Yearly Archives: 2004

bombaj

Trzeba zapisywać wszystko.
Zapachy, dźwięki, obrazy.
Ubrać je w słowa.
Myśli są ulotne.
Wspomnienia się zacierają.

Przyzwyczajenie, adaptacja do nowego miejsca sprawia, że te sytuacje, które na pierwszy rzut oka zadziwiają, po jakimś czasie wydaję się mało ciekawe, zwykłe – zmęczenie upał szybko wprowadzają w stan lenistwa i nicnierobienia.

Moskwa, lotnisko. 30.12.2004

Przedostatni dzień tego dziwnego roku. W którym tyle się zdarzyło – zarówno dobrego jak i złego – ale to oceni historia.

Lotnisko pełne sklepów wolnocłowych, cen w euro, hinduskich rodzin palących kadzidełka pod schodami prowadzącymi na górne piętro lotniska które tak dobrze znam – spędziłem tu ładnych parę godzin lecąc do Delhi i z powrotem w 2003 roku.

3 godziny nerwowego snu, wizyta w szpitalu z rana – badania wyciętego tor biela wypadły dobrze – wszystko jest OK, a resztki szwów wkrótce wypadną. Monika zabiera mnie na lotnisko – widzę się z tatą przez 3 minuty, jest też Kufel i Makao – błyskawiczne pożegnanie i już siedzę w tupolewie do Moskwy.

Spotykam polskiego Mongoła – Anu – zapewne jest bywalcem dyskotek w Ułan Bator, opowiada mi o tamtejszych realiach, cenach, drogach, samochodach, mrozie, śniegu, stepie, jurtach, dyskotekach w szarej betonowej stolicy Mongolii. Skończył liceum w Warszawie – teraz studiuje turystykę w Ułan Bator. Może kiedyś zahaczę te okolice – każdy kontakt dobry.

Mam jeszcze 2 godziny na lotnisku. Laptop chyba ucierpiał – trzeba go lekko podkleić – nie wiem kiedy się to stało ale wnikać nie będę – superglue i taśma izolacyjna załatwią sprawę.

Jestem zmęczony. Przerażony brakiem planu – trzęsienie ziemi i tsunami zrobiły swoje – i miejsca w które miałem jechać po prostu nie istnieją. Daję sobie 2 tygodnie na wymyślenie najbliższych 2 miesięcy.

Lot z Moskwy do Mumbaju – mariaz induskiego pociagu z dobra radziecka technika – tak sie jeszcze nie balem – turbulencje, pijane Rosjanki, induskie rodziny, scisk, tumult ale i szczeslwe ladowanie.

Jestem w Mumbai.

Posted in .., India, travel | Tagged

kierunek Indie

już dziś. brak mi słów w tym momencie. zakończyłem pakowanie, rzucam okiem na serwisy newsowe, jeszcze raz przeglądam dobytek podróżny, chyba wszystko dopilnowane. jutro bombaj. dzis okęcie, popołudniu moskwa

cieszę się i smutno mi zarazem – jest przedziwnie, niepokoj w sercu i radość w głowie…

będzie się działo… czwarta duża wyprawa i chyba już czas na zmiany

życzę Wam wszystkim pięknego 2005…

Posted in .. |

absyntnenci

dżunia + mako

Posted in .. |

zabawkowy

Posted in .. |

zgodnie z tradycja

bezstresowych swiat, dobrego zarcia w humanitarnych
ilosciach, przydatnych prezentow, usmiechu, spotkania z rodzina i przyjaciolmi,
niesiedzenia przed TV i znosnego kaca. a potem jeszcze niespodziewanie dobrej
zabawy na sylwestra …. ufff… no i macie 2005.
Posted in .. |

jelenie na powiślu

Posted in .. |

góglę

“poszukaj se w google” – odpowiedź dobra na każdą okazję.

dziś dzień spotkań – gdzie bym nie wszedł, usiadł, zaszedł pojawiały się znane twarze – warszawa kurczy się – wkrótce zniknie

The Last Saturday in Warsaw Fever – na lokalach na fortach mokotowskich – raclawicka 99 – tylko nie wiem w ktorym – Blasam, Klinika, Pruderia – wahadłowo. Ostatni szabas w Wawie przed wyjazdem

….

Krótki film o jechaniu na digitalife
przy tej okazji stworzyłem NUDART czyli rzeczy z nudów. Inne filmy na WIDEOBLOG.PL – ktore narazie jest digitalife.net – ale domena już moja więc coś tam powstanie – jak sama nazwa wskazuje bedzie to coś powiązane z wideoblogami.

Posted in .. |

with the lights out

Słucham boxu Nirvany. Zapuściłem tak bez przekonania godzinę temu. I wciąż słucham.

Kiedyś. Lata temu byłem wielkim fanem – może za dużo powiedziane – ale Pearl Jam Nirvana Alice in Chains Soundgarden Mudhoney Red Hot Chili Peppers królowały w mojej znakomitej kolekcji kaset firmy TAKT prosto z Musik Weltu (kultowy sklep muzyczny w kłodzku) albo z bazarku koło szkoły podstawowej numer 3. Był to rok 1991 lub 2 w każdy razie w tych okolicach. Była gitara kupiona przez mojego ojca w Nachodzie (jak sie teraz nie nauczysz na niej grać to ją wyrzuce na śmietnik). Nauczyłem się. W dniu gdy umarł Kurt wpadł do mnie Wujek (było dwóch Wujków – bracia bliźniacy potem znikneli, gdzies na wschodzie Polski, prawdopodbnie w Białym stoku) i w ten kwietniowy poranek wybrzdąkaliśmy hołd dla Kurta siedząc na balkonie mojego mieszkania w najdłuższym falowcu w województwie wałbrzyskim.

Słucham teraz Nirvany po latach – moj mózg skażony muzyką świata odbiera jednak na dobrej fali.

Kawałki z 1988 roku – Kurt solo z gitarą gdzies w zapyziałym prowincjonalnym Aberdeen, zamieszkałego przez psychopatyczną masę ludzką – drwali, kierowców cięzarówek, pań z supermarketu, pryszczatych skejtów i nieprzekupnych policjantów.

Ja pod koniec 2004 ze słuchawkami na uszach w zapyziałej Warszawie, zamieszkanej przez psychopatyczną masę ludzką – kierowców taksówek, sąsiadów, panie z warszywniaka, bakaczy, duchy z internetu, przekupionych policjantów, smutnych motorniczych, wściekłych niuń, pewnych siebie kierowców, hiphopowców, zawstydzonych wędkarzy, kominiarzy, akrobatki, wmetrzegrajków, ciastkarzy, wykupionych polityków, piłkarzy, latających elektrycznych narciarzy, finansistki i malarzy.

Posted in .. |

słowa kluczowe na dziś

kłodzko, rano, jajecznica, kawa, 13.12, wywiad, jaruzelski, gazeta, wanna, szwy, miasto, spacer, marta, nowy, paszport, urząd, wrocław, pociąg, dworzec, warszawa,

Posted in .. |

miejski autostopwicz


23h okolice stadionu

- Te morda co wy tu robicie
- .. ee zdjecia?
- a czego
- no . eerh . otoczenia, wiesz, tych bud
- a po co?
- tak po prostu my tak mamy
- … a macie gandzie? wymienie sie na spida
- nie nie mamy
- te morda no to moze mnie na mińską podrzucicie
- .. eer… nie stary innym razem
- k**** macie bryke k***** jakbym mial to bym was wzial
- … [decydujemy sie na zabranie łepka]
- dobra siadaj do przodu
- na mińską morda
- … [milczymy]
- ej chlopaki spadla mi giwera
- … [konsternacja kontrolowana]
- wiecie taka na kulki…
- a co z nia robisz?
- przydaje sie
- ….

Skręcamy w grochowska i jedziemy na mińską

- morda a ile ta bryczka pociągnie
- no troche
- ej dawaj tu przyduś
- e no co ty

Młody mówi ze ma 16 lat wraca od panny, a tu ma graife jaka na malowal, wyjmuje z kurty zgiętą kartke z maziajami tagami i hasłem przewodnim HWDP – chwile potem na grochowskiej widzmy to samo ale na murze. Mlody sie chwali ze to jego i opowiada historie o przejebanej sytuacji w szkole, o swojej dyrektorce, deskorolkach, dżointach i brykach. Wysadzamy go, ten oczywiscie przypomina mi o giwerze zalegajacej pod siedzeniem. Koleś dziekuje nam i zmyka z plastikową spluwą w okolicach przystanku autobusowego na rondzie wiatraczna.

Posted in .. |

kebab z che i see-threepio na ostro na cieńkim

Posted in .. |

racławicka 99

Posted in .. |

powrót

do żywych.

Posted in .. |

okablowany

z niecierpliwoscia czekam na moment gdy wszystkie urzadzenia bedą bezprzewodowe. siedze w łóżku z laptoem, wlasciwie trudno sie ruszyc – wyglądam jak mutant z panelem sterowania i kablami wystającymi spod koca. pech pech – wlasnie mi sie spalil komp stacjonarny po 3 latach bezproblemowej jazdy. shit- i to w czasie montowania kolejnego filmu- mam tylko nadzieje ze dyski twrde nienaruszone.

odliczam czas – jeszcze 3 tygodnie

w planach biba pozegnalna – od razu sie okreslam ze to bedzie 17-18 grudnia jeszcze nie wiem czy piatek czy sobota, ale dam znak wczesniej….

Posted in .. |

digitalife

nowe na digitalife

Posted in .. |

dilerki

Od dawna juz nie byłem tak wczesnie na miescie. i chyba zapomniałem jaki to dramat stać w korku pomiedzy 7-10 rano – dzizaz – a jak spadnie deszcz czy nie daj panie śnieg to juz kwadratowa katastrofa i pięcio literowe słowa na K miotane przez podminowanych rajdowców

pojechałem do sanepidu – miłe panie (hm… co ciekawe – większość pań lekarek miało podwójne nazwiska na pieczątkach i identyfikatorach) – jak się dowiedziały, że do Azji (mój boże do Indii!!! ) to zwietrzyły we mnie człowieka na którym można zużyć parę igieł. Badanie HBsAB i szczepienia Typhoid i Polio – wyłożyły mi jeszcze listę zagrożeń i na co musze (KONIECZNIE!!!) sie zaszczepić – gdybym chciał to koniecznie uczynić miałbym portfel szczuplejszy o jakies 7 paczek. Na szczęście te co trza (szczepionki) mam i już luz.

W końcu wyszło słońce – naprawiłem rury pod zlewem (te co mi zakładali defaultowo to porażka na całości) używająć do tego dziadka do orzechów zostawionego kiedyś przez byłą kochankę

chyba czas zapodać kuskus z brokułami, grzybkami, kalafiorem i masą przypraw.

i jeszcze musze kupić sąsiadowi farbę do sufitu – szkoda że pewnikiem biały sufit typ posiada bo mam na składzie parę litrów pomaranczowej farby – do upłynnienia

Posted in .. |

… 6 rano

znów przestawiam zegar bio. znów nie spie aby potem móc pójść spać normalnie …

.

w związku z pęknięciem rury podzlewowej nie mam wody. sąsiad zalany i tym razem nie dokonał tego przy pomocy półlitrówki …

.

miałem coś napisać ale chyba pójdę zrobić kawę i jajka …

.

już grudzień …

Posted in .. |

na północy noc

Byłem dzisiaj w szpitalu. Nie lubie. Smierdzi śmiercią i dopiero tam pojawia ci się niejasne skażone jesiennym błotem światełko – najlepiej było by nie chorować, nie miewać przykrych schorzeń, żyć długo i zdrowo a potem umrzeć. Raz a dobrze. Zanim znalazłem swój oddział – jeździłem windami, wąchałem lizol, kupiłem hallsy w aptece i podziwiałem tych wszystkich ludzi w białych kompletnie nietwarzyowych uniformach, którzy muszą tam przychodzić do pracy, dzień w dzień. W końcu znalazłem swoją poczekalnie i czekałemm, niegrzecznie nadstawiając ucha – dochodziły mnie strzępki zdań, rozmów telefonicznych, zamknąłem oczy. A może nawet zasnąłem na chwilę.

Znów badania, USG i krzywa uwaga pielęgniarki “ależ tu ubiera się obuwie ochronne”. Przeraża mnie sam fakt mojej nieznajomosci obyczajów szpitalnych. W szpitalu byłem raz jak miałem 3 latka (mieszkając u dziadków na wsi, walczyłem z baranem na śmierć i życie – zostałem znokautowany, może nie w pierwszej czy drugiej rundzie, ale już potem straciłem przytomność – tryumf tryka był krótki – zabił go mój tata i wełniasty skurwiel skończył na stole a ja wciąż chodzę po tej tragicznej planecie – ze szramą z tyłu głowy i lekkim pierdolcem). Późniejsze wizyty były sporadyczne i słabo je pamiętam, w każdym razie nie wracałem tam jako pacjent.

Na dniach znów nim będę. Na szczęscie to tylko mały zabieg.

Poprzestawiane w głowie wszystko. Do góry nogami. Samochód zamienił się w śmietnik. MIeszkanie w burdel. Mózg się zlasował. Uszy zarosły włosami. Na wschodzie rewolucja, na zachodzie dewaluacja wartosci, na północy noc, na południu też nie za dobrze. Wszystko jednak jest jak najbardziej odwracalne.

Posted in .. |

przez okienko na plac teatralny

Posted in .. |

cdq pogodno

miałem siedzieć w domu. właściwie nawet tam tkwiłem przez moment – dopiero co wrociłem z miasta – przebita opona w samochodzie, rewia na lodzie, dziki tłum w tramwaju, sesja której nie było w pewnym teatrze, 2 aspiryny i 2 piguły antigrippe dawno rozpuszczone w żołądku.

dzwoni bedur – koncert pogodno – jedziemy więc – było przednio – dawno przestałem już chodzić na koncerty – jeszcze tak niedawno potrafiłem wbić się w pociąg i jechać za granicę, tudzież do innego miasta naszego pięknego kraju aby zobaczyc kapelkę na żywo – te czasy poszly w niepamięć – będąc w polsce zauważam u siebie cechy niepoprawnego mieszczucha – przedkladającego swój komfort ponad….

ale już za miesiąc z okładem jeszcze w tym roku znajdę się na subkontynencie indyjskim. bilet zakupiony. teraz goni mnie tylko i wyłącznie czas….

nie nudze już. bo strasznie nudzę ostatnio. jak zapewne niektórzy z tych co tu zaglądają zauważyli – nie mam nic do powiedzenia ani do pokazania – wiąże się to z paroma rzeczami – trzeba będzie zaktualizować swoje podejscie do spraw. nie będzie juz tak samo . nie bedzie tak jak jeszcze 2-3 lata temu.

chciałbym. marzę. myślę. jestem.

Posted in .. |

d i g i t a l i f e . n e t

digitalife.net zaczyna odżywać – będzie więcej filmów – oczywiscie wszystkie kompletnie nieprawdziwe i całkiem bezsensu więc odradzam oglądanie

Posted in .. |

wypad do kłodzka

dzis rano jeszcze lazilem po kłodzku, załatwiając sprawy, urzędy i inne. potem skok do wrocka i juz wawa.

dworzec, kebab, dwaczterdziesci tramwaj, zacięte twarze i nieubłaganie zblizajaca się zima

sprawy nabieraja coraz wiekszych obrotow

Posted in .. |

yo

11.04 – biba w klinice urodziny paru typów. W divx , 14 mega.

Posted in .. |

juri + von Reden + martwa ptica

Posted in .. |

warszawa taka jaka jest taka jest

Sąd Rejonowy / Śródmiasto – moloch – setki rozpraw – z trudem znajduję pokoik, na drugim piętrze. Myślalem ze to juz dawno przeterminowa sprawa no ale widać swój finał miała dopiero mieć dziś, 9 listopada 2004. Oskarżony przyznał się od razu, nie trzeba było nawet przesłuchiwać świadków (mnie i 2 innych typów – którzy tak naprawdę sami nie mieli pojęcia czemu tu są). Ja też ich nie widziałem w czasie zdarzenia – bo przecież świadkami zajścia byli całkiem inni bohaterowie. Mniejsza z tym.

Jechałem przez miasto. W deszczu zawsze jest najgorzej – wszyscy nadal naciskają na pedał gazu, jakby wciąż było słoneczne suche lato. Czasem się boję. Jestem w sieci. Miasto niknie mi w oczach. Jest coraz mniejsze. Coraz bardziej mokre i tak bardzo znajome pomimo swojej nieprzystępności. Taki czas.

playlist: sidney polak, the strokes, franz ferdinand, mos def

Posted in .. |

ucieczka do Indii

Mroziewicz wznowił swoją “Ucieczkę” – warto przeczytac – świetne reportaże

a ja tez mam swoją “ucieczkę” – marta zadzowniła z dobrą wiadomością ze mam rezerwacje na 30 grudnia do Bombaju….

spinam sie jeszcze bardziej w sobie i do przodu. trzeba kupić zapas guarany – mniej spać i zasuwać


Obiecałem przekazać i wrzucić na strone i robie to:


9tego listopada w społecznej szkole na nowowiejskiej (pry metrze polibuda), ma miejsce impreza. Polega na handlowaniu jakimiś pierdołami, dzieciaki przygotowują różne atrakcje (loteria fantowa, ciekawa interpretacja take five’a (m.in. elektryczna gitara, flet poprzeczny, perkusja i sax), jakieś żarcie, aukcja fot, co kto przyniesie i wymysli). Chodzi o zebranie jakiejś kasy na dzieciaki z Biesłanu. Zaproszenie jest otwarte dla wszystkich, każda złotówencja do przodu będzie wartościowa.

Ul Nowowiejska 5
Wtorek 9/11/2004
Od godz 16 do 19

… przeslal Tomek

Posted in .. |

.

Posted in .. |

gszypowy slajdszou

Posted in .. |

w ogrodzie

Posted in .. |

poranki

czasem czuję się jak w dniu świstaka

nie dziś jednak

zaraz zjazd do katowic aby od razu stamtad wracac

busz – znow busz – zapraszamy na kolejne 4 lata nieustannego show – będzie ciekawie ale czy bedzie dobrze? na pewno nie to drugie. 4000000000 $ wydane na kampanie obu kandydatow tylko po to aby znow byly takie same wyniki jak 4 lata temu.


gotta go gotta go

Posted in .. |

klinika

Posted in .. |

pociąg relacji Lwów – Kijów

Za duzo się dzieje na świecie.

Posted in .. |

1 listopada

Tym razem zostałem w Warszawie. Tak wyszło…

Cmentarze – znalazłem fotki z różnych cmentarzy… tak w klimacie…

zaparzam kolejną herbatę, ślęczę przy kompie, oglądam Klute na tvp1.

czas na zmiany

Posted in .. |

fall

Posted in .. |

fall

Posted in .. |

ufff..

2 ibupromy i juz chyba lepiej. spalem jak zabity do 13. wczoraj caly dzien męka z wytworami majkrosoftu. instalki i intalki. trzeba bylo zrobic porzadki na dyskach – podszedlem do tego w sposob bardzo luzny ale rzeczywistosc mnie przygwożdzila do fotela. gdyby nie dr adomas nie wiem czy bym sie wykaraskal. wiec … o czym to mialo byc? wlasciwie o niczym. siedze w trafficu, piatek wieczor, warszawa tetni zyciem, samotnosc w miescie gdzie niby nic sie nie dzieje i jest tak bardzo strasznie i nie dobrze…

….w glowie Tom Waits – Real Gone – pierwsza od lat plyta miszczunia

…lista “to do” w ipodzie wydluza sie niemilosiernie – na brak zajec nie narzekam, ale cos mniej w tym wszystkim szalenstwa wiecej kalkulacji “jakby-tu-zrobic-aby-zarobic” – trzeba jednak – gdy w glowie uroil sie nowy plan.

codziennie w nocy google.news dostarcza mi njusy z rejonow bedacych moim celem na pierwsze polrocze 2005…

dobrze, ze już piatek. tgif

Posted in .. |

pazdziernik

nie mam kiedy pisac, robic zdjec, wrzucac na strone…
juz mysle o kolejnym wyjezdzie, nadchodzi jesien, mobilizuje sie, zbieram zlecenia, szukam pracy, przegladam mapy, czytam czytam czytam, buszuje w sieci…

prawdopodobnie Indie Poludniowe, Birma i skok do Kambodzy… co bedzie to bedzie…

Posted in .. |

amsterdam

juz po paryzu. teraz amsterdam. wbitka w hotel i zaraz miasto. 14 w polsce. w telegraficznym skrocie. yo

Posted in .. |

chinese wedding

Posted in .. |

metropolis

Posted in .. |

metropolis

Posted in .. |

babcia vs mao

Posted in .. |

super lucky cat

Posted in .. |

zieloni w metrze. zaraz zaczyna sie mecz

Posted in .. |

les

Posted in .. |

pitę

Posted in .. |

kim

Posted in .. |

francuski piesek

Posted in .. |

widok z okna

Posted in .. |

paris

6 tabletek z DIABLO GUARANA 6 redbulli 1700 km 20 h jazdy , 1 godzina snu…. ale musze leciec…. paryz wciaga

potem wiecej

wifispot orly

Posted in .. |

polaroid test

Posted in .. |

a w

Posted in .. |

geronimo!

