos im rzucic. Nie pracuja, nie mysla, sa na haju – kwiaty raju im w tym wystarczajaco pomagaja aby mogli nic nierobic.

Jedna z “atrakcji turystycznych” jest karmienie hien. Ludzie z Hararu zyja od lat w swoistej symbiozie z hienami, ktore nie nabraly smaku na ludzkie miesa. Walesaja sie na smietnikach licza na padline ktora podrzucaja im zaprzyjaznieni mieszkancy miasta. Ten zwyczaj przerodzil sie w atrakcje turystyczna. Turysci placa za mieso i maja mozliwosc obserwowania tego szalonego spektaklu.

Wbijamy sie tuktukiem o 19 poza bramu starego miasta. Tuktuka ustawiamy tak aby snopami swiatel z reflektorow oswietlal widowisko. 15 hien skomli, chichocze, miauczy skrada sie na krotszych tylnich nogach, swiecac ogromnymi oczami osadzonymi w poczciwych przemilusich ryjkach.

Zdjecia zdjecia. W pewnym momencie hyena-man proponuje abym sam podjal sie karmienia bestii. W lewa reke biore kawalek miecha na patyku. Blyskawicznie porwane jest przez jedna z hien. Potem biore patyk w usta nakladam mieso – ogromny leb hieny zbliza sie na 5 centrymetrow od moich ust i wyrywa padline.

Na sam koniec etiopskiej podrozy doskonale odnalazlem sie w Hararze. Zachwycajaca platanina, alejek, uliczek, przejsc. Labirynt 368 pasazy w ktorym jednak nie sposob sie zgubic. Zawsze dojedziesz do jednej z bram. Nie przeszkadzaja mi naganiacze, samozwancy – przewodnicy, dzieciaki krzyczace “faranadzooooo!”. Ja na to krzycze “ethiopiaaaannn!!” na “you you you” odpowiadam “ante, anchee, nante!!!”

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged | Comments Off

Mekele i Wukro

Pierwsze miasto gdzie nie przesladuja czlowieka. Mozna spokojnie chodzic po ulicach a miasto przyjemne. Sniadanie w postaci platkow kukurydzianych na goracym mleku. Wkrajam banana. Kawa i sok. Na wielkim TV ogladam newsy ze swiata – Mumbai, bomby, cholera w Zimbabwe, krach, Obama z usmiechem na twarzy ale i zatroskanym czolem przemawia do ludzi – wyglada na to ze wszyscy jedziemy na tym samym wozku – w dol i dol.

Wukro to dziura ale sympatyczna. Lokalny autobus przywiozl mnie tu z Mekele. To tylko godzina drogi. Postanawiam spedzic tu noc. Luwam Hotel – bez robali i tani. Zostawiam pare zbednych rzeczy – zabieram tylko wode, orzeszki, banany i aparaty z filmami. Trzeba poszukac transportu do Megab. Akurat wypadla niedziela wiec nie bylo to takie latwe.

Na odcinku pomiedzy Wukro a Megab mozna naliczyc okolo 120 kosciolow. Roznia sie one od tych w Lalibeli ze zostaly zbudowane w gorach, w jaskiniach, na skalistych wystepach, ukryte w przepastynych dolinach, schowane przed oczyma tych co mogliby miec zle zamiary. Bez wynajetego samochodu mozna spedzic cale dni szukajac tych kosciolow. Jako ze nie jestem zbyt religijny mam jeden cel – Abune Yemata.

Wyszedlem za miasto, na droge prowadzaca do Megab. Siedzialem pod drzewem dwie godziny. Nic z tego. Zero okazji. Wrocilem wiec na dworzec autobusowy aby wynajac busika. Ciezkie targowanie – jak zwykle z 80 dolarow za dzien zszedlem do 50. Po drodze kupujemy wode i chat – kierowca musi miec liscie do zucia. Ja po raz pierwszy probuje tego narkotyku – ktory w Etiopii jest legalny i oprocz kawy jest jednym z glownych produktow exportowych (glownie do Dzibuti i Somalii). Zuje cala droge ale nic nie odczuwam – lipa w porownaniu z liscmi koki. Lapiemy gume ze dwa razy, podroz ciagnie sie i ciagnie – ale widoki przegenialne. Zabieramy kolejnych tubylcow i rozwozimy ich po wioskach az w koncu dojezdzamy do Megab.

Tam wraz z przewodnikiem (znow to samo – bez przewodnika moglbym sie przeciez zgubic, zginac, spasc ze skaly, utopic sie w wyschietym korycie rzeki) ruszamy w 4 kilometrowy spacer az pod kilkusetmetrowa gore przypominajaca te z Monument Valley w USA. Wspinaczka pod gorke az stajemy przed pionowa skala. Przewodnik wskazuje mi wyzlobione, ledwo widoczne uchwyty na stopy i dlonie. No to ladnie. Poczatek jest zdecydowanie trudny, bo nielatwo znalezc odpowiedny uchwyt. 100 metrow do gory. W koncu udaje mi sie dowlec do kosciola, ktory zostal umiejscowiony w niewielkiej jaskini. Swiat tonie w pomaranczach i czerwieniach. Slonce odbija sie od skal – widok genialny. Ale trzeba juz wracac – bo zaraz zajdzie slonce.

Kierowca busa jest cieciem nie z tej ziemi. Okazalo sie ze jego umiejetnosci jazdy sa zadne. Zakopuje sie w piachu ze trzy razy, zachodzi zmrok, ten rzuca przeklenstwa i zuje chat. Gdy nadchodzi zmrok kierowca dostaje malpiego rozumu, chce jak najszybciej dojechac do Wukro. Boi sie widocznie jezdzic w ciemnosciach. Upewniam sie ze ma swiatla. Ma – ale opony sa zupelnie lyse. A ten pedzi w tumanach kurzu. Na jednej z serpentyn nie wyrabia i bokiem zaczynamy sie zsuwac w kierunku przepasci. Zatrzymujemy sie na pol metra od krawedzi. Jakos w koncu dojezdzamy do Wukru. Wypijam piwo i ide spac totalnie wyczerpany…

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged | Comments Off

W drodze z Lalibeli do Mekele.

