ILHA GRANDE

Obudzilem sie rano. Zadna to niespodziewajka ze sie obudzilem. Zaskoczeniem byl jednak fuckt ze chmury szare przykryly Rio i niechybnie zanosilo sie na deszcz. Na sniadaniu poznalem Andree i Reinera – pare z Austrii. Rozmawialismy chwile. Okazalo sie ze jada tam gdzie ja – na ILHA GRANDE (WIELKA WYSPA). Powiedzialem ze dolacze do nich jutro, badz pojutrze. Mialem jeszcze polatac na lotni troche. Spotkalem tez niemieckich Polakow z dwiema corkami (prawie juz po polsku nie mowily – wstyd).
Zadzwonilem do CZLOWIEKA PTAKA – ten rzekl ze nie ma zamiaru sobie skrzydel zmoczyc i nigdzie latac nie bedzie. Coz mialem robic – spakowalem manatki zaplacilem za hotel i ruszylem na Rodovarie (dworzec autobusowy). W autobusie spotkalem dwoch kolesi z IZRAELA – rozmowa klasycznie – o ich polskich korzeniach, o Internecie, podrozowaniu. Dostali ode mnie wizytkowki i obiecali nauczyc sie polskiego aby poczytac mojego bloga. To zart oczywiscie ;))

Na dworcu spotkalem siedziala Andrea i Reiner (cwierc Polak jak sie okazalo podczas wspolnego pijanstwa wieczorem – cwierc Polak a pil jak Rosjanin :))). Za 15 reali udalismy sie super wygodnym autobusem do Angra dos Reis (3 godzinki). Tam szybkie zakupy i wskoczylismy na maly prom. Za 3 reale poplynelismy na Ilha Grande. To wyspa (172km kwadratowe) – dzungla, plaze, knajpki, gory i tylko jedna wiocha. Taaa – przyplynelismy i zamiast plazy byl deszcz, bloto, mgla i pare knajp. ale i tak wszystko wygladalo rewelacyjnie.

Zamieszkalismy w posadzie prowadzonej przez Lutza. Rano po sniadaniu rozmawialem z nim przez 2 godziny. Koles z Niemiec, podrozowal przez pol zycia. Byl wszedzie o czym swiadczyly zdjecia na scianach. Calkiem calkiem zdjecia – niektore naprawde rewelacyjne. Lutzowi sie geba nie zamykala. Opowiedzial mi o swoich przygodach i o tym jak 5 lat temu przyjachal na ta wyspe. Poznal kobiete. Ozenil sie. 2 lata temu urodzila im sie dziewczynka. Facet zapuscil korzenie – dobrze ze zdazyl po tylu latach wloczegi. Niezle mu sie powodzi, ponarzekal troche na mentalnosc tubylcow, na 3 policjantow siedzacych na wyspie (maja nawet radiowoz – tylko nie wiem po co – jezli droga ma tylko 200 metrow dlugosci).

hendrix

ilha2

ilha3

ilha4

ilha10

ilha11

ilha12

ilha13

lina

W nocy mialem straszliwego kaca. Po wypiciu 3 drinkow – carpirihna, 2 piwek w milej atmosferze.
Zerwarlem sie z loza i uzmyslowilem sobie ze nie mam nic do picia. Znalazlem pomarancza ktorego wyssalem po prostu ze zwierzaca lapczywoscia. Pic sie nadal chcialo wiec wyszukalem jeszcze jogurt truskawkowy. Ehhh…

Zamierzam tu pozostac pare dni. jest Internet – ale ciezko sie jest polaczyc. Prad wysiada co chwile. Mam wrazenie ze mieszkam na koncu swiata. W zielonym raju, gestej dusznej dzungli. Jutro walimy na drugi koniec wyspy. Ponurkowac troche. Jest spokojnie. Sennie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.