FOTO w SANTIAGO

Kupilem bilet do Calamy. Prosto na Atacame (to taka pustynia jakby ktos byl lama). To bedzie dluga podroz – 22 godziny w autobusie.

Zapodaje na miasto. Bezuzytecznie przesiaduje w knajpach, pije kawe i jem frytki a potem znow szlifuje bruk ulic Santiago.

Zapakowalem niesmiertelnego eos 50 do plecaka. dzis robie portrety. Wcale nie jest trudno. Nikt nie odmawia. Wystarczy gadka w stylu:

„Puedo sacar una foto, yo soy estudiante de fotografia, de Polonia”

To zwykle wystarczy…

Zalozylem obiektyw 50 mm – czyli trza robic z bliska, a nie z tajniaka. Ktos kiedys powiedzial , chyba jeden z fotografow agencji Magnum:

„Jezeli zdjecie jest kiepskie, oznacza to, ze nie podszedles wystarczajaco blisko”

Swietna uwaga…

Robie i robie – w koncu wpadlem w swoj stary rytm. Zostawilem cyfraka w spokoju – zajebista sprawa ten cyfrak, ale rozleniwa jak cholera…

Na szczycie Cerro Santa Lucia spotykam 4 Polakow – brody, okolo 40tki, przemierzaja swiat, pracuja w Nowej Gwinei. Pogadalismy chwilunie i pognali przed siebie… maja jeszcze rok podrozy przed soba… pierwsi Polacy jakich spotkalem.
Jutro idzie paczka z filmami do Nowego Jorku – prosto w rece mastera Kufla.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.