Miesięczne archiwum: Październik 2001

PUNK IS DEAD

Bylem punkiem. Smieciem po ichniemu. Czlowiekiem wyrzuconym z kolektywu, nedzna punkowska kreatura z olbrzymim irokezem – waskim paskiem po srodku mojej glowy, pozostaloscia burzy wlosow, ktora wyrosla mi w ostatnich 4 miesiacach. Mialy byc dready – jest lysa czaszka obecnie. Dobrze, ze mnie w knajpie obsluzyli, bo inaczej umarl bym z glodu. Generalnie wioska byla zaszokowana i zbulersowana radykalna zmiana mojego wygladu. ;))

Czy oceniamy ludzi po wygladzie, ubraniu, fryzurze, kolorze skory, brudzie, zapachu, kolczykach na twarzy czy tatuazach? Oczywiscie, taka jest natura ludzka. Wydaje mi sie, ze w tych dziwnych czasach nalezy byc NIEPOLITYCZNIE POPRAWNYM i nie popadac w paranoje.

Zmienila sie ekipa. Olger, Mathanja, Wlosi, Aussies wyjechali. Zostalem tylko ja, Brendan, Michel. Mam nowych sasiadow. Olivier i Charlotte. Zabojady. Oboje okolo 26-27 lat. Koles przypomnia mi mlodego Marasa z szalonych czasow Colorado, 1999. Biale wlosy, szczapa, widoczne naduzycie la moty i trampki numer 49. Koles jest muzykiem i bezrobotem. Wczoraj do 3 rano sluchalismy Radiohead, Sublime, Marleya i roznych dziwnych wynalazkow. JUtro prawdopodnie gitarowe jam session. Charlotte natomiast nie lubi gadac po angielsku. Twierdzi ze boli ja od tego glowa. Hm… chyba nie od tego.. ;))

Wczoraj powrocily fale potwory, niosace mleczna piane i zjadajace ludzi-chcacych-byc-surferami. WIec znow surfuje. Slona woda wciaz jednak smakuje kiepawo…

Michel przytargal glosniki komputerowe z Salinas. Podlaczylismy sprzet, siedzimy na balkonie, sluchamy samby, spozywajac dzambe i cuba libre, patrzymy na ocean, komentujac fale. Jak glosi prognoza – beda perfekcyjne dzis o 2:30 pm.

Mniej pisze, wiecej robie cz-b zdjec. Nie umiem pisac – to pewnie juz zostalo zauwazone. LEcz zdjecia i obrazki stanowia nieodlaczna calosc jak sie wydaje. wiec…. keep on doin….

Opublikowano americana | Otagowano

PUNK IS NOT DEAD

Urodzilem sie 1976. Roku Sex Pistols, Taxi Drivera z Robertem de Niro i irokezem na glowie. W holdzie tym czasom, zrobilem se wyjebistego klasycznego irokeza na glowie. Dodam ze cukru nie uzywalem, wyszedl z mody.

irokez1

irokez2

irokez3

irokez4

u_fryzjera

Opublikowano americana | Otagowano

FOTO MONTANITA cz.2

Pusta plaza. Szare niebo. Na mysl przchodza sceny z Polskich filmow z lat 60 tych rozgrywajacych sie nad Baltykiem. Jakos mi tego Baltyku brakuje – zawsze tam bede tesknil. W uszach muzyka: du dududu du… cos jak melodia z pewnego filmu POCIAG. Ktos pamieta? Chyba skomponowal to Komeda.

Szwendam sie po okolicy. Robie zdjecia jak zwykle. No i wrzucam. Wrzucam wszystko: art, nie-art, wspominki, zdjecia do albumu, i do szuflady.

banos_publicos

bart_blunt

bart_lysy

bart_olger1

bart_playa1

bart_playa2

br_playa

brendan_draws_sm

brendan_draws1

brendan_draws2

brendan_draws4

brendan_draws5

brendan_draws6

brendan_draws7

dpol

french1

gdzie_fale

holand1

holand2

irokez_sm

joinnnnnt

la_punta1

la_punta2

michel

monkey

my_pies

pelikanosy

playa5

playa6

pocztowki_z_drogi

stoneheart

surfshop1

susana1

susana2

susana3

tattoos

teddy_bear

they_re_leaving1
…musialem stworzyc druga galerie dla zdjec z Montanity…

***

Staralem sie sciagnac ksiazke Pilcha z onetu. Nic z tego… Za wolno idzie i jakas rozbita na czesci , wiec trudno to w kupe zebrac. Ma ktos to w jednym dokumencie? Z checia bym maila lykna w formacie worda. Moglbym sobie to tu wydrukowac. Uwielbiam jezyk Pilcha…

