Miesięczne archiwum: Marzec 2005

w telegraficznym skrocie

zrobilem 300 km po bezdrozach kambodzy
pailin
granica z tajlandia
zjadlem psa
obstawialem walki kogutow (remis)
spucilem w toalecie 7 czterocentymentrowych karaluchow
spotkalem bylych khmer rouge – dzis juz dziadkow – odpowiedzialnych za masowe mordy w 1975-1979 i w pozniejszych latach rowniez


taki zarys… wieczorem siadam i pisze. klocki sie powoli skladaja w calosc
:)
 Darian Stewart Jersey

Otagowano ,

battambang

o jak dobrze jest podrozowac z dwiema torbami przewieszonymi przez ramie -zmienia sie mobilnosc, nie trzeba za wszelka cene szukac hotelu, latwiej jezdzi sie na tyle ciezarowki i rozpadajacych sie motorowerkach.

mialem znalezc sie w Paillin rano – niestety , Mom, motocyklista ktory mnie dopadl wczoraj (swietna znajomosc angielskiego) przyslal mi innego typa dzisiaj rano (ponoc sam zachorowal), ktory ledwo co po angielsku mowil – znalazlem sie wiec na lodzie…

wyspalem sie do 11. kawa mrozona, sok i jajko – i zastanawiam sie jak by tu dojechac w samo poludnie do paillin – gdzie nie prowadza zadne drogi asfaltowe

paillin to miasto oddalone 20 kilometrow od granicy z Tajlandia – otoczone gesta dzungla i polami minowymi. Tam wciaz zyja Khmer Rouge i maja sie niezle. no zobaczymy – jest przygoda, cos sie dzieje – ide zakupic kraciasta chuste na glowe (khroma) a potem trzeba bedzie poszukac ciezarowki
 Greg Olsen Jersey

Otagowano ,

Z wizytą na prowincji – Prey Veng.

To by? kolejny leniwy dzie? w Phnom Penh. Wsta?em w po?udnie, zmuszony przez temperatur? – pokój zacz?? ju? przypomina? saun?. Tani chi?ski wiatraczek nie dawa? rady, ledwo mieli? rozgrzane powietrze. Nadal nie wiele mog?em chodzi? – stopa ju? si? zagoi?a ale wci?? by?a to dobra wymówka aby nic nie robi?. Oko?o 13 przysz?a P. i zacz??a nawija? o jakim? ?wi?cie czy wyprawie za miasto, na prowincj?. Tylko 50 kilometrów. Nie by?a w stanie wyja?ni? mi co to ma by? za ?wi?to – wszystko organizowa?a rodzina prowadz?ca guesthouse no9 i by?y dwa wolne miejsca na motocyklach (prawdopodobnie dlatego te? mnie wzi?li, ?e mog?em zap?aci? za benzyn?). Nie mia?em nic w planie oprócz klepania w komputer wi?c nie namy?laj?c si? d?u?ej wrzuci?em kamer? i aparat do torby (zapominaj?c o ekstra baterii). „50 kilometrów” okaza?o si? 2 godzinn? podró?? po najgorszych drogach Kambod?y – czasem zakurzona piaszczysta droga ca?kowicie znika?a i jechali?my po prostu po suchym stepie. Co par? minut mija?a nas z naprzeciwka rozp?dzona ci??arówka wzniecaj?c kolejne tumany kurzu, tak, ?e przez moment nie by?o nic wida?. Zachodz?ce s?o?ce szybko znikn??o za horyzontem, jeszcze wcze?nie p?k?a opona w moim motorze i D. zjecha? do warsztatu aby zaklei? d?tk? – zaczyna?em wi?c pow?tpiewa? czy w ogóle dotrzemy na miejsce. Wiedzia?em tylko, ?e jedziemy na po?udniowy – wschód nie maj?c poj?cia jak nazywa si? wioska i co b?dzie si? w ogóle dzia?o.

Zatrzymali?my si? jeszcze po drodze „aby si? co? napi?” – tym „czym?” okaza? si? sok palmowy – mocne wino robione z kokosa o zapachu zgni?ych jajek. W kompletniej ciemno?ci gdzie? przy dziurawej drodze zosta?em uraczony ciep?ym alkoholem polewanym z aluminiowych czajników.

