Yearly Archives: 2002

senny

ostatni dzień 2002

pije kawe, spoglądam a zegarek, mam 57 minut aby zdążyć na ciąg do Wrocławia. I co się ze mną tam stanie to sam nie wiem.

bawcie się do zrzygania, spazmatycznie, radośnie, na placach wielkich miast, prywtnych pochlawkach, balach za 1000 od łebka, przed TV, przed ekranem kompa, w podrózy, w drodze,

oby wam się

jeszcze łyk kawy

30 sekund prysznica

pożeganie z rodzinką i psem

myślę o Indiach. 45 dni w syfie i kurzu indyjskich wiosek, z aparatem w łapie, wszyscy tam byli, robili zdjecia pisali, wiec pojade i ja, zrobie to po swojemu…

Posted in .. |

last rain this year

Posted in .. |

sesja

pół godzinki , tuż przed zmierzchem, światło polskie zimowe niestety jest bezsensu na maksa, ueee.. mam nadzieje ze jutro to coś poprawimy

Posted in .. |

lomo is back !!!

the results of lomo-shooting soon :)

Posted in .. |

tu byla notka

która powstała pod wpływem wahnięcia umysłowego – nie będzie już takich wpisów kurde wiecej, bo szkoda serwera

bawcie się świetnie, pijcie z umiarem, bakajcie rozsądnie, poza tym dajcie czadu

12:41 pobudka, mialem być w Czarnej Górze na snowboardzie – padający całą noc deszcz pogrzebał plany.

Uaktualniony Paryż i na nowo zeskanowa Syria

Posted in .. |

new haircut

drinkin’ with friends in a pub, came back home late at night, and created new haircut

Posted in .. |

z nutką zadumy

Joe Strummer zszedł.
Mają teraz Anioły przejebane.

Posted in .. |

sometimes I feel myself like this

Posted in .. |

me-lans-z

spotkanie u adomasa. myslelismy nad strategią blog.pl, strzelaliśmy do siebie i cos tam

Posted in .. |

zimowa sesja

panorama w miejscu z ruchomym tłem

Posted in .. |

życzę

dobrego 2003
lepszego niz 2002
który i tak był niczego sobie

tego aby się spełniły te tony życzeń
którymi jesteśmy raczeni co roku
mechanicznie, mailowo, zwyczajowo, automatycznie, bez zastanowienia nad ich znaczeniem i szczerością

już nie będę wspomniał o kasie, szczęsciu, dobrej pracy, miłości, szczęściu, podróżach, nowym TV 40cali, nowej komórce i BMW 740i ;)

wazne – zdrowia na pewno

tymczasem wstalem, 13:00, nie działa poczta, cos sie schrznaniło, wcziera czilowanie w wbl – tradycjnie,

musze jednak czesciej poza domem byc, bo kuszą mnie tu smakolykami ;)

ide robic zdjecia

Posted in .. |

Kłodzko

kurde no i tradycjnie znów jestem tutaj, choć wolałbym być w drodze, bądź conajmniej w jakimś ciepłym kraiku.

Posted in .. |

jak się zakłada bloga?

hahah… takie mi sie pytanie nasuwa, po zobaczeniu rowera blaszeja

bo ja nic nie skumalem, w ogole o co chodzi?

Posted in .. |

la defense

Posted in .. |

kartoniki u bella

w ramach ocieplania narysowałem to ramach ocieplania

a to w ramach dnia uprzejmosci

a to w ramach klasyki dramatu


wciąz nie spie 1100 zdjec gotowych do druku zeskanowanych

Posted in .. |

2 min 30 sekund

Rytm dnia poskładany z fragmentów o długości 2 min 30 sek. Tyle bowiem trwa skanowanie jednego slajdu na skanerze nikona. Skanuje wszystkie dobre rzeczy, które tworzą hisotrie, lub są przydatne, buduję archiwum, lub tzw. stocka.

Wkładam slajd, lub negatyw. Brzyczenie, mielenie, OK, skanuje. Robie coś czytam, jem, przerzuce pare stron w książce. Akurat mija odpowiednia ilość czasu, mogę włożyć następny slajd. I tak w kółko. Nie spałem 40h. Zeskanowałem tony zdjęć. Wczoraj padłem. Kilkanaście godzin spałem.

Ciekawe tylko czy warto?

W czwartek o 16:00 w ROWERZE BŁAŻEJA – o blogach będzie dyskusja (z obowiązkowym psychologiem). Będę ja i Adomas też będzie.Nie wiem czy coś powiem, moze cos powiem a moze nic.

Posted in .. |

slow down, baby ;)

Posted in .. |

aż tyle

i tylko tyle

do powiedzenia

Posted in .. |

friendz

MORE

Posted in .. |

musk is frozen

islandia przyszła, syberia jakaś, słonce nierealne, nie ma sniegu ale jest zimny oddech dziada moroza

zamarazam

MISIE RULEZ

SADOMAS’s BACK

w ramach solidarnosci z cieniarzami zakupiłem sobie orydżinalną koszulkę lejkersów – 34 – szak o nil ;)

mam nadzieje ze w koncu zaczną wygrywać, jak wisła krakoff

koszulka 159
afro w salonie fryzjerskim na Inzynierskiej 120 zeta

buhehe

Posted in .. |

bart & big muzzy strikes again

Posted in .. |

BEZDOMNA FOTO

coś tam na razie tylko z jednego dnia

zmęczony jestem… i jakis kurde smutny

Posted in .. |

evening is comin’

i took it in warsaw, today

Posted in .. |

BEZDOMNA WARSZAWA

padam na twarz, dzis cały dzien jeżdzenie załatwianie, przygotowywanie zdjęc na wystawe etc

w skrócie – to co napisał Kuba W. (niee. nie ten :))


Czwarta już wystawa Galerii Bezdomnej będzie miała miejsce w pomieszczeniach udostępnionych nam przez firmę REFORM COMPANY, właściciela wieżowca REFORM PLAZA w al. Jerozolimskich w Warszawie. Po raz pierwszy będziemy mogli zaprezentować zdjęcia tak wysoko: oddano nam do dyspozycji pomieszczenia na 27 i 28 piętrze budynku z porywającym widokiem na panoramę stolicy.

Dokładny adres to al. Jerozolimskie 123, przy placu Zawiszy. Dojechać tam można każdym tramwajem jadącym przez centrum w kierunku Ochota i Wola. Jadąc z Dworca Centralnego należy wysiąść na drugim przystanku.

Wystawa będzie miała miejsce w terminie od soboty, 7 do czwartku 12 grudnia włącznie.

tamze wiec od rana siedzie

pozdraw

SPAĆCC!!!

Posted in .. |

a skąd to sie wzielo?

znow i.net awards i znow ponoc mozna na mnie glosowac, wiec glosujce bo chcem isc na bankiet ;)) hahha

GŁOSUJ BO CIE ZNAJDE I COS TAM

ale czemu taka kategoria?

Posted in .. |

bad madafuka dog for sale, veri cheap my friend

Posted in .. |

jeee

Skończyłem artykuł o Peru i Bolwii – 5 stron plus strona info i zdjęcia. 7:25. Marley pieje, dzieci idą do szkoły, sąsiad do pracy, sklepikarz sprzedający zgniłe pomidory rozładowuje skrzynie z jeszcze większą ilością zgniłków. Jest cieciem, ale takie czasy. Kto nie jest teraz cieciem?

Adomas się obudził o 5 rano, wypiliśmy 4 herbaty i 1 kawę. Napisał dalszy ciąg historii o hARE kRYSZNA. No i pojechał do Kłodzka. A był tu po pracę. Chyba mam nadzieje dostanie bo się “musk” nie może marnować w taki sposób.

fuck it, nie spać, robić do kurki wodnej zamarzniętej.


Dostałem przed chwilą maila z Australii od Big Dogz – jadą skurczybki znów dookoła świata na rok. jjjjaaa też tak cchem,.,

Posted in .. |

spid

naspidowany tlenem, filmem Stona U TURN, kokakokolą, nie mogąc zasnąc i mając niezaczęte, niedokonczone artykuly projekty rzeczy siedze i slucham szumu kompa i stukania w klawisze

haslo na dzis

rispekt fo joself

zamierzam przez najblizsze momenty miec się w poszanowaniu

Posted in .. |

nie ma to

jak pospać sobie do 12:47

dowiedziec sie ze zibi boniek spierdziela z repreznetacji

zobaczyc mecz real madryt – asuncion (z paragwaju)

i jeszcze raz nasłuchać się o dudku i szmacie

Posted in .. |

i want some nice shoes, sir

Posted in .. |

green is better

Posted in .. |

jezuuu

umieram wciaz, godzina 11:30 niedziela. wczoraj bylo ciezko, wyjatkowo ciezko, kufel przyjechal za oceanu wiec ….

tu foty

Posted in .. |

kufel arrived :) madafuka is here

Posted in .. |

the darkness came to me

Posted in .. |

dzień

tramwaj, metro, tramwaj, autobus, kroki, gazeta, wzrok, starszy dziadek napierda na mnie, nie ustepuje mu miejsca, jestem zly do szpiku kosci i wiem ze bede stal jak bede stary, biurowiec, firma, rozmowa, tramwaj, telefon, szpital, bedzie dobrze wiesz?, telefon, tramwaj, metro, kroki, pod mostem, szukam numeru domu, nie moge znaleźć, biuro, sekretarki, taksi, telefon, słowa, mowa, gadka,

stop

biuro, agencja, rozmowa, monitor, gadka, telefon, taksi, korek, wietnam, dom

stop

poczta, tramwaj, zdjęca

NOC

Posted in .. |

i shot myself

Posted in .. |

wanna say something?

Posted in .. |

ojciec rydzyk is a bad boy

:) hah, sie uśmiałem po wczorajszym filmie sensacyjnym (lepszym niz Sfora), ociec r. wyszedł niczym gangsta w merolu i nędzynych okularach handlarza kokainą

poza tym cały dzien sesja – dzieki karolina i antonio

MEXICO CITY w magazynie PDF Differences :))

Posted in .. |

Łyknijcie se

Dziwne Tabletki

Posted in .. |

this is my playground

tnx Szacho :)

Posted in .. |

monkeyzzz

Posted in .. |

Widziałem fajny film sajnsfykszn

Nieuchronnie zbliżaliśmy się do punktu od którego możno było się oddalać na nowo. Lecieliśmy nawet nie przed siebie. Bo nie było siebie i nie było przed. Wpakowani w kwadratowe ściany mentalnego statku. Byłaś tam ty , byłem ja, była ciocia i kuzyn Maciek, babcia, sąsiad, policjant z drogówki mający cały bagażnik łapowkarskich CD (istniała nawet nieformalna lista przebojów wśrod glin łapowkarzy). Była mama tato siostra brat. Był też kochany telewizor, dziury w drogach, pies, kot. Była też ogromna równina, zielone ugory, nieużytki nieużywane przez nadużywających rolników. Zabraliśmy nawet z sobą góry (małe i zaśmiecone).

Na statku nie było pilota. Ani kapitana. Było wiele postaci aspirujących, choć właściwie sami nie wiedzieli do czego mają aspirować.

Statek choć budowany przez setki lat, wciąż na pozór udoskonalany nawalał za często. Trzeba było się cofać i cofać. Czasem tez dokonowano abordażu przez inne statki kosmiczne pełne dziwnych stworów z innych galaktyk. Właściwie nie wiadomo czemu, przecież nasz statek był skandalicznie chujowy, nieforemny, był dziwną Arką Noego bez “door selection”.

My i nasz pojazd gwiezdny poruszał się przez strony powieści bez końca, puenty, happy endu czy też jakiegoś dramatycznego zakończenia po którym wszyscy się wysmarkali w chusteczkę wielorazowego użytku.

Posted in .. |

lost in space

Posted in .. |

wyeliminować przypadkowość, nie wpadając w rutynę

playlista MP3 – audioslave (genialny Chris Cornell + RATM), nowa Tori Amos, The STREETS i jeden kawalek Manic Street P. “If you tolerate this…”

Posted in .. |

spit and polish [praga polnoc – warsaw’s borough)

Posted in .. |

i need some o2

Posted in .. |

Studio Foto

Dziś uroczyste otwarcie studia foto – bedzie się działo. Będę dzielił miejsce z 5 osobami jeszcze ale dobre i to.

Wkrotce kolejny kroczek na przód.

ajjj…. :)

Posted in .. |

i stopped for a while, just a little bit

Posted in .. |

Przypadek Dariusza T.

Kim jest Dariusz Trzuskawski?

Czy w ogóle istnieje? Jak wygląda? Czy ma problemy ze snem, 2 dzieci i brzydką żonę? Czy lubi chodzić w dresie? a moze gustuje w tureckich swetrach i marmurkowych dzinsach i ma wąsy? A moze jest przebiegłą seksowną blondynką, 35 letnią biznesuomen, odwiedzającą salony piękności i solaria gdzie można sobie zrobić tipsy za jedyne 119 złotych?

Czytam korespondencję do Dariusza T od 3 lat. Brak listów miłosnych, kartek z wakacji od rodziny i przyjaciół. Są tylko rachunki za telefon. Era, Plus, Idea. Wszystko trafia do mojej skrzynki. Na ulicę Kowiejską X / m. X (mimo ze mieszkam na Kowienskiej X / m. X).

Miarka się przebrała. Dariusz nie płacił rachunków. W końcu odezwali się panowie z Kredyt Inkaso. Dariusz dostał długie pismo. Piję kawę i zagłebiam się w problematykę odzysku długów. Dariusz ma problem. Został wyceniony na 1,559.57 zeta. Ja chyba tez mam problem. Za 2 tygodnie w moim mieszkaniu zjawi się komornik. Bedzie szukał Dariusza T. Darka nie ma w domu. Darek tu nigdy nie mieszkał.

Czytam ostatnią linijkę. Wobec powyższego apelujemy o Panstwa rozsądek i całkowitą zapłatę długu w terminie 3 dni. Nie zebym się bał, że dostane wpedol za Trzuskawskiego, ale niezastanawiąc się wykonuję telefon do Zamościa. Tam rozmawiam z urzędnikiem Kredyt Inkaso, ktory jest conajmnej podejrzliwy, i prawdopodbnie węszy w moim telefonie podstęp Dariusza T.

W końcu sprawa wychodzi na to, że muszę sie fatygować na pocztę, spisywać adnotację, płacić za znaczek, wysylac pismo do Zamościa, aby więcej mnie nie nękali. Dariusz tu nie mieszka, NIGDY NIE MIESZKAŁ.

Posted in .. |

breakfast, tuesday 5 am

Posted in .. |

i’m easy like a sunday morning

Posted in .. |

remains of the day

remains of the day zapraszam na mojego photobloga ;)) codziennie swieze mienso w postaci cyfrowych plikow

Niby nakręcony na w pół śpiący polazłem na materac. Poprzeglądałem stare numery Twojego Stylu i Elle (zawinąłem mammie podczas ostatniego pobytu w Kłodzku) – nie w poszukiwaniu treści – ale zdjęć i inspiracji i czegoś nienazwanego,w stylu “ja-tez-tak-chcem-i-tak-potrafie”.

Potem ponownie Wielkomiasteczkowość Marcina Ostrowskiego. Lubię wracać do rzeczy dobrych, i nie ważne jest, że znam pisarza osobiscie ;) – ważne jest to że jest to świetna rzecz którą polecam. Ostry kiedyś zdobędzie Najki Nagrodę i wszyscy się upijemy. Heheh. Serio.

Ale zasnąć się nie dało.

Chyba tak mam, że jak wstaję rano to w dzień nie jestem w stanie poczynić kroków aby usiąść przed kompem, podziałać popisać, skończyć rzeczy niedokończone, zalegające tematy, sprawy, nieodpisane maile. W dzień trzeba pojechać na miasto, zarobić kasę pstrykając (rzadko na razie) jakieś foty, trzeba pójść po gazete, jaja i bułkę, trzeba się spotkać z kimś, załatwić parę spraw, potelepać się w tramawaju, odmrozić dupę na mieście, zatrzymać się w empiku i zjeść wietnama w locie.

Kawa, świeże powietrze przez otwarty balkon, bluza z kapturem ulubiona, mp3 play lista na dziś: marvin gaye, nina simone, pearl jam (nowy album), koop, t.stanko (from the green hills)

Na szczęście dziś sąsiedzi z góry nie robią imprezy (Ich Troje no 1 na playliscie u nich). Jest spokojna noc. I chyba nie pójdę spać, tej nocy. Rano aparat i śmigam robić fotki budzącego się trójkąta bermudzkiego warszawskiej Pragi.

The city that always sleeps – Warsaw. Szczególnie jesienią. 10 w nocy. Pusto na ulicach, zimnie i przeraźliwie smutno. Pierdolone Helsinki Europy Srodkowo-Wschodniej. Choć sam nie wiem czy w Helsinkach tak własnie jest. Założe się, że o tej godzinie życie tętni, Finowie używają Finek, leje się Finlandia.

i w dodatku jeszcze dziś w nocy (za godzine) beda spadac meteoryty na naszą wieś – leonidy :)

Posted in .. |

party in da restroom, OFF, Warsaw

Posted in .. |

boring november evening in front of the screen

Posted in .. |

newsweek 47/2002

i taki mały artykulik o pewnym człowieku ;)))

polecam
PS>
do kupna w kioskach w całym naszym kraiku i w njujorku i szikago

Posted in .. |

tańce kuewskie

huczy mi w głowie, baterie mi sie wyczerpaly przed czasem – we mnie w aparacie i w komorce

polonez, kujawiak, i inne martwe tańce

dziś zdjęcia na festiwalu takich podrygów, ide na Masala Party zaraz aby odreagować, pamparampapamam w rytm poloneza panie i panowie uroczyście pozdrawiają publikę

Posted in .. |

pearl jam

taaa,

to jedyny zespoł ktorego mam wszystkie płyty w ORYGINALE

znam okladki, kawalki, mam niepublikowane mp3, prawie się zapisałem to Ten CLubu ale nie chcaiło mi sie iść na pocztę, widziałem ich 5 razy na żywo

jarałem się tym kiedyś jak marlej dżointem

na szczęscie minęło – jak się jest małym to ma się do wyboru rockendrola i trzepanie (nie chodzi o dywan)

10 lat temu kupowałem Tylko Rocka, byli tam tacy redaktorzy, takie wąsate miśki w ramoneskach, co słuchali dip parple i badżie i led zepow, oni wtedy mieli po 40 lat, dziś mają może z 70. dziś się im dziwię, ale to tylko moje zdanie

kiedyś też słuchałem zeppelinow, blak sabat (!!!), dżetro tal, metaliki, gansow,

dziś sam z siebie puszczam tylko Anne Jantar i Połomskiego

tak dla uśmiechu

no i Pearl Jam, ale jeszcze nie wiem co powiedzieć

bosz, wypstrykałem się

a jutro znow pstrkanie, turniej tańca, hehe

Posted in .. |

maostkowo

mauo spię
nie lubie mao
manu chao gra
mauje aparatem maunki
mam maukie problemy

mauo wiem

i chyba już pojde spać….

Posted in .. |

promocyja knigi Aalli :))

FOTKI – impreza w CSW i w kibelkoffu :)

Posted in .. |

Między blogiem a prawdą …. koniec zdjęć

ostatni dzień zdjęć

no i skończyliśmy :)

dzieki Michał, Bartek, Grażyna, Tomek + wszyscy bohaterowie filmu i ci co pomagali
:)

reszta info na DOKUMENT.blog.pl

Posted in .. |

Wszystko

za pierwszym razem wychodzi mi najlepiej

potem popada sie w rutynę

więc wszystko nalezy robić zawsze na nowo, inaczej, patrząc z boku, z ukosa, z gory czy z dołu

bo za pierwszym razem najbardziej się przykładasz

chcesz zeby ci wyszlo

a jak już ci wyjdzie to potem odcinasz kupony od Dzieła Pierwszego

oprócz seksu

Posted in .. |

pokolenie pie#$Q$lenie

I tak sobie pomyślałem. Wcale nie jesteśmy wyjątkiem, jakimś ewenementem w całej tej historyczno-histerycznej polskiej grze. MY czyli to tak naprawdę nienazwane i kolejne przegrane pokolenie. Każda próba szufladkowania (generacje nic, beznic, x, z, p) kończy się fiaskiem.

I wiem jedno.

Każde pokolenie w naszym kraju było przegrane a przynajmniej tak o sobie mówilo. Wręcz chlubiło się swoim kombatanctwem. Od wieków. Od zawsze.

Nie podpisuję się pod żadnym z nich.

Posted in .. |

Liść Spadł. Z niewielu drzew w centrum miasta. Przerzuciłem się na pojazdy szynowe i przegubowe tudzież zwyczajne ewentualnie taksi. 4 kółka odstawione i trzymając w portfelu bilet 30dniowy przemieszczam się starymu szlakami. 25, 32, 46, 3, 169, 610.

Miasto wymarło. Duchy ludzkie w emipku o 21:54. Zaraz zamykają. Wsiąkłem w albumy fotograficzne. 2 godziny oglądałem, przezucałem, myszkowałem po regałach.

Puste ulice dużego miasta w centrum małego kontynentu.

Rozmowy. Smsy. Telefony.

Łapać szansę. Lub ją znaleźć. Trzeba.

Posted in .. |

torowisko i fotki z Made in CHIna

dokąd?

———–

a tutaj już oficjalnie fotki z Made in China spektaklu Redbada Klynstry, premiera 8 listopada, warszawa.

Posted in .. |

kajli

nie mam kablówki w warszawie, i jedyne czego żałuje to brak kanałow z teledyskami i fashion TV

właśnie zobaczyłem nowe video Kylie Minogue (nie słucham takiej muzy raczej, ale Kajli uwielbiam jako Kajli) – i zwaliło mnie z nóg, bardzo fajny pomysł (Come in to my world – czy cos takiego)

blaa… wracam do projektu Made in China

ciao

Posted in .. |

rosnę

z miesiąca na miesiąć, z dnia na dzień,

rosnę

po powrocie z ameryki płd. ważyłem 70kg.

Dziś ważę już 82 gigabajty.

Chyba trzeba będzie gdzieś pojechać…

PS.
Redesign aury

Posted in .. |

prorok poszkodowany

czy widzi ktoś zdjęcie po prawej stronie? PIEPRZENI CYKLISCI?

tak. zrobilem to dla zartu, jeno ze wszyscy wszystko zwalaja na cyklistów (komunistów, masonów i żydow oczywiscie też).

jak prorocza to była wizja mogłem się dziś przekonać.

późnym popołudniem w końcu wyrwałem się z objęć Warszawy. 2 godzinne lawirowanie mokrymi ulicami, pełnymi ludzi w metalowych maszynach o zaciętych twarzach. widzę moje podkrążone oczy w lusterku, czerwone światło trwa w nieskończoność.

wyjeżdzam w końcu. janki, mcdnolands, wiozę na pace qchenkę gazową dla ciotki (gaz w domu zlikwidowałem wiec na ch. mi qchenka). żelastwo wydaje z siebie dźwięki, stuka, i chrbocze, radia nie mam (ukradli).

Gdzieś po drodze trup. JUż nie pamiętam w jakim miejscu, na którym kilometrze. Babka najechała pacjenta maluchem. Płacz, człowiek z wąsem i dżinsowej kurtce leży w kałuzy krwi na środku wąskiej drogi.

W końcu wjezdzam w góry. 40 km do Kłodzka, do domu. Slisko, deszczowo. Pusto. W pewnym momencie zjeżdzając z góry, serpentyną widze cień koleś rowerem na środku drogi. Zjeżdzam na bok, hamuję ale za późno. Pieprzone lodowisko. CZuję się jak pijana, gruba i niezgrabna tancerka figurowa na lodzie. Jeszcze odbijam i bokem wpadam na bandę. Gdybym jechał szybciej, i uderzyłbym centralnie, to chyba do teraz by mnie nie znaleźli na dole wzniesienia, w ciemną noc, pośród drzew. Udaje mi sie wyprowadzić samochod na mój pas. Cały bok rozjebany. Powoli ruszam. I jakoś dojezdzam do domu.

Ja to pierdole. Malo co a przywiozł bym własnego trupa na święto trupów.

Posted in .. |

jade

na helołin do kłodzka

warszawo gud baj na tydzien

Posted in .. |

książka

no kurde, jade równo,wciąż nie mam tytułu ale mam moc (z kosmosu) więc siedzę na dupie do 5 rano, słucham wiatru za oknem, deszczu walącego w parapety, Marleya i Manu Negry. I piszę. Tzn. bardziej już poprawiam i układam to w calość. Na święta nie zdążę na pewno. Ale to nie szkodzi.

Głupi WinXp pokazuje mi że mogę Worda użyć jeszcze 17 razy. Eh.. trza bedzie skrakować.

Rano inspirujące odwiedziny Wolaga cieszę się że jeszcze są ludzie obdarzeni siła. yo

Posted in .. |

z dzisiejszej sesji

dzieki Karolina :)

PORTRET tu co jakiś czas nowe portreciki etc.

Posted in .. |

1.2.3.4.5.6.7.

8. 9. 10. Wstawać. Spię. Co chcesz na śniadanie? 11. Garaż samochód na północ babilonu. 12. Powrót do domu. Gazeta. Owoce. Książka. Gazeta. Telefon. 13. Email. Projekt. Telefon. Książka. 14. Kibeleeek. 15. TV. Wyłącz to. 16. Hamak. Gazeta. Książka. Telefon. Kawa. 17. Spagetti. Idol. Bar. Tak wiem takich rzeczy sie nie ogląda. 18. Kawa. Telefon. Mail. 19. Garaż samochód do centrum babilonu. Empik. Gazety. Książki. Na muzykę nie patrzę. 20. Kino. herbata. Minority Report. 23. Samochód. Stacja BP. Kawa. Powrót. News z Rosji. 24. Komputer. Dokument o modelowaniu pochwy na dwójce. Niespanie. Pisanie. Książka. Net. Tak do rana.

Posted in .. |

mój bloguś

ma 3 lata (z hakiem)

wszystkiego najlepsiego, hheheh

własnie sobie to uzmysłowiłem, zagryzając kanapkę z turystyczną i czosnkiem (powiązanie wycieku kasy i przeziębienia)

Posted in .. |

padam

muszę sobie zakupić jakies urządzenie co spowoduje ze moje pomieszczenie do snu i innych rzeczy bedzie mniej suche.

dziś obudziłem się po 12 godzinach snu, po raz pierwszy od paru tygodni,
z bólem głowy i jakimś dziwnym nakręceniem

potem Królikarnia i nieporozumienia, niewielka widownia, rozmowy o podrózach, kawa i herbata, słabo mnie kręcą tak własciwie, ale było fajnie, babcie w MoHair’owych czapach, trochę młodych ludzi, może 30 osób, ja i D. nawijalismy o jeżdżeniu,

Nie potrafię o tym mówić, opowiadac o podózach, siedząc tu na dupie, nie jestem Naszional Dziografik, ale chyba trzeba, bo jest promocja i reKŁAMA.

Slajdy z Tybetu i fruu do domu.

Leci DEPRESJA GANGSTERA i reklamy. No i mam książkę Niccolo Ammanitiego “…zabiorę cię ze sobą”, mam nadzieję, że równie dobre jak “Bagno”

Posted in .. |

i usiadłem przy stole

zebrałem materiały, czyli wszystkie moje negatywy, jakie zrobiłem w życiu, proszę mi uwierzyć jest tego nieprzyzwoicie dużo

wszystko po to aby jeszcze raz je przeleciec wybrać zdjęcia ktore pojawią się w moim prywatnym stocku, w wersjach do druku i w ogóle

i tak usiadłem przy stole zapuściłem muzykę

przerażony, ogromem,

zdjęc klatek sytuacji miejsc

jak to poukładać

które są naprawdę dobre?

które pojdą do kosza


..
.

jutro w Królikarni o 15 na festiwalu Kawa i Herbata będę gościem i będą moje slajdy puszczane na okrągło

co ja im powiem? że piję kawę + 2 łyżki cukru i odrobina mleka, pare razy dziennie

whatever


..
.

muzyka: Tracy Chapman – nowa płyta,
ksiązki: nowa kinga Jagielskiego o Afganistanie,
film: Edi,


..
.

PARSZYWA TRZYNASTKA

Posted in .. |

październikowe fotki

i tylko z paru dni, reszty jeszcze nie wrzucam… kilka fotografii zrobił bedurovitcz

no i jeszcze panoramka :)

FULL HOUSE

Posted in .. |

dresiarski żywot

Wczoraj zostałem nową twarzą (zamazaną) pachnideł Adidaska, które stargetowane są na rynek dresiarski. Jestem z siebie dumny.

zdjęcie zrobił szacho

PS.
adomas też był modelem, i może i on pokaże swoją twarz…

Posted in .. |

czy to już połowa października?

Dalej remont. Jeżdzenie po kastoramach, OBIwankenOBI, ikeach. Kasa wycieka. Na duperele, elemele.

Skonczył się festiwal filmowy. Wygrał Edi. Ważna nagroda, dobry film. Powrót Henia Gołebiowskiego, mojego ulubionego aktora z lat dziecinstwa, Wakacje z Duchami, Podróz za jeden uśmiech.

Wczoraj impreza. Stara ekipa. Abstrakcyjne rozmowy. Szybko sie wypaliłem.

Posted in .. |

fotoblog

BEDZIE troche inaczej, z boku beda sie pojawialy fotki, jako zapis dnia, nie mam czasu pisac, czasem wystarczy fotka, zreszta kto teraz czyta, w naszym społeczenstwie obrazkowym. ;)

Posted in .. |

Odwiedziny Starszej Pani

O 6 rano przyszła Zofia wyczesana. Pani gospodarz budynku. Ona naprawde tak się nazywa. Mogę się więc pochwalić, moja gospodarz budynku jest WYCZESANA. To miło, ale nie o 6 rano. 3 przeciągłe dzwonki do drzwi. Akurat sniłem o tym, że wcale mnie tu nie ma. Nie wiem gdzie byłem. Sniłem o miejscu zdecydowanie bardziej wyczesanym. W sensie, jakaś plaża, czy też inna miejscówka. Nevermind. Pani Zofia dzwoniła do upadłego. W końcu wstałem, spię w małym pokoju, do którego wepchałem wszystkie przedmioty jakie posiadam, ksiązki, komp, aparaty, zdjecia, wszystko wszystko, tak na czas remontu. Krata. Stoi za nią Wyczesana i dzierży w łapie papier. Prosze pana, nie mogłam pana zastać, tu coś podpisać jakiś gaz, czy coś z gazowni. Wszyscy się już podpisali oprócz pana, panie spod siódemki. Składam krzyżyk na kartce i ide spać. Budzę się po 2 godzinach. Z silnym postanowieniem. NO MORE GAZOWNIA. Zrywam pieprzoną instalację gazowa, licznik wyrejestruje, rury do śmieci. Bedzie płyta na 2 palniki, na prąd i kurde no more gazownia. I następnym razem jak ktoś zadzwoni, i powie, że z gazowni, będę wiedział, że to ONI, przyszli mnie zlikwidować. W przebraniach panów z gazowni, lub w przebraniu Zofii Wyczesanej.

Posted in .. |

cvrtk

im więcej się dzieje tym więcej robie
im czasu mniej tym więcej

+

im więcej ciebie tym mniej, jak mawia natalia, chciałoby sie dodać, z głupim usmieszkiem

MADE IN CHINA nju prodżekt, szczególy za 2 tyg, na razie lukajta tam


EDI – no własnie o tym pisałem ostatnio, gdy wspoinałem zemstę,

polski tani i świetny FILM,

naprawde warto, jak mawiał najsztub z żakowskim

lece kupować farbę, ale M. moja architek wnętrz się spaźnia

Posted in .. |

pstrong men

mam łapy jak statystyczna polka, wychodząca z zakupami z oszołoma czy innego hajpermarketu

jestem napakowany jak strong man z tvn, zawsze było mi szkoda tych gości co targają odrzutowce, worki z cementem, rozpieprzaja sobie kolana, kregosłupy, aby potem podpisywac cycki laseczkom, i skladac autografy pryszczatym nastkom

3 tony, ja 1,5 , Pan Marek (remonciarz) drugie tyle. Był dylemat gdzie to wywieżć własciwie. Bo takiej fury gruzu nie upchniesz w smietniku. Wytrzasnalem wiec szofera. O 8:30 podjechał Ził. Spózniony godzine. O 12 był już załadowany. Taka przyjemnosc to 150 zeta (stargowalem z 200), bo normalnie MPO liczy se 300 za jeden kontener (byly by ze 3).

Dobra dość tego. Spadam na festiwal filmowy. Wczoraj dwa dobre filmy “I am Dina” i ” Szczek” (debiut Kasi Adamik, córki Agnieszki Holland).

A dzis “Edi”

Posted in .. |

remont

wlasnie zaczalem remont chaty. mieszczanski zwyczaj, lecz cóż, trzeba

przez tydzien rozpierduch, załatwianie, kupowanie farb, paneli, sreli, dupereli, burzenie, malowanie, składanie, scieranie, skrobranie, wbijanie

mam nadzieje ze przezyję, na razie padł MUR

jest taki film, Wielka UCieczka ze Stevem McQueenem. Siedzący w obozie jenieckim Alianci, kopią tunel aby uciec z wiezięnia, a wykopaną ziemię wynoszą na zewnatrz, wysypując przez nogawki na spacerniaku obozowym.

3 tony.

Jak sciana została zburzona własnie tyle gdzies mam gruzu.

no i ja to musze wyniesc. teraz. aaaaaaa

Posted in .. |

war photographer

“War Photographer” o Jimie Nachtweyu zwalił mnie z nóg. Dokument. Z punktu widzenia reżsyera filmu i samego fotografa. Nachtway podczas zdjęc w Kosowie, Dżarakcie, Palestynie ma zamocowaną do aparatu (canon eos1v i eos3) mikrokamerę, tak więc widać jak pracuje. Powoli, zmienia czas, mierzy swiatlo. Przemieszcza sie z miejsca na miejsce, dostojnie, bez pospiechu. Wokoło latają kule, przez obiektywem kobieta z Kosowa opłakuje swojego martwego syna ( w tym momencie czlowiek siedzacy kolo mnie w sali kinowej nie wytrzymuje i wychodzi).

Po co robić takie zdjęcia? Cześć z nich wielu z was widziało pewnie na World Press Photo. Są niesamowite. Lecz… ale ale…

Nachtwey usprawiedliwa swoja osobę. Ktoś mógblym powiedziec ze wzbgogaca się kosztem ofiar wojen, biedy, głody, epidemi. Ale z drugiej strony widzę dobrze, że dają mu na to przyzwolenie, czasem nawet bez słow pozwalają mu być razem z nimi. W chwilach tak intymnych. Nie wiem jak on to robi. Nie wiem jak on się z nimi dogaduje. Co innego robić zdjęcia obcym ludziom, podczas pokoju, podczas ich normalnych codziennych zajęć. Co innego w tak ekstremalnych sytuacjach.

Film daje do myślenia. A ja jeszcze bardziej nakręcam się na fotografię. Coś mnie utwierdziło, że powinnienem iśc dalej. Nie nie, nie mówie tu o fotografii wojennej, skądże, po prostu dalej…

Festiwal Filmowy w Warszawie rzondzi :)

Posted in .. |

niejadki wszystkich krajów łączcie się

Hitem dnia została strona niejedzenie.pl, gdzie bez skrupułów autor rozwiązuje wszelkie problemy związane z jedzeniem. Nie je wcale, od lat, i wciąż żyje. Hm… Może jest wampirem i ssie krew 19 letnich dziewic (są takie?). Cóż, mogłoby się wydawać, że taka opcja jest na czasie. Teraz gdy recesja, problemy finansowe, rodacy odmawiają sobie wszystkiego. Autor strony, jak sam mówi, żywi się powietrzem górskim, swiatłem jesiennego słońca, wygrzewa kosci w świetle księzyca i słucha ptaszków w parku no i muzyki klasycznej. Ciekawe czy hiphop czy też rock jest równie pożywny, a może powoduje wzdęcia? Przeczytałem o tym dziś w Duzym Formacie i gnany ciekwaością wystukałem adres tej anorektycznej strony…

A teraz leże na krześle, słucham Hideous Kinky Sountrack, posilony mintajem, podsmazanym z czosnkiem i cebulką + sałatka, piwko i bułeczka. Mniam.

Posted in .. |

Kumacie?

