Miesięczne archiwum: Grudzień 2001

SAN PEDRO DE LAGUNA

Ostatni dzien roku. W Japonii juz strzelaja na wiwat. Tu strzelaja caly czas, dzien i noc. Jestem nad jeziorem Atitlian w malej wiosce w ktorej bylem 3 lata temu. 3 godziny szukalismy miejsca (z barbie i kunem … nie barbie i kenem….. hehe… dopiero teraz skumalem jak maja slicznie na imie). Mamy zapadla dziure, bo wszystko zajete. Zachwile otwieramy pierwsza butelke – a w nocy impreza w stylu rzymskim – przescieradla, prywatna willa, i w ogole pare innych „rzeczy”, ale sam nie wiem jak to sie skonczy…
to byl dobry rok…. naprawde dobry..

chciialbym podziekawac paru osobom za wszystko co sie w nim zdarzylo… :)) ale to pewnego dnia… trzymajcie sie..

chica_big kawa bart_jezioro3big san_pedro7 kuku1 san_pedro1 graf_nacer san_pedro2 san_pedro5 pica_mas_big pana2 panajachel1 coen_wutangirl_ja kawa2 nadchodza san_pedro4 san_pedro6 brutus bad_madafaka san_pedro3 pana3 pana5 chica no_name_hotel1 san_pedro8 barbie2 coen1 kuku3 kac2 pana4 bart_jezioro1 bart_nonamehotel pierre_selfportret lodka no_name_hotel7 no_name_hotel5 jezioro5 no_name_hotel2   under_jezioro2 jezioro bart_jezioro5 barbie1 no_name_hotel3 bart_net zahipnotyzowany zahipnotyzowani kuku2  bart_jezioro4 jezioro3 jezioro2 under_jezioro1 oczekiwanie jezioro4 kac1 no_name_hotel6

Opublikowano americana | Otagowano

SUERTE

czyli szczescie? czy je mam? na to wyglada… (odpukac)….

Argentyna – co sie tam teraz dzieje. 5 miesiecy temu sytuacja gospdarcza i nastroje rosly jak banka mydlana co pekla pare dni temu….

Peru – zamilowanie do wybuchow, dynamitow i mamy tragedie. Bylem tam 3 miesiace temu.

teraz na polnoc. Wlasnie skonczylem kurs espanola …. jutro impreza nad jeziorem Atitlian i czas bedzie mi w droge znow uderzyc….

Az sie boje liczyc kilometry do NYC…

Dzis moj eos 50, monopod i 50mm polecialy tamze , wraz z Rayem

hehe…. ale zapomnialem mu dac negatywy i slajdy…

coz…. dobrej zabawy zycze i udanego roku 2002…. :)) pozdrawiam jak najmocniej rodzine, przyjaciol i nieznajomych, czytelnikow, wrogow (kazdy ich ma) i w ogole wszytkich ludzi …. blabalbLVBALA

Opublikowano americana | Otagowano

ANTIGUA GUATEMALA

Dni mijaja. Naprawiam swoj uliczny hiszpanski przez 6 godzin dziennie – 4 godziny w szkole i dwie zadan domowych. Postepy, postepy, nowe rzeczy, samodyscyplina, upor.

Dwa dni temu Canon Eos 50 zmarl na dobre i obiektyw 50mm. Coz teraz zostal mi cyfrak, eos 3 i 20 filmow.

Jeszcze pare dni do konca roku. Sylwester? Nad oceanem, nad jeziorem badz w miescie. Sie zobaczy. Ekipa sie powoli mala zbiera.

Dni gorace, noce drzyste. Z wulkanow sie czasem co-nie-co podymi, jakies opary i wybuchy. Wulkan jakos nie wydaje sie niebezpieczny, niebezpieczne sa raczej sztuczne ognie od ktorych w ciagu 3 dni zginelo 27 osob w gautemali. Paranoja… Wszytskich ofiar bylo 45 – noze, bojki i wypadki samochodowe.

