Miesięczne archiwum: Kwiecień 2002

kleistosc dni z soba sasiadujacych

Jeszcze jeden dzien w takim powolniackim tempie. Wlasciwe oba dni zlaly mi sie w calosc. Przyjazd na desce do pracy. Jak sie okazalo dzis se nie pozmywam. Coz, wypilem na slneczku Pilsnera z CZechami (Krecha i jego znajomi), potem na gordite i kurczaczka w KFC – jestem kombatantem kurczakowym wiec wykarmili mnie za friko. Maras nadaje z Mexico. Justa zgubila paszport – i maja przesrane – wlasnie jada do polskiej ambasady w MC. Wiec lukajcie do Marasa – bedzie chyba ciekawiej w ich relacji z Mexico niz mojej… heheh…

Od jutra nie mam gdzie mieszkac – tzn. nie mialem – wyprowadzam sie, bo placilem tylko do konca miesiaca, mam nadzieje ze wlascicel gdzie mnie nie dopadnie, bo z ekipa Marasa i JUsty zbeszczescilismy piekna brazowa wykladzine. Przenosze sie do laski z ktora pracuje – Laura – mieszka wraz z druga lola w chacie na wzgorzu i maja dla mnie troche miejsca. POza tym maja net. Mialem wczesniej przeniesc sie do Romela i dwoch Meksow – ale jak bylem tam ostatnim razem, to zapach latynoskich skarpet pustawianych po parapetem nie pozwalal na egzystencje.

they_got_game1 maras_i_dream_car

W koncu ustawili mnie do kolejki po eos d60, wyglada na to ze poczekam jeszcze do 26/maja. Na stronie sklepu mozna sprawdzac status swojego zamowienia…

7 koncze prace – 9 odbieram ostatnia kase – 10 jade do Denver – moze pojade przez cale stany do NYC, biorac samochod z Auto Drive Away – placac tylko za bajure – to jakies 3 dni w drodze. A jak nie to samoliet…

one_way

Opublikowano americana | Otagowano ,

dziela

Niedziela? Wiec sie nie dziele – z nikim, niczym – moim czasem. Akurat leci w tv kawalek Stonesow gdzie Mick J. rozdziera jape:

– ttaaa-aaaa-aajm is on maaaaaj saaajd, yeees, it isss
– ttaaa-aaaa-aajm is on maaaaaj saaajd, yeees, it isss

Wiec relaksuje sie: net, Rolling Stone, Source, Digital Photogapher, tv, wyskok na longboardzie do sklepu, pranie, znow pare debilnych filmow, muza na MD, yerba i pufffff, brokuly, kalafior i krewetki na patelni przysmazane. Nie ma mnie, nie pracuje. I jest wyjebiscie :)

Wlasciwie to powinnienem sie zaczac przejmowac.

Czytam wiadomosci – same katastrofy, trupy, Lebiedz – dziobaty general ze wschodu, Heronista Staley z Alice In Chains , laska z TLC, zabila sie w wypadku w Hondurasie; legia zdobywa mistrzostwo Polski, gdzies na poludniu i troche na wschod, w suchej krainie, Palestynie, ciezko sie dzieje, strzelanki i polytczne przepychanki, gdzie nie bedzie wygranego ani przegranego, bedzie po prostu syf, z kolei w Niemczech koles rozwala z karabinu pare osob w szkole, a na poludnie od tego miejsca, w Austrii, rozwalaja sie dwa polskie autobusy, a Austrii urodzil sie Hitler, na ktorego samobojstwo rzucaja nowe swiatlo hisorycy i badanie – no bo co? okazalo sie ze ktos niezle sie bawil w kantynie obok, gdy w bunkrze 50 metrow pod ziemia Adolf rozwalil se leb, ale co mnie to obchodzi, zreszta jak sie dowiedzialem ostatnio od marasa, Hitler byl Polakiem. A skad on to wie? Bo odbyl w wypozyczalni Video, gdzie pracowal, rozmowe z pewnym Brazylijczykiem:

maras: co wiesz o Polsce?
on: hmmmm… w sumie niewiele, wiem ze Hitler byl Polakiem.