Zrobiłem 4 slideshows na festiwal Kawy i Herbaty, potem obchód po blogach (zacząłem znów to robić, ot co)

Słucham płyty IMPALA, afrykasnkie rytmy + miły bit. Przeglądam liste mp3 – 10 giga kawałków, 1300 pozycji. Miotam się. Bo sam nie wiem czy cedeki płyty tasmy i tego typu nośniki można wrzucić do lamusa? Czy tylko MP3? Pewnie kiedyś tak. Ale płyta analog czy dobrze wydany Cd ma swoj klimat, ma okładke, niezły design, w środku teksty i zdięcia, a z drugiej strony ulega degradacji, rysuje się, można komuś niechcąco pożyczyć, komuś nie-temu-właśnie. Chyba jednak jak miałbym kasę wciąż kupowałbym płyty, ale na pewno ripowałbym je w kompa.

Możliwośc robienia playlist, randomizacja, robienie składanek, wypalanie je jako prezent (maras się na tym kuma, robi najlepsze składaki w tej częsci planety)

nie o tym miało być …

Gnuśnieje, czekam na moment gdy się stąd wyrwę. Jeszcze nie czas. Trzeba coś zrobić, zakonczyc pare rzeczy.

“Panie Bart (aha.. są tacy co myślą ze Bart Pogoda to pseudo artystyczne – skądże kufa) czy martwi się Pan tym, że przyklejono panu etykietkę podróżnika-fotografa”

“Hm,, er,,, tak martwie się tym, bo właściwie, mogłoby się okazać ze czekają mnie w życiu wakacje raz na rok, 10 dni, plus świeta i sylwester, bo może już nigdy nigdzie nie wyjade i zostane grubasem patrzącym sie w TV, gdzie jezcze jeden idiota bedzie starał się coś mi wmówić”

Fikcja, a może prawda. Przestałem nawet cokolwiek planować. Nie kupuję przewodników nie chodzę po stronach poświeconym podróżom, szlag mnie trafia jak ktoś jest TAm a ja TU. Nie mogę już. Muszę ładować baterie. Wciąż się uspokajam, że jeszcze nadejdzie ten czas, i to szybko. Ajt, pierdole, nie mam zamiaru robić kariery w imię sam nie wiem czego. WIem wiem praca, praca, kasa kasa, rodzina którą kiedyś zaloże musi się jakoś utrzymać, trzeba zaspokoić ambicje, nawet nie swoje, ….

Wciąż o tym mówie, rozmawiając z niektórymi. Zycie to balans, kurde balans, jak spacer na linie pomiędzy wieżami Petronas Tower w Kuala Lumpur, nie możesz się gibnąc w żadną stronę. Nie możesz popełnić zadnego błedu. Jesteś tam wysoko. nawet nie 30cm nad chodnikiem. jeszcze wyżej. Rzeczy które się dzieją, ludzie zdarzenia powodują, że fruwasz, jedziesz jka w torze bobslejowym, z którego nie wypadniesz. Nie potrzebujesz pudru w nos, kreski, sztucznego spida co zabija. Potrzebujesz SOMY, narkotyku co nie uzależnia, którego nie ma a jest, tylko trzeba go zobaczyć, wziąć i odpowiednio użyć. Jesteś w połowie drogi, (no powiedzmy w 1/3 dorgi w moim wypadku) na linie po miedzy tymi wieżowcami, Czasem po jednej stronie poprzeczki dzieki której utrzmujesz równowagę siada pieprzony ptaszek, powodujący przechył, walcz z nim, nie utzrymasz równowagi, spadniesz. Nie z tych 30cm tylko z 500m. Ponoć straszny jest dźwięk ciała uderzającego o betonowy grunt.

Kumacie?

2002 9

Posted in .. |

aj nou

wiem ze jak teraz wyjde, to nie wróce do wieczora, leń przemawiający przeze mnie mówi mi ze to głupi pomysł, zdrowy rozsądek (schorowany niecu aktualnie chyba) podpowiada ze muszę jednak wyjść. Odebrać monopod, zawieźć samochód, znaleźć mechanika, dogadać się z ubezpieczycielem, i 1500 2 900 innych spraw. Bueee….

Posted in .. |

chyba ktoś powinien się zemścić

Ladies and Gents

Uroczysta premiera ZMESTY żywego trupa awajdy transmitowana na zywo niczym rozdanie oskarków. I to w porze kolacji. Kierując się masochistycznymi pobudkami oglądam prezentacje gości, tfórców, aktorów. Jest rezyser, prezydent, ministrowie, biznesmeni. W fuaje sie pomacali, załatwili pare spraw a teraz czas na najnudnieszją część.

Wiem wiem, promocja polskiego filmu. Tak tak, co bardziej kumaci nastolatkowie zacierają ręce, przecież wkrótce nie będą musieli iśc do szkoły, bo pani belfer zabierze ich do kina. To super. Naprawdę bardzo fajnie, 10 baniek wyrzuconych na realizacje może się zwróci. Dobrze ale po co? Nie lepiej dać dzieciakom ksiązkę? Przeczytać? Nawet pójść w takim kierunku jak czytanie z podziałem na role na lekcjach? Zamiast trawić czas na zebranie dziatwy i pojechanie do kina?

Za te 10 baniek mozna zrobić przecie 10 filmów. Nie mamy młodych twórców? Reżyserów? Aktorów? Ludzi ze świeżym spojrzeniem, zdolnych, robiących offy, na cyfrowym sprzecie, z małym budżetem, wrecz znikomym. I to własnie ich filmy da się oglądac, te filmy zdobywaja nagrody na niezależnych festiwalach na całym swiecie.

Po co ogrzewać kotlety, ekranizować lektury szkolne, czemu nie robić współczesnych rzeczy?

Widziałem tzw trajler tego dzieła. Z reguły trailery poruszają. To taki zlepek debestof z kazdego filmu i nawet z filmu klasy od b do zet da się zrobić coś niezlego. Tak dobrego ze potem już filmu nie trza oglądać. Natomiast zajawka Zemsty nie porusza, jest długa jak makaron do spagetti, ale mnie smaczna. Ktoś powie że nie mam racji, bo nie widziałem filmu. Poczekajmy.

Posted in .. |

oswajanie świata

Czytam DROGI I MANOWCE oraz OSWAJANIE ŚWIATA, Nicolasa Bouvier

Inspiracja i to jaka :)))

Skonczyłem montować NYC i Colorado. 60 minut filmu. Troche to połamane i wariackie, ale takie to byłyu czasy…

Posted in .. |

ajt..

Sól, cytryna i tequilla x5

Masala, melanż, bollywood, tłum, rozmowy.

Nie nie, nie czuje sie chyba jednak jak kiedyś.

Kasa zero. Powrót na piechotę i nocnym. Jak za dawnych czasów.

Tylko to, tylko ten powrót, Czekanie na ławce, na przystanku, słuchanie pijanych rozmów w autobusie, gdzie kanary juz sie nie zapuszczają i wszyscy jezdza bez biletu.

Jedynie to. reszta sie zmieniła. Juz mi się nie chce, choć muza jak trzeba, laseczki, alkohol, atmosfera, nie czuję tego wiec jak tylko poczułem ze czas, to sie zmyłem.

Od lat nie wyszedłem na czworaka. Od lat nie wyrzuciła mnie ochrona.

Ksiązka, pijany koncert maanaamu na dwójce, bezsensowny film klasy zet, sen, solamente, i bezkacowa pobudka.

wkurwiam sie na Adobe Premiere, znow sie cos kielbasi, zmontowałem juz 3 taśmy z NYC i Colorado. teraz znow stanalem w miejscu. Jak i ksiażka. tez w miejscu. To już nawet nie jest kwestia weny. Bo ta jest wyjatkowa kaprysna tej jesieni.

Przekładamy film na nastepny weekend. Ale potem znów do przodu.

Posted in .. |

dnia trzeciego

W TV leci Rapa Nui, na łózku Wyborcza, jeszcze nie przeczytana, otwieram drugie piwo i zapuszczam zripowaną płytę Tracy Chapman, Tellin Stories…

Tak, opisze dzień. Choć to przecież nie w modzie, i w ogóle grzech najwiekszy, tak nie wolno przeciez pisać BLOGA. To niestylowo.

Cieżka pobudka, na śnadanie dwa pączki gumowe, butelka koli, jade po Jędrka, aby zabrac go na 3 dzień zdjeciowy filmu BLOGOSŁAWIENI. Deszcz. Mapa w ręku, bo kurde nigdy przeciez nie pamietam jak sie do niego jedzie. Potem znów korki i w koncu 1,5 km muru pokrytego grafiti. Kręcimy.

Potem Ostry (polecam ksiązke jego – Wielkomiasteczkowść). Na dachu. Nielegalnie. Ale co tam. Offowa sprawa w koncu sie dzieje.

Ide po obywatela Trzaskprask. Deszcz się zmaga. Ostry proponuje Przemyslowy Sluzewiec. Jedziemy. Po omacku, w deszczxu, lawirujac, szukajac miejscowki, gdzie sie schronimy i nakrecimy kolejna tasme Mini DV.

Szlaban sie otwiera, witam panie Marianie, panie Zbysiu, ciecie nie przypuszczaja ze wjezdzamy nielegalnie. Ale tam jest magazyn, hala, dach. Tam sie mozna schować.

akcja. trzask prask.

Graża załatwia miejscowke, niestety, burrokracja. Musimy zmykac. Ale robimy to zbyt opieszale. Robi sie zadyma. Spisywanie, kasowanie materialu. Czas nagli, czeka przeciez jeszcze Shirley.

Powrot. Plan działania. Praga Północ.

Korki coraz wieksze. Aleje Szucha. jeb. Stojacy za nami samochod TVP wbija mi sie w bagaznik, ja sie wbijam w samochod Aster City. Zgenicenie. Koniec zdjec na dzis. Wychodzimy. Nic sie nam nie stało.

Nam

Tymczasem okazuje sie ze w samochod TVP wjechal drugi samochod Błogosławionych. B. M. i G.

FUCK FUCK. Polcja, karetka, bartek jedzie do szpitala, samochod skasowany, tez Peugeot ale 305. Chujowo. Co robić.

Samochod TVP jechał na zdjęcia równiez. Nigela kennedy’ego.

Wszytsko sie popierdolilo. Zeszło ze mnie powietrze, a komrka wpadla mi do brązowej warszawskiej kałuzy. Suszy sie wlasnie na kaloryferze. Kalifrnikejszyn cellurara.

Otiweram jeszcze jedno piwo. Odpoczywam.

Zdjęć nie przerwiemy. Za dobrze szło. Za fajni ludzie sie pojawilu dotychczas w projekcie.

Jebać przeciwności, co?

Posted in .. |

II dzień

kolejny dzień nagrywania filmu, nowe słowa, twarze, kadry miejsca, jest wiele prawd o blogu, wiele niewykluczających się, choć pozornie sprzecznych tez.

w sobote w PUNKCIE, TOTAL MASALA PARTY, maxa cegielskiego, no, moze sie zdarzy fajna impra

Posted in .. |

dokument

Dziś pierwszy dzień zdjęć do filmu o BLOGu Oby dalej…
nie zapeszać… :)

jestem zmeczony jak psiak….

dzieki wszystkim co partycypuja w filmie’yo

dokument.blog.pl

Posted in .. |

E

tak jestem ekshibicjonistą

wszyscy o tym wiedzą, i nikt mi tego oczywiscie nie powie w oczy, ale ja wiem

to jest nawet fajne

tak fajne, że jak tylko magiczna dłon stwórcy sprowadzi monterów Najświętszej Tepsy, którzy założą mi neostradę, w sieci pojawią się FILMY. Te które robię, skompresowane, filmy.

Mo ‘

bedzie jeszcze łebkam w kibelku

jezuu..

dziś dzień słoneczny, opady niezapowiadane się nie zapowiedziały i dobrze

śniadanie w szpilce z D.

“Pianista” w kinie

pasta z sosem w garnku

a ja …

Posted in .. |

158 kawałkow

Manu negry chao . Narod radziecki wie jak zdziełać płyte MP3, są wszystkie albumy, okładki, teksty i odtwarzacz ze skinem z manu i cyrylica, spasiba

do 6 rano siedziałem i robiłem pieprzony montaż filmu z NYC i Colorado… nauczyłem się Premiere, ale za cene tego ze pod koniec pracy wszystko poleciało w kosmos, musze zaczynac od nowa, ale teraz juz wiem jak

yee, ide jesc sniadanie, 13:49 w koncu,

Posted in .. |

tożsamość kurwa borna

ta byc szpiegiem, tracić pamieć, brać udział w dziwnych gierkach w ktorych nie wiadomo o co idzie, pukac (nie widać na ekranie) fajne laski (lola run !!), zabijac gości no i w ogle hajlajf. Matt Damon jest szypki jak tunder, strzela z biodra, guna trzyma do góry nogami i móglby prowadzić jazdy na prawko w warszawie. On jednak robi to w Paryżu, posługując się 47 paszportami i obłędem w oczach, jednkaże jest lepszy od Ryszarda Ch., który nadawał się jedynie na ptaka wśród ciernistych krzewów…

Na Spielberga zabrakło miejsc, polazłem na innego shita, potem włoczega z eMineM do Muzy, aby szybko znależć się w domciu, jutro trza wstac na gielde foto.

Posted in .. |

sam

no i zostałem sam, adomas się wyprowadził na raty, jak i bedur

dziękuje wam chlopaki, za wspólne spożywanie, imprezowanie, tworzenie, męczenie sąsiadów, etc.

jest pusto, za chwile zaczynam remont, w srodę film o blogach…

coś się dzieje

a dziś idę na film o mniejszościach, spielberga ;)))

ave :)

Posted in .. |

daleko od szosy

już myślalem ze nic hardkorowego w tym filmie nie bedzie, a tu wlasnie głowny bohater złapał syfa.

prl, hotel robotniczy, górny śląsk, rewelacja dialogi :) już to kiedyś gdzieś widziałem,

czkeam na NEOstradę, jeszcze 10 dni,

Posted in .. |

sierpień wrzesień fotki

tamże kłodzko, wrocław, warszawa – praga północ i inne

Posted in .. |

mam lub on ma mnie

Mam kaca, lub jest na odwrót, wspaniały halucynogenny kac w piątek o 10 rano.

Wczoraj piwkowanie z K. – której 2 lat nie widziałem…

whatever, miałem coś napisać żeby jeszcze bardziej poprawić (wykreować) swoj wizerunek na blogu, ale kurwa nie chce mi się.

Jeszcze jeden rozdział. USA. Plus poprawki, korekta, edycja, montaż, skany, skład i druk.

No I TYTUŁ!!!!!!! !!!!! jaki tytuł???

książka zresztą i tak zostanie zmiażdżona przez krytyków literackich, a nawet bym chciał, aby jakolwiek ją ruszyli, zreszta co ja pieprze, muszę zjeść jajecznice i napić się kahwy.

Posted in .. |

apdejt

PORTFOLIA

Posted in .. |

pogoda w bezdomnej

w tym miesiącu w fotokurierze moje fotki z bezdomnej i mini wywiad

dziś rano ledwo co sie przedostałem na druga stronę Wisły, fuck, znów wraca klimat z przed dwóch lat, bo wtedy ostatni raz przeżyłem jesień we Wszawie, smog, spaliny, mgła deszcz i pierprzone 1,5 godziny w puszce

Manu Chao Koncertówa i kawa napędza mnie dziś…..

Posted in .. |

pokój z widokiem

Raz, dwa dziennie, siedząc przed monitorem, czasem wyjrzę przez okno i nacisnę spust. Oto pare fotek z wakacji…

Praga Północ z mojego okna….

Posted in .. |

hit dnia, czyli nradosne nołnejm

co robimy,

jedziemy do Hita, bądź też innego molocha,

wynajdujemy dobrze wymacane przez innych klinetów składniki

pieczarki, brokuły, kalafiora, cebule

+ masełko, olej, sól i pieprz (nie dodajemy nic wiecej z przypraw aby nie zabić smaku)

potem freestyle

kroimy kalafiora, brokuly i gotujemy (plus sól)

na patelni smazymy pieczarki z cebulką

potem wszystko razem mieszamy,

i wsuwamy

jeszcze nie wiem jak smakuje, bo nie skonczyłem robić, ale zapach zajebisty

smaczego.

to taka miła odmiana dla wietnamskiej kuchni

a poza tym na deser dobrze wymacane przez innych klientów winogrona (1.99 kg, okazja dnia)

Posted in .. |

taaa

pisałem tu sobie freestajlowa notke, od 20 minut i jak ta lama czlowiek nieuczony, gnom bagienny, zapomniałem sobie tego skopiować do RAMu, prosta operacja ctrl+c, ctrl+v, kopi pejst, ale ja nie przytomny jestem, bo jest 4 rano, naspidowany kokakola, nie śpie, robie działam,

kompilowalem CD ze zdjeciami, moze w koncu cos sprzedam do agencji reklamowej, 5 godzin, jak w morde strzelil, czyszcze archiwa, mysle o skanerze, aby to wszystko zeskanowac i dalej robic na kliszy, nikon LS40, ale gdzie kasa, gdzie mamona, show me the money, kurwa skąd, nie ma pracy i papierkow,

mo’ money mo’ problem – shit prawda, prawda?

zobaczcie sie Między Nami, gazete co w tej knajpie dają, są tam zdjęcia Wojtka Wieteski, cóż, podobają się, NYC i Tokio, super sprawa, taki stajl lubie

nie idę do przodu, nie robię zdjęc, nie szukam tematów, nie zarabiam kasy, nie realizuje tego co założyłem użalam sie na blogu, jestem łajzą

faceci są miekcy, dzisiejsi panowie to płaczki i wogole dupy życiowe,

hm, teoria jak teoria, zawsze tak było pewnie, ale nie zawsze o tym mogli mówić, co nie?

Czytam jakąś babską gazetę i tam wywiad z tą, no ta z warius manksa, Lipnicka. Pieśniarka.

Zali się jak to jej zwiazki w dupe jej dały, jak to cieżko sie utzrymc na rynku, jak to popularnosc zabija, jak fajnie było w Londynie no i że nie ma fajnych facetów. ci co są fajni to geje, ci co są fajni nieżyją i trzeba ich odkopać, elvis był fajny, kurt był fajny, gandhi był fajny, lennon był fajni, ale hitler już nie…

no własnie, co dalej, oprócz tego, że skomlę czasem tutaj na łamach tej zacnej strony, chyba jednak jestem fajny (choć wciąż żyję i nie jestem gejem, jeszcze ;)

problem natomiast jest, kobiety są silniejsze, wydają się bardziej zaradne, wychodzą obronna łapą z wielu sytuacji, skazywane na przegraną pozycje od lat (tak tak) teraz w czasach ogolnego pomieszania (no i dobrze) lepiej sobie radzą, zaczynają nawet utrzymywać swoich mężów, zarabiają lepiej, WYGLĄDAJĄ LEPIEJ (hehe) i w ogóle są fajniejsze,

bezsensu, to dlatego miewałem mierne i niedostateczne na polskim, moje wypowiedzi urywały się w trakcie, to wszystko przez czarne i zielone dziury

a ja o 7 rano musze zrobić kake do pojemnika 100ml, badania, i inne tam

Posted in .. |

sznur kormoranów zesrał się

dzień gaśnie w szarej mgle

heheh,,, jezu zarazki zwariuje,

siedze już którąś godzinę przed ekranem

pisze maile, listy, grafiki działam, układam zdjęcia, składuje, robie i robie

mam kawałek sera bez dziur, kole, kawe, jajka,

bank wskoczył mi z tekstem ze jezeli sie nie pozbieram do tygodnia czasu zamkna mi konto, to za te moje przegięcia z overdraftem

straż miejska wlepiła mi mandat, VISE mi zablokowali, ostatnią kasę wydałem na piwo, Forum, wietnama, i Wyborczą

jakoś do przodu jeszcze, jeszcze jeszcze

uwielbiam światło jesienne, uwielbiam ten zapach

pip pip, jajo na mientko redi

idem

Posted in .. |

ogłoszenie

Sprzedam aparat Canon Eos 50 (samo body korpus czy jak kto woli). Tanio (oczywiscie, jakże inaczej). Cena do uzgodnienia, prosze na mail


panoramka z wawy

Posted in .. |

srut

i juz jestem w wawie, niestety nie pojechałem do krakowa, samochód pełen sprzetu komputerowego wolałem zawieść straight do wawy,

siedze teraz przed nowym monitorem 19 cali, musiałem sie pochwalić :))

instaluje, ładuje, ustawiam etc. no i te windows ikspe, nie jest złe

jutro badania, wszystkiego i wszystkiego

mam nadzieje, że nie dowiem się od znachora o rychłym zgonie mojej osoby

yo

Posted in .. |

z w do k

czyli 430 km w 5 godzin i 32 minuty. W tym pierwszy wszawski odcinek 20km w godzine, wiesz, aby było miło.

zastanawiałem się na Polską “be”

czy jest taka? może cała Polska jest klasy “be”, klasa “a” istnieje jedynie w kobiecych magazynach, Elle, Melle, MC, Twoj i Moj styl, Pani, Pan, Trendy i Trondy. Wszystkie czytam, bo lubie zdjęcia oglądać, czytać o życiu prywatnym, newsy ze swiata wielkich gfiazt i wogole ehy ahy

Polska “be”, zaczyna się zaraz za Warszawą, która sama w sobie jest jej stolicą, nie istnieje stolica Polski “a”. Polska “be”, to:
- panie z Bułgarii, ktore za 40 zeta robią wszystko,
- mały fiat jadący środkiem gierkówki,
- stacje z gazem co 10km
- płonące pola,
- jabłka za 50 groszy kilo
- male rozpadające się domki za Częstochową
- dziury, dziury, dziury
- policja ssaca łapóweczki, za 47km przekroczonych 200 zeta, czyli 100 w łape, i panie władzo prosze bez punktów karnych
- krajobraz bez wyrazu, że tak powiem jego “puaskość” zabija we mnie wenę
- nastolatki snujące się po ciemnych ulicach miaasteczek (lubliniec, piotrków, nysa, paczków, otmuchów, gurba etc.), jest ciemno, a gdy nic nie widać, to wtedy można robić wiele rzeczy, od palenia fajeczek, poprzez alkoholek, aż do wymiany pierwszych pocałunków, no i tam innych rzeczy (pieprzonko, tudzież kochanie się, czy też …)
- “szyby niebieskie od telewizorów”
- 2 trupy na skrzyżowaniu w O.
- setki reklam, namalowanych niezgrabnie czyjąś ręką, nazwy firm uparcie od końca lat 80tych kończą się na -EX. Czyli pan Darek ma firmę to musi ona się nazywać DAREX etc.

no i móglbym tak dalej pisać

Aż boję się pomyśleć o Polsce “ce”, ale to jakiś głębszy pokład i dalszy wkręt.

Posted in .. |

trzynastego

qrde gdybym wiedział, że dziś 13 i to piatek w dodatku, to bym wcale z domu nie ruszał dupy

a ja ruszyłem i trafiłem na całą rzeszę ludzi świadomych tego faktu

zapchane drogi, nie da sie zaparkowac, nie da sie przejechac, wszyscy nerwowi bo przeciez wiedzą dobrze że dziś pechowy dzień i siłą perswazji starają się wywołać złego z lasu.

np. staruszka z której prawie miazga została jak wyszła na czerwonym, kierowca cieżarowki co równiez mi na czerwonym wyjechał itd itp

co gorsza zaraz wsiadam w “brykie” i zapodaję do kłodzka, aby jutro wracać do warszawy, aby się w niedziele obudzić i pojechać do krakowa, więc, pechowcy, getdefakofmajłej!

Posted in .. |

a jednak

pojade po tego wietnama, jest 19:43 i mija kolejna sekunda mojego życia,

max kolanko czy jakos tam mowi o jakims nowym amerykanskym filmie, wojenny, bedzie o Irku jakimśtam

no, jade więc, bom glodzien

wpadlem na pomysł i od razu mi SAMOWSPÓŁCZUCIE sie poprawiło

Posted in .. |

Łechce mnie NIC

wczesna jesień, jak to jest, że już zaczynam łapać depresję?

Że nikt mnie rano z łoża nie wyciągnie i śniadania mi nie zrobi? Że nie mam obowiązków, a powinnienem sobie sam je stwarzać?

Nie chce mi się iść pograć w kosza, pobiegać, nie chce mi się robić zdjęć, pisać maili i odpowiadać na nie.

Nawet nie chce mi się wsiąść na rower i pojechać po wietnama. Wolałbym do Wietnamu.

Tak więc stan dzisiejszy. 2 litry koli w lodówce, ekran. Nie napisane jeszcze słowa, nie zrobione nic. Weno twórcza, kurwa mać, gdzie jesteś ty niewdzięczna szmato.

POszedłbym też do kina, jest gro filmów, o których tyle czytam w prasie (to akurat nie wymaga ode mnie myślenia, czytanie, połykanie liter jest fajne i jest to jedyna rzecz którą robię).

Nie chce mi się nawet umawiać z dupami. Nawet na smsa nie odpisałem. Nie chce mi się iść na piwo, ani pojechać do znajomych. Za cholere nie poszedłbym na dyskotekę (fuj, nie brzmi to nawet oldschoolowo, brzmi jak… jak…hm.)

Najchętniej wystrzelilbym się z armaty w kosmos i wrócił dopiero wtedy jak znajde TO.

“to” czyli co? wlasnie, to jest jak głupi wrzód na mózgu, co wwierca się z dnia na dzień, z godziny na godzine. Męcząc się tak i użalając nad sobą, stwierdzam własnie z satysfuckją, że diablenie lubię to robić. Nie przed kimś osobiście, nie chce mi się przecież iść do psychologa/wróżki/psychiatry/znachora. Wolę to napisać i zapomnieć. Powinnienem to zrobić do szuflady, bądź tez wydrukować zrobić samolot i wywalić przez okno. Ale znów się sąsiedzi wkurwią, że śmiecę i hałasuję. Aha, prawie mu coś powiedziałem wczoraj, gdy spotkałem go na klatce, wspomniał coś o imprezie, której nie było i o jakimś hałasie, którego przecież nikt, oprócz niego nie słyszał.

A miało być o tym, że idzie jesień. Czekam na listopad i apogeum. Na zajebistą depresję, aby sięgnąć dna. Mogłbym się przynajmniej odbić od niego. Brzdęk.

Czeka mnie remont. Zrywanie, malowanie, drapanie, zawieszenia, wierecenie, stukanie, wywożenie. Pare dni. A poem sprząranie, układanie, przenoszenie, wierecenie, wieszanie, podłączanie, pakowanie i rozpakowanie, mbelebebekum…

Aha, już mi się nie chce pisać o sobie. Teraz będę pisał o ludziach z którymi się stykam. Są ciekawsi. Kocham plotkować, lubuję się w tym wcale nie mniej niż stare baby na targu bądź w tramawaju. Wrong, w tramwaju przecież nikt nic do siebie nie mówi. Strzeżcie się.

Przeczytany przed chwilą tekst należy wudrukować. A potem wyrzucić do śmieci. Ait?

Posted in .. |

911

Nasza świadomość, pamięć, wspomagana przez twarde dyski, Internet, oplatana przez kable, druty, światłowody, satelity, pompowana informacjami, będzie działać w taki sposób, że wkrótce zabraknie nam dni. Każdy dzień będzie rocznicą jakiegoś wydarzenia, krwawego, bądź nie, radosnego lub tragicznego. Każdego dnia przyjdzie nam zmagać się z powtórkami z przeszłości, ku przestrodze, aby się nie powtarzać. Czy tak będzie? Czy zalew informacji, ich natłok w moim czy twoim mózgu, pozwoli nam przetrwać i uczyć się na błędach?

Zapamiętuję rzeczywistość na zdjęciach. Setkach, tysiącach fotek, zatzymując teraźniejszość. Ku przyszłości.

“Zdesperowany Pinochet skomentował to zdaniem, które odbiło się w świecie szerokim echem:
- Jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie powtórzyć jedynasty września”

- GG MArquez “Na fałszywych papierach w Chile”

11.09.1973 Junta Pinocheta rozpieprzyła rząd Allende.

Ciekawe ile będziemy mieli 11 wrześniów w 2876 roku.

Czy starczy nam dni w kalendarzu?

Posted in .. |

EMPIK NEWS

Tutaj w sieci, a poza tym w każdym empiku w darmowym magazynie leżącym przy wejściu – jest pare słów o mnie i są zdjęcia. Dzieki Dominik. yo

:))

bartasy

Posted in .. |

rok temu

mały skok w przeszłość

Apokalipsa | 2001-09-12

Budzę się wcześnie. 7:30. Nie mogłem spać dłużej. Prysznic, pakuje zabłocone rzeczy do worka i udaje się na poszukiwanie pralni. Po drodze Internet – to nie był sen. Chaos. Wojna już się zaczęła, tylko kiedy się skończy?

Ulice La Paz. La Paz – po hiszpańsku oznacza POKÓJ. Właściwie to słowo już nie istnieje. I chyba w najbliższym czasie nie zaistnieje. Jakąś gęsta atmosfera, smutne twarze, szczególnie turystów. Przystaje co czas jakiś przy stoisku z prasa.
Ludzie w milczeniu czytają rozwieszone dookoła gazety.

Tytuły: APOKALIPSA, TRAGEDIA, ARMAGEDON.

I szlag mnie trafia, gdy oglądam zdjęcia z Palestyny – tam impreza.

Nadchodzi kryzys. USA wypowie wojnę? Komu? Palestynie? Talibom w Afganistanie? Gdzie jest Bin Laden – szalony ortodoksyjny milioner z Arabii Saudyjskiej? Jeżeli od dawna jest terrorystą no.1 to dlaczego USA go nie zdjęło? Trudne czy mieli w tym interes? Biedny Georgie Bush gubi się w przemówieniach. Frazesy, slogany. Trzeba schwytać winnych. Jak najszybciej. Kto będzie kozłem ofiarnym? Podejrzewam,że przyjdzie Bushowi abdykować wkrótce. III wojna? Całkiem możliwe…

Wydaje mi się, ze terroryści na tym nie skończą. Znajdą kolejną lukę w ogólnym chaosie, nieładzie i szaleństwie. Burdel światowy. Państwa, przywódcy, wielcy i możni tego świata za cholerę nie wiedza co teraz robić.

Historia jest pełna prostych pytań i skomplikowanych odpowiedzi.

Prości ludzie w Ameryce Południowej jeszcze nie wiedzą. Lecz wkrótce doświadczą tego na własnej skórze. Tak jak i reszta świata. Kryzys ekonomiczny. Już teraz giełdy panikują i z pewnością nie będzie lepiej. USA to 15% światowego PKB. USA jest wystarczająco bogate aby odbudować Pentagon i WTC (chyba że w tym miejscu powstanie pomnik dla ofiar). Może zwiększyć bezpieczeństwo, kontrole. W grudniu/styczniu może się tam zjawie. Teraz zostało mi tylko MOŻE. Bo nie wiadomo nic. 7 lipiec 2002 – bilet powrotny z NYC do Warszawy. Ale czy nadgnite WIELKIE JABLKO będzie jeszcze istnieć? Chyba to
miasto najbardziej lubię w USA. Nigdy już nie będzie takie same. Parokrotne wizyty w 1998 i 1999. Szwendanie się po ulicach, imprezy w Green Village, mieszkanie na Queens, zachód słońca oglądany z tarasu widokowego WTC. Fotografie i wspomnienia.

Słyszę głosy – Ameryka sama sobie jest winna. Może to i prawda. Ale to nie usprawiedliwia tysięcy ofiar. Zresztą nie wiadomo wciąż jaka jest liczba. Oglądam zdjęcia RAVSA. Milczę. Śniadanie. Kurczak, sałata i ziemniak + cola. Z głośników Bruce Springsteen “Born in the USA”. Chwilę potem przemówienie Busha.

Spadł deszcz. Kawa, zeszyt, mentlik w głowie. Co dalej?

Gadam z ludźmi na ICQ. Nie wracaj stary – mówią. Wrócę. Na pewno. Ale
kiedy?

a tu NYC i fotki, taki tribut:)

Posted in .. |

do warszawy

wieczorem trza dupe zbierac.

wracam do formy powoli, jak się zmęczę to lepiej mi się myśli i więcej mi się chce robić, bieganie po lesie i a dziś rower i ucieczka po torowisku przed wściekłym psem. still alive

Posted in .. |

to do

w ch. do zrobienia, leń dalej drzemie i choroba zwana “brakorganizacji”

5 dni w Kłodzku. I umieram od piwa, piwa i piwa. Mam dość ide na detoks [alko i zielone], bo rozwala to mi mózg.

cv, grafiki, desginy, szukanie pracy, zdjecia, remont chaty, zlecenia, i ich szukanie, pisanie ksiazki, czekanie na sprzet komputerowy, dupa blada

nawet dziś z domu nie wylazłem na dłużej, ślęczę przed ekranem, bądź zanurzam się w lekturze, drocząc się z psem czasem

Posted in .. |

foto i książki

2002_9 fotki z Wrocławia, parę tylko,

aha…. kufel też coś ma zapomniałem napisać o tych fotkach z NYC

no i +om przecież zrobił też foteczki podczas swojego turne poland 2002, po 15 latach nieobecności

połaziłem na boso po trawie, 9 rano, kawa w ręku, szare chmury i powietrze czyste.

Jadę do Nowej Rudy, kopalnie, hałdy, drukarnia. Książka. CZas obczaić klimaty.

Znalazłem dwie książki w super stanie. 1976 rok. wydanie I. Proza Iberoamerykańksa. Ponoć się gdzieś w magazynie zapodziały. kupiłem je za 5 zeta. W tym czasie obok zajebistych rzeczy w stylu Marqueza, Cortazara – masowo tłumaczono również autorów nieznanych, sieczkę latino rewolucyjną,

mam nadzieję, że da się to przełknąc

“Strzały na ulicy” Adriano Gonzales Leon

“Kiedy krew podobna jest do ognia” Manuel Cofino

Obie w krwistoczerwonych okładkach.

Posted in .. |

kłodzko

cóż, obżeram się, u mnie w warszawie lodówka pusta a tu aż miło:)

Czytam “czerwoną azalię” – chińskkie klimaty, czerwone książeczki Mao, antyrewolucyjne romanse reakcjonistów szanghajskich, palce lizać

Piwko, rowerek (tato mi nie pozwala jezdzic na nim, bo mowi ze mu zepsuję, cóż … hehehe) odpoczywanko.

Ciężkie newsy z Boliwii, starsznie mi żal tego gościa i jego dziewczyny.

Posted in .. |

Kłodzko

Wczoraj wsiadłem w samochód i bardzo spontaninczie zrobiłem 430 km, aby o 22:17 być w Kłodzku.

Dziś Wrocław. Zdjecia. Chillowanie.

uee… :)

Posted in .. |

szkoła

ha. sobie przypomniałem, że dziś dzieciaki idą do szkoły.

naszły mnie jakieś wspomnienia i chyba wcale nie bylo tam tak źle :))

dziś włączyłem KOMENTARZE :) na chwile, bo ciekaw jestem kto z was nie lubił szkoły :) hehehe

Posted in .. |

ajt

ajt, ajt

wszystko ok, obudziłem się o 13:13, namacałem pilota TV, włączyłem (choć rzadko tak robie). Tam newsy, katastrofa, powódz, kryzys no i na osłodę dżemik w postaci suckcesów kajakarzy polskich. Wyłączyłem czym prędzej. Impreza radia Jazz bardzo mi się rozmyła, fajna muza, zajebista, ok, fajne laseczki, też, ale jakos dziwnie, nie wiem sam, design jak z Las Vegas z 70tych, kolejka do baru, drogie drinki, gorąc. Wypadliśmy stamtąd bo dość niezłym zejściu, pizza, lody. Na chwilę wróciłem jeszcze, aby chwilę potem jechać taxi przez most świetokrzyski słuchając “Szklanej Pogody” Lombardu. Stare czasy wracają? ehheeh

Dziś chyba mam ochotę na kino. Na dwa filmy przynajmniej. We’ll see.

Posted in .. |

do przodu

no .. pisanie kingi idzie do przodu, dzięki sista za pomoc… juz jestem w Gwatemali. Czyli 3-4 rodziały i koniec wersji podstawowej.

dziś impreza radia Jazz, pojawie sie na chwile może dłużej, w Kinie Skarpa

no i skończyłem stronkę dla Magdali… świetne teksty i fotki, podziwiajta :)

Posted in .. |

lapidarius

W Wawie robi się gęsciej. Znów korki. Znów zabite mosty metalowymi puszkami. A w nich ludzie z metalowymi myślami. Cyborgi z pracy lub do. Zazdroszcze im.

***

W serwisie Canona rzekli, że moj ixus już nie nadaje się do niczego. No cóż. Rok czasu. I zdechł. Obity poszkodowany zmoczony zapiaszczony. Amen. rok fot

***

Jestem już w Ekwadorze. Piszę o surfingu i o nicnierobieniu. Moja ksiażka o tym będzie. I dlatego się sprzeda. Przeciez każdy chciałby nic nie robić.