I tak znalaz?em si? w jednej z niewielkich wiosek w prowincji Prey Veng – jak si? potem okaza?o. Tu mieszka ca?a rodzina z „number 9”, która tego dnia mia?a si? modli? w rocznic? ?mierci jednego z cz?onków rodziny, odprawi? z?e duchy, spotka? si? z przyjació?mi i krewnymi a tak?e zabawi? si? na ca?ego.

Wokó? sto?ów k??bi? si? t?um. Wy?owi?em par? znajomych twarzy – Khmerów pracuj?cych w no9. Spotykam jeszcze S. z Kanady – która zakocha?a si? w jednym z cz?onków rodziny, kupi?a ziemi? w Siem Reap i zamierza zbudowa? hotel. Ulokowali mnie przy jednym ze sto?ów, na którym b?yskawicznie wyl?dowa?y talerze, ry?, miska pe?na lodu, browary, s?odkie kie?baski, szpinak i mi?so wo?owe. Cz??? go?ci zacz??a je??, starsi natomiast zasiedli pod scen? na której dwóch mnichów odprawia?o modlitw? za dusz? zmar?ego. Dzieciaki k??bi?y si? wokó? sto?ów zbieraj?c puste puszki po moczop?dnym i wodnistym piwie Bayon (2 centy w skupie z?omu), który przypomina mi odrobin? ameryka?skiego Budweisera – ta sama klasa sików. W zwi?zku z jego znikom? moc? pokaza?em tubylcom jak wypi? browczyka w dwie sekundy – metoda zwana obrzyn (kluczem, no?em czy innym ostrym narz?dziem ostro?nie robi si? dziur? przy spodzie puszki, potem przyk?ada si? do ust, poci?ga zawleczk? i szybko prze?yka jej zawarto??) jak zwykle zadzia?a?a – karton 24 piwek zakupionych 15 minut wcze?niej znikn?? w ?o??dkach biesiadników i na stole pojawi?y si? czajniki z sokiem palmowym, o którym wzmiankowa?em wcze?niej.

Impreza coraz bardziej si? rozkr?ca?a – mnisi znikn?li w klasztorze, na scen? wniesiono instrumenty muzyczne, g?o?niki, wyznaczone miejsce do ta?ca. Kapela na ?ywo z dwiema wokalistkami z krzykliwym makija?em, w seksownych ciuszkach i prowadz?cym wokalist? wbitym w kiczowaty garniturek rozpocz??a od hitów i sko?czy?a na hitach – czasem w roli wokalistów pojawia?o si? trzech cz?onków rodziny – im wi?cej piwa lub soku palmowego tym bardziej byli skorzy do ?piewania.

Tak?e moje postrzeganie rzeczywisto?ci uleg?o zmianie – w kó?ko toasty i wykrzykiwane z entuzjazmem „ciol kau” (fonetycznie z khmerskiego na polski – na zdrowie) – wytrwa?em do trzeciej nad ranem i pad?em na pod?og? w jednym z domów. Rano znów zbudzi?y mnie d?wi?ki muzyki i modlitwy mnichów. Pi?. Kac przeogromny – wyczo?ga?em si? z chaty w poszukiwaniu wody. W wsi wrza?o – po paru godzinach snu wi?kszo?? m??czyzn zaj??a si? czyszczeniem, krojeniem i gotowaniem wieprzowiny w sporych garach nad ogniskiem wznieconym w pó?metrowym dole. Kobiety siedzia?y na ziemi przygotowuj?c warzywa. Na ?niadanie podano galaretki, kleik i papk? zawini?t? w zielonego li?cia oraz du?e ilo?ci gorzkiej herbaty. Niedziela na kambod?a?skiej wsi. Sielanka w pal?cym s?o?cu. Wioska ko?czy?a si? zanim si? na dobre zacz??a – niewiele ponad dziesi?? gospodarstw z zagrodami. Woko?o palmy, pola ry?owe – o tej porze roku wyschni?te i uprawy ogórków. „Proste ?ycie na wsi – jak powiedzia? mi potem R. jeden z pracowników w no9 – nie mog? si? doczeka?, a? znów b?d? tam móg? zamieszka?, w Phnom Penh czuj? si? jak w wi?zieniu” . Rozmawiam tak?e z szefem no9 – du?y kole?, ko?o 40, szeroko u?miechni?ty przechadza si? po wiosce bez koszuli, z magnum 45 w kaburze przypi?tej do pasa oraz krótkofalówk? i komórk?, która w?a?ciwie nie dzia?a – brak zasi?gu sieci komórkowej. Mówi mi, ?e na prowincji zawsze chodzi z broni? na wierzchu – pot?guje to jego siln? pozycje, cz?owieka z kontaktami w rz?dzie i „nie tylko”. Jest jak ojciec chrzestny – siedz?c na skraju pola co kwadrans pozdrawia mnie „boss” wychodz?cy na krótk? rozmow? z jednym lub z dwoma za ka?dym innymi cz?onkami rodziny lub te? którym? z s?siadów b?d? znajomych. W odleg?o?ci 100 metrów od zabudowa? rozmawiaj? przez chwil?, siedz?c w kucki i pal?c szlugi. Ciekaw by?em o czym rozprawiaj?. Siedzia?em w cieniu palmy przez dobr? godzin? obserwuj?c ca?y ten ceremonia?.