***

Rodzinka? zyjecie? odezwijta sie…

Opublikowano americana | Otagowano

b e z r o b o c i e

Wlasciwie to zapomialem jak to jest pracowac. Od 9-17. Oczywiscie, ktos madry (choc niekoniecznie) moze rzec w tej chwili, ze wejdzie mi to w krew i stane sie jednostka nieprzystosowana do zycia w „normalnych” warunkach.

Moze, morze, ocean. Wlasciwie to co sie ze mna stanie jak wroce. O powrocie jeszcze nie mysle. Za chwile, moment, za 2 miesiace lub parenascie tygodniu, kiedy nie wiem, bede pracowal. 15 godzin dziennie, zacharowujac sie na smierc dla jakiegos amerykanskiego wyzykiwacza. Plany dalsze – bo sie pytaja ludziska – Wenezuela, Karaiby, Jamajka, Kuba, Meksyk, USA.

Mysle nad tym od dzis. Bo dzis po kolejnym dniu walki z falami stracilem wiare w swoj surfingowy talent. Obudzilem sie, popatrzylem w wielkie lustro i rzeklem: BART, jestes zwyklym szmaciarzem. Czasem warto prawdzie w oczy spojrzec. Pomyslalem wiec od drodze. Zatesknilem. Znam cale miasto, kazdego ludzia, wiem gdzie najtaniej zjeesc, wieczorem napic sie piwa, wiem kiedy sa najlepsze fale, znam tez kazdego psa w okolicy. Wiem wszystko. Prawie.

Opublikowano americana | Otagowano

MONTANITA, dzien ktorystam

Refleksje? Mysli? Chwila, aby sie zastanowic? Usiasc? Medytowac?

Skadze. Nic z tych rzeczy. Beznadziejne lenistwo, beztroska i plucie z pozycji ciala ulozonego w hamaku.

***

Te same rozmowy caly dzien, kiedys abstrakcja, dzis rzecz oczywista. Rozmowy o falach.

AllllE fala !! – patrz stary, siedza kolesie i komentuja kondycje oceanu.

Brendan zasiadl i opowiada coraz bardziej pokrecone kawalki z aroganckiego beztroskiego zywota, strudiach na Uniwersytecie Oksford. Rozkreca sie wiec trza go stopowac czasem. Spoko koles, zajebiste czarne poczucie humoru, ale zapatrzony w siebie – wiec otrzymuje przynjamniej raz dziennie konstruktywna zjebke.

Drugi z 3 surferow to Olger – rowniez spoko gosc. Jak wiekszosc Holendrow nie pali ziela (wbrew stereotypom panujacym na swiecie) – pije natomiast alkohole w duzych ilosciach i narzeka, bo taka jego natura – Sztiupid – to typowe slowo jakie mu z gardziela wychodzi. Mysli juz o rychlym powrocie do Holandii (za 5 dni). Piszemy razem scenariusz do filmu o tej wiosce.

***

Od paru tygodni nie mialem zejsciowych mysli, zwatpienia, zapasci psychicznej i depresji maniakalnej. Wdycham swieze powietrze i popijam je czarna mocna kawa, aby sily miec na caly dlugi, ciagnacy sie jak guma do zucia, dzien. Slonce, ktore raz juz sie pokazalo, wiecej nie zaszczycilo nas swoja obecnoscia.

***

Poranna przenosna sesja nagraniowo piracka. Kopiuje plyty ktore dostalem od Niemca Michela. Dwa minidiski polaczone z soba pepowina kabla + Morecheeba, Air, Massive Attack, Jim Morrison (american prayer) i niemiecki hip hop.