***

W mojej książce adresowej naliczyłem 533 (tzn. komp za mnie policzył). Dodam, że jest to książka adresowa z kontaktami z 2 lat. Wczesniejsze skasowałem/skasowały się.

Naprawdę Was wszystkich znam?

***

Wczoraj z M. siedząc przy stole w kuchni, gdzieś na prawym brzegu Wisły, wcale nie piliśmy wódki na wyścigi, ani whisky, koniaku, wina, piwa, samogonu.
Podawaliśmy sobie fifę pozytywnej relacji. Chmura za chmurą. Przez 3 godziny. Rozmowa, chmura, miła atmo.

Legalize it.

Posted in .. |

deszcz

w końcu zaraz spadnie

od dziś oficjalnie przerzuciłem się na Radio Jazz, Radiostacja się zesrała, nowe szefostwo wywaliło wszystkich, muzykę puszcza dj komp, i w kólko to samo. Wszystko schodzi na psy.

D. jest w Chinach, strasznie jej zazdraszczam. :)

Posted in .. |

książka

7 rozdział, już Peru, ale szlag mnie trafia, właściwie cała energia idzie na poprawianie tych pieprzonych ogonków (śćęąóżźćńł)

kawa, nowy dzień, nie wymykam się z domu, słucham muzy, warszawa tonie we słońcu, łudzi mnie nadzieją ze będzie tak jeszcze długo, ale przecież zaraz przyjdzie listopad, najgorszy miesiąć w wawie, zima, syf na drogach, czapy, rękawice, lód na szybach, plucha, fuck it

Posted in .. |

łyso mi

Posted in .. |

leniwe popołudnie

Jadąc rano Modlińską zauważyłem sytuację, lub mi się wydawało, że to widzę. Co 100-200 metrów przy trasie na północ, na Tarchomin, stały grupki mężczyzn, w stylu dres, koszula w kratę, wąs, populares między zebami, wiek nieokreślony. Wyraźnie na coś czekali. Nie byli autostopowiczami. Ani męskimi kurwami, rzecz jasna.

Do głowy wpadła mi scena, sam już nie wiem czy z życia, czy ktoś mi o tym opowiadał czy to widziałem, czy przeczytałem w ksiązce – kolesie wyglądali jak goście czekający na pracę, na samochód, który ich zabierze, z umowionego miejsca. Nie ma ogłoszeń, nie ma nic. Jest gotówka. Czarno-na-czarno. Stało ich tak z 200 w kupie. Ilu z nich dorwało robotę?

***

Lepiej być egoistą robiącym dobre rzeczy, niż frajerem dającym się ruchać innym.

taki banał mi do glowy wpadł

Posted in .. |

szabat szalom ewribadi

Śniadanie u Bliklego na Nowym Świecie i obiad w postaci Zupki Pikantnej Instant Long Dong. Wpadam w skrajności, ciekawe co bedzie na kolacje. Poza tym czuję się wspaniale i kurwa wszystko mi sie udaje – i nawet jezeli nie jest to prawdą – fruwam.

Przeczytałem: “Bagno” – Niccolo Ammaniti (5 genialnych opowiadań – od deski do deski, od 3 rano do 6 rano) oraz “Za moje dziecko” Tony Parsonsa.

Kawa bez cukru smakuje jak źle ugotowana wycieraczka do butów (cyt z maila ktory napisałem rano, pijąc kawe).

maras snuje wizje :)

Posted in .. |

solamente

Radio. Czy ktoś coś z tego zrozumiał? Ale jak zwykle czas minął przyjemnie i szybko.

Nocna jazda. Przez cała Warszawę.

Telefon dzięki któremu coś zrozumiałem, albo inaczej, zostało mi powiedziane coś o czym widziałem wczesniej. Dzieki L aka M :)

2:47

Muzyka z SOLAS (samotne). Słuchaj tej płyty w samotności. Ait :)

Tato – wszystkiego pięknego z okazji XX urodzin. Czasem nie jest istotne ile lat przeżyłeś. Nawet częściej niż “czasem”, dzieki za wszystko, staruszku :)

Posted in .. |

miałem

napisać o polskiej PILE nożnej, bońku, papieżu, duchach świętych, powowdzi, paru filmach jakie dane mi było widziec ostatnio, o paru imprezach, moich smutkach problemach, o dupie żony marszałka, telewizji, o komecie co leci prosto w polskę, o pijakach pod moim balkonem, o pocie w tramwaju, o piprzeniu do białego rana, legalizacji zioła, książkach ktore nie kurzą się na moim regale

zamiast pisania wolę poleżeć i gapić się w niebo

Posted in .. |

kalafiorrre

Wstalem godzinę wczesniej niż zazwyczaj. O 10. To postęp. Potem jak zawsze, ale wg. planu . Telefon do stoenu. Prosze pana, ktoś się pomylił wysyłając panu jeszcze jeden rachunek. No tak ale jakbym to zapłacił to też byłoby ok.

Kalafiora gotować pół godziny. Dodać soli, Posypać tartą bułką.

Litr coli na pobudzenie, sorki, ale zauważyłem, że kawa mnie przymula.

Gazeta Wyborcza. Swietny artykul o Językach Europy, polecam. Mam wrażenie, że Chaciński bez blog.pl nie poradziłby sobie, toż to kopalnia nowych słow. I jest też ciekawy wywiad z Maxem Cegielskim.

Nie mam ochoty wychodzić z domu. Przykleiłem sie do ekranu i klawiszy kompa. Składam słowa, które już dawno miały być złożone.

Posted in .. |

fruwwam

Spałem wczoraj cały dzień. Wszystko było snem, rzeczywistość, ludzie, telefony, złe myśli, przygniatające i uparte.

Dogadałem się z samym sobą. Siedzę układam, organizuje, plan dnia, po kolei, bez tego nie ma szans, przynajmniej na początku, bez odrobiny wysiłku kupe najwyzej zrobie, a nie RZECZY. ROBIC TWORZYC ZOSTAWIAC SLADY.

Mialem sen, potem wrzuciłem zdjecia z aparatu i zobaczyłem to. Sfotografowałem sen. Był totalnie nienormalny i abstrakcyjny hehehe

Dziś było RADIO tym razem no 1, nie wiem kiedy będzie emisja, dam znać, ale w piątek na żywo znów będę MAUPĄ @ sieci, czyli o ponocy z piątku na sobotę, bedę paplał o społecznościach internetowych.

Posted in .. |

kuba, rum, muza, sąsiad

Czy ktoś ma takiego sąsiada jak ja? Mitycznego już sąsiada, ludzką wszę, co nie wytrzymuje rozmow o godzinie 23:00 wieczor. Co wiesza sie na kracie do drzwi wejściowych, co wzywa policje, właścicieli mieszkania (w tym przypadku mój ojciec i moja matka – przez co nasze postrzeganie świata jeszcze bardziej się rozeszło, jak buty pani w obuwniczym). A było tak fajnie. Była Magdala prosto z Kuby, z rumem i kubanska muza, był Bedur, Buła Adomas, Laska i Bridget. Załuje ze tak krotko to trwało, ze rozmowy, delektowanie się alkoholikiem, bardzo kulturalne, ze tak sie to skonczylo bez sensu.

po prostu czasem masz takiego sąsiada defaultowo i nic na to poradzić nie można

PS.
dostałem wiele listow do wieczora, ze wielu z Was ma jeszcze gorszych somsiaduff, nic tylko pozazdrościć hehe

Posted in .. |

a

kto powiedział, że nie lubi poniedziałku?

toż to taki fajny dzień :)

życie do przodu (taaaa, dostałem kolejny list w którym ktoś mi pisze że jestem od niego uzależniony – od życia mianowicie)

aaaaaaaaaaaaa….

a mogłem skończyć taaaK:


zdjecie zrobił ravs

a może jeszcze skończe??

Posted in .. |

chyba

mózg mi sie zepsuł

tlenu, przestrzeni, nie chcę betonu widzieć, nie chcę widzieć twarzy, których w zamknięciu i tak nie wiele widze.

tel, net, mail, sms, tv, gazeta, ksiazka

magdala pisze z kuby, junior z chin, cleve z zimbabwe, olivia z brazyli

znów mnie ciągnie w drogę

marzy mi sie zakurzona droga w Australii, obsrane Indie, postrzelona Afryka, piach, ocean,

jeszcze troche, załatw chłopie tylko pare spraw jeszcze…

Posted in .. |

kawa jajo gazeta

i sobota po południu…

zapodaje digitalife.net, odpowiedziałem na ogłoszenie z Wyborczej a propos pracy foto, byłem w Agencji Forum, rachunek za komórkę mnie zabił, naprawili mi samochód (2 tyg wczesniej niz przypuszczałem), kasa sie rozpływa, nie chce mi się już wiecej narzekać, dziś sesja foto i cieżki krwisty metalowy band, efekty juz jutro. hhehe

Posted in .. |

suave

strasznie głodny jestem, jest 14:00, właśnie wstałem, jakieś święto dziś, ide sklepu szukac, choc pewnie nic nie znajde

wczoraj RYBIE OKO i impre3a do 4 rano…

fotki z sierpnia ciąg dalszy, to be continued….

czuuje sie suabo ;))) hhehe

kurde takie słowo naprawde jest użuwane, ale Bartek Chaciński nie powiedział o jednym w hiszpańskim jest słowo SUAVE – spotkałem jedna laske w Mexico, co używała tego słowa tak jak w POlsce, na końcu zdania, wukrzykując radośnie, ze zdziwnieniem SUAVE (bardzo brzmi jak SŁABO?), czyli “smooth” po angielski, co można przetlumaczyć jako SPOKO, GłADKO czy coś takiego…

aaa….

Posted in .. |

rozkręcony zakręcony

noo… dzieje się wiecej, a jak sie dzieje to jest dobrze, bo wtedy coś robię i tym samym nie łapie doła

to taka współzależność

Posted in .. |

feeelinn ait

czuje sie jak muza z get shorty, grana w moim domu, wtorek wieczorem, na pradze polnoc

rzeźbię w digitalife.net

Posted in .. |

runaway

chciałem tylko powiedzieć, że są lepsze miejsca na ziemi

Posted in .. |

v l a m a n k o = p r z e j e b a n k o

Hm… jak to się mówi? że mam wkurwa? że jestem zły? na siebie przede wszystkim?

chyba jakoś to tak było.

Całą noc do Warszawy, potem jakies zlecenie, które i tak sie pewnie poszło jebać ze względu na jakieś korporacyjne ścierwo.

Maras i Neku czekają wiec wpadam do nich, ale przez pół dnia naprawiam klocki w samochodzie, cos tam gadamy, spimy w trakcie dnia, potem jakis piwo i granie w kosza po PKINem. taa…

W tym samym czasie, jakiś skurwiel rozbebesza mi pól samochodu. Zamki, stacyjka, radio CD i płyty CD (klasyka, Pearl Jam, Beatles, Hendrix). Generalnie samochod szedł na dawcę organów, bo znalazlem pseudo dorobiony klucz wbity na chama w staycjke. Koniec koncow znaleźlismy KOMORKE ktora zlodziej-profesjonalista zostawil w samochodzie. Potem probowal sie na nia dodzwonic do mnie, chcac uskutecznic jakis dil. CHuJ MU W DUPE. Chcialo by sie rzec. Ze zlodziejami dilow nie bedzie. Policja olala to ze akurat telefon dzownil gdy jechalem z nimi w samochodzie na koMENDĘ, taaa pewnie już uciekl, bo to prodesjonalista, rzekli. Choć wcale tak nie było. Za chwile wpadl Bedur. Złozył sobie w głowie nieustająco dzowniący telefon, z obrazkiem gościa którego przed chwilą minął samochodem. STał 200 m od miejsca włamu i nerwowo wydzwaniał, wiadomo gdzie. “Polucjanci” wbili się w poldka i pobrumali na ulicę “moją”. Stać policja, formułki, brak ganów, kajdanki co obmsknęły się po łapie gościa. 185 cm, łysawy, żylasty, zakapior praski, lat 27 (mam nadzieje ze nie dożyje wieku chrystusowego, choć wiek gwiazd rocka już chyba dożył).

Godziny na komisarjacie. Spisywanie, fakty i akty, pierdki i smrodki co nie prowadzą do niczego. Bo przeciez każdy wie, że takich gości sie nie łapie, a jak się łapie to się wypuszcza, zanim w celi zdążą wydrapać pierwszą kreskę na ścianie.

Dobra dobra. NIe wiele spałem, dowiedziałem sie też, że to moja wina, bo samochód zostawiłem “nie-w-garażu”.

Przepraszam czy sprzedajecie państwo garaże przenośne? do samochodów? wie pan, takie co można stawiać wszędzie i tam parkować samochód?

Teraz przez 3 tygodnie będę czekał aż sprowadzą zamki z Żabojadni. Autobusy i tramwaje, rowery i sandaly, zupka Knorra w proszku i oszczędzanie.

Spadł deszcz, wciąż jest duszno, jade tramwajem na miasto. Na trudnosciach mozna zbudowac cos zajebistego prawda? ait? moze się uda. Karmiąc się marzeniami, ideami, mając nawet do tego odpowiednie środki, mając dobry los, i tak jest trudno.

Posted in .. |

f o t o 2 0 0 2 8

Dzieje się coraz więcej, i coraz bardziej się żywot komplikuje, nevermind – pewnie i tak wszystko zmierza w dobrym kierunku

Dojechałem do Warszawy, całkiem szybko bo w 4,5 godziny – pusta droga, mrok, Hendrix, Beatlesi, Radio 3 i Radio Ma Ryja w Częstochowie, fanta w nowej bootli i princiepolo

W Wawie uslyszalem zgrzyt, to chyba klocki hamulcowe poszly się j#$@%ać, well…

Rano jeszcze zlecenie – trza było Stare Miasto obfotografować.

A to foteczki na sierpień, tym razem zaczynam od Kłodzka i paru portretów, w tym sesja ze znalezionym pod mostem w Kłodzku filmem na taśmie 16mm pt. NAPRAWA SILNIKÓW SPALINOWYCH – nie szanuje się sztuki w naszym kraju, a doskonale dzieła idą na półkę, pod nożyce cenzora, do Polsatu bądź pod most.

sierpień 2002

dzieki Jeżu za fotkie, Adomas, Pati, Ewelina za współpracę.

A dziś zobaczę w końcu marasabrudasaciulasa co wrocil z chameryki, ait

Posted in .. |

nie….

…pozostaje nic innego jak miło przejść przez życie i zdechnąć…

jest teraz i tylko teraz

wczoraj juz nie ma
jutra jeszcze nie

Posted in .. |

porządki

431km, z tego 230 w gęstej mgle. Walcząc z sennościa dojechałem do Kłodzka, aby sie z rodzinką zobaczyć.

Dziś pokaz slajdów w małym rodzinnym gronie.

FOTOGRAFIA 1997-2002 – uporządkowałem te megabajty fotek na serwerze, pewnie moze cos nie działać, w dalszym ciągu szukam rozwiązania jak segregowac zdjecia, ktore pokazywac a ktore nie – errare humanum est

W piatęk powrót do wszawy, na pare minut, bo na wieczor znów nad morze

Błądzę. Myslę. Niemoc mam okropna lenia obrzydliwego, śmierdzi mu z pyska, nie nawidze tego. Plus bóle głowy, senność, i świadomość upływającego czasu.

Tak chyba będzie już zawsze…

Posted in .. |

BEZDOMNY WEEKEND

fotki

no to mówie jak było. Tylko jedna noc homeless. Sobotni deszcz zbudził
mnie o 5 rano. Jajo, kawa, Wyborcza. Z Wiatracznej zbieram inna ekipę co
postanowila opuścić dom i uderzyć do Gdańska. Senna jazda, długa, ale w
westernowe samo poludnie dojechaliśmy pod Halę Stoczni Gdańskiej. Ogromny
teren pokryty chaszczami, rdzą, ugorami, ceglastymi budnykami, dźwigami,
na wpół zjedzonymi przez korozję statkami. Bunkry, doki, stal i ludzie z
żelaza. Duch Wąsacza się już ulotnił, teraz Stocznia to miejsce dla artystów,
turystów i imprezowiczów z całego trójmiasta. Drogi do wolności. Roads to
freedom. Wielojęzyczny tłum porusza się wyznaczonymi trasami w obrębie zakładów.

Ledwo co znalazłem miejsce aby się powiesić. Kawałek muru, tuż przy brudnej
i zakurzonej podłodze. Tam tez przyklejam długi pas papieru z 10 fotkami
z Ameryki Południowej. Trochę źle, mało widoczne, za mały format, ale
to nie jest ważne. Ważne jest samo uczestnictwo. Wiem, że jezeli ktoś
będzie chciał coś zobaczyć musi się schilić, kucnąć, niektorzy będą wysilać
piwne brzuchy, jezeli bedzie się im chcialo.

Ludzie. Z całej Polski. Spotykam ludzi, których znałem tylko przez sieć.
Stuku puku, masz moze tasmę klejącą?, kto ma młotek? plastelinę, klej,
gwóździe. Wspaniały groch z kapustą. Amatorzy obok zawodowców, reklamy
obok reportażu, wyklejanki tuż przy ogromnych portretach. Niedenthal,
Sikora, Świetlik, Poręba. Łódź Kaliska bryluje i szokuje. Wieszają jedno
zdjęcie. Ale za to jakie. Każdy chce się pokazać. Właściwie wszystko zależy
od inwencji. Choć nie każdego stać na ogromne zdjęcia formatu A0.

35mm, 6×6, cyfra, malarstwo, panoramy, wyklejanki, eksperymenty, ksero,
szczanie po scianie, rentegny, wyklejanie w kiblu i każdy sposób.

Wyobraźnia. Imagine.

Od 18 w sobote tłum. 3 miasto wpadło na wieczorne lukanie. Trudno to
wszystko ogarnąc. Osobiscie zrobiłem z 20 rundek w środku budynku. Ale
to aż 10000 m2 powierzchni.

Zmrok. Impreza. Performance, alkohol, muzyka, wino marki Sofia, i browce
od 2 pm. Nie mam siły. Idę spać na parking gdzie zostawiłem samochód.
Chyba dobrze zrobiłem, bo w noclegowni raczej spać się nie dało.

Budzi mnie niedzielne słonce. Sniadanie w McDonaldzie i plaża w Brzeźnie.
Lubię 3 Miasto. Włóczę się ulicami Wrzeszcza, Sopotu, Gdyni. Wspomnienia.

Przed południem znów Stocznia. Znów zdjęcia. Teraz w spokoju je oglądam.
Smakuję obrazy, rejestruję, wciąż robię zdjęcia, odkrywam na nowo.

Brak już sił. TRzeba wracać do Warszawy. Jeszcze kąpiel w zasyfionym
Bałtyku tuż przy sopockim molo i spadówa.

Czekam na kolejne edycje. Fajna to sprawa, wiecie?

A ja myślę o swojej własnej wystawie. Mam nadzieje ze już jesienią.

PS.
Pozdrowienia dla Michała, Julki, Karolini, Kaski, Antonio, Mirasa, Rafała,
Konrada, Moniki i tych co tam spotkałem. Yo.

Jade do DOMU. Dziś bądź jutro. Do kłodzka.

Posted in .. |

b e z d o m n a

Właściwie nie wiem co ja robie o tej godzinie. Sączę Balzaka, 3:47, winscp się zatkał na dobre, kurwa, w poniedzialek (czyli dziś) muszę coś zdziałać z tym fonem i neostradą – choć biurokratyczna perspektywa rozwala mi musk

wróciłem z BEZDOMNEJ z GDAŃska. JEszcze o tym będzie. Jak się wyśpię. A teraz danie główne czyli fotki…

+

pare panoramek ze stoczni gdańskiej

Posted in .. |

żar tropikuff

soma, rei caballo, kuba, zdjęcia, przyjaciółka dawno nie widziana, słowa odzielone przecinkami, pot się leje, warszawa nuża się w tropikalnych upałach, łatwo o wypadek, sałatka z pomidorow, kukurydzy, cebuli, oliwy, rzepy, fasoli, fisz w radiostacji, jutro bezdomna, nie mam sily aby pisać, ide wziac zimny prysznic

Posted in .. |

plany

i straszna jazda, bo wlasciwie robie chyba za duzo, albo inaczej, planuje robic duzo ale tak mnie to przytlacza ze w efekcie leze na lozu i przelaczam 7 kanalow jakie mam w TV hhehe

plany na najblizszy okres. musze to napisac bo jak nie napisze to sie nie stanie

ksiazka – 5 rozdziałow napisane, jeszcze 9 zostalo, korekty ze dwie, wybor zdjęc, tytul, ksztalt, format, papier, drukarnia, kasa, ile sztuk, kto to kupi, gdzie promowac, jak promowac, i czy to w ogole ma sens ..

film o blogach się juz dzieje – jesienią bedzie gotowy

fotografia – zlecenia przyjmowac, robic dla siebie duzo, duzo i coraz lepiej, wystawy, sprzedac, etc.

własna firma (będzie się nazywac DIGITALIFE.net – mialo to byc calkiem co innego, ale myślę ze to fajna nazwa, wkrotce ruszam, niech tylko przebrnę przez burrokrację)

zburzyć ścianę pomiedzy kuchnia a duzym pokojem – przestrzeni!!!

iiiiiii tttt dddd

dziś jestem rozklekotany, upalnie, siedze w kafejce netowej przy empiku, odebralem zdjecia na wystawe BEZDOMNA w stoczni gdanskiej, jade w sobote baaaardzo wczesnie rano. yo

Posted in .. |

f o t o 2 0 0 2 0 7 suplemento

Nowa partia zdjątek. Jeszcze pewnie cos dorzuce.

f o t o [canon d60.32mm.160mm.warszawa.mazury.kraków.]

hoho… ale wywolalem burze radykalnymi poglądami we wczorajszym wpisie. chrzanie to.

umarła moja gitara – jedyna jaką miałem w swoim życiu. na niej zdzierałem opuszki paluchów, na niej uczyłem się riffów, chordów, barre, solówek, jeszcze 8 lat temu po pare godzin dziennie… niestetu rozsypala się – czeska kremona za 1000 koron :)

ogloszenie: szukam gitarki – akustycznej, z węzszym gryfem, z wcięciem. kupię whatever :)


5 rozdział się pisze. Rytm. Swing. Hiphop. Opowieść. W tą stronę idę. A wszystko serwowane wraz ze zdjęciami. Myslę nad formą. Na pewno zaskoczę. Chyba ze nie … ;)

Posted in .. |

szabas

dj szadou
kabaczki
bakaczki

leniwa sobota

bedzie jeszcze trąbka Stańki

bedzie tez Amores Perros

bedzie jazda po mieście

bedzie jazda

Z totalnym zażenowaniem śledzę losy polskich studenciakow w USA. Work & Travel to nie jest program dla cipek, co nie potrafią sobie poradzić. Stany to nie jest taki kraj. Kurde maja pozwolenie na prace, maja dwie ręce (chyba) i nogi, maja tez glowy, wiec co za problem. Placza, grożą sądem, agencje się nie wywiązały, racja. Ale praca w USA lezy na ulicy, legalna oczywiscie. Bylem tak dwa razy, zarobilem fure kasy, fuckt, pracowalem po 13-15 h/dziennie, ale tez zwiedzalem, bawilem się, poznalem wspanialych ludzi, a teraz widze ze puszczono na ten program jakies pizdy, ktore wystawiaja fajne swiadectwo Polakow (i tak juz zafajdane). Wszyscy powinni zebrac w piedol, agencje i ci ludzie. taaa…. nieważe, tak mi się przypomnialo.

Posted in .. |

ssssssss…

Slucham Snoopa i Dre. To na przebudzenie. Obfity wietnam (ryz smazony na otro z krewetami i hosziminki) zwalil mnie z nóg. Wyłączyłem fon i popłynąłem.

Ksiązka się pisze. 5 rozdział już zacząłem, czyli znów jestem w Boliwii.

bibibibibibom

Za tydzien BEZDOMNA w Gdansku, w Stoczni. Będzie się działo. Muszę tylko wybrać parę zdjęć do pokazania…

Pomysł GALERII BEZDOMNEJ narodził się w głowach Tomka Sikory i Andrzeja Świetlika. Bezdomna – bo nie ma stałego miejsca, pojawia się na chwilę i znika by ponownie otworzyć swoje podwoje w zupełnie innym miejscu. Pojawia się tam, gdzie tylko znajdzie się wolne miejsce gotowe na jakiś czas przygarnąć fotografię.

Pomyśl na zorganizowanie wystaw jest bardzo prosty. Najpierw szukamy wolnych miejsc (opuszczone fabryki, pomieszczenia przed remontem i wszelkie inne pustostany). Potem ustalamy z ich właścicielami czy można by i na jak długo urządzić w nich ekspozycję. Ważne jest, że miejsca te mają być udostępnione za darmo, albowiem GALERIA BEZDOMNA funkcjonuje bez żadnych nakładów finansowych. Następnie pocztą pantoflową wysyłamy wici do potencjalnie zainteresowanych wystawieniem się osób, w miarę możliwości korzystamy też z pomocy mediów.

Wszystkich zainteresowanych prosimy o skontaktowanie się z nami mailowo – wówczas dopisujemy ich do listy kontaktowej i automatycznie powiadamiamy o szczegółach dotyczących wystawy, a także zawiadamiamy o dalszych działaniach BEZDOMNEJ.

Specyfiką GALERII BEZDOMNEJ jest brak wstępnych eliminacji. To, co zostanie na wystawie pokazane zależy tylko i wyłącznie od poziomu autocenzury wystawiających osób. Po pierwsze nie dobieramy wystawców: pokazać swoje prace może każdy kto chce: i fotograficzne gwiazdy, i profesjonaliści, i początkujący fotografowie, studenci i amatorzy. Po drugie nie selekcjonujemy także prac – nie narzucamy tematyki, techniki, formatu i ilości pokazywanych przez autorów fotografii. Zdjęcia mogą być zarówno oprawione w pozłacane ramy jak i można pokazać “gołe” odbitki przyklejone do ściany.

W wyznaczonym dniu rozpoczęcia wystawy wszyscy autorzy przychodzą ze zdjęciami i wszelakim sprzętem służącym do ich powieszenia, cokolwiek by to było: młotek i gwoździe, taśma dwustronna i wszelkie inne przylepce, sznurki, linki itd. Każdy sam znajduje sobie wolny kawałek ściany (czy podłogi lub sufitu) i zawiesza swoje prace. Mile widziane są wszelkie niekonwencjonalne sposoby ekspozycji – na pierwszej wystawie w Warszawie zdjęcia zawisły na drabinie, stalowych stelażach, kafelkach w toalecie, balustradzie na schodach, leżały na podłodze w skrzynce po ziemniakach.

Kiedy umilknie już stukanie młotków i wszystkie prace już zawisną przychodzi czas na wernisaż. Na umówioną godzinę przybywają wszyscy autorzy wraz z zaproszonymi przez siebie gośćmi. Każdy, jeśli chce, przynosi ze sobą coś, czym mógłby poczęstować swoich znajomych. I następuje ogólna integracja.

to takie małe info…
reszta tutaj

ta… notka bez jaj, wyłączam się, weekend przyszedł może się cos zdarzy yo

Posted in .. |

Dlaczego lubię Bukowskiego?

Big Bart był największym sukinsynem na Zachodzie. Był najszybszym rewolwerowcem i przeleciał więcej kobiet niż ktokolwiek inny. Do tego nie lubił się kąpać, słuchać bzdur ani zajmować drugiego miejsca. Do tego był szefem karawany wozów jadących na Zachód i nie było wśród osadników faceta równego mu wiekiem, który zabiłby więcej Indian lub białych i zaliczył więcej kobiet.

“Przestań pan gapić się na moje cycki”
z tomiku opowiadań “Na południe od nigdzie”
Charles Bukowski 1973

Wczoraj to wyczytałem. Robiąc sobie przerwę w pisaniu knigi.

brazylia
favele
cariocas
autobusy
jezusy
ogonki
kurwy
blędy
styl
zagubienie
niewiedza
małość
nicość
ja
nikt
sam
byłem w rio
byłem w bajo
chuj
:)
;)
:(((
sratu

o 5:35 zabrałem się za opowiadania Etgara Kereta, nie wiem, ale wydaje mi sie ze ten gość był ostatnio w Polsce, bo egzemplarz ktory dorwałem w empiku jest chyba przez niego podpisany – cos po hebrajsku. Oporcz tego Topor “Pamietnik starego pierdoly” i Bukowski oczywiscie.

Posted in .. |

La noche que…

W końcu. Adomas pojechał rebutowac serwer w katowicach i zapodawac nowy twardy dysk. Do Bedura przyjechala S. wiec wywalilem ich do malego pokoju i wręczyłem im moj gigantyczny materac. Zaopatrzony w 2 litry koli, multiwitamine doktora Witta i kawe bez mleka z dużą ilościa cukru postanowilem spędzić noc na pisarstwie tudzież składaniu w kupę ksiązki pod roboczym tytułem PRZEZ AMERYKI (taki jest na razie, ktoś ma lepszy pomysł??), wena wrociła, z głośnikow sączy się KOOP, JOSEPH MALIK, MINUS 8minut feat. Billie.

Posted in .. |

w a r s z a w a w c a l e n i e t a k a w s z a w a

Chyba jednak najbardziej czuje Wawę. Lata działały jak sito, czas klarował sytuacje, rządy się zmieniały, ceny spadały i wzrastały, mody, style, włosów siwych nie przybyło, przyjaciele, znajomi, kontakty, ludzie, maile. Tylko niektore rzeczy niezmienne pozostały.

Pozbyłem się Irokeza, jestem teraz łysy. 4 dni łaziłem i szokowałem ludzi, choć czym tu było się szokować, to tylko kłaki, no nie?

Ostatnie dni jakoś fajnie minęły. Piwko, tramwaje, połykanie kolejnych opowiadań i ksiązek Bukowskiego. Spoceni współpasażerowie, pierdolące się psy na trawniku przed domem, sąsiad wrócił z wakacji, i rano o 7 dzwonił aby chyba powiedziec ze kraty znów nie zamknelismy na górny zamek (chcwd). Telefony, rozmowy, rodzice wpadli nawet z moja zista i w gole było kul

O czym to ja miałem. aa, o warszawie. tak miasto jest wyjątkowo plugawe i nędzne, ale co tam na takie chyba zasłużyliśmy, wszyscy tu sie przeprowadzają, prawie juz nie mam znajomych w innych miastach (kłodzko, wrocław jeszcze pozostają i reszta świata). Warszawa. Tak piekna jak przerysowana dziewczyna dresiarza, z tonami reklam na drogach dojazdowych, krzycząca bezguściem, gdzie pijani architekci wykonali plan miłośnika budowania z klocków (bieruta pierduta), tuz po tym jak inni panowie (nie bede przeklinał) zrównali to miasto z piaskiem wiślanym, przez który metra nie przekopiesz, bo się zapada, i w ogole trudno sie buduje, gdy brak forsy, na co wszyscy narzekają, a na piwko jak sie idzie, to nie zapłacisz w kanjpie 4 zeta tylko 10, i modlisz się aby ci nie dolali wody.

Warszawa to szerokie ulice, przestrzen, to kina, kina, kina, teatry, ksiegarnie, laseczki, koncerty. można się przyjebać do wielu rzeczy, ale co z tego, tu mam mieszkanie, i chyba dane mi bedzie tu żyć, tak sobie dziś pomyślałem, ze tak jednak bedzie. najblizsze lata, kto wie, a moze raczej inaczej.

aaaaa ziew

Posted in .. |

NOTEBOOK

kupie notebooka, ktoś ma do sprzedania? uzywany, USB, 500mhz, 15 giga twardy, 128-256 mega RAM, etc. a gdyby jeszcze mial CDRW :)) ktos ma namiar na cos takiego prosze mailem

Posted in .. |

f o t o 0 7 2 0 0 2

f o t o [canon d60.32mm.160mm.warszawa.mazury.]

do wszystkich co się nie boją – robię zdjęcia, schizowe, dziwne, portrety, miasto, koncerty, ludzi, tylko w warszawie, bo mi sie nie chce jezdzic, zadnych slubow, malych dzieci, i zdjec klasowych. reszta – biorę :) mailem prosze zainteresowanych

Posted in .. |

since 1976

test maszynki adomasa wyszedl pozytywnie. i tak od 1976 niezmiennie i na miejscu, z nowym fryzem (w ciagu ostatniego roku to juz moj 4ty irokez;)))

Potem Bobby McFerrin i koncert ktory mogł się zdarzyć tylko raz. w ciasnej w korytarzach, zapuszczonej, nielubianej Sali Koncertowej, ktora czasem ma szczescie być swiadkiem bardzo wyjebistych koncertow. Tom Waits pare lat temu … na ten przykład no i ten dzisiejszy koncert jednego z najwiekszych wokalistow jazzowych przełou wiekow (sam bym tego nie wymyślil – przeczytalem w gazecie). Były spiewy, była atmosfera, warszafka, chamy w gornych rzedach, orkiestra za chmielnej, ludzie na scenie, magiczne dźwieki prosto z wnętrzności McFerrina, 4 skrzypakow, saksofon i boks, rasta pałer i trzy akordeony.

W domu robi sie coraz gęściej, zdajemy sobie z tego sprawę. adomas ja i bedur. w klaustrofobicznych zbakanych klimatach, lato 2002 upływa mi pod znakiem samodestrukcji, myślenia, nicnierobienia i wyrzutów sumienia (o ile je jeszcze mam).

Posted in .. |

zrozumienie istoty rzeczy

nigdy nie nastąpi wiec postanowilem przestac się przejmować.

sobątobąglobalizacjakasąstarymimiastem
komentarzamiblogamipokemonamisprzetem
cipkamikutasamiitonąinnychrzeczycosię
tłocząprzedmoimioczamiiwmojejgłowie
bla

ya basta! :)

plan działania się układa,

warszawa. Bobby McFerrin
wroclaw. pisanie w odosobnueniu, zamknięty na tydzień
3miasto. wystawa bezdomna

jeszcze nie wymyśliłem jakie to zdjęcia ze sobą zabiorę i jak je pokażę.

w związku z powolnym zmienianiem struktury i zawartosci mojej strony wyłączam komentarze. Dzieki za te pierdu-pierdu czasem, podtrzymujące mnie na duchu. prawie 3 lata mi skomentowaliście. Jestem najbardziej skomentowanym człowiekiem na świecie. oczywiscie pisać proszę jak najbardziej, pod kazdym wypierdem z mojej strony znajdzie się link do strony z kontaktem, yo

Posted in .. |

dream on

W nocy miałem sen. Nie lubię snów zbyt powiązanych z rzeczywistością. Gdy są namacalne, przekładane na odczucia fizyczne. Tej nocy tak własnie było. Leżałem na materacu.

Zasypiam przy książce, która upada na podłogę, lampka się wciąż pali. Za oknem chyba już wstawał dzień. Pojawiają się postaci. Bronię się przed nimi, mam wrażenie jakby chciały wyciągnąc mnie z ciała. Kobiety, mężczyźni. Szepty, szepty. Piski, mlaski, skrobanie, miauczenie. Odznaczają się dziwną migającą sferą zewnętrzną, jakby ktoś nałożył na nie filtr fotoszopa – takie przesterowane ziarno. Blade ciała świecą niebieskawo i blado jak jarzeniowki na dworcu. Jest duszno i źle. Czuję się jakbym miał flashbacka po chloroquine na malarie. 8 miesięcu temu wsuwałem to świństwo i miałem koszmary w nocy

Ktoś dzwoni do drzwi

Wstaję. Ale tylko we śnie oczywiście. Przez wizjer dojrzałem dziewczynę. Nie widziałem twarzy. Znałem ją ale tak tylko powierzchownie, na tyle ile ona mogła mi pozwolić. Otwieram drzwi. Półmrok. Potem tuż za nią wlewa się tłum ludzi. To są moi przyjaciele, mówi, przyprowadziłam ich specjalnie dla ciebie. Moje mieszkanie zrobiło się większe. Ogromne. Wszystko wyglądało jak dom Fridy Kahlo w Mexico City. Komody, kolorowe mebelki, zakamarki. Cholernie zakręcona muzyka w tle. Poszedłem do kuchni. Na stole woda 5 litrów, ciepla, o plastikowym smaku. Ona pojawia się tuż za mną. Wtedy dostrzegam ze nie ma jednego oka, w tym miejscu ma usta, nos jest na miejscu ucha. Cała jest poprzestawiana. Picasso byłby z ciebe dumny, zauważam. Naprawdę skarbie?

Wychodzę

Idę mostem Lazienkowskim. Wszystko porośniete gęstym lasem. Puszcza w środku miasta. Nie ma samochodów. Jestem sam.

Real – Kraków

Znów deszcz. Tak jak rok temu. Laże po kałuzach. Moknę.