Zdjecia z Prey Veng

Wieczorem znów Phnom Penh. Tu nie zrobi?em w?a?ciwie nic przez ca?y tydzie?. „Zrywanie si?” z ?ó?ka o 12-13, Internet, klepanie w laptopa, czasem wyskok do miasta, gromadne ogl?danie zachodów s?o?ca nad Boeng Kak, czasem uczenie si? khmerskiego i „inne rzeczy”. Jest upalnie, ci??kie powietrze, zbli?a si? kwiecie? – najgor?tszy miesi?c w roku w Kambod?y. Kupi?em bilet do Battambang na 7 rano. Nie id? spa?, bo boj? si?, ?e nie wstan?. Musz? spakowa? tylko dwie ma?e torby – du?y plecak zostawi? w Phnom Penh. Z zesz?orocznych do?wiadcze? wiem, ?e trudno podró?uje si? na ci??arówkach i zapchanych lokalnych autobusach z du?ym baga?em. Jedna para gaci, 2 koszulki, aparat, laptop, kamera i sarong – ruszam do Paillin a stamt?d zamierzam ruszy? pó?nocnym szlakiem wzd?u? granicy z Tajlandi? – ?ladem Khmer Rouge.


nad ranem wlaczylem TV – znow trzesienie ziemi – mysle ze na tym sie nie skonczy…
 Adrian Peterson Authentic Jersey

Otagowano ,

Prey Veng


Nocna wizyta w melinie. 48 puszek parszywego piwka Bayon zakupione


Biba – browary, sok palmowy, herbata mrozona, slodkie kielbaski, ryz i swinskie mieso – nie wplywa korzystnie na wzrok


Zapomnita o karaoke – khmerskie kapele na zywo daja rowno


Poranny zrzut


Zupa z knura


Knur we wlasnej osobie (glowie)


 Rashaan Evans Authentic Jersey

Otagowano ,

Droga z Krong Koh Kong do Phnom Penh

Na autobusy w Tajlandii nigdy nie zdarzy?o mi si? narzeka?. Wygodne, szybko przemieszczaj? si? z punktu A do punktu B po nowoczesnych autostradach. Podró? z Bangkoku do Trat to by? moment. Obudzili mnie dopiero na przystani sk?d odp?ywaj? promy na Koh Chang – tropikaln? wysp? przy granicy z Kambod??. Wypi?em 2 mocne kawy, jajka i tost znikn??y w moim ?o??dku, chwil? potem podjecha? truck do Trat, sk?d wzi??em minivana do Hat Lek, miasta granicznego. Spotykam Joela Ly – Khmera, który w kwietniu 1975 roku uciek? z obl??onego przez Czerwonych Khmerów Phnom Penh. Dotar? do Sajgonu – dok?adnie wtedy gdy ko?czy?a si? wojna w Wietnamie, Amerykanie w po?piechu pakowali manatki i ewakuowali ambasad?. Joel przez rok mieszka? w Wietnamie, aby przedosta? si? do Francji. Osiad? w Pary?u, tam pozna? swoj? ?on? – równie? z Kambod?y. Obecnie Joel pracuje dla UNHCR (United Nations High Commissioner for Refugees) w Bujumbura w Burundi. Uwielbia swoj? prac? – mo?e pracowa? dla uchod?ców, jak mówi, sam przecie? by? jednym z nich 30 lat temu. Przez ca?y rok podró?uje pomi?dzy Pary?em, Tanzani?, Burundi, Bangkokiem i Phnom Penh. ?ona mieszka w Phnom Penh, opiekuje si? mieszkaniem, które kupili par? lat temu, syn studiuje w Pary?u – ca?a rodzina w rozjazdach…

