Dwa dni w Berlinie – szukanie lokacji, intensywne zwiedzanie różnych przedziwnych zakątków miasta.










Dwa dni w Berlinie – szukanie lokacji, intensywne zwiedzanie różnych przedziwnych zakątków miasta.










To była spontaniczna i przedłużona majówka. Z Warszawy na Słowację, potem do Wiednia, dzień później na Istrię do Chorwacji. A sam koniec niesamowite jeziora Bled i Bohinj. Właściwie fotografowaliśmy siebie nawzajem i jak zwykle uciekaliśmy od ludzi. Jakoś tak ostatnio mamy…



















Tymczasem na chwilę znów Wiedeń. Pospacerowaliśmy parę godzin zwyczajowo ulubioną ścieżką przez Prater. Ja skończyłem roboty, sprawy ogarnięte i możemy zmykać parę godzin na południe. Istria czeka.





Prater jest jak Puszcza Kampinowska. Ale w mieście. 15 minut spacerkiem z mieszkania jesteśmy w gąszczu, zawalone drzewa, krzaczory, zielono w oczach i radość, że koniec zimy :)







Za oknem niespodziewane “wiadomoco”. Wychodzić się nie chce a robić nowych zdjęć już w ogóle nie. Mam jednak w domu dużo pudełek ze starymi negatywami – w większości niewarte wspominania – krzywe, niechlujne zdjęcia robione na kodaku t-max. Bardzo dużo zdjęć kościołów, oczywistych widoczków turystycznych i mnie samego stojącego np. pod jezusem w Rio. Obiektyw zbyt szeroki (chyba 20mm) – męki początkującego fotografa ;)
Czasem jednak znajdzie się co nie co, co warto znów zeskanować i pokazać. Śniegowych wrzutów miało już nie być, żeby słowa dotrzymać trzeba wrócić do archiwum.



Mam nadzieję, że to ostatnia taka biała notka. Jutro powoli zmierzam w stronę Warszawy z przystankiem w Zakopcu. Obym dojechał.