Autobus z Lalibeli do Woldi. Szyba jest zapackana blotem i opieczetowana naklejkami z podobiznami Marleya, Haile Sellasje i Matki Boskiej. Wschodzace slonce ledwo przebija sie przez szklo. Mam miejsce z przodu kolo kierowcy – dobre aby robic czasem zdjecia. Kurz i pyl. Ja budze sie i zasypiam – kolejne wioski sa jak urywki z dobrego przygodowego filmu. Po pieciu godzinach jazdy po wertepach wysiadam w Woldi. Klasyczne opedzanie sie od natretow na stacji dworca. Ide dobry kilometr do rozwidlenia drog. Jezdnia jest w remoncie. Chinscy inzynierowie w koszulkach polo wciagnietych w spodnie podciagniete pod same cyce, w okularach slonecznych z nieodlacznym papierosem nadzoruja etiopskich robotnikow. Chiny Ludowe buduja w Afryce. Taki obrazek mozna zobaczyc w wielu krajach kontynentu. Przy stacji Shella lapie okazje – do Mekele jade jako pasazer ogromnego tira. Moj kierowca Gebre jest z Debre Berhan (100 km na pln-sch od Addis). Czestuje mnie pomaranczami, potem zatrzymujemy sie jeszcze na obiad. Wspolna indzera za 9 birow. Wioski, stada baranow, dzieciaki machajace w naszym kierunku, na przemian asfalt z dziurawa kamienista jezdnia. Z gorki i pod gorke. Na godzine przed Mekele lapiemy gume. Znow przystanek. Kawa, podgladanie lokalnego zycia, ktore toczy sie wzdluz drogi. No i w koncu Mekele.

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged | Comments Off

Lalibela

Ta nazwa od dawna chodzila mi po glowie. Nie pamietam kiedy po raz pierwszy przeczytalem o tym miejscu. Czy to stare numery National Geo czy tez Heban. Ale pewnie bylo to wczesniej. Mniejsza z tym.

11 kosciolow wykutych w skale od lat przyciagaja historykow, badaczy, podroznikow, pielgrzymow z calego swiata.Taka mala Jerozolima. Miejsce swiete dla etiopskich chrzescian – magiczne i frapujace i pewnie zostanie zadeptane przez turystow.

Zanim wylecialem z Bahir Dar odwiedzilem apteke aby cos na katar i gardelko kupic. No pan aptekarz sprzedal mi lek na alergie czy cos takiego. Myslalem ze zejde po nim. Odmienne stany swiadomosci przez 24 godziny juz myslalem ze mam malarie czy w ogole umieram. Sprawdzilem rzecz u lekarza – aptekarz z Bahir Dar chcial mnie chyba ukatrupic.

Czujac sie obloznie chory tuz po przylocie zadekowalem sie w Tukol Village – ogromny pokoj, w ograglym tradycyjnym domu z czerwonego piaskowca z widokiem na okoliczne gory. Dobrze mi to miejsce zrobilo.

Nastepnego dnia umawiam sie z moim przewodnikiem o 5:30 rano. Przewodnicy w ogole sa nie potrzebni w Etiopii – ale narzucaja sie oni niemalze sila. Choc ten akurat sie przydal – moglem sie wbic na teren kosciolow o 6 rano – na dwie godziny przed otwarciem dla turystow. Chcialem uniknac spotkania z wycieczkami, ktore zjezdzaja sie busami, terenowymi toyotami oblegajac najbardziej efektowne wizualnie miejsca juz od momentu otwarcia.

Bylem wiec w stanie zrobic zdjecia podczas porannej mszy. Koscioly pelne lokalesow opatulonych w “gabi” – biala szate. Koscioly robia wrazenie – choc od paru miesiecy poludniowa i polnoca grupa kosciolow (granica jest rzeka Jordan) przykryte sa konstrukcjami z betonu i stali.

“Kosioly przetrwaly 900 lat i musza kolejne 900″ – rzuca Abraham, moj przewodnik.

Pytam czy widzial “Piaty element” – ten nie wie o co chodzi. Ale wlasnie takie wrazenie wywieraja na mnie te konstrukcje – jakby nad starozytnimi budowlami wyladowaly ogromne statki obcej cywilizacji.

Labirynt przejsc, uliczek, tuneli, zakamarki, jaskinie, koscioly – zanurzam sie w ten swiat na caly dzien. Wracam w te same miejsca o roznych porach dnia. Najwieksze wrazenie robi kosciol Swietego Jerzego, wykuty w skale na ksztalt greckiego krzyza. Jego doskonaly ksztalt mozna podziwiac z gory albo wejsc tunelem do jego wnetrza.

Po poludniu spotykam dziadka, ma jasna skore chodz wyglada jak Etiopczyk. Wita mnie Bon Giorno , parla Italiano? – odpowiadam ze rozumiem troche i wymieniamy pare zdan. Starszy pan pochodzi z Erytrei choc jest Wlochem ma 82 lata i przyjechal do lalibeli w pielgrzymce.

Samo miasteczko jest straszna dziura. Mecza dzieciaki, ktore scigaja turystow przez caly dzien. Wieczorem gasnie swiatlo gdy siedze w jednej z malych knajpek – jem okropny ryz z warzywami slonymi na maxa. Postanawiam nie konczyc posilku i wychodzac z knajpy nie zauwazam rowu betonowego – dziury pol metrowej. Rozpierdzielam sobie lewa noga – klaycznie to samo miejsce co wczesniej w Indiach a potem w Kolumbii. Dobrze ze nic nie zlamalem. Doczlapuje do hotelu – opatrunki i gleba spac.

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged | Comments Off

Spotkanie w Bahir Dar

Dojechalem do Bahir Dar. Nie moglem sie dostac samolotem z Gondaru do Lalibeli wiec zakupilem bilet z Bahir Dar, lezacym nad Jeziorem Tana. Miejsce znane przede wszystkim z monastyrow i kosciolow polozonych na wyspach i polwyspie. Mialem sobie odpuscic no ale jezeli los mnie tu rzucil to czemu nie.

Awantura na dworcu – naganiacze napadali na busa – wiec kierowca spierdalal po placyku oganiajac sie od namolnych typow. Nie wiem o co chodzilo – pewnie o pieniadze jak zwykle w Etiopii. W kazdym razie ja po prostu wysiadlem i rura na zewnatrz placyku, rzucajac pare postrych slow do “brzeczacych owadow – pasozytow”. Dorwalem tuktuka i do hotelu.

Zasiadlem, zamowilem St George Beer i uslyszalem jezyk polski ze stolika obok. Nie namyslajac sie dluzej podszedlem do panstwa z Polski. Nie wygladali na backpackerow, anie na grupe turystow. Zagadalem, dzien dobry dobry wieczor, witam. Po wymianie zdan, skad i dokad etc czlowiek z dluzszym wlosem, plastrem na czole i torba ze sprzetem wideo lezaca przy krzesle spojrzal na mnie jakos tak intensywnie

- Bartek? Bartek Pogoda?