Przekraczamy granic?. Tajscy s?u?bi?ci d?ugo ogl?daj? mój paszport i uprzejmie informuj? mnie, ?e nie b?d? móg? wróci? do Tajlandii na mojej wizie – przytakuj?, zabieram paszport i przechodz? na khmersk? stron? granicy. Od razu otacza mnie 15 typów chc?cych ubi? interes, podwie?? mnie taksówk? czy minibusem. Odganiam ich i szybko kieruj? si? do khmerskiej s?u?by granicznej. Tam chc? 1100 bhatów za wiz? (30$) – oczywi?cie jest to ?ciema – wiem, ?e mog? zap?aci? 20 dolarów w gotówce i wy?mia? ich kosmiczny przelicznik bhatów na dolary. S?u?bi?ci d?ugo si? broni? przed dolarami i nie chc? ich przyj?? – w ko?cu po d?ugiej wymianie zda? opuszczam budynek z wbit? khmersk? wiz? wa?n? na miesi?c. Pó?niej si? dowiaduj?, ?e praca na granicy to ca?kiem spora kasa – ?eby dosta? tu posad? prawie wszyscy musz? zap?aci? spor? ?apówk? wy?szym urz?dasom w Phnom Penh, aby potem z kolei pobiera? ?apówki od przemytników i ?ci?ga? zawy?one op?aty za wizy od turystów (na jednej wizie maj? 10 dolarów na czysto).

Kambod?a. Miasto graniczne Krong Koh Kong jest jak ka?de inne graniczne miasto w krajach s?abiej rozwini?tych. Kasyna, nielegalny obrót walutami i towarami, przemyt pigu?ek do Tajlandii, kontrabanda na szerok? skal?. Krong Koh Kong ma prawdopodobnie ?wietlan? przysz?o?? przed sob?, bo le?y na trasie z Bangkoku do Sajgonu przez Phnom Penh a tak?e mog?a by to by? doskona?a baza wypadowa na okoliczne wyspy, które w przeciwie?stwie do wysp w Tajlandii, prawie wcale nie maj? rozwini?tej infrastruktury turystycznej – wi?c s? atrakcyjn? alternatyw? do przepe?nionych wysp po tajskiej stronie granicy.

Miasto jest przygn?biaj?ce. Szare budynki, stragany zawalone przemycanymi papierosami, alkoholem i gad?etami. Wraz z Joelem zastanawiamy si? jak najszybciej dosta? si? do Phnom Penh. Jedna z opcji to szybka ?ód? do Sihanoukville a stamt?d autobus do stolicy. W naszym przypadku jest ju? za pó?no – ?ódka do Sihanoukville odp?yn??a o 8 rano, wi?c nie pozostaje nam nic innego jak szuka? bezpo?redniego transportu do PP. Za miejsce w minibusie chc? 15 dolarów. Postanawiamy poczeka? i siadamy w kafejce przy bazarze. Joel, mówi?cy po khmersku nie ma problemu ze znalezieniem taksówki do Phnom Penh – potrzeba tylko jeszcze jednego pasa?era na tylne siedzenie (z regu?y upychaj? 4 osoby) Toyoty Camry. Znajduje si? po chwili – ogromny 2 metrowy rybak z Alaski – Walt, który przez reszt? drogi b?dzie raczy? nas lodowymi opowie?ciami o orkach zabójcach, polowaniach na bia?e nied?wiedzie, o ?niegu co zasypa? jego trapersk? chatk?, holowaniu tankowców z rop? i jako?ci rybiego mi?sa o ró?nych porach roku. Z kolei Joel skromnie siedzi nic nie mówi – ale on te? prze?y? swoje. Droga mija szybko, wysiadamy 4 razy z samochodu aby przemie?ci? si? rzecznym promem. Droga nie jest taka z?a, kamienista nawierzchnia, zero asfaltu, kurz i d?ungla w oko?o– siedzimy z ty?u w trójk? z baga?ami na kolanach. Z przodu 3 pasa?erów i kierowca ?ci?ni?ci jak sardynki w puszce. Dopiero w okolicach Sre Ambel zaczyna si? asfaltowa nawierzchnia.