Posted in .. |

maggie cheung

Posted in .. |

wio pola roid ixus yo

Posted in .. |

vs

Posted in .. |

proszę pukać

Posted in .. |

wifi mobajlnosc i w ogole

na razie znalazlem buw – daja dobra kawe i mozna za darmo posiedziec w sieci (wifi). dosc siedzenia w chacie. od wczoraj jestem mobajlny… :)))

jezeli ktos z tych nielicznych osobek zwiedzajacych ta strone zna mile miejsca z darmowym wifi prosze o znak… z gory dzieki….

Posted in .. |

siedze w domu, jakas gryppa mnie dorwała, wsuwam czosnek i jem piguły, czytam i gniję przed ekranem.

Posted in .. |

nanako

nanako

Posted in .. |

nanako

Posted in .. |

satrudej najt fiwa

Posted in .. |

rózne tam takie

targa mną nerw. dużo jak zwykle się dzieje. czasem za dużo. ale “święty spokój” mnie nie interesi…

hm – może ktoś mi odpowie? co robi ten dziwny człowieczek animowany gdy zapala sie sygnał po skonczeniu programu ma publicznej TV?

przekrój i forum stały się za krótkie. za 5 zeta 15 minut czytania. bezsensu.

czekam na laptopa. nie będę już musiał siedzieć w domu. teraz miasto i miejscówki z wifi. nowa rzeczywistość.

Posted in .. |

wypuść mnie a spełnie 3 twoje życzenia

Posted in .. |

wino + wino = 3 wina

od lat, odkąd tu mieszkam, chłopaki od rana do nocy kombinują obliczają dodają odejmują skupują oddają pożyczają. dla mnie to ciężka matematyka

Posted in .. |

bartoadomasodamus

Dawno już nie wstałem tak wcześnie. Kawa. Prysznic. No i rozmowa na giegie z adomasem z rana.


bart 07:44 >> na karaibach znow sztorm
bart 07:44 >> ja jebie
bart 07:44 >> 600 osob trupow

adomassss 07:44 >> rany boskie
adomassss 07:45 >> niedlugo trzeba sie ewakuowac z tej planety
adomassss 07:45 >> klimat sie zmienia na niekorzysc
adomassss 07:45 >> mysle ze w lecie beda tornada w polsce i znowu hektary lasu polamie

bart 07:50 >> jade
bart 07:50 >> mam nadzieje ze nie bedzie trzesienia ziemi

—-
parę godzin później
—-
adomassss 14:17 >> w onecie wlasnie podali ze w okolicach elku w Polsce bylo trzesienie ziemi , 4 w sali richtera

aż zadrżałem ze strachu…

Posted in .. |

dżezradio

jazzradio jak wezme prysznic, zjem coś, ustawie sobie mózg, wsiąde w samochód to na 16 tam dojade. dziś

Posted in .. |

leszek kołakowski

co jest ważne w zyciu

ale na szczęście więcej na papierze.

Posted in .. |

krótka wycieczka windą

Posted in .. |

miasto przez przednią szybę

Posted in .. |

rialto

Posted in .. |

problems

no. to dziala w miare juz. doszlo do dżoint wenczer bloga z fotoblogiem i chyba tak jest kul ;)

co jeszcze? zniknely 3 msc notek i bloga – ale jak mi donosi moj człowiek imć Adomas trwają prace nad rekonstrukcją zdarzeń – więc wkrótce lipiec sierpien i wrzesien powróca z niebytu i znow będą w archiwum.

yo

Posted in .. |

NEU NEW NUEVO NOVE NOWE

Athens 2004

Mostar i Sarajevo

Niedziela w Bari

Test Drive Corfu

jestem, mam nadzieję ze jeszcze pobędę bo tyle do zrobienia.

Posted in .. |

autostrada. hungaria

Posted in .. |

sarajevo. golf

Posted in .. |

bosnia i hercegovina. bedur

Posted in .. |

pop-kultura

Posted in .. |

tren: brindisi – bari

Posted in .. |

paparazzi polują na sławnych kuracjuszy

Posted in .. |

athens 2004

Posted in .. |

sarajevo

Posted in .. |

athens 2004

Posted in .. |

athens 2004

Posted in .. |

sarajevo

Posted in .. |

dubrovnik

Posted in .. |

pod akropolem

Posted in .. |

dubrovnik


Wyjazd robie robotny do piątku. 5000 zdjęc z wyjazdu – troche zajmie to czasu. Ale bedzie Druga Twarz Aten, Test Drive Corfu, Niedziela w Bari, Sarajewo i Mostar oraz zdjęcia z drogi. No i pewnie coś więcej.

bedur dorzucił też i swoje

Posted in .. |

sleepless in sleeping bag


bedur zrobił

Posted in .. |

test drive / corfu

Posted in .. |

przed śłubem w niedzielne popołudnie w bari – matrix po włosku

Posted in .. |

find the way – athens 2004

Posted in .. |

athens 2004

Posted in .. |

black cat no white cat / sarajevo

Posted in .. |

chinatown athens

Posted in .. |

sarajevo

dzis w nocy uciekamy do wawy przez budapeszt. jeszcze tylko pare krotkich filmow na festiwalu filmowym ktory ma teraz miejsce i 26 godzin jazdy pociagami.

Posted in .. |

welcome to sarajevo

okazalo sie ze pensjonat konak ktorego szukalismy nieistnieje. tzn istnieje – kazdy pensionat to KONAK bo serbsko-chorwacku-bosniacku-jugoslowiansku-slowiansku-skuskusku – wszystko to metlik tygiel miszmasz kulturowy… miasto imprezuje. balkany sie bawia. po wojenna melanzownia. trzeba korzystac z zycia…

nocleg w miejscu od dobrym filingu. przywitani rakija zrzucilismy plecaki do sali wielosobowej. ludzie z calego swiata, living room zawaloy butelkami, niedopalkami, towarzystwo mosci sie na rozwalonych sofach, pewnie wyniesionych z jakiegos domu podczas wojennej zawieruchy.

powstaja firmy, sklepy, ulice pelne golfow VW (8 na 10 samochodow), mnostwo knajp, ludzie sieda na ulicy na wygodnych krzeslach – to kontrastuje z ruinami, dziurami po kulach w scianach budynkow. mlodzi odstawieni, ulice pelne laseczek i koszykarzy z zelowanmi wlosami.

atmosfera dobra. podoba mi sie tu. tak po prostu. swojsko sie czuje.

Posted in .. |

mostar wcziera dzis sarajevo

no i jestesmy w bosni-hercegowinie

i wiecej nic nie pisye bo sie nie da ymienic klawiszy na ludzki uklad …. tylko HR co oznacya pryestawienie klawisyz

jutro wiecej moye

Posted in .. |

bari – dubrovnik

nie spimy nadal sensownie, wciaz w ruchu, z promu na prom, z pociagu w autobus, dziesiatki kilometrow wydeptanych ulic i chodnikow paru miast i jeszcze ta niezapomniana jazda motorami po Corfu…

Podroz promem z Corfu na Brindisi – tysiace Italiancow, lezacych pokotem gdzie popadnie – zasnelismy poczatkowo na pokladzie, ale przyszedl sztormik i wiatr potargal nasze mumie. Stloczeni przy scianie w korytarzu prowadzacym do mesy przetrwalismy podroz.

Szybki skok pociagiem do sennego niedzielnego Bari, ktore zaskakuje od samego poczatku. Przez caly dzien wloczega i robienie zdjec w klimatycznym starym miescie. Mieszanka seksu, krucyfiksow, swietych, kosciolow, maczomenow z zelem na wlosie, prostytutek, rodzin z dziecmi i starszych pan odzianych w czarne szaty… calosc na zdjeciach za tydzien

W nocy znow prom i rano wita nas slonce w chorwackiej krainie. Za 15 euro na leb mamy po raz pierwszy apartament z kuchnia i kibelkiem. Pranie, mycie, zdzieranie brudu i dezynfekcja klapek.

Teraz miasto i grzanie sie w sloncu.

Wyjazd maksymalnie intenstywny i genialny. Minelo dopiero 6 dni a mam wrazenie jakby to byla wiecznosc. Jeszcze tydzien.

jedyny mankament to uplywajaca kasa – ceny w euro malo litosciwe…

Posted in .. |

jazda

Wyspa jest wspaniala. Korfu pokryte jest siecia drog, sciezek ktore prowadza w najbardziej nieoczekiwane miejscowki. Plaze, zatoczki, zapomniane przez wszystkich wioski, w ktorych zero turystow (ci natomiast sa prawie wszedzie – siedza w drogich knajpach i gapia sie w morze).

Wczoraj zrobilismy “tylko” 120 kilometrow. Nocleg na kempingu, wino za 3 euro kupione u czerwononosego Greka gdzies w gorach a wczesniej kapiel w morzu.

Dzis tak jak wczoraj – caly dzien na motorach – skonczymy o 9 wieczorem.

Posted in .. |

corfu town

400 km zrobionych w 35 godzin po calej wyspie. Chyba nas pogrzalo slonce za bardzo ale jak wpadlismy do miasta o zachodzie slonca to “bylismy pierwsi zawsze” jak to rzekl bedur. przezylismy choc bylo czasem cieplo.

Rachel z Californi z korzeniami gdzies na wyspach Polinezji czekala na autobus. Szyja w kolnierzu, wywrocila sie wczesniej na quadzie (taki 4kolowiec). Trza bylo dobry uczynek zrobic wiec zabralem ja do Corfu Town i na zlamanie karku wrocilem z powrotem na druga strone wyspy gdzie bedur odchodzil od zmyslow, bo ani nie zabralem komorki a laske mialem podwiezc wlasciwie tylko do Sinidares……

potem zgubilismy sie jeszcze zyliard razy

teraz czekamy na prom do brindisi

te wpisy na bloga maja charkater calkowicie informacyjny jak widac i tak chyba bedzie.

nie chce mi sie tu siedziec rzekl bedur i opuszczamy ta kafejke netowa gdzie 5 euro za godzine sie buli. nara rebiata

Posted in .. |

korfu

Ulice Aten nigdy nie byly tak czyste. Tylko w mniej reprezentacyjnych dzielnicach, gdzie mniejsze prawdopodobienstwo aby turysta przybyly na olipiade sie napatoczyl, syf jak zawsze. Nowe obiekty olimpijskie, czyste, sterylne metro, tramwaje, kosmiczne sauny na szynach pelne ludzi z calego swiata duszacych sie w upale. Grecy sa bardzo dumni. Udalo sie. Nie nalezy chwalic dnia przed zachodem slonca, ale chyba sie jednak udalo. Wszystko dziala na cacy, nawet sklepikarze przeszli przyspieszony kurs jezyka angielskiego – wlasciwie nie spotkalem osoby z ktora nie daloby sie dogadac. Organizacja tez bez zarzutu.

Wczoraj mecz USA-Australia – bez wielkich emocji, ale fajnie bylo popatrzec.

W nocy wyjazd z Aten na Korfu. Bilet za 30 euro i z rana jestesmy z Bedurem na wyspie.

Jutro w nocy prom do Brindisi. Potem pociag do Bari a stamtad w niedziele do Dubrowvnika. Co bysmy zrobili bez telefonow komorkowcych? Chyba niewiele – a tak wszystko bezbolesnie sie zalatwia, rezerwacje, sprawy, wszystko sie dzieje szybko i bez bolu.

Zaraz wynajmujemy skutery na 35 godzin i objezdzamy Korfu dookola.

Posted in .. |

ateny

olympiada. olympiada.

na Otylie nie zdazylismy – 200 euro u konikow bilety.

samo miasto zajebiste. pisze w telegraficznym skrocie bo zasuwamy jak male samochodziki metrem, z buta, autobusami. zdjecia sie robia.

jutro uciekamy w nocy z aten na korfu.

tyle

Posted in .. |

katowice 02.18 am

zjazd z Kłodzka i już przygody. Pociag do Wrocka w pierwszym wagonie Oaza, drugi pierwszoklasowo pusty a w trzecim hiphopowcy wracajacy z festiwalu w Czechach (zipera, wwo dali rady jak sie od ziomków dowiedzielśmy). droga więc mijała szybko i bezboleśnie. W pociagu do Katowic – prasówka w towarzystwie typa wracającego z Vampiriady oraz kolarza słuchającego starej płyty Kasi Kowalskiej na swojej nokii.

Katowice puste. Znudzony taksiarz krzyknał 200 zeta za kurs na lotnisko, i zszedł do 100 po tym jak do jego uszu doszedł smiech mój i bedura.

O 9 rano gorące Ateny…

Posted in .. |

jutro czy pojutrze


… hem. no więc zdążyłem już zapuścić brzuch, 2 dni w domciu i odpowiednia dieta plus alkohole. poza tym zgolę brodę zostawię wąsy, mam tez czerwony kapelusz z polskim orzełkiem – i jedziemy na olimpiade :) moja siostra kazała mi złoty medal przywieźć

bedzie wesoło. kolejny wypad bez planu.

Posted in .. |

kko

w kłodzku orzeźwiające powietrze. bluza z kapturem stos gazet i siadam na zewnatrz pod dachem oglądając deszcz.

zawieszenie.

Posted in .. |

13 w piątek

Zaczął się dzień jak zwykle ostatnio – od radia94 i jakiegos łomotu gitarowego – to najlepiej na przebudzenie działa. Wstaję więc – jajka na cebluce i grzanki plus herbatka. Spakowany i gotowy zamawiam taxi na dworzec.

Trafia mi sie taksiarz frustrat. Przez cała drogę raczy mnie swoimi spostrzeżeniami na temat tego pięknego świata w jakim przyszło nam żyć.

“Idioci, debile, głąby, idioci, debile, głąby, idioci, debile, głąby” rozpadające się cierpiarskie taxi (taksówkarz cierpiarz – ten cierpiarz się wziął jeszcze z pierwszych lat w wawie – to od kumpla P. sie nauczyłem, który zauwazył, że taksiarze bardzo cierpią – przynajmniej takie sprawiają wrażenie – zatem Cierpiarze). Monolog pełen nienawiści kontrastował z muza w stylu nat king cole ale przetworzoną na pop-papke. Dowiedziałem się paru miłych rzeczy o korkach, chujowym mieście, przyjezdnych wiochmenach, pierdolonych wietnamcach i tak w kółko.

Na dworcu spoko. Bilet – express do Wrocka a stamtąd do Kłodzka. 6h44m – czyli błyskawicznie wręcz.

Zostaje jeszcze kwesja kluczy – ma je odebrać Mini, ale jeszcze tego nie wiem, ale dziś pechowy dzień. Minimalowi nie odpala laskowóz, utknął w garażu i trza szukać kogoś innego odebrał ode mnie klucze i przekazał je M.

Bedur jedzie od strony galerii Mokotów pojawia się w 9 minut. Wrzucam klucze przez okno i puszczam się pędem na peron 3, skąd w tempie TGV odjezdza mi express do Wrocka i po chwili znika w tunelu. Była by jeszcze szansa łapać go na zachodnim ale vlak się tam nie zatrzymuje.

Pani w kasie informuje mnie z uśmiechem ze nic dziwnego w końcu dziś 13 w piątek. Tym samym czeka mnie jazda 10 godzin i 3h czekania na dworcu.

NZabijam czas teraz siedząc w kafejce netowej pisząc coś na bloga.

Moja podróż się dopiero rozpoczęła a już przygody. Trza się na nowo uczyć cierpliwości, w końcu wkrótce południowa leniwa mentalność i niespodziewane przypadki.

Posted in .. |

zlomo

Posted in .. |

sza-doły

Posted in .. |

nocnajazda

Posted in .. |

pop-ołudnie

Posted in .. |

spocony poniedziałek

dziś oprócz kuskusa (przepis A.) nic nie zrobiłem. aha – no coś tam załatwiłem ale na drugą stronę wisły się nie przebiłem. cały dzień w łóżku – czytająć Ojca Chrzestnego, tygodnik Forum i gazete. W nocy jednak do pracy trzeba bedzie sie zabrać, ale starsznie sie nie chce…..

czasem mi brakuje…

Posted in .. |

bankomaty bankomaty


w kolejce do drukarni pieniedzorów

Posted in .. |

urodziny w sajgonie

urodziny u szefa sajgonskiej mafii. na zdjęciu A. – zajmuje się przemycaniem hery w mrożonych sajgonkach

Posted in .. |

niedziela

ostatnio bardzo intenstywnie. ani sie obejrzalem został mi tylko tydzien do wyjazdu. własciwie 5 dni. w piatek spadówa na południe do ulubionego Kłodzka. w poniedziałek w nocy wyjazd do Katowic i samolot do Aten. plan jest. wiele niewiadomych lecz pewnikiem bedzie zajebiscie.

Posted in .. |

rejs w miejscu stojąc


czyli melanż na pewnej imprezieeef

Posted in .. |

praga połnoc

Posted in .. |

praga połnoc

Posted in .. |

praga połnoc

Posted in .. |

supersampler w akcji po raz pierwszy

Posted in .. |

krąg

Posted in .. |

manggha

Posted in .. |

kraków

Posted in .. |

kraków kazimierz

Posted in .. |

koniec sesji

Posted in .. |

cracków

sesja mody jesiennej i kraków jak znalazł – opcja późny depresyjny listopad, ocean deszczu z nieba non stop, mgiełka, Kazimierz, stragany z książkami, knajpki, zakręcona miło ekipa.

jest dobrze, trochę na wariackich papierach i chyba zostane do późnej soboty.

Posted in .. |

kowalska przyjechala i pojechala

Posted in .. |

dżunia żdżara jr.

Posted in .. |

kawa u bedura.


zapuścić ‘ going inside ‘ – John Frusciante

Posted in .. |

jezusowa broda w kiblu czyli golenie o 2 rano

Posted in .. |

killbillzwei

Posted in .. |

pigułowy dzień

w upalną niedzielę porwałem się z motyką na słońce, albo raczej z longboardem. kręcąc mały filmik, że niby tu zjeżdżam hardkorowo po dróżce gdzieś w parku przy morskim oku, wjechałem w dziurę i poleciałem uderzając z impetem o krzywą i dziurawą nawierzchnię.

film 3 minutowy do pewnego projektu jeszcze zdążyliśmy uskutecznić na trasie siekierkowskiej

potem zabrałem jeszcze m. i jej narzeczonego z hiszpani do a. który mieszka w jakiś krzaczorach w rembertowie (oczywiscie on twierdzi ze to nie krzaczory i ze jest przepieknie heh).

uświadczyć apteke o północy po azjatyckiej cześci wawy – ciężka sprawa – w końcu sie udało.

cały dzień na srodkach przeciwbolowych – dobrze że się spi – kuracja łapy udała się jednakże i po 24 h mogę już podłubać w nosie.

nie mam kiedy robić zdjęc. przeglądam katalog z ostatniego miesiaca – same pijackie mordy, zamazane jotpegi, krzywe kadry, jednym słowem zdjęcia z imprez – zdjęc b. a. m. i innych mam tyle, ile oni sami chyba nie mają własnych – mam nadzieje, że będą kiedyś sławni i te pare gigafot owych postaci przydzadzą się na cos – więc kochani, zróbcie coś z tym.

..

5 rano. Skonczylem ogladac kolejne odcinki Sopranos i jutro skończę 4 serię i z niecierpliwością czekam na 5.

..

nawarstwia się coraz więcej do roboty. pierdól i większych rzeczy. czas leci. nie mam kiedy zajać się samym sobą i nie tylko sobą. w chaciesyf, nie zrobilem nadal badan kontrolnych, nie odpisuje na maile czytając tylko i naciskając DEL. nie skonczylem swojej strony, nie spotkalem się z tatą, nie poszedłem na basen, po raz kolejny odmówilem grania w piłkę, ani razu nie byłem w kinie, po podłodze walają sięnapoczęte ksiązki, nieprzeczytane gazety, slęczę tylko przed kompem.

a garb rosnie.

no i powtarzam ze dam rade. bo jakbym miał nie dać.

Posted in .. |

teraz

pozy złudzenia te same oczy a jakże inne

grzywki fryzury trendy i lanse

wytarte dżinsy w tramwaju i stare martensy

te same rozkopane ulice, tak jakby w kazde wakacje mieli cel – rozkopac to całe gówno – pewnie rok po roku tak będą robić, bo te co rozkopali 5 lat wczesniej pokryją się ze szwajcarską dokładnością dziur w serze

droga zoo praga zlikowidowane budki z wietnamem i powstające gdzies nowe w blasku szarosci blokow sztucznego miasta

jest dobrze jest dobrze bylo i bedzie

stan ducha mam w glowie nie w miejscu

teraźniejszość starzeje się szybciej

przeszłość jest gloryfikowana i opisana

to co złe zostaje w głębi to co dobre pływa po powierzchni

zieleń w parku jest jak zawsze w odcieniach szarości uliczek rowerowych zabrudzona horyzontem budowanych na amfie 24 na dobe wieżowców

czas – pora na truskawki mija, zaczyna sie sezon czereśni za chwilę stragany zażołcą się kolbami kukurydzy a kalafior zgnije wspróchniałych skrzyniach

zaraz sie skonczy deszczowe lato a notes pokrywa się gryzmołami na wrzesnień

wpisuje to wtedy gdy wampiry kładą się spać, słońce wschodzi nad pragą a ja chyba wrócę do łóżka poczytać to co przed chwilą przerwałem

czasem nie potrafię cieszyć się chwilą choć ta mija nieubłaganie, wciąż czekam na kolejną, wciąż… a to przecież nie prawda. teraz jest teraz a nie jutro.