Zrobilem wielkie oczy i przytaknalem.

- Czesc Jestem Bogdan Lecznar, tato Agnieszki Lecznar :)

Spotkanie niesamowite. Maly swiat zaiste. Przysiadlem sie do stolika i rozmowa poplynela. Ekipa to naukowcy zajmujacy sie problemem nawadniania i irygacji. Generalnie chodzilo o rozwiazanie problemow jakie nawiedzaja Etiopie. Profesor, asystenci i Pan Lecznar, ojciec Agi – jako filmowiec.

Na drugi dzien ogarnelismy razem ladna wycieczke po jeziorze i klasztorach. No ale o tym innym razem.

PS.
jestem do tylu z wpisywaniem tych notek, bo wlasnie siedze na lotnisku w Addis i lece do Dire Dawa a stamatd do Harraru.

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged | Comments Off

Gory Simien

Ponoc to jedne z najpiekniejszych pasm gorskich w calej Afryce. Wlasciwie sam 10 dniowy trekking moglby byc dobrym powodem aby przyjechac do Etiopii. W Gondarze zalatwiam transport do Debarku – gdzie miesci sie kwatera glowna parku narodowego. Pomimo ze udaje sie tylko na dwa dni wraz ze mna jedzie przewodnik, skaut (lokales ze staroswiecka flinta, w wielkiej welnianej czapie), kucharz + pomocnicy, kierowca i jego nieletni pomocnik. Nie lubie takich rzeczy – czuje sie jak angielski turysta w XIX wieku przemierzajacy Afryke z cala karawana. No ale takie sa reguly w parku narodowym .

Dziele koszty samochodu z laska z Danii i Tino ze wschodnich Niemiec. Oni startuja w 10 dniowy trek z Debark a ja tylko dwa dni i zaczynam w polowie drogi pomiedzy Debark a Sankanber

Znajduje kolejne osoby do podzielenia kosztow samochodu – Bridget i Bena (tez na dwa dni i wracaja ze mna do Gondaru). Wiec masakryczny koszt 240 dolarow za samochod terenowy sie zmniejsza.

Jezu znow chce opisywac jak to “droga sie wila i slonce pieknie swiecilo” ale to bedzie na zdjeciach. Nie ma co sie bawic w romantyka – grafomana.

W kazdym razie – dobry trip. Dawno juz na treka nie uderzalem. Poza tym spanie w namiocie, kolacja na ognisku – normalnie jak na Mazurach czy w Bieszczadach ;)

Trasa latwizna, choc na 4000 metrow. Dopiero jak stromizna sie zaczyna to czuc brak tlenu i mojej formy. Serce prawie wyskakuje i rozbija sie na drobne kawaleczki 800 metrow ponizej. Widoki przegenialne, szczegolnie drugiego dnia o 6 rano. Mysle ze dwa dni to za malo. Przynajmniej 4-5 aby poczuc klimat. Po drodze mijamy stada pawianow – normalnie jakbym przegladal sie w lustrze…

W nocy mialem sen jak z dokumentu Contacts. Widzialem dokladnie kazdy negatyw kazda klatke , bardzo wyraznie – wszystkie zdjecia ktore zrobilem na wyjezdzie – pomimo ze jeszcze nie wywolalem klisz. Dziwna akcja….

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged | Comments Off

Gondar.

Ze snu wyrwalo mnie twarde ladowanie na lonisku oddalonym o 20 km od Gonderu. Poranne slonce milo grzalo. Gory ktore wyrastaly na horyzoncie osnuwala delikatna mgielka. Poza tym ani jednej chmurki na niebie. Powietrze czyste i rzeskie. Wyszedlem w poszukiwaniu kogos aby podzielic koszty transportu. Dlugo nie szukalem. Zaraz po mnie wyszly dwie Hiszpanki – trajkoczac cos wpadly na mnie gdy przepakowywalem plecak. Hola, hola – Trinty i Maite – jedziemy razem do Belegez Pension.

Zatyczki do uszu, opaska na oczy. Odpadam na ladnych pare godzin.

Po przebudzeniu nie wiedzialem gdzie jestem. Zajelo mi to pare chwil aby zdac sobie sprawe z nowej lokalizacji. Wylazlem z nory.

Gondar – nic specjalnego – miasteczko jest przede wszystkim baza wypadowa w gory Simien. W centrum miasta wznosi sie ufortyfikowany komplek palacow – siedziba Fasiladasa – cesarza Etiopii, ktory ustanowil w Gonder stolice swojego imperium w 1636 roku. Straszna nuda – ale moze warto zobaczyc – w koncu w Afryce takich miejsc jest niewiele.

“You, you, you” “You, you, you” – powtarzane bez konca, slysze na kazym kroku. Molestowanie w stylu hinduskim – zaczepki i zaczepki. Tak naprawde nalezy to po prostu zlac i zupelnie zignorowac. Turysta = kasa. Albo cukierek czy dlugopis. Nalezy dorwac bialasa, omamic, stlamsic, osaczyc i wydoic. Tak to jest na turystycznym szlaku. Wystarczy miec troche wiecej czasu i zjechac z marszruty Lonely Planet aby spotkac zajebistych, bezinteresownych ludzi.

Biegam z aparatem. Mysle ze dobrym posunieciem bylo zabranie malej lajki z 35mm obiektywem. Wisi sobie z boku, nie rzuca sie w oczy. Szybko sie nia ustawia co trzeba – wlasciwie point and shoot – jezeli sie dobrze pozna aparat. Chodze i strzelam – choc nie jest latwo. Najlepiej sie nie pytac – choc to oczywiscie wbrew zasadom “dobrego turysty” z zachodu. Ja jestem zlym turysta. Widze moment robie zdjecie i w nogi. Aparat jest cichy i dyskretny. Tak naprawde przede wszystkim lokalesi widza bialasa z dziwnymi wlosami, zoltymi od slonca i z 4 tygodniowa broda. A aparat w drugiej kolejnosci.

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged | Comments Off

Lotnisko. Addis Ababa.

Wciaz czulem w zaladku resztki lokalnego bimbru jakim zostalem uraczony poprzedniego wieczoru. Siedzialem niewyspany na lotnisku i z braku innego zajecia skrobalem w notesie.

W nocy nie spalem. O 4 rano mialem zamowiona taksowke na lotnisko. Nie moglem zasnac. Czesto to mam – wiem ze rano musze na lotnisko czy na dworzec a tu trzeba jeszcze ogarnac pare rzeczy. Czlowiek nakrecony myslami i koniec koncow nie moze zasnac w ogole. Poza tym 100 metrow od hotelu do poznych godzin rozbrzmiewaly dzwieki disco.

