Monthly Archives: December 2001

SAN PEDRO DE LAGUNA

Ostatni dzien roku. W Japonii juz strzelaja na wiwat. Tu strzelaja caly czas, dzien i noc. Jestem nad jeziorem Atitlian w malej wiosce w ktorej bylem 3 lata temu. 3 godziny szukalismy miejsca (z barbie i kunem … nie barbie i kenem….. hehe… dopiero teraz skumalem jak maja slicznie na imie). Mamy zapadla dziure, bo wszystko zajete. Zachwile otwieramy pierwsza butelke – a w nocy impreza w stylu rzymskim – przescieradla, prywatna willa, i w ogole pare innych “rzeczy”, ale sam nie wiem jak to sie skonczy…
to byl dobry rok…. naprawde dobry..

chciialbym podziekawac paru osobom za wszystko co sie w nim zdarzylo… :)) ale to pewnego dnia… trzymajcie sie..

Posted in .. |

SUERTE

czyli szczescie? czy je mam? na to wyglada… (odpukac)….

Argentyna – co sie tam teraz dzieje. 5 miesiecy temu sytuacja gospdarcza i nastroje rosly jak banka mydlana co pekla pare dni temu….

Peru – zamilowanie do wybuchow, dynamitow i mamy tragedie. Bylem tam 3 miesiace temu.

teraz na polnoc. Wlasnie skonczylem kurs espanola …. jutro impreza nad jeziorem Atitlian i czas bedzie mi w droge znow uderzyc….

Az sie boje liczyc kilometry do NYC…

Dzis moj eos 50, monopod i 50mm polecialy tamze , wraz z Rayem

hehe…. ale zapomnialem mu dac negatywy i slajdy…

coz…. dobrej zabawy zycze i udanego roku 2002…. :)) pozdrawiam jak najmocniej rodzine, przyjaciol i nieznajomych, czytelnikow, wrogow (kazdy ich ma) i w ogole wszytkich ludzi …. blabalbLVBALA

Posted in .. |

ANTIGUA FOTOGRAFIA cz.2

45 minut. I 120 zdjec. Wieczor. Antigua. I tyle mam do powiedzenia.

ANTIGUA 2
i zdjecia z imprezy w ANTIGUA 1

Posted in .. |

ANTIGUA GUATEMALA

Dni mijaja. Naprawiam swoj uliczny hiszpanski przez 6 godzin dziennie – 4 godziny w szkole i dwie zadan domowych. Postepy, postepy, nowe rzeczy, samodyscyplina, upor.

Dwa dni temu Canon Eos 50 zmarl na dobre i obiektyw 50mm. Coz teraz zostal mi cyfrak, eos 3 i 20 filmow.

Jeszcze pare dni do konca roku. Sylwester? Nad oceanem, nad jeziorem badz w miescie. Sie zobaczy. Ekipa sie powoli mala zbiera.

Dni gorace, noce drzyste. Z wulkanow sie czasem co-nie-co podymi, jakies opary i wybuchy. Wulkan jakos nie wydaje sie niebezpieczny, niebezpieczne sa raczej sztuczne ognie od ktorych w ciagu 3 dni zginelo 27 osob w gautemali. Paranoja… Wszytskich ofiar bylo 45 – noze, bojki i wypadki samochodowe.

Aaa….. ziew…. zmeczony jak pies. Calu dzien sie cos dzieje. laze po miescie z apratem i pstrykam – przez reszte dnia – hiszpanski. Wieczor – piwko, internet i czasem impreza…

Posted in .. |

Wulkaniczne swieta

Wulkan zdobyty w pierwszy dzien swiat. Pacaya – tylko 2600 metrow. Nie wiele. Ale za to aktywny. Gazy trujace prawie mnie zabily. Potem powrot ciemna noca. Gdzies tam w dole swiatla La Ciudad Guatemala – najwiekszej metropoli Ameryki Srodkowej. Taki byl pierwszy dzien swiat. A wigilia? Calkiem sympatycznie – wraz z guatemalska rodzina…

Dzis znow ide do szkoly… ;))

FOTKI:
HONDURAS – nowe
ANTIGUA
WULKAN PACAYA

Posted in .. |

ANTIGUA GUATEMALA

…. pewnie zasiadacie do kolacji wigilijnej w tym momencie…

a ja?

A ja wlasnie dotarlem do Antigua Guatemala. Bylem juz tutaj – 3 lata temu, a w tym roku spedze Swieta i Nowy Rok. Laze z plecakiem. Nie ma miejsc w hostelach. I moze sie okazac ze Wigilie spedze na uilicy…

Hehhe… sie zaczalem uzalac…

Jest goraco, tlocznie, mnostwo knajp, internetow, gringos.

Za 120$ za tydzien mam szkole hiszpanskiego (dali mnie na poziom sredniozaawansowany) + chata i zarcie 3 razy dzienneie. NIezly deal…

Wypicie moje zdrowie. PA

Posted in .. |

GUATEMALA CITY

2 noce i zmykam dalej. Przemieszczam sie coraz szybciej chyba. Wkrotce zamiast relacji to zaczne pisac 17sto zgloskowe HAIKU. deklamowac, recytowac, pisac, czytac, sluchac wierszy to ja nigdy nie moglem. Jakos malo romantyczny postac jestem. Piosenki, muzyka, teksty oczywiscie sie zalapuje i to bardzo. Ale tworczosc w stylu Pana Tadka i te rymowanki doprowadzaly mnie do szalu zawsze.

Lezalem w hamaku. Noc. Omoa. Honduras. I zaczalem tworzyc haiku. Po polacku oczywiscie i nie zachowujac zasad. To maly opis 5 minut, zapis chwili.

—-

Ptactwo w krzewach
buszuje
Ale dyskoteka glosniejsza jest

—-

Gdzie jestem
Wlasciwie
Zapytuje w hamaku sie bujajac

—-

Skonczyl mi sie dlugopis
Niepytajac
Pozyczylem drugi

—-

Goraczka sobotniej nocy
Dzis nie mam
Goraczki

—-

Na zakonczenie klasyczny 17sto zgloskowiec (sylabowiec – boziuu…. pani z polskiego by mnie zamordowala wlasnym dlugopisem). To haiku, bardzo niepoprawne polityczne, nie dla dzieci, falszywych dewotek. Instrukcja – nalezy wymawiac szybko i mantrowac bez konca. jest to haiku na cwiczenie wymowy. Oto ono:

Chujdupapizdacycki
Chujdupa
Pizdacyckichujdupa

—-

6 rano. Zerwalem sie ze snu. Slonce dopiero sie budzilo. Wzulem sandaly i pognalem przez pusta wioske na rownie pusty pomost. Ogromnie pelikany krazyly 3 metry nad glowa wypatrujac ryb niechybnie. Przysiady, pompeczki, rozciaganie, duzy rozbieg, sekunda w powietrzu i spotkalem sie z lustrem wody. ostatnie chwile w tym miejscu.

W strone granicy z Guatemala.