Slicznie, ale patrze na newsy nadal. Niusy od znajomych, maile, wiadomosci na cnn, onet, wyborcza. Za oknem wieje wiatr i wali ostre slonce, moje pranie dobiega konca, bede musial zaraz zejsc z fotela, podreptac na dol i wrzucic ubrania do suszarki. Ooo… na gazecie czytam ze Beata Pawlikowska dostala jakas zabe czy motyla, statuetke taka, za to napisala najepsza ksiazke turystyczno-przygodowa w POlsce. gut 4 u, mysle, ale od razu sobie ze chyba nie powinna dostac, bo gdzies kiedys znalazlem fragmnty chata z Pawlikowska na onecie:


~looz: Co myslisz o podrózy polaczonej z opisywaniem wrazen na goraco poprzez strone w internecie. Mam na mysli taki blog jaki prowadziłl do niedawna Bart Pogoda. (Jezeli oczywiscie znasz: bartpogoda.net)

Beata Pawlikowska: Nie znam bartpogoda. Z tej wyprawy, na którą wyruszam 24 lutego będę nadawała specjalne relacje do porannego programu Radia Zet. Będę prowadziła też mój niedzielny program w Radiu Zet i będę też wysyłała relacje do dziennika „Życie”.

Jezeli wiec nie zna bartpogoda, to nie powinna dostac srebrnej lyzeczki, czy tam czegos.

Zabieram sie w koncu do KSIAZKI/ALBUMU na powaznie, bedzie to rzecz oparta na blogu, ale oczywiscie cale rozdzialy pisze od nowa, zeby nie bylo za latwo. Przygotowuje zdjecia, tekst, ogolny wyglad i strukture – bo nie bedzie to zwykla rzecz. Beda odnosniki, do stron internetowych, do komentarzy na stronie no i design ksiazki chcialbym w stylice sieciowej. PLus zdjecia z podrozy, rady, jak fotografowac, jechac, przezyc i jak kupowac/przewozic marijuane aby nie zlapala cie policja. Bylo cos takiego juz? Jak nie – to bedzie. Oczywiscie to tylko chyba moje marzenie, znow. Ksiazke wydac w Polsce i ja sprzedac to oczywiscie nie lada problem. No ale zobaczymy. Moze dolacze tez z CD z kompilacja o ktorje pisalem juz wczesniej…

tak… jestem swirem… :))

Opublikowano americana | Otagowano ,

exodus

Stracilem dzis moje cyfrowe oko. Tzn. oddalem je, tym co zrobia cos z nim cos porzadnego. Maras i Justa ruszyli dupy, on the road, autobusami stopem pociagami czymkolwiek. Na poludnie. Meksyk, Gwatemala. Znajda sie na tej samej drodze co ja 4 lata temu, jak i pare miechow wczesniej. Miala byc KUBA, razem, mial byc film. Ale to jeszcze nie teraz… ja wracam do domu.

Aha.. maras tlumaczy ta zajebista ksiazke, Billy dal mu wlasnie pozwolenie

Zostaje sam w dolinie. Na 10 dni jeszcze. Za pare dni kupuje bilet do NYC.

Open your eyes and look within:
Are you satisfied with the life you’re living?
We know where we’re going;
We know where we’re from.

b.m. exodus

Opublikowano americana | Otagowano ,

DENVER

Amerykanskie miasta. Denver. Po 3 miesiacach siedzenia na glebokiej wsi pojawilem sie miescie. Ja, maras, justa i Romel z Kostaryki. Fruu… konsumencki wyjazd, oni jakies szpargaly przed wyjazdem do Meksyku i Gaute, Romel tez cos tam. Asfaltowa dzungla, autostrady slimaki mutanty, gaszcz uliczek, zjazdow rozjazdow wjazdow podjazdow. I pojazdow. Wzielimsy samochod z wypozyczalni, tzn. ja wzialem, bo ktoz inny ponosi odpowiedzialnosc jak cos sie stanie. Ja i tylko ja. NIe cierpie brac na siebie calego scierwa, ale oni bez karty kredytowej wiec trudno.

