MENDOZA

14 godzin autobusem. Smierdzialo kupa niemowlaka. Krzyki, placz, Tanczacy z Wilkami bez fonii na video. Zapuscilem Marleya, ksiazka i po 3 godzinach slodko spalem. Az do samej Mendozy (sliczna nazwa co?). To calkiem spore miasto. Na wysokosci 800mnpm. To jest brama Andow. Jutro wspinam sie wyzej – na 3000m.

Jest zimno. Mglisto. Znalazlem hostel za 8$. Aha no i zmarl moj aparat eos 50 smiercia tragiczna. Moje lozko jest na pietrze, wiec wyciagajac z plecaka bluze (ziiimno) wypadl mi eos i gzmotna o glebe. Nie dziala fokus. Migawka dziala. Teoretycznie da sie robic w manualu. MUsze przetestowac. Ostatecznie sprzedam go gdzies za marne pieniedze, chyba ze da sie go naprawic. Spust migawki nie styka.

To tyle. Glodny jestem piekielnie. Schronisko jest super. W koncu ludzie ktorzy mowia tylko po hiszpansku i dzis bedzie grill i kolejena impreza.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.