5 godzin do Puerto Barrios. W klasycznym chicken busie i znalazlo sie tez miejsce dla calkiem sporej glowy, ktora podrozowala przez ladna chwile wraz ze mna. Ciezarowka z granicy Hondurasu i juz Guatemala. Zielen, slonce i 12$ za wize.

W puerto Barrios (obrzydliwe portowe miasto, wszyscy i wszytko tapla sie w glebokim blocie wdychajac malo przyjemne zapachy). Stamtad autobus do Guatemala City.

WLADCA PIERSCIENI – DRUZYNA PIERSCIENIA. Warto bylo czekac. napisze wiecej. Wyobrazcie sobie tylko. Film powala. Czekam na kolejne dwie czesc. 2002, 2003….

aaaaaa….. ide spac… jutro Antigua Guatemala i Wigilia. Z kim, gdzie, jak – ni wiem nic ni wiem….

Posted in .. |

OMOA, HONDURAS

OMOA – mala rybacka wioska tuz przy granicy z Guatemala. Wspaniale morze – Karaiby rzecz jasna, wokolo dzungla i ludzie Garifuna – potomkowie niewolnikow z Afryki.

Zadekowalem sie w hotelu za 2$ – tzn. mam hamak i dach. Wlasciciel miejsca Roli ze Szwajcarii piecze wspanialy szwajcarski chleb dzis. Zapach prawie zwalil mnie z nog. Pobudka o 6 rano. Nietomny powloklem sie na molo i rzucilem swe cialo w glebiny. Taka gimnastyka z rana to cos co misie lubia najbardziej.

Poza tym w calej Ameryce Srodkowej chmurzasto i pada deszcz – wiec swieta parne , deszczowe i gorace…

ZOstane tu dwa dni (na Wigilie na pewno) i dalej w droge – do Gwatemali. Koncze, zycze wiadomo czego i w ogole wspanialych Swiat…. pa

Posted in .. |

W drodze z NICARAGUI do HONDURASU

8:00 —> POBUDKA, Leon, Nicaragua

W nocy dmuchawa dawala przyjemny chlod. Big Chill. 20 cial snilo w wielkiej sali. Jak w szpitalu dla oblakanych. 20 roznych osob i snow. W roznych jezykach. Nietorzy z nich biora rowniez tabletki antymalaryczne wiec sprawa sie komplikuje – sny sa bardziej kolorowe i przerazajace. Nie wiadomo czemu przysnila mi sie M. dziewczyna w ktorej zabujany bylem w podstawowce… no comments


w kibelku, Leon, Nicaragua

9:00 —> INTERNET

HO, Ho!! To sie porobilo mi kontaktow na ICQ. Wystarczylo ze dalem swoj numer ponownie na strone i sie zaczelo. Kazdy chce powiedziec czesc i hallo i co tam slychac. Ale jak ja sie na ICQ pojawiam to rozmawiam tylko z przyjaciolmi ktorych znam. I tyle. Nie siedze na sieci caly dzien, aby se konwersowac …. no nie? Co waznego —-> MAIL

10:00 —> SNIADANIE

Kawa, sok, 4 tosty, dzem, miod

10:30 – 15:00 —> W DRODZE NA GRANICE Z HONDURASEM

“a la izquina” (na rogu) – rzekla stara kobieta sprzedajaca czosnek. To a propos ciezarowki, ktora sluzy jako autobus, przewozac na pace ludzi. Jade na dworzec autobusowy, a wlasciwie wielkie targowisko. Czemu zawsze czosnek sprzedaja starsze kobiety? Czyzby tylko one mialy monopol na ten antywampiryzm?

Spoko – ciezarowka przyjechala po 3 minutach. Wskoczylem i pognalismy na targowisko. Rzucalo jak w piosence 10 w skali Beauforta. Na miejscu zmiana autobusu – do Chinandega. W Ameryce Srodkowej na bus sie nie czeka. TO bus czeka na ciebie. Co nie przychodze na stacje (targowisko) autobus juz drzy w gotowosci, kolesie goraczkowo zapraszaja do srodka, Ba! wrecz bija sie o kazdy kawalek podroznego.

38 km z Leon do Chinandega. 1,5 godziny. Rowerem bylbym szybciej. Ale tak to jest. Kupuje co pol godziny plastikowy worek z woda. Jak i zarcie. Wszystko od ludzi, dzieciakow pojawiajacych sie w autobusie na kazdym postoju. Kupisz wszystko – nawet zywa kure.

Chinandega – znow nie czekam. Szybki odjazd ze stacji. Tym razem 2,5 godziny w drodze. 70 km ale droga znacznie gorsza. Wertepy, wyrwane mosty, przebudowa, remont, slady duzych zniszczen. To efekt dzialan huraganu MITCH z 1998 roku. Nie bylo gorszego kataklizmu w nowej historii Hondurasu i dla pewnych czesc Nicaragui i Guatemali. Ta czesc Ameryki Srodkowej zbiedniala jeszcze bardziej. Przez 48 godzin MITCH (kategoria 5 – czyli najsilniejszy) dokonywal straszliwych zniszczen wiejac z predkoscia 180 mil na godzine. 10000 dusz ulecialo z ziemi. Setki tysiecy osob stracilo domy, dobytek.

W koncu granica. Rowerowa ryksza dojezdzam do punktu granicznego po stronie Nicaragui. Blabalbla, biurokracja jak zywkle. Papierki, pieczatki i klasycznie oplata za cos – 2 $ tym razem – podatek wyjazdowy. Mam nadzieje ze pojdzie do przynajmniej na jakis dobry cel. Choc watpie. Wymieniam reszte cordobas na limpares (waluta Hondurasu). 1km – moj masakryczny plecak, maly plecak z zepsutym zamkiem i ja – idziemy. Cinkciarze, rykszarze, kierowcy tirow spiacy pod swoimi pojadami na podwieszonych hamakach, krecace sie wokolo tirowki (tak tak – one sa wszedzie), dzieciaki plywajace w granicznej rzece. Wspaniale widoki wokolo i w punkt graniczny Hondurasu. Wypelniam karte graniczna (po raz 10ty chyba) i ustawiam sie w kolejce z paszportem, oganiac sie rownoczesnie od cinkciarzy, ktorzy wymienili by nawet wlasna matke i babcie na dolary, limparesy, cordobasy, czy nawet zlotowki. Pot sie leje ciurkiem, wycieram sie co 10 sekund (w.! bandana sie przydaje, dzieki mala). gdy przychodzi moja kolej, pani w okienku informuje mnie ze nie oplacilem czegos w kasie. No to ide do kasy, cierpliwosci coraz mniej. A tam w kasie jedna pani pije kawe, droga trajkocze przez telefon, trzecia nie robi nic, aa sorry, oddycha. Wolam wiec ta co oddycha – taa. taa…. prosze poczekac, muchacha poszla do toalety.