***

Dzis sobota. Ludziska z miast sie zjechali. Bedzie impreza. Zauwazylem ze jakis nieimprezowy jestem ostatnio. Lubie siedziec w fajniej knajpie (coffee shop) posluchac dobrego jazzu, kawa i czasem cos jeszcze. Pozytywne relacje i wibracje. Niepozytywne niemile widziane, lub milo niewidziane. Jest pare w miejsc w ktorych dudni muza. Salsa – ciala zginaja sie w wywiaja. Nie czuje cos tego. Czuje kisielowaty bas, dudniacy, powolny rytm Boba Marleya, genialne kawalki Sublime, Air, klaskyka z lat 60tych, 70tych. Posluchac. Jakos sie nie jaram generalna najebka i siedzeniem w zlej atmosferze dyskoteki. Gdzie kolesie rzucaja ci brzydkie spojrzenie, jak rozmawiasz dluzej niz minute z lokalna chica. Chrzanic…

***

Ide na plaze. Wlasnie rozpoczely sie zawody surfingowe. Mielismy dla zgrywy wystartowac, ale ale…. cos sie nie chcialo dupy ruszyc z hamaka aby sie zapisac.

Opublikowano americana | Otagowano

się toczy

zycie sie toczy
dzien za dniem
generalnie to samo

mysle o dalszej drodze
jeszcze pare dni
tydzien dokladnie

co bedzie dalej?
nowi ludzie miejsca
chwile

robie zdjecia ludziom
portrety zasiedzialych
hippisow

slucham genialnej muzyki
wale w bembny
surfuje

czasem wieczorem biegne
plaza
pusta, ciemna

swiatla wioski odbijaja
sie
na mokrym brzegu

przyplyw nadchodzi
ksiezyc sie w gorze usmiecha
czas isc spac

dobranoc albo dziendobry

Opublikowano americana | Otagowano

WIOCHA i LUDZIE

Byla sobie mala wioska nad oceanem.

Pare rodzin, chatek z bambusa, rybacy wracajacy z porannego polowu. Stary czlowiek i jeszcze moze. Zyli spokojnie, bezproblemowo, upijajac sie w sobotni wieczor przy dzwiekach tandetnej muzy ze zdartej plyty. Czasem tez nastawiali radio, by wykumac co sie na swiecie dzieje – lecz byla to sprawa sporadczyna.

Pewnego dnia przybyl SURFER. Amerykanin, z braku laku nazwijmy go JOHN DOE. Zabladzil tu chyba, badac w drodze do Peru, ktore slynnelo z dobrych fal, poczawszy od lat 50 tych.

Fale. To bylo to co John zalapal. Dobra fala pozytywnej relacji, przyjazni ludzie, wspaniale zarcie prosto ze slonego jak Wieliczka Oceanu Spokojnego, ktory wcale nie byl spokojny. Z roku na roku wiocha stawala sie coraz bardziej popularna.

Nowi ludzie, hotele z bambusa, knajpy, puby, sklepy. Jednak nie tracac pierwotnego klimatu.

Ja tez tu przybylem pewnego szarego pazdziernikowego dnia. Znalazlem baze i osiadlem na pare tygodni, chlonac atmosfere, ktora tworza miejsca i ludzie…

ONE DOLLAR HOTEL

Jak sama nazwa wskazuje – hotel za dolca. Mialem sie tu wprowadzic pierwszego dnia. Cena oczywiscie kusi, lecz to miejsce to klasczyne siedlisko narkomanow i niezly posthippisowski zjazd. Horacio z Argentyny to wlasciciel. Miejscowka pewnie nie przynosi mu zbyt wielkich zyskow. Smiem wrecz powiedziec ze sa zerowe. Podejrzewam ze to tylko przykrywka to biznesu innego rodzaju. Horacio bowiem jest najzwyklejszym dilerem. Montanita jest miejscem w sam raz, bo policyji nie widziano to od ostatniego martwego surfera.

SURF SHOP nr 1 + Tatoo Salon

Martin, Willie i 3 lepkow sprzedaja, wynajmuja, woskuja, reperuja sprzet do poruszania sie na falach. deski, boogieboardy ale i skateboardy. Martin naucza tez surfingu. Taki maly Uniwersytet Surfingowy. Czasem tez tatuuja smialkow, a Willie (jest z Oregonu, USa – narzeczona Martina) ozdabia zelastwem nosy, jezyki, brwi i pempki.

SURF SHOP nr 2

Winston, lecz nie Churchill, choc ma podobe zamilowanie do palenia, lecz nie cygar, a fajek wodnych – to szefu. Surfer, firestarter (pokazy tancow z zimnymi ogniami i inne tego typu akrobacje). Spoko koles i dobry kumpel. Wynajmuje deski z drzewa balsa – robione w Montanita.