Downtown – swiry, ekscentrycy, dawno nie widzialem tylu ludzi na raz, meksykanskie laseczki, zury probujace opchnac ci troche ziela, biale kolnierzyki, skejty, grajkowie, sunace we wszystkie strony autobusy, tramwaje i samochody.

14 godzin w kupie. Za kolkiem, na piechote, ide spac.

Niestety, obiecalem Bedurowi ze wpadniemy do Caringtonow na herbate i „ciasteczka”, ale nic z tego…

droga_do_pracy1 ipop miasto2

on_the_road2

Opublikowano americana | Otagowano ,

z gorki

Pojechalem. 3 razy kopnalem noga w grunt i pojechalem.

15 minut, 4 kilometry. Jeszcze raz sie odepchnalem od ziemi, gdzies w okolicach budynku strazy pozarnej.

Ksiezyc swiecil, byla polnoc, wracalem do domu z pracy. 47 F, przyjemny wiaterek wial mi w plecy dodajac jeszcze mocy. Po drodze wypadly mi moje okulary z lat 80tych, ale nawet sie nie zatrzymalem, aby nie przerwac milego uczucia JAZZZZDY

Calkiem przyjemne uczucie gdy caly czas z gorki sie jedzie. Fajnie gdyby zawsze bylo z gorki, co nie?

Moja Mama ma urodziny – wszystkiego najlepszego, niedlugo jestem na jamie :)) buzka:) zadzwonie

Opublikowano americana | Otagowano ,

Zima Muminkow

Snieg znow spadl w dolinie Muminkow. Po dniach beztroskiego bujania sie na longboardzie, pluskania sie na odkrytym basenie, nasiakania promieniami slonecznymi zima nie powiedziala jeszcze ostatniego slowa. Ale co to za zima, jak wyciagi zamkniete.

Nic nie robie oporcz siedzenia w sieci, wylegiwania sie do 2 pm, ogladania dziesiatkow filmow hurtowo (MULHOLLAND DRIVE – jedyny co na mnie wrazenie zrobil aha i ALMOST FAMOUS). Pracy niewiele.

Dzis po przeczytaniu wpisu Janka na towar.org o salatce jego mamy, po prostu nie wytrzymalem i polazlem do safewaya, aby wrocic z dwiema torbami skladnikow. Brzuch mi wydelo ale salatka r e w e l a c j a:)

Wiec jak wspomnialem chodze po sieci. Polskiej i swiatowej. Ta polksa razi g o w n e m. Oporcz tego co sie dzieje w andergrandzie (blog.pl, prawda.org, kultura.org.pl, nnk.art.pl, art.pl, meble, oph, plfoto, towar.org, blogi moich przyjaciol ;)), polski ipop i inne) reszta to gowno. Nie dobre dla mozgu rzeczy: wszelkiego rodzaju portale, co tylko szkodza, 90% prywatnych stron, onety wp strony komercyujne strony robione na sile bez zaangazowania serca i umyslu, brak rzetelnych informacji, bez uaktualniania, z oldschoolowym designem z 1995 roku, ramkami i zrobine we Front Page. Juz lepiej wcale nie robic jak nie masz co pokazac, przekazac i nie wiesz jak to oprawic. Jest zle, ale bedzie lepiej. Wkrotce. Jest wiele zdolnych osob, z pomyslami, umiejetnosciami co na pewno cos zdzialaja. Nic tylko zabrac sie do roboty i nie narzekac wiecej.