15 minut i muczacza sie nie pojawia – za to zauwaza mnie inna chica siedzace w kacie i przekladajaca papierki. okolo 20 stki, piekna, czerowny obcisly sweterek (generalnie nie lubie czerwonego, ale w tym wypadku). Wiec jeszcze raz jej tlumacze, ze goraco i te plecak i ja sie spiesze do Hondurasu. Ta sie usmiecha slodko i idzie szukac muczaczy. Muczacza w koncu sie pojawia, zdecydowanie niezadowolona ze ktos jej sjeste przerwal. Place 2$ (!!! ponoc sie normalnie 7$ frycowego placi za przekroczenie granicy!!) i ustawiam sie znow w kolejce co bylem poprzednio. I tu znow lala mnie ratuje i przyjmuje moj paszport bez kolejki – dzieki ci chica w czerwonym sweterku ;)

15:00 – 19:30 —> GRANICA – TEGUCIGALPA

Jadem. Najpierw microbusem, smierdzac jak cap jade ladna sliczna droga do miasta CHUCELTACA. Znow widoki, slonce wlewa miekkie swiatlo do srodka pojazdu. Gory. 2000mnpm. W koncu wielka plama swiatla w dolinie. Tegucigalpa – stolica Hondurasu.

19:35 —> TEGUCIGALPA, dworzec autobusowy

Jest juz wystarczajaco ciemno aby dostac w morde, zostac obrabowanym, ale jak zawsze (pukpuk) nic takiego mi sie nie przytrafia.

Na stacji autobusowej lini EL REY okazuje sie ze bus do SAN PEDRO SULA jest o 3 rano. Hotel – ten tani, zapakowany na maksa, reszta droga wiec pozaostaje mi czekac na dworcu. Tym razem ja czekam na autobus, a nie on na mnie.

Duza sala, wiatraki (tylko 2 dzialaja). 20 osob i placzace dzieci. Jedyne co moge robic to pisac ten tekst, wygodnie ulozony w plastiowym fotelu, sluchajac manu nagry. This place´s gonna kill you baby…

23:00

Siedze kolo kibla wiec smierdzi coraz bardziej, zatkany pewnikiem jest.

1:21

Zyjem wciaz. Ludzie spia. Slucham wszystkich plyt MD co mam, wertuje przewodnik i rysuje.

2:30

Kupuje w koncu bilet. Ten co go sprzedaje raczej niezadowolony z zycia. Na stacji dym – miejsce ktore mialo byc w autobusie dla bagazy, zostalo zajete przez tajemnicze szre paczki.

3:00

Odejazd. Plecak jedzie tu ze mna, nie w luku bagazowym. Zasypiam.

7:24 —> SAN PEDRO SULA, HONDURAS

Ehh…. W koncu. Soczek bananowo-papajowo-mleczny na sniadanie i kawa. W deszczu. Szukam internetu … a potem w droge na Karaiby ponownie. To tylko godzina drogi stad.

———

NOWE FOTY

NICARAGUA 2
HONDURAS

Posted in .. |

PRZEDWCZESNE ZYCZENIA

Co to jest nastroj swiateczny?

To
snieg skrzypiacy pod butami
To
Zieleniec i snowboard w niedziele rano
To
ulga ze, nie ma szkoly, uniwerku, pracy
To
powrot do domu wieczornym pociagiem z Warszawy, badz samochodem zatloczona gierkowka
To
mama krztajaca sie w kuchni gdy jeszcze spie
To
droczenie sie z siostra, co wlasnie z Wrocka przyjechala
To
pogadanki z tata
To
nerwowa atmosfera
To
dziesiatki ludzi przewijajacych sie przez dom
To
ubieranie choinki (nie nawidze)
To
czekanie ba prezenty (uwielbiam ;=)))
To
pierwsza gwiazdka
To
mroz szczypiacy
To
wigilia w malym gronie rodzinnym
To
impreza w 1 dzien swiat wraz z Przyjaciolmi w Klodzku

Czy jestem w takim nastroju? Skadze znowu. Zapomnij. Jest 20 grudnia 2001, a ja siedze w Ameryce Srodkowej na hamaku. Pisze, pije zimna jeszcze wode, i nie mam sily gadac z tymi nieznajomymi ludzimi, ktorzy siedza tam przy stoliku obok, gderajac po angielsku z francuskim akcentem, wertujac przewodnik. Bo to nudni ludzie, ludzie bez jaj, nie chce mi sie z toba gadac – chcialbym aby zrozumieli ten tekst.

Jest goraco, jest 23.00. Cos cyka w ogrodzie i male gekony biegaja po scianach. Wlasciwie to je lubie bo one lubia insekty ktorych natomiast nie kocham za bardzo. Jakas piekna muzyka otacza mnie, nie slyszalem tego wczesniej. Ogromny nietoperz wlasnie prawie zabil starszego kolesia przysypiajacego w bujanym futelu.

To na pewno nie jest nastroj swiateczny. Zaczalem dostawac pierwsze zyczenia emailowe. Cos z tym trza zrobic przemknelo przez glowe.

Spojrzalem na swoja liste z kontaktami. Emaile, ICQ, telefony do domu, pracy na komorke. Totalny komunikacyjny balagan.

Nie bedzie wiec spamowania wszystkich ludzi ktorycch mam tutaj w kompie. I tak wszyscy dostaniecie zyczenia swiateczne od kazdej osoby ktora ma was w ksiazce adresowej, wasz diler telefonow komorkowych nawet wam je wysle. Sztampowe zyczenia, kartka elektroniczna i spam do 500 osob. To bezsensu. Zreszta moj admin Adomas i tak mi wylaczyl spamowanie, heheheh…

Chcialbym abyscie sobie odpoczeli, nie mysleli o pracy, nie narzekali ze znow sie Sylwester nie udal. Nie przejedzcie sie na swietach, za duzo kielbasy to niezdrowo (ZABILBYM ZA POLSKA KIELBASE TERAZ ;)))) Nie ogladajta za duzo TV, bo tam bzdury pokazuja, spotkajce starych przyjaciol w knajpie w pierwszy dzien swiat :)

Tyle i tyle. Do tych najblizszych sie w mailu odezwe osobiscie i zadzwonie….

Brejkajcie wszystkie rule… pa !

PS.
Zaraz jade do Hondurasu. Dzieje sie dzieje. W Argentynie stan wyjatkowy, w Kolumbii wciaz zadyma…. gdzie znajdziesz teraz spokojne miejsce na tym ziemiskim padole?

Posted in .. |

LEON, NIKARAGUA

Siem spocilem. Wrecz rozpuscilem. Nie tylko ja chyba. Cale miasto. Kierowcy autobusow, sklepikarze, bezdomni, policjanci, turysci, kelnerzy, wlasciele hotelu. Leon – stare miasto, baardzo stare, podobnie jak Grenada – kolonialna zabudowa, koscioly, place, skwerki, zielono, ale wszystko zalane sloncem. Jakis dziwny bezruch powietrza – nawet wszelkiego rodzaju dmuchawy, wentylatory nie pomagaja, bo powietrze i tak jest gorace.

Z radia ciekna lzawe przeboje o zlamanym sercu Mi CORRAAAZZZONNN… blablabla…. Ludzie zasypiaja idac, spia gdzie popadanie, szukaja cienia. temperatura powoduje czasem nerwowe spiecia – prawie sie pobilem z malym chudym taksowkarzem – ktory chial mnie otegowac na ladna sumke – zniszczylem w zamian uszczelke do drzwi w jego 25 letnej ladzie (coz… USSR upadl, wiec jak on teraz se sprowadzi nowa uszczelkie?).