Phnom Penh. Znów GH no9, spotkanie ze starymi znajomymi. Jest inaczej ni? rok temu, a mo?e jest tak samo tylko, ?e teraz mam si? do czego odnie??. Dziwne historie kr??? woko?o – kto? umar?, inny zwariowa?, romanse, choroby, seks i zbrodnia. Zbrodnia i kara. W samej Kambod?y dzieje si? wiele, wystarczy otworzy? gazet?: ptasia grypa, bunt w wi?zieniu (20 trupów), awantury na obrze?ach PP (z regu?y walki wr?cz i na no?e w pi?tkowe i sobotnie wieczory w khmerskich dyskotekach i karaoke). Zbieram te historie, mo?e co? z tego b?dzie.

Jak ten leszcz ostatni zostawi?em ?adowark? do laptopa w Bangkoku. 3 dni nie by?o jak pracowa? w ko?cu uda?o mi si? dorwa? za 70$ now?. Czasem si? zastanawiam gdzie po?o?y?em mózg.

Stopa si? zagoi?a, kolejna blizna do kolekcji. Od jutra zaczynam biega? po mie?cie, albo po?ycz? rower – to b?dzie dobry trening przed rowerow? wypraw? po Japonii…

Fotografie – z Krong Koh Kong do Phnom Penh

 Tomas Plekanec Womens Jersey

Otagowano ,

z koh kong do phnom penh


Toyota najlepsza na bezdroza Kambodzy. 6 godzin z granicy w Koh Kong do Phnom Penh. 3 pasazerow z tylu 3 z przodu plus kierowca zfascynowany filmem „Miszcz kierwonicy ucieka”


Za sterem jednego z 4 promow na ktore musielismy sie wbic


Joel Ly – kiedys uchodzca – w kwietniu 1975 uciekl z oblezonego przez Czerwonych Khmerow Phnom Penh do Sajgonu z ktorego wlasnie uciekli Amerykanie. Potem trafil do Francji. Tego dnia w drodze do domu w Phnom Penh, gdzie mieszka jego zona. Joel pracuje na rzecz uchodzcow w Burundi…

 Mason Crosby Authentic Jersey

Otagowano ,

phnom penh

znow
dziwnie
dobrze
bardzo

potem wiecej
 Dennis Kelly Authentic Jersey

Otagowano ,

parę nudnych zdjęć


 Keyshawn Johnson Authentic Jersey

Otagowano ,

fuckmepaymefuckmepayme

Pró?nia. Samotno?? w mie?cie szeptaj?cym waginalnie fuckmepaymefuckmepayme. Pustka w g?owie, szczególnie gdy nie mo?na zasn??. Próbuj? napisa? artyku?. Wiem o czym to ma by?, mam wszystkie jego sk?adowe w jednym folderze, lecz nie mog? z?o?y? tego w kup?. Och, Tezaurusie pomó? – my?l?, szukaj?c odpowiednich s?ów, nerwowo klikaj?c prawym przyciskiem myszki – nic z tego – te pieprzone synonimy z Worda jako? kompletnie nie pasuj? do tego co mam w g?owie (do pustki ;)). Mam ochot? si? schowa? uciec jednocze?nie co? mnie tu trzyma. W Bangkoku ?atwo my?li si? kutasem – albo kutas my?li za ciebie – cho? nie ma to wi?kszego sensu, zdaj? sobie spraw?. Ludzkie zoo – szczególnie nad ranem, w okolicach stacji Nana SkyTrain. Jak?e inaczej to wszystko si? odbiera b?d?c trze?wym na umy?le a jedynym ?rodkiem dopinguj?cym s? redbulle, M-150 i inne wynalazki, które ch?odz? si? w lodówkach setek seven-eleven porozrzucanych po ca?ym mie?cie. Pono? te napoje zawieraj? jakie? pochodne amfetaminy. Zgodz? si? – serce mi wali jak oszala?e, mo?e to przez te w?a?nie napoje a mo?e przez te obrazy migaj?ce mi przed oczyma. Pieprzy? to – ostatni dzie? w Bangkoku – nie wchodz? w ten interes, obserwuj?, my?l? i zalewam si? potem – ró?nica w temperaturze pomi?dzy dniem a noc? jest znikoma.
Siadam na schodach zamkni?tej stacji metra i z góry obserwuj? ca?e to widowisko. Znikam. Taksówka, powrót do hotelu, sen nie nadchodzi. Pakuj? plecak, zmieniam opatrunek na nodze. Check out o 7 rano. Kupuj? bilet do granicy z Kambod?? na wieczorny autobus i wsiadam na ?ódk? do centrum miasta. Sky Train, Air z ipoda, futurystyczno-betonowe widoki. Kawa w sturbucks i szlajanie si? po okolicy Siam Center. Lubi? to miejsce. Lubi? patrze? na ludzi robi?cych zakupy, pi?kne dziewczyny biegn?ce do szko?y, hordy turystów z zachodu, tak innych od tego wszystkiego. Lubi? Bangkok z jego wszystkimi z?ymi i dobrymi stronami. W?a?ciwie móg?bym tu troch? pomieszka?, wynaj?? jeden z tych apartamentów nad rzek? za 800 zeta na miesi?c (30-40 metrów kwadratowych, wspania?y widok i basen). By?o by dobrze. No i jeszcze jaka? niez?a praca – wzi?tego fotografa ;) hehe… cz?owiek niewyspany dziwnie my?li. Nevermind. Zachodz? do kina. Trwa miesi?c japo?ski. Akurat na czasie. Akurat trafia w mój stan umys?u. Kupuj? bilet na pierwszy lepszy film który graj? akurat w samo po?udnie. Strasznie mi si? spa? i film jest w sam raz aby dwie godziny przekima?. Akcja? Brak. Ale to ok. Dziewczyna je?dzi tramwajem, ?pi, je, rozmawia przez telefon, kupuje zegarek, odwiedza rodziców – wszystko w ?ó?wim tempie, oczy mi si? klej? i w ko?cu zasypiam. Wychodz? na zewn?trz i mam wra?enie jakbym by? w Japonii – wie?owce, designerskie sklepy, wszystko jest kawai. 24 godziny bez snu to zawsze stan i?cie narkotyczny. Czas wraca?.