Taksowkarz juz na mnie czekal. Znow stara lada. Taksiarz – charczacy dziadek, owiniety kocem, gnal szerokimi i pustymi ulicami Addis Ababy – otwierajac na co drugim rondzie drzwi – aby splunac siarczyscie.

Przed lotniskiem zatrzymano nas – rewizja. Wychodzic- rece do gory – a potem nastepowalo macanie w poszukiwaniu bomb i pistoletow.

Rano wszystko sie strasznie wlecze. Na lotnisku kolejna kontrola. A potem jeszcze jedna przed samym boardingiem. Zawsze tak jest ale w Europie jakos to szybciej idzie. Etiopczycy nic nie robia sobie z wykrywaczy metalu. Doslownie co drugi spedza 5 minut na przechodzeniu i cofaniu sie przez bramke. A to pasek, a to cos metalowego na szyi. A no tak zapomnial o butach. Wisiorki, kurtki, zegarki, drobne w kieszeni, zapalniczka. Trwa to dobra godzine zanim przejde.

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged | Comments Off

Addis Ababa. Dzien drugi.

Pierwszego dnia w Addis nie moge sie dobudzic. W pol snie slysze jezyk polski z podworka na ktore wychodza okna mojego pokoju. Zapuchniety wychodze na zewnatrz I spotykam ekipe z Gdanska i Wawy – 3 kolezkow jezdzi po Etiopii wynajetym samochodem. Z nimi siedzi Gosia z Poznania – ktora czeka swoja kumpele Jagode. Tego samego dnia wieczorem okaze sie ze swiat jest maly i wszyscy jakos sie znaja – czy to poprzez net czy tez poprzez wspolnych znajomych…

Wraz z Gosia ruszamy na miasto. Ja musze zalatwic gotowke (wymiana albo z visy) a ona wlasciwie nie ma co robic i postanawia mi potowarzyszyc. Aby sie nieco nakrecic odwiedzamy kafeterie Tomoca – gdzie parza swietne esspreso. Etiopia to ojczyzna kawy – nie jest wiec dziwnego ze kafejki sa na kazym kroku. Potem odwiedzam 5 bankow po kolei – niestety w kazdym jednym odsylaja mnie do nastepnego. Jak juz wczesniej pisalem – banknoty 50dolarowe sprzed 1996 roku sa nieakceptowane.w wielu krajach. W koncu trafiam do Banku Narodowego – gdzie z okienka do okienka przechodzac laduje u samego menadzera glownego dzialu transakcji miedzynarodowych i walutowych. Przez otwarte drzwi (siedze w sekretariacie) slysze jak zalatwia z kims jakas duza finansowa transakcje. Po 45 minutach zaprasza mnie do srodka. Musialo to smiesznie wygladac gdy wyjalem te pomiete szmaciane dolary skomlac o wymiane. Niestety – bankier poradzil mi abym wymienil to na czarnym rynku ;) Poddalem sie – i zdecydowalem sie na wyciagniecie gotowki z visy – tym razem zupelnie nie ma problemu. Place niewielka prowizje i nie ma sprawy.

Miasto nie zachwyca – na pierwszy rzut oka. Chaotyczny mix klimatow wloskich, imperialistycznych, komunistycznych plus slumsy na przemian z nowoczesnymi szkaradnymi wytworami szalonych architektow.

Pewnie przed powrotem bede mogl spedzic tu wiecej czasu – ale to sie jeszcze okaze – plany zmieniaja sie wlasciwie z dnia na dzien.

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged | Comments Off

16 marca 2001 roku – Bahir Dar, Etiopia

Cala ten pomysl aby to przyjechac to niezla jazda. Teraz sie zastanawiam czemu ja do Afryki nie jezdzilem, jak w okolo zgnilego jaja lazilem, nie bylo mi po drodze, sam nie wiem. Intesywnosc doznan na samy poczatku moge porownac jedynie z pierwszym tygodniem w Indiach w 2003 roku

Unikatowosc Etiopii na pewno sie w jednym zdaniu opisac nie da. Mila wiadomoscia dla mnie samego ze wg tutejszego kalendarza mam 25 lat. Dzis jest 16 marca 2001 roku (Khedar 16, 2001). Czyli 11 wrzesnia 2001 roku dopiero nastapi (bo to Nowy Rok w Etiopii). Rok ma 13 miesiecy – 12 miesiecy po 30 dni i jeden po 5 albo 6. To nie wszystko – dzien liczy sie godzinowo od 6 rano czyli od wschodu slonca. Czyli o 10 rano jest tutaj 4 rano. I tak dalej.

Jestem w Bahir Dar. Lece do Lalibeli.

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged | Comments Off

addis ababa – etiopia

Wtorek.

Zostalem sam. Skonczyla sie laba na Zanzi. Troche brak mi dzis pary i mocy. Zaczyna sie wielka niewiadoma – Etiopia. Mam niewiele czasu – jedynie 3 tygodnie. Zdecydowalem sie na polnoc kraju – choc w moze sie duzo jeszcze zmienic – stawiam na brak planu – najwyzej co jego szkielet.

Wieczor w Addis Ababa.

Lot minal szybko. Tylko 15 minut spoznienia. Moj sasiad z boku nie tknal jedzenia, modlil sie cala droge, spogladajac z nienawiscia na ekran video gdzie wyswietlano wyjatkowo debilny film Camp Rock czy cos takiego.

Lotnisko.

Obywatele 33 krajow dostaja wize “on arrival” – Polacy tez. Grzecznie namawiam pania z kontroli granicznej aby wbila mi calostronnicowa wize na istniejaca juz pieczatke jakiegos kraju. 32 strony w paszporcie to dla mnie zdecydowanie za malo. W kantorze probuje “przepchnac” 50 dolarowy banknot z “mala glowa prezydenta” – nie udaje sie – ale ponoc mozna to zrobic w centrum miasta w Commercial Bank. Sprobuje jutro.

Wypijam powitalna kawe – potrojne esspreso i laduje sie do rozpadajacej sie starej Lady. Po drodze do dzielnicy Piazza taksowkarz musi sie zatrzymac u “gommisty” aby napompowac kola.

10 stopni. Zimno. Ciemna noc w jednym z najwiekszych afrykanskich miast. Zatrzymuje sie w Hotelu Baro – 10 dolkow za noc w nedznym pokoiku.

Szukajac czegos do jedzenia trafiam do Ristorante Castelli – slynna wloska knajpa, ponoc najlepsza w calej Etiopii. Jest tu nieprzerwanie od lat 30 – przetrwala wszelkie zawirowania historii. Na scianie zdjecia gosci – Geldof, Clinton, Brangelina etc.