Managua – milionowa stolica kraju, jej obrzeza skladaja sie wylacznie z bazarow, barakow i dworcow dla CHICKEN BUSOW. Masakra. Przeciskalem sie ze swoim dobytkiem pomiedzy straganami aby dotrzec do kolejnego autobusu. MOJ BAGAZ – to juz osobna historia. Z listy ktora stworzylem wywalilbym polowe. 15-20 kg…. eh…. w takim upale to i 5kg to udreka. Ale na przyszlosc wiem z czego na pewno z rezygnowac.

VIA VIA – to hotel w ktorym mieszkam. Za 45 cordobas mam miejsce w ogromnej sali z 20 lozkami. Jest pelna. Ludzie z calego swiata. Jada na polnoc lub poludnie. Wiekszosc podorozuje tylko w Ameryce Srodkowej. Podrozuje. To zle slowo. To juz nie jest podrozowanie wlasciwie. To tkwienie w drodze… moze kiedys nabiere do tego dystansu.

Bieda – Nikaragua i Honduras to najbiedniejsze kraje Ameryki Srodkowej. Nie trudno to zauwazyc. Oporcz wszelkiego rodzaju przwrotow politycznych, dochodza HURAGANY, trzesienia ziemi. Ameryka Pln i tak juz wyczerpala wszystko co sie dalo. WYSSSALA wrecz. Kraje takie jak KOSTRATYKA to jedynie pacholki i marionetki w rekach mocarstwa z polnocy. Nie mam nic przeciwko USA – ale widze to co widze. Ludzie nie nawidza AMERYKI ale i ja kochaja. Marzeniem jest praca w USA, marzeniem jest amerykanski samochod, marzeniem jest takie zycie jakie pokazuja w kablowce. Tu wszystkie dzieciaki graja w BASEBALL i w kosza. Nikt nie gra w pile nozna. Pizza i MCDONALD kroluja. Podobniez FILMY. Afganistan i wojna to tylko kolejna PELICULA w CNN… kolejny film, atrakcja-abstrakcja. Podobniez jak i reszta swiata. Jestes bialy – tu musisz byc NORTEAMERICANO – i chuj ich obchodzi ze jestem z POLSKI. Aha… ;:)) dzis ladna historia. Brzydka i koslawa Francuska myslala ze jak jestem z Polski, to na pewno przyjechalem tu do pracy. TAAA…. jestem pieprzonym gastarbaiterem w Nicaragui….

Nie mam czasu. Na refleksje, na ograniecie tetgo wszystkiego, na napisanie madrego tekstu, zawarcie w nim wszystkiego – tego co mnie otacza – mysli, informacji historycznych. Ja juz nie mam sily ;))

…. przegladam mape jak sie do NYC ladem dostac…. ladny kawalek – 30 roznych autobusow pewnie… jeszcze sporo do zobaczenia. Ale mam juz gdzies wspinanie sie po wulkanach, ogladanie parkow narodowych, lazenie gdzies z plecakiem przez 20 km. Powoli bez paniki i pospiechu, nie odhaczajac nic a nic w kajecie posuwam sie na polnoc. Robie wciaz zdjecia, ale nie mam sily na pisanie. Wybaczta….

Posted in .. |

Nicaragua, dni kolejne

W tym upale to mi sie juz nawet nie chce pisac…

Jezioro Nicaragua – inaczej COCIBOLCA czyli SLODKIE MORZE. Calkiem spore to morze. Przekroczylem granice z Kostaryka i uderzylem do Rivas. Cicha miescina. Puste ulice. Obiadek, 10 minut internetu, jablko przegryzlem w biegu i przemiescilem sie do San Jorge – skad odplywaja promy na Omotepe. Nie spodziewalem sie takich fal, szczerze powiedziawszy – calkiem wymiotne przezycie (nie dla mnie, ale dla polowy pasazerow). Metrowe faliste potwory na jeziorze. A lajba do najsolidniejszych nie nalezala.

Jezioro odzielone jest od Pacyfiku waskim (20km) przesmykiem. Stad tez te fale i … dziwne zwierzaki mieszkajace w wodach, np. slodkowodne rekiny – 3 metrowe bestje, aczkolwiek z rzadka widywane.

Wyspa zostala utworzona przez dwa wulkany. Pytanie – czemu wlasciwie ludzie osiedlaja sie w poblizu wulkanow? Gleba jest bardzo zyzna – co powodowalo migracje ludowow z innych terenow tuz na zbocza ziejacych ogniem gor. Ometepe w jezyku NAHUATL oznacza “pomiedzy dwoma wzgorzami”. prawie 40 tysiecy ludzi mieszka w malych wioskach rozrzuconych na dwoch czesciach wyspy. Slonce, deszcz, dobry klimaty caly rok, ryby w jeziorze – maja tu wszystko co trzeba.

Zamieszkalem w hoteliku za dwa dolce. Z gadajaca papuga o imieniu Lorenna – swietny partner do rozmowy, szczegolnie gdy sie spozylo duzo Coba Libre. Znow spotykam ludzi nowych – Shaun z RPA, Vera z WLoch i ANgie z Australii. Wiec sobotnia impreza jest udana. Szczegolnie ze imporezujemy z tubylcami – rum domowej roboty i CUMBIA – muzyka ktora niezle traktuje uszy.

KRWAWY SPORT

Zawodnik koloru czerwonego w jednym z rogow wielokata zagdaczal gniewnie. Sekundanci trzymali go jednak mocno. Jego przeciwnik, bialo upierzony rowniez rwal sie do walki. Fakt, ze jego biale piora za 3 minuty beda kompletnie czerwone dodawal dodatkowych skrzydel. Wlasciciele kogutow omawiali ostatnie szczegoly, publika obstawiala faworyta, a ja nie moglem robic zdjec – bo to “sport” nielegalny i nie dla oczu kazdego.

Zaczelo sie. Walka. Krwawa. bardziej emocjonujaca niz pojedynek Goloty z Taysonem. W kameralnej atmosferze, gdziej na podworku jednego z miasteczek wyspy Ometepe. Nicaragua. W trzepocie skrzydel, zadnych krwi nielotow. Te inne nieloty, czlekoksztaltne, stajace wokolo ringu, byly chyba tej krwi jeszcze bardziej spragnione.

Ogladnalem tylko jeden pojedynek. Zaliczam do cos do reszty tego typu masakr: corrida, walki kogutow, psow, ludzi. Malo przyjemne w odbiorze, niehumanitarne, sciagajace cale rzesze ludzi z brudnymi lapami, robiacych nieczyste interesy. Chyba zadzownie do programu ANIMALS…. ;))

GRENADA

Spokojne miasteczko nad jeziorem Nikaragua. Zalozone w XVI wieku, niszczone, palone, zdobywane przez piratow (docierajacych tu z Karaibow waska rzeka). Wspaniala architektura, za kazdy rogiem cos nowego. SNuje sie z aparatami tam i z powrotem. Zalapujac sie na atmosfere – przyjazna i leniwa. 3 dni i 2 noce. Wkrote swieta. Chyba spedze je w drodze badz w Hondurasie. Nad morzem. Do Gwatemali juz nie zdaze. Tam dojade na NOWY ROK.