Warszawa. 4 rano. Okęcie. Samoloty nie nadlatują. Słonće wschodzi. Zaczął się nowy dzień.

Posted in .. |

gieperesowa notka

po raz pierwszy przez telefon komorkowy – adomasa, moj erykson jeszcze nie ma kabelka, dostanie go na swoje 1/10 urodzin pierwszych, czyli w niedziele.

Szary dzien, kierwa, nie ma co płakać gorzkimi łzami nad własnym losem, przeciez jak wynika z kolejnego testu na szczescie (polityka dzisiejsza) jestem człowiekiem w 100% szczęsliwym.

Jeżdzę po agencjach i gazetach. Moje zdjęcia są jak się okazuje zbyt socjologiczne, za malo pocztowkowo-chlamowo-kolorowe. Nie opisują kontretów a tylko i wyłącznie abstrakcję. Ale w czym do k.n (kurwy nędzy) się nurzamy? Swiat jest abstrakcją i to co widzimy wcale nie prawdą do końca. prawd jest wiele. rzeczywistości nieskończoność. wszystko zalezy od twojego mozgu i wyobraźni/

odkąd wróciłem, łapię się na tym że nie mam o czym pisać. bo o czym mam? o mieście? o moich znajomych i rodzinie (wszyscy to czytają), o najnowszym telefonie adomasa, o nudnych imprezach, o bedurze ktory mi wlasnie opowiada co jadl wtedy gdy nie bylo obiady w pracy, katering wiesz, kanapki, chuje muje, o dupie marynie, o laskach, telewizorze ktorego nie ogladam, o klocu ktorego zrobilem, o moim łysym penisie (ogolilem wszystkie włosy, bo było mi za gorąco i dodam ze jest fajnie mi tak), o tym jak jeżdzę po mieście, jem wietnama (moge napisać przewodnik po budach), nooo….. i o czymś tam jeszcze…

znow czekam na deszcz co ze mnie zmyje myśli i brud w miescie, jutro jade do krakowa, notes wypelnia sie nadal pomysłami których nie realizuje, bo wiem ze nie będę miał na to nigdy czasu, cisnienie presja abys zrobił cos ze swoim życie jest tak straszna ze czasem wole spać i brać LSD garściami, czasem wole być magazynierem we francuskim hipermakrecie, łowcą szczurów w kanałach, kloszardem.


nie bierzcie niczego na serio. SER YO !

Posted in .. |

ulotność dnia i nocy

Tik.
Tak.
Czas płynie.
Rzeczy dzieją się same.
Bez twojego, mojego udziału.

Jest dobrze.

Że jest gorąco, nie musze juz wiecej mówic.

Zyje w komunie hipisowskiej. (b + b + a)

Kazdy dzien taki sam ale jaki inny.

Zdjęcia. W koncu. Zrobilem 1000 wywalilem w niebyt 800. Na ch. mi zdjecia ktore nie mają duszy. Zostają tylko te ktore coś mają. Jak zawsze, bedzie tak zawsze. Wkrotce zrzut na serwer zrobie.

Genialnosc aparatu cyfrowego. Ktoś moze rzec – nie kurde to nie to, ktos moze powiedziec ze ciemnia foto jest lepsza od fotoszopa, ktos moze, ale jak to chrzanie. No i jakość, rozdzielczosc. Ogromne zdjecia w 300 dpi wychodza jak cieple buleczki.

Ostatnio strona zamienia mi się w dzial z ogloszeniami. Dzis dwa.

Ciekawi ludzie, zdarzenia, wystawy, happeningi. Cokolwiek gdzie moglbym przyniesc swoje 4litery, d60, pare obiektywow i karte pamieci. I zrobic pare. prosze o kontakt na mail

drugi news:

Powstaje FILM. O blogach, ludziach, o Was.

Wszystkich chętnych zapraszam na stronę – DOKUMENT.blog.pl
yo

Posted in .. |

m a z u r y

plum, las, ogień, woda, jazda, niewarszawa, fotki, kielbacha na ognisku, piwo, wino z gwinta

ania, bedur, ja, dzieki buła za szot yo

PS.
jestem debilem i skasowalem sobie maile z serwera, ktore dostawałem przez ostanie 3 dni – wszyscy co je wyslali prosze o wyslanie jeszcze raz, bo nie bede mogl na nie odpisac….

Posted in .. |

Lapidarnie.

Czwartek. Spotkania. Wieczorem gość zzzza wody, +om z narzeczoną i siostrą plus ja i jedras. Mam juz to cudo. D60. Niestety pierwszych zdjęc nie bedzie bo dałem się pobawić Bedurowi – a ten musiał sobie wszystkie guziki ponaciskac i zrobił FORMAT. Tak więc zdjec ni ma.

Niniejszym moge teraz robic ile chce i kiedy chce. :) Zdjec oczywiscie.

Piatek. Nic się jeszcze nie zdarzyło. Wiec chyba musze sprawić aby się działo.

Posted in .. |

era video nadchodzi

riders in the storm. dawno tego nie slyszalem. w miescie topi sie asfalt. wlożyć wszystko do ogromnej lodowki i sączyć zimną cuba libre.

montuje film. w koncu dzieki adomasowi mamy jak to robic u nas w domku. DV, fire wire, montaz liniowy czy cos tam, nowa era ruchomych obrazkow, w koncu do mnie dotarla po 120 latach od powstania.

jutro w koncu mam cyfraka, znow zdjecia, w duzych ilosciach. martwi mnie jedynie wycena naprawy mojego obiektywu 50mm -
nowaukladautofocuscostam
cenanowabooanmastaryi
tyletoniestetykosztuje
musisiepanzdecydowac
jawiemzetotrudnywybor
dziekujedowidzenia
jasiejeszczezastanowie

tak wiec teraz bedac bez kasy mam tylko dwa obiektywy 20 i 105 mm ktore zamienia się w 32 mm i 160mm po zalożeniu ich na d60. cyfraki nowej generacji tak maja, well….

Posted in .. |

nie ma takiej ceny

wyłączam się
zmęczyłem się

odswieżyc głowe
znaleźć to

wprowadzić umysł i ciało
na jeden tor

robić to co założyłem
nie robić bzdetów

tworzyć dla siebie
nie działać pod publikę

nie ma takiej ceny dla której
mógłbyś spierdolić swoje życie

Posted in .. |

i rzeka w której kiedyś nauczył się pływać

W pokoju było ciemno i pusto, nie licząc starego łoża z wystającymi sprężynami.
W kuchni myszy biegały po podłodze czyszcząc resztki zepsutego jedzenia, wygrzebując je z rozprutego worka na śmieci. W powietrzu unosił się zapach padliny, choć wcale jej tam nie było. Przewodnia nuta smrodu biła z muszli klozetowej, w której lokatorzy pozostawili strawione, lecz nie spłukane zrazy wołowe w sosie meksykańskim. Brązowa woda kapała z zepsutego kranu. Od wilgotnych ścian odbijała się muzyka, którą tworzyły jednostajnie spadające krople oraz szuranie i popiskiwanie myszy, co pewien czas przerwane bluzgami sąsiadów. Po zapaleniu światła, tysiące karaluchów rozpierzchły się po ścianach. Wypełniały każdy zakątek, lecz najwięcej było ich w zlewie i na blacie stołu kuchennego.

Na korytarzu tej starej kamienicy nie sprzątał nikt od conajmniej roku, a pełna była mieszkańców. Sufit zasłonięty był dywanem pajęczyn pełnych robali i kawałków odpadającej od ścian farby. Na ulicy puste puszki po piwie, błotne kałuże wypełniały dziury w jezdni. Za rogiem było zejście do rzeki, zbierającej ścieki z pobliskich zakładów. W powietrzu unosił się gęsty smog nad miastem. Tadeusz kochał to mieszkanie, ulice, dzielnice, powietrze nad miastem i rzekę w której kiedyś nauczył się pływać.

Tyle o sąsiedzie z kamienicy po drugiej stronie ulicy, który każdego wieczoru chleje piwsko
z ziomalami pod naszym balkonem.

Tak mogło by być z nami. Lecz my jesteśmy inni. Mamy fajną pracę. Lubimy muzyke a szczególnie Ich Troje a nasza 11 letnia córka Marysia należy nawet do Fan Clubu Ich 3. Moja żona Zosia pracuje w Banku Handlowym jako kasjerka a ja byłem … hm … kim ja własciwie byłem?

Dobra dobra, tyle o naszym sąsiedzie z dołu.

Jest lato 2002, Praga Pólnoc. Dzien jak dzien, mija i pierdu pierd. Koniec z pisaniem o sobie samym. Po kątach krząta się “Talking Timbuktu” (Ali Farka Toure with Ry Cooder). Brzuchy w górze, blanty na stole, planty w Krakowie, a sąsiad pod balkonem.

Wyłączyli nam kablówkę w związku z niezapłaconymi rachunkami za używanie mieczy świetlnych i maski Lorda Vadera, więc nagrywamy to co robiliśmy w dzień i wieczorem oglądamy. Telewizja publicznaja nas brzydzi, mierzi i odstręcza. Dość. Mamy więc naszą własną telewizje. Mamy własne radio, sami se piszemy książki a potem je czytamy. Spotykając się potem nie mamy sobie już nic do powiedzenia, bo przeciez przeczytalismy w książce.

Niektóre sceny dublujemy, fajnie jest czasem w rzeczywistości powtarzac sytuację która zdarzyła 3 minuty wcześniej.

Szukamy inspiracji.

Muzyka, knigi, dupy, chmury, ekspres do kawy, pipka i zioło, hoffman, net, książki netowe, kino i wino, gazety i komiksy, siksy, siu, pu, o2 i fotografia.

No ale zostaWiamy rozterki i idziemy na miasto. Opuszczamy jame, wsiadamy w jeden z wozow stojących w garazu, badz traaaamwajem tudziez autobusem z rzadka taksówka.

Na miasto. Powietrze jest lepkie jak dłonie onanisty. Najpiekniejsze dresiary z naszej ulicy oddają się za kubek zimnej lemoniady. Tymczasem w wielkim świecie Boniek zostaje nowym selekcjonerem. Warszawa śmierdzi jak codzień. Parki i perfumerie empiku trochę mniej, a Panie które wylewają na siebie kolejne mililitry drogich wód kuszą nas swoim zapachem.
Jednak naszym celem jest zostanie porwanymi przez kosmitów z Placu Prostytucji. Spędzamy w tym miejscu pół godziny i nic się nie dzieje, więc zmieniamy nasz cel. Teraz postanawiamy ukraść zeppelina z Muzem Awiacji i Awionetyki. Bez trudu. Obezwładniony strażnik, złamane kody, podrobione karty magnetyczne, zeskanowane linie papilarne i sztuczne gałki oczne. Szybujemy nad warszawa goebelsowskim balonem. Piekne jest miasto z lotu ptaka. Zblizamy się do Pałacu Kultury. Niesamowity budnek, widać ręka architekta artysty musneła bryłę swoim geniuszem.

Nagle pojawiają się oni. Wyglądają inaczej niż Ci, których dane było nam widzieć w różnych Star Trekach, Warsach itp. Chowamy się za chmurą, udaje się nam uciec. Obserwujemy Obcych jak teleportują się do wnętrza Pałacu przez iglicę. Potem przenoszą się do linii energetycznych i telefonicznych a przez kablówki pojawiają się w waszych telewizorach i oferują miecze świetlne i kaski Vadera.

Posted in .. |

Mimo całkowitego zachmurzenia w kraju, prognozy mowia o słonczenym dniu.

Ostatnia faza snu była dziwna, slyszalem Bedura jak sie krząta i goli i chyba probuje pojsc do pracy, mialem z nim wyjsc aby pojechac do banku, ale leżałem na ogromnym materacu rozłozony jak płaszczka. Sniło mi się ze wróciłem i otwieram skrzynkę pocztą z której wysypuje się 200 nie odebranych listów. Same rachunki. Otwieram pierwszy z brzegu. Aster City – nędzna kablówka, myśle, ale czytam co mi napisali. 3000 zeta długu za używanie mieczy świetlnych i helmów Vadera. Hm. Dziwne. Od razu myśl moja pada na Adomasa i Bedura, którzy używali mojego domu, a potem rowniez zrezygnowali z kablowki (slusznie) i może w pewnym momencie dali się namowic na jakąs gadżetowa promocje Aster City.

budzę się. Znow szaro. Koncze ostatnie 5 opowiadan Bukowskiego z “Klopoty to męska specjalność”. Prawda, myślę, szczególnie, że Bukowski musi wspomniec coś o kutasie (swoim bądź cudzym) na początku prawie każdego opowiadania. Czytam je uwaznie i w skupieniu, niestety nie inspierują mnie, choć są zajebiste.

Kawa. Schodzę do sklepu na dole. 4 jajka, gazeta, pol kilo czeresni, wa jogurty BAKOmy – gruszkowe. Nudny zestaw, nie mam siły aby wymyslec cos bardziej wyrafinowanego. Wracam, drzwi, domofon, szyfr, drzwi, krata, klucz, zamek, drzwi, komputery wlaczone z kopniaka, radiostacja (fuu… lepsze Jazz jest ostatnio). Jajka gotują się 3 minuty, lubie rzadkie jaja i rzadką jajecznice. Kawa, tym razem nie dziękuję. Spoglądam przez okno. Tak wiem, jest szaro.

Wyborcza – minister, oli, pierwszy polski koszykarz w nba, autobus w austrii. 15 minut gazeta przeczytana, jak i supermarket i co jest grane. 2,7 zeta za wątpliwe 15 minut przyjemosci skladania literek i przerzucania szarych stron.

Miałem juz nie pisac notki, ale freestyle pomaga mi sie skupic na jednym. Na 101 przyciskowej klawiaturze i 15 calowym monitorze gdzie pojawiają się literki, szybko, płyną, składają się we frazy i zdania.

Ostatnie dni – myśli natury egzystencjalnej mnie dopadają. Co wybrać? Pepsi czy Cole? A moze Virgin Cole. Nie wybiore na pewno Polococty. Bo ta ssie, az bąbelki uszami idą.

Ankieta w gazecie. Chyba w Playboyu czy w czymś takim. Marzenia ludu – czytam 10 pozycji, nie załapuje się tylko na pierwsza w kolejnosci. Tłum marzy o założeniu wspaniałej rodziny. Na dalszych pozycjach – podrozowanie, pieprzenie, zdrowie, szczescie i inne tam. Lapie się na 9 pozycji i jestem zadowolony. 26 lat i się na nie lapie. Cieżkie złudzenie, co?

Mimo całkowitego zachmurzenia w kraju, prognozy mowia o słonczenym dniu. Jest źle ale nie martwcie się tak naprawdę jest dobrze.

Posted in .. |

kim.som.menki.tfurcze

jest wyjątkowo chujowo, może dlatego że wstałem tego dnia o godzinie nikczemnej, była 2pm, było szaro, w głowie mi wciąż szumiało od dźwieków jakie wygrywały przez cały poranek spadające krople deszczu

w sklepie nie było wyborczej, kupilem 3 bułki, makrelę w sosie własnym i pół kilo jasnych czereśni

miałem pisać teksty, ale byłem zbyt rozpieprzony, miałem robić historie, miałem robić zdjecia i je skanowac, po prostu taki dzień przychodzi ze ma się dość

pewnie jutro minie, zazwyczaj mija jutro

Posted in .. |

tia

moj naiwny pamiętniczku

co łykasz moje kłamstwa jak pijany ksiądz podczas masowej spowiedzi czy jak młody pelikan

tak se zasiadłem aby poświęcic ci 5 minut. moze 3.

dzień mignął z prędkoscia samochodu śmigajacego przez warszawe w rytm DESTINATION RIO. z Magdalalalalą pomykalismy w parę miejsc, na obiadek i do ksiegarni i do obuwniczego i w zakamarki duszy, przez szkło obiektywu i wzajemne zrozumienie :) Magdala jest faaajna :)

Teraz patrze się w TV. Tam TRAINSPOTTING,widzialem to 50 razy, w realu Bedur gadający o tym co jadł na kolacje, jadł bułke z paroma liścmi sałaaty, z ogorkiem małosolnym, polane kefirem i troszkę kalafiora gotowanego. bedur rozmawia ze swoja dziewczyna. bedur jest fajny gość :)

W ogole jakoś wszyscy są fajni i nikt mnie jeszcze własciwie nie zmęczył

czasem jak jadę samochodem, w słoneczny dzien, mrużę oczy, wszystko się zamazuje, mięknie, jest inne niż zazwyczaj, rzeczywistosc jest fajniejsza.

P O R T R E T – dorwałem KIEVA ruską podróbę Hassela, spoko sprzęt troche rozklekotany, ale jakoś jeszcze działa. Więc wiecej bedę robil tym sprzetem i cyfrowym d60….

Posted in .. |

! B R A S I L !

Pusty, betonowy sambodrome. Tu co roku podczas karnawału przemieszczają się szkoły samby, biorące udział w konkursie na najlepszą. O tej porze roku (lipiec-sierpień to w Brazylii zima) miejsce to wygląda na opuszczone. Ogromne i puste, szare trybuny widoczne są aż z Corcovado.

Poraża wielkością. Prawie 1,5 kilometra betonu. Spokój, upał, słońce i kurz. Tylko czasem spod trybun wypada gumowa piłka. To dzieciaki z pobliskich szkół grające tu w piłkę. 7-10 lat. Uganiają się za szmacianką tam i z powrotem, wierząc, że wyrosną na następców Pelego, Ronaldo czy Rivaldo.

Opieram się o mur i patrzę, robiąc od czasu do czasu zdjęcia. Te dzieciaki cieszą się grą – tak jak się cieszyłem, będąc w ich wieku. Ale z ich gry emanuje jakaś determinacja. Jako bramki służą im łuki podpierające trybuny. Spostrzegają mnie i za chwilę pozują do zdjęcia jako PIERWSZA DRUŻYNA BRAZYLII – w środku kapitan (ciemnoskóry 7-latek bez koszulki) opiera nogę na flakowatej piłce.

 

Sambodrome znajduje się w biednej i zniszczonej dzielnicy. Zmienia się ona nie do poznania tylko raz w roku. Podczas karnawału. Teraz wszystko jest zaniedbane, a wkoło na wzgórzach szczerzą się favele, dzielnice nędzy. Tam rodzą się mistrzowie piłki. Rodzą się. Jeden na milion…

Obchodzę jeszcze raz całe miejsce. Odgłosy gry milkną – chłopaki wrócili do szkoły – chyba nieświadomie zdają sobie sprawę, że jeśli nie będą mistrzami – zostaje im normalne życie – ale muszą coś umieć.

Taka mała zajawka z mojej strony … w końcu Brazylia jest mistrzem :)

PS.
ZALAPAC SIĘ NA ŻYCIE zapis audycji, dokonany przez Slovycka, mała niespodzianka, dla tych co nie slyszeli…

Posted in .. |

So what

Ogromne afrykańskie słońce wisiało nad miastem. 4:46 rano. Miles Davis i wymarłe złociste ulice. W nocy radio trojka. Było o podróżach. Niewiele czasu aby rozwinąc myśl, lecz calkiem sympatycznie. Fosset, Afryka (i moze dlatego to słonce potem), Kaminski. Ze niby kto jest tą maupą w sieci?

Tu-tu. tu-tu. SO what? MIles się pocił w studiu nagraniowym na 30 ulicy w Nowym Jorku, 22 kwietnia 1959. 43 lata później miałem to w głowie, jadąc nierealnie czystymi, pustymi ulicami Warszawy, co wygladała jak Niewarszawa.

Dziś w nocy impreza Radia Jazz – w Skarpie, chyba sie zjawie.

Posted in .. |

Noir Desir

Łamigłówka nad która siedzę to zdjecia, teksty. Probuje z tego zrobic TEMAT, historie ktora cos opowiada, a nie tylko zrzucone luźno teksty i fotki. Bo wtedy nie słychać bitu, muzyki, nie biją ciepłe fluidy i jest jedna wielka MORSKA NUDA, nic tylko dlubać w nosie i patrzeć się w telewizor, zamiast poczytac coś ciekawego.

Jeżdzę po miescie, gadając przez fon, jedna ręką zmieniając biegi, ignorując czasem straż miejską, przepisy, wbijając się w kazde wolne miejsce na miescie. Miejska dzungla ale jaka swojska. Heh, już czasem swita mi myśl o skuterze badz rowerze, ale takimi myslami onanizują się dresy.

Z trudem sklejam mysli, dziś wyjatkowo rozbiegane. Rozkojarzenie. Zapatrzenie gdzieś w kosmos, ciągle nowi ludzie, telefon się zapycha kontaktami.

Jeszcze nie wiem czy dobrze robie, na razie nie pozostaje mi nic innego jak żyć, działać i oddychać toksycznym powietrzem miasta, które nie ma duszy. No moze ma ale wyjebiscie małą. Aby ją dostrzec trzeba rozmawiac z ludzmi, sluchać ich, podgladać swiat przez szklo aparatu ( cyfrak w koncu za 10 dni :))

Straciłem miejsce do którego móglbym się przywiązac. Jestem satelita enerdowsko-czechoslowackim wystrzelonym w chaosmos ziemskiej egzystencji.

Dom w Kłodzku gdzie moge zawsze wrócić na chwilę jest i bardzo mnie to cieszy.

Jama w warszawie jest tylko kolejnym przystankiem, bazą wypadową. Tak teraz o niej myśle.

Strutututu… 5 minut poswiecone na pisanie bloga minelo.

Leci “Noir Desir” z wypalonego cedeka.

Znikam.

Posted in .. |

Powtorka z rozrywki czyli radio trzy po raz drugi

W piatek w nocy lub bardziej tak powiem ze o północy będę ja, Marek Kaminski i jeszcze pare innych ludzi. Live on air. Trojka. 00:00.

Mowa bedzie o podrozach, internecie, dupach zapewne, kosmosie, leperze na muchy i jeszcze o innych rzeczach o ktorych nie wiem nic.

Będę tez się jąkał, robił dlugie eeeee, yyyyy, bedę czesto powtarzal “no nie” i bede sie gryzl w jezyk aby za duzo kurwami nie rzucac. Bedzie super.

A ja po audycji uciekam pod Warszawe aby żegnac Jana Juniora co do Chin leci na rok.

Posted in .. |

Książka

Będzie mniej blogowania. Na razie. Zajmuję się ksiązką. Nie jest to prosta sprawa. Jaki tytul, co wybrać, co wywalić, jakie zdjęcia, jaka forma, gdzie co i jak. AAA!!!!!

Wziąłem się ostro do pracy. Poza tym zaczęło się lażenie po gazetach, agencjach.

Ktoś ma jakiekolwiek propozycje – życzenia, pomysły a propos KSIAŻKI – proszę na majla

PS.
lapie sie rowniez na wszystko zwiazane z praca: kupno zdjec, robienie zdjec, wystawianie w kanjpach, gdziekolwiek

jestem otwarty na wsio :)))

mam nadzieje ze mnie nie zamkną ;)

Posted in .. |

co ja własciwie mialem powiedziec?

“Wszystko bylo czerwone, wszystko bylo pomaranczowe i co chwile pekala nam opona”

Bedur mnie pyta, stary ile wyscie tych opon mieli i czy jak wszystko bylo czerwone to bylo tez pomaranczowe?

Hehehe… no fajnie bylo uslyszec taka audycje [dzieki Konrad za niezly miks z moich plyt MD], Budrewicza i bonus w postaci mojego starego na antenie. Poza tym nie jestem raczej postacia radiowa i pomieszalem z poplataniem, ale chyba ci co powinni to sie na to zalapali i zrozumieli…

Dni plyna, wynajme platnego zabojce co zabije mojego wlasnego przyjaciela co siedzi we mnie – nazywa sie Leń i lubi duzo spać, więc łatwo go bedzie ubić. yo

Posted in .. |

ZALAPAĆ SIĘ NA ŻUCiE

czyli w poniedzialek najbliższy w radiu nr.3 czyli TRÓJCE audycja o ŻYCIU w DRODZE. Godzina 22:00.

Wczoraj i dziś nagrywano mnie na MiniDiska, mówilem do mikrofonu, wszyscy chętni mogą mnie wiec uslyszeć

Taa… co jeszcze, blogi sie sypły, prosiem nie bić adomasa, ani mnie ani nikogo… teraz wszyscy na blog.pl są rowni, blogi wyglądaja jak fani Mao w k0omunistycznych Chinach… wkrotce rozdajemy czerwone ksiażeczki

amen

Posted in .. |

zastanawialem sie jaki dać tytuł: upal, skwar, kurewski gorac, spocilem sie, plone, spalony słoncem, żar,

nie wazne,

wszyscy wiedza bowiem jak było

jechalismy se z adomasem do warszawy, sluchajac muzy, jechalem szybko bo klimy nie mialem, asfalt sie topil, lykalem wiatr, ogladalem “jagódki” (bułgarskie kurewki rozebrane do samych majt, w ciemnych okularach). gierkowka rulez

lato w miescie, nie mam sily pisac, boli mnie gardlo, dalej jestem rozwalony ale juz sie sklejam w calosc samego siebie

Posted in .. |

coney island photo

dzieki IWO za pstryknieciemi tych foteczek w majowy poranek na Coney Island

siedze w klodzku, drapie sie po dupie, i mysle co dalej, zbieram sily, w sobote byla genialna impreza – nie moglem sie po niej otrzasnac przez 24 godziny. ledwo mowie, ledwo sie ruszam, czytam ksiazki, gazety, chlodze sie w goracy letni dzien, w czwartek znow wracam do warszawy

Posted in .. |

trzeba

zaczac cos robic, prawda?

Posted in .. |

NYC JUNE

powtorka mala i jeszcze pare ekstra foteczek z Nowego Jorku

podziekowania: iwo, piotrek, ravs, kufel, oskar, max i spiacy na stacji Union Sq

Posted in .. |

tralala

W miare wielokrotnego powtarzania ruchow klepsydra pelna rozdrobionych muszelek obrastamy siecia polaczen.

ja-ludzie-wiedza-wspomnienia-ludzie-otoczenie

wszystkie staje sie coraz bardziej skomplikowane

spogladam w notes, nie mam jeszcze buraka, widze te wszystkie numery ktore zapisuje od tygodnia

jest dobrze, sie rozkrecam

szukam SKANERA, mam kupe rzeczy do skanowania, szukam wydawcy, szukam gazety ktora chcialaby wspolpracowac, jezeli to co zrobilem w ciagu ostatniego roku jest cos warte, szukam i znajde

znow wtapiam sie w nowa rzeczywistosc

jest dla mnie nowa-stara

dni spedzone w miescie, codzienna wizyta w pieprzonym sklepie z czesciami komputerowymi, sklejamy komputer (tzn. adomas skleja) tylko ze cos nie gra z pamiecia. wiec jezdze tam i wymieniam te pierprzone podzespoly, rozmawiajac z pol-ludzmi wurzucajacymi z siebie monosylaby nie mogac mi spojrzec w oczy, bo tam na dole na stole przyjaznie mruga ekran kompa

kupilem dzis ksiazke HEROINA – ponoc przynosi szczescie, tak mowi autor, ktory juz nie bierze.

czym jest SZCZESCIE

czy musimy szukac go w alkoholu, heroinie, gandzi, innych dragach,

czy znajdujemy je tam

czy bladzimy na boso i po omacku w ciemnym pokoju pelnym rozbitego szkla

tralala

Posted in .. |

Panie Somsiad

Ja Pana przepraszam Panie Sasiedzie. Ja naprawde nie chcialem aby Pan w rure walil. Przez cala ciemna noc. Ja naprawde nie chcialem, moi goscie rowniez. Mysmy tylko rozmawiali, wie Pan jak to jest. Niektorzy krzyczeli, owszem. Puszczalismy tez The Clash, Badu, Myslovitz za glosno, bo ja tak lubie, jak mily basik sie po podlodze roznosi.

Wlasciwie to ja chromole to co Pan mysli, tak w ogole to uznaje akcje KILL YOUR NEIGHBOUR za rozpoczeta…

8 rano, slonce, wiaterek, kawa, zwloki ludzki pororzucane, niektore zwloki jada do pracy, niektore ida po gazete niektore jeszcze spia.

Tia….

Posted in .. |

wyprani

przemieszczajac sie ulicami deszczowej warszawy, sluchajac rozmow w tramwaju, czekajac bez konca w korkach, bedac pod wrazeniem wczorajszego meczu

stwierdzam

polacy sa NARODEM WYPRANYM

;))

ide zszamac czerstwa bule z tunczykiem i zanurzyc sie w BUKOWSKIEGO “Najpiekniejsza dziewczyna w miescie”

Posted in .. |

Do przerwy 1:0

Szarosc dnia poniedzialkowego. Laze po miescie, autobusy i tramwaje, chodnik i moje buty. Spotykam ludzi. Slucham ludzi. Obserwuje.

Kolor szary w modzie.

Nic sie nie zmienilo. Od wyjazdu. Wrazenie jakbym nie wyjezdzal wcale. Jakbym na mazury na 2 tygodnie kopsnal. Ludzie, miejsca, wszystko po staremu. Ale to chyba nie dobrze.

Organizuje sie. Ale w tym momemcie nie pamietam nawet numeru swojej komorki. Bede musial zabrac ja z Klodzka jak pojawie sie tam po koniec tygodnia.

Weekend. Chilin’ Jak zwykle.

Polska przegrywa. Ciecie. Nie wazne. Jest przerwa. Tylko przerwy czasem nie pomagaja. Jak nie masz sily i naladowanych baterii nic ci nie pomoze.

A ja sobie baterie pozadnie naladowalem. Jak pieprzony kroliczek z Duracella.

Posted in .. |

POLSKA

11 miesiecy. Koniec. Juz jestem. Nakrecony gadam i zasuwam. Sobota. Dom. Warszawa.

Nic nie czuje. Nic nie wiem. Jade z Bedurem ulicami miasta i czuje sie jakby opuscil to miejsce wczoraj.

Szare chmury, szare powietrze, czuje sie jak szary pielgrzym co wrocil do swego Hobbitonu, ale wie ze jest to przystanek.

No wlasnie. Tak sie czuje. Niby jestem w swoim domu ale nie jestem. WIem ze juz nie mam domu. TEn jeden co mam to jest w KLODZKU.

Wszedzie czuje sie jak w domu. Wszedzie bylo mi dobrze. TO czemu tu ma nie byc.

Wczoraj chilin z Minimalem + J, Bedurem – taki krotki, aby o 10pm odpasc.

Jest mokry poranek. Praga Polnoc. 6 rano. Wstalem z czystym umyslem, gotowy do dzialania.

Druki, skany, chodzenie, spotykanie sie, dzialanie, zbieranie, powielanie, czekanie, dzwonienie, pisanie, myslenie i jedno wielkie pieprzenie…

Posted in .. |

life goes on

Odlaczylem swoj mozg z sieci. Tzn. sam sie odlaczyl bo odlaczyly sie platnosci za domene, Moj Osobisty Admin byl na wakacjach, karta Visa zablokowana znow. Dobrze mi to wlasciwie zrobilo bo nie siedzialem jak ten klocek 2 godzin dziennie w sieci na 42 ulicy.

Jeszcze 4 lata do 30tki. A potem jeszcze troche lat do 40 tki etc. Az zejde. Ale teraz, life goes on…. i to jak.

W poniedzialek bylo dobrze. Jedlismy zupe grzybowa, pistacje i pampkinsy, bulki z maslem o 6 rano na 1 ave. Wczesniej z buta przez Williamsburg Bridge. No i mial byc final szczesliwy w klubie Europa na GReepoincie. Niestety tak sie nie zdarzylo. Jak mialem dziesiec lat widzialem ostatni mecz Polski z Brazylia. 0:4. We wtorek bylo 0:2. Eh….

Dzieki specjalne dla Oskara :))

by Oskar Miarka 2002

Posted in .. |

7 dni

Chinska dzielnica, wietnamska knajpa, krewetki i brokuly, zar ulicy i chinskie piwo. Robimy wizytowki do RAKIETY i snujemy sie po miescie. Wczoraj mialem dym z biletem powrotnym, dzis byl jeszcze wiekszy, ale na szczescie wszystko zakonczylo sie inaczej. Dobrze. Wylat w piatek za tydzien. Rano bede calowal brudna glebe na Okeciu. Tymczasem jeszcze zycie w NYC sie niezle toczy. Naprawde niezle ;)

Posted in .. |

Day Dreamin’

Juz 4 dzien na miescie. Tzn. spiac gdzie popadnie, na podlodze, na materacach, lub nie spiac wcale, chyba ze w metrze. Sobota, impreza, finlandia, mota, impreza u piotrka, koncert na dachu – czyli Bestie Boys w postaci kufla, ravsA i mojej. Dobrze ze sasiedzi wyrozumiali. wiec policja nas nie odwiedzila.

Niedziela. Poniedzialek. I juz wtorek.

Portfolio. Ksiazka. Zdjecia. Drukuje i w koncu to prawie skonczylem. MAC, epson skaner i drukara, papier foto i godziny spedzone na przygotowywaniu tego wszystkiego. Stracilem rachube czasu. Kapiel w zimnym oceanie o 6 rano na mglistej COney Island, zdjecia, metro, upalny poniedzialek i 7 kaw. Nie spie juz nie wiem ile, i wprowadza mnie to w narkotyczny stan, ale mam energie, mam sile, moc i checi. Zycie do przodu sie pcha i jest swietnie.

Dzieki iwo za wszystko, mlodsza :)

Lauryn Hill i jej UNpluged z MTV – sila, slowa, emocje, glos i gitara akustyczna, 2 cd na MD nagrane i sluchane na okraglo. Lauryn jest PRAWDZIWA.

Palma odbija Polakom. Szczegolnie ze im sie cos wydaje ze cos sie im udalo, przypisujac zaslugi jednostki, calemu narodowi, karmiac slabego tchorzliwego potwora zwanego DUMA NARODOWA.

Polanski dostal Zlota Palme. Nie POLSKA ja dostala tylko on. Pieprzone kompleksy – kurwa w naszym kraju zawsze bedzie zle, jak bedziemy walic gruche jak jakis ciec bedzie odbieral oskara, nobla, czy inne cos tam, jak jakis czy skoczek skoczy czy biegacz pobiegnie. Narod wali gruche i kladzie sie spac spokojnie, bo wtedy wie ze POTRAFI, mimo ze nic nie robi, bo robia to jednostki – za wszystkich. Polacy nie wspieraja sie, Polak Polakowi wilkolakiem, zazdrosc o wszystko – ale jak sie komus uda to przez chwile jest jedno wielkie walenie gruchy. Polanski jest zajebistym rezyserem ale ta nagroda jest dla niego i dla SZPILMANA.

Nie dla narodu – tak jakby cale Stany cieszyly sie ze AMERYKANIE dostali 100 oskarow tego roku. Austarlia dostala w tym roku 18 oskarow. Niemcy wygraly NObla. A Szwecja …. blablabla…

To nie narod, to jednostki. Chyba ze caly kraj, panstwo walnie przyczynia sie do rozwoju jednostki. Inwestuje kase w dobrych nauczycieli, szkoly, kasuje cieciow (zlych nauczycieli), wprowadza swietny system szkolnictwa i dobrze placi tym co ksztalca jednostki. Tym co wiedza jak w danej osobie znalezc to COS, jak nie zmarnowac talentu.

takie sobie luzne mysli….

Nie mam jeszcze biletu do POlski, nie mam cyfraka d60 – ale wiem ze wracam na weekend 8-10 czerwiec do Polski.

Posted in .. |

City Surfin’

Wczoraj zar lal sie z nieba, na ktorym nawet sokolim nie wypatrzysz chumrki. Gorace powietrze zamkniete w asfaltowej klatce ulic wielkiego miasta. Na ulice wylegli pakistancy sprzedawcy lodow i napojow. Ja tymczasem pojawilem sie w Parku Centralnym. Ja i deska. Bebel Giberto i jaj mama i tata plus Beastie Boys (ze skladanki maaraaasa). Jedziem. Las w srodku miasta, skaly, zameczki, jeziora, ogromne przestrzenie boisk bejsbolowych, pol nagie ciala smazace sie w promieniach rakotworczego slonca, rolki, deski, rowery. Brakuje tylko waty cukrowej, po ktorej masz slodko lepiace dlonie. Jedziem. W dol i w gore. Zasuwam pomiedzy ludzmi. Surfing. Po 2 godzinach jezdzenia po calym parku wracam na ulice.