Posted in .. |

siekierki

Posted in .. |

Kierunek Ateny

Dziś bardzo spontanicznie siedząc u bedura na zielonym bakonie wpadlismy na pomysl wyprawy na Balkany i do Aten na jakąś olympiade. Sylwia Bedurowa leci tam do roboty na czas igrzysk a mister bedur bierze se wolne a ja wlasciwie tez mam , więc…

mapę więc rozwineliśmy na parkiecie i wysnuliśmy wizję. sarajewo, belgrad, banja luka, mostar, sofia, budapeszt, ateny, saloniki, milion wysp, istambul, bukareszt – fascynujaca mieszanka nazw jeszcze bardziej nas podjarała.

w koncu jednak wpadl nam pomysl w jedna strone samolotem i powrót lądem przez bałkany do polszy umiłowanej

wizzair.pl – 270 zeta w jedna strone Katowice-Ateny 17.08 i ….

no własnie, niewiadomo. ale sie zobaczy…

no i tyle.

Posted in .. |

adomas wie co mowi

a ja sie pod tym podpisuje i juz nie odpowiadam na zadne pytania w sprawie aparatów.

jaki aparate sobie kupić??

Posted in .. |

rąsia

Posted in .. |

the famous czech footballer

Posted in .. |

odklejenie

odkleilem sie od fotela (wypas, juz nie moglem siedziec na krzeselku wiec zapodalem dyrektorski ze skory ponoc ale nie wiem jakiegozwierzęcia) . wiem ze musze jeszcze duzo zrobic, najgorsze sa pierdoly one zajmuja najwiecej czasu. wstaje rano, zapodaje kawe i 2 redbulle i jade tak do nocy codziennie. skanowanie obrabianie wrzucanie zmnieszanie wysylanie kopiowanie zmienianie dyskow twardych – nie ma miejsca na nowe wiec stare leza na szafie

czlowiek sie uczy na bledach. i znow mi wyszla kupa z azji – tzn nie ma tego jeszcze co bym chcial uzyskac.

ekhm… wakacje w polsce, praca, zarabianie i czuje ze listopad zastanie mnie w calkiem w innym miejscu.

looknijcie notes na 6 tygodni od nastepnego poniedzialku

nie mam juz takiej radosci w pisaniu notek ale zredukowalem sie do minimum. we wszystkim. wazne ze jest dobrze. albo sie utwierdzam w tym przekonaniu.

ide zjesc kolacje

Posted in .. |

gdynia opener

impreza zaczela sie w czwartek skonczyla w niedziele.

bardzo dobre takie wypady

cypress, massive i goldfrap zajebiscie

pink no comments

a grecji gratulujemy jaj

Posted in .. |

opener beach gdynia

Posted in .. |

patrycja rafał & arnold

Posted in .. |

red red eyes

Posted in .. |

.

Posted in .. |

i tak dobrnąłem do środka lata.

nie wyglada kompletnie na to ale jest przyjemnie i czasem zapach sie roznosi jak pod koniec jesieni

jutro 3miasto i open’er fest

jest bardzo pozytywnie, mnóstwo do robienia byle do przodu

Posted in .. |

phnom penh

Posted in .. |

….

Posted in .. |

Posted in .. |

chungking mansions hong kong

Posted in .. |

smile

Posted in .. |

przychodzi baba do lekarza

Posted in .. |

angkor wat

Posted in .. |

angkor wat

Posted in .. |

national stadium – phnom penh

Posted in .. |

national stadium – phnom penh

Posted in .. |

duofant

Posted in .. |

hair

Posted in .. |

phnom penh – central market – father & son

Posted in .. |

wawa

Posted in .. |

brodate ja

Posted in .. |

bedur w kiblu

bedur stary poziomek

Posted in .. |

magic shroom beach party koh phagnan

Posted in .. |

wawa

z rozpędu, już minęło 2 tygodnie na polskiej ziemi – …

chyba jest nieźle

i bedzie

.

Posted in .. |

pussy cat

Posted in .. |

cruise

Posted in .. |

chung kwok

Posted in .. |

out

Posted in .. |

blair is blur

Posted in .. |

penyelesaian

Posted in .. |

a room with/without a view

Posted in .. |

ja ty my wy oni

Posted in .. |

phnom penh – kobiety mieszkające przy torowisku

Posted in .. |

penang panorama

Posted in .. |

suplementy z drogi

/co mozna robic bedac w drodze?/ bardzo nieobiektywne podejscie

budzisz sie, otwierasz oczy, ktore powoli przeslizguja sie po cienkich scianach
nedznego hotelu, nie wiadomo ktora jest godzina, ani dzien tygodnia, zegarka
przestales uzywac juz dawno temu, na pewno nie jest za pozno na sniadanie, masz kaca
badz nie, budzisz sie sam, badz nie, myjesz zeby albo nie masz takiej mozliwosci.

co do garderoby mozna ograniczyc sie do szortow (bielizna zapomniana lub porzucona
uprzednio) i tiszerta lub tez wystarcza sarong (kolorowe cienkie plotno – rownie
dobrze sluzy za recznik czy cokolwiek w tym guscie). Znakomita wiekszosc ubiera w
Tajlandii i w ogole w pld-wsch Azji tzw. fishermen trousers (mozna tlumaczyc jako
rybaczki, ale jest to cos innego). Typowy travellers je sniadanie w miejscu w ktorym
mieszka – co drugi guesthouse oferuje zarcie – aczkolwiek w wiekoszosci przypadkow
jest drozej niz posilek na ulicy i czesto jest to nijakie zarcie, choc zdarzaja sie
bardzo chlubne przypadki. Jajo, bulka, muesli, veg soup – typowy wybor, czesto
zdarza sie fan angielskiego futbolu czy tez saczacy browara od rana Irlandczyk co
nie przepsci okazji spozycia jajek na bekonie plus kartofelki i kielbaska.

Sniadanie to znakomite miejsce aby spotkac innych travellersow. Lub tez spotkac
wczesniej spotkanych. Jest to pierwsza okazja do spalenia breakfast joint -
zawodnicy bardziej doswiadczeni zaliczaja go do drugiego lub trzeciego tego dnia.
Wlasciwie nie dzieje sie nic. Rozmowa plynie, gapisz sie na ulice obserwujac
tubylcow idacych do pracy. Myslisz sobie – jest zajebiscie, w koncu nic dzis nie
musisz robic. No ale trzeba zwiedzac. Swiatynie, muzea, parki, pomniki, sklepy,
salony masazu, strzelince na ktorych z rakiety rozwalasz krowe (400$), burdele,
knajpy, puby, restauracje i inne atrakcje czekaja kazdego dnia. Najczestszym wyborem
jest po prostu zwykle szwendanie sie po okolicy. Lecz upal (na 99%) nie pozwala na
dluzsze wedrowki – konczysz wiec z piwem w reku w zbiorniku wodnym zwanym przez
tubylcow basenem. Ci nie proznuja – za dnia i w nocy buduja skladaja z klockow
hotele, guesthousy, bungalowy, konstruuja mosty, buduja drogi, zakupuja setki nowych
autobusow i reperuja stare, kafejki internetowe powstaja jak grzyby po deszczu,
agencje turystyczne kusze artakcyjnymi ofertami – wszystko dla ciebie travellersie
- Z Anglii, Polski, Izraela, Niemiec, Francji czy Burkina Faso. Nudzic sie nie
mozna. Jednak co robia ci ktorzy wlepiaja swoje spalone od slonca pyski w grajace
non stop telewizory. Czarny sen Billa Gatesa spelnil sie juz dawno. Miliardy DVD i
CD za marne grosze lamia aluminowe nogi stolow na targowiskach i chodnikach calej
Azji. Travellers z Europy czy Stanow otwiera usta ze zdziwienia – jak mozna
sprzedawac najnowsze CD za grosze. Wiec w tym upale, piekle na ziemi, gdzie slonce
nie daje zyc od 6.30 rano do 6.30 wieczorem, zmasakrowani podroznicy leza na
wygodnych kanapac ogladajac film za filmem (najnowsze hollywodzkie hity prosto od
czlonkow akademii i ze stolow montazowych Warner Bros – chciwi inzynierowie dzwieku
czaja sie wszedzie) ssac plastikowe slomki zatkniete w szklanice pelne pokruszonego
lodu.

Nie zawsze mi sie chce. Spore zaleglosci w pisaniu wynikaja zarowno z mojego
lenistwa jak i “braku czasu”. Czas ktory trawie – gadajac o duperelach z przypadkowo
poznanymi ludzmi. Wlasciwie zawsze moge zmienic towarzystwo. To zaleta podrozowania
w pojedynke. Czasem jednak spotykasz ekipe ktora jedzie w tym samym kierunku w takim
samym tempie – wiec wlasciwie zaczynacie podrozowac razem.

Na pewno Ameryka Polduniowa byla czyms czego powtorzyc sie nie da. Szukam wciaz tych
samych dzwiekow zapachow, klimatu nocnych postojow gdzies na pustyni. Druga sprawa
to to ze byl to moj pierwszy taki wyjazd. Zaliczylem maly szok kulturowy. Teraz
wszystko wydaje mi sie bardzo przewidywalne – choc wciaz bardzo inspirujace, czasem
piekne oszalamiajace . Krajobrazy, ludzie, male fragmenty dnia – wszystko sklada sie
w jedna papke – bardzo banalnie sie wyraze – w bycie w drodze. Moglbym rzec – latwe
zycie. Dopoki jest jakas kasa mozna tak zyc bez konca. Lepsze to niz trwanie w
miejscu. Ale po co? Inna sprawa jest gdy zakladasz rodzine i decydujecie sie spedzic
tak zywot – jak cyganie – przemieszczajac sie z cala rodzina z miejsca na miejsce, z
miasta do miasta, z kontynentu na inny.

Pisac, rejestrowac, prowadzic pamietnik. Z czystego egoizmu i nie tylko. Robisz to
dla siebie ale i dla dziesiatkow innych ludzi, ktorzy: a) nudza sie w pracy b) maja
duzo wolnego czasu) c) nie maja go wcale d)zalozyli im wlasnie neostrade e)lubia
sobie czasem poczytac stek bzudr i luknac okiem na pare mega fot.

Moj blog juz dawno przestal byc anonimowy. Wlasciwie stalo sie to samoczynnie -
oczywiscie byl PR – ale taki ze mnie piarowiec jak… (wpisac se)

Podpisywanie sie wlasnym nazwiskiem ma swoje plusy i minusy. Najwiekszym problemem
jest kwestia: co moge napisac a co juz nie – mozna byc bez skrupolow i walic prosto
z mostu – ale tak sie na dluzsza mete nie da.

przestaje odpowiadac na jakiekolwiek pytania dotyczace aparatów i co sobie kupić. NIE WIEM. nie znam sie. od tego są specjalne serwisy w sieci, kazdy sobie moze sam znalezc i poczytac.

aha – juz nie jestem canoniarz, tera jestem nikoniarz – dla niektórych to ważne ;) hahh….

Posted in .. |

stil łejting for pozitiw njus

Posted in .. |

phnom penh – slums

Posted in .. |

hong kong island

Posted in .. |

HK streets

Posted in .. |

$5.000 penalty

Posted in .. |

he is everywhere

Posted in .. |

the sad death of Blackie Ko

Posted in .. |

boys in the elevator

hong kong – chungking mansions

Posted in .. |

britney rulez

Posted in .. |

we are so nice

Posted in .. |

hong kong – tunel

Posted in .. |

back to warsaw

bedur zdzielal fote

Posted in .. |

nowy stary rozdzial warszawa polska i co dalej?

nie wiem

na razie przerwa w pisaniu bloga

kupa rzeczy na glowie

fotoblog oczywiscie bedzie jakos hulal – prawdopodbnie wiekszosc to zdjeciowki z ostatnich miesiecy plus jakies nowe z dnia powszedniego w wawie i okolicach

wczoraj przywitany przez przyjaciol – pare wariackich jazd po deszczowej szarej sobotniej ale wymarlej (jak dla mnie) wawie

28 giga zdjec. 20000 tysiecy zdjec. plus sredni format. trzeba teraz to zlozyc w kupe. sensowna kupe.

praca praca praca
kasa kasa kasa
zycie zycie zycie

nie upadac na duchu i dzialac. energii mnostwo w glowie ale i tez jeszcze swieze wspomnienia. trzymam kciuki za pare bliskich mi osob tam po drugiej stronie kontynentu euroazjatyckiego.

28 lat. jak mowila zycie zaczyna sie po 40tce? ale po co tak dlugo czekac. ZYCIE jest TERAZ.

Posted in .. |

28

dwadziesciaosiem

Posted in .. |

warszawa

jea!

jestem.

i tyle.

fin

Posted in .. |

powrot do domu

3 dzien nie spie – szalone party ponownie (pozegnalne), o 8 rano jazda tuktukiem przez tetniace zyciem Phnom Penh – w tuktuku 5 luda, browary i mnostwo usmiechu – choc wiem ze zaraz trzeba bedzie sie pozegnac.

na lotnisku robie checkin bagazu az do samej warszawy – wiec teraz tylko bezduszne, sterylnie czyste lotniska na 2 kontynentach…

mam 7 godzin w BKK – wlasciwie to chyba pojde sie przespac na jednej z wygodnych laweczek….


i tak tez zrobilem, po prostu padlem na dywanik pod oknem, klima dmuchala za bardzo ale nie bylo sily abym nie zasnal.

23.00

Hong Kong – lotnisko jest naprawde cool – przestrone wnetrza, fotele, kanapy, jazz na zywo. Mam 2 godziny o 01.00 hk-londyn

o 12 jestem w wawie.

czytam 3 ksiazki o kambodzy – totalnie sie wkrecilem…

Posted in .. |

powrot do phnom penh, stres & happy ending

ciezarowka mknela po bezdrozach z calkiem spora predkoscia, siedzialem na kupie czarnych wiader, wcisniety pomiedzy staruszke bez zebow i 8 mlodych kolesi w chustach i czapkach na glowach. Zachodzilo slonce, tylek obolaly od wertepow, juz nie bylem wsciekly – myslalem co robic dalej. Ale

pokolei.

Po calonocnej imprezie wskoczylem w autobus o 6.30 rano do Bangkoku. Ucialem komara aby obudzic sie tuz przed granica. Poipet to jedno z wielu granicznych miast swiata – i oczywiscie jest hardkorowo. Tysiace ludzi przemykaja pomiedzy Kambodza a Tajlandia – pchaja ogromne wozki z towarem wszelkiej masci. Nagie dzieciaki zebrza o kase, przepychajac sie pomiedzy turystami czekajacymi na zalatwienie formalnosci granicznych.

Kambodza. Podaje paszport oficerowi – ten oznajmia mi ze nie ma szans abym wjechal do Tajlandii z moim paszportem, i nie wbije mi pieczatki wyjazdowej z Kambodzy. Ja nalegam aby to zrobil – ten zdenerwowany krzyczy abym poszedl do odprawy tajskiej i tam sie zapytal.

Tajlandia. Kobieta z okienka wykrzyczala mi tylko zebym wracal do Kambodzy i rzucil moj paszport. Oniemialem. Co robic, co robic. W kieszeni 10 dolarow, reszta w bankomacie i tylko na 2 ostatnie dni w Tajlandii. W piatek samolot do Polski z Bangkoku. Analizuje sytuacje. Zaczepiam innym mundurowych, pokazuje moj bilet, tlumacze co i jak. Bez skutku. Rozne mysli klebia sie po glowie. Przechodze nielegalnie do Tajlandii (2 lata w wiezieniu jezeli cie zlapia), omijajac kontrole – BANKOMAT! – wybieram resztke kasy ktora mi zostala, odpychajac brudne dzieci o szklanych oczach ladujace mi lapy do kieszeni. wracam czym predzej do kambodzy. Zrobilem juz ladnych pare kilometrow, ale nie czuje

zmeczenia, jestem po prostu zdeterminowany.

Sytuacja wyglada tak ze nie wyrobie sie do Phnom Penh aby zalatwic nowa wize. Wszystkie autobusy do Phnom Penh jada tylko w dzien – w nocy zbyt niebezpiecznie. Jest 16.00. Lapie pickup do Battambong. Oczywiscie obiezdzajac wszystkie wioski po kolei, rozwazac towar, wiadra, sprzet elektroniczny z tajlandii, kierowca lapie kolejnych podroznych i tak powoli zblizamy sie do Battambong. Juz dobrze. Wiem co mam robic dalej.

Wesoly pickup z rozpiewanymi tubylcami omija kolejne dziury i kolo 20.00 jestem na miejscu. Wyskakuje z ciezarowki i lapie moto – potrzebuje internetu jak najszybciej – tutaj mail do nieobliczalnego adomasa ktory ratuje mi dupe (dzieki ci miszczu) przesylajac ekspresowo kase na konto w mbanku. Battambong prwie wymarle, pijani kierwcy pickupa kloca sie z pomiedzy soba. Pytam o pickup do Phnom Penh. mnostwo zamieszania, sprzecznych informacji, nie mam pojecia czy w ogole sie stad rusze a chce byc w nocy w Phnom Penh, aby od rana zalatwiac sprawy. Podchodzi do mnie czlowiek. 35 $ za taxi do Phnom Penh. Oczywicie nie mam 35$ wiec oferuje mu 1000 bhatow. Ten sie krzywi i odchodzi. Zostaje sam na ulicy z plecakiem i torba, pot splywa czuje sie jakbym mial zaraz zejsc – w koncu nie jadlem caly dzien , nie bylo kiedy. 5 minut pozniej ten sam taksiarz mowi spoko – jedziemy. Okazalo sie ze z boku stala kobieta chcaca przewiezc cale sterty ciuchow. Ok jedziemy. Ladujemy towar do toyoty, ja, taksiarz i usmiechniety od ucha do ucha drugi Khmer.

Wczesniej wstepujemy pod ogromny posag Buddy. Kiedrowca bierze 500 rieli i wszyscy w trojke modlimy sie o powodzenie w podrozy. No i jazda.

Droga z Battambong do PP to koszmar. Szczegolnie w nocy i w monsumowym deszczu. Ciezkie chmury na niebie rozwietlane co chwila przez blyskawice. Droga pelna wybojow, dziur metrowej glebokosci. Brakuje tylko porzuconych czolgow.

O 12 w nocy jestem w Phnom Penh. Ufff…

W no9 ludzie w szoku – co ja tu robie etc, w koncu zegnali mnie rano.

Sytuacja na ta chwile wyglada tak ze wciaz czekam na przelew do mbanku, mam zarezerwowany bilet za 80$ z phnom penh do bkk. Wiec nie musze zalatwiac zadnej pieprzonej wizy bo zrobie po prostu transfer samolotem na trasie pp-bkk-hk-londyn-wawa…

wieczor. phnom penh. juz wszystko ok. adomas przeslal kase, dokonalem operacji – mam bilet na jutro presidential airline. ponad 30 godzin w 4 samolotach i na 5 lotniskach.

i to chyba juz koniec – rowno 4 miesiace – wspanialy czas, ludzie, miejscowki. beda suplementy – wkrotce i wszystkie galerie z Azji od nowa + sredni format.

Posted in .. |

jutro bangkok

bilet juz w kieszeni, ciezko wyjezdzac – ale jutro rano wrzucam zwloki i jade przez Poipet do Bangkoku.

Posted in .. |

jeszcze 2 dni

i spadowa z PP.

dni znow zlaly sie w jedna calosc, znow mniej pisze – tzn pisze ale nie wrzucam, to samo ze zdjeciami – ixus sluzy jako maupa imprezowa, d60 nie ruszam (musze wymienic migawke po poworcie a ogole to moze ktos jest zainteresowany aparatem z historia?) – jade na rollei – dwa ostatnie dni spedzone na moto – dziwne okolice, szemrane bary – mysle jednak ze to juz koniec – zbliza sie wielkimi krokami.

ajt.

Posted in .. |

back to phnom penh

zawsze jest tak ze w dzien kiedy opuszczasz deszczowe miejsce zegna cie slonce i blekitne niebo. bilety kupione jedziemy do phnom penh

wczoraj Po umierala – goraczka i gardlo glowka i w ogole. Za oknem szaleje wichura i ogromna ulewa. Solo pozycza mi motor i wraz z Sotha i Po jedziemy do lekarza w trojke na jednym marnym mopedzie, omijajc ogromne koleiny, zmagajac sie z deszczem i chinskimi ciezarowkami-potworami.