Jack Johnson – In Between Dreams – ta plyta wkrecila mnie totalnie – zreszt? jak poprzednie. Wszystko si? wpasowa?o.
 Kyle Turris Authentic Jersey

Otagowano ,

bangkok

Pot. Móg?bym bra? prysznic 5 razy dziennie. Móg?bym le?e? w wodzie ca?y dzie? i naprawd? mia?bym gdzie? gdy skóra na moich d?oniach skurczy?aby si? od wilgoci. P?yny. 4 litry wody dziennie, nie licz?c soków pomara?czowych, napojów gazowanych i wieczornego spo?ywania Changa (piwo powoduj?ce, ?e ka?dy nast?pny dzie? jest jeszcze bardziej mizerny ni? poprzedni). Powietrze. G?ste, brudne, ci??kie. Miasto. Wspania?e. Gdy spojrzysz na nie z góry, z obracaj?cego si? tarasu widokowego na samej górze jednego z drapaczy chmur. Horyzont. Zabudowania miasta nikn? w smogu i mgle, ci?gn?c si? a? po horyzont – ?y?ami, aortami i ?limakami ulic. Gdybym nie spojrza? tam z góry nie zdawa?bym sobie sprawy jak wielkie jest. 20 lat temu by?y tu tylko kana?y nad rzek?, w?skie ulice i niska zabudowa. 333 wie?owce ?miej? si? teraz ze swoich starszych kar?owatych braci. 666 wie?owce nie b?d? si? ju? mia?y z czego ?mia?, bo ci 2-3 pi?trowi bracia nie b?d? ju? istnie?. Powstanie jeszcze wi?cej dróg, supermarketów, apartamentowców.

Jest 3:33 rano. Za oknem pieje kogut. Sk?d on si? tu wzi???

Musz? oczywi?cie doda?, ?e wiatrak miele atmosfer?, gdy siedz? i pisz? z plecami przyklejonymi do drewnianej ?ciany w pokoju 301 w Chai House.

Ju? ponad tydzie?. Wieczno??. Mia?em zosta? 3-4 dni i uciec na wysp?, pole?e? na pla?y a potem odby? 15 godzin? podró? do Phnom Penh. Ró?ne wydarzenia, spotkani ludzie i par? przygód spowodowa?y, ?e nadal tu jestem.

Kao San Road – jak zwykle ten sam burdel. O tym ju? kiedy? pisa?em. Pisa?em? Tego miejsca nie da si? opisa?. Oczywi?cie mo?na stwierdzi? na pierwszy rzut oka „to nie jest Tajlandia” – ale nie jestem w stanie odpowiedzie? na pytanie „czym jest Kao San?” Mo?e kiedy? spróbuj?.