Nie mam juz sily – rano trzba wstac. Wbijam sie do spiwora z polaru, zagrzebuje sie pod sterta kocy i zasypiam

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged | Comments Off

nungwi

zaraz wyjazd robimy z powrotem do stone town…

tak sie rozleniwilem ze nie napisze juz ani slowa …

Posted in on the road, travel | Tagged | Comments Off

zdjecia

kolejne zrobione negatywy trafiaja do plastikowego worka.

latwo sie tu zdjec nie robi – mzungu = money . mieszkancy stone town przyzwyczajeni do turystow i do ich pieniedzy oczekuja od kazdego kasy

uciekam ze starego miasta na blokowiska

tam moze bedzie inaczej

a zdjecia on-line pewnie dopiero na swieta sie pojawia bo znow bez cyfraka pojechalem

Posted in travel | Tagged | Comments Off

Stone Town

Labirynt uliczek przywodzi na mysl mix Starej Hawany, Marakeszu, Delhi razem wzietych – juz dosc plazy i byczenia sie w Matemwe. Rytm dnia jasny – pobudka o 6 rano – 2 godziny robienia zdjec – sniadanie – znow zdjecia i zlatwianie spraw potem czill out z ksiazka a popoludniu zdnow bieganie z aparatem. No i spac bardzo wczesnie. Zapomnialem juz jak to jest, bo w Wawie prowadze zycie nietoperza.

Na Zanzibarze, a dokladnie w centrum miasta w Stone Town szalenstwo – OBAMOMANIA. Dzis na porannej kawie i ginger tea spotkalem Rashida, co w Brukseli pracuje i po swiecie jezdzi. Wielowatkowa rozmowa schodzi oczywiscie na wybory w USA. Wszysy szczesliwi – Afryka i nawet jej muzulmanskie zakatki szaleja ze szczescia. Tak przynajmniej to wyglada. Widac mase ludzi w koszulkach z Obama, plakaty na miescie a w niedziele darmowy koncert w porcie ZANZIBAR FOR OBAMA…

18 listopada wylot do Addis Ababy a 20 listka do Gonderu.

Na Zanzibarze, a dokladnie w centrum miasta w Stone Town szalenstwo – OBAMOMANIA. Dzis na porannej kawie i ginger tea spotkalem Rashida, co w Brukseli pracuje i po swiecie jezdzi. Wszysyc szczesliwi – Afryka i nawet jej muzulmanskie zakatki szaleja ze szczescia. Tak przynajmniej to wyglada. Widac mase ludzi w koszulkach z Obama, plakaty na miescie a w niedziele darmowy koncert w porcie ZANZIBAR FOR OBAMA…

18 listopada wylot do Addis Ababy a 20 listka do Gonderu.

Posted in travel | Tagged | Comments Off

jumbo, zanzibar

27 godzin w samolotach, pociagach i minibusem. Wawa – Amsterdam (4 h w miescie zalanym deszczem) – Nairobi (5 godzin spania na betonie) – Zanzibar

Matemwe, Zanzibar – kawalek zagubionego swiata nad Oceanem Indyjskim – od jutra zaczynam nurkowania, Kasia od dzis zaczela kurs na nurka ;)

No i tyle… daje znaki ze zyje….

Posted in .. | Comments Off

Afryka, Africa.

Klocki układanki zeskanowane – teraz trzeba to złożyć w całość i zostawić 10 zdjęć. A to zrobie po powrocie. W sobote zmykamy na Zanzibar i wschodnie wybrzeże Tanzanii, potem Kaśka do PL a ja do Etiopii… worki filmów, aparat, mały plecak i wygodne buty. Zero łączności, telefonów, klawiatur i ekranów.

Posted in travel | Tagged | Comments Off

Burma / Myanmar / Inle Lake / Yangon / Bagan

Posted in reportage, travel | Tagged , | Comments Off

Cambodia / Kambodża / Sihanoukville / Phnom Penh

Posted in on the road, travel | Tagged | Comments Off

bangkok

Posted in travel | Tagged , | Comments Off

Need Magazine no5

Need Magazine no5 i moje zdjęcia z Ukrainy.

Posted in editorial, work | Comments Off

Birma. Myanmar. People

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged , | Comments Off

Phnom Penh

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged , | Comments Off

Pierwszy tydzień po powrocie. Waszawa

Posted in common life | Tagged , | Comments Off

Birma. Myanmar. People

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged , | Comments Off

Wywiad na flickrze

Interview on flickr Wywiad na flikrze.

Posted in about me | Comments Off

Phnom Penh. Cambodia

Posted in reportage, travel | Tagged , | Comments Off

Yangon. Rangoon. Myanmar. Burma. Streets

Posted in reportage, travel | Tagged , | Comments Off

Prom z Mandalay do Bagan. A ferry from Mandalay to Bagan. Myanmar / Burma

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged , | Comments Off

Birma. Początek skanowania

Odebrałem worek filmów z labu. Okazało się (słusznie przewidywałem wcześniej) ze około 30 filmów (przeterminowanych slajdów) ktore za grosze kupilem w Yangon ma wywaloną czerń i kolory. Pozostało mi tylko przeglądnąc je i zacząc wybierac. Troche kicha ale wiedzialem na co sie decyduję. Przyzwyczajenia z cyfry ze wszystko jest widoczne od razu i gotowe do obrobki w Lightroomie powoduja ze czlowiek jest niecierpliwy i chcialby widziec rezultat natychmiastowo. A tak dobrze nie jest. Decyzja przezucenia sie na analog z powrotem wydaje mi sie kontrowersyjna w dzisiejszych czasach , ale trzeba probowac …

pewnie z tydzien mi to zajmie zanim zeskanuje…

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged , | Comments Off

wawa

no i juz na jamie wlasnej :)

Posted in common life | Comments Off

rejs z mandalay do bagan


a very slow boat from mandalay to bagan from Bart Pogoda on Vimeo.

Posted in movies, on the road, travel | Tagged , , , | Comments Off

Inle Lake


Inle Lake from Bart Pogoda on Vimeo.

Posted in movies, on the road, travel | Tagged , , , | Comments Off

Mandalay


Shwedagon Paya from Bart Pogoda on Vimeo.

Posted in movies, on the road, reportage, travel | Tagged , , , , | Comments Off

Shwedagon Paya, Yangon.


Shwedagon Paya from Bart Pogoda on Vimeo.