Coz lekarz swoje a Po swoje. Nie chciala polknac lekow, bronila sie jak mogla. Wieczorem przyszla Sotha i druga kobieta z naprzeciwka (wlasnie urodzila dziecko, ktore ma narzady zenskie i meskie – prawdziwe ladyboy) i zaczely odprawiac jakies voodoo. Cos jak stawianie baniek – ale zamiast tego na plecach Po wyskoczyly ciemnobrazowe pregi. I oczywiscie zadnych lekow. Pytam sie jej czy kiedykolwiek poszla do lekarza – oczywiscie ze nie – tradycyjna ludowa medycyna kambodzanska rzadzi.

domena bartpogoda.net ma 3 latka. Dzieki za wizyty – wlasciwie niezliczone – odkad wylaczylem statsy – ale bylo tego naprawde sporo. Oj warto czasem spojrzec wstecz…

Mama :) wszystkiego najlepszego :)

Posted in .. |

wciaz deszcz

jak zaczal padac pare dni temu to nie moze przestac do dzis – i to ponoc jeszcze nie jest wlasciwa pora deszczowa, ktora zaczyna sie w czerwcu.

nie ma wiec slonca, plazy i lezenia na piasku – jest za to pare innych rownie ciekawych rzeczy do robienia.

czas nieublaganie pedzi. juz mysle o powrocie. i co dalej?

nie zrobie paru rzeczy ktore chcialem tu zdzialac – innym razem.

Posted in .. |

idzie monsum wielkimi krokami.

spadl deszcz, kurz opadl, slonce nie doprowadza juz do bialej goraczki. blogie lenistwo w Blue Frog.

dzis wyruszylem na mala przejazdzke mopedem Solo do portu w SihaoukVille. pare odrapanych budynkow, ulice tona w blocie, dzieciaki kopia pilke-szmate, powoli omijam dziury i wyrobiska, czasem przyhamuje przed ciezarowka. mam jeszcze 35 film srednioformatowych – ale cos nie bylo kiedy je wypstrykac w ostatnich dniach. wlasciwie pstrykam juz tylko abstrakcje nie uganiam sie dookola – zdjecia leza na ulicy – wystarczy sie schylic…

wiem ze wkrotce do domu – w koncu wzielo mnie na tesknote za krajem – wiec jeszcze 2 tygodnie i koniec tego rozdzialu.

Posted in .. |

sihanoukville

chatka nad Zatoka Syjamska. mrowki na bialej zapiaszczonej podlodze. idzie pora deszczowa a moze juz jest. dzeszcz pada bardzo regularnie, znak nadchodzacego monsumu. powietrze juz nie tak bardzo zakurzone jak ostatnim razem. jest wiosennie – czy raczej jesiennie – wlasciwie 30 stopni..

mam motocykl przed chatka i caly dzien jezdze po okolicy.

jest dziwnie tak naprawde -totalne wyciszenie.

jestem wciaz sam

Posted in .. |

back to phnom penh

rzadkie turblencje nie zaszkodzily mojemu snu. odpadlem bardzo szybko. wczesniej jeszcze przezucenie sterty gazet, sniadanio-lunch i komar.

po 2 godzinach ukazala sie Kambodza. bardzo dziwnie jest tu wracac – wbili mi wize za 20$. Tym samym mam tylko 4 wlone strony w paszporcie – mysle ze powinni wydawac specjalne paszport – megapaszporty – 3-4 grubsze niz zwyczajne . Kazdy co bardziej ambitny kraj, zafascynowany burrokracja kaze ci wypelniac milion papierow, zalaczac zdjecia a nawet w przypadku niektorych krajow nawet pobieranie odciskow palcow. Wkroce zaczna ci pobierac krew i robic skanowanie DNA. Zmierzamy do Matrixa.

Phnom Penh. Spowite mgla, w deszczu przebijam sie przez dziki ale przewidywalny tlum – nikt nie pedzi na zlamanie karkow – ale wszyscy lamia generalnie przepisy ruchu drogowego – ale zaraz zero wypadkow – w polsce tez to bedzie wkrotce – nalezy tylko ograniczyc predkosc do 30 km/h i nie budowac wiecej drog. Bardzo tanie rozwiazanie. W lecie modocykle a w zimie skutery sniezne (oczywiscie oszczedzamy tez na odsniezaniu drog).

Number 9. Jeszcze spi, krople uderzaja o dach, witam sie z zaloga z guesthousu, dostaje pokoj i teraz pora relaksu…

2 godziny pozniej deszcz przestal padac, i mimo zachmurzonego nieba nadszedl skwar – pot sie leje, na ulicy bagno. Ludzie leza, spia, snuja sie, z radioodbiorikow i tv cieknie leniwa muza – khmer romantic chill czy cos takiego…

jezioro zaroslo krzaczorami, teraz zamiast brudnego koloru jest zielone – gdzie niegdzie plamy wody

ze stolu bilardowego zniknely bile, teraz czerwona to biala i gra sie tylko czterema.

ponoc w no9 sa jeszcze typy ktorych widzialem tu 2 miesiace temu – trudno w to uwierzyc ale tak jest – chris, simon, barry etc.

moto drivers dalej zuja wykalaczki i probuja cie namowic na przejazdzke lub pada sakramentalna sekwencja ‘szmok gandzia szmok gandzia’

tak naprawde nie zmienilo sie nic

choc za pewne tak wiele

czas plynie leniwie – dzis nie robie nic, dzis mam niedziele w poniedzialek

Posted in .. |

Melaka – KL Airport

Jake jest duzy. Bardzo duzy. W highschool w Toronto rozbijal sobie puszki z piwem na glowie, gral w rugby i w hokeja – moze bez przerwy rozmawiac o hokeju, wystarczylo ze wspomnialem op niejakim Czerkawskim. Zreszta zaden temat nie jest dla niego nowoscia. Rzezbi jak moze i nawet gdy blefuje i on wie ze ja wiem ze on wkreca, wciska mi kit bez mrugniecia okiem. Jego rodzina pochodzi z Ukrainy (dziadek, papa) wiec oczywiscie rozmowa schodzi na Czernobyl – co z tego ze Jake mial wtedy roczek – rozprawia na temat skazenia jakby to on przyjmowal jod w budzie a nie ja. W Traveller’s Lodge spotykam innych typow – w tym Shari i jej chlopaka (wczesniej spotkalem ich w Phnom Penh). Sa tez dwaj spring chickens z Anglii, gap year – podrozuja dookola swiata – kolesie w typie kolesi co sluchaja White Stripes – nju jork ouwergrand – czapki siatkowe, dlugie wlosy, wychudzeni, metny wzrok, dawkuja slowa bardzo powoli.

Przy kawie z rana spotykam Zulfitri Nasutiona z Indonezji. Oczywiscie gadka schodzi na Irak, Izrael, Saddama, wojne, muzulmanow. On wie swoje, ja wiem swoje. Tak naprawde nie wiemy nic.

Wlasciwie nie mialem ochoty gadac z innymi travellersami, ale miejsce bylo mile wiec czemu nie – pizza, piwko, pierdupierdu.

Melaka jest nudna i sssplywa potem. Wlasciwie nie mam ochoty nic innego robic jak siedziec w centrum handlowym w klimie – wiem ze to profanacja mojego czasu, ale taki lajf.

Probuje zrobic jakies zdjecia – w dzien nie wychodzi – tlumy ludzi, przeciskaja sie ulicami starego-nowego miasta (wszystko w remoncie – na cacy). Wlasciwie Melaka jako najslynniejszy port przed paroma wiekami znajduje sie nad morzem – ale cala linia brzegowa zanikla – wlasciwie jest tylko autostrada za autostrada krzaki, beton, a za nimi rzedy nowiutkich budynkow pelnych apartamentow dla nowych Malajow.

Czytam zbior opowiadan Dicka. Tak mocno sie wkrecam ze nie moge dobrze spac i sni mi sie ze jestem robotem. Straszny koszmar. Jest 5 rano – ide robic zdjecia. Pstrykam pare RAWow ale nuda okropna – wiec zmykam do hotelu – wschod slonca obserwowany z dachu, pakowanie, net, sniadanie (indian cuisine , a jakze).

Upal coraz wiekszy. Topie sie we wlasnym sosie-pocie. Zmykam na stacje autobusowa. Za 4 zeta bilet do …. hm… jezu zapomnialem – w kazdym razie w tym miescie dokad pojechalem z Melaki wskakuje w lokalny bus i jestem na lotnisku w KL (70km od centrum miasta). Bardzo dobrze wkrecilem sie w s/f Dicka – to istna przyszlosc.

Bedzie jeszcze wiecej o Malezji. Ide znalezc miejsce do spania – lotnisko stworzone wrecz do tego – cicho czysto – mam boarding pass i 11 godzin przed soba. Jutro Phnom Penh. Bardzo dziwnie bedzie tam wrocic – ale jest pare rzeczy do zrobienia i napisania.

1.00 am

Spotykam a raczej podsluchuje przybyszow z Polandii – tour asia zapewne czy cos takiego – 3 pary, lat 30-40, kazdy z nich mini-kapelusik zbieracza ryzu dyndajacy na karku – jezu nie wiem jak to jest ale z daleka rozpracowalem ich narodowosc (zanim uslyszalem sakramenckie ‘kurwa’ ) – oczywiscie rozmowa toczyla sie tylko i wylacznie ile co kosztuje ile na co wydalem i dlaczego wlasnie tyle i czy dobrze stoimy i czy samolot poleci tam gdzie poleci. mowa trawa. bardzo przerzedzona. sorryy ale juz jestem zmeczony.

7.30 am

zmarzlem jak pies. podkrecili klime do takiego stopnia, ze obudzilem sie o 7 rano szczekajac zebami. mala gimnastyka i znow net aby zabic czas do odlotu.

Lotnisko pelne elegancko ubranych ludzi ktorzy ciagna za soba samsonajty skrzypiac butami od gucciego (akurat pisze gucci, ale pewnie sie nie znam, musza byc bardziej wyrafinowane firmy)

Wydalem wszystkie ringgity. Mam nadzieje ze sniadanie w samolocie bedzie zjadliwe.

Chyba tyle.

Posted in .. |

16-05-04 5 48

Posted in .. |

melaka @ night

Posted in .. |

melaka @ night

Posted in .. |

melaka @ night

Posted in .. |

melaka – travellers lodge

Posted in .. |

KL

Posted in .. |

KL

Posted in .. |

KL

Posted in .. |

KL

Posted in .. |

KL

Posted in .. |

KL

Posted in .. |

KL

Posted in .. |

KL z KL Tower

Posted in .. |

24 godziny w Kuala Lumpur

00.00
eh. bijac sie z myslami czy to dobry pomysl (padam tadam) wychodze na miasto. niby noc a wciaz goraco jak w piekle, na szczescie mam worek chusteczek, ktory niestety znika w smieciach po godzinie. swiatla w wiezowcach gasna, w koncu widac bezdomnych na pustych ulicach wielkiego miasta. ciemne zwoje cial kula sie do murow budynkow i porastaja na lawkach przystankow autobusowych niczym grzyb. nie mam mapy, mam za topunkty orientacyjne – KL Tower blyszczy na granatowym niebie. Ide w jej kierunku. Soundtrack: “Miasto Boga” i nowy Air. Zachodze na stacje Shella i zaopatruje sie w Red Bulla i Power Roota – jestem pewny ze zadzialaja – na pewno cos dodaja do tych puszeczek – o wiele mocniejszych niz polski
Red Bull i 3 razy tanszych.

00.30
Powoli zmierzam w strone blyszczacego sie jeszcze centrum. Szwadron sprzataczy pucuje Petronas Tower, powoli zamykaja knajpy
podnoza wiez, znudzeni taksiarze pala szlugi i dlubia w nosie nawolujac: whe a you goin, fren, whe a you goin.

01.00
robie 2-3 zdjecia i gasna swiatla Petronas. Zbieram manatki i powoli i po omacku raczej (jak wspomnialem wlasciwie nie wiem gdzie ide) opuszczam miejscowke. Przyciagaja mnie dudniace dzwieki muzy. Centrum sie bawi. KL sie bawi. Moze nie na calego, w koncu to srodek tygodnia, ale zawsze. Pod torami kolejki SkyTrain ktos lapie mnie za reke. Z ciemnosci wylania sie pokryta strupami twarz ni to mezczyzny ni to kobiety – perfkecyjne cialo – ale widok odrzuca – gruby glos szepce cos, wlasciwie nie rozumiem (tzn wiem o co idzie) – odchodze szybkim krokiem w strone stacji gdzie zakupuje jeszcze jeden dopalacz – tym razem mrozona kawe i pol litra wody. Coraz wiecej ludzi. Jestem przy Hard Rock Cafe. W srodku zespol zapodaje topowe przeboje “where is the love” etc. Biznesmeni oblapiaja dziwki, bananowa mlodziez podryguje niesmialo, piwo za 20 zeta kawa za 10.

02.30
Impreza sie konczy. Spogladam na zdjecia w knajpie – Diego Maradona obejmuje Michaela Jacksona, siedza razem na kanapie,
prawdopodnie zdjecie zrobione pare lat temu wewnatrz tego Hard Rock. Gruby hinduski taksiarz proponuje mi seks – tzn nie z nim – koles ma ciepla cipke jak okreslil za 200 ringitow za godzine – usmiecham sie tylko i
wedruje w strone, no wlasnie w ktora strone?

Puste ulice, niewielki tlumek wylega z knajp, zatrzymuje sie sportowy samochod – pryszczata chinska dziwka zagaduje mnie, za chwile podchodza inne dziwki mutanty o grubych glosach, z ciezkim mejkapem a ich jablko adama krzyczy z daleka – “mam malego penisa i sztuczne cyce ale zlota ze mnie dziewczynka, onli 50 ringit maj friend”. Allah w nocy niedowidzi, i
tylko dziewczyny w chustach na glowach ze swoimi chlopcami przypominaja mi ze to muzulmanski kraj.

03.00.
Zachodze na net aby ochlonac troche w klimie. Prawdopodobnie zmykne zaraz do hotelu wziac prysznic. Wkrotce przebudzi sie slonce i Allah.

04.30
Wrocilem do hotelu. Zrzucilem przepocone szmaty, 15 minutowy zimny prysznic podzialal calkiem orzezwiajaco. Spedzam godzine spisujac co trzeba, planujac dzien no i oczywiscie pol godzinki odpoczynku.

05.30
Znow w miasto, ktore wlasnie zaczyna budzic sie z letargu. Wciaz po katach w zakamarkach wejsc do budynkow majacza skulone sylwetki ludzkie, czesc z nich przeciera od niewyspania oczy. Przed sklepami dostawcy gazet (w malay, chinskim, angielskim, tamil) rozkladaja ogromne sterty papierzysk pelnych najswiezszych njusow. Wpadam do 7/11, gdzie wynajduje na polce
kolejny dopalacz. O dziwo wszystkie po kolei smakuja paskudnie – slodki syrop (jeszcze gorszy niz Red Bull w Polsce, ciekawe jakby Malysz latal po takim). Stawia mnie to na nogi i wedruje do Chinatown. Na niewielkim targowisku tluste szczury z ogonami jak sznur od snopowiazalki szukaja pozywienia a skosnoocy rzeznicy przecinaja na pol tuczniki. Smierdzi rybami, potem i chinszczyzna. Wciaz po omacku robie pare kilosow wzdluz rzeki i linii Skytrain.

7.03
Wschodzi slonce, podswietlajac dramatycznie chmury. Betonowy horyzont jest o tej porze najpiekniejszy. Przebiegam przez pelna zapachow Little India. Obserwuje ludzi idacych do pracy, odprowadzajacych dzieci do pracy. Sky
Train o tej porze jeszcze pusty.

7.30

Znow jestem w Golden Triangle – Zlotym Trojkacie – centrum biznesowym porosnietym wiezowcami niczym las w Sudetach podczas Mad Season ;)

8.00
Sniadanie. Roti, dal, sok pomaranczowy za 2.80r. Miejsce oblegane przez urzednikow z GT, studentow i generalnie innych rannych ptaszkow. Piekne studentki w wyprasowanych koszulach, ze starannie zaczesanymi wlosami i w
butach na obcasie wsuwaja palcami poranny posilek, siorbiac kawe i wypalajac przy tym mase papierosow. No i wkuwaja opasle tomiska – moze psychologie, moze marketing a moze nie.

czuje ze mam zapuchniete oczy, slizgam sie po tlustej posadzce do kibelka gdzie wypuszczam pare litrow chrzczonego dopalaczami moczu. Zrobilem giga zdjec, troche mnie to przeraza – zostalo mi tylko 9 gb na dysku. Z niepokojem mysle o reszcie dnia. Mam nadzieje ze nie zapadane w gleboki sen gdzies na chodniku czy w “niebianskim pociagu”.

9.00

Petronas Tower to najwyzsze budynki na swiecie, drapiace chmury na wysokosci 452 metrow, polaczone kladka na wysokosci 41 pietra. Budowe zaczeto w 1993 roku a skonczono w 1998. Kosztowalo to cudenko 2 miliardy waszyngtonow a zaprojektowal je ten sam czlowiek co WTC – Cesar Pelli. Budynek mocno nawiazuje do tradycyjnej islamskiej architektury – kombinacja kwadratow i kol. Wejscie za darmo, nie ma mozliwosci aby wjechac na sama gore, dostaje wejsciwke tylko do kladki. SkyWal, mimo ze trwa tylko i wylacznie 10 minut (scisle przestrzegana zasada) sprawia, ze zapominam o zmeczeniu. Na wysokosci ponad 200 metrow mam pod soba mrowisko ludzkie i zabawkowe ulice pelne resorakow. Rozgladam sie wokolo – wszyscy usmiechnieci i szczesliwi,
poranne sloneczko przedziera sie przez przyciemniane szyby, klima zachowuje humanitarna temperature, jest mi po prostu dobrze.

10.00

Zmierzam do Hotelu. SkyTrain, potem ulice miasta, po drodze kolejny dope w postaci kawy w Starbuckskie. Musze wracac do hotelu – podladowac baterie w aparacie i w sobie, wziac prysznic i wrzucic napisac pare slow.

11.30 – 16.00

Nadchodzi upal. Wrocilem do hotelu, terminator we mnie umarl i moc poszla sie chrzanic, zreszta nie jestesmy w Kolumbii gdzie dopalacze za darmo. Odpadam na ladnych pare godzin. Moj budzik juz dawno przestal dzialac, wciaz nie znalazlem bateri do niego.

16.00 – 21.00

Nie wazne, wstaje jak wstaje – znow prysznic – i spadam w srone KL Tower. Powlocze nogami w koncu jestem na nich od 30 godzin. Coraz gorzej sklada mi sie mysli, lepiej za to slysze – tzn zbyt dobrze – kazdy wiekszy halas powoduje wzrostu poziomu agresji. KL Tower – wieza komunikacyjna – kolejna wspaniala budowla – juz nie rozwodze sie na jej temat, w sieci jest wystarczajaco duzo info. Widok z gory oszalamiajacy. Poza tym dookola zamonowane sa lornetki Nikona – za darmo – jestem w szoku moge obserwowac wszystko co dzieje sie wokolo – ludzi w biurach, dzieciaki grajace w pilke 5 km od wiezy – dokladnie wszystko.

22.00 – 00.00

Zachodze do knajpy hinduskiej – wlasciwie w innej nie jadlem odkad jestem w Malezji, uwielbiam kuchnie Indii. Coraz gorzej mi sie mysli i chce sie spac. Wbijam sie jeszcze na nocna posiadowke w sieci – musze wykonac pare drukow i zalatwic kilka spraw.

Koniec dnia. Wiele mi jeszcze do zobaczenia zostalo. Jednak po 36 godzinach wlasciwie nonstop lazenia po miescie – jestem pod glebokim jego wrazeniem. Tyle.

fotki

Posted in .. |

petronas tower

Posted in .. |

24h KL

dzis byl luzacki dzien, swietnie sie spalo, do 13.33. ledwie cieply wstalem, prysznic, net w Anuja Backpackers Inn, gdzie mieszkam. Z rana spotykam dwie Szwedki – blade, duze, w okularach, z ogromnymi plecakami, prawie tak duzymi jak one same. Wybelkotalem cos na powitanie. Przyjechaly wlasnie z Australii czy Fiji. Zachwycone Singapurem (o jak czysto) jada do “dzikiej Tajlandii” i na sama mysl o podrozy do Laosu czy Kambodzy westchnely (o jak tam musi byc brudno).

well…

kupilem bilet do Phnom Penh. Stamtad po paru dniach wale do Pailin zobaczyc co sie dzieje z niedobitkami Khmer Rouge.

zaraz, tzn za 24 minuty zaczynam projekt 24h non stop w KL – bez spania, lazenie, pisanie, pstrykanie. Paliwem beda redbulle i kawa serwowana w seveneleven. Wlasciwie nie mam zadnego celu zobaczymy co sie zdarzy, relacja jutro w nocy.

bylem w kinie. “Takin lives” i “Starsky and Hutch” – ten drugi zdecydowanie lepszy. Pare niezlych momentow, szczegolnie ten ze Snoop Doggiem na polu golfowym. Snoop jest wtyczka i jako anderkower i nie ma pojecia o golfie, to jasne. Koles – Vince – ktorego Snoop szpieguje zniecierpliwony zadaje mu pytanie – “what good are you”? na to Snoop wyrywa troche trawy z pola i rozwodzi sie na temat jej jakosci… Vince na to “You sure know a lot about golf”. Snoop – “I know even more about grass”.

Posted in .. |

kuala lumpur

KLCC. samo centrum Kuala Lumpur. siedze w starbucksie tuz u stop najwyzszego budynku (a raczej budynkow) na swiecie – Petronas Tower. gorace powietrze schladzaja wentylatory mutanty – zraszajace wszystko drobnymi kropelkami wody. jest przyjemnie, parno, mimo ze wieczor, jasno jak w dzien. miejscowka pelna mlodych japiszonow, ale tak na maksa wymiksowanych – Chinczycy, Hindusi, Malaje i inne nacje. Wi-fi umozliwia surfowanie w sieci – szczesliwcy slecza przed monitorami najnowszych iBookow.

siedze jak zahipnotyzowany.