Posted in .. |

KOSTARYKA i NIKARAGUA FOTO

hoho…. udalo sie znowu – internet w Nicaragui nie taki zly.

dwie nowe galeryje, lukajta czielawieki…

KOSTARYKA i ZACMIENIE SLONCA (ledwo widoczne, uprzedzam :)))
NIKARAGUA cz.1 (moze bedzie czesc druga)

Posted in .. | Tagged

KOLUMBIA suplement

Z czym ci sie kojarzy KOLUMBIA?? No wlasnie. Jezeli sie komus kojarzy to z narkotykami, ich produkcja i przemytem to ma racje.

Z czym jeszcze?

Amerykanskie filmy stworzyly wizerunek kolumbijskiego handlarza scierwem – rzezimieszka, ktory ginie w 15 minucie filmu. Jest tylko trupem – watpliwa ozdoba, spocona kreatura w kolorowej koszuli i w ciemnych okularach.

Fanowi literatury iberamerykanskiej kojarzy sie oczywiscie jeszcze z Gabrielem Garcia Marquezem. Do szufladki wrzucamy jeszcze narkotykowego barona Pablo Escobara. Escobar za zycia proponowal rzadowi splacenie calego kolumbijskiego dlugi. Teraz jest trupem i swietym dla tutejszej ludnosci.

Ale to nie wszystko. Rzecz jasna. Calosc jest trudna do ograniecia.

FUERZAS ARMADAS REVOLUCIONARIES DE COLUMBIA – guerilla, partyzantka, cokolwiek jak by nie nazwac bande kolesi z AK 47. porywanie ludzi dla okupu, zatrzymywanie i ostrzeliwanie autobusow. Notoryczny rabunek pasazerow. Codziennie nowe ofiary, zabici, ranni, porwani. Malo przyjemne co? Nawet mieszkancy tego kraju, nie tylko turysci, boja sie podrozowac. Moze dlatego polecialem samolotem do Cartageny, zamiast przebijac sie ladem. Nie moze, na pewno. Te zbrojne sily – jak sie sami nazywaja – to zadna filozofia i ideologia – wiekszosc z nich to zwykli bandyci, powiazni interesami z naroktykowymi gangami.

Bedac w Santa Marcie znalazlem na ulicy lokalna gazete. Z dnia poprzedniego. Na pierwszej stronie gruba czcionka krzyczacy tytul 10 OSOB ZGNIELO WCZORAJ W SANTA MARCIE. 3 w wypadku samochodowym reszta strzal w glowe. Otwieram kolejne strony gazety: porwany autobus, porwane natolatki z Bogoty, co przyjechaly na wakacje do Santa Marty. Bo to grudzien. Ludzie tu maja wakacje. Ladne wakacje..

Bedac tu, siedzac na plazy, saczac piwko i jedzac wieczorna rybke w restauracji nie masz zielonego pojecia co sie dzieje. Szczegolnie ci co hiszpanskiego nie znaja zyja w blogiej nieswiadomosci.

Kolumbia to ogromny i wspanialy kraj. Miliony ludzi. Roznych ludzi. Biali, czarni, ludzie rdzenni i mieszanki tych ras. Niedni i bogaci, uderzajace kontrasty – zreszta jak i wszedzie w Ameryce Pld. Monumentalne gory z osniezonymi szczytami, zielone rowniny, gesta i wilogtna dzungle, ktora przecinaja brazowe wody rzek, wpadajacych prosto do Amazonki. A na polnocy biale piaski i blekitne wody Karaibow. Tam tez urodzil sie Marquez. I tam gdzie jest jego mityczne MACONDO ze STU LAT SAMOTNOSCI.

… ja na razie to mam ponad 100 dni samotnosci…. 100? hm… juz bedzie 200…

Posted in .. | Tagged

TELEGRAM Z ISLA OMPETEPE

drugi dzien.stop.internet drogi.stop.daje rade.stop.zyje.stop.wulkany dymia.stop.woda ciepla w jeziorze.stop.komary – brak. stop.dobre zarcie.stop.zdjecia pstrykam.stop.pozdrawiam.

Posted in .. |

NIKARAGUA

Papierki, stempelki, znaczki na czerwony krzyz, wymiana kasy, 4 godziny stania w kolejce aby opuscic KOSTARYKE. Potem to samo aby wjechac do Nikaragui.

I jest juz inaczej. Widac po cenie internetu dolar za 10 minut, wiec sie streszczam.

Uciekam na wyspe – na jeziorze Nicaragua. Wspanialem to miejsce – wulkany, jezioro ogromne jak morze, zielono i krowki sie pasa…..

Odezwe sie wkrotce. Yo

Posted in .. |

ZACMIENIE

…slonca. I to 95%.

Obudzilem sie z rana, solidnie pogryzony przez bzykaczy krwiopijcow. Sniadanie o 7.15 i skok do autobusu do Tiliran (na polnoc kraju). Wulkanu nie zobaczylem, mglisto, deszczowo, nic z tego. Spojrzalem do przewodnika. NICARAGUA. Slowo do mi sie w czaszcze obija. HIsotria, miejsa, ludzie, IRAN-CONTRAS, Sandinisci. Potem Honduras i WOJNA FUTBOLOWA, o ktorej pisal Kapuscinski (jedna z moich ulubionych ksiazek). Wiec jest co robic, a kasa sie konczy i czas uplywa. Wiec zmykam z Kostaryki.

Wiec zmykam. Latwo powiedziec. Deszcze padajace od dwoch miesiecy totalnie zniszczyly drogi. Wiec jechalem autobusem a tu w pewnym momencie totalny obsuw gleby. Czterej Pancerni wraz z Szarikiem nie dali by rady przejechac. WIec cofnelismy sie do La Fortuny. Tam sie okazalo ze az 14 gringo chce jechac do Liberi (na polnoc kraju). Spoko, ale autbusu juz zadnego nie bylo, zblizala sie 10 godzina. Policzylem jeszcze raz persony, wypytalem czy naprawde wszyscy jada tamze i pognalem szukac transportu. Wraz z jedna Angielka. Po 15 minutach mielismy sliczny microbusik i za 9$ za osobe przejechalismy przez caly kraj.

Zacmienie. Nie wiedzialem. Dojechalismy na miejsce i sie zaczelo. Stalismy tak z otwartymi gebami, robilo sie ciemniej i ciemniej. Prawie mrok.

Wieczor. Pokoj dziele z para Czechow – Pavel (mama z Polski, wiec gadamy po polsku) i Radka (laska jego – calkiem smakowita sztuka). Jutro wczesnie rano wale na granice Nikaraguy… co bedzie dalej – w najblizszych odcinkach. Ciao

Posted in .. | Tagged , ,

COSTA RICA dzien 3

Heh… Znow w drodze, duzo i intensywnie, znow czytam przewodnik, znow spogladam na mape, znow znow…

Jakiegos paueru dostalem, chyba. Pedze przed siebie.