Lexington Ave., Park Ave. Od 87 zaczyna sie fajny zjazd w dol. Do 57. 30 ulic. 20 ulic to okolo 1.6 mili. Zdejmuje sluchawk, skupiam sie na jezdzie. Staram sie zalapac na ZIELONA FALE aby zadne czerwone swiatlo nie zatrzymalo mnie. SURFING. DOkladnie to jest to. Jak na oceanie. Tez czekasz na fale, na dobra fale, ktora dlugo cie poniesie. Musisz uwazac na innych surfujacych i ewentualne rekiny, co biora cie za smakowitego zolwia. Na ulicach miasta sa taksiarze, kierwocy autobusow, gliniarze, przechodnie i dziury w jezdni.

To byl dobry dzien. Wrocilem do domu i zszedlem. Miala byc impreza. Ale zaczalem ogladac “Mexican” z Pittem i Roberts i zasnalem.

Posted in .. |

glupia szmata

Mialem wstac o 6 rano. Wstalem. Ale poszedlem spac znow. Po to aby wymknac sie o 11 aby nie slyszec klotni gospodarzy domu w ktorym pomieszkuje.

Leb mi pekal, bo imprezie ostatniej, po tzw. wieczorku filmowym. Taken Bartka i Patrze na ciebie Marysiu – bylo sympatycznie, byla ekipa z Polski (Bartczyk i Maja O.), bylo szwedanie sie po ulicach, nie bylo spozywania alkoholu, bo nie wchodzil. Kasa sie skonczyla. Jak zwykle. Jestem totalnie nieodpowiedzialna osoba jezezli chodzi o mamone i za czesto sie splukuje co do grosza. Potem chodze glodny i psiocze na samego siebie.

Jest piatek. Jest goraco. Krotkie gacie i dlugi longboard. Ide do Central Parku posmigac. W ta i we wte.

MIalem cos wiecej napisac. Mialem napisac tekst. Ale nie chce mi sie i moja wena sie schowala tak ze nie moge jej znalezc… glupia szmata.

W ubiegłym roku z przepracowania zmarła rekordowa liczba osób w Japonii – 143 – wynika z najnowszego raportu rządu.

To o 68 proc. więcej niż rok wcześniej. Jest to też najwyższa liczba od 1987 roku, gdy zaczęto odnotowywać takie przypadki (wtedy odnotowano 21 takich zgonów). Najczęściej umierają pracownicy fabryczni, lekarze i taksówkarze. Japończycy pracują jednak mniej niż kiedyś. W 1955 roku przeciętny Japończyk przepracował 2356 godzin, a w 2001 roku już tylko 1843 godziny.

To pewnie dlatego moj aparat tak dlugo robia. Wlasnie przelozyli mi date wyslania na 23/6. Liczba zamowien i osob w kolejce do canona d60 wrasta a Japonce w Canonie obijaja sie – obciac im wakacje!!

Posted in .. |

Todo es mentira en este Mundo

Wez to wszystko. Miej otwarte oczy i chlonny mozg. Ogladaj TV, czytaj gazety, sluchaj pana prezydenta i wszystkich jego premierow i zony, miej 3 telewizory – na jednym CNN, na drugim wiadomosci Arabskiej Agencji Informacyjnej plus rosyjska telewizja. Oczywiscie stale lacze do netu i prenumerate wszelkich gazet. Naucz sie arabskiego i chinskiego. Badz przygotowany. I sprobuj to wszystko przesaczyc przez filtry w mozgu.

Sie nie da.

Nie da sie przetrawic.

Szkoda zycia.

Tego jedynego co masz.

Jezeli bedzie sie mialo cos stac to sie stanie.

Wlasnie sie przed chwila dowiedzialem ze sa jakies kontrole w NYC. Bo niby to genialny amerykanski wywiad podlsuchal majaki jakiegos Taliba w Guantanamo, koles mial zle sny i snil o tym jak wjezdza ciezarowka pelna TNT na mosk brooklinski a potem przenosi sie do Allaha. Z kolei drugiemu snilo sie ze malym samolocikiem, dajmy na to Cesna, wpierdala sie z impetem w Statue Wolnosci pelna izraeleskich turystow.

No wiec wczoraj czy dzis gazety sa pelne apokaliptycznych wizji. Jakos nie zauwazylem nic. Lezalem pol dnia na trawie w parku na Fresh Pond, jezdzilem na desce i bawilem sie kamera. Potem zjadlem super obiad – zupa warzywna i brokuly z miesem krowim (na pewno musialo byc zarazone choroba tych krow szalonych), wypilem pare szklan wody i gatorade i uderzylem na Manhattan. Nic. Spokoj. 25 stopni i wiaterek. Ludzie laza i nic.

Mam wrazenie ze dzienikarze najwiecej panikuja. Wkladaja wam shit do uszu i oczu a wy w to wierzycie.

Dziennikarz – powinien byc BAJKOPISARZ. Nie ma prawidziwych informacji – nie ma wolnej prasy, nie ma. Kasa, polityka. Nie wierze w teorie spiskowe ale nie chce mi sie juz sluchac newsow i glowic sie nad klamstwami ktore slysze w TV. Dziennikarze szukaja wszedzie sensacji, aby miec o czym pisac w tych durnych gazetach, ktore sie MOZE lepiej wtedy sprzedadza, bo ludzie sa uzaleznieni od “niesamowitych” indormacji, skandali i sensacji – bo ich zycie jest proste jak wlos Mongola i nudne jak wiadro budyniu…

Todo es mentira en este Mundo – zaspiewa Manu na koncercie w Warszawie – na ktorym mnie nie bedzie. Nie ma prawdy na tym swiecie. Wszystko to jeden wielki KIT.

Posted in .. |

indarabadabastajla

Brak snu. Az do wczorajszego popoludnia moj bilans snu na nieprzespane godziny wynosil 3/40.

O 11 spotkanie w sprawie sprzedazy zdjec (jest dobrze, a bedzie lepiej, podpisuje kontrakt – zycie freelancera mnie czeka, wiec musze sie poukladac i zorganizowac, oczywiscie na swoj sposob). Potem poszukiwania kamery. I jest. 2 tygodnie lazenia, uzerania sie ze sprzedawcami. Oprocz tego dali mi “za darmo” “gratis” takie cudo – czyli moge z predkoscia x32 nagrywac WAVE, MP3 na minidiska. Sweet. Przeczytalem obrzydliwie nudna instrukcje do kamery. Pomacalem, ponaciskalem, i poszedlem spac. Na 15 godzin. Dziwne sny, postaci, zdarzenia, dzwieki z ulicy wkradaly mi sie do glowy, podczas gdy ja snilem.

Wlasciwie oprocz imprezowania, kina, wloczegi ulicami, internetu, i zakupow nic w NYC nie zdzialalem. Ale mam jeszcze troche czasu. I pare rzeczy do zrobienia i zobaczenia.

Aha – komunikat – wszyscy chetni do pokazania swej facjaty w filmie (ci MIESZKAJACY w NYC) mailowac do mnie {kufel i ravs wy nie musicie hehhe – jestecie w filmie, nie macie wyjscia} – krece bowiem czesc filmu o blogersach, blogaczach czy jak ich tam nazwac.

Posted in .. |

Najpiekniejsza para piersi na swiecie

“Najgorsze sa poranki. Kiedy otwieram oczy, musi uplynac dluga chwila, zanim sie zorientuje, gdzie wyladowalem”

-Roland Topor “Najpiekniejsza para piersi na swiecie”

Nie moglem sie zgodzic z Toporem. Tego ranka. Flushing, Queens. O tym sie dowiedzialem dopiero po jakims czasie. Nie wchodzac w szczegoly. To byla najpiekniejsza para piersi na swiecie :)) …

Ale od poczatku. Ciezko napaleni na impreze. Ja, ravs, kufl, ivo i piotrek. Z reguly jest tak w zyciu ze im bardziej sie na cos napalasz tym mniej wychodzi. Mozna rzec jest tak ze wszystkim. Tym razem tak nie bylo.

Woodpoint Rd. Wieczor. Siedzimy. Senni, znudzeni, i w ogole mamy dosc. Ale ruszamy dupy i pakujemy je w blaszany wagonik mknacy na Manhattan.

37 ulica. Miasto. Wjezdzamy na impreze. Polowa ludzi zasuwa po hebrajsku. BO to zydowska impreza. 10$ wjazdowe i alkoholu ile dusza zapragnie a zaladek zniesie. Wpadaja Polaczki, pija, nie symiluja sie, bo jest sztywno i ch. muzyka. Wiec wychodza. Troche szkoda bo zydowskie imprezy sa z reguly swietne.

Brooklyn. Teraz juz nie wiemy gdzie isc. Pierre, kumpel z Francji ktorego spotkalem wczesniej w Gautemali i Meksyku nakrecil cos innego, mamy adres i jedziemy tam.

Jej tluszcz przelewal mi sie przez palce. Miala 150 cm wzrostu i 100 kilo wagi. Latynoskie disco harczalo z glosnikow. A my wywijalismy salse. Wczesniej dobralismy sie do lodowki. Przypadek. NIe ma to jak wejsc nie proszony na impreze, prosto z ulicy. Puertorikanczyk byl ciezko przekonany ze my kogos znamy i w ogole bylismy jego hermanos i hermana. No i prawie rozwalilismy mu jego rodzinna impreze. Trza jednak bylo uciekac – zle fluidy pojawily sie w powietrzu. Kufel zawinal heinekena z lodowki i czmyhnelismy.

Broadway. Brooklyn. Kumpel Pierra i dziewczyna kumpla zoorganizowali impreze, na ktora zaprosili kogo sie dalo. Bylo jak w POlsce. Stalismy w kuchni i oproznialismy kolejne butelki. Rzadzilismy. Coz czas lecial, zycie wygrywalo coraz lepszy rytm.

Spotkalismy A. Potem mi powiedziala ze plakala. Nie znalismy jej. Ale slowianskie dusze (byla z Rosji) sa zawsze mile widziane wiec zabralismy ja ze soba. KOlejne imprezy a potem zejsciowe pierogi na Woodpoint Rd. I ogolne zejscie.

Slonce. Jeszcze nieprzytomny lub juz nieprzytomny. Jadac taksowka wlasciwie nie wiadomo gdzie. Slonce. Tak prosto w oczy.

Emocje, pomysly, wibracje, plany, przezywka. Wymiana mysli. Wymiana. Inspiarcja. Chce sie zyc.

Siedze teraz na Times Sq. Jest 1:30 am a ja wyszedlem o polnocy z domu, bo nie moglem spac.

A tu pare fotek z imprezy – dzieki uprzejmosci KUFLA – ja wciaz czekam na swoja cyfre…

Posted in .. |

chimeryczny lokator

od wielu miesiecy. u roznych ludzi. bujam sie od mieszkania do mieszkania, liczac na goscine innych. ciezko czasem jest, ale nie ma wyjscia, jezeli chce sie przetrwac.

wczoraj zabralem Gizie CHIMERYCZNEGO LOKATORA Topora.

i umarlem.

ze smiechu.

Posted in .. |

Kiedys sobie pomysle

Kiedys sobie pomysle – tak poczelo sie lato 2002.

Byla polowa maja, a laseczki biegaly z pepuszkami na wierzchu, aby reszta swiata mogla trzepac kapucyna. Na ulicach gnily smieci, sprzedawcy sprzedawali precle i kokekole zimna jak wszystkie topniejace lody Antarktydy. A ja? – wlasciwie co ja?

Zalapywalem sie na to wszystko ;)

Lekki miszmasz w glowie, niezrealizowane pomysly, co sie az gotowaly w tej lysej puszce kiwajacej sie na czubeczku mojego tulowia. Na uszach mialem swoja muzyke, “pockets full of cheese”, aparat bez filmu w torbie i wcale nie robilem zdjec. Robilem je oczami. Szkoda filmu, poza tym wciaz czekalem na aparat cyfrowy, ktory wydawal sie nie nadchodzic…

Codzienna wizyta na 42 ulicy – Times Sq. – kiczowate centrum wielkiego miasta. Juz mialem dosc tego miejsca, ale codziennie mozna bylo mnie tam spotkac.

Wkurwialy mnie hordy turystow robiacych sobie zdjecia na tle mrugajacych psychodelicznie ogromnych ekranow, kierowcy toczyli odwieczna walke z przechodniami, oszusci z Pakistanu (choc wlasciwie nieodgadnionej narodowosci) niczym SpajderMan (widzialem juz ten film, wlasnie przed chwila i sie podobal , bo sobie wylaczylem mozg z pradu stalego) wkrecali w swa siec zdezorientowanych klientow, sprzedajac im zepsute aparaty za naprawde “niska cene”, maj frend.

Probowalem tez sprzedac swoje zdjecia, spotykalem sie z roznymi ludzmi i bylem o krok od podpisania pewnej umowy. Czy to sie stalo. Wtedy jeszcze tego nie moglem wiedziec, bo snulem tylko nic nie warte przypuszczenia, zamiast stac obiema stopami na twardym gruncie.

Bylo przyjemnie, nadchodzily gorace dni, w czerwcu mialo byc juz nie do wytrzymania, i wszyscy z upragnieniem mieli czekac na przyjemna jesien.

Ale wciaz jednak byl maj, a zyc dniem dzisiejszym nalezalo. WIec wymazalem z karty pamieci wszystkie mysli a propos przyszlosc, w niepamiec puscilem pytania “co bedziesz robisz jak powrocisz do Polski” – tak jakby kogokolwiek to interesowalo – takie podtrzymanie konwersacji o Nietschem.

Przestaje biegac jak debil po tych samych ulicach, sa inne miejsca, biore longborda, MD, i jade jutro pojezdzic po Parku Centralnym. Moze sie cos zdarzy…

PS.
W sobote impreza na Manhattanie, bedzie ciezko, mam nadzieje ze w niedziele pojawi sie nowa notka. Pray for me, madafuckerz. tymczasem spadam, musze sie znalezc na Grand Ave. St. najpozniej o 11:40 – nie mam ochoty po raz enty maszerowac pustymi ulicami Queenz

PPS/

A maras z JUsta daja czadu w Mexico – tyle slonca w naszym miescie czy na plazy … :)

Posted in .. |

Patrz, kurwa, jakie ma czerwone wlosy

Gorace popoludnie na Queens. Czekam nieprzyzwoicie dlugo na bus, gdy nadjezdza w koncu jest spozniony o 40 minut.

“Patrz, kurwa, jakie ma czerwone wlosy” – slysze jak po polsku odzywa sie kobieta w nieokreslonym wieku do swojej coreczki. Do autobusu w tym momencie wsiada latynoska pankowa z czerwona fryzura i kurtka z naszywka SPECIALS – wypisana gotyckimi literkami.

Scena trwa 5 sekund.

Ale sie przy niej zatrzymam.

WYGLAD.

Czemu zawsze w Polsce, szczegolnie w malych miastach, lub tez prowincjonalnej Warszawie wyglad drugiego czlowieka wzbudza tak niezdrowe emocje? Jezeli ktos odbiega od szarego wizerunku (krotkie wloski, dziny, turecki sweter czy biale adidasy) to od razu pada na takim czlowieku wzrok drugiego, czy tez chichy-chichy, podsmiewajki czy tez oburzenie dewotki w pociagu. Patrz jaki kolczyk w nosie, patrz ale ma debilne czerwone spodnie, ty spojrz jak sie ta malolata wystroila.

Zero tolerancji. Nawet tu w NY, gdy Polaczek opusci swoj zapyzialy Greenpoint w dalszym ciagu sie nie moze nadziwic – rzucajac takie “kwiatki” jak pani z autobusu Q59.

A mi sie ten tlum podoba. Roznorodnosc, wymieszka, dziki tlum, spaliny, topiacy sie asfalt i spozycie soku z marchewki przy Washington Sq w upalny dzien, gapiac sie na ludzi, i sluchajac muzyki miasta.

Posted in .. |

konia i korestwo za filizanke kawy

50 km. W ciagu ostanich dni. Moze mniej moze wiecej. W kazdy razie zdzieram buty lazac po Brooklynie, Queens i Manhattanie. W sobote szykuja sie imprezy – totalnie wypasione z ludzmi ktorych nie znam. Jest teraz Party Time i NYC szaleje, szczegolnie snobistyczne okolice Bedford etc.

Spotkania spotkania spotkania. Caly czas sie spotykam z nowymi ludziami. Dzien w dzien. Wychodze rano. Wsiadam w metro i jade na Manhattan. Dzis jechalem dluzej. Ktos wskoczyl pod pociag. Cisnienie tego miasta poraza.

Nic to. NIe mam sily. Musze sie napic czegos wzmacniajacego, np. czarnej kawy z nienormalna zawartoscia kokainy, tfu.. tzn. kofeiny.

z bogiem.

Posted in .. |

spajdermania i wielkomiasteczkowosc

Nie ma miejsca na tym swiecie dla tych nieszczesnikow cierpiacych na arachnofobie. Pewnie siedza teraz po domach, bojac sie wyjsc na ulice.

Wszyscy teraz kochaja PAJAKA.

Wszystkie batmany i inne poszly do lamusa, gnija w rynsztoku, zapomniane przez wszystkich. Podczas gdy SPIDER-MAN rzadzi.

Oczywiscie troche przeszkodzil mu OSAMA – niszczac dwa budynki po ktorych czlowiek pajak hasal. I tym samym premiera filmu opoznila sie odrobine i cala pajakomania.

znalezione w Mexico City…

Koszulki, gry, kubeczki, zabaweczki, maskotki, platykowe postac i co tylko do lba by ci nie przyszlo.

Wczoraj znow sie zgubilem. Tzn. wsiadlem do zlego autobusu, po malym imprezowaniu u Ravsa, zaczytalem sie w ksiazce Ostrego i wysiadlem za daleko. Coz maly joggin w nocy na Queens jeszcze nikomu nie zaszkodzil.

Wracajac do Marcina Ostrowskiego i jego ksiazki WIELKOMIASTECZKOWSC.

Jest genialna. Tzn. trafia do mnie jak najmocniej. 1991-2000 to pewnien okres w moim zyciu co duzo dla mnie znaczyl. LO, Studia. Warszawa. Muzyka. Fotografia. Ostry pisze ostro, nie jebie sie za bardzo ze slowem, zdania trafiaj mi prosto do mozgu. Chyba najlepsza ksiazka jaka ostatnio czytalem. No i pisze o Pearl Jamie duzo :)) Polecam wam wszystkim – mozna ja kupic wysylkowo

Posted in .. |

Deszcz, jak ja go lubie

O 6:45 spadl deszcz. Stalem na przystanku przy Grand Av. Czekajac na q59. Nie nadjezdzal. Deszczowe lzy ciekly po twarzy starej latynoskiej kobiety zaciskajacej reklamowke. 6 milczacych postaci w oczekiwaniu na autobus. Niedziela rano. Wracamy do domu badz jedziemy do pracy.

Ostatnie dwa dni. Ciezkie powroty o poranku. A dzis wstalem o 4 rano.

Deszcz wciaz padal. Wyszedlem na zielony trawnik w miniaturowym ogrodku domu przy Maspeth Ave. Przysiady, sztuk 5, i 5 pompek. 1 minuta stania na glowie. i rozciagniecie konczyn.

Sniadanie. Polityka i wprost. Nowy dziennik. 3 jajka i kawa niezamieszana, bo mi sie za duzo cukru wsypalo. Szlag mnie trafia, bynajmniej nie z powodu wczesnej godziny czy duzej ilosci cukru. Szlag mnie trafiam bo czytam polskie gazety i mam brzydkie wizje a propos przyszlosci. Zreszta co bardziej zawzieta osoba wyczyta sobie swoje w przepowiedniach Nostradamusa. hhe.,

Manhatan. Times Sq. 42 ulica. Najwieksza kawiarenka internetowa na swiecie. 1200 kompow. 20 $ za miesiac placcisz i masz nieograniczony dostep. Ladnie co?

Coz. Nowy dzien. I wcale nie jest tak ze nie lubie poniedzialku. Po prostu ostatnio nie ma znaczenia jak jest dzien.

Byle bylo SLONCE.

Czego zycze wam, ludu robotniczy.

Posted in .. |

New York New York

Pod wielkim namiotem, na srodku prerii, jest poczekalnia. Rozlozylem zwloki na kanapie i czekam. Na samolot. Na lotnisko zawiozla mnie Laura. Pozegnalem doline Fraser, odebralem kase z Deno’s i pomknelismy przez gory.

Mam jeszcze pare godzin. Samolot o 6 rano. A jest dopiero polnoc. Czytam ksiazke Paula Austera – Ksiezycowy Palac (dzieki ANIIIA :))))), slucham Fight for you Mind – Harpera i gapie sie na drzewka w ogromnych donicach, ktorych liscie poruszane sa przez dmuchajaca klimatyzacje. Lotnisko puste. Zwloki lezace na skorzanych kanapach. Zanurzam sie w lekture.

Lotniska to ostatnio cos w rodzaju poczatkow (koncow?) rozdzialow w mojej podrozy. Jestem juz 300 dni w drodze. Tyle miesiecy poza domem. Moj dom to hotele, cudze domy, poczekalnie. Mam wszystko z soba. Plecak. Aparat. Spiwor i ubrania.

Jakies 400 metrow. Rzad kantorkow, nad nimi nazwy linii lotniczych. Siedze juz 3 godzine.

4 rano. Nadchodza. W mundurkach i z goraca kawa w reku. Odbieram bilet, oddaje plecak i deske i zasuwam zjesc marne sniadanie w burgerkingu.

KOntrola. Sciagam buty, przeszukuja mi torby, jezdza po mnie jakims czujnikiem. I tak bedzie jeszcze 5 razy.

Kansas. City. Lotnisko. Srodek nicosci. Ameryka Srodkowa ;)) 1,5 godziny lotu z Denver. Przesiadam sie do samolotu co za 3 godziny wyladuje w NYC. Chyba wyladuje, nigdy nie wiadomo.

Za mna siedza 4 paniusie z Kansas, podekcytowane wizja pierwszej w zyciu podrozy do NYC. Maja po 50-55 lat i snuja wizje gdzie zrobia zakupy, wynajma limo, i beda sie dobrze bawic. Tuz kolo mnie emanuje lolita z nyc. Seksem emanuje. Kreci sie i wierci. Pachnie i wsuwa bulki z kremem. Ma w dupie linie i pasuje jej to jak najbardziej. Potem zlapie mnie za reke. Jak prawie walniemy samolotem o powierzchnie wody, tuz przy Manhattanie.

Lot byl spoko.

Spalem jak zabity. Jak tylko ujrzelismy Manhattan samolotem trzaslo i znizylismy lot o ladnych pare metrow. Groza. Paniusie za mna oczami wyobrazni zobaczyly zblizajacy sie Empire State Building. Ale nie dzis.

To tylko turbulencje a nie faceci w turbanach.

NYC. Nowy Jork. Queens. Pakistanczyk wiezie mnie na Maspeth Ave. Mieszkam u znajomych.

Impreza. Ravs, Kufel, Iwona, Giza. Snujemy sie po miescie. Pelne knajpy. Atmosfera goraca jak kawalek pizzy zjedzony na pospiecha.Butelka Mr.Bostona zawinieta w papier i pociagana w drodze z jednego miejsca do drugiego.

Powrot do domu. 2 godziny. Na nogach. Z irokezem na glowie (Niestety irokez znow nie przetrwal dnia. Na drugi dzien poszedl w niepamiec. hehehe).I sluchawkami na uszach. Nie ma autobuow. Wiec ide przez Queens, dwie bite godziny. Zero duszy, zmierzam przez jakies slumsy i jest pieknie, szczegolnie ze wlasnie wschodzi slonce.

PS.
Bede sie rzadziej odzywal. Raz na dwa dni. Mam mnostwo do roboty i wiele sie dzieje. Nie bedzie zdjec z cyfraka. BO go nie mam. Czekam na sprzet dopiero.

Maj w NYC. Wlasnie rozpoczal sie. Pelna para…. :))

Posted in .. |

wieczorem

jade do denver. zahacze jeszcze jakies kino aby wylukac jaki amerykansky hit sezonu letniego = pewnie SPAJDERMENa – bo jego jako jedynego szanuje z reszty superhiroz betmena, supermena, paniszera, i innych. za co? nie wiem wlasciwie – moze ktos wie za co – propozycje do komentarzy…

po filmie na lotnisko, 3-4 godziny na wygodnej kanapie postawionej w poczekalni, przed ogromnym tv gdzie puszczaja nonstop CNN – to przygotuje mnie do powrotu do SWIATA – groznego, podlego, plugawego, wojen, zamachow, le penow i sam nie wiem czego wiecej

NYC. W piatkowe popoludnie.

PS.
Pisze do robiac designy na swiezo nagranych plytach, sluchajac FIGHT FOR YOUR MIND Bena Harpera = co przypomnialo mi ze tam na froncie meksykanskim zmaga sie maras i jego lola justa, kazdego dnia walczac o przetrwanie – Z relacji marasa z mexico

PPS.
z robiena to robie z wozniakiem psychodelka (to nia to nazwe wymyslilem – heheh – to wozniaq) to taki blog gdzie trafiaja opowiadania jakie pisalem podczas nudnych wykladow w mojej nudnej budzie wsuib , wraz z mgr.wozniakiem heheh – ostrzegam starsznie to jest chizzziii

Posted in .. |

KA cyk

Slucham muzy z Reality Bites. Leb mnie nie boli, ale mam drgawy i pije wode calymy szklanami. Tak to jest jak jak sie konczy prace – wczoraj byl moj ostatni dzien, skonczylem kariere POMYWACZA – a potem idzie sie CHLAC i w ogole draznic zaladek, mozg. Deno’s, Buckett’s – Rommel, dwi Anki i Laura, chata Roba i jego ekipy, moje zwloki na pace trucka, rzygawa, i jeszcze raz rzygawa.

Posted in .. |

o muzie

o dobrej muzie

Ostatnie dni nic nie robie jak nagrywam nowe MD (kasuje stare te co sluchalem w drodze, te ktore nic nie znacza etc., oporcz Manu Chao, Manu Negry, moich skladanek, Pearl Jam, Amorres Perros itd)

Wczesniej od Marasa przegralem mnostwo bossanovy (rodzina Gilberto), Mos Def’a (missscz – oporcz L.Hill, W.jeana, Tribe Called Quest, B.Boys, jeden z moich ulubionych wykoncow hiphop -we Francji jest ipop, w Polsce chipchop – w polsce to chyba tylko Grammatik, K44 i Fisz sie lapia, moze Warszawski Deszcz, ale dawano nic nie slyszalem ), mnostwo oldschoolowego hiphopu (Publc Enemy, KRS ONE, NWA, wraz z przemowieniami Malcolma X co rzuca scierwem na bialasow ;), noon, shadow i grammatik na jednym CD, a od laury – marvin gaye na jednym md wraz z muza z boogie nights i let it bleed stonsow (to przegrywam smazac kotleta-hamburgera na grilu), sublime (z plytki ktorej nie mialem w calosci “40 oz.” – czyli 40 uncji – co oznacza ze tyle spozyli ziela podczas nagrywania tej plyty, tak mi sie wydaje). Potem Marley i koncertow Babilon by bus i jeden zajebisty kawalek Bena Harpera – Sexual Healin’ (tzn. to jest kower kawalka M.Gaye), potem szczypta dobrego funku Parliament z Clintonem (nie mylic go z bylym prezydentem, milosnikem kubanskich cygar) i L.Reed i troche velvetu…. a na deser Jackson 5 – jedyna dobra muza kiedykolwiek zrobiona przez Jacksona – moze dlatego ze mial wtedy 10 lat i nic nie rozumial…

Co z muzyka? Jak ja skladowac, na jakich nosnikach przechowywac, jak sluchac i gdzie, czego sluchac, co kupic a co sciagnac z sieci?

Ostatnio korzystam z MiniDisku non stop, troche to wolno trwa, cos jak na kaseciak, ale nie trzeba stron zmieniac. MP3? sam nie wiem, jakosc jest wystarczajaca, ja nie slysze roznicy powyzej kompresjii 192, na 128 nawet jeszcze nie slysze, jak to wszystko skladowac, moze przenosny twardy dysk 20giga jako odtwarzacz i grabarz muzyki? moze, ale co z tymi plytami co u mnie w domu zalegaja, z czego pewnie nie sluchalbym polowy? Wciaz draze w sieci, buszuje po cudzych domach, lapie dziwne stacje radiowe i szukam dobrej MUZY w otoczeniu. Czasem cos znajduje i nagrywam. Nagrywam i jeszcze raz nagrywam. Ale kiedy to sluchac? Pozbylem sie tych idiotycznych sluchawek co sie wklada do uszu – za 17.99$ zakupilem Sony sluchawki takie do studia TV, sredniej wielkosci, super dzwiek, nie audiofilski, ale mi wystracza i slucham wszedzie, jadac na desce, lezac w lozu przed snem, snujac sie po ulicach tego nawiedzonego miasteczka.

Muza mnie nakreca, dzwieki powoduja ze zyje, uwielbiam robic zdjecia sluchajac jakies muzy, inspiruje mnie to….


No, you can’t always get what you want
You can’t always get what you want
You can’t always get what you want
And if you try sometime you find
You get what you need

to wlasnie zaspiewal Mick Jagger na Let it bleed

Posted in .. |

spac-nie-spac

kolejna zarwana noc, lecz nie bylo wylegiwania do 2 pm. 9:49 na nogach, kawa co mozg rozpieprza, biore samochod od L. i spadam do Darryla i jego loli o imieniu Jennifer. Nie wiem skad – ale w samochodzie znalazla sie pierwsza plyta z calego koncertu Pearl Jam z 15062000 / Katowice. Wiec zasuwam terenowym Fordem Rangerem przez doline a slonce grzeje mi prosto w ryj.

Rog Vasquez i jeszcze jednej ulicy. Duzy czarny pies skacze mi na szyje. Jestem w chacie u D i J. Koles pracuje ze mna w knajpie, a J. jest artystka. Robi naszyjniki i swieci oczami. Wiec sluchamy zony Johna Coltrane, pijemy herbe, oni podsycaja zar w nargili a ja robie zdjeciowki. 6 wisiorow, 36 fotek. Ustawiam swiatlo, i inne bzdety… kolejne zdjecia zrobione jako przysluga…

Bart, you’re weird – nie lubisz jak pieski robia tricki? oburzyla sie L. Coz nie lubie jak ktos daje psu kostke z plastiku w zamian za turlanie sie po podlodze.

Nowa muza – zgrywam na MD – Ben Harper, plytka z 1994, Lue Reed, jakies kawalki Grejftulded, Sublime, Ziggy Marley i jacys tam, pije wino i odliczam dni do odlotu.

Posted in .. |

spanie

spie po 12 godzin dziennie, dobrze ze jeszcze czasem pracuje, bo w ogole pograzylbym sie w letargu.

pokonalem Najwieksza gorke w okolicy na longboardzie – ponoc byla nieujezdzalna, ale technika hamowania butem pozwolila mi na opanowanie predkosci i szczesliwe wyladowanie na planecie ziemia

po pracy, 3xCubaLibre i spadowa przy gwiazdzistym niebie na desce do domu. Ciemno, Astrud Giberto i brazyliskie klimaty, 20 minut i jestem na chacie.

od dluzszego czasu nie zerkalem na MTV, o dziwo w co drugim teledysku P.Ditty aka Puff Daddy, ciekawe dlaczego zmienil ksywke? czyzby pozbawiono go zbaki i ojcostwa? trudno…

poza tym nie wiele

wiele tym nie poza

poza tym ze skasowalem ksiege gosci

byla za tendencyjna

Posted in .. |

communication breakdown

Roznice kulturowe. Sa ogromne. Bez problemow dogaduje sie z ludzmi z Ameryki Pld, z ekipa z Europy Zachodniej.

Ale z Amerykanami?

Czlowieku… Nie mowie o problemach jezykowych – bo takie rzadko wystepuja – chodzi raczej o zarty, klimaty kulturowe, poczucie humoru, nawet MUZYKE ktora tu sluchaja. To jest Colorado – enklawa dla neohipow, majacacych po 20-30 lat – co hoduja “grzybi”, gandzie, jezdza rozklekotanymi terenowymi samochodami, maja brody, i sluchaja Greatful Dead i Phisha. Jest cool, pracujesz 3 razy w tygodniu, myjesz talerze, lub je roznosisz, czy tez pracujesz w fastfoodzie. Nie musisz miec skonczonej zadnej szkoly, na to nikt nie zwraca uwagi, jestes tylko trybkiem w maszynce zwanej PRZEMYSL TURYSTYCZNY – dopoki nie przyjdzie koniec sezonu (wlasnie teraz) – wtedy wszyscy zbieraja graty i jada gdzies – Vegas, Kostaryka (to jedyny kraj gdzie teraz jezdza Amerykanie, mam wrazenie, bo tam jest b e z p i e c z n i e) czy Cancun w MEksyku. I to wszystko. Reszta nie wyjezdza, bo kase na gandziuche stracili.

“stary, cala kasa idzie na CD’s i zielone, dlatego nie mam wakacji, zreszta to wszystko czego potrzebuje do zycia, muzyka i chmura z bonga” – mowi Nick, 21, brodaty z brzuszkiem i dlugim wlosem, pracuje jako kucharz w Deno’s.

Nie przejmuja sie, chyba ze zaloza rodzine. Wtedy sie zmienia wszystko. Trza pracowac i sie przejmowac. Ale wiekszosc ma na to czas.

Nikt nie mowi tu ze nie ma pracy, PRACA jest wszedzie – pensje takie same – 8-15$ za godzine. Podatki 20% – o ile sie dobrze orientuje. Wynajecie duzego domu w pare osob 1000$/miesiac. I tyle. Atmosfera jak w akademikach – w jednej chacie mieszkaja ludzie z roznych bajek – ale jakos sie dogaduja…

A co do dogadywania – po prostu nie kumam tekstow wszystkich – nawet nadworny tlumacz MARAS ich nie kuma. Teksty z kreskowek sa na topie – i z kodeksow prawnych (420, 187, etc.). Nie rozumiem poczucia humoru i poslugiwania sie jezykiem. Bardziej juz hiszpanski do mnie trafia. JEst bardziej z serca a nie z dupy. Mozesz znac perfekt angielski i miec problemy z wyrazeniem samego siebie, w zaleznosci od miejsca w ktorym jestes i jakich ludzi spotykasz.

Mieszkam z 2 amerykankami z L. i J. – przez jame przewija sie mnostwo innych ludzi. I nadal ich nie kumam. Co jest w porzadku a co nie. O czym mozna mowic a o czym nie, co jest smieszne a co nie – coz jestem soba po prostu i zlewam to wsio – jeszcze tydzien. TYLKO TYDZIEN. i NYC.

wylatuje 10 maja o 6 rano, wlasnie dokonalem oparacji 118$ plus tax za samolot – zajebiscie. Musze byc 9 maja w Denver w nocy na lotnisku, bo inaczej sie nie dostane. Laduje na La Guardia o 1pm.

Posted in .. |

Kolejna przeprowadzka

Wysprzatalem moja lynchowska chate, gdzie mrok panowal przez caly czas. O 3 pm wpadla Laura z kumpela – wrzucily staf do 4wd i ruszylismy. To juz chyba 4 przeprowadzka podczas tego pobytu w Stanach i na pewno nie ostatnia.

Coz mam przestrony balkon, i wlasnie griluje tamze. Leci bob marley i jest spoko. O 6 do pracy….

CAFFEINNA – i wywiad z BP

Posted in .. |

kleistosc dni z soba sasiadujacych

Jeszcze jeden dzien w takim powolniackim tempie. Wlasciwe oba dni zlaly mi sie w calosc. Przyjazd na desce do pracy. Jak sie okazalo dzis se nie pozmywam. Coz, wypilem na slneczku Pilsnera z CZechami (Krecha i jego znajomi), potem na gordite i kurczaczka w KFC – jestem kombatantem kurczakowym wiec wykarmili mnie za friko. Maras nadaje z Mexico. Justa zgubila paszport – i maja przesrane – wlasnie jada do polskiej ambasady w MC. Wiec lukajcie do Marasa – bedzie chyba ciekawiej w ich relacji z Mexico niz mojej… heheh…

Od jutra nie mam gdzie mieszkac – tzn. nie mialem – wyprowadzam sie, bo placilem tylko do konca miesiaca, mam nadzieje ze wlascicel gdzie mnie nie dopadnie, bo z ekipa Marasa i JUsty zbeszczescilismy piekna brazowa wykladzine. Przenosze sie do laski z ktora pracuje – Laura – mieszka wraz z druga lola w chacie na wzgorzu i maja dla mnie troche miejsca. POza tym maja net. Mialem wczesniej przeniesc sie do Romela i dwoch Meksow – ale jak bylem tam ostatnim razem, to zapach latynoskich skarpet pustawianych po parapetem nie pozwalal na egzystencje.