Dzihad kontra McSwiat? eee – gdzie tam. Dzihad bzyka sie z McSwiatem. Tak naprawde szefem jest pieniadz.

Malezja prze do przodu. W 1997 zalamanie walut azjatyckich troche skopalo im tylki ale wszystko znow w normie. Niesamowite jak w kraju pelnym roznych religii, kultur wszyscy zmierzaja do jednego celu – aby bylo im dobrze. Malezja odcina sie od zachodu. Jest promuzulmanska. Jest antyamerykanska – oczywiscie do pewnego stopnia – na uzytek publiki. Obywatele Izraela nie maja wjazdu do kraju.

Wyobrazcie sobie Nowy Jork. Ale bez Williamsburga pelnego Chasydow, polskiego Greenpointu, Malej Odessy pelnej czerwononosych Rosjan, nie ma portorykow, nie ma makaroniarzy, czarni bracia wyparowali wraz z Harlemem i Bronxem. Pozostaly tylko Chinatown, skupiska Hindusow, Persow, Muzulumanow, Filipino plus wiezowce, niesamowita infrastruktura, fastfoody, zapach przypraw i kawy. Kuala Lumpur to wlasnie taki azjatycki NYC. Nie bylem w Tokio ani w Chinach (tylko HK), pewnie tam jest podobnie.

a teraz sobie wyobrazcie ze zyjemy w innym rownoleglym swiecie (jak w SLIDERS – kumacie ten serial?). wiec w tym swiecie nie bylo wypraw krzyzowych, lingua franca to arabski, papiezem nie jest Polak ale Indonezyjczyk z malajskimi korzeniami i chinska babcia, tzn nawet nie jest papiezem jest Mega Mulla, NadImamem czy jak to nazwac. Kambodzanscy backpackersi przeklinaja dziury na amerykanskich drogach, Anglia jest dzikim krajem, a jego najwieksza atrakcja jest pare kamieni i chlopi sadzacy kukurydze. Rosje skuly lody. Zydowscy backpackersi nie sa wcale tacy jacy sa w tym swiecie – nie musieli isc do wojska, wiec nie bakaja gandzi i nie rozbijaja sie po swiecie, ale siedza w domach, gdzies w Argentynie. Cala Ameryka Pld jest rajem – Amerykanie musza przedzierac sie przez zielona granice aby dostac prace w myjni w Mexico City. Osama jest szefem ONZ a Rzorsz Busz przegania krowy na ranczo. Saddam nigdy nie istnial – bo Irak jest megakrajem pelnym dobrych ludzi (zreszta pewnie jak teraz) ktorzy martwia sie tylko o to aby plony tego lata byly jeszcze lepsze. A najbardziej rozwinieta jest Afryka, ktora nigdy nie byla dzika. Polska to Polska – tego bym nie zmienial – tak czy owak jest exotissimo. ok tyle sajensfykszon.

……

skumalem ze 1 ringgit to 1 zet. Wychodzi na to ze Malezja wcale nie jest droga. Hotel od 7 zeta do 20. Jedzenie za 3-5 zeta (mniam, hinduska kuchnia). Net za 2 zeta za godzine. Autobus z Penang do KL (super VIP, najwygodniejszy jakim jechalem z siedzeniami jak w first class) za 20 zeta. Jest spoko.

aaaaa jezu glowe mi rozsadzaja mysli. potem je pozbieram, bo na razie leza na brudnej posadzce w knajpie netowej.

aloha compadres

Posted in .. |

na poludnie w strone kuala lumpur

dziennikarstwo sie konczy albo dopiero zaczyna. nie lepiej wpuscic do iraku czy do afganistanu zolnierzy fotografow z ganami i granatami w kamizelkach i aparatach cyfrowych wszczepionych w oczy ( jak w “neuromancerze” williama gibsona) ?

zreszta samo sie juz to dzieje. zdjecia z iraku zrobione cyfrakami przez zoladkow rozwalily caly porzadek swiata – zreszta jaki porzadek ??

zyjemy w ciekawych czasach, bylo tak za pewne zawsze (wyobrazic sobie mozna fotobloga z drugiej wojny swiatowej albo z tego dnia gdy ukrzyzowano dzizasa) – ale teraz dzieki technologii mamy podane wszystko na cacytacy. na internecie swobonie mozemy opluwac innych, komentowac do woli co nam impulsy z mozgu na palce dloni przeniosa.

zolnierze amerykanscy bez skrupolow pokazuja na swoich fotoblogach prowadzonych w iraku bez skrupolow pokazuja cale to gowno – jaka kara ze strony rzadu georgie boya ich czeka? nie wiadomo – cenzura ich dopadnie wczesniej czy pozniej – to nie jest istotne – to co pokazuja to cos wewnatrz (z drugiej strony mamy oczywiscie blogi prowadzone przez takich typow jak Salam Pax). nie sa nam potrzebne CNN i BBC czy onet czy gazeta – zdjecia z linii frontu, z imprez urzadzanych w palacach saddama czy tez zabaw z wiezniami irackimi mowia swoje – interpretacja nalezy do CIEBIE – nie do tomasza lisa czy innych siedzacych w szklanych ekranach.

jak podczas rozmowy z adomasem wczoraj – jezeli Bog istnieje, musi byc niezle wkurwiony i za pewne jestesmy tylko jednym wielkim eksperymentem, pewnie istnieje jakas planeta i stworzenia zyjace na niej, gdzie nie ma bledow, wojen i innego gowna.

tylko musi byc tam okropnie nudno.

bialo czarne rejestracje jak za dawnych czasow (w penang czuje sie jak w poznaniu a w kuala lumpur zapewne jak w katowicach) oraz wartosc lokalnej waluty ( ringgit) w stosunku do dolara to jedyne analogie do polski.

jade zaraz do KL – to ponoc miasto przyszlosci w azji – sie zobaczy jak ona wyglada.


mialem niejasne mysli a propos zamkniecia bloga w cholere – fuck it – co by sie nie dzialo trza pisac

Posted in .. |

sartre

Posted in .. |

fish attack

Posted in .. |

penang malaysia , little india

Posted in .. |

penang malaysia

Posted in .. |

full moon party

Posted in .. |

odnalezione w pamietniku odnalezionym w garbie

rozdygotany, zmeczony, zadowolony lecz pelen niejasnych mysli, i swiadom braku kompetentnej wiedzy, przemieszczam sie z miasta na wies, z dzungli w inna, w betonowa.

przez miesiac pobytu w laosie nie napisalem ani slowa. ilekroc siadalem przed kompem, moja glowa byla zajeta kompletnie czym innym. sprawdzanie maili, odpisywanie na nie, gadusradu, wrzucanie zdjec. i czym predzej uciekalem.

duzo sie dzialo. za duzo. wciaz nowi ludzie, zdarzenia, sytuacje, potega natury, moc piwa i ziol, wschody i zachody slonca. i wciaz w drodze.

brudny hotel, pare slow w obcym jezyku, w ktorym jedno slowo ma wiele znaczen – gdy intonowane w inny sposob, autobus, ciezarowka, taksowka, zdarte sandaly za 5 dolcow z odklejona podeszwa, ktore zostawilem gdzies na bocznej soi w bangkoku

travellerskie zycie. nie wiem w dalszym ciagu jak sie do tego odniesc. latwo mi bylo sie w to wkrecic, ale mam mieszane uczucia. nie widze wlaciwie innej mozliwosci. bez znajomosci lokalnego jezyka, kultury, mieszkancow, historii danego kraju, z polska morda, w sandalach, w przepoconej koszulce i workowatych szarych spod niach nie ma, NIE MA, mozliwosci aby przeniknac odrobine do mozgow i serc azjatow. jestes FARANGIEM. po prostu. slowo to nie ma zadnego pejoratywnego odniesienia. po prostu slyszysz je nonstopkolor. nawet nie odnosza sie bezposrednio do ciebie. po prostu w jednym wielkim potoku slow jaki plynie zwykla ulica
bangkoku, kuala lumpur, vientaine czy phnom penh – biala morda = zdziwnie, zaciekawienie, oburzenie czy cokolwiek.

Posted in .. |

travellersi

nie gadam.

z nimi.

robie sobie 2 tygodnie przerwy. czas spedzam z samym soba i w nedznych knajpkach tudziez mcdonaldach pelnych tubylcow. czytam lokalne gazety, siedze na ulicy. nie gadam z travellersami.

zreszta nie za wiele ich tutaj.

jest paru dziwnych typow w Coral. jeden caly czas spi. jest lysy gruby i lezy w sali zbiorowej pomrukujac groznie gdy tylko ktos popelni jakis wiekszy szelest. drugi typek porusza sie z predkoscia jeden krok na 10 sekund. nie wiem czy jest chory, czy taki ma stajl, w kazdym razie jest dziwnie. sa jeszcze ludzie z azji, siedza w pokojach jedynkach w 5-6 osob, w sarongach wokol bioder, pala szlugi i czytaja chinskie gazety.

gadam bardziej z Hussajnem taksiarzem co ma jakis interes w coralu, jutro ma dla mnie prace, zdjecia Coralu do publikacji – trza bedzie zczardzowac misia.

co jeszcze?

aha. oglada zdjecia tych idiotow, tzw zolnierzykow co do iraku pojechali w imie pokoju – a tam saddomacho uprawiaja. nie wiem. sam nie wiem co ludzi pcha do takich czynow. 666 ?

bardzo na czasie – zmiksowane pare miesiecy temu

Posted in .. |

penang georgetown

pojechalem do kina w nocy. ogromne centrum handlowe gdzie zdazylem sie zgubic parokrotnie. Secret Window z Johnny Deppem – mam nadzieje ze nie skoncze jak on

stary chinczyk bez jednego buta splunal w rynsztok pelen kup

mloda malezyjka w chuscie na glowie o pieknych oczach otarla pot z twarzy spogladajac z ukasa

3 ogromnych ziomow mierzylo ubania w Big + Tall

5 nastoletnich chinek pozabijalo sie w Queka w centrum handlowym

w sklepie ze srubkami nie mieli akurat takich srubek jakich potrzebowalem do mojego MD

sniadanie skladalo sie z 2 chapati i 3 miseczek pelnych smakolykow. god saves the indian food

w hinduskim bookstore znalazlem polskie ksiazki. sama kicha niestety. nie gustuje w szmacianej fantastyce ani w szpiegowskich szmirach wydanych masowo w 1991 w polsce

czas zmienic migawke w aparacie (po raz drugi)

wciaz znajduje ziarenka piasku z plazy

“2 zlodziei zdolalo uciec 150 metrow ze sklepu z telefonami komorkowymi w KL. na 151 metrze stracili dlonie – obciete przez superszybkiego sprzedawce”

- za Star – people’s paper

bilet do Phnom Penh 220$

chodze naspidowany kawa i redbullami

hinduski golibroda prawie zlamal mi kark dokonujac skomplikowanej operacji masazu

jest sobota. 3pm. niebo zachmurzone, czasem pojawia sie slonce. niechybnie nadchodzi monsum.

Posted in .. |

indie w malezji karmacoma jamaica an’ roma

dzi, obudzilem sie ze strasznym sloniowym kacem (piwo chang – chang to slon po tajsku) po imprezie w Hat Yai w klubie West Side – w stylu westernowym. Wlasciwie znalazlem sie najpierw na necie poprzedniej nocy, potem dorwalem calkiem spoko pokoj w chinskim hotelu i poszedlem do 7/11 zakupic co nieco wody i chrupkow. W drodze powrotnej skrecilem wiedziony muza do lokalu o ktorym wspominam wczesniej. piwko jakies zanim do muzulmanskiej malezji wjade – pomyyslalem. miejsce jak miejsce. lekko burdelowato – farangi z brzuchami, malezyjscy biznesmeni oblapiajacy laseczki, generalnie wciaz tajlandia, pomimo ze poludnie jest bardziej konserwatywne i muzulmanskie – ale to tylko pozory. Na scenie zespol gral genialne przeboje z lat 80tych (zapodajcie sobie “one night in bangkok”) a wokalistka wyczyniala cuda – a potem sie z nia upilem – dobrze ze musiala wracac do domu, bo jej mama przyjechala, inaczej bardzo bym zgrzeszyl ghehhe…

rano wbitka w busa i opuszczam tajlandie

granica bez problemu i w koncu malezja

po 4 godzinach jazdy przejechalismy Penang.

Pinang czy Penang – to wyspa na morzu polaczona z ladem najdluzszym mostem w Azji. Jej glowne miasto to Georgetown i jest to jeden wielki tygiel kulturowy.

Pobiegalem troche z calym dobytkiem po ulicach aby w koncu odnalezc Coral Hostel w Little India.

Indie. Zapachy, kolorowe sari, niesamowita kuchnia, hinduski pop i przeboje z bollywood. Tutaj wszystko w jednej malej dzielnicy. Za 2 dolary zapodalem sobie najwiekszy posilek jaki moje oczy widzialy w ostatnich 3 miesiacach. W spelunce pelnej hinduskich zulikow, wasaty kelner rzucil na stol ogromny zielony lisc palmowy a na to ogromna kupe ryzowa, sabzi, czapati, dal – zgodnie z regula prawej dloni pochlonalem zaledwie polowe.

pare dni tutaj potem zmykam na poludnie do KL


dopiero na gg powiedzieli mi o milewiczu. brak slow

Posted in .. |

hat yai

sen na jawie, w drodze, taxi, prom, bus, minubus i pol przytomny obudzilem sie na glebokim poludniu.

hat yai (miasto grzechu – dla malajczykow – burdele, muzulmanie, fastfoody, super czysto i ZERO farangow). Idac ulica (jest 10.30 w nocy) z plecakiem, zarosniety, w krotkich surfingowych gaciach w kwiaty slyszalem za soba szepty “farang, farang)

nie wiem gdzie bede spal, i o ktorej jutro jade w kazdym razie jest dziwnie. znow jestem SAM.

pozegnalem sie z Kyle, Annie, Amy. Dirk pojechal wczesniej…

yo


a tu mi junior wysyla jeszcze info o artykule w przekroju o nowych travel blogach. hehe- tez mialem kiedys taki zapal aby codziennie siedzec 2 godziny w kafejce bedac w drodze i wymyslac :)) powodzenia misie, dziadek bart idzie na emeryture (albo na wczasy, na ktorych zreszta jest)

Posted in .. |

miejsce na ziemi

milo tu. wrecz za bardzo. plaza na ktorej mieszkam (a raczej wzgorze pomiedzy dwiema plazami) to wspaniale miejsce – chill out, muay thai, piekny widok na morze, palmy, dobre jedzenie, spoko ludzie, slona woda, zolte slonce, srebrny glob, deszcz raz dziennie, grzybowe szejki, bangh lassi, relaks i odpoczynek

a jednak czlowiek gna dalej. jutro ruszam tyl do pattani (wpisz w google – pattani news) – zrobic co nie co zdjec. mam nadzieje ze jakos to bedzie

ba

Posted in .. |

human zoo

ludzie to zwierzeta. czasem mile czasem mniej. ludzie zjedza, polkna i spozyja wszystko aby wydalac kopulowac i znow pochlaniac. to wszystko przy nieustannym mechanicznym bicie, na plazy, w morzu, w swietle ksiezyca i opgromnych reflektorow. full moon marty na koh pangan to szalenstwo – lecz moge sobie tylko wyobrazic jak wygladalo to 10 lat temu – bez zadnych zasad i regul. teraz 10000 ludzi uznalo ze chemiczne szalenstwo jest jedynym egoistycznym wyjsciem z calej tej sytuacji.

wcale tak nie mysle
jest wiele innych
ciekawszych
wyjsc

yo

Posted in .. |

full moon

dzis najwieksza plazowa impreza w tajlandii… na pewno nie jest to tak spektakularne wydarzenie jak pare lat temu – ale bedzie sie dzialo.

w glowie urodzil sie plan. jade w dol do kuala lumpur i singapuru a potem tanim samolotem back to kambodza i tajlandia.
………….
nowy rok phnom penh

jak i pare zdjec na b.art.pl

Posted in .. |

sky train bangkok

Posted in .. |

sky train station siam center bangkok

Posted in .. |

koh pagnan

Posted in .. |

koh pangan

Posted in .. |

magic

magiczna noc. kolejne zmiany w mozgu. nie wiem dalej nie wiem co robic i jak robic. jak ulozyc sobie dalsze dni i tygodnie jak i miesiace po powrocie ale cos sie tli w srodku ze bedzie dobrze. zaczynam tesknic i to do roznych miejsc.

no i Unia. super bylo wyjechac z Azji do Azji i wrocic do Europy za miesiac. choc i tak wszystko siedzi w srodku w mozgach i w sercach, w tym w co wierzymy, jak postepujemy i jak mocno zmierzamy do celu czy do realizacji marzen

pieprzone banaly sie z rana dzis ze mnie wylewaja, ale czuje sie po prostu za dobrze (mimo oparzen po ogromnej meduzie i koralowcu i bolu w kolanie po wczorajszym meczu w siatke)

Posted in .. |

koh phangan

siedze na haad tien, jest net (megadrogi) sa wyspy, deszcz, slonce, fale, super jedzenie, tanie bungalowy, jest pare osob, generalnie robie wielkie nic, siedze czytam gapie sie w niebo. do 5 maja – potem 2 rozne mozliwosci – ale o tym pozniej

Posted in .. |

koh phangan

wyspy.

wszyscy lapia podobna schize jak w filmie “the beach” – znalezienie perfekcyjnej plazy – na odosobninej wyspie – z jednej strony pragnienie znalezienia spokojnego miejsca z drugiej spotkanie ludzi i imprezy. nie da sie tego pogodzic.

mam nadzieje ze odpoczne po intenstywnym tygodniu w bangkoku

musze zebrac w kupe wszystkie mysli – spisac pare historii z ostatnich tygodni.

pozdrowienstwa

Posted in .. |

miasto

ufff… trza przystopowac. ostatnie dni to jeden wielki nieprzerwany ciag imprez

no i jeszcze wczoraj dotarl Junior z Iza – wiec trza bylo troche poswietowac. najpierw hotel, potem taksi na lotnisko aby odwiezc Ize. Potem spikniecie sie ze znajomymi Jaska, tajwhisky, tajdisco, tajwszystko…

jutro spadowa na wyspy – slonce plaza bungalow – nie bede na necie przez jakis czas.

ciao

Posted in .. |

bangkok / slums in fire

Posted in .. |

bangkok / slums in fire

Posted in .. |

bangkok / slums in fire

Posted in .. |

bangkok rzadzi bangkok plonie

coz chyba bylem slepy albo temperatura mnie zabila gdy po raz pierwszy przyjechalem do bangkoku – wtedy miasto draznilo mnie, nie widzialem nic inspirujacego

teraz kompletna zmiana. radykalna. duzo sie dzieje, duzo pstrykam

cala ta sielanka przerwana przez pozar ktory pozbawil dachu nad glowa ponad 3000 ludzi. przypadkowo bylem w poblizu. pare ogromnych budynkow w biedniejszej czesci miasta splonelo. maly reportaz powstal. masakra.

foty


polazlem wczoraj kupic gotowana kukurydza a tu siedza na chodniku i pija piwo Carlo y Tanya – spotkanie po 3 latach :)))


mama, wszystkiego najlepszego, caluje, zadzwonie (probowalem 2 razy, ale nie ma was w domu czy co)

Posted in .. |

elefanto

Posted in .. |

khmer new year

Posted in .. |

khmer new year

Posted in .. |

BANGKOK

no i znow bangkok. Obudzilem sie o 5 rano – dziwne sny – glownie zwiazane z Phnom Penh i ludzmi wokolo plus przebitki z Polski.

o 7 rano autobus do Poipet (granica) a potem do Bangkoku. Dzien wczesniej nieomylny Dirk spojrzawszy na swoja mape wielkosci 2 metrow kwadratowych swierdzil ze maksymalnie 7 godzin do BKK. heheh po 15 godzinach znalezlismy sie na Kao San Rd.

Reunion. Co chwile wpadam na kogos wczesniej spotkanego. Niesmialo zaczeta impreza konczy sie o 4 rano totalnym zwazeniem.

Chyba lubie ten Bangkok bardziej niz tamten. Wszystko zalezy od klimatu, ludzi. Teraz czuje sie swietnie, temperatura nawet spoko – tylko 35 stopni.

jezu… moj jezyk jest w coraz gorszym stanie, chyba skoncentruje sie wylacznie na zdjeciach. zostalo mi tylko 10 gb dysku.

Posted in .. |

Siem Reap

Zaluzony sen do 12. Dzis wlasciwie tylko pisanie tekstow, moze wrzuce zdjecia jak znajde przyzwoity net i zmykam do Tajlandii. Mam uczucie ze nie skonczylem wszystkiego w Kambodzy wiec na pewno tu wroce…

Posted in .. | Tagged ,

ANGKOR WAT

15 godzin od switu do zmierzchu w ruinach Angkor, w tym 3 godziny snu w glownej swiatyni podczas najwiekszego upalu, 6 litrow wody, 25 km w tuktuku, zupa z kluskami za 1,5$ , gandzia, slonce, kamienie, dzungla, tysiace ludzi, zdjecia, zdjecia, zdjecia i niesamowity magnetyzm miejsca.