Posted in movies | Tagged , , , | Comments Off

zova + le visage + bartek pogoda / wroclaw chillout / 12.X.2008

zova + le visage + bartek pogoda

Posted in about me, exhibition | Comments Off

Yangon, Rangoon, Rangun

Tropikalne deszcze atakuja Yangon z kazdej strony i o kazdej porze dnia. Parasol i sandaly, broczac w kaluzach po kostki , oslaniajac aparat przed deszczem przeciskam sie przez tlum. Przez moment jestem w Chinach, gdzie grubasy w majtach z podwinietymi koszulinami po cyce klepia sie po brzuchach. Przycupniety na czerwonym taboreciku na rogu ulicy, siorbiac herbate, obserwuje jeden wielki uliczny market. Chwile potem jestem w Indiach – Hindusi przywiezieni przez Brytyjczykow sa jedna z wielu mniejszosci narodowowych. Jest jak w Indiach, Bollywood, zapachy, betel spluwany wprost pod nogi przechodniow. Zasiadam w knajpce na chwile aby posilic sie wegetarianskim thali i podrobka coca – coli zwana tu star cola (wg mnie jest lepsza od oryginalu, nie tak slodka, przyjemnie kwaskowata).

Wszystko wokolo gnije, stare budynki powstale podczas panowania Brytyjczykow porasta bujna roslinnosc. Podobnie te rzadowe , opuszczone siedziby premiera, ministrow – rozpadja sie i obrastaja krzakami. W Birmie rzadza astrolodzy – jeden szepna premierowi ze teraz dobry czas aby przeniesc stolice. I Rangun (Yangun) juz nia nie jest. Nowa stolica wybudowana zostala w dzungli – Naypyidaw to od 2005 roku siedziba rzadu. Wjechac tam nie sposob. Trzeba zezwolen i papierkow.

cdn

Posted in on the road, reportage, travel | Tagged , | Comments Off

yangon foto

Jedyne zdjecia jakie zrobilem cyfrowka w Birmie. Reszta po 15 pazdziernika – jak wywolam, zeskanuje, przebiore zdjecia.

Jutro Kambodza.

Posted in on the road, travel | Tagged , | Comments Off

bagan

przez moment blog byl zepsuty, adam przenosil serwery (i dzieki za to jo)

wciaz w birmie, po Yangon przeskoczylem nad Inle Lake, potem Mandalay teraz siedze w Bagan. Generalnie trip klasyczny choc kazdy dzien dlugi i ciekawy… tyle w telegraficznym skroce, zdjec nie bedzie zadnych dopiero jak wroce i po selekcji i ogarnieciu skanow – trzeba zwolnic troche… za tydzien Phnom Penh

Posted in travel | Tagged , | Comments Off

1986 birma

cofam sie pamiecia

kiedy ostatni raz mialem oczy tak szeroko otwarte ze az popekaly mi naczynka

jeden maly skok samolotem-wehikulem czasu

w miejsce gdzie zyja niesamowici ludzie
mieszanka ras, kultur

zapomniane przez swiat

rzadzane przez bardzo absurdalna dyktature

przez najblisze dwa tygodnie

nie bede tu za bardzo pisal

telefony nie dzialaja rowniez

wiec powiedzmy ze zaginalem

w czasie i przestrzeni

Posted in travel | Tagged , | Comments Off

Rainy Bangkok


Rainy Bangkok from Bart Pogoda on Vimeo.

sorry znow ukradlem piosenke,
chyba sam zaczne grac na cybalkach i harmoszce

Posted in movies, on the road, travel | Tagged , , , | Comments Off

zdjęcia z odlotu

nie wziąłem ze sobą żadnej cyfry oprócz canona g9 – zdjęcia zatem ze sredniego formatu po powrocie…

Posted in on the road, travel | Tagged , | Comments Off

Bangkok, Bangkok

przed chwilą się obudziłem i nie wiedziałem gdzie jestem

nic nie mówiące mi otoczenie pokoju hotelowego, anonimowe, gdzie myśli gubią się w szumie klimatyzacji

jest 4 rano

i dzień od wschodu słońca należy rozpocząć

dziś czeka mnie załatwianie wizy do Birmy – w poniedziałek wylot

a tymczasem tropikalny moloch, w którym od 3 lat nie byłem

Posted in travel | Tagged , | Comments Off

łi ar goin tu beczwa tri


Wa are going to Becva 3 from Bart Pogoda on Vimeo.

Posted in itf becva, movies | Tagged , , | Comments Off

sierpień wrzesień jesień idzie

Posted in common life | Tagged , , | Comments Off

Balkan Trip 2004


Balkans Trip from Bart Pogoda on Vimeo.

4 lata temu pojechaliśmy z Bedurem na olimpiade do Aten . I w parę innych miejsc.

Posted in movies, on the road, travel | Tagged , , , , | Comments Off

nirvana u maxy i piotrka na weselu


Smells like polish wedding from Bart Pogoda on Vimeo.

Posted in common life, movies | Tagged , , , | Comments Off

Zebra


Zebra from Bart Pogoda on Vimeo.

Posted in movies | Tagged , , , | Comments Off

kozak w mieszkaniu na saskiej i bedury na stadionie przed zjedzeniem pho

Posted in common life | Tagged , | Comments Off

londek zdrój

Posted in travel | Tagged , | Comments Off

visitors / wizytanci

Posted in common life | Tagged , | Comments Off

wawa

Posted in common life | Tagged , | Comments Off

pewnego wieczoru w paryżu

Posted in travel | Tagged , | Comments Off

oko robal ucho nos

z cyklu: skanowane w niesprzyjająych warunkach.

Posted in common life | Tagged , | Comments Off

magdala

Posted in common life | Tagged , | Comments Off

abramowicz | zieliński

Posted in common life | Tagged , , | Comments Off

kasia w kafce

Posted in common life | Tagged , , | Comments Off

makaospolaroida

Posted in common life | Tagged , | Comments Off

blurb | Cuba & North India | 2 książki

¿Que pasa por la c…
By Bartek Pogoda

 

By Bartek Pogoda

 

Posted in books | Tagged | Comments Off

Jan Żdżarski Jr – Chiny 431 km/h

Chiny 431 km/h – Janek Żdżarski – polecam książkę Juniora :)