Aaa….. ziew…. zmeczony jak pies. Calu dzien sie cos dzieje. laze po miescie z apratem i pstrykam – przez reszte dnia – hiszpanski. Wieczor – piwko, internet i czasem impreza…

chodnik_kanal banki2 ford_1024 antigua_wigila2 banki zaraz_wracam miasto2 la_union_luis monoloco4 indigo1 monoloco5 sylvia_roy chlopiec mojaulica2 miasto5 garboos miasto7 wulkan_agua1 wulkan3 monoloco3 miasto1 monoloco6 monoloco1 czyzby miasto3 znow_pies monoloco7 buzon refleks monoloco2 wulkan_agua2 mojaulica3 partyyyy ray relfeks2 miasto6 una_via mojaulica in_da_hood sunset4 wulkan2 sunset2 antigua_wigila1 po_imprezie sunset1 wulkan4 guate sunset3 invisible miasto4

Opublikowano americana | Otagowano

Wulkaniczne swieta

Wulkan zdobyty w pierwszy dzien swiat. Pacaya – tylko 2600 metrow. Nie wiele. Ale za to aktywny. Gazy trujace prawie mnie zabily. Potem powrot ciemna noca. Gdzies tam w dole swiatla La Ciudad Guatemala – najwiekszej metropoli Ameryki Srodkowej. Taki byl pierwszy dzien swiat. A wigilia? Calkiem sympatycznie – wraz z guatemalska rodzina…

Dzis znow ide do szkoly… ;))

po_drodze wioska4 po_zejsciu1 na_dachu_busa wioska1 na_dachu_busa2 wioska2 na_dachu_busa3 wioska3 na_dachu umieram pacaya1 werner1 wulkan daron powrot1 okolica2 gazyy okolice1

Opublikowano americana | Otagowano

ANTIGUA GUATEMALA

…. pewnie zasiadacie do kolacji wigilijnej w tym momencie…

a ja?

A ja wlasnie dotarlem do Antigua Guatemala. Bylem juz tutaj – 3 lata temu, a w tym roku spedze Swieta i Nowy Rok. Laze z plecakiem. Nie ma miejsc w hostelach. I moze sie okazac ze Wigilie spedze na uilicy…

Hehhe… sie zaczalem uzalac…

Jest goraco, tlocznie, mnostwo knajp, internetow, gringos.

Za 120$ za tydzien mam szkole hiszpanskiego (dali mnie na poziom sredniozaawansowany) + chata i zarcie 3 razy dzienneie. NIezly deal…

Wypicie moje zdrowie. PA

  pieskie_zycie_big  prosze_siostry_big cemetario1 dwoch_na_dachu_big targ1 targ8 cemeterio2 cemeterio6 szadou wall nadchodza wsiadac_nie_gadac  z_chlebkiem targ7 mamma ulice pocaluj_lapkie1 oj_chlopie pieprze_autobusy pentiumIII co_sie_gapisz zazdrosc  mozemy_odpoczac byla_piekna rejestracja zakratami dawaj_szafe canal dwoch_na_dachu  jesus ja_i_siostra  pod_filarami1 ulice2 silencio zamyslenie life_sucks chce_do_domu mercado

Opublikowano americana | Otagowano

GUATEMALA CITY

2 noce i zmykam dalej. Przemieszczam sie coraz szybciej chyba. Wkrotce zamiast relacji to zaczne pisac 17sto zgloskowe HAIKU. deklamowac, recytowac, pisac, czytac, sluchac wierszy to ja nigdy nie moglem. Jakos malo romantyczny postac jestem. Piosenki, muzyka, teksty oczywiscie sie zalapuje i to bardzo. Ale tworczosc w stylu Pana Tadka i te rymowanki doprowadzaly mnie do szalu zawsze.

Lezalem w hamaku. Noc. Omoa. Honduras. I zaczalem tworzyc haiku. Po polacku oczywiscie i nie zachowujac zasad. To maly opis 5 minut, zapis chwili.