Posted in .. | Tagged ,

angkor

3 godziny snu i opuszczam no9 i Phnom Penh prawie ze lzami w oczach – bylo pieknie…

autobus do Seam Reap i po 6 godzinach jestem na miejscu.

Swiatynie Angkor wlasciwie niewidoczne – masa ludzi przykrywa je calkowicie, kolorowo odpustowy tlum, mieszanka khmerow i falangow przemieszcza sie po ogromnym terenie – brakuje tylko waty cukrowej i wesolego miasteczka ( a moze ich po prostu nie zauwazylem)

jutro caly dzien w ruinach…

mam na glowie mnostow rzeczy sie okazalo – trza sie skupic i pisac

no to chyba tyle

Posted in .. | Tagged ,

khmer new year

Posted in .. | Tagged ,

ajrish wampajer

Posted in .. |

lakeside

Posted in .. |

no 9

Posted in .. |

sam the bastard

Posted in .. |

krejzi

Posted in .. |

nowy rok 2548

Posted in .. |

nowy rok

impreza zaczela sie przed wczoraj i choc miasto puste guesthouse no9 bawi sie na calego – sodoma i gomora – skonczylem dzis o 9 rano i nie wskazuje aby cos sie zmienilo – siedze w kafejce, pijani moto sajkos rozdaja gandzie z darmo, graja w karty i wciaz maja jeszcze morze piwa do wypicia.

wczoraj wieczorem rowno o 17 nowy rok przyszedl wraz sie z piorunami i najbardziej niesamowitym zachodem slonca jaki widzialem.

potem zdjecia, nie da sie tego opisac, zreszta swieto sie jeszcze nie skonczylo

Posted in .. |

foty

Phnom Penh 2

tuz przed nowym rokiem, ulice bardziej pustawe niz zazwyczaj, mieszkancy wyjechali na wies, do swoich rodzin, w koncu phnom penh dla wielu to tylko miasto szansy, miejsce gdzie moga znalezc prace

….

rowniez na b.art.pl

Posted in .. | Tagged ,

phnom penh city

Posted in .. |

phnom penh city

Posted in .. |

phnom penh city

Posted in .. |

phnom penh city

Posted in .. |

kick boxing

niedzielne senne popoludnie w phnom penh. przez caly dzien zbieralo sie na deszcz, ktory przyszedl o zachodzie slonca

wczesniej 3 godziny spedzone w tutejszej hali sportowej, gdzie co sobote i niedziele paru kolesi oglada sie po facjatach przy dzwiekach hipnotycznej muzy

PHNOM PENH KICK BOXING

Posted in .. | Tagged ,

boxing

Posted in .. |

boxing

Posted in .. |

Sihanouk Ville

Posted in .. |

riverside club phnom penh

Posted in .. | Tagged ,

my dear friend

Posted in .. | Tagged ,

po

Posted in .. | Tagged ,

wesolych

siedze oklapniety , jest wieczor, dzis skonczyla sie szkola w Kambodzy i rownoczesnie poczatek wakacji i imprez z nowym rokiem zwiazanych.

ulica tetni muzyka, tlum wylegl i w wieczornym ciepelku (tylko 25-30 stopni w nocy) ciala poszly w tan

wesolych swiat wszystkim, niezlych jaj i zmoczenia sie w poniedzialek

ciao

Posted in .. | Tagged ,

Sihanouk Ville – wyjazd

Pobudka z rana. Ostatnie dni spalem bardzo dobrze. Nie narzekam na zdrowie oporcz jakiegos syfa na plecach (niezagojone podrapanie poswiecone woda z Mekongu swego czasu) – na szczescie bloody german dirk ma cala apteczke kremow, lekarstw i innych cudownych niemieckich medykamentow – wiec po krotkiej kuracji jestem jak nowy

dzis wracam do phnom penh. jest jeszcze pare rzeczy do obstrkania – poza tym w koncu musze zabrac sie za pisanie

plaza slonce piasek motor upal – bardzo fajnie – ale 4 dni starcza.

Posted in .. |

Sihanouk Ville

Posted in .. |

Sihanouk Ville

Posted in .. |

Sihanouk Ville

Posted in .. |

Sihanouk Ville

Posted in .. | Tagged ,

phnom penh

Posted in .. |

na ryby by

10 schytanych ryb, jeden rekin bez zebow, oparzenie sprezentowane przez jellyfish, pare zadrapan, 30 krewetek poswieconych w ofierze, slona woda, rana na plecach, piasek w aparacie, zrzedzaca holenderka ktorej nic sie nie podoba, reszta ekipy jak najbardziej spoko

caly dzien na lodzi. mial byc relaks a tu znow cisnienie aby cos robic, wieczorem nie mam juz sily aby cokolwiek zdzialac, chyba mysle o powrocie za 2 dni do Phnom Penh. ;)

Posted in .. | Tagged ,

Sihanouk Ville

w koncu nad morzem. spadl pierwszy deszcz odkad jestem w Kambodzy. dotarlem do Indian Curry Pot – gdzie na balkonie siedziala stara ekipa -Dirk, Sam and Becky….

jest bardziej niz dobrze :)

w PP mowiac w skrocie bylo genialnie.

amen

Posted in .. | Tagged ,

escape

Ok. Phnom Penh mnie ma. Dlatego uciekam. Opilem sie wystarczajaco zamulonej wody z Mekongu w ciagu ostatniych 6 tygodni. Wlasciwie kazde miejsce znajdowalo sie nad Mekongiem albo nad inna rzeka wiec lakne slonej wody i goracego piasku.

Wizyta wcale nie sluzbowa w Kambodzy przedluzy sie zapewne. Jutro zmykam nad morze. Potem PP raz jeszcze i Nowy Rok.

Posted in .. | Tagged ,

phnom penh, 4000 Islands, cambodia foty

Si Pun Don, Laos

Cambodia on the road

Phnom Penh City
Phnom Penh Slums
Phnom Penh Mekong
Phnom Penh Market
Phnom Penh Streets
S21 and The Killing Fields – Cambodia

pobieznie wybrane foty – po powrocie szykuje pelen reportaz… na razie maly wglad

osaczony przez miasto – zmeczony – bede uciekal nad morze wkrotce aby powrocic na tutejszy NOWY ROK…

Posted in .. | Tagged ,

phnom penh

Posted in .. |

phnom penh

Posted in .. |

phnom penh

Posted in .. |

phnom penh

Posted in .. |

phnom penh

Posted in .. | Tagged ,

phnom penh

Posted in .. | Tagged ,

lazy gecko

Posted in .. | Tagged ,

cambodia

Posted in .. | Tagged ,

cambodia

Posted in .. | Tagged ,

cambodia

Posted in .. | Tagged ,

phnom penh

niemozliwe staje sie mozliwe
w kambodzy
phnom penh wsssysa
niesamowite miejsce

wrzuce zdjecia i opisze potem

na razie chlone

Posted in .. | Tagged ,

phnom penh

Zar z nieba sie leje, moze z 40 stopni, zasuwam po rozgrzanych ulicach pelnych motocykli smieci ludzi psow straganow knajp pieknych domow w stylu francusko-chinskim. czuje sie jak na poludniu francji, tyle ze po jakies wojnie.

w uszach nowy Air i muza z Miasto Boga

biegam ze srednim formatem – wlasciwie ludzie sa tak porazeni sloncem ze nie zwracaja na mnie zbytniej uwagi, wiec hasam do woli

berber kennedy – golibroda jest miszczem siedze w miekkim fotelu otoczony zdjeciami JFK – miszcz brzytwy jest wielkim fanem prezydenta – jest to koles ktory przeniosl sie ze swoim stylem z lat 70tych ubieglego wieku – ogromne okulary, trykotowa koszulka, dzwony, dlugie wlosy ale staranie zaczesane, w zyciu nikt mi tak nie ogolil uszu (!!!) – coz zamiast dolca place dwa, dobra usluge sie ceni

mieszkam w hotelu NUMBER 9 – tuz nad jeziorem, kolo ogromnego meczetu muzulmanow Chan. 2$ za pokoj, niezla knajpa na dole, w ogole wokolo mnostwo zacisznych kafejek, tanich restauracji, sklepow z ksiazkami i plytami

tuz zaraz po wyjsciu z hotelu napdaja mnie motocyklisci “moto, moto” niczym mantra “smoke smoke” “ganja ganja” – nie wazne czy poszedlem tylko na chwile do sklepu, czy na internet – konsekwentnie zagaduja mnie nie wazne ile razy widza mnie kazdego dnia.

ekhmm… w ogole to sorry ale cos zle mi sie sklada litery, albo jest za cieplo, albo zapomnialem jak sie pisze po polsku, coz moj jezyk polamany

o laosie nie bylo za wiele – postaram sie to nadrobic na dniach

w kazdym razie jestem w Kambodzy do 7-8-9 kwietnia a potem powrot do Tajlandii

Posted in .. | Tagged ,

laos foty

VIENTIANE

PAKSE

laos in the road II

oraz pare duzych zdjec tutaj

Posted in .. | Tagged

okolice pakse

Posted in .. | Tagged

pakse

Posted in .. | Tagged

pakse

Posted in .. | Tagged

vientaine

Posted in .. | Tagged

vientaine

Posted in .. | Tagged

vientaine

Posted in .. |

vientaine

Posted in .. | Tagged

vientaine

Posted in .. | Tagged

Phnom Penh

uff.. to byla dluga podroz.

opuscilem Wyspe Don Det jedna z 4000 Wysp (Si Pun Don ) na Mekongu. Szybka lodzia i k***ewsko droga (20$ – za 50km przez nieoficjalna granice Laosu z Kambodza) dotarlem do Stung Treng. Tam noc w hotelu pelnym karaluchow + 2 goscie z Izraela – Tomer i Rotem. Na drugi dzien znow lodz i przeskakujemy 200 km po rzece do Kompong Cham skad bus-taxi do Phnom Penh – stolicy Kambodzy.

w koncu jest szybki net – wiec bedzie co pisac i zdjecia rowniez sie pojawia…


dzis zjadlem ogromne sniadanie, jaja sadzone, bagietke, nalesnika z bananami, kawe mrozona, a na podwieczorek wsunalem PAJAKA w wiosce Snuol zwana rowniez Spiderville. Zmazone w oleju ogromne wlochate pajaki pietrza sie na polmiskach niczym chipsy a ich sprzedawczyni obnosi sie z ogromnym zywym pajkiem ktorego nie omieszkalem poprzytulac ;)

smacznego

Posted in .. | Tagged ,

kambodza | stung treng

gdzies w dzungli, nad mekongkiem, wlasnie dotarlem – wszystko ok – jak dojade do stolicy odpisze na maile i wrzuce co nie co…. tymczasem

Posted in .. | Tagged ,

pakse

w ostatniej chwili zmieniam zdanie i nie wysiadam w savannaketh.

po 12 godzinach jazdy autobusem, w pakse o 6 rano witaja mnie kierowcy tuktukow – naspidowani, jak w mantrze powtarzaja “tuktuk,sir,tuktuk” – mam ochote ich zwyzywac – ci widzac moja zacieta mine obrzucaja mnie inwektywami w lao (falang ting tong – ze jestem niespelna rozumu czy cos takiego)…

Vong – wlasciciel hotelu – okazuje sie ze byl w Polsce, w Wawie na przelomie lat 60tych i 70tych. Ufff – milo sobie czasem po polsku porozmawiac. Zostaje w Pakse pare dni – jutro 300km caly dzien na skuterze dookola Boloven Plateau, potem Four Tousend Islands- takie plany …

jest 8 rano – wlasnie skonczylem poranne pstrykanie zdjec – pot sie leje – czuje ze bedzie dzis calkiem cieplo.

Posted in .. | Tagged

vientiane

nie ma bankomatow w laosie wiec kombinuje jak moge aby wybrac kase z visy electron – jako ze byl weekend sprawy sie opoznily – mam nadzieje ze bedzie ok

jutro jade do savannakhet. cokolwiek tam jest. w kazdym razie bedzie cieplej i cieplej – wg prognozy dzis 33 stopnie w stolicy, 37 na poludniu

duzo sie dzieje – bardzo przypasowalo mi to miejsce – 140 tys ludzi – niby stolica a wciaz wiocha – bardzo przyjemna wiocha

Posted in .. | Tagged

vientaine

francja nieelegancja sciek plynie ulicami slonce podgrzewa do do temperatury goracej zupy o dziwnym zapachu kupy pot splywa 40 stopni w spalinach wydalanych przez motorki i auta nie chodzi sie za dobrze trzeba wiec przystanac na chwile w pieknie rozsypujacych sie knajpkach w stylu kolonialnym vientaine jest przyjemne cieple klejace male dzungla rzeka sam srodek azji pld-wschodniej jedyne panstwo w regionie ktore nie ma dostepu do morza ale rzeka styka absolutnie

Posted in .. | Tagged

9 7

Posted in .. | Tagged

psina

Posted in .. | Tagged

Laos Fotki

Mekong

Luang Prabang

Muang Ngoi

Muang Ngoi II

Laos on the road

people I met – tutaj sie bedzie powiekszac :)

poddaje sie – za duzo zdjec to przegladniecia – wybor na chybil trafil – po powrocie calosciowa galeria

zar z nieba ponad 35 stopni w koncu tropik…

siedze w vientaine jeszcze z 2 dni i jade na poludnie, mam wize kambodzanska

aloha

Posted in .. | Tagged ,

muang ngoi

Posted in .. |

laos mekong

Posted in .. | Tagged ,

laos

Posted in .. | Tagged

zagubione na mapie

spogladajac na mape swiata – zielone miesza sie z niebieskim, zolty z czerwonym w niektorych miejacach biel sniegu daje po oczach – z calosci pamieta sie tylko pare rzeczy, reszta jest niespodzianka – szczegolnie gdy lata pozniej postawisz stope na ziemi miejsca ktore wczesniej wydawalo sie tylko niewielka zielona plama na mapie SWIATA.

Laos – wlasciwie nadal nie zebralem wszelkich mysli fruwajacych wokolo mnie – zreszta tak jest zawsze – aby zaglebic sie w dany temat do samego konca musimy poswiecic cale zycie – co raczej mi nie grozi – jestem degustatorem – nie wybrednym – raczej win kwasnych i tanich aczkolwiek przyjemnych i raczej nie powodujacych kaca…

o czym to mialo byc..?

o laosie – dziwna to mikstura – przyjemna, slodka niczym mleko skodensowane ktore dodaje sie prawie do wszytskiego, czasem ostra jak chili lecz nadal przyjemna – bardzo tez zamulona i gesta jak mekong w porze suchej a powietrze – pelne dymu, kurzu, zolty miesza sie z brazowym i zielonym, noce chlodne, w dzien w poludnie mijaja cie mnisi z parasolami chroniacymi przed ostrym sloncem.

flagi CCCP wisza na budnkach rzadowych, dzien kobiet obchodzi sie hucznie, zas obok otwierane sa nowe hotele i miejsca dla zachodnich turystow
kilkutenie dzieci ucza sie angielskiego a franuskim wladaja tylko zgarbione staruszki sprzedajace pepsi w sklepie z zaskurzonymi slojami o tajemniczej zawartosci

aaaaa/.. mialem napisac wiecej ale czlowiek o woskowej twarzy wygania mnie z netu – jest 23.00 – o tej porze zycie w laosie zamiera – co ma swoje dobre strony – czlowiek zamienia sie w rannego ptaszka.

jutro wiecej i zdjecia juz na 100%

Posted in .. | Tagged

wciaz vang vieng

ale zmykam na poludnie jutro do stolicy – czas uplywa bardzo szybko, prawie nic nie pisze w kajecie – nie ma kiedy

samopoczucie i klimaty jak najbardziej

blog sluzy mi tylko ostatnio jako miejsce na komunikaty ze zyje…

Posted in .. |

vang vieng

jeden dzien w luang prapang i przeskoczylem przez gory do vang vieng

nie mam czasu pisac, a lacza za wolne aby wrzucic zdjecia

generalnie laos jak najbardziej, bardziej nawet niz tajlandia

musze zalatwic wize do kambodzy – to troche znow bedzie kosztowac i trwac

na szczescie z moim nedznym budzetem jakos daje rade – spokojnie za 10$ mozna przezyc za dzien – a nawet za 5$ – jezli mieszka sie w najtanszych miejscowkach (generalnie 1-3$ za noc place, w zaleznosci od miejsca) i wsuwa kluski na ulicy.

tyle

Posted in .. | Tagged

muang ngoi

ufff wlasnie wrocilem z miejsca gdzie nie ma pradu, kapiesz sie w rzece, i mieszkasz w chatce z bambuu

znow luang prapang a potem zjazd na poludnie, jak znajde lepsze/szybsze mijsce napisze wiecej

pozdro

Posted in .. | Tagged

Luang Prabang.

Zabieralem sie od paru dni za pisanie. Wciaz jednak cos sie dzialo, wciaz bylem w ruchu, z miejsca na miejsce skaczac. Z praktyki wiem jednak ze najlepiej wychodzi pisanie w czasie rzeczywistym, zapisujac krotkie notki w kajecie. Tym razem jednak dojdzie do rekonstrukcji zdarzen.

PAI

Jak ostatni ciec zapomnialem zmienic 3 letnia baterie w zegarku tajmeksa i tym samym zegarek sie spoznial o ladna godzine na dobe. Wyjazd z Pai nastapil wiec z malym opznieniem – nie zdazylem na autobus. Lekka groza nie zostalo mi prawie nic kasy. 5000 bathow w kieszeni i basta. Na szczescie po paru dniach kasa doszla na konto i wciaz jest ok.

CHIANG RAI

Wszystko na ostatnia chwile. Ledwo wysiadlem z autobusu w Chiang Mai a juz mialem bus do Chiang Rai. W lekkim pospiechu, zbierajac graty przeskoczylem z pojazdu do pojazdu i pojechalismy na polnoc. Wczesniej Dirk przeslal mi maila – Bez 50 guesthouse is the place – to miejscowka w ktorej dane bylo mi spedzic kolejna noc – nieustajaca biba trwala od popoludnia, tai whiskey – polewane grubo w kieliszki przez szalona wlascicielke guesthouse’u, tajski hipol rzewne dzwieki ze swej 5 strunowej gitary wydobywal – coz, mam dosc imprez – poszedlem spac wczesniej.

Chiang Rai to takie mniejsze Chiang Mai – pelne zachodnich turystow, o grubych porfelach wypchanych batami, na ktore tylko czychaja restauratorzy, hotelarze, naganiacze, sprzedawcy dupereli, tajskie dziewczyny i chlopcy lub tez hybrydy – “lady boys”. Generalnie cepelia tajska okraszona przyjemnosciami i seksem za 1000 batuff.

CHIANG KHONG

Granica z Laosem. Gateway to Indo-China – jak glosi napis na przystani promowej. Droga z chiang Rai do Chiang Khong prowadzi przez niewielkie wioski, porozrzucane wsrod wzgorz i pol ryzowych. Autobus zatrzymuje sie czesto polykajac nowych podroznych – dzieciaki wracajace ze szkoly, tubylcow z koszami pelnymi ryb, warzyw czy tez sprzetu elektronicznego. 3 godziny powolnej podrozy, sluchawki w uszach, radiohead sie saczy. Krajobrazy, twarze, ludzie – jak w bardzo spowolnionym kalejdoskopie. Samo chiang Khong to tylko sekunda w mojej glowie – miasto graniczne, port rzeczny, towar lezy na brudnej ziemi, agencje podrozne zachecaja do wykupienia trekingu czy tez czegos tam innego. Szybka kontrola graniczna, podroz promem na druga strone Mekongu i jestem w Houixay w Laosie. Okazuje sie ze dobrze zrobilem zalatwiajac wize wczesniej. Dirk i dwie spotkane laski z RPA maja problem – za 30$ moga jedynie wykupic wize na 15 dni.

MEKONG

W Houixay spoko wieczor, piekny zachod slonca (zreszta taki jest codziennie), laze wzdluz rzeki robie zdjecia. Na drugi dzien wbijamy sie na Slow Boat do Luang Prabang. 2 dni na rzece. I to jakie dni. Mieszanka narodowosciowa stloczona na malym rzecznym promie. sam nie wiem jak to opisac – bo duzo sie dzialo. Moze przemilcze. W kazdym razie bylo niespodziewanie fajnie – z malym przystankiem na nocleg w Pakbeng – malej wiosce gdzie wlasciwie nie za wiele sie dzieje.

Laos vs. tajlandia. Ogromna roznica. Wszystko sie spowalnia. Brak bankow, reklam, i calej tej tajskozachodniej cywilizacji. Ludzie leza przed domami, dzieciaki jada do szkoly na rowerach, stara kobieta smazy banany, 2 chlystki zachwalaja opium, typ z brylantyna na wlosie polewa swojego koguta zimna woda – to moze jego ostatni dzien – w nocy wezmie udzial w walce na smierc i zycie.