W koncu ustawili mnie do kolejki po eos d60, wyglada na to ze poczekam jeszcze do 26/maja. Na stronie sklepu mozna sprawdzac status swojego zamowienia…

7 koncze prace – 9 odbieram ostatnia kase – 10 jade do Denver – moze pojade przez cale stany do NYC, biorac samochod z Auto Drive Away – placac tylko za bajure – to jakies 3 dni w drodze. A jak nie to samoliet…

Posted in .. |

dziela

Niedziela? Wiec sie nie dziele – z nikim, niczym – moim czasem. Akurat leci w tv kawalek Stonesow gdzie Mick J. rozdziera jape:

- ttaaa-aaaa-aajm is on maaaaaj saaajd, yeees, it isss
- ttaaa-aaaa-aajm is on maaaaaj saaajd, yeees, it isss

Wiec relaksuje sie: net, Rolling Stone, Source, Digital Photogapher, tv, wyskok na longboardzie do sklepu, pranie, znow pare debilnych filmow, muza na MD, yerba i pufffff, brokuly, kalafior i krewetki na patelni przysmazane. Nie ma mnie, nie pracuje. I jest wyjebiscie :)

Wlasciwie to powinnienem sie zaczac przejmowac.

Czytam wiadomosci – same katastrofy, trupy, Lebiedz – dziobaty general ze wschodu, Heronista Staley z Alice In Chains , laska z TLC, zabila sie w wypadku w Hondurasie; legia zdobywa mistrzostwo Polski, gdzies na poludniu i troche na wschod, w suchej krainie, Palestynie, ciezko sie dzieje, strzelanki i polytczne przepychanki, gdzie nie bedzie wygranego ani przegranego, bedzie po prostu syf, z kolei w Niemczech koles rozwala z karabinu pare osob w szkole, a na poludnie od tego miejsca, w Austrii, rozwalaja sie dwa polskie autobusy, a Austrii urodzil sie Hitler, na ktorego samobojstwo rzucaja nowe swiatlo hisorycy i badanie – no bo co? okazalo sie ze ktos niezle sie bawil w kantynie obok, gdy w bunkrze 50 metrow pod ziemia Adolf rozwalil se leb, ale co mnie to obchodzi, zreszta jak sie dowiedzialem ostatnio od marasa, Hitler byl Polakiem. A skad on to wie? Bo odbyl w wypozyczalni Video, gdzie pracowal, rozmowe z pewnym Brazylijczykiem:

maras: co wiesz o Polsce?
on: hmmmm… w sumie niewiele, wiem ze Hitler byl Polakiem.

Slicznie, ale patrze na newsy nadal. Niusy od znajomych, maile, wiadomosci na cnn, onet, wyborcza. Za oknem wieje wiatr i wali ostre slonce, moje pranie dobiega konca, bede musial zaraz zejsc z fotela, podreptac na dol i wrzucic ubrania do suszarki. Ooo… na gazecie czytam ze Beata Pawlikowska dostala jakas zabe czy motyla, statuetke taka, za to napisala najepsza ksiazke turystyczno-przygodowa w POlsce. gut 4 u, mysle, ale od razu sobie ze chyba nie powinna dostac, bo gdzies kiedys znalazlem fragmnty chata z Pawlikowska na onecie:


~looz: Co myslisz o podrózy polaczonej z opisywaniem wrazen na goraco poprzez strone w internecie. Mam na mysli taki blog jaki prowadziłl do niedawna Bart Pogoda. (Jezeli oczywiscie znasz: bartpogoda.net)

Beata Pawlikowska: Nie znam bartpogoda. Z tej wyprawy, na którą wyruszam 24 lutego będę nadawała specjalne relacje do porannego programu Radia Zet. Będę prowadziła też mój niedzielny program w Radiu Zet i będę też wysyłała relacje do dziennika “Życie”.

Jezeli wiec nie zna bartpogoda, to nie powinna dostac srebrnej lyzeczki, czy tam czegos.

Zabieram sie w koncu do KSIAZKI/ALBUMU na powaznie, bedzie to rzecz oparta na blogu, ale oczywiscie cale rozdzialy pisze od nowa, zeby nie bylo za latwo. Przygotowuje zdjecia, tekst, ogolny wyglad i strukture – bo nie bedzie to zwykla rzecz. Beda odnosniki, do stron internetowych, do komentarzy na stronie no i design ksiazki chcialbym w stylice sieciowej. PLus zdjecia z podrozy, rady, jak fotografowac, jechac, przezyc i jak kupowac/przewozic marijuane aby nie zlapala cie policja. Bylo cos takiego juz? Jak nie – to bedzie. Oczywiscie to tylko chyba moje marzenie, znow. Ksiazke wydac w Polsce i ja sprzedac to oczywiscie nie lada problem. No ale zobaczymy. Moze dolacze tez z CD z kompilacja o ktorje pisalem juz wczesniej…

tak… jestem swirem… :))

Posted in .. |

exodus

Stracilem dzis moje cyfrowe oko. Tzn. oddalem je, tym co zrobia cos z nim cos porzadnego. Maras i Justa ruszyli dupy, on the road, autobusami stopem pociagami czymkolwiek. Na poludnie. Meksyk, Gwatemala. Znajda sie na tej samej drodze co ja 4 lata temu, jak i pare miechow wczesniej. Miala byc KUBA, razem, mial byc film. Ale to jeszcze nie teraz… ja wracam do domu.

LUKAJCIE TU – tam opowiastki z drogi, w jedynym niepowtarzalnym stajlu MARASA – trzymajcie sie dzieciaki i dziekuffa.

Aha.. maras tlumaczy ta zajebista ksiazke, Billy dal mu wlasnie pozwolenie

NO MORE PRISONS – po polsku !!! – najlepsza hiphopowa ksiazka ever.. :))

Zostaje sam w dolinie. Na 10 dni jeszcze. Za pare dni kupuje bilet do NYC.

Open your eyes and look within:
Are you satisfied with the life you’re living?
We know where we’re going;
We know where we’re from.

b.m. exodus

Posted in .. |

DENVER

Amerykanskie miasta. Denver. Po 3 miesiacach siedzenia na glebokiej wsi pojawilem sie miescie. Ja, maras, justa i Romel z Kostaryki. Fruu… konsumencki wyjazd, oni jakies szpargaly przed wyjazdem do Meksyku i Gaute, Romel tez cos tam. Asfaltowa dzungla, autostrady slimaki mutanty, gaszcz uliczek, zjazdow rozjazdow wjazdow podjazdow. I pojazdow. Wzielimsy samochod z wypozyczalni, tzn. ja wzialem, bo ktoz inny ponosi odpowiedzialnosc jak cos sie stanie. Ja i tylko ja. NIe cierpie brac na siebie calego scierwa, ale oni bez karty kredytowej wiec trudno.

Downtown – swiry, ekscentrycy, dawno nie widzialem tylu ludzi na raz, meksykanskie laseczki, zury probujace opchnac ci troche ziela, biale kolnierzyki, skejty, grajkowie, sunace we wszystkie strony autobusy, tramwaje i samochody.

14 godzin w kupie. Za kolkiem, na piechote, ide spac.

Niestety, obiecalem Bedurowi ze wpadniemy do Caringtonow na herbate i “ciasteczka”, ale nic z tego…

maly suplement do denver

PS.
Wciaz czekam na cyfraka d60 – kolejka jak za czasow PRL do tego cacka. Przyjdzie do NYC, mam nadzieje ze jeszcze zdaze na nim cos zrobic…

PPS.
Slucham mojej muzyki co w Ameryce Pld nagrywalem – kurde musze na dniach zrobic ta swoja kompilacje: czyli kawalki co nagrywalem z ekipa podczas podrozy, kawalki co sluchalem , dzwieki ulic, ludzi, muzyka drogi… bedzie podwojny CD chyba, moze ktos chce kupic? ehhee

ja, aasmund, bob marley, olivier, ekipa z sao paolo, manu chao, manu negra, control machete, tom waits, shakira i inni :))))

Posted in .. |

z gorki

Pojechalem. 3 razy kopnalem noga w grunt i pojechalem.

15 minut, 4 kilometry. Jeszcze raz sie odepchnalem od ziemi, gdzies w okolicach budynku strazy pozarnej.

Ksiezyc swiecil, byla polnoc, wracalem do domu z pracy. 47 F, przyjemny wiaterek wial mi w plecy dodajac jeszcze mocy. Po drodze wypadly mi moje okulary z lat 80tych, ale nawet sie nie zatrzymalem, aby nie przerwac milego uczucia JAZZZZDY

Calkiem przyjemne uczucie gdy caly czas z gorki sie jedzie. Fajnie gdyby zawsze bylo z gorki, co nie?

Moja Mama ma urodziny – wszystkiego najlepszego, niedlugo jestem na jamie :)) buzka:) zadzwonie

Posted in .. |

3 x galeria / colorado

SZCZURY Z SUPERMARKETU

LONGBOARD aktualizacja

FRASER V

Posted in .. |

Zima Muminkow

Snieg znow spadl w dolinie Muminkow. Po dniach beztroskiego bujania sie na longboardzie, pluskania sie na odkrytym basenie, nasiakania promieniami slonecznymi zima nie powiedziala jeszcze ostatniego slowa. Ale co to za zima, jak wyciagi zamkniete.

Nic nie robie oporcz siedzenia w sieci, wylegiwania sie do 2 pm, ogladania dziesiatkow filmow hurtowo (MULHOLLAND DRIVE – jedyny co na mnie wrazenie zrobil aha i ALMOST FAMOUS). Pracy niewiele.

Dzis po przeczytaniu wpisu Janka na towar.org o salatce jego mamy, po prostu nie wytrzymalem i polazlem do safewaya, aby wrocic z dwiema torbami skladnikow. Brzuch mi wydelo ale salatka r e w e l a c j a:)

Wiec jak wspomnialem chodze po sieci. Polskiej i swiatowej. Ta polksa razi g o w n e m. Oporcz tego co sie dzieje w andergrandzie (blog.pl, prawda.org, kultura.org.pl, nnk.art.pl, art.pl, meble, oph, plfoto, towar.org, blogi moich przyjaciol ;)), polski ipop i inne) reszta to gowno. Nie dobre dla mozgu rzeczy: wszelkiego rodzaju portale, co tylko szkodza, 90% prywatnych stron, onety wp strony komercyujne strony robione na sile bez zaangazowania serca i umyslu, brak rzetelnych informacji, bez uaktualniania, z oldschoolowym designem z 1995 roku, ramkami i zrobine we Front Page. Juz lepiej wcale nie robic jak nie masz co pokazac, przekazac i nie wiesz jak to oprawic. Jest zle, ale bedzie lepiej. Wkrotce. Jest wiele zdolnych osob, z pomyslami, umiejetnosciami co na pewno cos zdzialaja. Nic tylko zabrac sie do roboty i nie narzekac wiecej.

Zreszta polski net jest odbiciem rzeczywistosci. Polska muzyka (bez paru wyjatkow – hip hop, kolesie od tymona, jazz) to pierd. Film? Szkoda gadac. Ale od czego jest DV? za male pieniadze mozna juz robic swietne filmy. Coz z tego? Jak obecnie rzadza “filmowcy” liczacy na kase dzieciakow ze szkol, co pojda zobaczyc kolejna lekture do kina.

Posted in .. |

Nierzeczywista rzeczywistosc piatkowego brzasku

Senny dzien. Spalem do drugiej pm, polozylem sie o 6 rano. Wlasciwie nie mam nic do pisania i nic pisac nie powinnienem, dla wlasnego zdrowia psychicznego ;)). Z kazdym swoim wpisem oddaje czastke swojej wyobrazni, lub moze dziele sie nia. Dziele sie z ludzmi, ktorym sie wydaje ze mnie znaja, a tak naprawde zna mnie tylko pare osob. TO nie jest pierdolony program na polsracie czy BB czy inny reality show, nie bedzie tu nigdy zdjec mojego kutasa, nie bedzie opisow upojnych nocy i dzikich orgii, nie bedzie. nie bedzie tego co sam nie uznam za stosowne. Widze ze niektorym sie wydaje ze jestem kims nierealnym, z komiksu, digitalife.net, wiem ze niektorzy moga sobie wchodzic mi na icq i wypytwac o prywatne rzeczy bez przedstawiania sie, fajna rozrywka co? ale place cene… asi es la vida, cabron.

Rzeczywistosc jest nie rzeczywista. Po 6 godzinach przed ekranem cieklokrystalicznym mojego-nie-mojego laptopa wyszedlem z kapsuly. Slonce wzeszlo, delikatny fiolet pokryl szczyty. Wszystko bylo takie nierealne. Ja bylem nie realny, szaro-zielona pozimowa trawa byla nierealna, nieprawdziwe byly samochody i nieznosna nieobecnosc mnie samego. To uczucie nazywam FILMEM – mam wrazenie ze ogladam sie z boku, przez maly ekranik, badz tez leze w jakims dziwnym pomieszczeniu zanurzony w formalinie z 3d okularami wokolo glowicy. Uszczypnij sie, Bartek, mowie do siebie. Czesto mi sie to zdarza i moze pomaga mi osiaganac dystans, ktory latwo mozna stracic.

Jest piatek. Do pracy na wieczor, jutro to samo. Mysle juz o NYC i Polsce. Ukladam plany, co bede robil, pracowal, zyl, mieszkal. Mysle bardzo pozytywnie.

wkrotce nowe fotki

Posted in .. |

j a z d a

LONGBOARD

FRASER 5

Ja sobie jezdze i jezdze a Maras pisze o A M E R Y C E i mieszkancach

Posted in .. |

l o n g b o a r d

Wynalezli go w Kaliforni. Surferzy, krorzy gdy nie bylo fali, odczuwali straszliwa tesknote za plynnym poruszaniem sie w czasie i przestrzeni, tesknili za tym samym uczuciem lotu przez zycie.

Zrobili dlugie deski na kolkach. Takie jak do klasycznego, ale bardziej agryswnego, skateboardu. Jazda na longboardzie, ktory z reguly mial deske dwa razy dluzsza i kola wieksze z pol raza i szersze rzecz jasna.

W upale lato, gdy fale na oceanie male i nie nosne, w miescie dalo sie slyszec nietypowy halas, dzwiek kolek dlugich dech, stuku-tu-kuku, przerwy w chodniakch i dziury w jezdni.

Deska byla szybsza i bardziej stabilna niz zwykly skateboard. Nie pozwalala jednak na wykonywanie szybkich zwrotow i trickow. Lagodna jazda, plynne krecenie pokladem, i mozliwosc pokonywania dluzszych odleglosci

Dzis nabylem taki sprzet. Autobusy przestaly jezdzic, wiec za 70$ zakpuilem uzywany deck i nowe kolka aby jazda byla znacznie szybsza. Mam pare razy ww tygodniu pokonanie odleglosci pomiedzy fraser a winter park, razem z 6 mil.

Bujam sie teraz, fajna sprawa, wkrotce, moze jutro fotki.

Posted in .. |

n i e d z i e la

6 rano. Otworzyly sie drzwi od naszego lynchowskiego mieszkania. Wpadl Mike, blady, whiter shade of pale, usiadl na fotelu. Zajebiscie nie chcialo mi sie jeszcze do pracy jechac, ale Mike byl chory i potrzebowal Maras na teraz, bo chyba sam nie byl w stanie przygotowac restauracji na sniadanie. Coz ruszylismy. Clock in, zegar zaczal nabijac mi dolarki a ja poszedlem spac, Mike zrobil to samo zasiadajac w fotelu w swoim biurze. Dziwna sprawa, wszyscy po kolei lapali jakiegos wirusa, w dniach ostatnich.

Skonczylem prace w Vintage. Jeszcze tylko Deno’s. Za dwa tygodnie bede poruszal sie na wschod do NYC. Jak kasa pozwoli sprobuje przewiezc samochod (auto drive away company) na Floryde, aby stamtad walic do NYC. Plany sie wyklaruja wkrotce.

Cyfrak juz zamowiony. Musze tylko kase im wyslac. Aparat wykupiony w calych Stanach. Musze wiec poczekac do 5 maja, zanim mi wysla. Nastepny krok w fotografi. Bije juz 35mm, ale nie sredni format. Mi to calkowicie wystarczy. Canon eos d60, 256mb compact flash i mindstore 10gb z usb i firewire i wejsciowa na karty pamieci na przechowywanie plikow. Ja tez jestem maniakiem, nie tylko adomas. ktorego techinczo freakowe wywody czasem nie wiele istot rozumie. Wiec po zakupie tego sprzetu moge zapomniec o filmach, ciemniach, wywolywaniu, buleniu kasy, wozeniu z soba ton filmow etc.

Powrot z roboty. Basen, wokolo wciaz snieg. Sesja internetowa i rzut na miasto. Wpadam do marassssa, ten juz wymieka w Picafreaku (wypozyczalnia video). Coz, zjadlem troche popcornu, wypilem butle gazeozy, poogladalem pudelka po kasetach, odbylem dyskusje z drwalem (koles nie ma paluchow) co rowerem po ameryce pld. smigal. Monopol zamkniety, zapomnialem na smierc. Niedziela. Prawo stanowe zabrania. Coz – zakupilem 18 budow, za 11.99$. Bedziemy walic obrzyny. Niektorzy wiedza jak to sie robi :))

Zasiadlem, wywalilem jednego obrzyna, Justa tez probowala ale ma przelyk wolno pracujacy siedzimy i ogladamy MUMIE. Zenua, ale dzis jest dzien filmow przygowych, w sesji pomiedzy basenem a wyskokiem na miasto lyknalem MILOSC SZMARAGD I KROKODYL. Czyli same oldschoolowe rzeczy….

Prawie padlem. Lukajcie jak robi swoj najnowszy film D.Soderbergh (ten od Erin Brockovitch). Aby nakrecic hollywodzki film nie trza juz sprzetu za nie wiadomo ile setek tysiecy dolcow. Wystarczy kamera za 2000$ i cyfrak taki jak moj (ten sam ktorym robie foteczki, malutki ixus).

Posted in .. |

oddychanie

gleboko, zimne powietrze prosto w lewe i prawe pluco, gory, snieg, wiosna jeszcze do konca nie zakrzyczala ze jest tu i teraz, ostatni dzien pracy w Vintage, ostatni raz wstaje o 6 rano i jeszcze pare dni pracy w Deno’s i po wszystkim. Zkaszuje czeki w banku, spakuje sie i spadam na … wschod. Tak, nie na poludnie. Zmeczony jak pies jestem, musze skonczyc rzeczy ktore zaczalem: album, ksiazka, zdjecia, 2000 zdjec czeka do obrobki, przygotowania etc., zainwestowac w sprzet cyfrowy i w ogole zobaczyc chyba DOM, co nie?

To nie byla moja PODROZ ZYCIA – bo moje zycie to PODROZ.

Jadem na jame, dziewczyny i chopaki, za pare tygodni wyladuje w pieprzonej Warszawce. yo

Posted in .. |

szperajac we wlasnej glowie

Przeczytalem swietna ksiazke “NO MORE PRISONS” (William Upski Wimsatt) – w Polsce nikt jej nie wydal, ale Maras wkrotce przetlumaczy, wiec spoko. Czytalem do 4 rano, potem wbilem sie jeszcze w siec i poszedlem spac, ale zasnac nie moglem. Patrzylem bez sensu przez okno. Padal snieg. Gruba warstwa bialego puchu snila sie snowboarderom. A jeszcze wczoraj plywalem w odkrytym basenie kolo mojej chaty. Myslalem. Nie zdarza mi sie to za czesto, tu, w tej dziwnej krainie, gdzie trzepie sie zielone papierki, pracujac po 15 godzin dziennie.

Myslalem o ludziach, swiecie, tym co sie teraz dzieje i w ogole innych uniwersalnych pierdolach. Myslalem co ja wlasciwie tu tworze. Bloga, pamietnik, dziennik. Myslalem o tych ludziach co codziennie rano po przyjsciu do pracy odpalaja sobie moja strone aby zobaczyc czy zyje. Przegladnalem statystyki dla wlasnej onanistycznej podniety. Skad, ile razy, kto, z jakich miast i komputerow i systemow operacyjnych. Duzo. Bardzo duzo. Sie zblizylem do 100000 od czasu wyjazdu na druga strone oceanu. To bardzo fajnie – sobie mysle – ale co z tego. BLOG.pl wlasnie dzis przekroczyl 20000 i co z tego. na razie nic, ale wierze ze cos z tego bedze. To ADOMAS do ciebie. Myslalem co dalej.

Brakuje mi slow. Brakuje mi mysli i inspiracji polaczonej z koncentracja. Moj umysl bladzi, nie robie zadnych dobrych zdjec, bo nie mam czemu i komu. Zeszyt zapelnia sie pomyslami, ale one tam zostaja, nietkniete. Jestem zmeczony chyba. Bardzo zmeczony. 10 miesiecy poza domem. I raczej chce mi sie juz powoli wracac. Wiem ze ktos zaraz powie, ze do Polski nie ma po co. Ze to chujowy kraj. Ze wszyscy narzekaja. Hej, moze rzeczywiscie tak jest. Albo jest na pewno, wiedzac co mi przyjaciele przekazuja. I przeciez nawet nikomu nie chce sie zmienic tej sytuacji, bo sytuacja jest niezmienialna. Nie zeby brak wiary we mnie wstapil, ale chyba wole robic dobrze sobie i najblizszym niz byc filantropem. Na co to komu i po co. Ludzie robia dobrze innym, aby chwile potem wszytsko zniszczyc jednym posunieciem.

“rozpierdolmy ameryke”
“ukarzemy afganistan”
“zabic wszystkich zydow”
“zagazowac palestyne”

Mniej wiecej w tym stylu. W imie ropy naftowej, kawalka ziemi, gdzie zakopane ponoc sa jakies zloza mineralne, ktore mozemy se uzyc do budowy rakiet aby dzieki nim zdobyc jeszcze wiecej, aby produkowac jeszcze wiecej rakiet. W imie swietej ksiegi, gdzie strony zaznacza sie zielonymi papierkami. Nie ma kasy dla szkol, dzieciakow, dla muzykow, teatrow i innych nikomu nie potrzebnych abstrakcji. Jest za to Afryka, ktorej zaraz nie bedzie, sa Chiny ktorych wkrotce bedzie za duzo. Sa Stany ktore nie sa w stanie sobie juz pomoc. Jest Palestyna, jest Izrael. Politycy vs. lud. Juz wczesniej pisalem Zydach i Arabach. Parokrotnie. Oni maja poprostu przesrane na pare najblizszych tysiacleci. I nikt nie pomoze, dopoki sami sobie nie pomoga.

Zaczynam sie sprzeczac z samym soba, niezdecydowanie to jedna z cech mi przypisanych w jakis pojechanych buddyjskich horoskopach.

gemini

Mysle o rzeczach ktore powinnienem dokonczyc. Mysle o tym co stracilem wyjezdzajac. Lub KOGO, mala.

Mysle tez o tym CO ZYSKALEM. No wlasnie, co zyskalem?

William Upski w “No more prisons” napisal to co wczesniej juz mowilem. ZYCIE TO NAJLEPSZY UNIWERSYTET.

Wczoraj siedzialem z Marasem i gadalismy jak zwykle o pierdolach. On wlasnie skonczyl KSIAZKE i doszlismy do wniosku ze szkola to byl rzeczywiscie nonsens.

Niczego sie nie nauczylem w szkole, czego nie moglbym sie nauczyc w ZYCIU. Wlasciwie w podstawowce sie nie uczylem. Borykalem sie z matematyka, zerszta zawsze sie z nia borykalem i borykac sie bede. Od czego mamy komputery co? hehe… reszta przedmiotow to byl raczej pryszczyk. Czasem mniejszy czasem wiekszy. Potem LO – tam to juz w ogole mi sie nie chcialo. Przez niektorych nauczycieli prawie nabralem obrzydzenia do literatury, historii i innych przedmiotow. Ale jakos jakos. Tyle ze potem nie wiedzialem na jakie studia pojsc. EKONOMIA. Bardzo ekonomiczne i nieekonomiczne podejsce do sprawy. Strata czasu. Dla papierka. NO MORE SCHOOL. nigdy zyciu. Sa biblioteki, jest internet, sa ludzie z ktorymi mozesz rozmawiac i sie uczyc. Kto powiedzial ze to co ucza w szkolach to jedyna sluszna sprawa? Pamietam ze lekcje historii w 1988 a LEKCJE HISTORII w 1989 to kompletnie co innego – pomimo ze nauczyciele pozostali ci sami? No tak, zmienil sie program i PRZESZLOSC. Wiec po jakiego ch. brac to na powaznie i marnowac czas, pieniadze i zdrowie?

Do Ameryki Pld powinnienem wyjechac jak mialem lat 15, nauczyc sie perfekt hiszpanskiego i angielskiego potem w USA, wyjechac do CHIN i poswiecic 5 lat na chinski (przyszlosciowa sprawa), po drodze zrobilbym pare filmow, setki tysiecy zdjec, potem zaoczne pierdyknalbym jakis UNIWEREK – aby mic papier i WSIO. Mialbym lat 25 jak teraz i co innego w glowie. A moze by mi sie juz wtedy nie chcialo?

Posted in .. |

pare zdan

Siedze na fotelu w moim klaustrofobicznym mieszkaniu. Pukam w klawisze, jakos lekko i przyjemnie. Pije pomaranczowego Actimela (jogurt). Sasiedzi zza sciany wlasnie wstali (jest 3 pm) i glosno lecza kaca. Ja kaca nie lecze, choc powinnienem, bo ostatnie dwa wieczory niezle zabawilem wraz z ludem w Deno’s i w Bucketts.

Siedze i klepie, myslac o paru sprawach do rozwiazania. Windoza 95 jest naprawde plugawym systemem op. Szygam wrecz tym, wszystko sie slimaczy i nie da sie na tym gownie pracowac. Ale trzeba sie cieszyc z tego co sie ma szczegolnie ze ma sie to za darmo. Notebooka ThinkPad IBM dostalem w prezencie od jednej loli ode mnie z pracy, aprat telefoniczny (typowy biurowy model z lat 80tych) kupilem za 1.5$ plus tax w sklepie z uzywanym scierem we Fraser, maras naklamal panu z Qwest (op. telefoniczny) i mamy tez linie telefoniczna. Lecz za przylaczenie i rachunki nie zaplacimy, bo Maras podal adres domu, ale nie adres korespondencyjny wiec rachunki bedzie zwracac a po 3 miesiacach odlacza telefon :)) mrauuuu …

Za dwa tygi wyjazd na Kube, mam wciaz mieszane uczucia, bo nic nie jest zalatwiony i nic nie wiadomo. Piszemy czytamy, chcemy kupic ten sprzet, liczymy kase, i w ogole jest goraczkowo. A propos – INFO – ktokolwiek ma pojecie o najnowszych trendach na kubie, co warto zobaczyc, jak przezyc, wszelkie informacje prosze uprzejmie o kontakt na mail

Nie cierpie amerykanskiego zarla. Mam dosc, szczegolnie gdy przez pol dnia wdycham resztki z brudnych talerzy. Gazy, wiatry, pierdziawka – to kwiatki na porzadku dziennym. Szklanka sody pomaga oczyscic zoladek. Ale za prawde powiadam – w Ameryce Poludniowej bylo niewspolmiernie lepiej jezeli chodzi o odzywianie sie.

PS>
dzieki stary za splaszu na glownej

Posted in .. |

alive

Amerykanskie zycie. W rytmie zmywanych garow, zbaki, telewizji kablowej, budzika co z bezlitosnie wyrywa z 4 godzinnego snu, w pospiechu polykanego zarcia, popoludniowej drzemki i imprezowania w jeden wieczor w tygodniu.

Dzis dobry byl dzien. Lekki kac, potem pod gorke do pustego domu Ani i Majka aby sie wbic w siec i zrzucic zdjecia z cyfraka. Wkurza mnie to, karta pamieci 64 mega starcza mi tylko na jedna dwie sesje, sytuacje, czy pomysly. A gdy brak komputera to wtedy bol w dupie, bo nie ma gdzie zrzucac zdjec, a wszystkie robie w duzej rozdzielczosci. Wiec pomyslalem o kupnie MINDSTORA czy ELECTRONIC WALLET czyli przenosnego twardego dysku o pojemnosci 10-20 giga z USB, FIREWIRE i slotem na karty pamieci – aby skladac wszystkie fotki tamze. 10 giga to 5000 zdjec w super jakosci o rozmiarze 2 mega. To calkiem sporo, ale z drugiej strony 20000 nacisnieta migawka w moim cyfrakiem w ciagu roku

Stereotypy sie potwierdzaja – a propos amerykanskiego stylu zycia, ktory tak holubia niektorzy i rownia im czesc pewnie nim gardzi. Nie mam momentu na refelksje. Mysli przelatuja przez glowe i rownie szybko z niej wylatuja, a czasu aby je zapisac nie ma, gdy rozum przeslania gora garow z poza ktorej nie za wiele swiata widac. Tak sie czasem czuje i wiem ze u mnie to przejsciowe. Zarobkowanie aby zyc i zrobic COS potem w przyszlosci. Zainwestowac w siebie i upewnic sie ze to zapierdalnie sie przyda.

Mieszkanie zarasta syfem, na szczescie jest w brazach koloru kalu.

Konczy sie sezon. Przyszla wiosna. Mniej godzin w pracy, mniej zmeczony. Bylem chory (podobnie jak Maras i JUsta) – jakies zatrucie pokarmowe, myslalem ze zejde, ale nie zszedlem :)

zbieram kase – zakupki w Denver i spadowa na KUBE – film drogi o kubanskim hip hopie wkrotce w waszych TELWIZORACH – 2 kamery DV, 2 cyfry, mini disk, brak akredytacji prasowej, zeszyt i 10 kaset video…. potem montaz w POLSCE i zobaczymy co z tego wyjdzie,,,

FRASER 4 i FRASER 3

PS.
hehe.,.. pare dni mnie nie bylo a juz pojawili sie anarcisci, talibowie i inni zadymiarze na moim blogu i komentarzach. cha-wu-wu-de :))

Posted in .. |

day after day

Dni mijaja. Mniej pracy. Dzis po raz pierwszy od trzech tygodni mam wolny CALY DZIEN :))

W zwiazku z tym wcziera wieczera po praca zapodalismy niezle sie w bucketts – maras, justa, rommel i jego peruwianska narzeczona. Bilard, pare wazonikow z piwem in autostop o 3 rano do domu. SPAAAAAAAAAC!!!!!!

A dzis internet, koszykowka, ksiazki, spanie i zarcie :))

NOWE FOTKI – justa, wypad na wioske etc.

Posted in .. |

Our House in the Middle of the Street

Mieszkam w LODZI – nie w miescie ani prawdziwej lajbie – ale w czyms cos ja nasladuje. Apartament do ktorego sie wlasnie wprowadzilismy (ja, Maras, Justa) przypomina koje jachtu co wyruszyl dookola planety. Drewniane obicia – mini salon i sypialnia plus kibelek, gdzie cieknie non stop. Woda tez nieustannie leje sie z kranu w mikro kuchni. Co ma pewnie udawac szum morza lub oceanu. Wlasciciel jakos nie mial okazji tego naprawic – i tak cieknie jak nam powiedziano okolo roku. Poza tym Maras symulowal w nocy chorobe morska wyrzygujac z siebie zawartosc zaladka i tym samym byl nie zdatny do pracu nastepnego ranka. Poza tym odzywa sie klimat dziwnego MOTELU z Wild at Heart lub Lost Highway…

Wyprowadzilismy sie od Ani, Mike i Julki – nie bylo tam miejsca dla 6 osob. Szczegolnie dla takich WUJKOW-SAMO-ZLO jakimi sie okazalismy.

Dzis rano zwloklem sie z loza, nie umylem zebow bo szczoteczke w poprzedniej chacie zostawilem. Slonce jeszcze nie wzeszlo, a nad przelecza Berthoud szczerzyl sie ksiezyc. Autostop. Szybko zlapalem jakiegos wariata co do pracy w Iron Horse jechal (hotel tuz za moim) – wiec na szybcika bylem w robocie. Tam nuda. Wielkanocny poniedzialek. Umylem 5 talerzy na krzyz i zaglebilem sie w lekturze USA TODAY, a potem sprawdzilem jeszcze maile – ale ponoc nie wolno pracownikom nizszej kategorii. Telefon do domu – pogawedka z Aura – probowalem sie tez do innych ludzi dodzwonic ale nie dalo rady.

Zagral Hejnal z wiezy Mariackiej. A u mnie wybila 12:00. Ide poczytac ksiazke albo zdrzemic sie…

PS.

Jednak chyba sie wydaje ze rzadko bo rzadko, ale blog bedzie dzialal…

Posted in .. |

KONIEC Z BLOGIEM

przynajmniej na ta chwile i czas jakis. Sytuacja sprawila ze bedziemy musieli zmienic chate wiec odetnie sie dostep do sieci, chyba ze znajde jakis inny sposob.

c’est la vie

I’ll be back

Posted in .. |

SEN

W koncu nadszedl. Na planie godzinowym kiedy i gdzie pracuje pojawily sie trzy wieczorne luki. Uff… Ostatnie dwa tygodnie, non stop. Doszlo nawet do tego ze spalem gdzie tylko sie dalo.

Wczoraj sie zbunkrowalem pod paroma derkami i zasnalem na 15 godzin z przerwa na projekcje GORACZKI SOBOTNIEJ NOCY, pomimo ze byl piatek i zero goraczki.

Czas graty zbierac. A czasu nie ma aby cokolwiek zalatwic.

Nie mam czasu aby sprawdzic co dzieje sie na swiecie, nie mam czasu na roboienie projektow, nie mam czasu na pierdu pierdu, myslenie, pieprzenie, na snowboard, zakupy w spozywczym, tym samym jem smiecie skad popadnie. CZas mi ucieka przez palce. Czasu straconego nie odszukasz….

Czuje sie dobrze, oprocz tej naglej potrzeby snu. Brak schiz. Czasem wkrecaja sie akcje typu: BRAK POROZUMIENIA POMIEDZY WSPOLPRACOWNIKAMI – czyli zmaganie sie z tepactwem i debilizmem ludzi z ktorymi przyszlo mi pracowac. Nie bede ich tu wymienial, szkoda klepactwa, ale dziwne rzeczy czasem sie dzieja – a moze to tylko moj sen?
PS.
Kurde nikomu zyczen nawet nie wyslalem. Swieta? Jakie swieta…. ale zycze Wam wszystkich leniwych dni – odpocznijcie se czlowieki

Posted in .. |

Pokurcz

Mam wrazenie ze pokurczyly mi sie paluchy. U rak rzecz jasna. I uodpornily na gorace. Mofge chwytac gorace talerze, przenosic tony garow, ociekajacych tluszczem dopiero co wyjetych z piekielnego zaru pieca. Pojemniczki, lyzki, lyczeczki, patelnie, normalne i teflonowe, trza pamietac ze teflonowych przez zmywarke przepuscic nie mozna, noze, tasaki, chwytaki, wiadra, pudla metalowe na salatki i plastikowe na drobno pokrojone ziemniaczki w mundrurkach. W trakcie dnia przychodza tony talerzy: male, duze, owalne na rybe badz steka, malutkie na salatki, plus szklanki, filizanki. Moglbym wyliczac bez konca, co i z czym. Az rzygac mi sie od tego chce.

Tryb dnia: 6,6,6. Sen, praca, sen, praca, sen, praca. Mniej wiecej co 6 godzin.

Wlasnie mialem isc spac. Ale przylazl Mike z nowym gitarzysta i chlopaki jaaaammmuja. Dzwiek perkuchy mnie lekko dobija, szczegolnie gdy ledwo sie trzymam na nogach. …

Jeszcze dwa trzy tygodnie. Kuba. Hawana. Zdjecia. Robione chyba nadal dla samej sztuki robienia…
FOTKI NOWE

Posted in .. |

Typowy Dzien

Zbieram sie i zbieram. A gdy sie zbiore to albo brak sil, albo dostepu do kompa. Licze uplywajacy czas. Dzien za dniem taki sam. Wiosna tez przyszla. Wiec jako juz mowilem nie wiele pisze. Ale za to cos tam pstrykam. Tu zapis polowki jednego dnia….

Magazyn Inetowy WWW – numer kwietniowy juz w kioskach – a tam wywiad przeprowadzony noca (ze mna :))

Posted in .. |

spaaaaaaaaaacccccccc

dzis piatek, czasu braku, zaraz musze do pracy, jest 6.52, o 7 mam tam ale sie spoznie, zreszta co tam, cale szczescie mam wolny wieczor dzis, co wykorzystam, bynajmniej nie na sen…

carpe diem, wyswiechtane ale ma to chyba sens….

Posted in .. |

Twin Peaks

Perspektywa pracy przez najblizsze 3 tygodnie bez dnia pracy oslabia mnie. Czuje miekkosc w wielu miejscach. A w mozgu mi chlupocze.