—-

Ptactwo w krzewach
buszuje
Ale dyskoteka glosniejsza jest

—-

Gdzie jestem
Wlasciwie
Zapytuje w hamaku sie bujajac

—-

Skonczyl mi sie dlugopis
Niepytajac
Pozyczylem drugi

—-

Goraczka sobotniej nocy
Dzis nie mam
Goraczki

—-

Na zakonczenie klasyczny 17sto zgloskowiec (sylabowiec – boziuu…. pani z polskiego by mnie zamordowala wlasnym dlugopisem). To haiku, bardzo niepoprawne polityczne, nie dla dzieci, falszywych dewotek. Instrukcja – nalezy wymawiac szybko i mantrowac bez konca. jest to haiku na cwiczenie wymowy. Oto ono:

Chujdupapizdacycki
Chujdupa
Pizdacyckichujdupa

—-

6 rano. Zerwalem sie ze snu. Slonce dopiero sie budzilo. Wzulem sandaly i pognalem przez pusta wioske na rownie pusty pomost. Ogromnie pelikany krazyly 3 metry nad glowa wypatrujac ryb niechybnie. Przysiady, pompeczki, rozciaganie, duzy rozbieg, sekunda w powietrzu i spotkalem sie z lustrem wody. ostatnie chwile w tym miejscu.

W strone granicy z Guatemala.

5 godzin do Puerto Barrios. W klasycznym chicken busie i znalazlo sie tez miejsce dla calkiem sporej glowy, ktora podrozowala przez ladna chwile wraz ze mna. Ciezarowka z granicy Hondurasu i juz Guatemala. Zielen, slonce i 12$ za wize.

W puerto Barrios (obrzydliwe portowe miasto, wszyscy i wszytko tapla sie w glebokim blocie wdychajac malo przyjemne zapachy). Stamtad autobus do Guatemala City.

WLADCA PIERSCIENI – DRUZYNA PIERSCIENIA. Warto bylo czekac. napisze wiecej. Wyobrazcie sobie tylko. Film powala. Czekam na kolejne dwie czesc. 2002, 2003….

aaaaaa….. ide spac… jutro Antigua Guatemala i Wigilia. Z kim, gdzie, jak – ni wiem nic ni wiem….

Opublikowano americana | Otagowano

OMOA, HONDURAS

OMOA – mala rybacka wioska tuz przy granicy z Guatemala. Wspaniale morze – Karaiby rzecz jasna, wokolo dzungla i ludzie Garifuna – potomkowie niewolnikow z Afryki.

Zadekowalem sie w hotelu za 2$ – tzn. mam hamak i dach. Wlasciciel miejsca Roli ze Szwajcarii piecze wspanialy szwajcarski chleb dzis. Zapach prawie zwalil mnie z nog. Pobudka o 6 rano. Nietomny powloklem sie na molo i rzucilem swe cialo w glebiny. Taka gimnastyka z rana to cos co misie lubia najbardziej.

Poza tym w calej Ameryce Srodkowej chmurzasto i pada deszcz – wiec swieta parne , deszczowe i gorace…

ZOstane tu dwa dni (na Wigilie na pewno) i dalej w droge – do Gwatemali. Koncze, zycze wiadomo czego i w ogole wspanialych Swiat…. pa

tegucigalpa2 tegucigalpa1 rysunek roni_place  puerto_cortez1 omoa4 omoa3 omoa2 omoa1 chicken_life   diary1 en_el_bus en_el_bus2 granica honduras_granica idzie_jak_czolg   omoa3    roni_place rysunek   w_autobusie1

Opublikowano americana | Otagowano

W drodze z NICARAGUI do HONDURASU

8:00 —> POBUDKA, Leon, Nicaragua

W nocy dmuchawa dawala przyjemny chlod. Big Chill. 20 cial snilo w wielkiej sali. Jak w szpitalu dla oblakanych. 20 roznych osob i snow. W roznych jezykach. Nietorzy z nich biora rowniez tabletki antymalaryczne wiec sprawa sie komplikuje – sny sa bardziej kolorowe i przerazajace. Nie wiadomo czemu przysnila mi sie M. dziewczyna w ktorej zabujany bylem w podstawowce… no comments