Pol roku w drodze. Duzo i malo. Sam nie wiem. Zastanawiam sie coraz powazniej gdzie spedzic wigilie i nowy rok. A moze mnie ten dni po prostu gdzies w drodze dopadna.

Kostaryka. Kraj bogatszy od tych co wczesniej widzialem, czysty, bezpieczny, DROGI (!!!) i jakis poukladany. Mnostwo mlodych Amerykanow – sie czuja chyba tu bezpiecznie :))

Opuscilem rano San Jose i udalem sie na polnoc do miejscowosci LA FORTUNA. W okolicach znajduje sie najbardziej aktywny wulkan w Ameryce Srodkowej. Niech i sobie bedzie. Co z tego. Jak nic nie widac. Deszcz, chmurzasto. To znak ze pora deszczowa sie jeszcze nie zakonczyla.

Kostaryka. Bardzo stara demokracja. Maja wybory parlamentarne (wolne!!) od XIX wieku. Nie maja ARMII!!!! A prostytucja jest legalna dla kobiet powyzej 18stki.

Ludzie – biali. 1% czarni, 1% rdzenni mieszkancy. bardzo przyjacielscy, pomocni. Ale jakos nuuudno….

Ide so supermarketu cos kupic do jedzenia. Wlasnie zaplacilem 10$ za hotel. Kuzwa, najtanszy w miescie…

PS.
Deszcz pada nieublagenie a z glosnikow Van Morrison. Jest spokojnie. Pisze nowe rzeczy. Jeszcze bedzie tekst o Kolumbii.

Posted in .. |

FOTKI CARTAGENA 2 i TAGANGA

Szybki wrzut nowych zdjec.

Uaktualnienie CARTAGENY 2

TAGANGA w okolicach SANTA MARTY

Posted in .. | Tagged

LOT 059 i AMERYKA CENTRALNA….

Dzis rano wstalem wczesnie. W nocy szalal jakis maly huraganik. Taganga w okolicach Santa Marty. Moje lozko w zbiorowej sali bylo tuz przy oknie bez szyb, tylko kraty i niebieska szmata. Warunki spartanskie ale za dolara wybrzydzac nie bede. Wiec obudzilem sie. Kurz na ulicy, wschodzace slonce. Zjadlem 4 banany i 2 mandarynki. Spojrzalem w kajet – wychodzilo na to ze dzis jest 11 grudnia. Wygrzebalem z plecaka LP CENTRAL AMERICA. Mapa. Trasa. Kraje. Duzo tego, pomyslalem. Mechanicznie spakowalem plecak, pozegnalem sie z brygada i wlasciwie nie wiedzac co robie wskoczylem do taksowki i pognalem do miasta. Byla 9 rano. Miasto dopiero gotowalo sie do dlugiego goracego dnia.

Avianca. Linie lotnicze. Bedac w malym transie i kierujac sie wizja rychlego przybycia do Ameryki Centralnej zakupilem bilet do najblizszego miejsca gdzie moglbym bez wizy pojechac. San Jose, Kostaryka. W Panamie Polaczkow nie chca – papiery, wizy, prosby do konsula – juz mi sie nie chcialo. Wiec celem byla Kostaryka. Bilet. Taxi. Szalona jazda na lotnisko. Potem nie mialem jak zaplacic taksowkarzowi – problem drobnych pieniedzy. Suma 10$ i juz problemik powstaje. Lece z Santa Marty do Bogoty…

***

Bogota. Lot 059 kolumbijskich linii lotniczych AVIANCA. Jestem spozniony. Wskakuje do samolotu na 30 sekund przed odlotem. Wszystko przez biurokracje, balagan na lotnisku, brak borading pass, wojskowa kontrole i klotnie o scyzoryk, ktory mi w koncu zabrali (zapomnialem go wrzucic rano do duzego plecaka).

Lecimy. Rozdali zarcie, kawe i piwo.

Przypadkowo koles siedzacy za mna zbyt dlugo przygladal sie lewemu skrzydlu. No i zauwazyl ze cos cieknie. I to calkiem sporo. Zglasza stewardesie. Ta oczywiscie blyszczy trenowanym od lat usmiechem w stylu nie-ma-co-sie-obawiac, ale wola kapitana. 10 minut potem wracamy do Bogoty…

prosze panstwa mamy informacje z lotniska musimy wracac prosze zachowac spokoj za 15 minut bedziemy na lotnisku El Dorado nie ma co sie obawiac wszytsko jest pod kontrola to dla Panstwa bezpieczenstwa

Wyrzucil sie siebie Pilot. Spokojnie to tylko awaria a ja chcialem zapytac Czy leci z nami pilot… Pamietam scene z jednego z tych filmow, gdy Leslie Nielsen (ten siwy kolo z Nagiej Broni) wciska kit pasazerom, ze wszystko jest w porzadku, a w miedzyczasie rosnie mu nos, jak Pinokiowi….. hehe…

Ladujemy. UFff… Wypad z samolotu. Gadam z kolesiem ktory wyczail ze cos jest nie w porzadku. WYCIEK PALIWA jak sie okazalo. Felippe – perfekt angielski, uratowal nam wszystkim dupe. Wystarczyla by godzina wiecej. ISKRA. DUUUP. I Bart wita sie z aniolkami (badz z Lucyferem – w zaleznosci od mojego konta z grzechami).

O 19.00 w koncu odlatujemy. Znow zarcie, tym razem kurczak, a chwile potem wymiotne turbulencje. Me gusta aviones me gustas tu. Manu Chao spiewal. Kurde stary, ja juz chyba nie lubie samolotow.

San Jose. W koncu. Jestem w Ameryce Centralnej. Kostaryka. Czyli na polski – Bogate Wybrzeze. No rzeczywiscie. Jakos inaczej. Czyste lotnisko. Sklepy, McDonaldy, amerykanskie samochody. I drozej. O wiele drozej. Ciule na lotnisku gubia pare rzeczy z mojego plecaka – przewodnik, i wszytskie moje plyty MD. Na szczescie – sie wszystko odnajduje.

Taxi do centrum 10$. Wsiadam w autobus za dolara. W pol godziny jestem w hotelu za 4$ (najtanszy w miejsce) o dumnej nazwie GRAND IMPERIAL. Moj pokoj to samobojcza cela 2×2 metry. Da sie jednak zyc…

BOHATEREM DNIA jest Felippe z Bogoty, Colombia. Muchas Gracias, Hombre

Posted in .. | Tagged

OSTATNIE…

godziny w Ameryce Poludniowej…. obudzilem sie z rana i postanowilem ruszyc w dupe, bo zegarek tyka (mimo ze go zgubilem), i czas leci. jade na polnoc – w strone Nowego Jorku. Lecz po drodze jeszcze pare innych klimatow.

Za chwile samolot – Bogota – San Jose, Kostaryka. Potem powoli ladem – Nikaragua, Honduras, Gwatemala, Meksyk, USA

trzymajta kciuki… :) i mocno pozdrawiam. Dzis wieczorem AMERYKA CENTRALNA

Posted in .. |

SANTA MARTA i okolice

Santa Marta. Pozdrawiam z tej okazji wszytskie MARTY jakie znam – a znam ich trochie ;)))

Wlasciwie to wpadlem do miasta tylko na internet i do banku – bo mieszkam w malej rybackiej wiosce – 15 minut drogi od centrum Santa Marta.