Książka przedstawia zmiany, jakie dokonały się w przeciągu ostatniej dekady w Chinach, a także pokazuje te zachodząc właśnie teraz, niejako na naszych oczach, na chwilę przed Igrzyskami. Właśnie to wydarzenie potęguje w ostatnim czasie prędkość przeobrażeń, które i tak już ciężko ogarnąć nawet przeciętnemu Chińczykowi.
Ogłuszają wielkością, obezwładniają szybkością, paraliżują nowoczesnością. Chiny. Te dzisiaj, ale nie te jutro. Jutro będą większe. Nowocześniejsze. Właśnie do tych zmian i ich tempa nawiązuje tytuł, „Chiny 431km/h”, który zaczerpnięty jest z maksymalnej prędkości, jaką osiąga MAGLEV – chińska kolej poruszającej się w tym zawrotnym tempie w Szanghaju. To symbol rozwoju gospodarczego Chin, ale także niebezpieczeństwa jakie niesie ze sobą.
Codzienność zamknięta w setkach zdjęć, przybliża czytelnikowi obraz jutrzejszych Chin, dzisiejszych jej budowniczych i magię jej niegdysiejszej świetności. Obraz marzeń Chińczyków złapany na ulicach wielkich miast i na głębokiej prowincji.. Kontrast pomiędzy wielkim i biednym, ustępującym starym i pędzącym nowym, złapany w gonitwie… na chwilę.
Zamknięte do tej pory na świat, chcą pokazać swoją potęgę gospodarcza, ale również zachwycić swoją wielkości i nowoczesnością. Wszystkie te próby i starania podgląda autor, dziennikarz i fotograf, na co dzień mieszkający w Chinach. Poza często poruszanymi w mediach kwestiami braku poszanowania jednostki, konfliktu tybetańskiego, czy problemów ekologicznych, stara się dostrzec i pokazać codzienność Chińczyków, ich ducha, determinacje, piękno i to coś, co fascynuje, wciąga i każe niedowierzać … Pokazuje nowe, mniej znane twarze Chin.

Posted in .. | Comments Off

iceland | people

Posted in travel | Tagged | Comments Off

z lipca i z sierpnia | kłodzko i wawa

Posted in common life | Tagged , , | Comments Off

Tel Aviv – moja publikacja w Morning Calm Korean Airlines

publikacja w Morning Calm Korean Airlines – zdjęcia z Tel Avivu i Jaffy – niestety tylko część mojego autorstwa.

Posted in editorial, work | Tagged | Comments Off

u adomasów kaszanka i bataty


photomatic u adomasów from Bart Pogoda on Vimeo.

Posted in common life, movies | Tagged , | Comments Off

Life with my neighbour Madonna | Betonowe Mohery sabotują w Kłodzku.

Nie wysypiam się. Poprzestawiany organizm – efekt piwnej krucjaty i pracy nocnej – zmęczone oczy i mózg przechodzą w stan “sleep” o 4-5 rano każdego dnia. No ale do 12 nie pośpie. Już o 8, najpóźniej 9 budzi mnie Madonna. Nie znosze jej. Mam dość i znam wszystkie kawałki z koncertu na dvd na pamięć. Rok temu ktoś nowy wprowadził się piętro wyżej – nie wiem czy ta osoba siedzi cały dzień w domu i kim ona jest – charakteryzuje się natomiast pewną przypadłością – uwielbia słuchać jednej płyty czy kawałka – ale nie przez dzień dwa czy tydzien. Trwa to miesiącami. Rok temu na tapecie była Gwen Stefani i Akon w debilnym kawalku tytulu nie pamietam – puszczanym na okraglo caly dzien przez 2 miesiace. Jako ze siedze w domu jak nie mam roboty wyjazdowej czy zlecenia jestem teraz zmuszony do sluchania Ladislaf Banita, Papa Donpricz, Lajka Werdżin 33 razy dziennie.

Karma – to kara za lata męczenia sąsiada z dołu – ale ja przynajmniej jestem róźnorodny i mam bardzo urozmaiconą kolekcję emeprtrójek.

Móglbym postąpić jak Sabotażysta Wysłannik Moherów i Fanatyków z Kłodzka (moje rodzinne miastO) – odłączyć prąd tym z góry. Skandal i pogrzebanie i tak martwego miasta – w którym ludzie tacy jak Krokodyl i Jeżu próbuja zrobic coś fajnego – niestety spotyka się to z murem sprzeciwu ze strony religyjnych i mentalnych betono-fanatyków.

Posted in common life | Tagged , | Comments Off

berlin

Posted in travel | Tagged | Comments Off

gone fishin’ be back wednesday

Posted in on the road, travel | Tagged , , | Comments Off

….

Posted in travel | Tagged | Comments Off

komputery komputery

Ślęczę przed kompem odkąd wróciłem i nie wygląda na to, aby cos miało się zmienić w najblizszych tygodniach. Poza tym detox, jutro kupuje rower, zero imprez, po 2 miesiacach pubingu – kulturalny grzeczny pan bartek – lato w mieście i tyle.

Posted in .. | Comments Off

volkswagen

przez hotelowe okno w tychach

Posted in .. | Comments Off

kontynuacje

Posted in .. | Comments Off

beer trip b-sides

Posted in .. | Comments Off

Podziękowania

Dzięki wielkie wszystkim za pomoc podczas wyprawy – za dziesiątki maili, porady, pomysły – sorry ze nie każdemu odpisałem, ale tempo zabójcze…

Po tropikalnym Berlinie lece do Monachium… a potem juz Polska.

spać, spać, spać….

Posted in .. | Comments Off

First we take Manhattan, then we take Berlin

ostatni tydzień piwnej krucjaty….

Posted in .. | Comments Off

aktualizacja

aktualizacja

Posted in .. | Comments Off

iceland

Posted in .. | Comments Off

tel aviv

Posted in travel | Comments Off

london

Posted in .. | Comments Off

dublin

Posted in .. | Comments Off

barcelona

Posted in .. | Comments Off

wawa na 12 godzin

i juz w drodze do barcelony…

Posted in .. | Comments Off

paris paris

Posted in .. | Comments Off

new york city

Posted in .. | Comments Off

Montreal

Posted in .. | Comments Off

montreal

bezproblemowy lot i wbitka do robina – projekt rozpoczęty….

Posted in .. | Comments Off

milanówek kontra skierniewice

Posted in .. | Comments Off

majówka w osadzie Koń

Posted in .. | Comments Off

becva part IV : domki, lasek i party pod tesco

Posted in .. | Comments Off

namiot przy królikarni

Posted in .. | Comments Off

ilikethesephotos.com

full screen

chosen by Rob Haggart

Posted in .. | Comments Off

Żule z mojej ulicy


wystawa w przedkpokoju

Posted in .. | Comments Off

poczet mieszkańcow kowieńskiej lata 1999-2008

gdy wyjeżdżałem chata na pradze szła w czyjeś ręce… w przedpokoju powstała wystawa… ;)

Posted in .. | Comments Off

balkon | kowienska

Posted in .. | Comments Off

koniec marca, zaraz wiosna przyjdzie, chyba…

Posted in .. | Comments Off

Kuźnica.