9:00 —> INTERNET

HO, Ho!! To sie porobilo mi kontaktow na ICQ. Wystarczylo ze dalem swoj numer ponownie na strone i sie zaczelo. Kazdy chce powiedziec czesc i hallo i co tam slychac. Ale jak ja sie na ICQ pojawiam to rozmawiam tylko z przyjaciolmi ktorych znam. I tyle. Nie siedze na sieci caly dzien, aby se konwersowac …. no nie? Co waznego —-> MAIL

10:00 —> SNIADANIE

Kawa, sok, 4 tosty, dzem, miod

10:30 – 15:00 —> W DRODZE NA GRANICE Z HONDURASEM

„a la izquina” (na rogu) – rzekla stara kobieta sprzedajaca czosnek. To a propos ciezarowki, ktora sluzy jako autobus, przewozac na pace ludzi. Jade na dworzec autobusowy, a wlasciwie wielkie targowisko. Czemu zawsze czosnek sprzedaja starsze kobiety? Czyzby tylko one mialy monopol na ten antywampiryzm?

Spoko – ciezarowka przyjechala po 3 minutach. Wskoczylem i pognalismy na targowisko. Rzucalo jak w piosence 10 w skali Beauforta. Na miejscu zmiana autobusu – do Chinandega. W Ameryce Srodkowej na bus sie nie czeka. TO bus czeka na ciebie. Co nie przychodze na stacje (targowisko) autobus juz drzy w gotowosci, kolesie goraczkowo zapraszaja do srodka, Ba! wrecz bija sie o kazdy kawalek podroznego.

38 km z Leon do Chinandega. 1,5 godziny. Rowerem bylbym szybciej. Ale tak to jest. Kupuje co pol godziny plastikowy worek z woda. Jak i zarcie. Wszystko od ludzi, dzieciakow pojawiajacych sie w autobusie na kazdym postoju. Kupisz wszystko – nawet zywa kure.

Chinandega – znow nie czekam. Szybki odjazd ze stacji. Tym razem 2,5 godziny w drodze. 70 km ale droga znacznie gorsza. Wertepy, wyrwane mosty, przebudowa, remont, slady duzych zniszczen. To efekt dzialan huraganu MITCH z 1998 roku. Nie bylo gorszego kataklizmu w nowej historii Hondurasu i dla pewnych czesc Nicaragui i Guatemali. Ta czesc Ameryki Srodkowej zbiedniala jeszcze bardziej. Przez 48 godzin MITCH (kategoria 5 – czyli najsilniejszy) dokonywal straszliwych zniszczen wiejac z predkoscia 180 mil na godzine. 10000 dusz ulecialo z ziemi. Setki tysiecy osob stracilo domy, dobytek.

W koncu granica. Rowerowa ryksza dojezdzam do punktu granicznego po stronie Nicaragui. Blabalbla, biurokracja jak zywkle. Papierki, pieczatki i klasycznie oplata za cos – 2 $ tym razem – podatek wyjazdowy. Mam nadzieje ze pojdzie do przynajmniej na jakis dobry cel. Choc watpie. Wymieniam reszte cordobas na limpares (waluta Hondurasu). 1km – moj masakryczny plecak, maly plecak z zepsutym zamkiem i ja – idziemy. Cinkciarze, rykszarze, kierowcy tirow spiacy pod swoimi pojadami na podwieszonych hamakach, krecace sie wokolo tirowki (tak tak – one sa wszedzie), dzieciaki plywajace w granicznej rzece. Wspaniale widoki wokolo i w punkt graniczny Hondurasu. Wypelniam karte graniczna (po raz 10ty chyba) i ustawiam sie w kolejce z paszportem, oganiac sie rownoczesnie od cinkciarzy, ktorzy wymienili by nawet wlasna matke i babcie na dolary, limparesy, cordobasy, czy nawet zlotowki. Pot sie leje ciurkiem, wycieram sie co 10 sekund (w.! bandana sie przydaje, dzieki mala). gdy przychodzi moja kolej, pani w okienku informuje mnie ze nie oplacilem czegos w kasie. No to ide do kasy, cierpliwosci coraz mniej. A tam w kasie jedna pani pije kawe, droga trajkocze przez telefon, trzecia nie robi nic, aa sorry, oddycha. Wolam wiec ta co oddycha – taa. taa…. prosze poczekac, muchacha poszla do toalety.