LUANG PRABANG

Luang Prabang – spoko miescina, bardzo zadbana, piekne kolonialne domy we fhacuskim stylu, calkiem sporo turystow. Jestem juz tu drugi dzien. Pstrykam co nieco i planuje co dalej w Laosie. Prawdopodobnie na polnoc uderze a potem zjazd na poludnie w strone Kambodzy. W kazdym razie jeszcze z 25 dni w Lao.

aaaaa… ok nie chce mi sie wiecej. slonce przygrzewa, pozycze rower i pokrece troche.

Posted in .. | Tagged

luang prabang – laos

doplynalem – 2 dni na rzece. jutro tekst. yo
PS.
laos zachwyca od poczatku… wiec miesiac sie tu pobujam

Posted in .. |

chiang rai

siedze w bakery czekam na kawe i ciastko. zaraz mam bus do granicy z laosem. znow spotkalem ossie – dirka jedziemy wiec razem w tym samym kierunku.

nie bedzie mnie pare dni – nie wiem ile trwa splyw mekongiem i czy maja net w laosie.

salut amigos

Posted in .. |

water girl 2

Posted in .. |

PAI & SOPPONG FOTO

PAI + SOPPONG fotki fotki

Posted in .. | Tagged

water girl

Posted in .. |

wypad do Soppong

Droga z Pai do Soppong wije sie serpentynami w gore aby chwile potem stromo opadac w dol. Honda Dream mruczy niczym ogromny chopper gdy z mozolem na 1 lub 2 biegu wspinam sie w strone przeleczy, polozonej na wyskosci 2000 m. Zapomnialem okularow przeciwslonecznych – muchy wpadaja w oczy, popoludniowe slonce razi, ale wiatr ochladza. Na przeleczy spotykam Grega i Regine – wyjechali wczesniej bo w dwojke na 110 cc hondzie nie wyciagniesz za wiele. Generalnie powolna sprawa. Ale nie ma gdzie sie spieszyc – krajobrazy bajeczne – pola ryzowe, palmy, wypalone wzgorza. Na przeleczy Regina przesiada sie na moj bajk i zjezdzamy w dol do Soppong. Regina jest z Bawarii – choc wcale nie przypomina bawarskich cycatych dziewoj roznoszacych litry browca na Oktober Fest.

W okolicach jaskinii Tham Lot jestesmy na godzine przed zachodem slonca. Mamy wiec czas aby zwiedzic Jaskinie Kolumny z ogromnym 20 metrowym stalagmitem a potem niewielka Grote Lalek. Klimat jak w grotach Moiry z Wladcy Pierscieni. Po wyjsciu z ciemnosci idziemy wzdluz rzeki do miejsca gdzie kazdego dnia o wschodzie i zachodzie slonca tysiace nietoperzy wyruszaja badz tez wracaja do domu. Miejsce zwane jest Grota Trumien – znaleziono tam zwloki sprzed tysiecy lat poza tym smierdzi jak trupiarni – guano i czyms jeszcze.

Zmrok nadchodzi raptownie, kluczac po okolicy, przejezdzajac obok stada wolow dojezdzamy do Cave Lodge – gdzie kobieta z plemienia Shan i jej australiski maz zawsze znajda cieply posilek i miejsce za 60 bathow w sali zbiorowej. Zapodajemy piwo, smazone warzywa z ryzem i tofu. Greg, Walijczyk o aparycji Kevina Costnera, 42 lata, raczy nas opowiesciami o miejscach ktore zobaczyl, o pracy jako nauczyciel czy instruktor scuba diving. Mowi okropnie wolno – ale on tak zawsze – jako maly chlopiec strasznie szybko mowil i mieszal walijski z angielskim – wiec musieli go przeprogramowac w jednej z mugolskich szkol z internatem gdzie molestuja cie zlosliwi ksiazeta czy inna arystokracja-sracja.

Nazajutrz wracamy powoli do Pai. Nasza uwage przykuwa drogowskaz kierujacy podroznych do goracych zrodel. Z asfaltowej rownej drogi zjezdzamy na zakurzona, waska droge. Czeka nas pol godziny walki z motorami, jazdy po wertepach, przez bambusowe chybotliwe mostki czy tez przez plytkie kamieniste strumienie. Pot leje sie strumieniami, mam sraczke w majtkach, szczegolnie gdy musze podjechac pod super strome wzniesienie. Wiem ze nie moge sie zatrzymac bo motor za ciezki aby hamulce zadzialaly, latwo obsunalby sie w dol i bylbym w dupie. Chwila nerwow i po minucie jestem na gorze. Potem jeszcze 2 razy podobna sprawa, ale lapie w mig co i jak i jest spoko. Same gorace zrodla sa raczej tylko cieple – ale w zajebistym miejscu – zielony zagajnik, palmy, krystalicznie czysta woda, kapiace sie dzieciaki z okolicznych wiosek zamieszkalych przez plemiona gorskie.

Dzis rano jeszcze raz relaks w hot springs – sniadanie ogladajac srajace slonie i powrot. Ziewam okropnie, przed chwila wrocilem z jeszcze jednej przejazdzki po okolicy. dzis relaks. Jutro mam paszport z wiza laotanska i spadam w srode rano do Chiang Mai a stamtad do Chiang Kong – tuz nad brzegiem Mekongu, gdzie Tajlandia z Laosem graniczy.

zdjecia beda dzis jeszcze, ale potem

Posted in .. |

still pai

ciagle tu. az do wtorku. czekam na wize do Laosu – wlasnie wyslali moj paszport do BKK – troche kosztuje 30$ za 30 dni – ale lepszy rydz niz nic.

relaks kompletny. laze z aparatem – pstrykam – dni leca szybko, mimo spowolnionej atmosfery

Oak – wlasciciel Drifter’s zapodaje jaja sadzone, na stole talerze z anansem i arbuzem, kawa, laduje baterie w urzadzeniach elektronicznych, zapuszczam Kind of Blue, potem zdrowa kupa i na miasto

dzis znow pozyczam skuter – mysle o tym aby wziac najpotrzebniejsze rzeczy i spac gdzies w jednej z wiosek.

moglbym tez opisac postacie ktore codziennie spotykam – dziwna mieszanke bezpanstwocow przemieszczajacych sie wg por roku z miejsca na miejsce – uczacych tu angielskiego, budujacych szkoly czy swiatynie, artystow szukajacych natchnienia w okolicznych krajobrazach, zwyklych frikow z dredami co zyja o misce ryzu i gownianym joincie “made in Lisu Hill Tribe”, sa tez starzy hippisi z dlugimi wlosami upstrzonymi srebrnymi nitkami siwizny, czasem zaplacze sie jakas para emerytow ze Szwecji,nowi Chinczycy upper-class – milczacy jak chinski mur, nie znajacy angielskiego, w najnowszych trendowych ciuchach North Face, kosmicznych sandalach; czasem trafi sie Japoniec zdziwiony tym ze zyje, sa tez hardkorowcy przyjezdzajacy tu aby sie troche poobijac na obozie Muay Thai (boks). Nie brak oczywiscie zwyklych podroznych – zyjacych w rytmie, pobudka, sniadanie, drugie sniadanie, Internet, snucie sie, czasem jakas atrakcja, drzemka poobiednia, ksiazka, kolacja, browiec, joint czasem impreza i lulu, pobeda tu tydzien i pojada dalej, wg. wkazowek innych podroznych czy tez przewodnika Lonely Planet -ktory ogolnie chyba przestal byc wyrocznia – wlasciwie nie widac go za bardzo.

Oprocz Kaski w Bangkoku i Erciego w HK nie spotykam zadnych Polakow – wlasciwie znow jestem tym pierwszym – i wszyscy pytaja “how’s Poland now” – eee co mam mowic, o czym tu mowic – piekny kraj, zimno w zimie, cieplo w lecie blablabla…

Posted in .. |

pai times

Lagodne wzgorza porosniete przez wysuszone po goracym lecie drzewa. Wyplone laki i pola. Green rice fields forever. Rozrzucone po dolinie niewielkie osady. Gorace zrodla, strumienie i wodospady. Zrelaksowana atmosfera. Male bungalowy zbudowane z chwiejnego bambusa wzdluz rzeki. Pasace sie krowy. Spiew muezina z pobliskiego meczetu o 4 rano przy akompaniamencie chudych kogotow, spasionych ropuch i bzyczacych insektow. Wieczorem ogniska rozwietlaja przystanie dla przyjezdnych, ogrzewajac lekko chlodnawy wieczor. Z glosnikow snuje sie muza, czasem dla odmiany ktos szarpie struny gitar. Dziesiatki mniejszych i wiekszych knajp zachecaja do pochloniecia czegos smakowitego za niewielka ilosc batow. Dla umeczonego ciala masaz, dla duszy medytacja oraz piwo + ziola dla wszystkich. Dla hardkorowcow lekcje tai boxingu, dla niemieckich emerytow przejzadzka na sloniu, dla milosnikow sztuki male galerie z bzdetami mamiacymi oczy. Mozna wyrzucic buty i na boso przemykac po rozpalonych sloncem ulicach, zatrzymujac sie na przygodna rozmowe. Mozna tez czytac ksiazki lezac w hamaku. No i nie robic nic tez mozna. W dolinie Pai.

wczoraj caly dzien na skuterze, zrobilem jakies 100 km, jezdzac do upadlego po okolicy. bez mapy, gubiac sie co chwile i znajdujac ponownie droge.

,,,

CHANG MAI FOTO

PAI FOTO

Posted in .. |

wcale nie krwawy sport

Posted in .. |

burned out

Posted in .. |

hot springs

Posted in .. |

jesien w dolinie muminkow

pzez cala droge pachnialo palona trawa – mowie oczywiscie o takiej co sie na polach pod koniec lata wypala – liscie opadly z drzew, pomaranczowe swiatlo stroboskopowo przez drzewa walilo po oczach – siedzenia byly twarde, ale co tam. przesluchalem Love Belove, Outcasta i ostatnia Fisza plytke. droga wila sie w gore i w dol i w gore, czasem mrozne powietrze podwieczorkowe mrozilo uszy mojej glowy wystawionej przez okno

w koncu zjechalismy do doliny, gdzie nad rzeczka mala wioska Pai sie znajduje

znalazlem chatke z bambusa na kurzej stopce, tuz przy wodzie za 3 dolce. wlasciwie nie ma tam nic oprocz materaca na podlodze i moskitery, ale o to chodzi.

zreszta napisze wiecej ide pochodzic i pozyczyc skuter

Posted in .. |

party w chiang mai i spadowa do pai

okazalo sie ze chiang mai to miejsce na niezla impreze – z kolesiem ze wschodnich niemiec – Dirkiem czy cos takiego (menago zespolow hardkorowych z Erfurtu, powspominalismy stare dobre czasy enerde peerel czeskie polskie ruskie bajki i w ogole klimaty Good Bye Lenin) zrobilismy mala rundke po nocnym miescie – w szczegoly nie wchodze ;)

tekst wieczoru. wysiadamy z tuktuka – Taj pyta skad jestesmy – Germany Poland – “aaaaa ju al nazi?” wyraznie ucieszyl sie koles. Nie za bardzo kumam o co chodzi z poczatku, ale po chwili pada monumentalna fraza – “hai hitlel !” radosnie wykrzykuje kierowca tuktuka. Dirk jest wyraznie nietego, ja umieram ze smiechu, a Taj z hitlerowskim pozdrowieniem podnosi prawa dlon. coz …. ;)

rano gettapa sniadanko pakowanko i zmykam na polnoc do Pai, potem sie zobaczy. w dalszym ciagu nie wiadomo jak z tymi wizami do Laosu – info jakie dostaje sa conajmniej sprzeczne

Posted in .. |

lenizm

W Chiang Mai czas sie dluzy. I w ogole jakos sie wolniej zrobilo. Choc nudno. Nudno nie znaczy zle. PO prostu. Wczoraj od rana biegalem probujac znalezc cos ciekawego do sfocenia – taa, zrobilem pare kaskow motocyklowych w smieciach, paru zasuszonych dziadkow, jakies abstrakcje. Nie jaraja mnie mnisi w pomaranczowych ciuszkach, i te swiatynie, setki swiatyn. ile mozna.

Atmo w miescie dziwna. Obok ogromnych hoteli, powstajacych non stop, w kurzu i pocie, stoja male drewniane chatki, zapuszczajac sie w uliczki znajdziesz tajemnicze ogrody i rozpadajace sie swiatynie.

Mnostwo knajp, ksiegarni, udogdnien dla turystow. biura podrozy polecaja wycieczke na sloniu, nauke gotowania, masazu,i innych. w sam raz dla niemieckich emerytow. na razie tajlandia to wspanialy kraj na wakacje, ale wakacje beda potem, teraz zmykam do laosu, splynac mekongiem. Choc wczesniej jeszcze pod granice z Birma sie udam, jest tam jakis oboz uchodzcow. zobaczymy.

Czuje ze na nastepna podroz pojade na jakas wojne, bo potrzeba mi wrazen (jezeli moja mama to czyta to oczywiscie puszczam oko i wcale tego nie mowilem)…

poza tym rozpieprzyly mi si moje sandaly ecco – po 4 latach i paru tysiacach kilosow – dostal je w prezencie kierowca tuktuka, siedzial na boso wiec dostal :) ja tymczasem zapodalem sobie za gorsze tajskie podroby sandalow TEVA – ktore kosztuja 100$ – a tutaj 10$

no i jeszcze z innych strat – rozjebka magazynka do rollei – na tyle ze nie za bardzo da sie to zreperowac, szczegolnie tutaj bo nie wiedza co to jest – wiec uzywam splecionych gumek aby przypadkiem back sie nie otworzyl i jakos zdjecia sie robia. troche to mozolne. aby wyjasc filmm musze zdjec gumki, ale spoko – lepsze to niz nic.

ehhh tyle… milego lepienia balwanow

Posted in .. |

Chiang Mai

uff wyrwalem sie z BK – cala noc autobusem – no i jestem na polnocy w drugim co do wielkosci miescie Tajlandii – Chiang Mai… co za ulga, za 3,5 $ hotel z basenem z widokiem na miasto, o wiele taniej niz w BK, przyjemna atmosfera, wlasciwie dopiero dotarlem, jestem po sniadanku i zmykam sie powloczyc.

Posted in .. |

bangkok foty

Bangkok Foto – pare foteczek przed zjazdem na polnoc wrzucam. na razie taki maly wglad – w BK bede jeszcze ze 2 razy minimum.

potem cos napisze. aloha

Posted in .. |

wat arun

Posted in .. |

nici z trojkacika

Posted in .. |

rzeznia

Posted in .. |

bangkok chinatown

Posted in .. |

Sawatdii

Lubie takie poranki. Po calej nieprzespanej nocy, przy lekturze “Oswajania swiata” (Nicolas Bouvier), czekam na sniadanie, nocna zmiana jeszcze sie krzata, choc ospale, wyglupiajac sie, zaraz pojda do domu. Przed hotelem przemykaja sznurem turysci z plecakami. Niektorzy wyjezdzaja inni przyjezdzaja. Zycie sie toczy, tylko w ktorym kierunku?

Popijam kawe, zaraz przyniosa skwierczace sadzone jajka z bekonem, tosty, dzem i sok pomaranczowy. Pare tajskich lasek nakreca podchmielonych farangow (farang – bialy, gringo). Wiatraki na suficie leniwie mloca i tak juz schlodzone przez cala noc powietrze. Atmosfera kolonialnie senna, przesycona kacem, potem i napalmem. W koncu caly ten seks biznes nakrecil sie przez stacjonujacych tu amerykanskich zolnierzy podczas wojny w Wietnamie. Mloda Tajka lezy na 30-latku o czerwonej twarzy i rozczochranych wlosach. “take me with you” cieniutkim glosem miauczy dziewczyna, ten zbyt pijany nie moze ruszyc dupy, a ta zasypuje go kissami. Jem jajko. Do srodka wsypuje sie tlum spoconych nowych przyjezdnych. Ide zrobic poranna kupe, zabieram aparat i szybko przemieszczam sie w strone rzeki do przystani Tha Phra Athit. Za 6 batow plyne promem na poludnie do Tha Tien (tu przy swityni Wat Po), aby od razu przeskoczyc na mniejszy prom za 2 baty, na druga strone, gdzie znajduje sie Wat Arun, z charakterystyczna wysoka wieza. Ehh … wschod slonca nad Bangkokiem i Chao Phraya, rzeka ktora dzieli miasto i jest chyba jego najbardziej przepustowa droga komunikacji miejskiej. Leb mnie boli jak pomysle o jezdzie autobusem, tuk tukiem czy innym po zatloczonych duszacych ulicach tego molocha. Staram sie wiec w ogole w dzien nie poruszac pojazdami, najwyzej w nocy badz o poranku.

Coraz szybciej przyswajam nowe nazwy, zapisuje sobie zwroty i podstawowe slowa. Oczywiscie wiem ze wymawiam je nie do konca prawidlowo, ale co robic – tajski ma az 5 intonacji – niska, srednia, wysoka, opadajaca i wznoszaca sie. amen

Wzruszam siem wiec jak dzieciak tym wschodem slonca i wlaze do Wat Arun. Swiatynia jest pusta o tej porze, 3 psy bawia sie na dziedzincu, slysze jak male postacie zamiataja okolice bambusowymi miotlami, straznicy ziewaja, jest rozkosznie. Swiatynia jak to swiatynia. Jak oddawac czesc Bogu to na maksa. Nasrane ozdobami wieze, rzezby, plaskorzezby, mienia sie kolorami i lsnia zlotem – szczegolnie w blasku tego wschodzacego doprowadzajacego do lez slonca, haha…

Aby wejsc do swiatyni trzeba zabulic. Ale bez histerii to nie Angkor Wat (30$ za dzien tamze, bede musial wyciagnac sakiewke jak tam sie znajde), tutaj uiszczamy oplate 10-20 batow. Wczoraj troche mnie rozwalila sprawa Zlotego Buddy z Wat Traimit w Chinatown. W malej niepozornej swiatyni, gdzie lazilem sobie sam bez nikogo zadnych straznkow, krat, czolgow i w ogole arsenalu zolnierzy stoi (albo raczej siedzi) posag buddy. 3 metry, 5 i pol tony czystego zlota, wartego 14 milionow zielonych papierkow. Tuz obok jest szkola, dzieci graja w pilke, leniwe koty wyciagaja sie na schodach. Hm… ale to jeszcze nic. Dzis w Wat Po widzialem jeszcze innego budde, tym razem lezacego. 55 metrow na 18 wysoki czy cos w tym guscie. Blyszczacy, swiecacy z heroinistycznie otwartymi oczetami. Tlum luda w okolo. Hm… no i po co to ? Chyba raczej dla turystow. Ktorzy jezdza po swiecie aby sobie zrobic zdjecie przed czyms co jest nawieksze, najdluzsze, najdrozsze najnajnaj. Przerost formy nad trescia, zreszta bardzo generalizujac jak w wiekszosci religii. Ja tam nic nie mam do religii (przestalem na nia chodzic w 3 klasie podstawowki) ale Boga w ktorego wierzysz masz w sobie a nie w kawalku jakies wiekszej czy wiekszej materii. taki banal bananowy…

A potem przyszla porareraksu – czyli masaz tajski. Nie ma nic on wspolnego z erotyka. Tutaj bardziej chodzi o ugniatanie, wykrecanie, masowanie, wyciaganie. prawie godzinka i jestem jak nowy. Mala tajka o silnych dloniach dala naprawde rade. A na koniec dostalem jeszcze specjalna ziolowa herbatke. Milusio. Zrelaksowany, powyciagany polazlem wiec do swiatyni gdzie zlozylem sie na krotka drzemke, zjadajac wczesniej jakies chwasty z orzechami.

No i z powrotem na Khao San. Nie spalem od ladnych kilkunastu godzin. Ale jest ok. aha, hepi walentajns ewribodi

Posted in .. |

noc

jest noc. granica pomiedzy dniem a noca dawno sie zatarla. to co pisze w notatniku w ogole nie trafia na bloga. jakos mi z tym dobrze, bo odrobina prywaty sie nalezy.

wlasciwie nie pamietam jak sie nazywa moj hostel, w kazdym razie dobrze tu , blisko a zarazem daleko od zatloczonej i glosnej miedzynarodowej kao san.

wsiakam atmosfere, choc raczej korci mnie aby ruszyc dupe pojutrze, pociagiem na polnoc, i ladnym lukiem przejechac rzez laos do wietnamu a stamtad do kambodzi i bek tu tajland agein.

bangkok przytlacza. moloch w ktorym wszyscy umieraja od spalin. nie poszedlem spac w nocy. o 5 rano wbilem sie w tuk tuka (tuk tuk – rodzaj moto rykszy, jak te w Indiach) i pojechalem do chinatown. krazac o wschodzie slonca po budzacych sie ze snu ulicach poczulem sie bardzo maly, bardzo sam, choc nie zagubiony. lepiej sie zgubic i zatracic czasem niz wlepiac oczy w mape (ktora w BK i tak jest bezsensu jak sie zdaje). Niesamowita sprawa, obserowac jak mieszkancy miasta przygotowuja sie na caly dzien, smazac potrawy, wystawiajac towar ze sklepow, przeladowujac, ukladajac czy sprzatajac ulice. targ miesno-warzywny rozwalil mnie totalnie – takich rybek w zyciu nie widzialem, najlepsze ze lazilem tam p tych tlustych posadzkach, obijajac sie o stragany pelne dobr, zupelnie sam. bez natarczywego tlumu turystow….

pare ladnych km zrobilem tego ranka, padniety doszedlem do rzeki, wbilem sie w lodz ktora za 10 bhatow przewiozla mnie do przystani niedaleko mojego hotelu

pare mysli

aby zrobic dobrze dany temat foto – trzeba go wymyslec, miec kontakty, miec kase, czas, cierpliwosc i jeszcze raz generalny zamysl. na razie plyne, uczac sie slow tajskich, kumajac zwyczaje, zapisujac pomysly. zobaczymy co sie wykluje. a zdjecia sie robia codziennie…

…..

kao san rd – miejsce zabaw, uciech, jest bardzo cool, jest jak koszulki z che, jak dredy, jak bob marley. stoiska z ciuchami, ksiazkami, knajpy otwarte na okraglo, tanie hotele, tanie piwo, tani seks. seks seks seks. wrecz plynie ulicami, seks + kasa + seks + kasa. na razie mam chyba tego dosc (choc kasy i seksu nigdy za wiele ;)

no dobra. nara

Posted in .. |

HONGKONG FOTO!