No i mam kaca. Bo spozywalem rum z kola.

Mialem cos madrego napisac, ale nic mi do glowy nie przylazi. Bo coz mozna napisac? Ze leze w hamaku, czytam ksiazki w ichnim jezyku, prowadze debilne konwersacje w Spanglish z jednym szalonym Francuzem, grajacym wszystkie kawalki Manu Negry i Manu Chao. Francuz – Erik, studiuje lingwistyke w Tuluzie, ale gada po angielsku jak … kazdy zwykly Francuz. Moze dlatego ze jego jezyki wiadace to arabski i chinski. Serio. Heehhe… Poza tym snuje sie znami 30 letni koles z Nowej Zelandii – Cliff – sobowtor Kurta Russella z czasow Wielkiej Draki w Chinskiej Dzielnicy. Pojechani przesmiewcy ci kolesie, wiec jest zabawnie.

Kolumbia. Zaczynam coraz bardziej lubiec ten kraj. Genialne miejsce. Tylko za bardzo porywaja, przemycaja, zabijaja, kradna. Ale to drobnostki, o ktorych kazdy powinnien jak najszybiej zapomniec, bo latwo mozna zalapac paranoje, zwariowac i trafic do psychiatryka w Medellin.

Poza tym jest swiatecznie. Koledy, choinki (z puszek po piwie), cycate murzynki za czerwonymi czapami swietego Mikolaja. Czuc Dziada Moroza wszedzie. Feliz Navidad :))

Coz, nie bede tutaj towarzystwa zanudzal, zmykam na plaze i brudny hamak. Poklony…

PS.
Rodzinka – napiszta maila – bo jednego macie w krzynce, ale go nie odebraliscie, bo to diabelnie trudne;)

Posted in .. | Tagged

PLAYA BLANCA FOTO

Pare obrazkow, na krotki zimowy dzien w POLSCE. Bez zbednych slow. Bo sie niedlugo utopie w ich potoku.

Miejsce: Playa Blanca, Kolumbia
Aparat: cyfrowy, canon ixus s100
Czas: jeden dzien, bateria szybko wysiadla, wiec tylko pare fotek…

Posted in .. | Tagged

PLAYA BLANCA

Znalazlem sie w miejscu gdzie CZAS sie nie liczy. Tryb zycia wuregulowany jest wraz z przybyciem nowych ludzi , lodzi, wschodami i zachodami slonca, przyplywem i odplywem. To wszystko. Przykladowo – kolacja codziennie o zachodzie slonca – ryba, ryz, salata, piwo.

I wcale nie jest to wyspa. To tylko skrawek ladu, wystarczajaco oddalony od cywilizacji, aby mozna bylo uznac go za WYSPE. To PLAYA BLANCA (BIALA PLAZA). Dostac mozna sie jedynie lodka badz tez promem, przekraczajac rzeke na rozklekotanej ciezarowce, pelnej tubylcow. Siedzialem tak, na pace, pot sie lal i lal sie tez olej z peknietego worka z rybami, usmiechniete czare twarze wokolo mnie, reggae KOLEDY (!!!) i wesoly kawalek o Osama bin Ladenie (dudniacy rytm i glos reggaemuffina).

Dluga plaza, WIELKI BLEKIT, rafa koralowa, 200 czarnoskorych mieszkancow, paredziesiat palm i niezliczone lisciaste, rozlozyste drzewa dajace przyjemny cien.

Pobudka o wschodzie slonca, kawa, kokos, lezakowanie, zdjecia, na chwile chwila zapomnienia w podwodnym swiecie, aby powrocic na zalazna sloncem plaze. Poza tym oganialem sie nie tylko od wrednych much i komarow – tez od kolesi probujacych wciasnac ci wszystko co sie da.

Nie ma elektrycznosci, slodkiej wody, prysznica, nie ma lozka, jest tylko hamak z moskitera, nie ma sklepow, telefonu, internetu. NIC NIE MA, albo jest wszystko.

Czytam ksiazki. HI FIDELITY (Wiernosc w Stereo, Nick Hornby). Swietna sprawa, wczesniej lyknalem po polsku, ale nawet w ichnim jezyku czytalao sie wybornie, spokojnie w jeden dzien. Druga rzecz to CHASING CHE (SLADAMI CHE badz w innym tumaczeniu W POGONI ZA CHE). Patrick Symmes ruszyl na motocyklu sladami Che Guevary. Wyborna rzecz, z niezlym tlem poltyczno ekonomicznym. Ale tez rzecz o zwyklym niegdys czlowieko, co stal sie REWOLUCJONISTA.

To taki maly raj na ziemi. Mozna sie wylaczyc, co z radoscia zrobilem. Dawno juz nie lezalem na plazy. PUSTEJ PLAZY. Patrzac w gwiazdy.

Az zasnalem…

* * *

A propos POLITYKI i znienawidzonego atykulu ktory wlasnie przeczytalem…. Zamieszanie klasyczne. Glosy oburzenia, krzyk i harmider, zgielk i paranoja. Mozna to bylo oczywiscie przewidziec i wcale sie autorce (autorce?) nie dziwie, ze spartolila profesjonalnie robote i teraz pewnie pochlipuje (chlip? co tam u ciebie stary?) z cicha przygnebiona gniewem pisarzy-grafomanow-blogowiczow. Co bys nie napisal bedzie zle. Piszesz o blogu – zjawisku – i chcac nie chcac wsadzac wszystkich do jednej szuflady: wiolke, adomasa, chlipa, bscibziolka.blog.pl, minimala pschola, onananistow, wierszokletow, prorokow, masonow, skinow, nauczycielki, zwyklych lobozow majacych dostep do sieci, dyslektykow, mnie, moja siostre ( na szczescie kochani rodzice bloga nie prowadza), magdale-pisarke-prawdziwa, gejow-ukrytych, sekretarke szefa, nocnego stroza i niesmiertelna krysie jande, ktora juz nie jest akorka, jesy wybitna blogowiczka. I CO MAMY??!! KOCIOKWIK. Nikt nie jest jednakowy. Wystawianie opinii wszytskim na bazie 5 pamietnikow cybernetycznych to blad, ktory moze autora artykulu kosztowac zycie. Poza tym dziennikarze w wiekszosci nie stosuja metody Stanislawskiego, jak De Niro czy Dustin Hoffman – nie beda prowadzic bloga przez miesiac aby potem o nim pisac.