Ludnosc tubylcza w miare spoko, choc wiem na 100% ze raczej nie wytrzymalbym tu wiecej niz pol roku. Problemy z jakimi sie borykaja raczej nie naleza do moich, maja klapki na oczach i jakas pustke w sobie. Moze to od ostrego zimowego klimatu? Zmieniam zdanie – na poczatku porownywalem Fraser/Winter Park do Przystanku Alaska – bylo milo, zabawnie, lecz juz troche dziwacznie. Potem naszla mnie faza South Park – absurdalny humor, dziwne klimaty. Teraz jest coraz bardziej Twin Peaks – bardziej poznalem ich od srodka i raczej sklaniam sie w opiniach w kierunku LYnchowskim.

Na razie nic mi nie pozostalo jak pracowac. Czasem poczytam ksiazke, piatek do dzien pijanstwa i zabawy, rozmowy codzienne, czasem telefon, internet, zapisze jakis pomysl, ale generalnie na wieksze wyluzowanie nie dam rady. Spie, jem, pracuje i wydalam.

Posted in .. | Tagged , , ,

DOBRZE ZE JESTES – analiza zdjecia bart.uomieja

DOBRZE ZE JESTES – analiza zdjecia bart.uomieja
autor zbiorowy

Osoby dramatu:
Justa – jako lola ze zdjecia
Maras – jako gosc do wyciecia ze zdjecia
Digitalife – pod ukryciem autor bart.oumiej

AKT 1 i OSTATNI
Sala zgromadzeniowa serwisu Plfoto.com. Chor, medrcy, starszyzna i zoltodziobaki

oskar miarka napisal 3 godziny temu
okno jest tu tlumaczem perspectywy, ono nadaje poczucie glebi, czytaj poprzednie komentarze.

taran napisal 5 godzin temu
jak juz szopa tak zaawansowales mocno do pracy nad tym zdjeciem to trzeba bylo zatapetowac okno – zbedne zupelnie…. Ale calkiem calkiem reszta….

wog napisal 5 godzin temu
bez goscia bylaby “portretowa slabizna” a z gosciem jest znacznie gorzej. MSZ rzecz jasna. pzdr

ciastus pilzbery napisal 6 godzin temu
mi sie calkiem podoba. ja bym wywalil to okno chyba

RoberT napisal 20 godzin temu
Dobre! Pasuje mi ruch chlopaka i bezruch dziewczyny (z kolczykiem w nosie?!?). Pozdrawiam!

Ufok napisal 22 godzin temu
Ladne :)

keridwen napisal 22 godzin temu
jak kazdy

Maggi napisal 22 godzin temu
sorry nie pociagne tego tematu …. nie moge ….

keridwen napisal 22 godzin temu
a moze ja nie umiem…..nie wiem.

Maggi napisal 23 godzin temu
keridwen to sie spiesz…czasami mozna nie zdazyc….jest za pozno….

keridwen napisal 23 godzin temu
chcialabym tak komus powiedziec

Maggi napisal 23 godzin temu
cool…

Piotr Koczon napisal 23 godzin temu
Prawie idealne ulozenie glow, okno z tylu troche psuje. Czy to zamierzona kompozycja czy przypadek?Pzdr.

vi end napisal wczoraj
i dla mnie ladne, lubie takie

Ewka napisal wczoraj
pro Jan & Jacek & Oskar

Jan Namedynski napisal wczoraj
bez tego goscia jest zwyczajna portretowa slabizna, w tym zdjeciu nic nie trzeba zmieniac. broni sie.

Jacek Douillet napisal wczoraj
mnie sie bardziej podoba interpretacja Oskara, ale wog nie ma problemu aby z jednej klatki zrobic dwa dobre rózne zdjecia

oskar miarka napisal wczoraj
zdiecie jest dobrze wywarzone, obie strony sie bronia sila swych opozycji, zreszta tak ja czytam ten obraz- po lewej – totalne skupienie/bezruch ktury symbolicznie podkresla ta rama okiena- po prawej czysta emocja, wyzwolenie bycia w momencie ruchu. piekny kontrast.

digitalife napisal wczoraj
na ch. ciezar, niech fruwa fota

wog napisal wczoraj
takie opowiadanie i taki ruch to….dzieki bardzo. przeciez ona nawet na niego nie patrzy. a caly ciezar foty jest MSZ w jej spojrzeniu. o ile w ogole jest tu jakis ciezar. :) pzdr

digitalife napisal wczoraj
oskar dostaje oskara

oskar miarka napisal wczoraj
wog- bez niego nie ma nic, on daje ruch/opowiadanie, tak by byla sama ladna buzia, a tak jest ladna buzia ale i uwartosciowana w sytuacji. pozd.

bIGbROTHER napisal wczoraj
jestem pro wog

wog napisal wczoraj
ja sobie przymierzylem i wyglada bardzo dobrze, on nic wnosi, nudny jast jak flakia poza tym odwraca uwage od wyjatkowo ladnej i wyrazistej buzki. ale jak chcesz. pzdr

digitalife napisal wczoraj
myslisz? mialem to zrobic ale mi sie nie chcialo :) zreszta jakos dziwacznie wygladalio

wog napisal wczoraj
gdybys wycial tego kolesia, to portrecik bylby bardzo. pzdr

Ewka napisal wczoraj
No mi sie bardzo, bardzo podoba, uwielbiam kontrasty.

Posted in .. |

odpierdolcie sie od odpierdalania

Otwieram oczy i wlasciwie to nie wiem gdzie jestem. Maras mowi – wstawaj stary – idziemy do pracy. Kac. Leb. Moja glowa. Gdzie ona jest? Nic to. Jestem w chacie u Romella z Kostaryki wraz z Justa i Marasem. Wczoraj byl niezly zrzut. Rum w autobusie, potem Buckets, zebralismy luda i uderzylismy na impreze gdzie gral digital underground (ten kolo zasuwal kiedys z Tupakiem) – zajebista ipopowa impreza.

Autostop. Slonce wali z rana, zimno jak cholera. Ladujemy sie kolesiowi do troka.

Skad jestescie chlopaki – pyta wasaty redneck w czapce bejsbolowej z prostym daszkiem, czy wspominalem juz ze nie cierpie prostych daszkow? No my wiec tego z Polski jestesmy. Aa to dlatego tak smierdzi od was wodka – zasmial sie burak, ktory nie byl az takim burakiem, chociaz twierdze tak dlatego ze zlitowal sie nad nami w ten chlodny poranek. Potem chcial od nas kupic marijuane, ktorej przeciez nie mielismy. Zreszta czy ja i maras wygladamy na dilerow zielonego? Pewnie byl tajniakiem. hehh…

Potem praca. 5 godzin z kacem morderca, ktory ciezko dyszy mi za ramieniem. Fuj…

Cos z innej beczki. Jeden koles (moze to nawet sam Beksinski pod pseudem??) przerabia moje zdjecia. Czyste szalenstwo. Ale fajnie to wyglada wiec bedzie mial galerie u mnie. Jendrzej78 – to jest ten koles :) dzieki stary :)

JENDRZEJ 78

To caly TEKST DO GALERII (bez autoryzacji Jendrzeja78)
BO MAM GENIALNE TWORZYWO. MASZ POPROSTU WDZIECZNE DZIELA. Z BYLE WYPIERDÓW NAWET GÓWNA NIE ULEPISZ.
RZADKO SIE NAPOTYKA TYLE SZCZEREJ PROSTOTY.
CZYSTE OKO SWIAT ZAMYKA NA KLISZY I POZOSTAWIA PRZESTRZEN NA COS ULOTNEGO.
BEZ SILOWANIA SIE NA CUDA. BO CUDA TO GLÓWNIE NIEWIDY, CHILI “NIC”
WIELKIEGO. DAWID BOWIE CZESTO WSPÓLPRACOWAL Z GENIUSZAMI.
POZNAWAL ICH PO TYM, ZE WIEDZIELI KIEDY PRZESTAC.
STAD BIERZE SIE CHYBA TWOJA NATURALNOSC.
ZONA STWIERDZILA, ZE NA ZDJECIACH Z CYKLU “SNIADANIE” WIDAC ZAPACHY……….
TO JEST TO. JA TAM WIDZE COS JESZCZE.
WIDAC NIEPRZECIETNY STOSUNEK TWOJ DO ZYCIA.
BART’ PHILOSOPHY IN THE PHOTOGRAPHY.
dZIEKI ZA SLOWA. DZIEKI JESZCZE RAZ ZA OBRAZY.
NIE DAJ SIE W ROBOCIE.
BADZ ZDRÓW.
P.S. ZONA ZACZELA LUBIC MOJE SLECZENIE PRZED KOMPEM.


odpierdolcie sie od opierdalania sie

Posted in .. |

Zapieprzanie

Przychodza mi do glowy teksty, pomysly, designy. Ale zaraz z niej wypadaja. Szczegolnie gdy siedze w pracy i nie mam jak zapisac bo kelnerzy (bez obrazy ale kelner to z reguly wywyzszajacy sie idiota – mozna to odczuc gdy sie jest myjka) zarzucaja mnie tona ociekajacych tluszczem zwierzecym naczyn, kieliszkow – poza tym wbrew pozorom (tu bede sobie pochelbca) DISZUOSZEREM moze byc tylko inteligentna myslaca istota. hehe. Trzeba czuwac aby sie maszyna nie zatkala, nie przepuszczac wszystkich garow jak leci przez maszyne – niektore mozna po prostu obmyc pod woda, uwazac na lazacych ludzi, czyscic uszczelki, wymieniac wode co 2 godziny etc.

W Deno’s ekipa miedzynarodowa. Polska, Czechy, USA, Peru, Kolumbia, Argentyna, Brazylia i pewnie jeszcze inne narody. Najlepsza knajpa w miescie ale i zapierdol najwiekszy.

Okolo 10 wieczor ulga. Juz prawie koniec. Kumpel z Czech krzyczy – Bart! co pijesz – i za chwile mam drinka (white russian) plus talerz krewetek i lososia plus ziemniaczki i brokuly. Koncze o polnocy. Wysprzatane pozamiatane a ja ledwo zyje. Ktos mnie odwozi do domu – ekipa spi a ja probuje oblukac Pillow Book Greenawaya – ale po ogladnieciu poczatkowych chinskich napisow zasypiam – za 5 godzin trza wstac.

Wiec do konca sezonu mam wypelniony kazdy dzien. Slicznie. Kuba sie zbliza wielkimi krokami jak i cyfrowa lustrzanka canon eos d60

Realia dostania pracy w USA. W NYC ciezko. Ravs trzymam kciuka za ciebie, stary.
W Colorado? latwiej. Dobre zarobki – 9$/h maks. Szczegolnie w sezonie – nie ma problemu z praca na czarno. Mam Social Security Number (pamiatka po poprzednich studenckich wyjazdach) i zawsze to pokazuje pracodawcy. Z reguly najlepiej nie sciemniac ze nie masz pozwolenia na prace – po jak INS cie znajdzie to po tobie – wiec trza grac w otwarte karty i gdy pracodawca jest spoko to sie zgodzi i jeszcze podatku ci nie wrzuci tylko czysta kase. Nie wiem jak w innych Stanach. Wiem ze Mexykanie kupuja pozwolenia fikcyjne za 200$. Ale po 9/11 wszystkio sie zmienilo i wcale nie bedzie lepiej.

Znam mnostwo ludzi co zdecydowali sie na zostanie tutaj. Oczywiscie – nie masz wyboru, podoba ci sie Ameryka, lubisz smieciowe zarcie, popieprzanie jako sprzataczka po 15 godzin za 200$ dziennie to spoko. Nie jestes zajebisce zdolny, nie masz koneksji to kariery nie zrobisz. Po jakiego wala mieliby dawac prace jakiemus przecietnemu Polaczkowi jezeli ich dzieciaki studiuja przez 5 lat (30000$ za rok – 150000 za 5 lat) ?

Nevermind. Jest dobrze. Meczy mnie tylko brak dostepu do kompa tak jak bym chcial – bo nie moge zrobic wielu rzeczy ktore chcialbym.

Posted in .. |

Colorado wcale nie takie colorowe

Stalem jak ten osiol. W padajacym sniegu. Spozniony o 67 minut. Wszystkie autobusy byly pelne wiec zaden sie nie zatrzymal. Autostop. No i spozniony o 1,5 godzin znalazlem sie w pracy. Wlasciwie to sie pogubilem. Jedna praca to lepienie burito, druga zmywanie naczyn, trzecia zmywanie naczyn, ale w restauracji a nie hotelu. Plus dwie prace nieaktywne: sharp shooters (robienie fotek ludziskom na stoku) i praca w picafreaku – wypozyczalnia strasznie badziewnych filmow amerykanskich. Aha no i jeszcze cos tam w stylu pomocy w pralni.

No coz. Robie kariere. Zmonopoilzowalem rynek pomywaczy garow i jestem z tego powodu niezmiernie dumny. I zmeczony.

5:30 pobudka. Zmywanie. Sluchanie w kolko Haujuduen Hauaja Haj etc. na ktore juz przestalem odpowiedac – czasem wydobywajac ciche Wassap?
12:00 Koniec pracy – snowboard. Deska i pass jest – jedziem.
16;00 Prysznic i do Winter Park Downtown. Praca w Deno’s – najstarsza knajpa w miescie. Wchodze na kuchnie – niezly kociokwik. Ale atmosfera fajna.
23:50 Powrot autostopem do domu… wino, baka, cos do zarcia, pare zdan a propos dnia z Marasem i Justa.

Nie pisze. Nie mysle. Nie robie zdjec. Czasem moze. Zmeczenie materialu. Szczegolnie po tym wczorajszym dniu.

Jeszcze miesiac. 15 kwietnia konczy sie sezon a ja mam straszna ochote aby zobaczyc Stara Hawane…

Posted in .. |

freak photo session

Caly tydzien praca. Ten sam rytm godziny, rutyna, garnki, ziemniaki, autobus badz tez podwozka z Mikiem.

Gadki szmatki w pracy, dziwne opowiesci, pojechani ludzie. Np. wczoraj Sean (koles lat 20, maly chudy, pentagram tattoo, zona i dziecko, zarabia jako kuchcik i chce sie stad wyrwac jak najszybciej) mowi:
Ty wiesz, jak moj przyjaciel popelnil samobojstwo, to znalezlismy go na strychu, mozg mu sie wylal, to wladowalem go do sloika i schowalem w lodowce.

Rzekl to napelniajac szklanke kremem do salatek.

No comments.

W KFC nadal mnie bajeruja i kreca. Na szczescie w hotelu mam prace 7/7 :)

Nowe FOTKI

ICQ. Rozmowa.

minimal 3/11/200 5:35 PM jejejje :)))

bART 3/11/200 5:36 PM wasssap?

minimal 3/11/200 5:36 PM gdzie jestes???

bART 3/11/200 5:36 PM colorado ….

minimal 3/11/200 5:40 PM pszywies mi kanion :)

bART 3/11/200 5:43 PM kurwa caly ci przywioze :))

kto chce jeszcze KANION?
:)))

Posted in .. |

Na lotniskooooo

… zbyt zmeczony aby pisac….

Justa dotarla…

Droga na lotnisko

Posted in .. |

Bielszy odcien bieli

Greenspan rzekl: KOniec recesji w Ameryce. Jezeli tak powiedzial, to chociazby ta recesja by byla to i tak kazdy przyjmie jego slowa za najszczersza prawde. Oby. Koniec w Ameryce i moze tez na calym swiecie – pomyslalem, oczyma wyobrazni widzac krainy miodem, mlekiem plynace. I nie tylko tym. A moze to wszytko to tylko jedna wielka bujda?

U mienia bez zmian. Wlasnie obserwuje przez okno snieg. Ktos sie uparl aby zrzucac na Colorado 5 cm sniegu co 2 godziny. bedzie na czym jezdzic. Ponoc jazda po 2 metrowym puchu to cos w rodzaju surfingu po sniegu. Plyniesz. Ale to sie moze okaze jutro.

Dzis dostalem wyplate. Marna, bo za 9 godzin pracy. Ale bedzie na pierwsza posiadowke w barze dzis. O ile to wszystkio wypali, bo Maras wciaz smazy kurczaki. Nie moge sie cos dogadac z pania szefowa z KFC – kreci i miesza, udaje, potakuje jednoczesnie zaprzecza, probowala mnie wsadzic do wyporzyczalni Video, ktrej szefem jest jej jednonogi chlopak – koles niezle pojechany, na tyle ze mozna by bylo mu nie wspolczuc braku konczyny. Wiec pracuje w hotelu tylko, i czasme w KFC. Z robienia zdjec narciarzom zrezygnowalem bo sie nie kalkulowalo ;)

generalnie przestaje mi sie chciec. Tzn. pelen energii i w ogole – ale nowe pomysly spac nie daja…


wielki bart jest pod wrazeniem >> pvek.blog.pl

Posted in .. |

Sennosc

Dzis odurzony wyziewami dobywajacymi sie z maszyny do mycia garow wrocilem do domu i po wymianie paru zdan z marasem padlem na kanape.

Codziennie 6 rano. Potem do 12. Potem znow gdzies tam w KFC jak sie ksiezniczka Pamela zlituje i da jakies godziny.

Wielkie problemy co? Generalnie zarabiam na komputer. Bo trza na czyms pracowac.

Dzis Dzien KObitek – kochane laseczki – wszystkiego pieknego ale kwiatka niestey nie wrecze :) ale inni wyslijcie im POCZTOWKEheh.

Pare nowych zdjec z Colorado

Posted in .. |

Smierdze pomyjami ale jest fajnie

Zbieram sie od dluzszego czasu aby cos madrego nastukac.

Nic z tego jednak. Padam na twarz przychodzac do domu. Musze niezle nakombinowac aby jakas kase zarobic. Nie jest latwo – szczegolnie ze jestem CLANDESTINO czyli nielegalny czlek.

Za tydzien przerwa wiosenna, zjedzie sie ludu a ja dostane wiecej pracy aby miec wiecej pieniazkow.

Money, money, money
Must be funny
In the rich man’s world
Money, money, money

A tu kolejne MP3 z brazylijskiej sesji na Ilha Grande.

Gitara, slowa, muzyka – Aasmund alias Viking z Norwegii.
Bart – dobre wrazenie i konferansjerka
DISCO TOM : 2 mega

Bart – harmoszka
Ekipa z Sao Paolo – gitara, spiew i pokrzykiwania

robocza nazwa: Brasil 2 : 3 mega

pracuje nad portoflio fotograficznym

ma ktos jakies sugestie, ew. pomoc w wyborze zdjec etc. bo ja sie juz do 1000 beczek zaplatalem…

Posted in .. |

SNOWBOARD

Boli mnie dupa. To efekt ladowania po ladnym locie na malej skoczni. Nie mowie oczywiscie o dyscypilnie ktora wszyscy ogladaja a nikt nie uprawia czyli skokach Malysza, mowie o snowboardzie.

Troche mialem przerwy – 3 lata. Ale takich rzeczy sie nie zapomina. Uderzylismy wraz z Majkiem, mezem Ani. No i sruu…. Genialna infrastruktura. Winter Park powinnien organizowac igrzyska co roku – i smiech mnie bierze gdy pomysle o zapedach Zakopanego.

Puch. Miedzy drzewami. Stromym stokiem. Po muldach. Slonce. Gory. Snieg.

Colorado Snowboard

Posted in .. |

Zaczynam empetrojkowac

No. Tak. Wlasnie. Prawie zamarzlem. Po glebokich przeliczeniach matematycznych, lamaniu glowy lub paru glow, bo myslalo pare – skumalismy ze wczoraj rano bylo minus 33 stopnie celsiusza czyli 25 tych fahrenheitow. Istny Sybir. Czekajac wiec na cieplejsze dni zabralem sie do robienia muzyki z MD na CD. CZyli sesje z Brazylii, Ekwadoru, dzwieki miast, ludzi, etc.

Pierwszy kawalek na mp3 – zajuje 2 mega. Wiec ci co korzystaja z uslug tepsy w domciu, niech lepiej zapomna o jego sciaganiu… :)

I am free, I am travellin again

Aasmund, Norwegia – gitara i wokal
Bart, Polska – haromijka
Ricardo, Szwajcaria – pusta butelka po piwku
Lokalizacja – Ilha Grande, Brazylia

Posted in .. |

NOWA PRACA

Robota. Deska snowboradowa, aparat, kieszenie pelne filmow, 5 dni w tygodniu po 8 godzin na stoku. Sharp Shooters. Chef z kuchni znalazl mi ogloszenie [ten odpowiednik chefa z South Parku]. Zadzwonilem, przyjechalem na interview i po sprawie. dzis dostalem prace. Az do konca sezonu. JEzdze sobie na desce i robie ludziom zdjecia na stoku (kto sam z soba wozi na desce lub nartach aparat aby sobie zdjecie zrobic?). Potem jezeli ktos chce moze sobie je kupic po koniec dnia wywolane i zrobione. Ja mam z tego 20%. No zobaczymy. Ale na pewno bedzie niezla jazda. Apraty i filmy dostarcza firma. Jakis Nikon z 50mm obiektywem. Robia tez zdjecia na zawodach snowboardowych. Od Majka dostalem juz deske i buty. Od nich dostane kurtke, spodnie i rekawiczki.

no i mam juz 3 prace. Tylko jak ja to teraz pogodze?

Aha. Nagrywam album. Z tego zapomnianego przez ludzi miejsca, gdzie sobie zrobilem “wakacje”

a tu fotki z pracy, kfc i w ogole

Posted in .. |

Big Chill Shining

Jak w LSNIENIU S.Kinga, lub filmie Kubricka z Nicholsonem. Colorado. Zasypany sniegiem hotel. Gdzies w lesie. Dojazd ciezki. Nie mam fury (i skory bo zimno a komora zostala w Polszy) wiec albo autostop, albo autobus.

Jest 6:40 rano. Mialem dzis pracowac, ale sie pojebalo komus, wiec nie pracuje. Wyjasniac mi sie nie chce. Na kraniec dnia sie okaze ze jednak bylem im potrzebny w kuchni. Coz – nikt nie jest doskonaly.

Wlasciwie nie spalem. No… moze godzine. Ale nie wiecej. Nie moglem znow zasnac, moze to przez ta pelnie ksiazyca i stalowo bure chmury zasuwajace po nocnym zimowym niebie.

Maras nie moglby napadac na banki czy brac udzial w tego stylu akcjach. Bo by sie nie zsynchronizowal. Mosiek ustawil budzik bez sensu o godzine do przodu. Budka, prysznic, poranek wali cie w ryj a tu sie okazuje ze wstales o godzine za wczesnie.

Hotel. Praca. Wyciagam ciuszki. Maras roztegowuje stoly na sniadanie. Pije pospiesznie kawe. Z glosnikow szef (ten koles jak z South Parku co spiewa Oh! Suck on my chocolate salty balls, put ‘em in your mouth and suck ‘em} zapodaje Sajmona i Garnfunkla – Bridge Over Troble Water.

Potem wracam do domu. Rece mi zamarazaja. Autostop. Potem autobus. Minus 20.

Pada na loze i spie. Jutro jednak znow do pracy – od rana.

///

Zrobilem nowe designy – nadaja sie>?

yo

Posted in .. |

pisane z KFC

wlasnie sie obijam. siedze na kanciapie i olewam zamowienia. Szefowa pojechala do swojego kochanka wiec jest luz. objadam sie tlustymi kurczolami i sse kukurydze w kolbach.

pracy nie wiele. malo godzin. chyba nie zarobie tych 25 000$$$ w dwa miesiace hehehe…

nowe fotki – wystarczy kliknac w moje facjaty,,,

Posted in .. | Tagged

Pierwszy dzien w KFC

Srutututuu…. 12 godzin kurde smazenie, czyszczenie, sklejanie, zawijanie. Zanim sie zorientowalem w nowych kodach “jedzenia” w KFC to minela jakas chwila. Primero lechuga, luego cebolla y despues salsa rojo. Zapodawal Rolando – Meks z ktorym pracuje. Zreszta pracuje z samymu Meksami i Marasem, ktory na Meksa nie wyglada ale ma taka mentalnosc.

Wczoraj sami zamykalismy kanjpe z Marasem. O 11 w nocy bieg do domu po gore. Minus 10 stopni, wiatr i pelnia ksiezyca i po skarpie slizgajac sie po zamarznietym sniegu… Zwalka.

I tak bedzie codziennie? zyc nie umierac :) hehe

Posted in .. | Tagged

Fraser, zasrane Fraser

No co?

Dwa dni bez sieci, bo komp siedzi w sypialni u gospodarzy, a tam z kolei pan domu zaniemogl na chwile na pewna chorobe psychiczna. Ale chyba juz z nim jest lepiej. Powywalal pare stolow i poszedl spac. Powod? praca, ta cholerna praca..

A ja tam wlasnie. W sobote przez pare godzin zmywalem gary, a dzis do KFC lepic placki, burito, quesadille, ensalade etc.

Snieg spadl jeszcze wiekszy.

Jestem totalnie niezorgranizowany.

W nocy ogladalismy z MArasem Taxi Drivera. Maras widzial ten film po raz 87 – zna cala sciezke dialgowa na pamiec. Ale tym razem puscilismy film w cz-b z przesterami i kontrastem. Od razu lepiej…

Probuje cos knuc z projektami, ksiazka, zdjeciami, albumem. Ale nie ma kompa na razie z dobrym dostepem ani sieci porzadnej. Nic tylko pracowac.

Posted in .. |

Przystanek Alaska vs. South Park i Beavis and Butthead

I w moim przypadku Przystanek Alaska przegrywa sromotnie. Bardziej tu czuc atmosfere South Parku a mentalnosc co niektorych pacjentow jest niebezpiecznie bliska BB.

Moj szef w hotelu – to kucharz, tez czarny jak Chef w SP. Analogie bede zbieral i opisywal. Jest smiechawo. Dzis wieczorem po raz pierwszy tam pracuje.

Aha – ja i Maras zostalismy Wujkami Samo Zlo i czasem musimy opiekowac sie Julka.

Jest zimno, sniegowo. I nie mam juz dolara w kieszeni. Ale jakos zyje.

Posted in .. |

Jak zostalem basista zespolu Cheese

Nie przypuszczalem nigdy w zyciu ze zostane basista w rokendrolowym zespole. Ale tak wyszlo. Mike gra w bandzie na bebnach rzekl ze potrzebuja basisty. Ja w zyciu nie dotknalem tego instrumentu, ale co tam. NO wiec zwalilem sie dzis na probe.

Mike, ja, koles o wygladzie anorektyka z dlugimi blond wlosami i jeszcze jeden z ruda broda. Onanisci solowkarze. Zespol nazywa sie Cheese (ser po polsku jakby ktos nie kumal)i gra wyjatkowo podla muzyke. Rock, niby ciezki ale nudny, kolesie wywijaja pseudo solowki i wcale sie im nie dziwie ze nikt z nich nie chcial byc basista. Zostalem wiec ja. Smiac mi sie chcialo wlasciwie na poczatku tylko troche, ale potem juz nie moglem wytrzymac. Na lodowce zdjecia BonJovi, White Snake, def lepard i mnostwo tego typu gowna. Potem sie zjawil wokalista. Koles z trwala koloru platyny, wasiki, kolczyki, umalowane oczka, rajtuzy i kowbojki i jakis kretynski tszert.
Oj, jestescie jeszcze nie gotowi? oh. oh… – rzekl i wyszedl obracajac sie na piecie.
Wtedy stracilem zludzenia. Ten boyzbend z gory skazany jest na porazke. A ja stracilem szanse aby zostac gwiazda rocka. Przeciez Sid Vicious gdy gral w Sex Pistols to udawal ze potrafi cokolwiek zrobic na gitarze basowej. A ja gram calkiem spoko – oporcz tego ze nie trzymam rytmu. Ale oni tez nie trzymaja.

Pogralismy dwie godziny. chyba odejde z zespolu – jakos do nich nie pasuje…

PS.
Od poniedzialku praca w KFC Taco Bell (wieczorem a z rana jako pomywacz w hotelu). W koncu zaczalem robic kariere i wystartowalem w wyscigu szczurkow… ;)

Posted in .. |

COLORADO!

Ostatnia noc w NYC i jeszcze jedna impra. Ale juz musialem stamtad zmykac. Wizja gor Skalistych i lepienia buritos zacmila mi zmysly. 3 srodki transportu: greyhound (140$), amtrak(260$) i samolot(roznie). Wiec dzwonie po agencjach. Z samolotem jest ciezko jak chcesz kupic bilet w biurze podrozy. Tam mi Concita krzyknela 450$ i to musialbym czekac pare dni. No ale od czego mamy Internet?

Zanurzam sie w otchlani polaczen sieciowych i znajduje. 180$ plus podatek do Denver. Telefon – bo moja karta kredytowa juz od jakiegos czasu nie dziala, a przez siec jakbym chcial kupic to musze miec karte – i dzownie do biura ATA. Siur, siur, blablabla i po 10 minutach mam rezerwacje. Bilety sa tak tanie – bo caly zamysl tych linii lotniczych to korzystanie sprzedaz biletow tylko przez fon lub net, nie podawanie zarcia w samolocie, brak pierwszej klasy i tym samym wiecej ludzi sie w samolocie miesci w drugiej klasie.

Plecak, metro, zolta, fioletowa i pomaranczowa linia a potem jeszcze autobus i jestem na La Guardia. Odlot. Chicago. Denver.

Maras dorwal od Ani samochod i juz na mnie czekal. wlasciwie to male ryzyko jak sie nie ma prawka – ale w druga strone to juz ja prowadzilem.

Snieg, mroz, pusta autostrada, na przeleczy taki snieg i lod ze pare razy w ladny poslizg wpadlismy naszym subaru, ale kontrolowanie. Po drodze jeszcze stacja benzynowa i cos do zarcia. Wydaje ostatnie dolce. W kieszeni zostaje mi 2$…

O 3 rano dotarlem z Marasem do Fraser kolo Winter Parku w Gorach Skalistych. Mieszkam u Ani, Majka i ich coreczki jednorocznej Julki :))

Nowa sytuacja wiec zaczynam sie przystosowywac. Bedzie ciekawie to juz wiem. Male miasteczko cosd w stylu tego co w przystanku Alaska. Podobni ludzie, wszyscy sie znaja, kazdy jednemu obrabia dupe, a w tle majestatyczne i poszarpane szczyty gorskie az do 4300 mnpm.

Posted in .. |

Stamford, Connecticut

Metrem. Kuflowozem. Pociagiem.
Stamford.

Wpadam do starych znajomych. Osa, Siwy, Aga, Marzena nie moze sie spotkac bo ma mala coreczke. Dzwoni tez Pokryw – jezdzi na trackach po stanach.

Eh… browce, “browce”, gadki przy starej pizzy, TV, pierdou pierdou o robocie, pracy na budowie, malowaniu mieszkan, starych ludziach z LO, podworka czy podstawowki. Osa wozi mnie swoim nowym-starym buickiem za 200$, wielkosci czolgu “Patrz kurwa jaki mam woz, stary”. Osa sie bujal. Po Europie. Paryzach i Londynach. Siwy swiruje az milo ;). Aga wyglada pieknie, rzesko i mlodo. Ma mustanga i bawi dzieci.

A co sie z toba dzialo? A co teraz robisz? A pamietasz tego..ehh… ?

Co sie stalo z nasza klasa? Heh. pewnie kazdy zadaje sobie te pytanie, przynajmniej raz na .. kwartal? niewazne – wazne ze zywot sie kreci – zadzwonic trza czasem, napisac maila, pamietac o ludziach. Pamietac. Chyba ze nie ma kogo pamietac. Lub sie nie chce.

Potem objad na greenpoincie. Blowdynki kelnerki, swiergotajace urocza i soczysta polszczyzna, dresiarstwo jak w Warszawie i po dwa zywce na leb, ktorymi popijamy befsztyk. Wieczor w ukrainskiej dyskotece gdzie radzieckie disko rozwala mi mozg. Uciekam. Porannym pociagiem pelnym LUDZI PRACY. To taki pociag jak z Lodzi do Warszawy. Szelesci New York Times. POciag zakloca dzwieki produkowane przez SIORBACZY KAWY…

Wysiadam na Grand Station. Poranne, zimowe, porazajace slonce.

Zjazd z miasta. Jade w gory. Gdzie snieg, snowboard i smazenie kurczakow/zwijanie buritos. Zycie jest piekne :)))) heh…

PS.

Dr Marastein wskrzesil cyfraka. I znow pstrykawka :)

Posted in .. | Tagged ,

FOTKI | Ameryka Poludniowa

Troche wrzucilem zdjec z lustrzanki. Jakosc slaba. Kiepska. Nedza. Plugawa. Ale cos sie da lukac. Troche jeszcze potrwa zanim to skoncze.

na razie pare fotek z Brazylii, Argentyny, Chile, Boliwii, Peru, Ekwadoru, Kolumbii, Ameryki Srodkowej, Gwatemali, Meksyku.

Zdejcia zrobione lustrzanka plus obiektywy staloogniskowe: 20mm, 50mm, 105mm. Filmy: kodak t-max 400cn, fuji provia 400f i 100f, agfa jakastam, kodak slajd jakistam, ilford jakistam… potem to opisze, jezeli to w ogole istotne. Skanowanie: moja metoda – przez aparat cyfrowy prosto z negatywu badz slajdu.

To zdjecia dla glodnych obrazkow – bo w najblizszym czasie z cyfraka fotek nie bedzie, dopoki nie kupie nowego, ale lepszegom :) . YO!

Posted in .. | Tagged , , ,

Brooklyn Ride

Dwa rowery. Ale nie gorale dwa. Brooklyn. Okolo 50 zlamanych przepisow ruchu drogowego.

Williamsburg. Zydowo – tak to tu niepoltycznie nazywaja. Cofam sie 100 lat. Tajm maszin. Kolesie z pejsami. Tony smeci na ziemi (nikt nie sprzata?). Setki kobiet z wozkami. Zapiete pod szyja plaszczyki w stylu pozne lata 40te, wczesne 50te. Dzieciaki sie im czesto gesto rodza chyba. Poza tym jak twierdza ortodoksyjni Zydzi – miejsce kobiety jest w domu i przy dzieciach. Dzisiaj takie zdanie uslyszalem w TV – dwoch kolesi zasuwalo z takimi rzeczami. Szkoda gadac. Naprawde.

Ale fajnie sie tam czulem – jakos inaczej. Jak nie w wielkim miescie. Tylko w jakiejs Lodzi czy Warszawie w latach 30tych.

Jedziemy dalej. Zimno. Twarzy nie czuje i ledwo mowie. W koncu wiezdzamy na Brooklyn Bridge. Magiczne miejsce. Zatopione w zimowym slncu. Zasuwam i robie zdjecia rownoczesnie. Bum. Gleba. Sznorowka wkreca sie w tryby a ja z trybow wyskakuje. Aparat o glebe. Cyfrak. Wypada z niego nowa bateria – wczoraj kupilem – spada z mostu. I juz jej nie odzyskam. Aprat nie dziala. I chyba nie bedzie juz NOWYCH ZDJEC. W najblizszym czasie. Kurwa sie nie smuce. Tamtem naprawie, moze kupie nowy. Ale szlag mnie czasem trafia.

Wieczor. Siedzimy w 4ke. Maras, ja, Piotrek, Giza. Rozmowy. Jakies zdjecia robimy. Wesola atmosfera. Ale tak czy owak zmywam sie z NYC.

A tak w ogole – Happy Valentines?

NOWE FOTKI

Posted in .. | Tagged ,

kolejne dni, greepoint i miasto

Ostatnie dni bujalem sie po ulicach. Manhattan – pomiedzy 14sta a 42ga, Greenpoint, Brooklyn. Wczesniej usiedlismy z Marasem i wysmazylismy paredziesiat slicznych CV czy resume w dwoch jezykach. Nie ma nic bardziej chorego niz wymyslanie co to dac do CV, a co nie dac. Bajery, sciemnianie, zdjecie w gornym rogu, email i telefon. Ladne akapity, wszystko przejrzyste aby tylko zaskoczyc/zadziwic/zainteresowac przyszlego pracodawce. No wiec walimy. Pizdzi za przeproszeniem, pomimo slonca. Moze minus 5 stopni, bo do tego wiatr dmucha. Zapodajemy metrem, na nogach, wertujac Nowy Dziennik i ogloszenia. NIc ciekawego. Malarze, murarze, filmowe twarze, kobiety, opiekunki, mlode dziewczyny, dogwalkerzy. Dzwonisz. Nieaktualne. Nic to probujemy dalej. Wszedzie na Greenpoincie gdzie szyldy mecza oczy POLSKA KIELBASA i WEDLINAMI, zbieraja CV bez zmruzenia oka. Znajduje prace. Pizzeria. Joe – Italiano – potrzerbuje kolesia do kuchni. Oczywiscie jestem najlepszych kucharzem na swiecie. Koles bierze CV.Wzrok szybko przebiega po kartce:
graduationprofessional
experiencefreelance
photographerandjournalisteditor
andgraphicdesignerfor
PolishEnglishSpanishGerman

i stop

06.1999 – 10.1999: work for KFC Taco Bell and McDonald’s, Winter Park, Co

06.1998 – 09.1998: work for the Beaver Run Resort conference and hotel center, Breckenridge, Co

Aaa widze ze pracowales w McDonaldzie. Spoko przyjdz jutro. Mam dla ciebie prace. 6,5$ godzine.