Posted in .. | Comments Off

cape town –> portfolio

Cape Town | Portfolio

Posted in .. | Comments Off

Dwie publikacje

CNN TRAVELLER | Turn off the red light – zdjęcia z Hamburga (do kupienia w Empikach zapewne)

Die Gazette – okładka w niemieckim magazynie polityczno – kulturalnym.

Posted in .. | Comments Off

PL

Posted in .. | Comments Off

Stadion w Cape Town vs. targowisko.

W Cape Town pełną parą trwają prace przed World Cup 2010. A Greenmarket wciąż działa, choć tylko w niedzielę.

Posted in .. | Comments Off

Bo Kaap | Malay Quarter in Cape Town

Posted in .. | Comments Off

shoot

Posted in .. | Comments Off

Table Mountain

Od 3 dni robie jako turysta – wena foto spadla lekko. Zrobilem za to pare widoczkow…. ;) A w niedziele powrot do zasniezonej Polgarii…

Posted in .. | Comments Off

cape town | t r i p s

Posted in .. | Comments Off

shoot

Posted in .. | Comments Off

cape town / kontrasty kontrasy

aj , drugi dzien i jestem zachwycony choc bardzo malo zobaczylem, od jutra dwa dni roboty a potem free time…

Posted in .. | Tagged , , | Comments Off

Agustin Egurrola na Kubie. Zdjęcia dla Magazynu VIVA

Zdjęcia dla Magazynu VIVA. Reszta w numerze z 6 marca 2008 roku. Stylizacja Ania Męczyńska, produkcja Tomek Czmuda.

Posted in editorial, work | Tagged | Comments Off

na becve i spovratem

Posted in .. | Comments Off

Spotkanie z Vladimírem Birgusem

W cyklu spotkań z wybitnymi twórcami tym razem zapraszamy do Starej Galerii ZPAF 13 marca o godz. 18.00 na spotkanie z Vladimirem Birgusem, czołowym współczesnym fotografem, krytykiem i teoretykiem fotografii, wybitnym animatorem i organizatorem czeskiej kultury, dyrektorem Instytutu Twórczej Fotografii Uniwersytetu Śląskiego w Opave (Czechy).

Tematem spotkania będzie organizacja pracy w Instytucie Twórczej Fotografii Uniwersytetu Śląskiego w Opave, program i metody nauczania, a także system egzaminów wstępnych.

wstęp wolny

Posted in .. | Comments Off

last week


Tokiyo robi teczke


Na podłodze


Papa i Kuba


Mibalin. 4 drops.


Po Minimalnej imprezie nad jeziorem

Posted in .. | Comments Off

hospital in kiev.

Posted in .. | Comments Off

between harajuku & shibuya

Posted in .. | Comments Off

czasem sie tak czuje

Posted in .. | Comments Off

pieski

Posted in .. | Comments Off

zagubione odnalezione na kliszy w zepsutej holdze


Pan Bedur i Pan Makao


Pan Makao i Pani Ania


Pan Enerdowski


Pan Kuba i Pani Paula + cień Pana Maćka

Posted in .. | Comments Off

Tanzania z f8

TANZANIA 2008 – zapraszam na f8.

Posted in .. | Comments Off

wawa

juz w PL. Intensywny to byl miesiąc…

Zapraszam na Halogenki

I gratulacje dla Rafała Milacha za World Press Photo :)

Posted in .. | Comments Off

tokyo

Posted in .. | Comments Off

tokyo, day 4

Posted in .. | Comments Off

tokyo

Genialnie w tym miescie. I tyle. Wczoraj 14 godzin chodzenia. Viva lipovitan!

Posted in .. | Comments Off

zima

Posted in .. | Comments Off

tokio. urodziny oli. sobota.

Posted in .. | Tagged , , | Comments Off

tokyo

juz na miejscu… japonia mistrz. potem co nie co.

Posted in .. | Comments Off

zielińscy abramowicze familia

Posted in .. | Comments Off

brukselki

Posted in .. | Comments Off

brussels

Posted in .. | Comments Off

hamburg

Posted in .. | Tagged , , | Comments Off

hamburg, st. pauli

samoloty, lotniska, przejscia, granice, przeloty, przejazdy, pare godzinw domu – wszystko w takim tempie ze w pewnym momencie nie wiedzialem co sie dzieje….

Kijów niesamowity – miałem małą tragedie – dysk sie wywalił zanim zrobiłem backup i straciłem wszystkie zdjecia z Kijowa. Na szczęście pomógl mi doktór Adomas

Do rana walczylem aby odzyskac 50 gb materialu i sie udalo. Potem od razu taxi na dworzec, pociag do gdanska, samolot do Lubeki stamtad autobusem do Hamburga.

A w nocy zrobilem sobie pranie mozgu . klasycznie.

Posted in .. | Tagged , , | Comments Off

kiev, niedziela

Posted in .. | Tagged , , , | Comments Off

Hamburg / nocleg/ poszukiwany

elo, szukam noclegu w Hamburgu od 23 do 25 lub 26 stycznia, dajcie znaki jakby ktoś coś wiedział.

Tymczasem zaliczam kiepską śniegową sobotę przed ekranem kompa w Kijowie

Posted in .. | Comments Off

gadusradu

po latach używania gadugadu rezygnuje z tego czegoś. mozna mnie dorwac przez maila, na skajpie (skype: bartpogoda) albo przez gtalk czyli gmaila (bartpogoda@gmail.com)

oczywiscie nie trzeba zakladac konta jabber wystarczy konto na gmailu . Zreszta Adomas napisal wszytsko

Posted in .. | Comments Off

Kijów, Ukraina

Kijów przywitał mnie jeszcze większą szarówką niż Warszawa po przylocie z Hawany. Na razie oprócz szpitala i odziałow operacyjnych dla małych dzieci (praca dla Need Magazine) widzialem tylko nocny Kijów…. ale jeszcze pare dni zostało. Nici z wyjazdu do Czernobyla – zalatwic wjazdu sie nie da w tak krotkim czasie, a organizacja nie mogla tego wczesniej zalatwic. Next time.

Posted in .. | Tagged , , , | Comments Off

Habana 2

Posted in .. | Comments Off

Habana

Posted in .. | Comments Off

w drodze wciąż

Posted in .. | Comments Off

cuba cuba

od jutra karaiby, przez tydzien, wiec moge miec problem z dostępem do netu – jak cos lapac mnie sms

Posted in .. | Comments Off