Zreszta polski net jest odbiciem rzeczywistosci. Polska muzyka (bez paru wyjatkow – hip hop, kolesie od tymona, jazz) to pierd. Film? Szkoda gadac. Ale od czego jest DV? za male pieniadze mozna juz robic swietne filmy. Coz z tego? Jak obecnie rzadza „filmowcy” liczacy na kase dzieciakow ze szkol, co pojda zobaczyc kolejna lekture do kina.

bauwan1

Opublikowano americana | Otagowano ,

Nierzeczywista rzeczywistosc piatkowego brzasku

Senny dzien. Spalem do drugiej pm, polozylem sie o 6 rano. Wlasciwie nie mam nic do pisania i nic pisac nie powinnienem, dla wlasnego zdrowia psychicznego ;)). Z kazdym swoim wpisem oddaje czastke swojej wyobrazni, lub moze dziele sie nia. Dziele sie z ludzmi, ktorym sie wydaje ze mnie znaja, a tak naprawde zna mnie tylko pare osob. TO nie jest pierdolony program na polsracie czy BB czy inny reality show, nie bedzie tu nigdy zdjec mojego kutasa, nie bedzie opisow upojnych nocy i dzikich orgii, nie bedzie. nie bedzie tego co sam nie uznam za stosowne. Widze ze niektorym sie wydaje ze jestem kims nierealnym, z komiksu, digitalife.net, wiem ze niektorzy moga sobie wchodzic mi na icq i wypytwac o prywatne rzeczy bez przedstawiania sie, fajna rozrywka co? ale place cene… asi es la vida, cabron.

Rzeczywistosc jest nie rzeczywista. Po 6 godzinach przed ekranem cieklokrystalicznym mojego-nie-mojego laptopa wyszedlem z kapsuly. Slonce wzeszlo, delikatny fiolet pokryl szczyty. Wszystko bylo takie nierealne. Ja bylem nie realny, szaro-zielona pozimowa trawa byla nierealna, nieprawdziwe byly samochody i nieznosna nieobecnosc mnie samego. To uczucie nazywam FILMEM – mam wrazenie ze ogladam sie z boku, przez maly ekranik, badz tez leze w jakims dziwnym pomieszczeniu zanurzony w formalinie z 3d okularami wokolo glowicy. Uszczypnij sie, Bartek, mowie do siebie. Czesto mi sie to zdarza i moze pomaga mi osiaganac dystans, ktory latwo mozna stracic.

Jest piatek. Do pracy na wieczor, jutro to samo. Mysle juz o NYC i Polsce. Ukladam plany, co bede robil, pracowal, zyl, mieszkal. Mysle bardzo pozytywnie.

wkrotce nowe fotki

Opublikowano americana | Otagowano ,

l o n g b o a r d

Wynalezli go w Kaliforni. Surferzy, krorzy gdy nie bylo fali, odczuwali straszliwa tesknote za plynnym poruszaniem sie w czasie i przestrzeni, tesknili za tym samym uczuciem lotu przez zycie.

Zrobili dlugie deski na kolkach. Takie jak do klasycznego, ale bardziej agryswnego, skateboardu. Jazda na longboardzie, ktory z reguly mial deske dwa razy dluzsza i kola wieksze z pol raza i szersze rzecz jasna.

W upale lato, gdy fale na oceanie male i nie nosne, w miescie dalo sie slyszec nietypowy halas, dzwiek kolek dlugich dech, stuku-tu-kuku, przerwy w chodniakch i dziury w jezdni.

Deska byla szybsza i bardziej stabilna niz zwykly skateboard. Nie pozwalala jednak na wykonywanie szybkich zwrotow i trickow. Lagodna jazda, plynne krecenie pokladem, i mozliwosc pokonywania dluzszych odleglosci

Dzis nabylem taki sprzet. Autobusy przestaly jezdzic, wiec za 70$ zakpuilem uzywany deck i nowe kolka aby jazda byla znacznie szybsza. Mam pare razy ww tygodniu pokonanie odleglosci pomiedzy fraser a winter park, razem z 6 mil.