15 minut i muczacza sie nie pojawia – za to zauwaza mnie inna chica siedzace w kacie i przekladajaca papierki. okolo 20 stki, piekna, czerowny obcisly sweterek (generalnie nie lubie czerwonego, ale w tym wypadku). Wiec jeszcze raz jej tlumacze, ze goraco i te plecak i ja sie spiesze do Hondurasu. Ta sie usmiecha slodko i idzie szukac muczaczy. Muczacza w koncu sie pojawia, zdecydowanie niezadowolona ze ktos jej sjeste przerwal. Place 2$ (!!! ponoc sie normalnie 7$ frycowego placi za przekroczenie granicy!!) i ustawiam sie znow w kolejce co bylem poprzednio. I tu znow lala mnie ratuje i przyjmuje moj paszport bez kolejki – dzieki ci chica w czerwonym sweterku ;)

15:00 – 19:30 —> GRANICA – TEGUCIGALPA

Jadem. Najpierw microbusem, smierdzac jak cap jade ladna sliczna droga do miasta CHUCELTACA. Znow widoki, slonce wlewa miekkie swiatlo do srodka pojazdu. Gory. 2000mnpm. W koncu wielka plama swiatla w dolinie. Tegucigalpa – stolica Hondurasu.

19:35 —> TEGUCIGALPA, dworzec autobusowy

Jest juz wystarczajaco ciemno aby dostac w morde, zostac obrabowanym, ale jak zawsze (pukpuk) nic takiego mi sie nie przytrafia.

Na stacji autobusowej lini EL REY okazuje sie ze bus do SAN PEDRO SULA jest o 3 rano. Hotel – ten tani, zapakowany na maksa, reszta droga wiec pozaostaje mi czekac na dworcu. Tym razem ja czekam na autobus, a nie on na mnie.

Duza sala, wiatraki (tylko 2 dzialaja). 20 osob i placzace dzieci. Jedyne co moge robic to pisac ten tekst, wygodnie ulozony w plastiowym fotelu, sluchajac manu nagry. This place´s gonna kill you baby…

23:00

Siedze kolo kibla wiec smierdzi coraz bardziej, zatkany pewnikiem jest.

1:21

Zyjem wciaz. Ludzie spia. Slucham wszystkich plyt MD co mam, wertuje przewodnik i rysuje.

2:30

Kupuje w koncu bilet. Ten co go sprzedaje raczej niezadowolony z zycia. Na stacji dym – miejsce ktore mialo byc w autobusie dla bagazy, zostalo zajete przez tajemnicze szre paczki.

3:00

Odejazd. Plecak jedzie tu ze mna, nie w luku bagazowym. Zasypiam.

7:24 —> SAN PEDRO SULA, HONDURAS

Ehh…. W koncu. Soczek bananowo-papajowo-mleczny na sniadanie i kawa. W deszczu. Szukam internetu … a potem w droge na Karaiby ponownie. To tylko godzina drogi stad.

Opublikowano americana | Otagowano ,

PRZEDWCZESNE ZYCZENIA

Co to jest nastroj swiateczny?