No tak nie obchodzilo go ze tu ja magister (hm..) i inne tam – wazne ze umiem trzymac jedzenie w czysosci i jak oblugiwac grilla.

Drugi dzien. To samo. W koncu dajemy se spokoj. Telefon do Colorado. Jest praca. Potem odzywa sie Osa (stary kumpel z Klodzka) i jest jeszcze jedna. Nie w NYC. Ale gdzie indziej. Oblowie sie, zarobie, spotkam sie ze starymi przyjaciolmi i bedzie powrot.

Chyba znow uderzam w droge. Kierwa wloczykij ze mnie. Dlubie jeszcze ostanie rzeczy w sieci. Przygotowuje portfolio. Strony. Nowe rzeczy. Jest dobrze;)

Nowe fotki

Posted in .. | Tagged ,

NYC PHOTO

Nowe foty i w ogole cala galeriia gdzie sa i beda foty z NYC

i wkrotce wstrzasnie swiatem. ROCKET404

Posted in .. | Tagged ,

brooklyn

nadjechal Maras … finskie linie lotnicze zabraly go na JFK no i impreza – Brooklyn Boogie – z klubu do klubu////

Ale wczesnien bylp krazenie z Kufelem po dzielnicy aby dotrzec na lotnisko, nie jestem w stanie pisac – bo wlasciwie juz o d p l y n a l e m :) yo

Czy ktos widzial Rambo II Ojciec Chrzaesny II Akademie Ppolicyjna II czy Killerow Dwoch?

Teraz jest BartPogoda.Net II. czy lepszy?czy da sie czytac? czy da sie na to lukac? czy ma to sens?

Pozytwnie stwierdzam ze jeszcze ma. Jeszcze.

Byl luty 2002. Kiedys sobie powiem. Zimy miesiac w miescie goracym.

Kochana siosro – wszylstkiego najlepszego z okazji ktorys tam, a napewno 18tych.
Nie zadzwonilem, ale pomyslalem. Yo

Posted in .. | Tagged ,

zgliszcza

… ta – w koncu tam sie znalazlem. Na Ground Zero. Ogromna dziura wykopana na srodku dolnego Manha11nu. Wczesniej byly tam takie dwa slynne budynki – ale juz ich nie ma. Jest za to dziura. Do ktorej trza nabyc bilety – serio – wysiadlem na stacji Brooklyn Bridge no i wale. Kwiaty, setki tysiecy napisow, wpisow, zdjecia, czapeczki, misie pluszowe, kawalki ubran. Miejsce pielgrzymki. Gdy sie tam w koncu znalazlem – na takim tarasie widokowym – to az mnie cos tam w srodeczku scisnelo. Nie bedzie zdjec. Bylo ich juz wiele. Widziales to chlopaku i dziewczyno milion razy. Wiec po co i ja?

Robilem dzis film – pierwszy moj film na formacie miniDV. Kamera, malutka, jakosc TV i zasuwam , metro, miasto, dzwieki. Nie wiem jak sie kreci film. Najazd akcja, zblizenie i ciecie? ze co prosze?

Robilem po prostu zdjecia – obrazy, tylko z ta roznica ze cos sie na nich rusza.

Po kolacji zasiadlem przed TV. Kamera. I patrze. Moj dzien. Ulice, zolte taxi, ludzie przemykajacy gdzies w kadrze, zamazani, zamotani, ciagle w pospiechu i out of focus. Tlumy wylewaja sie z metra, ktos tam pod ziemia tworzy sztuke – muzyka rozbrzmiewa na kazdej stacji. gramy aby zyc. i robimy to co lubimy. za marny grosz, pomiety papierek z usmiechnietym na zielono waszyngtonem. Muzyka z kublow na smieci miesza + odglosy butow, zgrzytajacych przekladni kolejowych, komunikaty z glosnikow umieszczonych w wagonach, szelst czytanie gazety. Ten podziemny swiat z prawie 500toma stacjami oddycha jak ogromny organizm, wiekszy niz Wielka Rafa Koralowa, zyje, wydaje dzwieki, zapachy, mowi wlasnym nieprzekladalnym przez Baranczaka jezykiem. Zdjecia. Film. Dlugi czas, przepalone szoty, zamazane sylwetki.

Zrobilem film. I bedzie wiecej. Ale kiedy to ja zmontuje, pokaze. Kiedy to skoncze. Nowy pomysl. Jest nowy pomysl.

slucham LUKASZA i jego radia

Posted in .. |

miasto

Dzis sie wyrwalem z Brooklynu. Poszukiwanie pracy (zero efektu), troche pojedzilem metrem tam i we wte, potem robilem na zamowienie (takie malootkie) zdjecie pewnego budynku na 53 ulicy.

Po drodze zczapilem Raya (kumpel, z ktorym spiknalem sie w Antigua, Guatemala. Tak maly bieg przez dzungle betonowa.

Hm… malo pisze, mysli, spostrzezenia sie dopiero gdzies tam w glowie zapisuja. Zwolnilem tempo, ten styl zycia ktora przez 7 miesiecy prowadzilem. Prawde powiedziawszy – taki styl zywota bardzo mi odpowiadal:)

Szkoda ze doba nie ma 48 godzin – ale pewnie 24 godzin z tego bym przesypial.

PS.
Ludziska – jezeli to czytacie – praca Nowy Jork, cokowliek, znacie wiecie – rzucie.

PPS.
Heheh… wykorzystuje ta strone do reklamy wlasnych bzdetow, ale w koncu kogo to strona?

Posted in .. |

biel

bialo, bo spadl snieg. na cracklynie huczy tez wiatr, co slychac dobrze jezeli sie pomieszkuje w piwnicy.

spie po 4 godziny dziennie. i juz prawie koncze robote – ze zdjeciami. ale sie nowe rzeczy szykuja

Posted in .. | Tagged ,

fotografie

no co… poza tym to zdejcia jeszcze robie…

skanuje, wrzucam, obrabiam, ogladam, nurzam sie wrecz, tne negatywy i coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu ze nadszedl juz zmierzch fotografi tradycyjnej…. nawet skany ze slajdow i negatywow robie cyfrakiem – sposobem ktory narodzil sie dzis na Woodpoin Rd na Brooklynie. Prawie spadlem z krzesla… i wymieklem. efekty wkrotce

Posted in .. | Tagged ,

brend nju dej

sie zaczal nowy dzien, wstalem z kacem, jest 1:30 pm, ale jakos nowa energia wstepuje we mnie, niedziela na brooklynie…

kawa i spadam na miasto, moze LOS cos przyniesie, jak zwykl to robic ostatnimi czasy. LOS, PRZEZNACZENIE, ?

cokolwiek

zyc nie umierac. yo

Posted in .. |

Brooklyn Boogie

siedzimy se na brookynie, ogladamy chinese box i sluchamy Joe Dassin Les Champs-Elysees czyli plugawej francuskiej muzyki za lat ciemnych, mrocznych i platikowych, lat 80tych…. choc moze to byly lata 70 te… kto tam go wie….

Poza tym jest szabas, wiec spoko sie spozylo pare browcow na Manhatanie – prbowalismy z Kufelm i Tomkiem Bloody Polakiem dostas na ruiny WTC, ale nam nie wyszlo. Takie teraz maja atrakcje turystyczne w NYC…

Poza tym prawie mogloby byc jak w NOCNYM KOWBOJU, ale nie jest. Nie szukam pracy jako rzygolak, nie obciagam laski pedalom w subwayu, nie mieszkam z Ratso (lecz z Giza i Redlinskim Piotrem), nie szewdam sie po ulicach, tkwie jeszcze w cyfrowej rzeczywistosci – naprawiajac jakies pierdy na swoich stronach.

Czasem na miasto sie wypuszczam w poszukiwaniu pracy – dzis uslyszalem plotke ze idzie odwilz – czyli recesja sie konczy – wiesci prosto z krzemowej doliny…. kto wie, moze to prawda?

eh… wlasnie leci Mireille Mathieu i nie wiem czy sobie nie strzele w leb, hehhehe…. ci ludzie mnie zniszcza ehhhehhe

Posted in .. |

dni

sa takie deszczowe i zimne. snieg nie spadl jeszcze, choc kto to wie. Brooklyn ceglasty, taka Lodz fabryczna, sa i polskie sklepy i polskie gazety i kielbasy. i te zmeczone polskie szare twarze.

na ulicach pusto. Po 11 wrzesnia dziesiatki tysiecy ludzi stracilo prace – w tzn. USLUGACH – czyli knajpy, restauracje, sklepy. Trudno jest cokolwiek znalezc. Dzis 25 miejsc odwiedzilem. Nawet te na Greenpoincie.

W biegu, deszczu, goraca kawa i paczek. Pote gdzies winda na ktorestam pietro i znow w dol. Wszedzie odpowiedz i przepraszajacy usmiech – niestety nie ma. pracy nie ma.

male ogloszenie:

Mam zdjecia, artykuly etc. o calej AMERYCE POLUDNIOWEJ – znacie kogos w gazetach w Polsce? a moze ktos tam pracuje?

zdjecie – ladne kolorowe, super jakosc slajdy, czarnobiale, portrety, reportaze, generalnie wszystko… wiec komu komu bo ide do domu…

Posted in .. |

recesja

Aight

Dzwonie po ludziach, tu i tam. Blabla, sluchawka spocona, szukam pracy, sie zastanawiam nad mozliwosciami, na razie jeszcze nie panikuje, ale sie zastanawiam nad fenomenem i popularnoscia jednego slowa RECESJA.

wymowka na wszytko jest nasza kochana recesja, czy w Polsce czy w NYC czy w Bangladeszu (niee…. tam to chyba nie)

i tak se mysle, po cichu, pierdolic recesje i sie nie poddawac

no i zobaczymy co – mi to przyniesie

Posted in .. |

Nowy Jork Sity

Coz. Mieszkam na Broolynie, jezdze metrem, zaczynam szukac robote, skanuje, robie tworze, dzialam, wymyslam.

Jestem po prostu nakrecony

Posted in .. |

i juz koniec

Droga. 2 dni w autobusie. Zmeczone twarze. Ludzie. Pasazerowie. Tysiace mil zapakowanym jak sardynka w puszce autobusu Greyhounda. Przystanki, gniewny glos kierowcy, dwie murzynki bijace sie o miejsce w pojezdzie. Jakis schiz, jakies zamazane kawalki, poszarpana rzeczywistosc, polamane dzwieki i spocone skarpetki, choc im dalej na polnoc robilo sie coraz zimniej. Zima, nie taaaaka zla jednak. Bylem cholernie zmeczony. Juz chcialem byl na miejscu.

FOTKI

2 rano. Sobota. W koncu. NYC. Nowy Jork. Kufel, Lukasz brat jego, Giza, Iwona a potem Piotrek – powitanie w miescie ktore nigdy nie zasypia…. eh… potem sniadanie o 4 rano i 3 tluste nalesniki z polewa truskawkowa i BROOKLYN.

Koniec. Podrozy. Prawie 7 miechow za mna. Ludzi, zdarzen, chwil raczej szczesliwych o tych nieszczesliwych zapomnialem, a moze sie wcale sie niezdarzyly. Na pewno sie nie zdarzyly. Jakas nauka? Nowe pomysly? Inspiracje? Energia? OOoj tak oj tak, az mi sie geba teraz smieje. Siedze w malym mieszkanku na Brooklynie i zalapuje sie nowa rzeczywistosc.

Za pare miesiecy, pol roku, znow w droge bedzie mi dane wyruszyc – bo chyba jeszcze sie nienasycilem.

yo. kochani, pozdrawiam i dziekuje wszystkim – rodzince kochanej, masterowi Adomasowi bez ktorego ta jazda nie byla by mozliwa i wszystkim co to sie codziennie pojawiali…. slow brak wlasciwie.

trza tu bedzie troche pospzatac za dni pare…

PS.

Serwis bedzie prowadzony i bedzie sie powiekszal – wkrotce PORTFOLIO, NOWE ZDJECIA, nowe projekty etc etc….

Posted in .. |

NOWY ORLEAN

Spalem jak zab(p)ity. O 7 rano dotarlem na stacje autobusowa Nuevo Laredo (frontera). 15 godzin ze wspanialego Mexico City – rodzinka B. – dzieki wam za wszystko!!! :))))))

Niespodzianka! Z Meksyku kursuja Greyhoundy do wszytskich najwiekszych amerykanskich miast. Pytam o autobus do Nowego Orleanu, spoko jest, oczywiscie senor, za 116$. Hm.. a ile do Nowego Jorku? Pytam. No to taniej – 99$, odpowiada jeden z wasaczy i za chwile dodaje – a ile chcesz w NO zostac? 2-3 dni, rzeklem. No to spoko, amigo, wypiszemy ci ticket do Nowego Jorku, przez Nowy Orlean i Atlante za 99$. I mozesz sobie jechac ile chcesz dni. No takie cos mi sie podoba. Normalnie musialbym zaplacic do NO a potem do NYC – czyli ponoad 200$. Jazda….

Siedze w busie i czekam na odjazd. Mam nadzieje ze mi te 6 miesiecy na pobyt w USA w paszporcie wbija. Slucham Manu Chao – jak to mialem w zwyczaju przez ostatnie pol roku.

Solo voy con mi pena
Sola va mi condena
Correr es mi destino
Para burlar la ley
Perdido en el corazón
De la grande Babylon
Me dicen el clandestino
Por no llevar papel
Pa’ una ciudad del norte

Mano Negra clandestina
Peruano clandestino
Africano clandestino
Marijuana ilegal

Granica – uzaleznione od narkotykow psy obwachuja torby, sprawna kontrola, lecz dzis piesek nic nie dostanie (najwyzej kielbase z kokaina), x-rays, przeszukiwanie, papierki, urzednik sie pyta a co ja wlasciwie to ja bede w jego ukochanym kraju robil i wbija mi 6 miesieczna wize w paszport. Gracias, madafaka…. :)))
heh..

Jedziemy.

Szary Texas. Zadnych straznikow. Autostrady, pola, male krzywe bezlisciaste drzewka, wszytsko osnute gesta mgla. Stacje Greayhounda, szczanie i McDonalds. Kierowca pogania – on tu jest panem i wladca.

No i w koncu Nowy Orlean. 2 rano. Padam na ryj. Nie mam mapy, przewodnika, niczego. Jak hotel? Gdzie co i jak? Szybko jednak znajduje tablice z telefonem. Tam hotele, ceny i darmowe polaczenia.

India House – 14$ w dormitorium, najtaniej w miescie. taxi, place, przyjemniaste miejsce, ludzie jeszcze ogladaja TV, siusiu, prysznic i zasypiam jak niemowle.

Nowy Orlean. Ostatnie miejsce na mojej drodze do BABILONU. 7 miesiecy w drodze i znalazlem sie w miescie gdzie spotykaja sie kultury – hiszpanska, francuska, voodoo , afrika, haiti, etc. etc. etc. Tu przyjechal P.Fonda z D.Hopperem w Easy Riderze. Wczesniej pochowali J.Nicholsona – ktorego zatlukli rednecki..

Uf… jestem w bibliotece publicznej. Inet za darmo – w miescie 12$.

Posted in .. |

Ostatni dzien

Siedzialem przed wejsciem-wyjsciem do metra Insurgentes. Dzwieki miasta, ludzie mknacy przez siebie, stukot butow japiszonow plci obojga, czasem te buty poddawane sa zmudnej operacji LUSTRACJI, ktora tu zajmuja sie pucybuty.

Byla 11 i przedpoludniowe slonce niezle przypalalo – szczegolnie czarnego t-szerta.

Ostatnie godziny w Mexico City – spokojne i wyluzowane. Pare rzeczy jeszcze do zrobienia i bziumm…. 18:15 kierunek Texas.


MEXICO CITY 2

zaspany virtuoz

onanisci, no comments hehehehe

Posted in .. |

Uciekam

Juz jutro. Mam w kieszeni bilet do Nuevo Laredo. We wtorek bede we plugawej Ameryce, tzn. w Texasie. Stamtad – kierunek Nowy Orlean.

Dzis odpoczywalem – gazeta, ksiazki, obiadek. Jak nie w Mexico, co?

tyle. tyle… tyle.. :)

pozdrawiam

Posted in .. |

ciche…

… rozmowy, szum przewracanych stron, kawa czarna jak afryka i muzyka klasyczna…

San Angel – dzielnica Mexico City. Ksiegrania Gandhi – promienie slonca przez geste korony drzew przeciekaja.

Ide tam gdzie ide. Kilometry w dupe mi wchodza. Aparat ciazy w torbie, cyfrak w dloni. Ide.

Posted in .. |

MEXICO CITY / ktorystam_z_kolei_dzien

Wiec. Od tego sie nie zaczyna, ale na przekor lubie robic. Siedze na dupie bo mi jest wygodnie.

Rozmowy, telewizor, Jackass, powtorka Friends z 1997 roku, kiedy …. zreszta nie wazne bo nie o tym przeciez mialo byc. Chyba.

Mniej pisze. Bo mi sie nie chce – chcialbym byc szczery, poza tym nie wszystko musze przeciez na bloga wrzucac, mam inne zajecia i karmie serwer zdjeciami i obrazkami – ktore przeciez tak ludzie lubia. Ludzie naprawde lubia obrazki. Heh ;)

Bede jednak musial z nimi porzadek zrobic – bo jest okolo 1000 z cyfraka i 3000 na negatywach i slajdach – ilosc szalona, nie do przetrawienia. Wiec trza bedzie jakis ladny 99 zdjeciowy wybor zrobic.

W Mexico City – pozna polska, ale sloneczna pazdziernikowa jesien. Za dnia w slonce, w nocy zamarzaja mi stopy, bo chodze bez skarpetek, ktore o tej porze sie susza – to moja ostatnia i jedyna para…

Glowe mi rozp%&%$ala na maxa – “nowe pomysly bombarduja wyobraznie” – jak zapodawal k44.

Trza bedzie cos z tym zrobic i wlasciwie juz sie zaczyna robic – wystawa, pewne wazne spotkanie na ktorym nie bede – co nie jest istotne, wazne sie odbedzie, maile, rozmowy, zdarzenia i ludzie ktorych spotykam, kontakty. LOS.

Wszystko zaczyna ukladac sie w jedna calosc – co by bylo gdybym jednak wskoczyl do tego innego autobusu do….?

Posted in .. |

METRO

MEXICO CITY METRO

zagubieni

Codziennie 5 milionow ludzi w Mexico City korzysta z METRA.

Codziennie pare popelnia samobojstwo – skaczac pod pociag…

Ludzie laza pokotem gdzie sie da czasem – ale generalnie sa sprzatani przez nieublagana policje…

2 peso za bilet i jedziesz gdzie ci sie podoba. Tlok, mrowie ludzi, schody ruchome, zepsute ruchome i te calkiem nieruchome. Niezly design stacji. Ladne kolory. Ludzie podejrzliwie lypia na mnie i moj aparat. Podchodzi typ w gajerku – zada wydania filmow. Gdy pada opdpowiedz ze aparat jest cyfrowy – koles wlasciwie nie wie co zrobic a ja znikam w tlumie….

Oto REZULTAT dwoch dni spedzonych pod ziemia…

Posted in .. |

MEXICO CITY / foto

MEXICO CITY

no i patrzta co ja w mexico city znalazlem .. ;)))

Juz 5 dni w tym miescie. A moze 6? Kurde sam nie wiem , zostaje w kazdym razie do niedzieli – potem znow na polnoc, bedzie zimniej i zimniej, z mala goraca przerwa na pustynii, az dojade do Nowego Orleanu, a tam sie zobaczy…

Miasto. Miasto. Miasto. Pierwsze 3 dni – Hotel Zamora – ktory na pewno widzial lepsze czasy, 100 lat temu.

Kina, muzea, stacje metra, setki tysiecy ludzi mijany codziennie w drodze gdziestam. Milczace twarze w metrze, szum zamykanych drzwi, 100 stacji, ruchome schody, geometria, powtarzajace sie wzory.

Kino – lyknalem 3 filmy: Gry Szpiegow (Redford, Pitt – przecietny), Vanila Sky (Cruise, Penelope Cruz – piekna i wspaniala , remake hiszpanskiego filmu – WARRTO!), Bandyci (B. Willis – szmieszny, zabawny, warto) – tyle recenznji.

Po 3 przeprowadzka do Home Hostel – big dog Rene – zameilowal ze tam lepiej, wiec sie przenioslem z tabunami, przeciskajac sie z plecakiem w metrze. Uff….

Muzem Diego Rivery – wlasciwie jego dziela sa wszedzie – rozrzucone po muzeach, prywatnych domach i wszedzie wszedzie. On, wielki jak wieloryb i ona – zona, Frida Kahlo (inwalidka po wypadkach i niezle pokrecony umysl – pokrecony przez bol, operacje i hektolitry tequili) – tworzyli w latach 30 i 40 tamtego wieku cos wielkiego. Komunizm, sztuka, Trocki, rewolucja, murale – ogromne obrazy powstajace na scianach instytucji, budynkow.

Ogromny obraz SUENO DE UNA TARDE DOMINICAL EN LA ALAMEDA (Sen o niedzielnym popoludniu na Alameda) – 15 metrow na 4, w jednym miescu zebral postaci ktore wywarly wplyw na kraj – Alameda to park miesjski w centrum miasta – sprzedawcy kukurydzy, mariachis, fontanna, babcie dokarmiajace golabki, drzewka, zielono i slicznie. Caly obraz przypomnia mi okladke Sierzanta Pieprza, Beatlesow – a moze to okladka przypomina obraz.

Coz tyle – snuje sie dalel.

Muzeum Fridy Kahlo – w tym domu mieszkala wraz z Rivera. Wspaniale miejsce, prace, obrazy, rzezby, portret Mao w sypialni i niedokonczony obraz Stalina w pracowni. Walimy browca z rene i przenosimy sie do domu Trockiego – tam gdzie zyl, po ucieczce z Sovietlandu. Mroczne to miejsce – sierp i mlot, czerowne flagi, ruski klimat, kolesi z kozimi brodkami spogladaja ze scian – jest Lenin, jest Trocki sa inni. Jest i lista “obecnosci/nieobecnosci” – czyli tych ktorych zabil Stalin. Trocki skonczyl marnie – na to sobie chyba zasluzyl – z czekanem alpinistycznym wbitym przez agenta Stalina prosto w czerep. 24 godziny w agonii i zejsce z tego swiata. Muzeum dla takiego kolesia? smiech – ale Meksykanie sie tym fascynuja – rewolucja, czerowne flagi, gwiazdy, Che Guevara, Mao i Lenin, Kapital, Marks i Engels plus subkomendante Marcos. Wszystko w jednej zupie – barszczyku :)

Nie kumam tego – utopia – utopia – to wszytko nadaje sie na SF – krwawe ale prawdziwe. Szukamy wyjscia? Lepszego zycia? Rzady, prezydenci (Argentyna ma juz chyba 6 w ostatnim miesiacu), systemy, demokracja, kracja, acja, krol i niech zyje, bo umarl. Master od puppets i mapety – wlasciwie nie wiadomo kim jestesmy – masa, tlumem. Statsy wyborcze, wykresy i slupki, gadajace glowy w telewizji – mowia nam ze tak trzeba a tak nie. Sluchajmy sie wladzy i pana policjanta – zarazem olewamy. Wlasciwie co ja chcialem tu napisac? ze jest tak naprawde beznadziejnie? co sie stalo w Polsce i wszedzie na swiecie – czytam wlasnie zalegle polityki i wyborcze i chce mi sie szygac? czy jest mi za dobrze ? bo nie siedze jak moi przyjaciele w Polsce? bo nie pracuje? po sobie jezdze gdzies tam i karmie was tymi obrazkami? Nie wiem wiem wiem nie wiem – wiem ze nie wiem….

Zostalo mi jeszcze dwa tygodnie, za 3 bede szukal pracy i mieszkania. Skonczy sie pewien etap – zacznie sie drugi, pewnie jeszcze lepszy… bo inaczej byc nie moze.

.–..

Sa zdjecia z MEXICO CITY…. troche duzo – ale przebrnijcie, bo bedzie jeszcze wiecej… ;)

ulice wielkiego miasta

niesmietelny kot Fridy Kahlo

Posted in .. |

FOTKI: OAXACA i MAZUNTE nad Oceanem

MEXICO, OAXACA, MONTE ALBAN
MEXICO, MAZUNE, Ocean Spoko

Coz… ostatnie dni spedzalem w autobusie, plazowalem, ogladalem ruiny, plywalem w Oceanie ktory jest Spoko. No i jestem w MEXICO CITY – ktore uwielbiam – za smog, 20000000 ludzi, 5000000 samochodow (w tym zielonych garbusow), kina, ulice, murale Diego Rivery etc.etc….

Ide zjesc takosa i sie przespac bo na oczy nie widze…


MEXICO, OAXACA, MONTE ALBAN
MEXICO, MAZUNE, Ocean Spoko


adomas psie, dzieki za wszystko – tzm. konSURFOWANIE systemu i w gole…

Posted in .. |

OAXACA

SAN CRISTOBAL DE LAS CASAS

zmeczony jak pies. 12 godzin w autobusie. nie chce mi sie pisac prawde powiedziawszy. wrzucam zdjecia. koles z boku wyje mi uitnei hjuston…. ahh… ide spac, choc wczesna godzina. Aha. dzis zjadlem garsc robakow na targu – kurka stare baby sprzedaja suszone insekty (w stylu szaranczy) – fuj… heh… musialem zapic czyms porzadnym..

wlasciwe to juz jestem w OAXACA…

Posted in .. |

MEKSYK – SAN CRISTOBAL de las CASAS

W koncu Meksyk. Jak juz wczesniej wspomnialem czuje sie tu jak w domu.

San Cristobal de las Casas – miasto porzadnie doswiadczone przez los – ostatnio w 1994 roku – wojna domowa i powstanie zapatystow pod wodza subcomendante Marcosa. Dzis mozna sobie kupic koszulki z jego podobizna i slynne czarne kominiarki na jego modle. Swego czasu niezle wsparcie dla stanu Chiapas dorzucili Rage Against the MAchine – ale sie rozwiazali…

Zapatysci natomiast doszli do porozumienia z rzadem. Marcos objechal tryumfalnie kraj ay potem spotkac sie z prezydentem Foxem (moglby sobie zmienic kolo nazwisko na hiszpansko brzmiace – tyle ze wtedy bylby ZORRO :)))

Dzis wymienilem stare przewodniki na nowy MEXICO LP 2001 (znalazlem tam swoje nazwisko w podziekowaniach ;))). Kobieta – starsza Amerykanka – prowadzace ksiegranie powiedziala mi ze czasy sie zmieniaja (zauwazylem). Ona przyjechala tu w 1994 roku, tuz przed wojna. Wspomnialem o zmianach – sa ogromne, miasto wyladnialo, rozroslo sie, nowe ulice, czysto i wiecej turystow. Pytam ja czy moze rzad rzucil jakas kase – ta odpowiedziala ze rzad przestal nekac CHIAPAS i tyle.

Piekne slonce. Wybieram sie na wedrowke tymi samymi szlakami co 3,5 roku temu. Wspinajac sie na Cerro san Cristobal zauwazam dzieciaka – skas go znam….taa… zrobilem mu zdjecie jak byl berbeciem … teraz wyrosl wrecz sie spasl – Paco Martinez sie nazywa – walnalem mu nowe zdjecie. Obiecalem ze mu wysle… teraz ma moze z 6 lat…

Coz… Jutro nowe rzeczy a wieczorem Oaxaca.

LP podziekowal mi w przewodniku, w nowej Filipince ;)))) napisali pare pochlebienstw a poza tym zostalem umiesczony na BLOODYPOLAKS (pieprzone Polaczki) w panteonie najznamienitszych Polakow obok m.in. Ravsa, Jedrka i Andrzeja Wajdy hehehe… dzieki wielkie :)))

I tak sie zaczal nowy rok. A dzis mija rowno POL ROKU w DRODZE…

Posted in .. |

FOTO: ATITLAN i CHICHI / GUATEMALA

GUATEMALA, JEZIORO ATITLAN, San Pedro, Panajachel
GUATEMALA, CHICHICASTENANGO

Tak wygladalem w dzien po imprezie sylwestrowej. 20 godzin w lozu.

Opuscilem Jezioro Atitlan i chickenbusilem w strone Chichicastenango.

Market – 2 razy w tygodniu – w czwartek i niedziele. Juz w srode i sobote wieczorem zjezdzaja sie sprzedawcy z calego kraju. Rozkladaja towar, stoiska, rozmawiaja, pija a potem spia opatuleni gdzies pod filarami wokolo rynku. Na drugi dzien juz od switu zabieraja sie do pracy. O 8 rano sniadanie – niektorzy z nich ledwo zyja ale potem znow zabieraja sie do pracy. Bo przeciez za chwile przyjada gringos – ze swoimi kamerami i kieszeniami pelnymi zielonych papierkow i kolorowych quetzali. Koce, obrusy, makatki i szmatki, spodnie (kupilem , juz sie podarly), kosuzle, portfele, torby. Posrodku pod dachem miejsce gdzie mozna usiasc i zjesc.

Zasuwam. Stara metoda pstrykam fotki z biodra. Obiektyw 20 mm i ostrosci na nieskonczosc. I tyle. 5 filmow w 5 godzin. Czarno biale i slajdy. Poza tym z 60 cyfrowych.

Bardziej interesujace od marketu sa dwa koscioly umieszczone na jego krancach.

Majowie calkowicie wrecz olewaja to co Hiszpanie probowali im do glowy wlozyc (mieczem, krzyzem i ogniem).

Na schodach kosciola Santo Thomas pala sie swiece, wciaz sie cos dymi. Starsze kobiety drepcza w kolo mamroczac i mamroczac.

Od ksiedza waznejszy jes CHUCHKAJAUE (matka-ojciec) – szaman, szef, kacyk, ksiadz i papiez w jednej osobie. On prowadzi ceremonie on jest najwazniejszy.

W srodku kosciola podloga pokryta jest woskiem ze stopionych swiec. Butelki po coca coli, proszki, obrazki, zeschniete kwiaty, kadzidla, swieza zielona trawa – modlacy prosza o laskawszy los – spryskujac podloge winem, likierem.

Zdjec w srodku robic nie wolno. Coz… ;))

Podobnie sprawa ma sie z Pascual Abaj – kamienny bozek majacy ponoc tysiace lat – od zawsze byl przedmiotem kultu tutejszych mieszkancow. I znow butelki coca coli, krzyze, kadzidla, swiece. Slucham o co prosi modlacy sie tamze wasaty jegomosc. Ledwo rozumiem – ale jednoznacznie chodzi o lepsza przyszlosc jego sklepu – tiendy…

Zmykam. Huehuetenango. Noc w tamtejszyjm hotleu za dwa dolce. Nie narzekam. Jest loze i dach. Na drugi dzien robi sie goraco, tzn. jest zimno, ale kierwa okazuje sie ze kasy nie mam wcale. Zostaje z 15$ w kieszeni. VISA nie dziala. Decyduje sie na ryzyk-krok – uderzam do Meksyku. Autobus do granicy za 1,5$, potem jakas dobra kobieta daje mi wode i kukurydze smazona na grilu (mniam!). I znow mam szczescie. Na granicy meksykanskiej nie pobieraja ode mnie oplaty za karte turysty – 20$ – moge oplacic potem w banku. Gracias :))

Ajj… pierdolone konto internet banking w Pekao SA – od 2 miesiecy nie wiem ile mam kasy. Na maile chujki nie odpowiadaja. Wiem jedno – na nadmiar nie cierpie i za 3 tygodnie znajde sie w NYC szukajac pracy.

MEKSYK – po raz 3 w tym kraju. Czuje sie jak w domu. Ale tym razem na palke – bez mapy i przewodnika – ale daje rade…

W pierwszym wiekszym miescie – moja karta debetowa zadzialala i moglem przemiescic sie do SAN CRISTOBAL DE LAS CASAS. Jest zimno, mam miejsce do spania, jestem glodny, ale nic to wrzucam zdjecia… Mam nadzieje ze sie nie pozygacie ludziska od ich nadmiaru i pierwszorzednej jakosci ;))))

yooo…

GUATEMALA, JEZIORO ATITLAN, San Pedro, Panajachel
GUATEMALA, CHICHICASTENANGO

Posted in .. |

Chichicastenago

Czyli Chichi w skroce. Dotarlem z Panajachel. Pisze w telegraficznym skrocie bo tu kurtka internet chyba maja przez 9600 modem. I kosztuje … 5 dolcow za godzine. Jestem tuz przy granicy z Meksykiem – miasto tez sie ladnie nazywa Huehuetenango. hue hue….

Wiec… co tam… dojechalem do Chichi, aby ujrzec ten slynny dzien targowy. Zadekowalem sie w hoteliku i dzis z rana taszczac cyfraka , eosa i dwa obiektywy plus 5 filmow wybralem sie na lowy.

W kosciele zdjec robic nie wolno – moga cie za to ukamieniowac. Otoz kosciol to tylko budynek dla indianskich ceremonii – nikt, ani Hiszpanie, ani Inkwizycja, ani Gringos nie dali rady. Guatemala w dalszym ciagu kieruje sie wlasnymi zasadami, wierzeniami… etc….

przejebane pisac w skroce i wogole lapiac sie na tym ze mysli uciekaja bo w glowie mi huczy od chicken busa w ktorym kierowca zapodawal klasyke z 70tych: slide, led zep, rod stew, i tysiace inych baranow. POza tym scisk byl taki ze wciaz mam slad na twarzy od metalowej rurki ktora mi sie wgniatala na kazdym zakrecie – a zakretow bylo sporo

wiec… pstrykalem zdjecia, bedac w niejakim pospiechu, ale pare wyszlo, co wyjdzie wkrotce jak sie dostane do meksyku, gdzie ponoc lepsiejszy inet

dobra. pozdrawiam. ide zjesc… mialem napisac kurczaka .. ale kurczakow to ja dzisiaj zjadlem 3… wiec moze cos innego…

Posted in .. |

SAN PEDRO. NOWY DZIEN.

Pierwszego dnia nowego roku wracalem do “hotelu-bez-nazwy” o 5:30 rano. Za chwile mialo wzejsc slonce. Wspinalem sie waska droge, wyzej i wyzej, haja end haja, az do miejsca gdzie w srodku tego labiryntu byl moj pokoj. Totalnie zmeczony. Calkowicie usmiechajaco spokojny. Mieszkancy San Pedro de Laguna jak w kazdy inny dzien otwierali sklepy, jechali na rowerze do pracy, dwie kobiety w malym ciemnym pomieszczeniu ugniatalyb wielki kawal ciasta – chleb z tego bedzie. Nie wazne dla nich bylo ze 80% tubylcow i 100% gringos wlasnie dogorywalo gdzies na zgliszczach jednej z wielu imprez.

Zaczelismy o 14:00. Zebrala sie mala ekipa – aby powolutku obrabiac kolejne butelki. Browarowo, zielono – potem przyszedl glod i duza pizza z warzywami i pieczarkami – znow rum i kola zmieszane w butelce po wodzie mineralnej.

Wyczekiwane, gluche rozmowy – muzyka – jakis psychodeliczny tranz – totalnie mnie dobila. ilez mozna – w kolko ten sam rytm, bez sensu. Reszta jak maszyny, w swietle ognia, i swietle ksiezyca podrygiwala jak im zagrano.

5:00 czekam na wschod. Mam ochote skoczyc do wody, ale ruszyc sie nie mego. Jestem wypalony. Chce spac.

8:00 wystrzaly pedard skutecznie mnie wkurwily. wiecej nie spalem – ale kackupka i sniadanko – nalesniki z bananami plus kawa i miod skutecznie mnie obudzily.

Wynosze sie do innego hotelu. Tuz nad woda. Woda mineralna. Plywam w jeziorze godzine, zdjecia, portrety. Jest coraz lepiej. Nowa lepsza jakos i energia. Nowy lepszy bART. Ekefty wkrotce. Zasypiam w koncu o 16:00, aby po 2 godzinach zaladkek mnie obudzil – czas na kolacje.

Pierwszy dzien. Nowy dzien. Rok, czas, i rzeczy ktore zrobie. Jest dobrze.

Posted in .. |