Bujam sie teraz, fajna sprawa, wkrotce, moze jutro fotki.

szadou

Opublikowano americana | Otagowano ,

n i e d z i e la

6 rano. Otworzyly sie drzwi od naszego lynchowskiego mieszkania. Wpadl Mike, blady, whiter shade of pale, usiadl na fotelu. Zajebiscie nie chcialo mi sie jeszcze do pracy jechac, ale Mike byl chory i potrzebowal Maras na teraz, bo chyba sam nie byl w stanie przygotowac restauracji na sniadanie. Coz ruszylismy. Clock in, zegar zaczal nabijac mi dolarki a ja poszedlem spac, Mike zrobil to samo zasiadajac w fotelu w swoim biurze. Dziwna sprawa, wszyscy po kolei lapali jakiegos wirusa, w dniach ostatnich.

Skonczylem prace w Vintage. Jeszcze tylko Deno’s. Za dwa tygodnie bede poruszal sie na wschod do NYC. Jak kasa pozwoli sprobuje przewiezc samochod (auto drive away company) na Floryde, aby stamtad walic do NYC. Plany sie wyklaruja wkrotce.

Cyfrak juz zamowiony. Musze tylko kase im wyslac. Aparat wykupiony w calych Stanach. Musze wiec poczekac do 5 maja, zanim mi wysla. Nastepny krok w fotografi. Bije juz 35mm, ale nie sredni format. Mi to calkowicie wystarczy. Canon eos d60, 256mb compact flash i mindstore 10gb z usb i firewire i wejsciowa na karty pamieci na przechowywanie plikow. Ja tez jestem maniakiem, nie tylko adomas. ktorego techinczo freakowe wywody czasem nie wiele istot rozumie. Wiec po zakupie tego sprzetu moge zapomniec o filmach, ciemniach, wywolywaniu, buleniu kasy, wozeniu z soba ton filmow etc.

Powrot z roboty. Basen, wokolo wciaz snieg. Sesja internetowa i rzut na miasto. Wpadam do marassssa, ten juz wymieka w Picafreaku (wypozyczalnia video). Coz, zjadlem troche popcornu, wypilem butle gazeozy, poogladalem pudelka po kasetach, odbylem dyskusje z drwalem (koles nie ma paluchow) co rowerem po ameryce pld. smigal. Monopol zamkniety, zapomnialem na smierc. Niedziela. Prawo stanowe zabrania. Coz – zakupilem 18 budow, za 11.99$. Bedziemy walic obrzyny. Niektorzy wiedza jak to sie robi :))

Zasiadlem, wywalilem jednego obrzyna, Justa tez probowala ale ma przelyk wolno pracujacy siedzimy i ogladamy MUMIE. Zenua, ale dzis jest dzien filmow przygowych, w sesji pomiedzy basenem a wyskokiem na miasto lyknalem MILOSC SZMARAGD I KROKODYL. Czyli same oldschoolowe rzeczy….

Prawie padlem. Lukajcie jak robi swoj najnowszy film D.Soderbergh (ten od Erin Brockovitch). Aby nakrecic hollywodzki film nie trza juz sprzetu za nie wiadomo ile setek tysiecy dolcow. Wystarczy kamera za 2000$ i cyfrak taki jak moj (ten sam ktorym robie foteczki, malutki ixus).

Opublikowano americana | Otagowano ,

oddychanie

gleboko, zimne powietrze prosto w lewe i prawe pluco, gory, snieg, wiosna jeszcze do konca nie zakrzyczala ze jest tu i teraz, ostatni dzien pracy w Vintage, ostatni raz wstaje o 6 rano i jeszcze pare dni pracy w Deno’s i po wszystkim. Zkaszuje czeki w banku, spakuje sie i spadam na … wschod. Tak, nie na poludnie. Zmeczony jak pies jestem, musze skonczyc rzeczy ktore zaczalem: album, ksiazka, zdjecia, 2000 zdjec czeka do obrobki, przygotowania etc., zainwestowac w sprzet cyfrowy i w ogole zobaczyc chyba DOM, co nie?

To nie byla moja PODROZ ZYCIA – bo moje zycie to PODROZ.

Jadem na jame, dziewczyny i chopaki, za pare tygodni wyladuje w pieprzonej Warszawce. yo

Opublikowano americana | Otagowano ,