Senor Pan i piekarnia

Czyli Pan Chlebek – moj bohater – przez caly dzien dostarcza zglodnialym osobnikom chleb, empanadas, torty, ciasta, buleczki, paczki. Wszystko swieze i gorace, prosto z pieca. No i bajecznie tanie.

Senor Pantalones

Czyli Pan Spodenki – kolo formatu Dannego de Vito – szyje i sprzedaje spodenki surfingowe najwyzszej jakosci. Mozna sobie zaprojektowac wlasnie za jedyne 24$ – co zamierzam wkrotce zrobic – w moich kolorach i z napisem www.bartpogoda.net ;))))

Commercial Girl

16-17 latek, moze wiecej moze mnie. Mulatka, popieprzone w mozgownicy rowniutenko. Sprzedaje wszystko jak powiedziala: kondomy, papierosy, cukierki, marijuane i kokaine. Naprawde na imie ma Pamela, choc pewnie to bajer. Nie daje jej wiecej niz 5 lat zycia.

PSY

Wazna sprawa. Okolo setki psow walesa sie po ulicach. 50% to inwalidzi po wypadku, kulejac skomla o zarcie, patrzac biednymi oczetami na jedzonko znikajace z talerzy turystow. Szefem jest ogromny czarny DOG a glowna kurewka biala Suka z oklapnietymi uszami, dajaca sobie wsadzic okolo 20 razy dziennie, na glownym placu miasta. Czasem dochodzi to penetracji, a potem psy nie moga sie rozlaczyc. Przerazajacy widok.

JOE CARTOON

Duzy, bialy gringo, 2 metry – o wygladzie kolesia z kreskowki. Prawdopodobnie opuscil wioche 2 dni temu.

3-kolesi-chcacych-byc-surferami

Bart (Polska), Brendan (Angla), Olger (Holandia) – probuja surfowac, caly dzien wymieniaja fachowe uwagi na temat desek, fal, pogody, wiatru, warunkow, techniki. Codziennie wymyslaja inna rzecz ktora pomogla by im w walce z falami, np. picie browaru i sluchanie Red Hot Chili Pepper tuz przed sesja surfingowa, zakup korali i kultowych naszyjnikow, czytanie magazynow surfingowych, zaprojektowanie i zakup nowych spodenek surfingowych no i inne tego typu klimaty.

NEOHIPPISI

siedza na ulicy, sprzedaja wlasnej prodkucji paciorki, kolare, torebki. Artesanias. Maja dready, splowiale ubrania, peace brah, zywia sie chlebem, winem i zupa i sluchaja Marleya. Ale co dalej kochani??

LYSY

Lysy – to Francisco – ogromny koles wlasciel La Casa Blanca Hostal. Urodzil sie w Boliwii ponoc – choc nie wyglada. Na kolacje zjada 4 talerze spagetti. MA aparat cyfrowy canon a20 – ale nie wie jak go uzywac – wiec za lekcje oblsugi aparatu i paru programow na kompie – mam Internet za darmo. Co jest calkiem niezlym dilem. W najblizszych dniach robie strone tego hotelu – aby miec siec za darmo. Polak zawsze se rade da. Nawet w tych ciezkich czasach.

W skrocie to tyle. Dni, plyna, deszcz pada, fale coraz wieksze i nalywaja nowi ludzie – i tym samym wiecej chleba schodzi w pierkari Senora Pana.

Czy moglbym tu zyc? Raczej nie, miastowa bestyja jestem, co lubi czuc asfalt pod trampkiem.

Dwa dni temu mecz na plazy, wczoraj sesja foto z Veronica i Elita (elitarne imie, co nie?). Efekty wkrotce.

Marzy mi sie film z takiego miejsca. Wraz z Olgerem zaczelismy juz kreowac historie. Smieszne jak Tadeusz Drozda jest na razie – ale nabiera ksztaltow. To bedzie kultowy film…