Londyn Lotnisko

Hong Kong Miasto

Hong Kong Ludzie

Hong Kong Chungking Mansions

Hong Kong rozne foty, imprezy, etc.

wrzucam tyle. i z cyfry tylko oczywiscie. zreszta HK bedzie raz jeszcze , zostanie powtorzony na poczatku maja 04

Posted in .. | Tagged ,

bangkok

na razie nie wiele zobaczylem z miasta. wlasciwie nic. tylko koh san rd. w nocy sie nie wyspalem – impreza, krzki, rozbijanie butelek do 2 rano za oknem, potem lola w pokoju obok stekala cala noc (przyszedl jej chlopak do niej chyba). Tekturowe sciany w spaniu nie pomagaja.

Dzis zdjecia zrzucam. tu

potem bedzie wiecej…. chill out

Posted in .. |

hk miasto

Posted in .. | Tagged ,

chungking

Posted in .. | Tagged ,

z HK do BKK

Juz Bangkok. Rano obudzilo mnie slonce. Zawsze tak jest – akurat w dzien wyjazdu. Spadowa z HK, szybka jazda busem a21, odprawa blyskawiczna, lot rowniez (przespalem).

Na lotnisku w BKK koszmarna kolejka do odprawy paszportowej. Stalem z godzine. Potem autobus do miasta. Hm…. ogromne korki, brak jakichkolwiek punktow orientacyjnych, nawet za bardzo nie wiedzialem gdzie jade. 28 km z lotniska do centrum – prawie 2 godziny. Wyskoczylem gdzies po drodze z Gavinem z Angli – byl tu pare lat temu wiec znal droge mas o menos. Koh San Road – slynna ulica – gdzie wszyscy przyjezdzaja od lat. Widzialem juz takie miejsca – o tym bedzie pozniej.

Mam hotel za 180 baht – trudno wlasciwie bylo jedynke znalezc, w ogole miejsc nie bylo. mala ale czysta cela bez kibla z wiatrakiem. Musze wyprac rzeczy, zjesc cos, zaplanowac podroz, bo chyba wypada cos wiedziec na najblizszy czas.

padam. jest 30 stopni, czas wyrzucic ubranie

Posted in .. |

HK

Cala wczesniejsza wiedza o HK opierala na filmach kung fu, produkcjach z Jackie Chanem, czy filmach Won Kar Wai. Takze kostiumowe filmidla z dzielnymi Brytolami wywarly na mnie “niezapomniane” wrazenie. Cos tam czytalem, cos tam widzialem, ale bez glebokich analiz. Wyobrazenia czesto mijaja sie z rzeczywistoscia. I wiedza na temat danego regionu moze byc zapdejtowana tylko i wylacznie przez kontakt – z zapachami, ludzmi, jezykiem i calym mnostwem szczegolow. NIe mam zadnego przewodnika z soba, cala wiedze czerpie z tego co widze, badz uslysze, wiec prosze nie brac rzeczy jako pewnik. To po prostu bardzo subiektywna sprawa – tak ja moje zdjecia i teksty… (takie ostrzezenie)

Szmal, kasa, mamona, mani, mani, mani

To pierwsze co uderza. Jeszcze nie czuc zapachow, nie slyszysz dzwiekow ulicy, szczegolnie gdy pierwszy kontakt to sterylne lotnisko polozone na 2 wyspach, 25 km od centrum HK. Wszedzie ostrzezenia o zakazie palenia, smiecenia, plucia i podobnych, podlegajacych karze do 5000-1000 HK (1 HK$ = 0,5 zeta). Potem jazda do centrum. Najtansza opcja to autobus a21 za 33 hk$ – zawozi cie prosto pod hotel. Ale o tym pozniej. Mialo byc o kasie. Widac ja wszedzie – fantazyjne wiezowce (w tym trzeci pod wzgledem wysokosci na swiecie), drogie samochody, niesamowita infrastukura, wiszace mosty,tunele, wielopasmowe autostrady, lacza wyspy HK w jeden wielki pulsujacy i niesamowicie oswietlony o zmroku organizm. Genialni i przebiegli Chinczycy czekali do konca zanim Angole oddali zajebiscie przygotowane miasto – pelne siedzib bankow, instytucji, z najwiekszym przeladunkowym portem na swiecie. To musi sie samo krecic (no byl maly krach na poacztku lat 90tych).

Wybor towarow, dobr z calego swiata zadowoli kazdego porzadnego gadzeciarza. Sam prawie wpadlem w pulapke, na szczescie nie mam kasy na bzdeciki (pozwolilem sobie tylko na obudowe wodoszczelna do ixusa, przyda sie na nurkowaniu w Tajlandii). Jestem fanem sprzetu foto – jest go tu za duzo. O wiele. Najnowsze aparaty, szkla, akcesoria po zajebistych cenach – jezeli chodzi o zakupy to HK to raj dla konsumentow ;)

Ludzie

7000000 zjadaczy ryzu, owocow morza. Przede wszystkim Chinczycy – zarowno ci stad jak i nowi Chinczycy, ktorzy sa wlasciwie tania sila robacza. Oczywiscie tez biali – widoczni wlasciwie tylko w centrum na wyspie, sa kadra menadzerska, pracuja w wielkich korporacjach. W wiekoszosci wszyscy mieszkaja w klitkach, szarych wiezowcach – wciaz nie wiem w jaki sposob zbudowanych (tzn wiem, konstrukcje z bambusa sa najlepsze) – na dole w garazach stoja mercedesy, royce rollsy, beeeeemki. Myslalem tez ze wszyscy mowia tu po angielsku. EEEERR – blad – trudno sie dogadac w miejscach gdzie przebywasz najczesciej czyli na ulicy, pytajac o droge czy tez w knajpie (hehe to jest problem, szczegolnie gdy menu w najtanszych miejscowach jest po chinsku). Jeszcze jedno – brak usmiechu – ludzie jak maszyny zasuwaja przez miasto. Moze tez tak jest ze jest zimno, dzdzyscie, mlgiscie i deszczowo. Ale idzie wiosna…

Oczywiscie nie brak tez przybyszow z innych stron swiata… Sa tu wlasciwie wszyscy

Skojarzenie jedno – wielkie miasta swiata – Londyn, NYC ….

Ordnung muss sein!

Jak juz wspomnialem. Na pewno nie tak jak w Singapurze (gdzie moze dojade w najblizszym czasie) – przadek musi byc – na Kowloon nie tak bardzo – szczegolnie w okolic Temple Street, gdzie bardziej czuc Chiny. Wystraczy jednak wziac Stary Ferry na wyspe i od razu wszystko sie zmienia. Mozna jesc z chodnika . Ostrzezenia, nakazy, zakazy sa wszedzie “trzymaj psa na smyczy” “zbieraj jego kupke” “nie pluj” “nie pal” “nie jedz” … nie oddychaj. choc przez to oczywiscie jest milo i ladnie. Beton nie przygniata. Wystarczy pojsc na wzgorza, pelne sciezek, miejsc biwakowych. W samym miescie jest wiele parkow, miejscowek gdzie mozna usiasc, sa tez ogrody botaniczne, parki zabaw dla dzieci, boiska. Wszystko niewiadomo jak upchane. Nie zdazylem jeszcze pojechac za miasto (pewnie za drugim razem, przy powrocie sie uda), lecz jak mi wiadomo sa tu miejsca (HK ma 1000 km kwadratowych) gdzie latwo mozna uciec od cywilizacji.

Chunging Mansions

Mieszkam tu. Tzn jestem, nie wiem czy mozna nazwac to mieszkaniem, raczej cela, ktora dzielilem do dzis z Erykiem z Krakowa (spadl do Chin dzis wieczorem). Teraz jestem w innej celi – jedno osobowej, z widokiem na ciesnine i futurystczne wiezowce. Chungking to kilka wielopietrowych wiezowcow, ze wspolnym parterem, pelnym sklepow, sprzedawcow wszelakich dobr, jak i cial (tu chodzi bardziej o sprzedawczynie), hinduskich knajp; wokolo kraza sprzedawcy “oridzinal” rolexow z Pakistanu, Indii, Mongolii – nawiedzeni naganiacze za kazdym razem probuja zapodac ci pokoj w swoim hotelu (nie rozpoznaja cie – zgodnie z regula – white is white, black is black, yellow is yellow). Mieszkam w Travellers Hotel – fajne i tanie miejsce. I dziwne. Pelne przygodnych podroznych, jak i stalych bywalcow. Czesc z nich pracuje tu jako nauczyciele angielskiego czasem trafi sie tez rola (tlumu) w tanim filmie made in hongkong. Jest tez John – obsikany i brudny Anglik chory na Parkinsona, ktory przyjechal tu 25 lat temu i juz zostal. Dzis kupilem mu fish and chips – w barze Loko Lak. Szef hotelu niejaki William, Chinczyk z HK, wlasciwie nie wie co z nim zrobic, bo on Angol juz tu byl zanim ten zdazyl pojawic sie na swiecie. Smutna sprawa. Reszta ekipy caly dzien wlasciwie siedzi w tzw “livinig room” i gapi sie w TV na ktorym zapodaja Animal Planet czy Discovery Travel (hehe, choc masz egzotyke i nieznane za oknem, twoim oknem jest wciaz telewiozor, chyba latwiej go ujarzmic, ale bardziej uzaleznia, rzeczywistosci nie przelaczysz pilotem… chyba tacy jestesmy)

SARS i inne

Hm. Nie widac ludzi w maskach. Oprocz pracownikow na ulicach (ale to raczej o smog idzie sprawa). Kurczaki jak sprzedawali tak sprzdaja – psy widzialem tez – ale takie mile puszyste pieski rasowe na wystawie robiace kupe – wszystkie na sprzedaz, jako nawieksi przyjaciele czlowieka. :)

…..

luzne mysli i spostrzezenia… jak zawsze zreszta. w poniedzialek jade do Bangkoku. Mam nadzieje ze kasa bedzie mniej szla niz tu.

Posted in .. |

skok

Posted in .. |

hong kong

widok z dachu mojego hotelu… wrzucam zdjecia tylko z ixusa, z duzego nie ida, bo nie da sie dysku podlaczyc… co jakis czas cos wpadnie ;)

Posted in .. |

victoria peak

wlasnie wjechalem, net za darmo przez 15 minut wiec korzystam

za oknem panorama HK, zimno jak cholera, ubrany na cebulke zasuwam po miescie,

dzis pobudka o 6 rano. na korytarzu wciaz trwala impreza (tuz za sciana mojego pokoju – celi).wypilem dwie herbaty, wysluchalem zwierzen jakies chinki a propos jej marzen o japonii i o tym ze chce sobie kupic dom.

sterylnie czyste ulice z rana, niewiele ludzi, szybko docieram Star Ferry na druga strone ciesniny, na wyspe, gdzie miesci sie centrum biznesowe miasta

kawa w starbucks i z buta. martwi mnie kompletny brak swiatla, wszystko szare i plaskie. na pewno zmienie rezerwacje aby wpasc tu po raz drugi w drodze powrotnej

platanina korytarzy, przejsc, tuneli. tlum porusza sie sprawnie, wg strzalek, znakow. nie ma balaganu. wszystko jak w futurystycznym snie. masy urzednikow zasuwaja w uniformach, jak w filmie Gattaca

zaraz czeka mnie zejscie z gory, wiec uciekam… pozdro

Posted in .. |

chinskie bzdety

nie moge zainstalowac shitu, wszystko po chinsku, nie da tez sie zmienic tego na jakis normalny jezyk….

wiec na razie zdjec nie bedzie

zaliczam zrzut dzis, tempo ostatnich tygodni, samolot, no i impreza do 6 rano w hotelu – no i spanie do 18 .

jutro wyruszam na wyspe. wszystko nadal zamglone, a wg. prognozy slonca nie bedzie az do mojego wyjazdu, wiec pewnie zostane w HK w maju (na poczatku)

jestem przytloczony troche tym wszytskim… ale spokojnie – to dopiero pierwszy dzien.

Posted in .. |

Hong Kong

Miasto przyszlosci. Nie wiem czy Wawa bedzie tak wygladac w 2045 roku czy 3214. Niewazne. Porazajaca sprawa.

Deszcz plynie z nieba, wspaniale wzgorza nad miastem i szklane domy ociekaja woda i tona we mgle.

Mieszkam na 16 pietrze w Chungking Mansions , budnek A. Karaluchow jeszcze nie spotkalem, choc cena za hotel karalusza czyli jak najbardziej mila – czyli 50 HK$ (25 zeta)

Spotkalem kolesia z Polski w samolocie co jest tu juz 6 raz, wiesz bujamy sie szybko po miescie i wiem mniej wiecej juz jak sie poruszac.

W Londynie tez milo bylo – przyjechaly Wiola i Ewa, spozylismy mnostwo kawicy i obstrykalismy twierdze Heathrow…

Lot samolotem spoko – piekny film zapodali LOST IN TRANSLATION Sofii Coppoli…. jestem zachwycony…

Na razie tyle. Pisze z biegu i na goraco (albo na zimno, bo cieplo nie jest) Jutro zrzuce zdjecia. Padam tadam…

Posted in .. | Tagged ,

londek zdroj hitrou

juz londyn. przespalem caly lot, a teraz jeszcze pare godzin na lotnisku…. czekam na wiolke, pije kawae, znow zapisuje co nie co w notatniku… zaczynam znow miec uczucie bycia w drodze. lotnisko twierdza, anonimowy tlum, sprawdzannie bagazu, i inne atrakcje

jutro HongKong,…. tyle w telegraficznym skrocie… pieprzona klawiatura

Posted in .. |

SOUTH EAST ASIA

Zmykam do Azji we wtorek. Więc nie bedzie tu za dużo uaktualnien – w zaleznosci od jakosci lacz i mozliwosci przesyłu. Pozdrawiam….

tutaj przez najbliższe 3 miechy relacje i czasem zdjęcia / filmy

Posted in .. |

brand new studio :)

Posted in .. |

AZJA POŁUDNIOWO WSCHODNIA

We wtorek rano zmykam. Najpierw Londek na pare godzin. Potem na wschod 12 h w samolocie i Hong-Kong. Tam 6 dni i zlot do Bangkoku. Tyle wiem na razie. Reszta wykluje się podczas. Jak zwykle zresztą. Na pewno Tajlandia. Inne kraje w opcji – Laos, Kambodża, Wietnam, Malezja, Singapur – wszystko w zależności od pomyślnych wiatrów, epidemi, kataklizmów etc.

Na blogu i fotoblogu co jakiś czas relacja i zdjęcia w zależnosci od stopnia zaawansowania sieciowego danego miejsca…. :)

pozdrawiam , w razie pytan jestem pod mailem

Posted in .. |

negatyw

Posted in .. |

naplanie

Posted in .. |

siatkówka

Posted in .. |

dokument

do sciągniecia tu DOKUMENT O BLOGU / Między blogiem a prawdą

Posted in .. |

catch us if you can

Posted in .. |

central

Posted in .. |

wiosna wkrótce robaczki

Posted in .. |

staszek mały dżerba

Posted in .. |

oniona

Posted in .. |

miodowa

Posted in .. |

here comes the ixus again

Posted in .. |

sufit

Posted in .. |

mo kotuff

Posted in .. |

mo kotuff

Posted in .. |

strzeż się albinosa czytającego książkę o 14.58

Posted in .. |

przetwórnia wody z mózgu – galeria mokotów

Posted in .. |

nie mam

w ogole juz w ogole nie mam czasu i czasu i czasu.
aby pisac. tylko zdjecia. zlecenia. poszukiwanie poszukiwanie i zlecena i zdjecia

za 10 dni mnie juz nie ma. bedą za to nowe rzeczy – cos chyba wymyslilem znowu :)

Posted in .. |

longboardgarageacidsession

Posted in .. |

hasan arturro al wabiq

Posted in .. |

krakoff

Posted in .. |

przerwa w pracy

Posted in .. |

222

Posted in .. |

SPRZEDAM!

obudowa wodoszczelna (mozna nurkować do 3 metrów) do aparatow canon ixus s100, s110, s200. Poza tym przydaje sie w trudnych warunkach, takich jak deszcz, kurz, śnieg czy kąpiele błotne.

więcej o tym

zainteresowanych prosze o KONTAKT

Posted in .. |

2 tyg

dopiero teraz mniej więcej dociera do mnie ze wyjezdzam. plik .txt buduje się – w nim wrzcam wszystkie dostepne info. choc tego jest duzo – porady, uwagi, ostrzezenia – sieć się roi od tego shitu – dałem sobie spokój z relacjami innych podrózników (tych na polskich stronach) – bo chyba po co innego tam jade – raczej dane mi bedzie eksplorowac dane miejsce dluzej, poza tym raczej wiem ze interesuja mnie najbardziej klimaty miejskie….

plan na razie olewam pewne dostanę olśnienia jak Indiach, gdzie własciwie pojechałem bez zadnego planu, ten się po prostu wykluł. najważniejsze to rozmawiać z ludzmi na miejscu…

ostatnio pare ciekawych zdarzen, które zachowam dla siebie – grunt, że chyba mam jakies kosmiczne szczęście – odpukać….

Posted in .. |

.

Posted in .. |

już od 6 miesiąca

Posted in .. |

big kombak

bart + bedur -
king of bongo

bartodomasometromas – tajemnica
mojego sukcesu

W koncu odnalezione, legendarne single, legendarnych grup z zaglebia wegla
i siarki

Posted in .. |

nau

Posted in .. |

degola

Posted in .. |

znów wyjazd

Kosmici porwali serwer, z nieba spadła kometa a krowa państwa M. zniosła jajo. Chwilę więc moich stron nie było – ale jeżeli nie odczułem, żadnego z tym bólu, miotania się i uczucia głębokiego smutku z powodu braku mojej strony – wlaściwie nie mógłbym bez niej zyć, ale na krótką metę ten niebyt się przydaje.

Całą noc oglądałem amerykańskie filmy z lat 70tych. Chinatown, Deer Hunter i pare jeszcze innych zapomnianych seriali. Nakręcony spałem 2 h, obudziłem się, szybki skok do telefonu i dokonałem rezerwacji.

Po paru godzinach pojów w banku, na ulicy, w sklepie, szukając biura campusa, poruszając się na tym jednym wielkim ślamazarnym lodowisku jakim jest Warszawa-zaskoczona-przez-drogowców-zaskoczonych-przez-zimę udało mi sie kupic bilet. Trochę poszarszowałem – wydając całą kasę na niego, ale tym sie będe zamartwiał potem. 3 luty wylot – Wawa – Londyn (niestety brytole nie pozwalaja na stopover) – Hongkong (6 dni) – Bangkok. Potem prawdopodobnie Tajlandia, Laos, Kambodza, Wietnam i znow Tajlandia No i powrót. Na wiosnę. Ale tego jeszcze nie wiem.

Wczoraj calą noc planowałem co i jak. Oglądałem fotoblogi z HKK i BKK ,relacje z Azji Pld-Wsch.

Hm. Jest pozytywnie.

najepszą płytą jaką ostatnio w kółko słucham jest podwójny OUTCAST. miiiiszczostwo

Posted in .. |

mróczna dzielnica

Posted in .. |

cidade de deus

Miasto Boga to film który na 2,5 h pozwolil zapomniec o wszystkim innym. wkręciłem się jak w mało co….

Posted in .. |

lawendhejtandlaw

Posted in .. |

sen

mam coraz bardziej wciągające sny. perspektywa wyjścia na mróz -15, przebijania się przez zamarznięte ulice nie napawała mnie zbytnim optymizmem, więc spałem całe dni od nowego roku.

look w kalendarz – mam nieco ponad 3 tygodnie w Polsce.

chęc poukładania rzeczy, wysprzątania w domu, wyrzucenia starych papierów nachodzi z reguły o dziwnych porach – tym razem była to 5 rano

szukam ciekawych tematów, ciekawostek, porad a propos azji południowo wschodniej (tajlania, wietnam, kambodża, laos) – poprosze na email – będę wdzięczny i dźwięczny :)

Posted in .. |

sylwek 03

foto
co-op : kufel, ravs, maria i wszyscy inni co trzymali aparat

Posted in .. |

04

no ta. nic wiecej.

odpoczywam po sylwestrze -(wrzuce foty potem) , od poniedzialku trza pracowac

salut

Posted in .. |