Pojawi?y si? nowe plany. O nich b?dzie potem. Prawdopodobnie jak dotr? do Chin. Rowerem przez Kraj Kwitn?cej Wi?ni majaczy gdzie? w g?owie – a data powrotu do domu zamazuje mi si? przed oczami. S? nowe mo?liwo?ci, jest kolejny poziom, jest POMYS?.

Tymczasem jestem tu, w Bangkoku. Bang Cocku. My left foot. Moja lewa stopa ju? nie boli. Cho? nie mog? jej ca?ej postawi? na ziemi. Ale po kolei. 2 dni temu dosz?o do spotkania – 3 Polaków siedzia?o i ton??o w rozmowie pe?nej inspiracji i nowych idei. Heh. Trzech 30 latków – ja nim b?d? za 15 miesi?cy. Magiczna liczba. Dla niektórych. Jak dla mnie to mo?e by?. Ale nie o tym mia?o by?. W ka?dym razie siedzieli?my na ulicy, potem w apartamencie z którego rozci?ga? si? wspania?y widok na rzek?, most i miasto zalewane strumieniami wody prosto z nieba. Nieco bli?ej by? basen – basen, deszcz, 7 rano, ostatni browar – brzmi nie?le. Idziemy. Akcja z wchodzeniem na niego sko?czy?a si? tak, ?e rozci??em sobie stop? – albo inaczej p?k?a mi stopa na d?ugo?ci i g??boko?ci 2 centymetrów, pojawi?o si? mi?sko i trzeba by?o odwiedzi? szpital. Tajski szpital publiczny. P. pojecha? do domu, T. wpad? ze mn? ?rodka – szybka rejestracja na podstawie legitymacji prasowej – nawet nie pytali o paszport czy ubezpieczenie – szybko mnie przyj?li i 5 minut pó?niej mruga?y mi lampy pod sufitem. Le?a?em na ?ó?ku czekaj?c na zabieg – ko?o mnie le?a?a umieraj?ca babcia, a chwil? pó?niej przywie?li 23 letniego niedosz?ego notorycznego samobójc?, który poci?? ?y?y tak nieprofesjonalnie, ?e zamiast do piek?a trafi? do szpitala. Jego angielski by? niez?y – rozmawiali?my o – zabrzmi banalnie – o ?yciu. M?ody chcia? si? zabi? bo si? pok?óci? z ojcem, którego mia?em okazj? pozna? chwil? pó?niej. Pojawi? si? w stroju do joggingu z roztrz?sion? ?on? i córk?, która chyba w?a?ni wychodzi?a do szko?y. Nie wiem. Patrzy?em na nich. Wygl?dali na dobrych ludzi – 2 + 2 model rodzinki, gdzie wszystko powinno by? ok. Ale co? nie wysz?o. Potem po?egna?em si? i zawie?li mnie na zabieg, wymienili?my si? mailami, ?yczy?em mu powodzenia, ten przysi?g?, ?e wi?cej nie b?dzie tego próbowa?. B?d? trzyma? za niego kciuki i za jego rodzink? te?. Zabieg – czyszczenie, znieczulenie, szycie. T. spa? na ?awce w poczekalni a ja polaz?em wykupi? antybiotyki i zap?aci? za opatrunek – koszt wizyty 10 zeta. Powrót do hotelu. P?yn??em tuktukiem, który zazwyczaj si? jedzie – ale ulice zamieni?y si? w rzek? po oberwaniu chmury. Sen. Stopa. Ból.

Ledwo teraz chodz?, cho? jak powiedzieli – tydzie? czasu i b?dzie ok. Codziennie je?d?? zmienia? opatrunki do szpitala, gdzie czekam w kolejce z ró?nymi mumiami (wi?kszo?? poszkodowani w wypadkach na motorze). Ranka jest niewielka – ale musz? uwa?a? na zaka?enie. Do?? u?alania si? – wszystko b?dzie dobrze wkrótce.
——-
Errata

Ju? jest dobrze. Poszed?em do klinki – opatrzyli, zrobili jeszcze raz opatrunek i mog? chodzic. W nocy w sobote jade do Kambod?y.

 Dale Hawerchuck Womens Jersey

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Otagowano ,