Jak powstanie atykulu ktory zadowoli wszystkich bez wyjatku – prawdziwy dupowlazacy knot, skasuje bloga i wraz z nim samobojczo caly blog.pl (hhehe…). Zreszta swego skasuje niebawem – albo przynajmniej zawiesze – huhhuh. nasza zima zla uhuhua – ale nie dla mnie…

CIAO! :)))

Posted in .. | Tagged

BYLEM KOLUMBIJSKIM CINKCIARZEM

Czulem sie przez chwile jak bym gral w PULP FICTION – w tej scenie gdy kolesie paraduja w krotkich spodenkach i debilnych t-shirtach. Tak wygladalem w ten upalny poranek gdy z Alfim zasuwalismy po miescie – od banku do banku. Co wlasciwie robilem? Wymienialem kase. Duzo kasy. Cala fure. 5000$. Wszystko slicznie legalnie i bez problemow. Czeki podrozne, gotowka. Rzecz sie rozchodzi o to, ze mieszkancy Kolumbii legalnie moga wymienic jednarazowo niewielkie ilosci kasy i musza placic 3% prowizji i jakies podatki. Obcokrajowcy – do 10000$ bez zadnych innych formalnosci – potrzebuja tylko paszport. Pracowalem dla O. i jego braci. Maja maly kantor – z przeplywem gotowki jak policzylem okolo 100000$ tygodniowo.. Codziennie okolo 15000-20000 papierow. Wszystko dzieki obcokrajowcom. Warto znac tych kolesi jakby cos sie stalo – bo oni znaja wszystkich z kolei.

Tak wiec zarobilem dzis troche kasy. Bedzie na wiecej suchych bulek. Nie pojechalem tez na wyspe. Dopiero jutro.

Spotkalem innych oszolomow. Mieszkajacych tu. Robiacych dziwne interesy. Ludzi co porzucili wszystko co wczesniej mieli…

Jest taki kraj na swiecie. Dziwny kraj, kraj szalony – to pewnie dlatego niektorzy przekrecaja jego nazwe na LOCOMBIA (loco – szalony, po espansku). To takie miejsce gdzie ludzie przyjezdzaja zyc – zyc na maxa. Ludzie z przeszloscia, Europejczycy, Amerykanie, ktokolwiek. Zostawiaja domy, samochody, dobytek. Biora gotowke i osiedlaja sie tu, nie ogladajac sie za siebie.

NIE OGLADAJAC SIE ZA SIEBIE.

Spotkalem paru z nich. Szalenstwo w oczach, totalny rozpierdol i zarazem chec zycia. CARPE DIEM. Kurde, chwytaja dzien i to jak. Pieniadze, majatek przestal dla nich byc priorytetem. Rzucili wszystko w imie ZYCIA – w kraju okaleczonym przez wojny, zamachy, kartele narkotykowe – kraju magicznym, kraju mojego ulubionego Marqueza. Rzucili wszystko w imie zapachow, slonca, upalow, muzyki, nieustajacej imprezy, spoconej koszuli na plecach przez caly bozy dzien. W imie milosci moze? A moze dlatego ze za bardzo kochali KOKAINE. Albo mieli dosc? A moze po prostu nie mieli wyjsca. Starali sie LAPAC DZIEN u siebie, w rodzinnym kraju i zaszli w konflikt – z prawem, spoleczenstwem, rodzina etc.

Czy ktos z WAS uczynilby taki krok? Aby opuscic DOM i pojechac gdzies — i zaczac wszystko od poczatku. Nie mowie o krajach “cywilizowanych” jak USA, Niemcy — gdzie jedzie sie za groszem i cierpi czasem katusze. Mowie o miejscu gdzie bezstresowo mozna dozyc starosci i umrzec…

Mowiac o umieraniu nie mialem na mysli takich przypadkow…

CARTAGENA KOLUMBIA FOTO cz. 2

Posted in .. | Tagged

CARTAGENA dzien 4

Caly dzien robienie zdjec. W brudnych podworkach, na targu, w malych zakladach rzemieslniczych, na ulicy i w autobusie. Wlasciwie wszedzie. Przynajmniej probuje. Bo nie jest latwo. Bialas z aparatem krecacy sie po podworku wyglada zdecydowanie podejrzanie.

Wieczor. Zbiorowe spozywanie rumu na tarasie hotelu. Atmosfera jak zawsze miedzynarodowa. Jest tez Alfred – 41 lat, koles z Polski z narzeczona Marianna – od 20 lat w Norwegii – juz o nim pisalem wczesniej, bo spotkalem typka w Montanicie. Wiec co. Pijemy.

Z Wolfgangiem z Niemiec i Jeanem z Francji walimy do najgorszej speluny na naszej ulicy. Dwie sale. W pierwszej 3 stoly i pare krzesel. Ciemno – gola zarowka daje nikle swiatlo. Serwuja piwo i goraca muzyke. Brak mlodych ludzi. Siedza jegomoscie i podstarzale, lub wrecz stare kurwy z grubym makijazem na twarzy. Wszyscy pijani. Saczymy browczyka i rozmawiamy o wynikach losowania do MS, Georgu Harrisonie i Kolumbii. Koles siedzacy w drogu leci w pewnym momencie na pysk. Nikt nie przerywa imprezy. Najlepszy z tego wszystkiego jest kibel – znajdujacy sie w sali tanecznej (gdzie siedzmy) – oddajacy mocz odgrodzony jesy lepka carata od reszty. Muzyka. Rumba. Rumba…

Yo soy policiant – rzecze wielki czarny koles w czerwonej koszuli
Claro, si si – potwierdzamy.
Koles przysiada sie, w kolko powtarzajac mantre: YO soy policiant (jestem policjantem). Wyjmuje portfel i dobywa swa legitke – rzeczywiscie, gliniarz, o imieniu Jorge. Prawie gubi wszystko co ma. Karty kredytowe, papiery, legitki, zdejcia dzieciakow etc. Opowiada o swoim alkoholizmie, pracy, zlych ludziach, bandytach, strzelaninach.

Opuszczam miejsce – po drodze zaczepiaja mnie jeszcze dwie stare kurwy, chcace mi possac. Wracam. Ide spac. Mam dosc dnia. Jednak w nocy budza mnie odglosy. To dwoch kolesi ktorzy mieszkaja w tym samym pokoju – Robin i jego Batman. Tak ich powinniem chyba zaczac nazywac – bo kolesie urzadzili sobie cicha sex sesje cmokajac, wzychajac, ssajac i pojekujac. Kurwa mac, nie mam nic przeciwko gejom, ale mogli by to robic gdzie indziej. Dzizass…..

Jutro zmykam na wyspe. Gdzie nie ma elektrycznosci, gdzie jest bialy piasek, niebieskie niebo, slonce i hamaki. 3,4,5 dni… do zobaczenia wiec…

PS.
Kasa sie konczy. Spogladam na konto – i kurka nie za wesolo. Czas przejsc na suche buly i wode :))

Posted in .. | Tagged

FOTOGRAFIA CARTAGENA

Oczywiscie z problemami (zostawilem plyte z instalkami w Quito) – zapodalem nowe zdjecia na stronke. Mialem wlasciwie cos napisac, ale goraco jak w piecu… taa… za goraaaco. 1:30 pm, sobota, miasto sie smazo, wyczuwam zapach topiacego sie asfaltu, wentylatory pracuja bez wytchnienia a ja sie ide napic zimnego piwa.

Dzieciak na ulicy, Cartagena, Kolumbia

CARTAGENA KOLUMBIA FOTO

Posted in .. | Tagged