To
snieg skrzypiacy pod butami
To
Zieleniec i snowboard w niedziele rano
To
ulga ze, nie ma szkoly, uniwerku, pracy
To
powrot do domu wieczornym pociagiem z Warszawy, badz samochodem zatloczona gierkowka
To
mama krztajaca sie w kuchni gdy jeszcze spie
To
droczenie sie z siostra, co wlasnie z Wrocka przyjechala
To
pogadanki z tata
To
nerwowa atmosfera
To
dziesiatki ludzi przewijajacych sie przez dom
To
ubieranie choinki (nie nawidze)
To
czekanie ba prezenty (uwielbiam ;=)))
To
pierwsza gwiazdka
To
mroz szczypiacy
To
wigilia w malym gronie rodzinnym
To
impreza w 1 dzien swiat wraz z Przyjaciolmi w Klodzku

Czy jestem w takim nastroju? Skadze znowu. Zapomnij. Jest 20 grudnia 2001, a ja siedze w Ameryce Srodkowej na hamaku. Pisze, pije zimna jeszcze wode, i nie mam sily gadac z tymi nieznajomymi ludzimi, ktorzy siedza tam przy stoliku obok, gderajac po angielsku z francuskim akcentem, wertujac przewodnik. Bo to nudni ludzie, ludzie bez jaj, nie chce mi sie z toba gadac – chcialbym aby zrozumieli ten tekst.

Jest goraco, jest 23.00. Cos cyka w ogrodzie i male gekony biegaja po scianach. Wlasciwie to je lubie bo one lubia insekty ktorych natomiast nie kocham za bardzo. Jakas piekna muzyka otacza mnie, nie slyszalem tego wczesniej. Ogromny nietoperz wlasnie prawie zabil starszego kolesia przysypiajacego w bujanym futelu.

To na pewno nie jest nastroj swiateczny. Zaczalem dostawac pierwsze zyczenia emailowe. Cos z tym trza zrobic przemknelo przez glowe.

Spojrzalem na swoja liste z kontaktami. Emaile, ICQ, telefony do domu, pracy na komorke. Totalny komunikacyjny balagan.

Nie bedzie wiec spamowania wszystkich ludzi ktorycch mam tutaj w kompie. I tak wszyscy dostaniecie zyczenia swiateczne od kazdej osoby ktora ma was w ksiazce adresowej, wasz diler telefonow komorkowych nawet wam je wysle. Sztampowe zyczenia, kartka elektroniczna i spam do 500 osob. To bezsensu. Zreszta moj admin Adomas i tak mi wylaczyl spamowanie, heheheh…

Chcialbym abyscie sobie odpoczeli, nie mysleli o pracy, nie narzekali ze znow sie Sylwester nie udal. Nie przejedzcie sie na swietach, za duzo kielbasy to niezdrowo (ZABILBYM ZA POLSKA KIELBASE TERAZ ;)))) Nie ogladajta za duzo TV, bo tam bzdury pokazuja, spotkajce starych przyjaciol w knajpie w pierwszy dzien swiat :)

Tyle i tyle. Do tych najblizszych sie w mailu odezwe osobiscie i zadzwonie….

Brejkajcie wszystkie rule… pa !

PS.
Zaraz jade do Hondurasu. Dzieje sie dzieje. W Argentynie stan wyjatkowy, w Kolumbii wciaz zadyma…. gdzie znajdziesz teraz spokojne miejsce na tym ziemiskim padole?

Opublikowano americana | Otagowano

LEON, NIKARAGUA

Siem spocilem. Wrecz rozpuscilem. Nie tylko ja chyba. Cale miasto. Kierowcy autobusow, sklepikarze, bezdomni, policjanci, turysci, kelnerzy, wlasciele hotelu. Leon – stare miasto, baardzo stare, podobnie jak Grenada – kolonialna zabudowa, koscioly, place, skwerki, zielono, ale wszystko zalane sloncem. Jakis dziwny bezruch powietrza – nawet wszelkiego rodzaju dmuchawy, wentylatory nie pomagaja, bo powietrze i tak jest gorace.

