MENDA part 2

Mc Donald´s wszedzie na swiecie jest niezobowiazujaca enklawa. Siedzisz ile chcesz, nikt cie nie wygania. Zimne frytki. Saczysz plyny. Potem jest nawet gdzie je wydalic.

Mendoza znajduje sie okolo 200km od granicy z Chile (przelecz na wysokosci 4000 mnpm).

Staram sie jak najszyciej dotrzec do Boliwii i Peru. Tak aby zalapac sie na sucha pore. W Boliwii wywolam filmy i negatywy i wysle je do NYC do Kufla (ktory je zeskanuje i wrzuci na sieci, nieprawdaz mistrzu? ;)))) Raczej nie zamierzam z nimi jezdzic przez dlugi czas, bo nie wiadomo co sie moze zdarzyc.

Ogolnie Argentyna i Brazylia troche zrujnowaly moj budzet. Dlatego staram sie jak najszybicej opuscic ten kraj (piekny, ale drogi – moze Patagonia kiedys w przyszlosci :)))

Zdarzyl sie CUD – lub jak kto woli NIECH ZYJA SZWAJCARSKIE SCYZORYKI !!

Wrocilem do hostelu. Pachnialo zupa pomidorowa (lub czyms w tym rodzaju). Wyciagnalem zwloki Canona z plecaka i scyzoryk. Zabralem sie do naprawiania. Dr Frankensztajn alias Pogoda. Rozkrecilem skurczybyka. Poskladalem, poukladalem. IT´S ALIVE ! zakrzyknalem. Dziala bez zarzutu. Autofocus, migawka. wszystko. Jeszcze na zdjeciach przetestuje. Ale widac ze wszystko jest spoko. Ciezki kamien prosto z serca gruchnal o glebe (podobniez jak canon 4 godziny wczesniej) …

Deszcz na zewnatrz. Nie widac gor.Wszyscy siedza w hotelu i gostuja. Piara grube przpocone gorskie skarpety. Bevery Hills 91210 w TV, fura ksiazek na polkach, gazety, mapy, przewodniki. Jest co robic gdy deszcz pada.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.