bart_dog

brendan2

brendan3

brendan4

casablanca1

doggie1

eli_ver_big

elita2

fire_big

fire1

fire2

fire3

fire6

fire7

fire8

fire9

fire10

fire11

gosc_w_busie

meg_winston2

montanita1

montanita3

montanita4

montanita6

olger2

playa1

playa2_mecz

ruth1

tributo

v_e_b1

v_e_b2

v_e1

v_e3

v_e5

v_e6

v_e7

v_e9

veronica

veronica2_sm

veronica2

veronica4

w_busie

winston

Opublikowano americana | Otagowano

MIAMI w Ekwadorze

Musialem dzis z ekipa pojechac do Salinas – Ekwadorskiego MIami. Heheh,…. taa.. rzeczywiscie wyglada jak miami. Biale hotele, Policjanci lapiacy pijanych rowerzystow, placi sie dolarami, taksowki cabrio. Taa… ale generalnie jest nedznie. Musialem przerwac swa leniwa egzystencje w Montanita z jednego powodu – w Peru wybralem 100$ banknot ktorego za cholere nie moglbym uzyc. Musialem go na drobniaki w banku rozmienic.

A o 4 po poludniu nadejda fale…

Wczoraj polknela mnie ogromna fala. Siedzialem sobie spokojnie za punktem gdzie zalamuja sie fale (BREAKS) czekajac na giganta. Kiedy nadszedl, nie dal mi szansy. Zlapalem deske za blisko nosa i fala mnie polknela. Yummie…. Dziwne uczucie – jestes nikim, niczym, puchem marnym i nie mozesz nic zrobic.

Opublikowano americana | Otagowano

mój…

…jedyny problem obecnie, to wybrac odpowiednia fale (o predkosci 20 km / godz) ulozyc sie odpowiednio na desce, machac lapami aby uzyskac predkosc 10 km / godz. Nastepnie dac sie zlapac fali i gdy poczuje, ze predkosc odpowiednia, wyskoczyc na deske i utrzymac rownowage.

to moj jedyny p r o b l e m

zawsze chcialem miec takie problemy

3 dzien surfowania i juz czasem stoje na desce

sobota

przybyli nowi ludzie

impreza na plazy

hm… wlasnie zauwazam ze staje sie monotematyczy jakby trochu

szkoda ze nie moge posiedziec dluzej w sieci (3$ za godzine) , aby napisac jakies madre slowa…

tyle w telegraficznym skrocie

Opublikowano americana | Otagowano

Dostaje w dupe. Czyli Surfin dzien 2

Obudzilem sie rano z niezlym bolem WSZYSTKIEGO. No oporcz glowy, bo poprzedniego wieczoru tylko browczyk poszedl. Dni mijaja powoli. Cala os opiera sie na surfingu. Obecnie. Wstac, zjesc, pogadac, polezec, pochodzic. O 2-3 po poludniu przychodza FALE. I tak do 6. Potem brak sil i slonce zachodzi. Trenuje, trenuje – wszystko to co sie nauczlem dwa dni temu – na razie z marnym skutkiem. Bedzie lepiej – rzec by sie chcialo – no ale mentalnie jest fantastycznie.

Kark, plecy, brzuch, owlosiona klata – bol. Wszyscy czekaja na slonce. NA razie dni chmurzaste.

DJeje w kanjapach puszczaja SUN SHINE REGGAE z lat 80tych. W ogole te stare hity z lat 80 kroluja. I Shaggie MY ANGEL.

Jest ekipa: ja, Brandon (Anglia), Olagar (Holandia), Molie (Hol). Ruth i Meg (HOl) dzis wyjezdzaja. Jest tez pare innych osobowosci i miejsc ktore w krotce opisze.

Musze kupic zatyczki do uszu. Sasiedzi – ekwadorska mafia w czarnym Grand Cherokee bez numerow mieszka kolo mnie. Moi kochani sasiedzi, ktorzy napieprzaja sie w nocy ze swoimi laskami (duza, czarna cycata z afro i mniejsza z mejkapem a la M.manson ale nie). Generalnie tacy ekwadorscy dresiarze na weekendowym wyjezdzie. Oprocz milego dzien dobry i ciao nie zamieniam z nimi slow.

Dzis kolejny dzien zmagan. Planuje dalsze posuniecia w podrozy. Nie wiem czy dostane wize do Kolumbii i chyba se odpuszcze. Plan : kupuje bilet specjalny AIRPASS na trasie: Quito – Carracas (Wenezuela) – KIngston (Jamaica), Havana (KUba) i stamtas MIAMI lub NYC lub directamento do COLORADO….

kasa, czas, samopoczucie, tesknota, dni, noce, slonce i ksiezyc, droga….bart_surf1

bart_surf2

bart_surf3

Opublikowano americana | Otagowano