Z radia ciekna lzawe przeboje o zlamanym sercu Mi CORRAAAZZZONNN… blablabla…. Ludzie zasypiaja idac, spia gdzie popadanie, szukaja cienia. temperatura powoduje czasem nerwowe spiecia – prawie sie pobilem z malym chudym taksowkarzem – ktory chial mnie otegowac na ladna sumke – zniszczylem w zamian uszczelke do drzwi w jego 25 letnej ladzie (coz… USSR upadl, wiec jak on teraz se sprowadzi nowa uszczelkie?).

Managua – milionowa stolica kraju, jej obrzeza skladaja sie wylacznie z bazarow, barakow i dworcow dla CHICKEN BUSOW. Masakra. Przeciskalem sie ze swoim dobytkiem pomiedzy straganami aby dotrzec do kolejnego autobusu. MOJ BAGAZ – to juz osobna historia. Z listy ktora stworzylem wywalilbym polowe. 15-20 kg…. eh…. w takim upale to i 5kg to udreka. Ale na przyszlosc wiem z czego na pewno z rezygnowac.

VIA VIA – to hotel w ktorym mieszkam. Za 45 cordobas mam miejsce w ogromnej sali z 20 lozkami. Jest pelna. Ludzie z calego swiata. Jada na polnoc lub poludnie. Wiekszosc podorozuje tylko w Ameryce Srodkowej. Podrozuje. To zle slowo. To juz nie jest podrozowanie wlasciwie. To tkwienie w drodze… moze kiedys nabiere do tego dystansu.

Bieda – Nikaragua i Honduras to najbiedniejsze kraje Ameryki Srodkowej. Nie trudno to zauwazyc. Oporcz wszelkiego rodzaju przwrotow politycznych, dochodza HURAGANY, trzesienia ziemi. Ameryka Pln i tak juz wyczerpala wszystko co sie dalo. WYSSSALA wrecz. Kraje takie jak KOSTRATYKA to jedynie pacholki i marionetki w rekach mocarstwa z polnocy. Nie mam nic przeciwko USA – ale widze to co widze. Ludzie nie nawidza AMERYKI ale i ja kochaja. Marzeniem jest praca w USA, marzeniem jest amerykanski samochod, marzeniem jest takie zycie jakie pokazuja w kablowce. Tu wszystkie dzieciaki graja w BASEBALL i w kosza. Nikt nie gra w pile nozna. Pizza i MCDONALD kroluja. Podobniez FILMY. Afganistan i wojna to tylko kolejna PELICULA w CNN… kolejny film, atrakcja-abstrakcja. Podobniez jak i reszta swiata. Jestes bialy – tu musisz byc NORTEAMERICANO – i chuj ich obchodzi ze jestem z POLSKI. Aha… ;:)) dzis ladna historia. Brzydka i koslawa Francuska myslala ze jak jestem z Polski, to na pewno przyjechalem tu do pracy. TAAA…. jestem pieprzonym gastarbaiterem w Nicaragui….

Nie mam czasu. Na refleksje, na ograniecie tetgo wszystkiego, na napisanie madrego tekstu, zawarcie w nim wszystkiego – tego co mnie otacza – mysli, informacji historycznych. Ja juz nie mam sily ;))

…. przegladam mape jak sie do NYC ladem dostac…. ladny kawalek – 30 roznych autobusow pewnie… jeszcze sporo do zobaczenia. Ale mam juz gdzies wspinanie sie po wulkanach, ogladanie parkow narodowych, lazenie gdzies z plecakiem przez 20 km. Powoli bez paniki i pospiechu, nie odhaczajac nic a nic w kajecie posuwam sie na polnoc. Robie wciaz zdjecia, ale nie mam sily na pisanie. Wybaczta….

asadero1 asadero2 asadero3 asadero4 asadero5 beardedmonkey chinandega1 chinandega2 grenada1 grenada2 grenada4 grenada5 ja_irlandczycy knajpa1 knajpa2 kuku1 leon

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Opublikowano americana | Otagowano